Atarashi jest prowincją położoną na północnym krańcu kontynentu, nad Morzem Lazurowym, pomiędzy Antai a pozostałościami Muru oddzielającego dawniej Sogen i tak zwane Niezbadane Obszary. Powstała ona w wyniku podboju części Sogen przez „ludzi zza muru”, którzy w lecie 394 r. dokonali inwazji, usuwając z tych terytoriów władzę klanów Uchiha. Od tego czasu zamieszkują oni te ziemie, rozdając karty w tej części Wietrznych Równin. Zamieszkiwana jest przez klany Soma, Orochi i Mateki , które swoją siedzibę mają w Mieście Atarashi (Stare Kōtei), odbudowanym po zniszczeniach powstałych podczas podboju. Klan Kujaku poszedł za to dalej na zachód, zatrzymując się na Półwyspie Antai. Jest to także miejsce położenia tajemniczego Kamienia z Gwiazd.
Kujaku Haruka
Posty: 827 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » 3 kwie 2026, o 17:56
Wyprawa Rangi A - "W poszukiwaniu serca."
21/19
Yami
Kenta wysłuchał twoich teorii, chociaż czułeś, że jego serce na razie jest gdzie indziej i ciężko mu się skupić na tym, co mówisz. Ostatecznie skinął jednak głową, zerkając w tył, w stronę pomieszczeń magazynowych i w górę, gdzie za skałą mieścił się zamek.
- Może... może jeszcze uda się nam odkopać jakieś raporty. Coś musiało przecież jeszcze przetrwać. Albo dotrzeć do innych twierdz? Ech... potrzebujemy więcej ludzi. Spróbuję porozmawiać z mieszkańcami wioski, może uda mi się zorganizować szerszą pomoc. - powiedział nieco roztargnionym tonem, nim wyszliście.
Potem... potem długo milczał.
Minął tydzień.
Śnieg na dziedzińcu Shi no Geto zdążył już opaść i przyjąć na siebie nowe ślady - butów, sanek pomagających transportować materiały, kopyt. Mróz spadł, a potem znów wrócił, jakby pogoda nie mogła się zdecydować, czy chce wam dać choć odrobinę wytchnienia.
Nie dała.
Choroba, o której zielarz wcześniej mówił z rezerwą, okazała się mieć cięższe żniwo, niż wszyscy mieli nadzieję.
Najpierw odszedł kolejny starzec - dawny rybak, który jeszcze kilka dni temu przysiadał na ławie przed chatą, narzekając na bóle w krzyżu i śliskie deski przy studni. Gorączka złapała go nagle, jakby tylko czekała, aż opuści gardę. Potem odszedł drugi. Kilka dni kaszlu, brak tchu, oczy szkliste jak lód w rzece. Zielarz robił, co mógł, Akane i Aiko pilnowały, by ludzie trzymali się, ile się da, z dala od chat chorych. Nie zawsze się dało.
Najgorzej było trzeciego dnia. Trójka małych dzieci - rodzeństwo z tej samej uliczki, tej, gdzie na ścianie ktoś nożem wyrył kiedyś kształt Muru i biegające po nim patyczkowe figurki - zaczęła gorączkować niemal równocześnie. Dwie dziewczynki i chłopiec, wszyscy poniżej szóstego roku życia.
Byłeś tam przynajmniej raz. Ciasne wnętrze, parujący garnek z wodą nad paleniskiem, szmatki nasączone ziołowymi wywarami na ich czołach. Ich matka ściskała w dłoni paciorki modlitewne tak mocno, że aż wbijały się w skórę, jakby sama siła jej uchwytu mogła przytrzymać dzieci w tym świecie.
Nie przytrzymała.
Zielarz powiedział potem, że to „ta sama choroba, tylko że u najmłodszych lubi atakować szybciej i bez ostrzeżenia”. To zdanie powtarzał potem jeszcze kilka razy tym, którzy pytali. Za każdym razem z tym samym, pustym wyrazem twarzy człowieka, który wie, że walczy przeciwko nierównemu przeciwnikowi.
Hiroshi przez pierwsze dwa dni leżał jak kamień.
Zielarz z Akane wyciągnęli z jego organizmu większość jadu - mieszanką ziół, prowizoryczną akupunkturą, zielonkawą chakrą Iryōjutsu Akane, której dłonie drżały z wysiłku, kiedy pracowała przy jego boku. Toksyna jednak zdążyła wykonać swoją robotę: przez wiele godzin jego serce biło płytko, oddech był ciężki, a skóra przybierała niepokojący, szarawy odcień. Póki co żył, ale każdy nowy dzień był osiągnięciem. Można go było jednak przetransportować z powrotem do zamku.
Obudził się piątego dnia, gdy wioska jeszcze się nie podniosła po śmierci dzieci. Ocknął się gwałtownie, jakby ktoś nagle chlusnął w jego twarz wodą, albo jak człowiek, który właśnie śnił, że spada.
Sapnął, próbując gwałtownie wziąć oddech, a potem skrzywił się, bo ból w boku przypomniał mu się natychmiast - jakby ktoś przypalił go od środka rozżarzonym prętem. Ktoś był przy nim - Aiko, z ciemnymi kręgami pod oczami, ostrożnie poprawiła mu poduszkę.
- Spokojnie. Jesteś w domu. No, może niedokładnie w domu, ale... rozumiesz. - szepnęła. - W Shi no Geto. Żyjesz, idioto. -
Otworzył oczy szerzej, a jego spojrzenie od razu powędrowało w bok, jakby próbował zlokalizować coś, co widział przed chwilą. W końcu do niego dotarło, gdzie jest i opadł na poduszkę.
- ...Yami-san. - wydusił chrapliwie. - Yumiko... -
- Zawołam go. I resztę. Yumiko... czekaliśmy z pogrzebem na ciebie. - westchnęła dziewczyna, po czym udała się po was.
Świadomość wracała do Hiroshiego poszarpanymi strzępami. Przez dłuższą chwilę mówił nieskładnie - o drzwiach, o zapachu krwi, o tym, że „za późno”, że „prawie mu się udało...”. Dopiero gdy dostał łyżkę wodnistej zupy i gorącego ziołowego naparu, oddech mu się uspokoił na tyle, że zdołał poukładać słowa w zrozumiałe zdania.
- Dobiegłem do jadalni... - zaczął, wpatrzony w sufit. - Myślałem, że... że najwyżej będzie trzeba ją odciągnąć od... od tego czegoś, co tam wlazło. Ale kiedy wpadłem... ona już leżała. - przełknął ślinę, jakby samo to słowo miało drzazgi, wbijające się w jego język. - Bez skóry. Jak... mięso na hakach. - dodał ochryple.
Zacisnął powieki na moment, jakby obraz znów stanął mu przed oczami.
- Nad nią... to coś. Wysokie... może trzy metry, może trochę mniej, musiało się skulić, żeby się zmieścić pod sufitem. Strasznie chude. Kości jak kijki, skóra przyklejona, wszystko czarne od tego dymu, który wokół niego się snuł. Widziałem tylko zarys kształtu... jak człowiek, ale rozciągnięty, jakby ktoś go naciągnął w górę. - jego dłoń poruszyła się, jakby próbował nakreślić w powietrzu sylwetkę. - Stało nad nią, pochylone. Jakby ją wąchało. -
Umilkł na chwilę, zbierając oddech.
- Jak mnie zobaczyło... nie szło. Po prostu... było. Najpierw tam, na drugim końcu stołu, potem w pół kroku ode mnie, na suficie. - syknął, dotykając odruchowo zabandażowanego boku. - Coś jak noga... czy ręka... nie wiem. Coś chude, czarne, zakończone jak... jak pazur. Wbiło mi się tu, zanim zdążyłem złożyć pieczęć. -
Palce zadrżały mu na prześcieradle.
- Zgięło mnie na pół. Potem... już tylko błyski. Widziałem, że sięga po coś z... z Yumiko. Po jej skórę. Jakby ją zszywało ze sobą, przyklejało. - głos mu się załamał na chwilę, ale zmusił się, żeby dokończyć. - A potem po prostu... rozmazało się. Jak dym rozwiany podmuchem wiatru. Nie uciekło korytarzem. Po prostu... zniknęło. -
Zapadła cisza, w której było słychać tylko miarowy szum oddechu Hiroshiego i skrzypienie drewna w ścianach chaty. Aiko zacisnęła pięści na swoim fartuchu, odwracając wzrok do okna.
- Więcej... nie pamiętam. A nie, chyba widziałem też Ciebie, poczułem, że dajesz mi pigułkę, ale potem znowu zemdlałem. - zamknął oczy. - Potem obudziłem się tutaj. I tyle. -
Zielarz ostrzegał, że rekonwalescencja potrwa długo. Hiroshi był w stanie się poruszać, ale każdy gwałtowniejszy ruch odbijał się bólem aż do żeber. Mimo to uparł się, że na pogrzebie będzie.
Przygotowania do pogrzebu Yumiko zajęły dwa dni.
Zwój z ciałem przechowywałeś u siebie. Kiedy przyszedł czas, ty i Hiroshi - wciąż poruszający się powoli, z twarzą bladą ze zmęczenia - razem rozwinęliście pergamin w najcichszym z pomieszczeń zamkowych. Kamienna podłoga, wysoki sufit, puste ściany. Chciałeś im oszczędzić tego widoku, ale wszyscy uparli się, że tyle są jej winni - spojrzeć w oczy osoby, której nie zdołali sami uratować. Kiedy próbowałeś oponować, tym razem to Aiko chwyciła cię za poły szaty, jak swego czasu ty sam Kentę, krzycząc ci w twarz, że nie masz jako jedyny prawa do wyrzutów sumienia i samobiczowania się. Ostatecznie, Akane i Aiko stały z boku; Kenta oparł się plecami o framugę, zaciśnięte usta zdradzały, ile go to kosztuje.
Przywołanie ciała ze zwoju zajęło tylko moment. Jedna pieczęć, wypuszczona fala chakry - i na kamiennym blacie znów leżała Yumiko, taka, jakiej nikt z was nie chciał ujrzeć, ale... musiał. Żeby zapamiętać, jakie jest niebezpieczeństwo, z czym może im jeszcze przyjdzie walczyć. Zawczasu odesłałeś robotników. To miała być chwila tylko dla was.
Razem z Hiroshim opatrzyliście ją bandażami - nie po to, żeby coś ukryć przed sobą, ale po to, by przywrócić jej choć odrobinę godności. Białe pasy materiału szczelnie zakryły rany, prowadzone pewnie i równomiernie.
Akane pomogła usztywnić ciało prostą techniką, tak by dało się je godnie przenieść. Aiko, kiedy uznała, że nie jest już w stanie utrzymać się w ryzach, wyszła. Kenta przez cały czas milczał, nie próbując tym razem żartować.
Stos ułożyliście na dziedzińcu - dokładnie pośrodku, tam, gdzie zwykle zatrzymywały się wozy z zaopatrzeniem. Dzień był bezwietrzny, śnieg skrzypiał cicho pod stopami. Belki, porąbane z zapasów drewna, ułożono w staranny stos: najpierw grubsze na spodzie, potem coraz cieńsze, a na szczycie miejsce na ciało, które razem z Hiroshim wnieśliście w górę.
Kiedy kładliście ją na wierzchu, usłyszeliście... głosy. Przy bramie zebrał się niewielki tłum - przynajmniej trzydzieści osób. Zebrali się niemal wszyscy, którzy mogli chodzić - mieszkańcy z wioski, robotnicy, myśliwi, zielarz, nawet kilku uchodźców, którzy nie wiedzieli o niej nic poza tym, że „to ta kobieta, która pomogła nam znaleźć dom, by przetrwać zimę”.
Nie było długiej mowy. Nie potrzebowaliście jej.
- Yumiko zginęła, robiąc to, co robiła zawsze. - powiedział Kenta, a jego głos niósł się po dziedzińcu spokojniej, niż się chyba czuł w środku. - Stojąc między tym miejscem a tym, co chce je zniszczyć. Nieświadomie oddając siebie, aby uratować pozostałych z nas. Zapamiętajcie ją tak, jak żyła: uśmiechniętą. Pomocną. Zawsze zorganizowaną, gotową zarówno do walki, jak i do zwykłej, prostej pracy. -
Kilka twarzy drgnęło przy tej ostatniej frazie. Paru robotników pokiwało głowami, potwierdzając te słowa.
- Nie mamy grobów. - kontynuował Kenta. - Mamy naszą ziemię. Duchy naszych przodków i nadzieję, że pomimo śmierci, będzie nas wspierać swoją obecnością. Nie jako kolejny yokai, lecz jako opiekunka i przewodniczka. -
Płomień wznieciłeś być może ty, być może ktoś z pozostałych. Ciepło buchnęło nagle, zastępując na moment przenikliwy mróz. Ogień zaczął lizać bandaże, drewno zajęło się w kilka oddechów. Stos rozjarzył się pomarańczą, żółcią i czerwienią. Płomienie szybko zaczęły pochłaniać ciało.
Ludzie stali w milczeniu. Niektórzy szeptali modlitwy do Amaterasu, inni do Jurōjina, jeszcze inni - do kogoś, kogo imienia nie znałeś. Kiedy w końcu zostały tylko węgle i biały popiół, dzień zmierzał już ku końcowi.
Prochy zebraliście tego samego wieczoru. Ty, Aiko i Kenta - w trójkę, w ciszy, która nie potrzebowała żadnych słów. Drobne szufelki, dwa gliniane naczynia. Akane zapieczętowała wszystko w niewielkim, zabezpieczonym zwoju, który zabraliście ze sobą następnego dnia o świcie na szczyt Muru.
Droga w górę była znajoma, ale tego dnia każdy krok wydawał się cięższy. Śnieg na szczycie Muru był głębszy, wiatr silniejszy, choć nie na tyle, by przeszkodzić wam w wejściu. Ty, Hiroshi - opierający się co jakiś czas o mur lub któregoś z was, by złapać oddech - Aiko i Kenta, który szedł kilka kroków za wami, sprawdzając odruchowo wszystko dookoła zmysłami.
Na szczycie - tam, gdzie kiedyś ciągnęły się blanki i pojedyncze strażnice Shinsegumi, a teraz wiał tylko wiatr - zatrzymaliście się. Przed wami rozciągał się widok na śnieżne równiny, poszarpane czernią lasów i blaskiem dalekiej rzeki. Nad wszystkim wisiało ciężkie, zimowe niebo.
Rozwinąłeś zwój i złamałeś pieczęć.
Dwa garnuszki z prochami Yumiko pojawiły się w twoich dłoniach. Aiko i Kenta sięgnęli po nie, odpieczętowując. Kenta zatrzymał się na parę sekund, wpatrując w krajobraz przed wami.
- Zawsze chciała zobaczyć, co jest za Murem. Poznać mieszkańców Kontynentu. - odezwał się cicho Kenta, pierwszy raz od dawna bez kpiny w głosie. - Teraz przynajmniej ma lepszy widok niż większość. -
Hiroshi nic nie powiedział. Położył tylko dłoń na górnej części jednego z glinianych naczyń, jak na ramieniu, którego już nie było.
Wziąłeś wdech.
I wypuściliście Yumiko.
Wiatr zabrał ją w sekundę. Proszek wzbił się w powietrze smugą, która przez krótką chwilę ciągnęła się jak wstążka w stronę białej równiny, po czym rozproszyła się, znikając w bezkresie. Cząstki osiadły daleko od was na śniegu, na nagich gałęziach, na kamieniach Muru.
Wieczorem, przy tym samym stole, przy którym Akane po raz pierwszy rozłożyła mapy muru, leżał nowy przedmiot.
Zbroja.
Ta, którą znaleźliście w podziemnym więzieniu - opancerzona skorupa po dawnym strażniku, który przez lata trzymał w sobie Yokai - trafiła najpierw do kowala we wiosce. Przez kilka dni jego kuźnia nie gasła; dźwięk młota rozchodził się po ścieżkach jeszcze do późnej nocy. Zdrapywanie starej rdzy, wymiana zjedzonych przez czas nitów, wzmacnianie osłabionych łączeń. Pancerz okazał się... zaskakująco odporny. Jakby pieczęcie, które kiedyś go obejmowały, zakonserwowały metal tak samo, jak ciało.
Teraz, po oczyszczeniu i naprawie, zbroja wyglądała inaczej. Nadal ciężka i czarna, teraz jednak połyskiwała niczym nowa. System otworów i szczelin, które rozpoznałeś jako idealne do kierowania parą Futton, był teraz czytelny - dało się prześledzić jego ścieżki po całym ciele pancerza. Miejsca, gdzie kiedyś przebiegały łańcuchy, zabliźniono nowymi obejmami z hartowanej stali.
- Kowal powiedział, że jakbyś się uparł, to można ją dopasować. - mruknął Hiroshi, który opierał się o futrynę, przyglądając się zbroi z mieszaniną szacunku i niepokoju. - Ale... podobno nie ma do końca środków, żeby to tutaj zrobić. Twierdzi jednak, że jeśli odgruzujemy kuźnię zamkową, to powinien być w stanie. -
Wiedziałeś, że prędko jej nie założysz. Ale sama świadomość, że ją masz przed sobą dodawała ci nieco otuchy, że być może przy kolejnym spotkaniu z uwolnionym bytem... będziesz mieć chociaż jeden dodatkowy element arsenału. Tak, aby obronić siebie i innych.
Ostatnim obowiązkiem, który na ciebie czekał, było wysłanie posłańca z raportem. Akane nie nalegała, żeby samej wszystko spisać, ale jedynie by zawrzeć element dotyczące uwolnionego bytu - Atarashi należało się w końcu ostrzeżenie. Do tego zaoferowała dopisanie swoich obserwacji jako przedstawicielka Sekty Spirali i opatrzyła wszystko pieczęcią. Posłaniec - mężczyzna z wioski, doświadczony traper - wyruszył o świcie, w stronę zachodnich posterunków Atarashi, zanim śnieg zdążył przykryć świeże ślady.
Shi no Geto zamilkło po jego wyjeździe.
Przez ten tydzień wiele rzeczy się skończyło: kilka ludzkich żyć, iluzja bezpieczeństwa, stara pieczęć więzienia yokai.
Ale zaczęło się też coś nowego: proces żałoby. Pierwsze szkice i analiza pieczęci. Naprawa zbroi. Oraz wspominanie Yumiko podczas posiłków wieczorem, przy palenisku.
Z tyłu umysłu dręczyła cię jeszcze jedna myśl - świadomość, że cokolwiek uwolniłeś z podziemi Shi no Geto… gdzieś tam jest. I nikt z was nie wiedział, czym dokładnie było, ani jaki miało cel.
[WYPRAWA ZAKOŃCZONA SUKCESEM!]
Yumiko
Aiko
Kenta
Hiroshi
Gazo Akane.
0 x
Yami
Posty: 3142 Rejestracja: 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 27
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=4268
Post
autor: Yami » wczoraj, o 10:24
Wysłuchałem Kentę, zamyśliłem się na chwilę szukając najlepszej odpowiedzi. Zrezygnowanym tonem westchnąłem.
- Jeśli będzie to w archiwach Atarashi... bardzo głęboko... to miejsce miało zostać zapomniane. Przekaz informacji musiał być znikomy, albo przekazywany wyłącznie ustnie w obrębie muru. Możliwe, że nawet i tam nic nie znajdziemy w tym temacie. Szukać będziemy ale nie teraz. Zbliża się zima, niech ludzie do niej się przygotują. Nie chcę mieć na sumieniu więcej osób.
* * *
Wróciliśmy do wioski. Proces leczenia Hiroshiego nadal trwał. Opowiedzieliśmy Aiko co zastaliśmy oraz wynik naszych badań - mur jest aktualnie bezpieczny. Jak dziwnie by to nie brzmiało. Zagrożenie w postaci nieznanego bytu istniało jednak nie tylko na murze ale w całym regionie Atarashi i terenów zamurskich. Nie zdziwiło mnie gdy w przypływie złości zbluzgała wszystkich Shinsengumi szukając skrętnie przygotowanej mistyfikacji. Poprosiłem ją wtedy o krótki spacer. Nie dało się jej uspokoić a medycy potrzebowali ciszy w pracy. Przemierzaliśmy las długo, bardzo długo nim wróciliśmy, zmarznięci ale też z większym spokojem ducha.
* * *
Informacja o wybudzeniu Hiroshiego doprowadziła do poruszenia w naszej osłabionej grupie. Udaliśmy się do jego pokoju w strażnicy. Był osłabiony, wyglądał źle, jakby wybudził się z koszmaru. Gdyby nie doglądająca go Aiko możliwe, że byłoby zdecydowanie gorzej. Podobnież wzywał mojego imienia przed moim przybyciem. Musiał pamiętać, że byłem pierwszą osobą która do niego dopadła.
Rozpoczął swoją opowieść. O tym co widział, czego doświadczył, jaki widok musiał cierpieć. Był w znacznie gorszym stanie psychicznym ode mnie. Biorąc pod uwagę również i nasze doświadczenia mogliśmy przyjąć, że bestia nie poruszała się tak jak ludzie tylko znikała i materializowała się w innym miejscu. Najbardziej niepokojąca informacja to fakt, że stwór zabrał skórę dziewczyny i miał się niby z nią spoić. Czy to oznaczało, że mógł przyjmować inną formę? Czy będziemy musieli kiedyś ponownie stanąć naprzeciw tej biednej dziewczyny?
Zbliżyłem się do Hiroshiego. Położyłem dłoń na jego barku.
- Wypoczywaj przyjacielu. Jeszcze długa droga nim staniesz na nogi. Musisz oszczędzać siły.
Czułem jak wszystko we mnie wirowało. Ponowna plątanina gniewu i żalu. Będzie mnie nękać przez następne tygodnie jeśli nie miesiące.
* * *
Źle działo się również w wiosce. Choroba zaczynała zbierać dalsze żniwo. Odseparowywanie ludzi również nie pomagało. To coś musiało rozprzestrzeniać się nie tylko przez ludzi. Umierały kolejne osoby. Przychodziłem do rodzin aby przekazać swoje wsparcie i dobre słowo. Jednak nie byłem dla nich na tyle ważną osobą aby miało to jakieś znaczenie. Niektórzy wręcz wyrzucali mi, że to moja osoba do tego wszystkiego doprowadziła. Dla części rodzin stałem się złym Omenem. Przełykałem za każdym razem tę łyżkę dziegciu.
Odpowiedni raport w tej kwestii wysłałem już kilka dni temu ale nie dostałem odzewu, ani informacji o przysłaniu medyków. Zostaliśmy w tej kwestii sami. Dopiero później dotarła do nas informacja, że choroba znajduje swoje miejsce także w innych regionach a medycy z tego powodu są wiecznie zajęciu pracą. Zielarz był więc jedyną osobą posiadającą zdolności aby jakkolwiek ten proces spowolnić.
* * *
Pogrzeb Yumiko... wolałbym nie wspominać tego jak przebiegło. Kenta z Aiko pomimo moich obostrzeń wymusili na mnie abym pokazał im dziewczynę ten ostatni raz. Hiroshi dał mi znać, że powinienem dać im możliwość pożegnania się z przyjaciółką. Zrobiłem to. Byłem temu przeciwny ale teraz zrozumiałem, że nie tylko przez ich pryzmat ale i mój własny. Przygotowaliśmy ją z Hiroshim do pogrzebu. Potem spłonęła na stosie. Kenta był tym, który wygłosił przemowę, zwięzłą treściwą.
To nie był jednak koniec. Zebrane prochy zostały rozsypane na szczycie muru, a wiatr poniósł je ku nieznanej Yumiko części świata.
* * *
Pancerz został odrestaurowany przez kowala. Wyglądała naprawdę imponująco. Była narzędziem do walki, to pewne. Była też i pozostanie pamiątką tamtego dnia. Wiedziałem, że jeśli nie będę konfrontował się z wspomnieniami będę wiecznie skuty kajdanami jak tamten nieszczęśnik. Pojawiło się nowe zagrożenie, na które musze być przygotowany. Być w pełni sił fizycznych i psychicznych. Do tego muszę zacząć pozyskiwać wiedzę na temat Yokai aby mieć szansę podczas starcia z naszym oprawcą.
- Dziękuję. Środki, się znajdą, chociażby z mojej własnej kieszeni. Jeśli ta zbroja może zmienić bieg wydarzeń w przyszłości, nie będę skąpić Ryo.
0 x
Yami
Posty: 3142 Rejestracja: 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 27
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=4268
Post
autor: Yami » dzisiaj, o 17:09
Po pogrzebie Yumiko głównie zamykałem się w swoim gabinecie. Nie dlatego aby uciec od świata ale dlatego aby w pełni oddać się nauce. Nie wiedziałem zbyt wiele o Yokai, nie wiedziałem również na tyle dużo w kwestii fuinjutsu aby w przyszłości rozprawić się z Kostuchą, tak bowiem nazwałem Yokai, który uwolnił się z jaskini. Dlatego uznałem, że teraz w zimę, gdzie ilość prac znacząco się skurczyła mogłem uzupełnić braki. Z Atarashi zabrałem kilka zwojów ale również i tutaj natrafiłem na kilka które mogły mi pomóc rozwijać się.
Technikę którą obrałem na pierwszy ostrzał było Gofū Kekkai. Technika bariery, odpowiednio zmodyfikowana mogłaby utrzymać niepożądaną istotę wewnątrz niej. Była więc idalną podstawą do rozmyślań nad dalszymi technikami.
Biurko z szufladą zostało więc celem testów. Spoglądając na zwój z opisem technik odwzorowywałem zapisane pieczęci. Pięć identycznych znaków zapisanych na kartach niewielkiego notesu. Jedną z nich przyczepiłem do szuflady, pozostałe bezpośrednio na biurku, nie musiałem dzięki temu latać po całej warowni aby tylko przyklejać karteczki. Sama konstrukcja pieczęci była wręcz banalna. Sposób jednak w jaki przelać chakrę był niedokładny. Jeśli wszystkie pieczęci są jednakowe jak wybierana jest ta, która pozwala na odblokowanie przejścia? Wyszło więc na tym, że to nie smbole stanowiły problem a zróżnicowany sposób mieszania chakry między pięć pieczęci. Musiałem uwzględnić dane z trzech różnych zwojów aby dowiedzieć się, że podczas powstawania pieczęci każda może służyć za tę główną. Jej rola jest nadawana dopiero w chwili aktywacji, to w tym momencie jedna staje się spoiwem dla pozostałych czterech. Po kilku próbach dostęp do szuflady stał się niemożliwy. Kiedy osiągnąłem ten stan przeszedłem do konstrukcji dodatkowych pieczęci, które pozwolalały bez problemu otwierać szufladę. Technika była zaskakująco prosta w swej konstrukcji i niebywale wytrzymała.
Dostrzegłem też jej wady. Same pieczęci nie były trwałe na uszkodzenia. Zerwanie ich nawet przez czynniki naturalne osłabiały barierę. Stanowiły dobry sposób na zablokowanie wejścia do pomieszczenia na pewien czas. Liczyło się wtedy jak szybko pieczęć powstaje a nie na ile lat będzie służyć.
Westchnąłem. Rozwinąłem zwój z opisem technik Fuinjutsu aby zdobyć informacje o kolejnej z nich.
Ukryty tekst
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość