Kopiuj [quote][center][img]https://i.imgur.com/baXUuFa.png[/img][/center][/quote]
[quote][center][b][color=gold][size=120]Siedziba Klanu Moriyama[/size][/color][/b][/center][/quote]
[quote]
[akap]Na południu Soso, niemalże na granicy z Daishi znajduje się stara siedziba Klanu Moriyama. Nawet najstarsi mieszkańcy prowincji nie są w stanie określić jak wiele lat te, całkiem obszerne, połacie terenu są zajęte przez niegdyś dumny, a teraz niemalże martwy ród. Kim był Klan Moriyama? Na to pytanie można otrzymać wiele odpowiedzi, ale każda zawiera w sobie drobne napomknięcie, że jest to rodzina wywodząca się z Teiz. Niektórzy powiedzą, że to zwykli budowniczowie, którzy zbudowali jakiś tam most na Lazurowych Wybrzeżach. Jeszcze inni nazywają ich po prostu samurajami. Pośród niejasnych opowieści da się usłyszeć, że w jakiś sposób związani byli z Rodem Kōseki. Jaka jest ich przeszłość? Aby być pewnym należałoby zapytać ostatnich członków lub przejrzeć stare, zapewne rozpadające się, kroniki.[/akap]
[akap]Siedziba znajduje się na obrzeżach małej osady, nazywanej Akiba. Długa, wyłożona kamienieniami ścieżka prowadzi, zdawałoby się, donikąd, a jednak na horyzoncie zaczyna malować się szarość ruiny jaką jest mur. Kamienny, mający jedynie metr pięćdziesiąt wysokości, niegdyś wyglądał naprawdę solidnie, chociaż stanowił raczej element estetyki, niż obrony. Aktualnie nie pełni żadnej z tych funkcji. Momentami niemalże zawalony, a jednak przy dużej bramie odnowiony. Duża brama w tym przypadku odnosiła się do łuku, pod którym znajdowała się mocna, dębowa brama wzmacniana stalą. Tak, jakby takie zabezpieczenie było potrzebne przy tak fatalnych murach. Kamień pomalowany był na biało, a dodatki były czarne co może robiło kiedyś wrażenie, gdy czarny nie był szary, a biały nie był zżółciały. Dalej prowadziła już znacznie lepsza ścieżka - płaskie kamienie znajdowały się ciasno obok siebie, a co jakiś czas na brzegu stały większe skały, jakby zaznaczając odległość. W połowie drogi znajdowała się mała i niestety zawalona... latarnia? Kamienna "wieżyczka" z lampą olejną w środku. Dookoła znajdowała się prawdziwie martwa natura. Na ile była martwa ze względu na porę roku? Ogród nawet w lecie nie wyglądał wspaniale. Zarośnięty, niezadbany, wręcz upiorny od uschniętych krzewów i drzew.[/akap]
[akap]Ścieżka kończyła się dużym domostwem wyrwanym wręcz z wysp Lazurowych Wybrzeży. Ciemne, wręcz czarne drewno połączone było z bielą cienkich ścian. Przód był nieco odgrodzony - wysokim, już pogniłym płotem z szerokich desek. Nie widać było niczego od przodu. Duże drzwi miały prostą, czarną klamkę i kołatkę. Po wejściu znajdowaliśmy się tak naprawdę jeszcze na zewnątrz. Prosty przystanek, by zdjąć buty i ruszyć długim, odsłoniętym po bokach korytarzem o drewnianej podłodze. Nad nim znajdował się szeroki dach, który sprawiał, że deszcz mimo zacinania nie padał na podłogę. W końcu korytarz rozdwajał się do zamkniętego już budynku jedynie przesłoniętego półprzeźroczystą zasłoną - chociaż w zimie drzwi były zasuwane. Dwie odnogi szły w przeciwne strony, ale tylko pozornie, gdyż tworzyły kwadrat. Dookoła były mniejsze i większe pokoje różnego przeznaczenia. Aktualnie w większości zakurzone i częściowo nawet zniszczone. W centrum znajdowało się dojo - najwspanialszy punkt całej siedziby, który nawet w tak ciężkich czasach wciąż robi wrażenie. Na potężnych wzmocnieniach nad drewnianą podłogą znajduje się sporych rozmiarów, zdawałoby się, klejnot owinięty łańcuchami przytwierdzonymi do sklepienia. Biały kryształ do złudzenia przypomina diament, a jednak nim nie jest. Ponad nim szyba, która przepuszcza światło, a to padając na kryształ tworzy przepiękny efekt wewnątrz dojo. Za samą siedzibą jest mały, zarośnięty staw z rybami albo i nie. Nikt tego nie wie, bo woda jest brudna od roślin. Mały ogród przecinają wąskie ścieżki, a w dwóch miejscach są ławeczki, by podziwiać aktualnie okropne krajobrazy. Gdzieniegdzie wisiały chorągwie z symbolem mon klanu, a był nim czarny okrąg na białym tle, w środek którego wpisany był biały symbol na słowo "trzy".[/akap]
[akap]Kto mieszkał w siedzibie? Trudno powiedzieć, ale wiadomo było, że przy bramie stoi [url=https://i.imgur.com/cZIiDml.jpg]młody, jak się okazywało, chłopak[/url] o egzotycznej, wręcz kobiecej urodzie. Mimo tego, że jego rysy były znacząco ostrzejsze, niż kobiece, to pozostawały gładkie, delikatne. Drobne, blade usta skrywały białe zęby. Miał jasną karnację, a może nawet zbyt jasną. Był też szczupły, co widać było przede wszystkim po twarzy, dłoniach i karku, bo reszta ciała ukryta została pod pięknym, czarno-złotym kimonem, chociaż trochę już zniszczonym najpewniej przez czas. Zielone, spokojne spojrzenie nie wyrażało wiele, jakby właściciel tego ciała, a więc dusza, była nieobecna. Szmaragd oczu podkreślały długie, gęste rzęsy. Jego włosy były jasne, jakby barwy nieco wyblakłego blondu, aczkolwiek nie było niczego z nimi nie tak. Zwyczajnie taką miały barwę. Były długie, uplecione w warkocz sięgający za połowę pleców. Grzywka swobodnie opadała na boki, chociaż rozdzielona była w prawą stronę, delikatnie przysłaniając oko. W lewym uchu posiadał wiszący kolczyk z zielonym kryształem, co zgrywało się z oczyma młodzieńca. Wyglądał na może dwadzieścia trzy lata, chociaż był całkiem wysoki. Możliwe, że miał sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Przy boku miał Katanę i Wakizashi przytroczone fioletowym pasem. A kto był wewnątrz, za młodzieńcem, pozostawało tajemnicą.[/akap]
[url=https://i.imgur.com/cZIiDml.jpg]Wygląd strażnika[/url][/quote]