Las w Górach
- Takashi
- Posty: 1320
- Rejestracja: 2 mar 2019, o 14:02
- Wiek postaci: 25
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Wysoki na około 178cm | czarne włosy spięte w kucyk | srebrne kolczyki w uszach | często widziany z grymasem na twarzy | ubrany w ciemny kombinezon oraz kamizelkę shinobi
- Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie | kabura na lewym udzie | torba nad prawym pośladkiem | torba nad lewym pośladkiem | kamizelka shinobi | ochraniarz "Zjednoczonych Sił Sogen" na lewym ramieniu
- Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=112398#p112398
- GG/Discord: Takaś#4124
- Lokalizacja: Warszawa
- Shigemi
- Posty: 365
- Rejestracja: 22 sie 2022, o 01:48
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Doko
- Krótki wygląd: Zeref
- Widoczny ekwipunek: Torba medyczna i plecak,
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 84#p198684
Re: Las w Górach
Przez krótką chwilę stałem nieruchomo, jakbym dopiero teraz mógł pozwolić sobie na pełny oddech. Napięcie, które jeszcze moment temu ściskało mi kark i ramiona, powoli opadało, choć nie znikało całkowicie. Zbyt wiele się wydarzyło w zbyt krótkim czasie, by ufać ciszy bezwarunkowo. Patrzyłem na Shunsuke uważnie, już bez gotowości do walki, ale też bez naiwności. To nie był człowiek, którego można było zlekceważyć tylko dlatego, że opuścił gardę. Widok Koneko klęczącej w śniegu obok ogromnego niedźwiedzia był tak absurdalny, że przez moment miałem wrażenie, iż to ja wpadłem w jakieś genjutsu. Jeszcze przed chwilą bestia mogła zmiażdżyć starca jednym ruchem łapy, a teraz tarzała się w śniegu jak rozbawione szczenię. Uświadomiłem sobie wtedy, jak cienka granica dzieli grozę od spokoju i jak często decyduje o tym jedno imię wypowiedziane we właściwym momencie. Kiedy Shunsuke zapytał o Narumi, poczułem w jego głosie coś, czego wcześniej nie było. Tęsknotę ukrytą pod warstwami nieufności. To wystarczyło, bym zrozumiał, że nie stoimy już przed wrogiem, lecz przed kimś, kto chroni to, co mu pozostało. Skłoniłem się raz jeszcze, tym razem głębiej i bez pośpiechu, a gdy podniosłem wzrok, mówiłem spokojnie, bez ozdobników.
-Narumi-chan ma się dobrze, poznaliśmy ją, gdy podczas naszej podróży wioska Nagano została zaatakowana przez gang rzezimieszków, udało się ich pokonać, część pojmać, część pozabijać, ale wielu mieszkańców niestety poległo. Zostaliśmy, aby pomóc im się odbudować i chronić ich przed zemstą, która na szczęście nie nadeszła. Ależ gdzie moje maniery. Nazywam się Shigemi, Shigemi Uchiha - medyk z Kotei, a moja towarzyszka to Senju Koneko. Narumi-chan na odchodne powiedziała, że możesz pomóc mojej towarzyszce, bo jak widzę dzielicie wspólny los... - spojrzałem niby przypadkiem, ale zauważalnie na jego rękę, a właściwie jej brak.
Patrzyłem, jak Shunsuke zatrzymał na nich wzrok i nie był to już wzrok strażnika ani pustelnika gotowego odeprzeć intruzów. Było w nim coś miękkiego, niemal kruchego, jakby przez ułamek sekundy zapomniał, gdzie jest i kim się stał przez te wszystkie lata. Koneko klęcząca w śniegu i ogromna Yuna wtulająca pysk w jej dłoń tworzyły obraz, który nie pasował do surowości tego miejsca, a jednak idealnie się w nie wpisywał. Jakby góra sama chciała przypomnieć mu, że życie nie zawsze musi być walką ani samotną wartą. Wtedy zrozumiałem to bardzo wyraźnie i bez żadnych wątpliwości. To spotkanie nie było dziełem przypadku ani ślepym trafem. Nie przyszliśmy tu tylko dlatego, że Narumi wskazała drogę, ani dlatego, że szukaliśmy pomocy. Przyszliśmy, bo coś w Koneko poruszyło strunę, która w nim nigdy do końca nie zamilkła. Jeśli Shunsuke zdecyduje się nam pomóc, zrobi to nie dlatego, że uzna nas za godnych, ani dlatego, że poczuje się zobowiązany. Zrobi to, bo zobaczy w niej echo kogoś, kogo kiedyś chronił, kogoś, komu być może nie zdołał pomóc wtedy, gdy było trzeba.Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc tę dwójkę w śniegu, tak absurdalnie szczęśliwą i beztroską w miejscu, które jeszcze chwilę temu mogło stać się polem walki. Ten obraz był cichy, ale uderzył mnie mocniej niż jakikolwiek krzyk. Widziałem zbyt wiele smutku w oczach Koneko w ostatnich tygodniach, nawet jeśli robiła wszystko, by tego nie okazywać. Nagano ją zmieniło. Nie złamało, ale zostawiło ślad, którego nie dało się już cofnąć. Teraz po raz pierwszy od dawna widziałem w niej coś lżejszego, jakby ciężar na chwilę zsunął się z jej ramion. Przeciągnąłem dłonią po kruczoczarnych włosach i podrapałem się po głowie w tym starym, odruchowym geście, który zawsze pojawiał się wtedy, gdy emocje zaczynały mnie doganiać. Wypuściłem powietrze wolno, głęboko, uświadamiając sobie, jak blisko byliśmy katastrofy. O centymetry. O jeden nieprzemyślany ruch, jedno złe założenie, jedną pochopną reakcję. Wszystko przez to, że uznaliśmy sytuację za oczywistą, a świat już dawno nauczył mnie, że oczywistości są najbardziej zdradliwe. Staliśmy teraz w śniegu, cali i bezpieczni, ale wiedziałem, że to był moment graniczny. Taki, po którym albo zyskuje się sojusznika na całe życie, albo wroga, którego nigdy nie da się już zrozumieć. I po raz pierwszy od dawna miałem przeczucie, że tym razem los odwrócił się w dobrą stronę.
chakra 106%
0 x

- Koneko
- Posty: 172
- Rejestracja: 17 lut 2024, o 15:15
- Ranga: Doko
- Krótki wygląd: Jak w avku, UWAGA BRAK LEWEJ RĘKI na wysokości przedramienia!
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 54#p214254
Re: Las w Górach
Zanim zdążyłam pomyśleć o czymkolwiek rozsądnym, całe moje ciało zareagowało czystym impulsem. Klęczałam już w śniegu, czując jak chłód przenika przez materiał spodni, ale kompletnie mnie to nie obchodziło. Przede mną była ona. Ogromna, biała, żywa masa futra i mięśni, która jeszcze chwilę temu mogła budzić grozę, a teraz wyglądała jak najcudowniejsze stworzenie, jakie widziałam od bardzo dawna. Serce biło mi szybciej, ale nie ze strachu. To było to charakterystyczne przyspieszenie, które pojawia się, gdy coś zachwyca tak bardzo, że aż trudno usiedzieć w miejscu. Kiedy Yuna runęła w moją stronę, śnieg rozprysnął się na boki, a ja odruchowo pochyliłam się jeszcze bardziej, gotowa przyjąć jej ciężar, nawet jeśli rozum podpowiadał, że to kompletnie nierozsądne. W momencie, gdy przewróciła się przede mną i wylądowała na plecach, świat jakby się zwęził. Nie widziałam już chatki, pustelnika ani Shigemiego. Było tylko futro, para unosząca się z jej pyska i ogromny brzuch wystawiony w zaproszeniu, którego nie dało się zignorować. Dotknęłam jej ostrożnie, najpierw samymi palcami, jakby sprawdzając, czy to wszystko dzieje się naprawdę. Futro było gęste, ciepłe, sprężyste pod naciskiem. Przesunęłam dłonią po jej boku, potem po brzuchu, zatapiając palce coraz głębiej. Czułam, jak pod skórą pracują potężne mięśnie, a mimo to całe to cielsko było rozluźnione i spokojne. Yuna poruszyła się lekko, przekręcając głowę i ocierając się o mnie, jakby chciała, żebym nie przestawała. Śnieg skrzypiał cicho pod jej ruchem, a ja zaśmiałam się w duchu, czując absurd tej sceny. Jednoręka kunoichi bawiąca się z niedźwiedziem polarnym na środku gór. Zaczęłam głaskać ją pewniej, kreśląc dłonią długie, powolne ruchy od klatki piersiowej po bok, potem wracając do brzucha. Każde takie dotknięcie wywoływało w niej reakcję. Delikatne poruszenie łapą, ciężki oddech, czasem lekkie mruknięcie, które wibrowało aż w mojej klatce piersiowej. W którymś momencie Yuna uniosła jedną z przednich łap i niezdarnie próbowała mnie nią objąć, zahaczając o mój bark i przysypując mnie śniegiem. Nie cofnęłam się. Przeciwnie, pochyliłam się jeszcze bliżej, niemal wtulając w jej futro, czując bijące od niej ciepło i zapach zwierzęcia zmieszany z mroźnym powietrzem. Było w tym coś niesamowicie prostego i czystego. Żadnej chakry, żadnej walki, żadnej kontroli. Tylko kontakt, ciężar, obecność. Miałam wrażenie, że na krótką chwilę zniknęły wszystkie moje ograniczenia. Brak ręki przestał mieć znaczenie. Zmęczenie, które nosiłam w sobie od miesięcy, rozpłynęło się gdzieś między jednym a drugim ruchem dłoni po jej futrze. Czułam się jak dziecko, które znalazło coś zakazanego, coś zbyt wielkiego, by było prawdziwe, i teraz korzysta z tego bez wahania.Yuna poruszyła się znów, tym razem przewracając się na bok i wsuwając pysk pod moją dłoń, domagając się uwagi. Zaczęłam drapać ją za uchem, wyczuwając twardszą strukturę czaszki pod futrem. Jej reakcja była natychmiastowa. Całe cielsko zadrżało, a tylna łapa poruszyła się w śniegu w nieporadnym odruchu czystej przyjemności. Widok tego był tak absurdalnie uroczy, że poczułam, jak policzki mi płoną, a w piersi zbiera się ciepło nie mające nic wspólnego z temperaturą. Nie wiedziałam, jak długo to trwało. Czas naprawdę zwolnił. Śnieg opadał wolniej, para unosiła się leniwiej, a ja byłam całkowicie pochłonięta tą chwilą. Dopiero gdzieś na granicy świadomości pojawiła się myśl, że to właśnie tutaj, w tym dziwnym miejscu, u boku pustelnika i jego niedźwiedzia, zaczyna się coś nowego. Coś nieprzewidywalnego. I zamiast lęku poczułam ekscytację. Taką samą, jak wtedy, gdy po raz pierwszy zdecydowałam się wybrać ścieżkę trudniejszą, bardziej niebezpieczną, ale za to prawdziwą.

Ukryty tekst
0 x
- Takashi
- Posty: 1320
- Rejestracja: 2 mar 2019, o 14:02
- Wiek postaci: 25
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Wysoki na około 178cm | czarne włosy spięte w kucyk | srebrne kolczyki w uszach | często widziany z grymasem na twarzy | ubrany w ciemny kombinezon oraz kamizelkę shinobi
- Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie | kabura na lewym udzie | torba nad prawym pośladkiem | torba nad lewym pośladkiem | kamizelka shinobi | ochraniarz "Zjednoczonych Sił Sogen" na lewym ramieniu
- Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=112398#p112398
- GG/Discord: Takaś#4124
- Lokalizacja: Warszawa
- Shigemi
- Posty: 365
- Rejestracja: 22 sie 2022, o 01:48
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Doko
- Krótki wygląd: Zeref
- Widoczny ekwipunek: Torba medyczna i plecak,
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 84#p198684
Re: Las w Górach
Ziemia jeszcze lekko drżała pod stopami, kiedy uniosłem wzrok na Shunsuke. To drżenie nie było już efektem techniki, lecz czymś, co pozostało w ciele po nagłym przypływie potężnej chakry. W powietrzu nadal wisiało napięcie, ciężkie i gęste jak zimowa mgła. Jego pokaz nie był popisem próżności ani próbą zastraszenia dla samej satysfakcji. To było ostrzeżenie. Nie dla nas jako wrogów, lecz dla nas jako potencjalnych uczniów. W jednej chwili przypomniał nam, że góra nie wybacza słabości, że tutaj każdy błąd kosztuje więcej niż dumę, a on sam nie jest bezradnym starcem, który potrzebuje litości czy współczucia. Kiedy złożył połowiczne pieczęci i przywołał klony jedną ręką, poczułem coś więcej niż podziw. To było zrozumienie, które przyszło nagle i uderzyło mocniej niż jakiekolwiek jutsu. On nie demonstrował siły, bo nie musiał jej nikomu udowadniać. Demonstrował drogę. Drogę, która zaczyna się dokładnie w chwili utraty, w momencie, gdy coś zostaje odebrane bez pytania o zgodę. Drogę, która nie kończy się na kalectwie ani na żalu, lecz zmusza do przekroczenia własnych ograniczeń i przepisania zasad od nowa. Spojrzałem na Koneko. Jeszcze przed momentem śmiała się jak dziecko, wtulona w białe futro Yuny, jakby świat był prosty i łagodny, jakby śnieg był tylko śniegiem, a nie przeszkodą. W jej śmiechu było coś czystego, coś, czego nie widziałem w niej od czasu Nagano. Teraz jednak stała w aurze, która przygniatała nawet mnie, a przecież niejedno już widziałem i niejedno przetrwałem. Śnieg opadał wolniej, jakby respektował granicę jego mocy, a powietrze było ciężkie od chakry starego pustelnika. To nie była groźba wymierzona w nas. To była próba. Próba charakteru, determinacji i szczerości.
-Imponujące, widziałem w swoim życiu wiele, ale czegoś takiego jeszcze nie. Sam z chęcią bym to opanował, ale nie o mnie chodzi tym razem.
Wiedziałem, że Shunsuke nie patrzy głównie na mnie, ale zapewne przez chwilę mierzy mnie wzrokiem, sprawdza, czy jestem kolejnym młodzieńcem z dumą większą niż umiejętności, czy kimś, kto rozumie wagę tej prośby. Pozwoliłem mu patrzeć. Nie odwracałem wzroku, nie unikałem jego oceny. Jeśli miał mnie osądzić, niech zrobi to w pełnym świetle. Jeśli uzna, że nie jesteśmy warci jego czasu, odejdziemy. Zniosę to bez sprzeciwu. Ale jeśli zobaczy w niej tę samą determinację, którą sam kiedyś musiał w sobie wykuć, jeśli dostrzeże w niej nie ofiarę, lecz wojowniczkę, wtedy ta góra stanie się początkiem czegoś nowego. A ja będę stał obok. Nie jako tarcza, nie jako ktoś, kto walczy za nią. Jako świadek jej drogi i ktoś, kto będzie pamiętał, że to tutaj, w zimowej ciszy, wszystko mogło się zmienić. Nie odpowiedziałem za nią. Nie mogłem i nie powinienem. Zrobiłem jedynie pół kroku w tył, niemal niezauważalny gest, który oddawał jej przestrzeń. Jeśli przyszliśmy tu po pomoc, to nie ja miałem ją wywalczyć. To nie moja rana miała zostać przepracowana. Mogłem stać obok, mogłem wspierać, mogłem osłaniać, ale decyzja należała do niej. Spojrzałem na jego pusty rękaw, a potem na brakującą kończynę Koneko. Nie było w tym spojrzeniu współczucia ani smutku. Było uznanie dla drogi, którą już przeszła, i dla tej, którą dopiero miała rozpocząć. Ona nie przyszła tu, żeby się bawić ani szukać pocieszenia. Przyszła, bo nie chce być chroniona. Chce móc chronić innych. Chce stanąć naprzeciw zagrożenia bez poczucia, że czegoś jej brakuje. Moje dłonie spoczywały swobodnie przy bokach, lecz każdy mięsień był gotów do reakcji, gdyby aura znów przybrała ostrzejszy ton. Nie z powodu strachu. Z powodu odpowiedzialności. Odpowiedzialności za to, że sprowadziłem ją tutaj i że stoję obok niej w tej chwili.
-Nie ja Cię będę o to prosić, nie jest to moja podróż ku odkupieniu. Ona musi sama to zrobić, jednak Shunsuke, chciałbym Cię tylko prosić o jedno, bądź wyrozumiały dla niej. To jest najkochańsza istota pod słońcem, ale czasem baaardzo specyficzna. - uśmiechnąłem się lekko zakłopotany.
chakra 106%
0 x

- Koneko
- Posty: 172
- Rejestracja: 17 lut 2024, o 15:15
- Ranga: Doko
- Krótki wygląd: Jak w avku, UWAGA BRAK LEWEJ RĘKI na wysokości przedramienia!
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 54#p214254
Re: Las w Górach
W pierwszej chwili w ogóle nie myślałam o napięciu, które jeszcze przed momentem wisiało w powietrzu. To, że starzec niemal zmiażdżył Shigemiego swoją techniką, że przez kilka sekund ważyły się nasze losy, odpłynęło gdzieś na bok, gdy tylko Yuna wylądowała przede mną w śniegu. Dopiero kiedy poczułam, jak pod moją dłonią unosi się i opada jej ogromny brzuch, a powietrze wypełnia spokojny, ciężki oddech niedźwiedzia, zaczęłam kątem oka dostrzegać, że atmosfera naprawdę się zmieniła. Napięcie opadło. Chakra, która jeszcze chwilę temu drżała w powietrzu, zniknęła. Została cisza przerywana tylko szumem wiatru i miękkim skrzypieniem śniegu. Imię Narumi zadziałało jak klucz. Nawet ja, pochłonięta futrem i ciepłem Yuny, poczułam subtelną zmianę w aurze starca. Coś w nim zmiękło. Nie widziałam dokładnie jego twarzy, bo białe cielsko skutecznie zasłaniało mi połowę świata, ale słyszałam ton głosu. Był inny. Mniej twardy, bardziej ludzki. To wystarczyło, żebym poczuła lekką ulgę. Nie przybyliśmy tu jako intruzi. Przybyliśmy jako czyiś goście. Gdy Yuna przetoczyła się jeszcze raz i niemal wcisnęła pysk pod moją dłoń, roześmiałam się cicho pod nosem. Moja dłoń przesuwała się po jej futrze coraz pewniej. Drapałam ją po brzuchu, potem pod szyją, potem za uchem. Jej reakcje były natychmiastowe i szczere. Całe to monumentalne ciało reagowało jak u szczeniaka. Coś w tym widoku było tak rozbrajającego, że przez moment zapomniałam, że stoję na mroźnym wypłaszczeniu góry, przed pustelnikiem o spojrzeniu ostrym jak lód. Dopiero pytania starca przywołały mnie w pełni do rzeczywistości. W jego głosie wyczułam troskę, choć próbował ją ukryć pod warstwą surowości. Narumi nie była dla niego tylko imieniem. Była kimś ważnym. Ktoś, kto zostawił w nim ślad. Zatrzymałam na chwilę ruch dłoni i spojrzałam w jego stronę, nadal klęcząc w śniegu. Dopiero wtedy dotarło do mnie coś jeszcze. Jeden rękaw jego szaty powiewał pusty na wietrze. Serce ścisnęło mi się lekko. To nie było przypadkowe podobieństwo. To był powód. Wstałam powoli, zsuwając dłoń z brzucha Yuny, choć ta wyraźnie nie była zadowolona z przerwania zabawy. Czułam, jak śnieg przylepia się do moich ubrań, jak zimno zaczyna znów dobijać się do skóry. Teraz jednak było w tym mniej dyskomfortu. Było w tym skupienie. Nie patrzyłam już na niedźwiedzia. Patrzyłam na niego. Na pusty rękaw. Na sposób, w jaki stał. Na to, jak mimo wieku i braku kończyny jego postawa wciąż była prosta, stabilna, jakby brak wcale go nie ograniczał. Poczułam w sobie znajome ukłucie. Mieszankę dumy i frustracji. Ja wciąż uczyłam się funkcjonować na nowo. On najwyraźniej żył z tym od lat. W tym miejscu, w tej ciszy, wśród śniegu i gorących źródeł. Nie przyszłam tu po siłę w znaczeniu brutalnej mocy. Nie przyszłam, żeby stać się kimś groźniejszym. Przyszłam z ciekawości, z potrzeby zrozumienia, jak żyć dalej bez czegoś, co kiedyś było częścią mnie. Jak nie pozwolić, by brak stał się definicją. Czułam, że jeśli ktokolwiek może mi to pokazać, to właśnie ten stary pustelnik, który stoi naprzeciw mnie z jednym rękawem tańczącym na wietrze, jakby zupełnie się tym nie przejmował. Yuna szturchnęła mnie lekko w biodro, jakby przypominając, że świat wcale nie musi być aż tak poważny. Uśmiechnęłam się pod nosem. Może to też była lekcja.
-Shunsuke-sama! Proszę pomóż mi być znowu użyteczną i pełnowartościową Kunoichi! - skłoniłam się wpół prawie krzycząc to co mówiłam, przeze mnie przelatywał wręcz tajfun emocji. Widziałem kątem oka, spomiędzy futra jego popis, on pokonał moją największą słabość i w tylko sobie znany sposób. Czekałam w tym ukłonie aż usłyszę odpowiedź, jak się podniosę będzie widać jak jak ryczę, a moje łzy lecą strumieniem na śnieg. To był mój olbrzymi ciężar, który próbowałam zrzucić z siebie.

Ukryty tekst
0 x
- Takashi
- Posty: 1320
- Rejestracja: 2 mar 2019, o 14:02
- Wiek postaci: 25
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Wysoki na około 178cm | czarne włosy spięte w kucyk | srebrne kolczyki w uszach | często widziany z grymasem na twarzy | ubrany w ciemny kombinezon oraz kamizelkę shinobi
- Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie | kabura na lewym udzie | torba nad prawym pośladkiem | torba nad lewym pośladkiem | kamizelka shinobi | ochraniarz "Zjednoczonych Sił Sogen" na lewym ramieniu
- Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=112398#p112398
- GG/Discord: Takaś#4124
- Lokalizacja: Warszawa
- Shigemi
- Posty: 365
- Rejestracja: 22 sie 2022, o 01:48
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Doko
- Krótki wygląd: Zeref
- Widoczny ekwipunek: Torba medyczna i plecak,
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 84#p198684
Re: Las w Górach
Stałem nieruchomo, kiedy jego słowa opadły w śnieg jak ciężkie kamienie. Przez krótką chwilę nic nie powiedziałem. Nie dlatego, że nie miałem odpowiedzi. Dlatego, że musiałem ją w sobie uporządkować. Wiedziałem, że to nastąpi. Od chwili, gdy poczułem jego chakrę po raz pierwszy, było jasne, że nie pozwoli nam iść dalej razem. Ludzie tacy jak on nie uczą w obecności świadków. Nie przekazują swoich technik w tłumie. Oddzielają. Testują. Rozdzielają to, co związane, żeby sprawdzić, czy więź przetrwa dystans. Spojrzałem najpierw na niego, potem na wskazany szczyt. Biała grań rysowała się w oddali jak ostrze wbite w niebo. Wysoko, zimno, nieprzyjaznie. Idealne miejsce na próbę. Nie dla mięśni. Dla wytrwałości. Nie zapytałem, czym jest artefakt. Nie zapytałem, dlaczego ja. W jego głosie nie było propozycji, tylko decyzja. W jego świecie prośby nie istniały. Były tylko zadania. Powoli przeniosłem wzrok na Koneko. Przez moment wszystko inne przestało istnieć. Śnieg, wiatr, starzec, góra. Tylko ona i to ciche napięcie między nami, którego nie trzeba było nazywać. Wiedziałem, że nie podoba jej się ten podział. Mnie też nie. Po Nagano obiecałem sobie w ciszy, że już nigdy nie zostawię jej tam, gdzie nie będę mógł zareagować. A jednak właśnie to się działo. Zacisnąłem lekko szczękę, czując znajome ukłucie sprzeciwu. Instynkt kazał zostać. Pilnować. Obserwować każdy ruch pustelnika. Każde jego spojrzenie. Ale to nie była moja decyzja do podjęcia. Jeśli miał ją nauczyć, musiał ją najpierw uznać za godną nauki. A to oznaczało samotność. Wypuściłem powoli powietrze, które od razu zamieniło się w bladą parę.
Nie kłóciłem się. Nie negocjowałem. To byłoby dziecinne i bezużyteczne. Zamiast tego skinąłem głową, raz, krótko. Przyjąłem warunek tak, jak przyjmuje się zimno w górach. Bez protestu. Z pełną świadomością, że opór nic nie zmieni. Podszedłem o krok bliżej Koneko, zatrzymując się tuż obok niej o wcisnąłem jej do ręki dwie pigułki żywnościowe, tak na zaś, wiedziałem, że w tej pogodzie i takim treningu kalorii nigdy za wiele. Uśmiechnąłem się, to było na tyle, wystarczyło, że znalazłem się w zasięgu głosu, który i tak był ledwie szeptem. Powiedziałem tylko, że wrócę. Bez patosu. Bez obietnic, których nie trzeba było wypowiadać. Potem odsunąłem się z powrotem. Spojrzałem jeszcze raz na Shunsuke. Tym razem bez emocji, bez cienia sprzeciwu. Tylko spokojna gotowość. Jeśli to była cena za jej przyszłość, przyjmowałem ją bez wahania. Odwróciłem się w stronę wskazanego szczytu. Wiatr uderzył od razu w twarz, ostry i lodowaty, jakby góra już próbowała mnie odepchnąć. Śnieg pod butami skrzypnął głucho, gdy postawiłem pierwszy krok. Nie oglądałem się długo. Tylko raz, krótko. Wystarczyło, żeby upewnić się, że stoi prosto, że nie cofnęła się ani o krok. Potem ruszyłem. W górę, w biel, w zimno, które nie wybacza błędów. Jeśli na szczycie czekał artefakt, zdobędę go. Jeśli czekała próba, przejdę ją. Bo jeśli ten starzec miał nauczyć ją walczyć mimo straty, ja musiałem udowodnić, że potrafię wrócić.
Śnieg skrzypiał pod stopami z każdym kolejnym krokiem, ale po pewnym czasie nawet ten dźwięk przestał do mnie docierać. Zostało tylko jednostajne parcie naprzód. Jedna noga przed drugą. Oddech. Kolejny krok. Nic więcej. Już po pierwszej godzinie poczułem, jak zimno zaczyna wgryzać się głębiej niż w skórę. Najpierw w palce dłoni, potem w stopy. Rękawice dawno przestały wystarczać, a wiatr bezlitośnie wciskał się pod warstwy ubrań, jakby szukał drogi prosto do kości. Każdy wydech zamieniał się w ciężką, wilgotną parę, która natychmiast osiadała na szaliku i zamarzała cienką warstwą lodu. Zapasy kończyły się szybciej, niż zakładałem. Ostatnie racje były już tylko skromnym wspomnieniem przygotowań sprzed kilku dni. Zjadłem je bez celebracji, bardziej z obowiązku niż potrzeby. Głód nie znikał. Zamiast tego osiadał gdzieś głęboko i zaczynał ciążyć, jakby ktoś przywiązał do wnętrza ciała kamień. Pusty żołądek odbierał ciepło, a ciało spalało resztki energii, próbując utrzymać tempo. Ścieżka przestała istnieć dawno temu. Została tylko nierówna powierzchnia, gdzie lód i śnieg mieszały się w zdradliwą warstwę. Kilka razy noga uciekła mi spod ciężaru. Raz runąłem na kolano tak mocno, że przez chwilę widziałem tylko biel i czarne plamy tańczące przed oczami. Nie wstałem od razu. Musiałem odczekać, aż puls w skroniach przestanie dudnić jak młot. Wiatr nasilał się wraz z wysokością. Na otwartych fragmentach zbocza uderzał z taką siłą, że momentami musiałem pochylać się do przodu, niemal opierając ciężar ciała o powietrze. Czasami miałem wrażenie, że góra oddycha przeciwko mnie, jakby każde podmuch było świadomą próbą zepchnięcia mnie w dół. Zmęczenie zaczęło osiadać w mięśniach jak ołów. Najpierw w udach, potem w plecach, wreszcie w barkach. Każdy krok wymagał decyzji. Każde uniesienie stopy było drobnym zwycięstwem nad ciężarem własnego ciała. Zatrzymywałem się rzadko, bo wiedziałem, że dłuższy postój oznacza zdradę. Ciało szybko stygnie, kiedy przestaje się poruszać. A wtedy ponowne ruszenie kosztuje dwa razy więcej.
Mimo to kilka razy musiałem oprzeć dłoń o skałę i zamknąć oczy. Nie po to, żeby odpocząć. Po to, żeby zebrać myśli, które zaczynały się rozmywać. Głód i zmęczenie potrafią rozciągać czas w dziwny sposób. Kilometry przestają mieć znaczenie. Liczy się tylko najbliższy odcinek. Najbliższe dziesięć kroków. Szczyt wydawał się nieruchomy, a jednocześnie nieosiągalny. Niezależnie od tego, jak długo szedłem, wciąż znajdował się gdzieś ponad linią widnokręgu. Jakby cel celowo odsuwał się o kolejny fragment drogi. Samotność była najgorsza. Nie cisza. Do ciszy byłem przyzwyczajony. Chodziło o świadomość, że nikt nie idzie obok, że nie ma drugiego oddechu zsynchronizowanego z moim, że każdy błąd należy tylko do mnie. W takich warunkach nawet myśli zaczynają ważyć więcej. Zacisnąłem zęby, czując, jak szczęka drży z wysiłku i zimna. Nie mogłem pozwolić sobie na zatrzymanie. Nie teraz. Nie kiedy już przeszedłem tyle. Krok po kroku. Jeśli góra chciała mnie złamać, będzie musiała spróbować mocniej, ale nie miałem wyjścia, musiałem się pożywić, jeśli nie widziałem niczego do upolowania i żadnej jaskini, aby się schować, rozpalić ogień i się ogrzać to biorę jedną z moich pigułek żywnościowych.
chakra 106% / 115% jeśli zużyłem pigułkę
-2 pigułki dla Neko
-1 pigułka żywnościowa dla mnie, jeśli trzeba
-2 pigułki dla Neko
-1 pigułka żywnościowa dla mnie, jeśli trzeba
0 x

- Koneko
- Posty: 172
- Rejestracja: 17 lut 2024, o 15:15
- Ranga: Doko
- Krótki wygląd: Jak w avku, UWAGA BRAK LEWEJ RĘKI na wysokości przedramienia!
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 54#p214254
Re: Las w Górach
Chłód wgryzał się w skórę coraz głębiej, jakby każde słowo starca odbierało mi kolejną warstwę ciepła. Czułam go wyraźnie pod ubraniami, między włóknami materiału, w miejscu gdzie kiedyś była druga ręka. Tam zawsze docierał szybciej. Tam zawsze bolał mocniej. Mimo to nie ruszałam się od razu. Klęczałam jeszcze przez krótką chwilę, pozwalając ciężarowi jego słów opaść na mnie w pełni. Jego aura była przytłaczająca. Nie tylko siłą, lecz doświadczeniem. Czułam w niej lata samotności, walki i wyborów, których nie dało się cofnąć. Nie patrzył na mnie jak na gościa. Patrzył jak na problem, który trzeba ocenić. Jak na materiał, który można albo odrzucić, albo ukształtować. I choć część mnie instynktownie chciała się spiąć, zacisnąć szczękę i odpowiedzieć ostrzej, wiedziałam, że to nie był moment na dumę. Powoli podniosłam się z kolan. Ruch był spokojny, oszczędny, świadomy. Śnieg osypał się z ubrania miękkim szelestem, a zimne powietrze natychmiast wdarło się pod warstwy tkaniny. Stanęłam prosto, czując jak stopy stabilizują się na ubitym podłożu. Nie unikałam jego spojrzenia. Było ciężkie, surowe, ale nie odwróciłam wzroku. W środku czułam mieszankę wstydu i determinacji. Miał rację. Nie przedstawiłam się. Nie okazałam mu należnego szacunku. Zbyt szybko pozwoliłam sobie na fascynację Yuną, na chwilę dziecięcej radości, jakby świat wokół przestał istnieć. To było nieostrożne. I niegodne kogoś, kto przychodzi prosić o naukę.Zebrałam myśli powoli, starannie. Oddzieliłam emocje od celu, tak jak uczyłam się oddzielać siłę fizyczną od mentalnej podczas treningów. Nie mogłam pozwolić, by zakłopotanie lub chłód odebrały mi klarowność. Przyszłam tu z powodu. Prawdziwego. Czułam też ukłucie niepokoju, gdy usłyszałam polecenie skierowane do Shigemiego. Myśl o tym, że ma odejść sam w góry, w takiej zimie, na rozkaz człowieka, którego dopiero poznaliśmy, wywołała we mnie napięcie. Krótkie, ostre, jak błysk lodu pod stopą. Ale nie odwróciłam głowy. Nie protestowałam. Wiedziałam, że ten moment nie należał do mnie i do niego jednocześnie. Jeśli chciałam tu zostać, musiałam najpierw udowodnić, że mam do tego prawo. Zimno nasilało się z każdą sekundą. Czułam, jak palce sztywnieją, jak oddech staje się cięższy. Było to jednak dziwnie oczyszczające. Odcinało zbędne myśli, zostawiając tylko to, co istotne. Skupiłam się na własnym wnętrzu. Na powodzie, który przywiódł mnie przez śnieg, góry i ryzyko. Na frustracji, która rosła od dnia utraty ręki. Na pragnieniu, by nie być już tylko kimś okaleczonym, lecz kimś, kto potrafi z tego braku uczynić siłę. Nie zamierzałam udawać. Nie zamierzałam szukać pięknych słów. Chciałam, by zrozumiał prawdę. I by ocenił mnie taką, jaka jestem naprawdę.
-Shunsuke-sama! Nazywam się Senju Koneko, jestem wychowaną przez las dzikuską, która nie odebrała żadnego wychowania poza prawem lasu i podstawową ortografią. Nienawidzę i gardzę większością istot ludzkich, kocham naturę przychodzę Panie do Ciebie po naukę składania pieczęci jedną ręką, abym mogła chronić tych, którzy nie mogą się obronić, za chamstwo przepraszam, z chamstwa powstałam w dziczy przeżyłam. - skłoniłam się wpół teatralnie tak jak czasami widywałam jak skłaniali się arystokraci i dobrze wyedukowani.

Ukryty tekst
0 x
- Takashi
- Posty: 1320
- Rejestracja: 2 mar 2019, o 14:02
- Wiek postaci: 25
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Wysoki na około 178cm | czarne włosy spięte w kucyk | srebrne kolczyki w uszach | często widziany z grymasem na twarzy | ubrany w ciemny kombinezon oraz kamizelkę shinobi
- Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie | kabura na lewym udzie | torba nad prawym pośladkiem | torba nad lewym pośladkiem | kamizelka shinobi | ochraniarz "Zjednoczonych Sił Sogen" na lewym ramieniu
- Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=112398#p112398
- GG/Discord: Takaś#4124
- Lokalizacja: Warszawa
Użytkownicy przeglądający to forum: Nizan i 1 gość

