[7] Mokuzai-shō (木材所) - Wielki Tartak
- Anzou
- Posty: 1248
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: [7] Mokuzai-shō (木材所) - Wielki Tartak
Plan to podstawa. Bez odpowiedniego przygotowania - szkoda tracić czas i ryzykować życie innych. Anzou całkiem sprawnie, bez komplikacji ustalił wstępny plan działania wraz ze swoim rozmówcą z klanu Kujaku. Liczył, że jego doświadczenie z powietrza zapewni im odpowiednią przewagę. Chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że jego rozmówca nie dysponował takimi umiejętnościami jak Siostry Nocy, ale lepszy rydz niż nic!
- Niech los nam sprzyja, towarzyszu.
Odpowiedział Anzou na sam koniec i ruszył, aby rozpocząć nowy rozdział w swojej historii.
Wymarsz wojsk odbył się również bez zbędnych komplikacji. Niebieskooki czuł lekką presję, która mieszała się z adrenaliną. Machiny wojennej już nikt, ani nic nie zatrzyma. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Warunki pogodowe raczej sprzyjają Anzou i przedstawicielowi klanu Kujaku - w deszczu powinien być mniej widoczny, przez co może skuteczniej manewrować i dokonać lepszych oględzin terenu. To pierwsza pozytywna wiadomość! Wszyscy wiedzieli gdzie iść, każdy wiedział za co jest odpowiedzialny i to było w tym wszystkim PIĘKNE! W grupie Kaminarich dało się też dostrzec ludzi z klanu Kujaku, wyróżniali się nieco swoim strojem, zwłaszcza tymi maskami. Niemniej - wszyscy grali teraz do jednej bramki i nie było miejsca na jakiekolwiek niesnaski. Marsz trwał w najlepsze, Anzou zachowywał skupienie, tak mijały mu godziny, nawet i dni. Wszyscy jak jeden mąż kierowali się ku nieuniknionemu. Cel. Tartak. Po trzech dnia marszu dało się dostrzec zarys miejsca, które należy zdobyć. Władca Piorunów pierwszy raz na własne oczy widział takie coś. Lasy otaczające struktury budynków były imponujące.
Nadszedł czas rozejścia wojsk. Grupa, którą miał dowodzić Anzou ruszyła w swoim kierunku, aby móc skutecznie odciąć drogę od Takamori, potencjalnie przechwycić jednego z przedstawicieli rodu Kogane, zająć dworek i ewentualnie - ruszyć ze szturmem. Niebieskooki dowodził i prowadził swoich ludzi, jednak pierwsze problemy zostały napotkane jeszcze zanim grupa dotarła na miejsce. Z raportu wynika, że most został zerwany. Grupa ludzi nie będzie wstanie przez niego sprawnie przejść. Całkiem mądre rozwiązanie. Chłopak uważnie wysłuchał tego, co ma do powiedzenia żołnierz.
- Czy mamy informacje na temat innej trasy, innego miejsca, gdzie możemy bezpiecznie przekroczyć rzekę? Ewentualnie - jak głęboka ona jest i jak silny jest strumień?
Anzou zapytał pewnym siebie głosem osobę odpowiedzialną za zwiad konny. Zapewne zna ten teren nieco lepiej od Białowłosego, stąd takie pytanie ma sens.
Władca Piorunów spojrzał również na Morimoto. Kaminari nie chciał ryzykować od razu i pchać ludzi przez rzekę, strumień może być silny, do tego wystarczy troche Raitonu i... paraliż grupy gotowy. To za bardzo ryzykowne.
- Morimoto - wzbij się w powietrze i wybadaj też teren? Może jest gdzieś niedaleko jakaś kładka, mostek, cokolwiek? Albo... gdzieś w pobliżu jakiś oddział nieprzyjaciela?
Zatrzymanie się po tej stronie zwyczajnie nie wchodziło w grę. Trzeba było iść do przodu, tylko ważne jest, aby znaleźć rozwiązanie. Maksymalnie bezpieczne i skuteczne.
- Niech los nam sprzyja, towarzyszu.
Odpowiedział Anzou na sam koniec i ruszył, aby rozpocząć nowy rozdział w swojej historii.
Wymarsz wojsk odbył się również bez zbędnych komplikacji. Niebieskooki czuł lekką presję, która mieszała się z adrenaliną. Machiny wojennej już nikt, ani nic nie zatrzyma. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Warunki pogodowe raczej sprzyjają Anzou i przedstawicielowi klanu Kujaku - w deszczu powinien być mniej widoczny, przez co może skuteczniej manewrować i dokonać lepszych oględzin terenu. To pierwsza pozytywna wiadomość! Wszyscy wiedzieli gdzie iść, każdy wiedział za co jest odpowiedzialny i to było w tym wszystkim PIĘKNE! W grupie Kaminarich dało się też dostrzec ludzi z klanu Kujaku, wyróżniali się nieco swoim strojem, zwłaszcza tymi maskami. Niemniej - wszyscy grali teraz do jednej bramki i nie było miejsca na jakiekolwiek niesnaski. Marsz trwał w najlepsze, Anzou zachowywał skupienie, tak mijały mu godziny, nawet i dni. Wszyscy jak jeden mąż kierowali się ku nieuniknionemu. Cel. Tartak. Po trzech dnia marszu dało się dostrzec zarys miejsca, które należy zdobyć. Władca Piorunów pierwszy raz na własne oczy widział takie coś. Lasy otaczające struktury budynków były imponujące.
Nadszedł czas rozejścia wojsk. Grupa, którą miał dowodzić Anzou ruszyła w swoim kierunku, aby móc skutecznie odciąć drogę od Takamori, potencjalnie przechwycić jednego z przedstawicieli rodu Kogane, zająć dworek i ewentualnie - ruszyć ze szturmem. Niebieskooki dowodził i prowadził swoich ludzi, jednak pierwsze problemy zostały napotkane jeszcze zanim grupa dotarła na miejsce. Z raportu wynika, że most został zerwany. Grupa ludzi nie będzie wstanie przez niego sprawnie przejść. Całkiem mądre rozwiązanie. Chłopak uważnie wysłuchał tego, co ma do powiedzenia żołnierz.
- Czy mamy informacje na temat innej trasy, innego miejsca, gdzie możemy bezpiecznie przekroczyć rzekę? Ewentualnie - jak głęboka ona jest i jak silny jest strumień?
Anzou zapytał pewnym siebie głosem osobę odpowiedzialną za zwiad konny. Zapewne zna ten teren nieco lepiej od Białowłosego, stąd takie pytanie ma sens.
Władca Piorunów spojrzał również na Morimoto. Kaminari nie chciał ryzykować od razu i pchać ludzi przez rzekę, strumień może być silny, do tego wystarczy troche Raitonu i... paraliż grupy gotowy. To za bardzo ryzykowne.
- Morimoto - wzbij się w powietrze i wybadaj też teren? Może jest gdzieś niedaleko jakaś kładka, mostek, cokolwiek? Albo... gdzieś w pobliżu jakiś oddział nieprzyjaciela?
Zatrzymanie się po tej stronie zwyczajnie nie wchodziło w grę. Trzeba było iść do przodu, tylko ważne jest, aby znaleźć rozwiązanie. Maksymalnie bezpieczne i skuteczne.
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 814
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 22
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
- Anzou
- Posty: 1248
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: [7] Mokuzai-shō (木材所) - Wielki Tartak
Wykonywanie zadania polegało na tym, aby zdobyć tartak możliwie najmniejszą stratą ludzi własnych. Na barkach Władcy Piorunów spoczywała odpowiedzialność za tych ludzi, za ich życie i zdrowie. Komplikacje pojawiły się stosunkowo szybko, po kilku dniach wędrówki w miejscu, w którym Kaminari mieli przekroczyć rzekę doszło do pewnego rodzaju nieprzewidzianego zdarzenia, które sprawiło, że komórki mózgowe nie tylko Anzou, ale i jego towarzyszy wzniosły się na wyżyny. Gdyby obserwować z kosmosu te zjawisko - może by się dało je dostrzec. Chłopak starał się analizować wszelkie możliwe scenariusze. Kaminari wysłuchał odpowiedzi zwiadu i spojrzał na mężczyznę.
- Dziękuję za szczegółowy raport. W mojej opinii nadkładanie drogi nie wchodzi w grę, zwłaszcza, że naszym zadaniem jest potencjalnie przechwycenie osób wracających z Takamori. Do tego - możemy być potrzebni do samego oblężenia. Musimy uważać. Sam bród wydaje się lepszym rozwiązaniem, twarde z nas chłopy - przejdziemy przez to, a jak się uporamy z ewentualnym zagrożeniem - może powalimy jakieś drzewa, coby zrobić jakąś prowizoryczną kładkę dla wozów. Coś wymyślimy.
Anzou mówił pewnie, a wtedy do dyskusji włączył się jeden z setników. Kaminari cenił sobie te uwagi, oni też nie byli z pierwszej, lepszej łapanki, to byli ludzie, którzy znali się na robocie, robili co trzeba i się nie dawali nikomu. Właśnie dlatego ich doświadczenie może być kluczowe. Władca Laserów musiał brać pod uwagę ich opinie.
- Słuszna uwaga Ito, ale nie możemy tracić czasu. Tutaj każda minuta może mieć znaczenie. Wyobraź sobie sytuacje, gdzie nasi ludzie nas potrzebują do zdobycia tartaku. Co, jeżeli przez nasze obejście stracimy więcej ludzi niż to konieczne?
Wtedy Anzou wysłuchał również i Morimoto, który chyba uważał podobnie jak Niebieskooki. To był odpowiedni moment, aby wykorzystać jego umiejętności, zrobić zwiad z powietrza. Przecież jeden zerwany most nie powstrzyma Anzou i jego ludzi przed osiągnięciem celu. Co by powiedziała Sanda? Kagada? Gzik? Chino? Taka opcja nie wchodzi w grę.
- Tak, Morimoto, zbadaj ten teren przy bródzie. W ten sposób ocenimy zagrożenie i podejmiemy odpowiednią decyzję.
Odpowiedział Anzou i odprowadził wzrokiem jedynego człowieka, który mógł ocenić sytuacje z powietrza. Jakie to było doskonałe, jaką to dawało przewagę. Grupa ludzi ruszyła w kierunku niższego poziomu rzeki. Po czterdziestu minutach zwiad wrócił, Anzou uśmiechnął się na jego widok, dobrze, że jest cały.
-Dobra robota, Morimoto. Czyli fakt, że most był zerwany nie jest przypadkowy. Dobrze wiedzieć, że ktoś się na nas czai i możemy mieć nasze pierwsze starcie. Nie widzę jednak innej opcji, musimy to zrobić. Pozbędziemy się jednak tych łuczników, jeżeli nas zaatakują. Mam trochę wybuchowych notek i broni - zbliżymy się do miejsca, gdzie można przejść rzekę, ruszymy z najsilniejszymi ludźmi na nich, a Ty spróbujesz - oczywiście jak nas zaatakują ruszyć na nich od boku i zrzucisz na nich notki z powietrza. To ich powinno wyeliminować, a przynajmniej wprowadzić nieco zamieszania w ich szeregi. Wtedy spróbuję wkroczyć też do akcji i jak będzie kogo dobijać - to zrobię to. Przekaż naszym łucznikom lokalizacje obozu - też ich zarzucimy strzałami.
Młody Kaminari mówił pewnie i następnie skierował swoją uwagę na Ito, setnika, którego zamierzał poinstruować o tym, żeby przygotował ludzi.
-Ito! Bardzo możliwe, że spotka nas zasadzka i walka. Czterdzieści ludzi to nie jest dużo, nie wiedzą, że mamy o nich informacje. Morimoto zrzuci im niespodziankę z nieba, a my na nich ruszymy. Potrzebujemy myślę około 50 solidnych wojowników, którzy przekroczą rzekę i ruszą ze mną, aby dobić tych, co przeżyją salwę łuczników oraz zrzut notki z powietrza.
Instrukcje zostały wydane. Zapowiadało się, że niedługo nadejdzie starcie. Pierwsze w tej wojnie, pierwsze, gdzie Anzou poprowadzi ludzi do przodu. Jego techniki nie mają zasięgu 100 metrów, ale wystarczy odrobina - dosłownie krótkie zbliżenie się i... wroga może spotkać praktycznie wszystko. Ku chwale klanu Kaminari!
- Dziękuję za szczegółowy raport. W mojej opinii nadkładanie drogi nie wchodzi w grę, zwłaszcza, że naszym zadaniem jest potencjalnie przechwycenie osób wracających z Takamori. Do tego - możemy być potrzebni do samego oblężenia. Musimy uważać. Sam bród wydaje się lepszym rozwiązaniem, twarde z nas chłopy - przejdziemy przez to, a jak się uporamy z ewentualnym zagrożeniem - może powalimy jakieś drzewa, coby zrobić jakąś prowizoryczną kładkę dla wozów. Coś wymyślimy.
Anzou mówił pewnie, a wtedy do dyskusji włączył się jeden z setników. Kaminari cenił sobie te uwagi, oni też nie byli z pierwszej, lepszej łapanki, to byli ludzie, którzy znali się na robocie, robili co trzeba i się nie dawali nikomu. Właśnie dlatego ich doświadczenie może być kluczowe. Władca Laserów musiał brać pod uwagę ich opinie.
- Słuszna uwaga Ito, ale nie możemy tracić czasu. Tutaj każda minuta może mieć znaczenie. Wyobraź sobie sytuacje, gdzie nasi ludzie nas potrzebują do zdobycia tartaku. Co, jeżeli przez nasze obejście stracimy więcej ludzi niż to konieczne?
Wtedy Anzou wysłuchał również i Morimoto, który chyba uważał podobnie jak Niebieskooki. To był odpowiedni moment, aby wykorzystać jego umiejętności, zrobić zwiad z powietrza. Przecież jeden zerwany most nie powstrzyma Anzou i jego ludzi przed osiągnięciem celu. Co by powiedziała Sanda? Kagada? Gzik? Chino? Taka opcja nie wchodzi w grę.
- Tak, Morimoto, zbadaj ten teren przy bródzie. W ten sposób ocenimy zagrożenie i podejmiemy odpowiednią decyzję.
Odpowiedział Anzou i odprowadził wzrokiem jedynego człowieka, który mógł ocenić sytuacje z powietrza. Jakie to było doskonałe, jaką to dawało przewagę. Grupa ludzi ruszyła w kierunku niższego poziomu rzeki. Po czterdziestu minutach zwiad wrócił, Anzou uśmiechnął się na jego widok, dobrze, że jest cały.
-Dobra robota, Morimoto. Czyli fakt, że most był zerwany nie jest przypadkowy. Dobrze wiedzieć, że ktoś się na nas czai i możemy mieć nasze pierwsze starcie. Nie widzę jednak innej opcji, musimy to zrobić. Pozbędziemy się jednak tych łuczników, jeżeli nas zaatakują. Mam trochę wybuchowych notek i broni - zbliżymy się do miejsca, gdzie można przejść rzekę, ruszymy z najsilniejszymi ludźmi na nich, a Ty spróbujesz - oczywiście jak nas zaatakują ruszyć na nich od boku i zrzucisz na nich notki z powietrza. To ich powinno wyeliminować, a przynajmniej wprowadzić nieco zamieszania w ich szeregi. Wtedy spróbuję wkroczyć też do akcji i jak będzie kogo dobijać - to zrobię to. Przekaż naszym łucznikom lokalizacje obozu - też ich zarzucimy strzałami.
Młody Kaminari mówił pewnie i następnie skierował swoją uwagę na Ito, setnika, którego zamierzał poinstruować o tym, żeby przygotował ludzi.
-Ito! Bardzo możliwe, że spotka nas zasadzka i walka. Czterdzieści ludzi to nie jest dużo, nie wiedzą, że mamy o nich informacje. Morimoto zrzuci im niespodziankę z nieba, a my na nich ruszymy. Potrzebujemy myślę około 50 solidnych wojowników, którzy przekroczą rzekę i ruszą ze mną, aby dobić tych, co przeżyją salwę łuczników oraz zrzut notki z powietrza.
Instrukcje zostały wydane. Zapowiadało się, że niedługo nadejdzie starcie. Pierwsze w tej wojnie, pierwsze, gdzie Anzou poprowadzi ludzi do przodu. Jego techniki nie mają zasięgu 100 metrów, ale wystarczy odrobina - dosłownie krótkie zbliżenie się i... wroga może spotkać praktycznie wszystko. Ku chwale klanu Kaminari!
1 x

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


