Uchiha Tsuyoshi
Posty: 915 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 12 kwie 2026, o 15:25
Lato 396 roku
Tsuyoshi momentami nadal miał przed oczami zjawę, z którą przyszło mu walczyć. Jej błękitne spojrzenie było trudne do zapomnienia dlatego, że było w nich coś nieludzkiego, coś, z czym spotkał się po raz pierwszy w życiu. Mimo, że zagrożenie już minęło, nadal nie rozumiał do końca, z czym przyszło mu się mierzyć. Będzie potrzebował trochę czasu, żeby sobie to wszystko poukładać. Nie obejdzie się też z pewnością bez konsultacji z kimś, kto... mógłby wiedzieć na ten temat coś więcej? W zasadzie to równie dobrze mogło nie być nikogo takiego, jak sztab generalny długi i szeroki. Uchiha założył, że jego przełożony, arcykapłan Rintaro, jako jeden z członków ścisłego dowództwa będzie coś wiedział. Szybko jednak złapał się na tym, że było to myślenie życzeniowe. Przecież natura tego zjawiska mogła być kompletnie nieznana, a Kōgō mógł być pierwszym żołnierzem sił Ryuzaku, który się z tym spotkał.
W drodze nie rozmawiał ze swoimi kompanami o zjawie. O całej reszcie misji dyskutował otwarcie, chwaląc swoich podwładnych za profesjonalizm, kompetencję i znakomite wykonywanie rozkazów. Był szczególnie zadowolony ze zwiadu i z tego, jak poradzili sobie z pijanymi rōninami. No i z tego, jak szybko poradzili sobie z pożarem jednego z domu. Dał im wyraźnie do zrozumienia, że jest bardzo zadowolony z tych rzeczy. W duszy myślał sobie natomiast, że z takim oddziałem może jechać na każdą misję.
Drogę powrotną pokonali w wolniejszym tempie, niż wcześniej, gdy spieszyli się z zajęciem wioski. Teraz oszczędzali konie; nie było potrzeby ich forsować. Wkrótce mogą ich przecież potrzebować w dobrej kondycji znowu. Miał więc trochę czasu na przemyślenia, choć niewiele z nich wynikało. W skrócie, cieszył się z szybkiego zabezpieczenia wioski, ale nadal czuł się nieswojo gdy wspominał to, co stało się później. Rozważał wysłanie do Yumiko listu, ale zrezygnował z tego zamiaru właśnie dlatego, że musiałby pominąć tę najistotniejszą okoliczność, czyli spotkanie z onryō. Zwyczajnie nie wiedział, jak miałby opisać to, co się stało bez wyjścia na wariata.
Kiedy wjechał do obozu, zastał widok chaosu i zamieszania, które niewiele się zmieniło. No, może część oddziałów wyruszyła już na swoje misje i było nieco luźniej, choć mogło być to tylko takie wrażenie. Po wjeździe odprawił swój oddział do koszar i na odpoczynek, a sam oddał swojego konia stajennemu, a zbroję i guan dao zbrojmistrzowi z prośbą o zajęcie się zerwanymi wiązaniami. Potrzebował jej sprawnej, gdy będzie miał wyruszać z kolejnym zadaniem do wykonania.
No właśnie - kolejne zadanie do wykonania. To był główny cel jego powrotu. Kiedy więc uporał się ze sprawami porządkowymi, natychmiast udał się do namiotu Rintaro. Tym razem zawczasu przygotował się na ciężką atmosferę, jaka w nim panowała.
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 846 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 13 kwie 2026, o 08:25
~ 1/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Misja Wojenna Rangi B~
~ Klan Tsukino ~
~ rok 396 ~
Powrót na szlak prowadzący do Sztabu Generalnego był dla Tsuyoshiego dziwnym doświadczeniem. Krajobraz, który jeszcze kilka dni temu wydawał się sielankowy, teraz, po starciu z onryo, miał w sobie coś… Cóż, Tsuyoshi po raz pierwszy spotkał się z czymś takim. Duch martwej osoby. Yurei. Opanowany złością i chcący wyrządzić krzywdę każdemu. Onryo. Istoty z wierzeń.
Z każdym kilometrem spokój Inemury (po wyzwoleniu) ustępował jednak miejsca narastającemu zgiełkowi wielkiej wojny. Im bliżej centrum dowodzenia, tym trakt stawał się bardziej zaludniony. Mijali kolumny piechoty, wozy wyładowane strzałami i kwatermistrzów klnących na czym świat stoi przy ugrzęźniętych w błocie taborach. W końcu na horyzoncie wyrosło „ruchome miasto” - las czerwonych i czarnych sztandarów, nad którym unosiła się dławiąca chmura pyłu i dymu z tysięcy ognisk.
Tsuyoshi czuł pod nowo naprawioną zbroją delikatne swędzenie blizny na obojczyku. Było to nieustanne przypomnienie, że granica między światem żywych a tym, co nadnaturalne, jest cieńsza, niż uczyły zwoje w Hachimantai.
Kiedy wjechali do obozu, straże przy wewnętrznym perymetrze rozpoznały czarny pancerz i majestatyczne guan dao Kogo. Tym razem nie było zbędnych pytań. Wieść o tym, że młody Uchiha „oczyścił” Inemurę nie tylko z roninów, ale i z czegoś, co paraliżowało strachem dezerterów, zdążyła się już rozejść wśród żołnierzy cichym, pełnym respektu szeptem. Mimo że Tsuyoshi o tym nie mówił.
Przed namiotem Rintaro, w barwach krwi i mroku, wciąż stali Nieśmiertelni. Ich twarze, niczym wykute w kamieniu maski, nie zdradziły żadnych emocji, gdy Tsuyoshi tam dotarł. Rozsunęli drzewca włóczni i wpuścili go do środka.
Wnętrze namiotu uderzyło go tą samą, ciężką aurą co poprzednio. Zapach kadzideł mieszał się z metaliczną wonią krwi - tym razem na ołtarzu Jashina, obok potężnej kosy, spoczywała świeża czaszka jakiegoś zwierzęcia, wciąż ociekająca krwią. Arcykapłan stał przy stole taktycznym, tyłem do wejścia. Jego drobna sylwetka w ceremonialnych szatach wydawała się niemal krucha, dopóki nie odwrócił się, słysząc brzęk zbroi.
Rintaro uśmiechnął się swoim niepokojącym, chłopięcym uśmiechem, który sprawiał, że oczy o różnych kolorach lśniły zawiadiacko.
- Witaj z powrotem, Uchiha Tsuyoshi - głos arcykapłana był miękki, niemal pieszczotliwy. Zrobił krok w stronę młodego Kogo, a jego wzrok natychmiast spoczął na miejscu, gdzie pod pancerzem kryła się nowa blizna. - Twój kruk przyniósł fascynujące nowiny. „Prawdziwy demon”, tak napisałeś. Wiesz... wielu dowódców używa takich słów, by usprawiedliwić własne straty lub zwłokę. Ale Ty... Ty wróciłeś szybciej, niż zakładały plany, a Twoi ludzie mówią o Tobie z nabożną czcią.
Rintaro podszedł do ołtarza, zanurzył palec w ofiarnej krwi i powolnym, rytualnym ruchem narysował na własnym policzku czerwoną linię.
- Opowiedz mi o tym - nakazał, mrużąc oczy. - Chcę usłyszeć o tym, jak smakuje walka z czymś, co nie ma serca do przebicia. Jakie to uczucie, gdy stal spotyka się z nienawiścią, która nie chce umrzeć? Czy to prawda, że to była córka sołtysa? Tak, tak, plotki roznoszą się szybciej, niż mógłbyś się spodziewać. Biedna, udręczona dusza... Jashin z pewnością przyjął jej ból z wielką rozkoszą.
Zapadła krótka cisza, przerywana jedynie trzaskiem dogasających węgli w kadzielnicy. Rintaro oparł dłonie o stół taktyczny, pochylając się nad mapami, na których pojawiły się nowe znaczniki, przesunięte głębiej na północny zachód.
- Twoje zwycięstwo otworzyło nam drogę, której pilnie potrzebowaliśmy. - kontynuował, nie odrywając wzroku od mapy. - Emi-dono jest pod wrażeniem Twojej sprawności. Ale wojna nie znosi próżni, Tsuyoshi. Podczas gdy Ty walczyłeś z cieniem w Inemurze, prawdziwe wilki zaczęły kąsać nasze flanki. Mam dla Ciebie kolejny przydział. Tym razem nie będziesz walczył z duchami, ale z kimś, kto jest od nich znacznie bardziej przebiegły.
Rintaro uniósł wzrok, a w jego dwukolorowych oczach błysnęła drapieżna ekscytacja.
- Ale najpierw... złóż pełny raport. Czy to, co spotkałeś, miało jakąś postać, którą można opisać? Czy używało technik, które przypominały nasze? Muszę wiedzieć, czy Inemura była odosobnionym przypadkiem, czy może... ziemia zaczyna wymiotować tymi, których zbyt wcześnie do niej posłaliśmy.
Arcykapłan wskazał dłonią na wolne miejsce przy stole, dając Tsuyoshiemu znak, by podszedł bliżej.
Tsuyoshi stanął przy stole i zgodnie z rozkazem zreferował przebieg starcia, a Rintaro wpatrywał się w niego nienasyconym, drapieżnym wzrokiem, z rosnącą fascynacją chłonąc każde słowo o naturze demona.
- Fascynujące... - wyszeptał Arcykapłan, a jego palce bębniły cicho o krawędź stołu. - Zatem ziemia faktycznie karmi się bólem, by wypluć go z powrotem pod postacią takich... cudów. Jashin musiał być rozbawiony widząc, jak Twoja stal walczy z nienawiścią nieżywych.
Rintaro wyprostował się i wykonał powolny gest dłonią w głębszej części swojego namiotu oddzielonej płachtą. Arcykapłan zawołał, a teraz Tsuyoshi dostrzegł, że nie są sami. Z mroku, zza kotary wyłoniły się sylwetki ludzi, którzy stanowili elitę tej armii. Pozostałe "Kły" Arcykapłana.
- Nie jesteś jedynym, który dostał próbę ognia, stali i krwi, Tsuyoshi. Ale jesteś jednym z nielicznych, którzy pozostali przy życiu. - Rintaro wskazał na pustą przestrzeń przy stole, gdzie mapy były poplamione zaschniętym winem lub krwią. - Pięciu Twoich poprzedników karmi już robaki. Kazuo, Hanako, Daiki... Polegli. Zostaliście wy. Moja wybrana piątka.
Jako pierwszy z cienia wyszedł Kenji. Jego zbroja lśniła, a na twarzy malowała się ta sama, irytująca brawura, którą Tsuyoshi tak dobrze znał.
- Niezła robota w Inemurze, kuzynie. Słyszałem, że bawiłeś się w pogromcę duchów. - Kenji uśmiechnął się półgębkiem, poprawiając rękawice. - Rintaro-sama mianował mnie generałem po tym, jak na północ od Takamori w pojedynkę wyciąłem osiemnastu zwiadowców Kujaku, zanim zdążyli mrugnąć. Senbony poszły prosto pod ogony.
Tuż za nim, niemal bezszelestnie, pojawił się Kyousuke. Był przeraźliwie blady i szczupły, ubrany w proste i ciemne szaty, spod których wystawały przedramiona gęsto pokryte siatką starych blizn i świeżych, niemal krwawiących nacięć. Jego wychudzona twarz przypominała maskę pośmiertną, a puste, wyprane z emocji oczy wbite były w przestrzeń. Tsuyoshi niemal czuł od niego zapach grobu i krwi.
- Ból jest jedyną prawdą - wyżęził Kyousuke, a jego dłoń zacisnęła się na rękojeści rytualnego ostrza. - Sprawiłem, że cała wioska wyznawców pioruna poznała tę prawdę w ciągu jednej nocy. Ich krzyki były modlitwą, której Jashin i Arcykapłan nie mógł zignorować. Dlatego tu stoję.
Z boku, oparta o drewniany pal konstrukcyjny, stała Sora. Kunoichi o smukłej sylwetce ubrana była w strój w kolorze ziemi i roślin. Jej twarz w połowie kryła chusta, zza której patrzyły czujne, przenikliwe oczy. Przy jej pasie rzędy malutkich fiolek i sakiewek delikatnie brzęczały, a jej dłonie były poplamione najróżniejszymi sokami roślin, które już wgryzły się głęboko w jej ciało i nie chciały zejść.
- Mówisz o duchach, Uchiha... a ja widziałam, jak całe bataliony padają na kolana, bo nie zauważyli moich trucizn w porannej rosie - jej głos był cichy, pragmatyczny.
Ostatni z grupy, Isamu, stał pochylony nad stosem raportów logistycznych. Ten dezerter z Antai był mężczyzną starszym od pozostałych, o szerokich barkach i cynicznym wyrazie twarzy. Ciemnoskóry, o głęboko podkrążonych oczach, które zdradzały dziesiątki nocy zarwanych nad mapami. Jego zbroja przypominała skrzyżowanie wojskowego rynsztunku z warsztatowym fartuchem, ubrudzona tu i ówdzie smarem. Nerwowo obracając w zrogowaciałych palcach mosiężną zębatkę, wyglądał na kogoś wiecznie zirytowanego cudzą głupotą.
- Gdyby mój system dostaw, cała ta wasza "chwała" utonie w błocie z głodu miesiąc temu - fuknął Isamu, nie podnosząc wzroku. - Idź ze zbroją do mojego płatnerza, poprawi te rzemienie, bo najmniejsze uderzenie ci to zepsuje, Uchiha - zwrócił się do Tsuyoshiego.
Rintaro zaśmiał się cicho, słysząc słowa Isamu, i położył dłoń na mapie, w miejscu, gdzie widniał symbol potężnej twierdzy na pograniczu.
- Pięć kłów, z których każdy wgryzł się w gardło wroga na swój sposób. - Arcykapłan spoważniał, zmuszając wszystkich do skupienia uwagi. - Ale czas celebracji minął. Pięciu waszych zamienników zginęło, próbując zabezpieczyć zachodnie pola. Terenami rządzi niewielki, podupadły ród Tsukino, który ma jenak pod sobą kilka wiosek i kilkaset zbrojnych. Odkąd uzyskali niezależność i nie muszą odprowadzać złota na rzecz Uchiha, a Kaminari się nie upomniało, nie chcą wspópracować. Isamu twierdzi, że to kwestia fortyfikacji, Sora chce ich wszystkich wytruć, a Kyousuke... Kyousuke po prostu chce nowej ofiary.
Rintaro spojrzał prosto w oczy Tsuyoshiego, a w jego spojrzeniu nie było już chłopięcej radości.
- Wracasz do gry, Kogo. Inemura była tylko rozgrzewką. Chcę, żebyście wy, moje najostrzejsze kły, pokazali mi, jak upada duma klanu Tsukino, gdy na ich drodze staje klan Uchiha i potęga Jashina. Przygotujcie się.
W namiocie zapanowała ciężka cisza. Kenji uśmiechnął się do kuzyna, Sora poprawiła fiolki u pasa, a Isamu zaczął gorączkowo kreślić coś na marginesie mapy. Pięciu generałów, jeden Arcykapłan i widmo pięciu poległych, których miejsca zajęli. Wojna dopiero teraz miała pokazać swoje prawdziwe oblicze.
Rintaro
Uchiha Kenji
Kyousuke
Sora
Isamu
0 x
Kujaku Haruka
Posty: 819 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » 14 kwie 2026, o 18:48
W głębi lasu
Misja B - Uchiha Hiromi & Yumiko
Posty
Kolejka 6/17
Protokół postępowania z potencjalnymi zarażonymi był obecnie najbardziej gorącym obiektem dyskusji, z Morim wspierającym zgodnie ze swoją rolą Hiromi, ale jednocześnie robiąc to w sposób wyjątkowo frustrujący. Na całe szczęście dla niego próbka Mazi była zabezpieczona na tyle dobrze, żeby uratować go przed oceną tego zagrożenia z bliska. Poza tym Riku Kobayashi okazał się drugą z kolei najbardziej problematyczną osobą, która testowała również cierpliwość Hiromi, jak i jej adiutantki. I o ile Hiromi wolała nieco ostrzej uciąć dyskusję, tak po udzieleniu głosu Yumiko, temat powrócił. Spojrzał na młodą kunoichi, jakby ją pierwszy raz w ogóle dostrzegł od początku spotkania... po czym uśmiechnął się nieco kpiąco.
- Z waszego tonu wnoszę, że chcecie wytknąć mi hipokryzję i pokazać, że jednostka chora również może mieć dostateczną przydatność dla reszty oddziału, żeby utrzymać ją przy życiu? Ewentualnie wskazać, iż myślę egocentrycznie i dla siebie samego lub mojego brata ustanowiłbym mniej surowy protokół? Proszę wybaczyć, ale jest to pytanie co najmniej tendencyjne. Niemniej, odpowiem na nie, czemu nie. - oczy medyka zmrużyły się nieco. - Dopóki ryzyko nowego patogenu nie zostanie dokładnie ustalone, ta sama procedura powinna się tyczyć wszystkich zarażonych, niezależnie od ich wiedzy czy też przydatności dla reszty oddziału. Niezależnie czy będę to ja, pani, któryś z naszych drogich setników, napotkane w drodze dziecko, czy nawet nasza dowódczyni. -
Jego wzrok powędrował ku Hiromi, badając ją po raz kolejny, sprawdzając reakcję. Potem wrócił na moment do Yumiko.
- Niemniej, rozkazy zrozumiałem i przyjąłem. Przygotujemy odpowiednie procedury i... zalecenia. -
Zamilkł, a obie kunoichi mogły dostrzec, że jego brat nieco pobladł. Po paru sekundach niezręcznej ciszy, wrócił temat zwiadowców. Hiromi wydała stosowne polecenia, ostatecznie dowództwo przekazując bardziej doświadczonemu, aczkolwiek rozproszonemu chyba setnikowi, co wywołało grymas zawodu na twarzy Endo.
- Tajes. Endo-san... - mężczyzna skinął głową po czym nieco zmęczonym tonem dodał stosowny honoryfikatyw, którego użycie wymusił na nim młodszy oficer. - ... zgadamy się podczas wymarszu żeby dobrać dokładne składy, ale pół na pół brzmi jak uczciwy podział, co?
- W porządku. Będzie tak, jak Hiromi-sama poleciła! -
Potem padło pytanie o ilość shinobi i kunoichi, na co zarówno Sakurai, jak i Endo podnieśli dłonie do góry, przy czym odezwała się pierwsza setniczka.
-Ja i Endo-san jesteśmy oboje jedynymi shinobi w naszych oddziałach. Ja w randze akoraito, Endo-san w randze doko. Ono... -
- U mnie jest jeden doko, mój zastępca. Gazo, z okolic Muru, ale jeden z, eee... naszych Gazo. Znaczy, nauczył się od Dzikusów rysować. - wyjaśnił, drapiąc się po niedogolonej twarzy. - Na kiedy mamy się przygotować do wymarszu? -
Fujita Mori – Klik
Riku Kobayashi (Starszy medyk)
Sota Kobayashi (Młodszy medyk)
Yosuke Endo (Setnik młodzik)
Kanae Sakurai (Setniczka)
Takuya Ono (Setnik drwal)
1 x
Uchiha Hiromi
Posty: 846 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » wczoraj, o 19:05
Uchiha Hiromi
Rok 396
Hiromi lekko uniosła brwi, kiedy Yumiko odezwała się ostro do medyka. Nie to, że miała coś przeciwko, ale zaskoczyło ją, że Yumiko również (tak jak Hiromi) potrafiła być pyskata. Zachowała jednak neutralny wyraz twarzy, niestety musząc próbować zachować balans. Odpowiedź medyka ją jednak zaniepokoiła. A może nie zaniepokoiła, ale bo podobnej by się spodziewała. Otwarcie przyznanie tego było jednak bardzo trudne do słuchania.
- Dobrze, jeżeli będziemy pamiętać, że właśnie odkrycie jak najwięcej na temat Mazi jest naszym nadrzędnym zadaniem, a do tego będziemy potrzebować i tych zarażonych, który przeżyją pierwszy kontakt. O mnie, dowódczynię, proszę się nie martwić, w przypadku kontaktu zejdę zanim pan zareaguje. Proszę tylko zrobić porządną sekcję zwłok i sprawdzać przede wszystkim układ chakry. - Trochę sarkała patrząc na medyka. Rzuciła jednak również spojrzenie na Yumiko. - Chwilowo temat uważam za zakończony. Wrócimy do niego później.
Dostała informację na temat shinobich w ich oddziale. Razem pięcioro, w tym ona była Sentokim.
- Dobrze. Mamy całkiem niezłą ilość. Tak jak mówiłam, Morokibę chciałabym "zdobyć" za pomocą negocjacji, ale jeżeli nie uda się to, proszę o branie pod uwagę, żeby zagrożenia związane z wrogimi ninja zostawić mi, jeżeli się da. I proszę się nie przejmować tym, że jestem siostrą Shirei-kana. To wykorzystujemy tylko, jeżeli możemy coś ugrać dla naszego oddziału, przez to dla wszystkich ludzi w armii, a nie, żeby chronić jedną osobę. Proszę to zapamiętać. I korzystać rozsądnie.
Uśmiechnęła się do nich, żeby dać im pewność, że jeżeli przyjdzie co do czego, ona również stanie w walce. I pewnie wyrwie się do przodu, bo jej styl walki polegał na brutalnej sile.
- Mori-san, jak długo zajmie nam przygotowanie się do wymarszu i dotarcie na miejsce? Wasz mały, zwiadowczy oddziała chciałabym, żeby wyruszył tak, żeby dotrzeć na zwiady i wrócić, zanim my dotrzemy na miejsce, najlepiej kilka godzin, żebyśmy mieli czas się przygotować. Musicie mieć trochę czasu w zapasie, ale też weźcie pod uwagę, że my nie będziemy podróżować szybko.
Na końcu dodała jeszcze do swoich setników.
- Znacie swoje oddziały najlepiej. Czy uważacie, że powinnam przed wymarszem powiedzieć kilka słów i dać się poznać, czy to ludzie, którzy wolą widzieć was jako osoby na czele?
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 915 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » wczoraj, o 21:35
Lato 396 roku
Mimo, że powietrze w namiocie Rintaro wydawało się być gęstsze od smoły, Tsuyoshi nie cofnął się. Pewnym krokiem stawił się przed swoim dowódcą i przywitał się, oddając wojskowe honory.
Arcykapłan dość szybko skomplementował też Uchihę.
- Dziękuję, Rintaro-dono. Nie zasługuję na takie zafascynowanie moją osobą ze strony wojaków, bo robiłem to, co powinien zrobić na moim miejscu każdy dowódca, lecz... - zawahał się, gdy wrócił myślami do onryō; nadal wzbudzało to w nim pewne emocje, choć już zdecydowanie mniejsze, niż jeszcze dwa lub trzy dni temu - lecz ta walka rzeczywiście była inna niż wszystkie inne i zdecydowanie najtrudniejsza w moim życiu. To, co spotkałem, miało materialną postać. Nie ulega to wątpliwości. Potrafiło zranić, czego dowodem jest moja blizna pod obojczykiem - klepnął się delikatnie w to miejsce na koszulce, pod którym krył się ślad walki. Przez moment zastanawiał się, czy powinien to zrobić, ale w końcu zdjął koszulkę (pancerza nie miał, wszak zostawił go do ogarnięcia płatnerzowi tuż przed przyjściem do namiotu) - To cięcie było tak rzeczywiste i prawdziwe, jak tylko się da. Było jednak o tyle dziwne, że poczułem, jakby rana od razu mi zamarzła - Założył koszulkę - Zamarzła zresztą nie tylko moja rana. Wszystko w Inemurze zamarzało po pojawieniu się zjawy. To coś wyłoniło się z mgły, śpiewając, a właściwie potwornie fałszując jedną z kołysanek dla dzieci. Wyglądało jak zmasakrowana kobieta w białym, zniszczonym kimonie o długich, czarnych włosach i błękitnym, przerażającym spojrzeniu. Kiedy jednak mnie zauważyło... od razu zaatakowało z całą mocą. Było demonicznie szybkie i silne. Nie było odporne na żadne z ataków, które działają na żywych, w tym techniki katonu, ale za to potrafiło się bardzo szybko regenerować po otrzymaniu obrażeń, z wyjątkiem tych najpoważniejszych. Ostatecznie jednak byłem w stanie pokonać tego demona dzięki genjutsu - zreferował naturę i zachowanie tego bytu. Był to pierwszy raz, kiedy tak szczegółowo opowiadał o tym, co go spotkało. Był ciekaw, jak zareaguje na to Rintaro, któremu przecież kwestie związane z ponadnaturalnymi bytami nie powinny być obce.
Dalej wydarzenia potoczyły się całkiem szybko. Rintaro przywołał innych ludzi, którym najwyraźniej też powiodło się na misji. Trochę nieswojo poczuł się z tym, że są to jakieś "próby", ale ten dowódca był naprawdę specyficzny i Tsuyoshi trochę się mentalnie przygotował na to, że relacja z nim będzie dość... nietuzinkowa.
- Generałem, Kenji? - zapytał i prychnął, widząc kuzyna - Gratuluję, to bardzo szybka ścieżka awansu. Wyobraź sobie, że ja z kolei mam dzisiaj mianowanie na admirała. Dasz wiarę? - Cóż, dobrze było wiedzieć, że nie jest się całkowicie samemu w otoczeniu tych... dziwactw. Tak, tak właśnie się młody Uchiha poczuł, gdy zza zasłony zaczęły się wyłaniać kolejne osoby.
Kolejny był człowiek, który był najwyraźniej wyznawcą Jashina, tak samo jak Rintaro. Tsuyoshi wysłuchał, co ten miał do powiedzenia (był zdecydowanie bardziej zmanierowany, niż Rintaro), a gdy usłyszał, czym tamten się pochwalił, odpowiedział natychmiast stanowczym tonem:
- Mam nadzieję, że to naprawdę była wioska Kaminari, bo na zabijanie mieszkańców Sogen zgody Uchiha nie ma i nie będzie - po tych słowach spojrzał na tamtego z lekko zmarszczonymi brwiami. Oczywiście Kōgō nie miał zamiaru robić tu żadnych scen, ale musiał uświadomić wszystkim, że takie rzeczy nie przejdą. To wciąż byli poddani Uchiha, nawet jeśli okupowani. Nie bał się konfrontacji.
Kolejna była Sora - kobieta, która z całą pewnością parała się truciznami. Jej ton był delikatnie lekceważący w stosunku do Tsuyoshiego (a to co powiedziała dość nienaturalne), więc on sam odgryzł się jej równie delikatnie:
- Gratuluję. Ciekawe, czy na demony twoje trucizny też działają.
No i jeszcze Isamu. Gość, który był chyba strasznie nadąsany i miał pretensje do... no właśnie? Do walczących? Do Uchiha? Do piątki pod Rintaro? Dlaczego od razu wyjechał z tą logistyką tak, jakby był pewny, że nikt tego nie docenia? Owszem, służba logistyczna była często traktowana nie tak prestiżowo, jak walka na pierwszej linii frontu, ale każdy kto miał dobre rozeznanie w wojskowych sprawach, wiedział, że dowódcy wygrywają bitwy, a logistyka kampanie. OstateczAnie jednak Tsuyoshi stwierdził, że nie będzie eskalował, bo może ten gość naprawdę doświadczał gorszego traktowania niż powinien, a dobry logistyk to skarb.
- Uwierz mi, że doceniam wartość dobrej logistyki. Jeśli faktycznie jesteś taki dobry jak mówisz, to znajdziemy wspólny język - odparł w jego kierunku bez zawzięcia w głosie, po czym poprawił sobie opadające mu na twarz, znajdujące się w nieładzie włosy i znowu skierował wzrok na Rintaro.
- Czekam na wytyczne, Rintaro-dono - odpowiedział spokojnie w jego kierunku, przestawiając umysł już wyłącznie na tory myślenia o nadchodzącej kampanii. Odwzajemnił przelotny uśmiech Kenjiego, po czym podszedł bliżej i wbił wzrok w mapę. Na razie nie wiedział nic konkretnego prócz tego, że jego przeciwnikiem będzie ród dysponujący pokaźną siłą kilkuset zbrojnych. I że możliwe, że ma dobrze ufortyfikowane pozycje.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość