Początkowy plan musiał ulec zmianie, bowiem Shizaki dołączył do niej. Nawet gdyby miała okazję do podmiany, to nie zdetonowałaby notki. Nie naraziłaby chłopaka na jakąkolwiek szkodę. Utrudnieniem też był fakt, że nigdy nie walczyli razem, a nie znając swoich dobrych stron nie mogą współdziałać ze sobą tak dobrze jakby chciała.
Pochodnia, która uniosła się w powietrzu, była zbawieniem, bowiem pokazała dokładnie jak ma się sytuacja. Przeciwnicy znajdowali się kilkanaście metrów od nich. Na tyle daleko od obozu, by nie martwić się ludźmi, których zostawili, a na tyle blisko, że jeżeli nie wyeliminują wszystkich, to w końcu dotrą do obozowiska. Tutaj nie było miejsca nad ubolewaniem nad zwierzętami, nad nikim z resztą. Jeżeli choć jeden przeżyje, to zaszkodzi ich ludziom. Yumiko miała ich ochraniać i wiedziała, że zrobi wszystko by byli bezpieczni. Sprawdziła stan swojej broni, mogła powtórzyć swój ruch, a później będzie się martwić brakami.
Aktywowała Sharingana. Dzięki temu na pewno będzie widzieć więcej. Nie skupiła się na człowieku, który został przygnieciony, ten mógł poczekać. Ważniejsi byli jeźdźcy, którzy mogli ich staranować. Zaczęła się zbliżać wykorzystując to, że konie były w amoku, a ogarnięcie ich dawało im delikatną przewagę. Ponownie rzuciła bronią, tak samo jak poprzednio. Celowała w ludzi znajdujących się na koniach, mając nadzieję, że tym razem trafi równie dobrze, chociaż szyja w którą celowała mogła być problematyczna...
Gdy shurikeny poleciały, a ona była wystarczająco blisko, zaczęła składać pieczęcie by dodatkowo wzmocnić atak ogniem.
