Boyos
Administrator
Posty: 4371 Rejestracja: 11 lut 2018, o 11:20
Ranga: Starszy Kapral
GG/Discord: Boyos#3562
Multikonta: Ario
Post
autor: Boyos » 1 lut 2026, o 11:24
Inemura leży na rozległych, całkowicie płaskich równinach, gdzie krajobraz zdominowany jest przez geometryczny układ pól ryżowych. Ziemia jest tu niska i nasiąknięta wodą, poprzecinana siecią grobli, kanałów irygacyjnych i wąskich ścieżek prowadzących między poletkami. Horyzont pozostaje otwarty i szeroki, a nic nie przerywa go poza linią drzew rosnących daleko na obrzeżach równiny.
Zabudowa wioski skupiona jest po jednej stronie pól, na lekko podniesionym, suchszym pasie ziemi. Drewniane domostwa ustawione są w długim, nieregularnym ciągu, równolegle do kanałów i głównego traktu. Dachy kryte są słomą lub drewnianymi gontami, a pomiędzy zabudowaniami znajdują się suszarnie ryżu, stodoły i niewielkie place robocze.
Całe otoczenie Inemury podporządkowane jest uprawie. Kanały regulują poziom wody, groble wyznaczają granice pól, a każda ścieżka prowadzi do kolejnego fragmentu upraw. W porze wzrostu ryżu równiny przybierają intensywny zielony kolor, a woda w poletkach odbija niebo i światło dnia. Teren sprawia wrażenie spokojnego, lecz nieustannie zajętego — tutaj praca nigdy się nie kończy, tylko zmienia rytm.
Inemura nie jest osadą obronną ani handlową. To wioska funkcjonalna, stabilna i przewidywalna, oparta na regularności i powtarzalności. Jej znaczenie nie wynika z położenia strategicznego, lecz z ciągłości plonów i niezawodności ziemi. Na tle innych miejsc regionu Inemura jawi się jako symbol porządku i trwania — cichy fundament, na którym opiera się zaplecze całych równin.
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 916 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 27 mar 2026, o 12:06
Lato 396 roku Tempo, które narzucił Tsuyoshi pozwoliło im na całkiem szybkie dotarcie w okolice wioski. Słońce powoli zaczynało zachodzić, a cały krajobraz był tak sielankowy, jak tylko można było sobie to wyobrazić na wojnie. Tafle odbijającej światło wody wyglądały zjawiskowo, choć obrazek ten nie mógł być obcy nikomu, kto wychowywał się w Sogen. Teraz jednak, pośród wojennej zawieruchy, jawiło się to jak nie z tego świata.
Niestety jednak, nie można było się nacieszyć takimi widokami, ani nawet na moment stracić czujności - szczególnie, że zbliżali się do swojego celu. Uchiha przywitał z ulgą i satysfakcją ścianę drzew, która - biorąc pod uwagę to, co miał na mapie - musiała odgradzać ich od Inemury. Zanim jednak mieli wjechać do wioski, nawiązała się rozmowa. Tsuyoshi zatrzymał swojego konia, pozwalając reszcie dołączyć do niego i rozpocząć mini-naradę.
- Tak, w istocie, Rintaro-dono poinformował mnie o tych plotkach. Że chłopi opowiadają, że roninów zabija coś z niebieskim spojrzeniem, tnąc ich tak precyzyjnie, jak lekarz na operacji. Ale tak jak powiedział Yokimura-san, to albo wyolbrzymione plotki, albo jakiś lokalny mściciel działający pod osłoną nocy, z zaskoczenia. A najpewniej jedno i drugie. Musimy być czujni, szczególnie po zmroku, ale to tyle. Nie spodziewam się, że nagle napadnie na nas duch - powiedział spokojnie, ale jednocześnie stanowczo. Nie chciał lekceważyć ani upokorzyć młodego zwiadowcy, ale jednocześnie musiał dać jasno do zrozumienia, że w ich misji nie ma miejsca na skupianie się na tego typu sprawach, które mogły stanowić tylko rozproszenie. Zbadać, kto zabija roninów - tak; dawać wiarę chłopskim baśniom - nie.
Pozostawała jednak do rozstrzygnięcia najważniejsza kwestia, a mianowicie: w jaki sposób zdobyć wioskę. Mieli jeszcze chwilę czasu zanim zapadnie zmrok. Kōgō wysłuchał uważnie tego, co miał do powiedzenia Yokimura, wpatrzony w rozciągające się przed nimi pola i zabudowania wioski. Kiedy jego zastępca skończył, przez moment jeszcze siedział tak na koniu w milczeniu, analizując. W końcu jednak zabrał głos.
- Twoje obawy są słuszne, Yokimura-san, ale uderzymy teraz. Nie możemy czekać do zmroku, bo wtedy faktycznie bardzo łatwo będzie się wrogowi ukryć gdzieś za groblami i nas ostrzeliwać z mroku, a tak będą doskonale widoczni na tle tych lustrzanych tafli. Co do koni i wąskich grobli, to... oczywiście, to prawda. To byłby problem. Ale nie będzie. Jeśli przyjdzie im do głowy spróbować zrobić jakieś wąskie gardło na grobli i się tam zgromadzić, to będzie to ich ostatni w życiu błąd. Idealnie wystawią się na mój katon, bo na tym płaskim jak stół terenie nie będą mieli gdzie się schować - o wskakiwaniu do wody nawet nie wspomniał; ryż sadziło się typowo w wodzie na maksymalnie kilkanaście centymetrów (w zależności od pory wegetacji), więc nie była to opcja - było to wiadome Tsuyoshiemu jako Sogeńczkowi.
- Plan jest więc taki - powiedział już do wszystkich - Wjeżdżamy do wioski na pełnej prędkości, namierzamy roninów i wybijamy ich co do jednego. Ja będę jechał na przodzie, będę taranem. Unikajcie jednak niepotrzebnego ryzyka, w razie jakiegokolwiek ostrzału macie przede wszystkim chronić siebie i konie, najlepiej za zabudowaniami. I nie pchać się w pola bez potrzeby, bo faktycznie ugrzęźniecie. Polegamy na szybkości działania, z pewnością się nas nie spodziewają, więc mam nadzieję, że zastaniemy ich na jakichś libacjach, "zabawach" z kobietami albo na czymś podobnym - powiedział i podrapał się po brodzie.
- Ale bez zwiadu się nie obejdzie, a w tym to chyba jesteście mistrzami. Yokimura-san, wytypuj dwóch, maksymalnie trzech chłopaków na zwiad pieszy. Spieszy nam się, bo takie mamy rozkazy, a za niedługo zrobi się ciemno, ale nie aż tak, żeby wjeżdżać między zabudowania całkowicie na ślepo. Potrzebuję informacji o "kwaterze" roninów, ich strażach i rozmieszczeniu. Zresztą, Wy sami wiecie najlepiej, jakie informacje zebrać, jako zwiadowcy. Musicie się uwinąć w maksymalnie dwa kwadranse, bo potem ryzykujemy, że nie skończymy walki przed zmrokiem - dodał. Tak, im dłużej wpatrywał się w wioskę i jej zabudowania, tym bardziej był pewny, że szybkie uderzenie jest dobre, ale jeśli miałoby być prowadzone bez zwiadu, to niepotrzebnie narażałoby życia jego podwładnych. Mieli jeszcze trochę czasu, żeby dowiedzieć się co w Inemurze piszczy i przeprowadzić atak z chirurgiczną precyzją.
- A, i jeszcze jedno. Co do tych ataków po zmroku... jeśli to ktoś, kto był w stanie zabić ronina, albo nawet kilku, to nie jest to pierwszy-lepszy przeciwnik. Nie wiemy też, co mu siedzi w głowie. Dlatego kategorycznie zabraniam pościgów za naszymi wrogami, a nawet oddalania się od oddziału na własną rękę bez mojej zgody. Musimy ustalić kto się kryje po tych lasach, żeby nie wpaść w jakąś bolesną pułapkę - powiedział chyba najbardziej stanowczym do tej pory tonem, po czy poprawił swoje przypięte do siodła guan dao - Czy wszystko jasne?
Jeśli tak, wydał polecenie, żeby zwiadowcy zrobili to, w czym byli najlepsi: przeprowadzili zwiad.
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 848 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 27 mar 2026, o 18:12
~ 5/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Misja Wojenna Rangi A ~
~ Wioska Ryżu ~
~ rok 396 ~
Yokimura słuchał w całkowitym milczeniu. Jego dłoń, dotąd spoczywająca na rękojeści katany, opadła swobodnie wzdłuż boku. Na poharatanej blizną twarzy weterana nie odmalował się wprawdzie uśmiech, ale w sposobie, w jaki powoli skinął głową, widać było wyraźne uznanie. Plan Tsuyoshiego był bezlitosny, pragmatyczny i - co dla starego kawalerzysty najważniejsze - pozbawiony fantazji, która gubiła wielu młodych oficerów. Surowy zakaz pościgów i lekceważenie chłopskich bajań o duchach na rzecz twardej, wojskowej kalkulacji, ostatecznie utwierdziły oddział w przekonaniu, że mają nad sobą dowódcę, za którym warto wjechać w ogień.
- Rozkaz, Uchiha-dono. Katon upiecze ich żywcem, jeśli spróbują zablokować groble. - Odwrócił się w siodle, omiatając wzrokiem swoich ludzi. - Ken'ichi. Złaź z konia. Ryo, ty też. Zrzucacie ciężkie blachy, zostawiacie wszystko, co brzęczy. Macie dwa kwadranse, żeby wejść między zabudowania, zlokalizować ich gniazdo i wrócić w jednym kawałku. Ruchy.
Dwójka wyznaczonych ludzi zsunęła się z siodeł z kocią gracją. Szybko, wprawnymi ruchami dłoni zdjęli i rozwiązali wszystkie elementy pancerza, które mógłby zadźwięczeć. Zostawili przy koniach dłuższe ostrza, opierając się wyłącznie na krótkich tanto i ukrytych w rękawach rzutkach. Chwilę później zsunęli się ze skarpy prosto w morze wysokich, szumiących na wietrze traw rosnących na obrzeżach lasu. Byli profesjonalistami - ich sylwetki po prostu rozpłynęły się w cieniu, a jedynym znakiem ich obecności było delikatne, nienaturalne falowanie źdźbeł trawy u podstawy pierwszej z grobli. Zaczęli przemykać między zalanymi poletkami ryżu, zbliżając się do drewnianych zabudowań Wioski Ryżu niczym dwa polujące węże, co Tsuyoshiemu źle się skojarzyło.
Tymczasem nad Inemurą czas zdawał się zwalniać. Czekali.
Słońce, teraz przypominające pomarańczową, rozżarzoną monetę, powoli zbliżało się do płaskiego horyzontu. Wszystko powoli przybierało pomarańczowo-czerwoną barwę, szczególnie na powierzchniach pól ryżowych, barwiąc stojącą wodę na głęboki, pomarańczowy kolor, powoli przechodząc w rubin. Widok był piękny, ale z każdą upływającą minutą to piękno nabierało coraz bardziej złowrogiego charakteru w akompaniamencie dźwięków wydawanych przez cykady.
Czekanie w ukryciu zawsze ciągnęło się w nieskończoność, testując cierpliwość nawet najbardziej doświadczonych żołnierzy. Z ukrycia w linii drzew Tsuyoshi i jego ludzie obserwowali uśpioną wioskę. Gdzieś w oddali rozległo się pojedyncze, głuche uderzenie w drewno i stłumiony śmiech, szybko pochłonięty przez bzyczenie owadów krążących nad zalanymi wodą poletkami.
Zaledwie kilka minut przed upływem wyznaczonego czasu, wysokie trawy u podstawy najbliższej grobli zafalowały nienaturalnie. Nie był to jednak wiatr. Dwie sylwetki zmaterializowały się na granicy cienia z niemal upiorną płynnością. Ken'ichi i Ryo wyłonili się z zielonego morza, bezszelestnie pokonując ostatnie metry dzielące ich od oddziału.
Ryo, starszy i bardziej doświadczony, od razu podszedł do swojego wierzchowca, by z rutynowym spokojem włożyć z powrotem pancerz i odpiąć z juków dłuższą broń. Ken'ichi natomiast, choć starał się zachować pełen profesjonalizm, oddychał nieco szybciej. W jego oczach błyszczała ekscytacja, a na policzku widniała smuga zasychającego błota. Młody zwiadowca podszedł prosto do Tsuyoshiego i Yokimury, po czym skłonił się krótko, przykładając zaciśniętą pięść do piersi.
- Uchiha-sama. Yokimura-taicho. Teren sprawdzony - zaczął Ken'ichi, ściszając głos tak, by słyszeli go tylko najbliżsi jeźdźcy. Otarł wierzchem dłoni pot z czoła. - Mieliście rację. To zwykła banda, a nie regularne wojsko. Naliczyliśmy około dwudziestu chłopa. Rozbili się w samym centrum wioski. Wykopali prawowitego sołtysa i przejęli jego domostwo oraz dwie największe stodoły tuż obok, by mieć blisko do zapasów.
Zwiadowca kucnął na moment, rysując palcem w ubitej ziemi prosty, prowizoryczny schemat głównego traktu i odchodzących od niego grobli.
- Są niesamowicie rozleniwieni, Panie. Zachowują się, jakby ten skrawek błota był ich prywatnym królestwem - kontynuował Ken'ichi, podnosząc wzrok na czarnego jak obsydian dowódcę. - Zero dyscypliny, broń rzucona byle gdzie. Od strony głównego traktu - jedynej szerokiej, ubitej drogi prowadzącej prosto do ich kwater - wystawili zaledwie dwóch strażników. Jeden z nich śpi w najlepsze, oparty o palisadę stodoły. Drugi ledwie trzyma się na nogach, a sake czuć od niego z dziesięciu kroków. Trakt jest czysty. Żadnych ukrytych pułapek, zasieków ani barykad na groblach. Droga na szarżę jest otwarta.
Yokimura parsknął cicho, a jego usta wykrzywiły się w pełnym pogardy, drapieżnym grymasie. Dłoń weterana z niemal nabożną czcią spoczęła na rękojeści katany. Kciuk przesunął się po tsubie, a cichy, metaliczny chrzęst wysuwanego na milimetr ostrza zabrzmiał jak obietnica nadchodzącej rzezi.
- Tchórze, śmiecie i pijacy. Hańba dla stali, którą noszą - warknął cicho zastępca dowódcy, po czym przeniósł palące spojrzenie na Tsuyoshiego. Rwał się do ataku, chociaż wciąż trzymał się w wojskowych ryzach. - Zrobili z siebie idealny cel, Uchiha-dono. Wystawili pierś prosto pod nasze włócznie. Szybkie wejście formacją w klin przez główny trakt zgniecie ich, zanim zdążą pojąć, że w ogóle zostali zaatakowani.
Tymczasem światło wokół nich zaczęło zauważalnie gęstnieć.
Wielka, rozżarzona tarcza słońca w końcu dotknęła odległego, płaskiego horyzontu. Złote, popołudniowe światło ustąpiło miejsca głębokiej, krwawej czerwieni. Promienie ślizgały się po lustrzanych taflach wody na polach ryżowych, sprawiając, że Inemura wyglądała teraz, jakby tonęła w oceanie ognia i krwi. Wydłużające się cienie drzew zaczęły przypominać kościste palce wyciągające się w stronę zabudowań.
Mieli może pół godziny do całkowitego zachodu. Pół godziny, zanim na pola na dobre wypełznie gęsta, wieczorna mgła, a w wiosce przebudzą się nocne demony - te wymyślone przez chłopów, i te w pełni realne, wyrzynające roninów. Wszystkie oczy oddziału zwróciły się teraz na czarną zbroję Tsuyoshiego, w milczeniu oczekując na ostateczny sygnał do ataku.
Arcykapłan Rintaro
Yokimura
Ken'ichi
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 916 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 27 mar 2026, o 20:53
Lato 396 roku
Zwiadowcy z godną podziwu sprawnością i dyskrecją oddalili się w kierunku wioski. Tsuyoshi wykorzystał ten czas na to, żeby zsiąść z konia i dać nieco odpoczynku zmęczonemu po dłuższej drodze ciału. Zrobił kilkanaście kroków to w jedną, to w drugą stronę, a na moment nawet rozwiązał włosy, by zaraz później znowu spiąć je w kucyk. Cały czas spoglądał jednak w kierunku wioski. Miał pełne zaufanie do tych ludzi, mimo że jeszcze nie miał okazji przekonać się o ich walorach bojowych. Wiedział jednak, że nie mogli być to amatorzy; do oddziałów zwiadowczych delegowano tych najbardziej sprytnych i samodzielnych żołnierzy, bo każdy przeciętny wojak szybko straciłby życie, gdyby popełniał błędy na misjach tego typu. Taka właśnie była natura zwiadu - nawet jeden błąd był w stanie zniszczyć cały plan, uświadomić wroga o obecności innej armii oraz pozbawić życia samego zwiadowcę. Uchiha był więc pewien, że wysłani przez Yokimurę ludzie wywiążą się ze swojego zadania i to wywiążą się w takim czasie, w jakim się tego od nich oczekiwało.
I nie rozczarował się. Gdy zauważył pierwsze oznaki sugerujące ich obecność, od razu wrócił na konia. Krótko później Ken'ichi zdawał już raport, którego Kōgō wysłuchiwał z ciekawością, ale i spokojem na twarzy. Co jakiś czas tylko kiwał głową, jakby potwierdzając na bieżąco, że rozumie i nadąża. Kiedy zwiadowca skończył mówić, a Yokimura dodał coś od siebie, odpowiedział tylko:
- Istotnie, hańba. Ale zaraz uwolnimy matkę ziemię i mieszkańców Inemury od ich obecności - po tych słowach na moment zamilkł. Miał już wszystko poukładane w głowie, za wyjątkiem jednej rzeczy. Musiał rozważyć, czy spalić od razu wszystkie budynki, w których przebywali, czy też podejść do sprawy w bardziej konwencjonalny sposób.
- Dwudziestu ludzi, tak? Czyli osiemnastu w budynkach, bo dwójka jest na straży. Średnio po 6 w każdym budynku, choć pewnie w domu sołtysa będzie ich najwięcej. Mógłbym je od razu spalić i uniknąć jakiegokolwiek ryzyka, ale... to chyba nie będzie dobry pomysł - powiedział i spojrzał po ludziach z oddziału - po pierwsze, możemy w ten sposób wywołać pożar całej wioski, bo zabudowa jest skupiona, a dachy słomiane, z tego co stąd widać. Po drugie, to mogłoby ściągnąć tutaj jakiś oddział Kaminarich albo Dzikich - bo nie wiemy tak naprawdę, jak daleko się zapuścili na Pola Tenran. Ale spokojnie, damy sobie radę bez tego. Plan się nie zmienia. Wpadamy do wioski, od razu zabijamy strażników i natychmiast wpadamy do budynków. Ja sam biorę chatę sołtysa, w której powinno być ich najwięcej. Wy dzielicie się na dwie grupki po sześć osób. W najgorszym wypadku, gdyby było ich po równo wszędzie, będzie stosunek jeden do jednego. Przy czym wy wpadniecie uzbrojeni, lepiej wyszkoleni, szybcy i... trzeźwi - wyjaśnił swój plan. Kusiło go skorzystanie z potężnych jutsu, ale logika była nieubłagana. Nie chciał puścić całej wioski z dymem ani zrobić z wioski jednego wielkiego sygnału dymnego na kilkadziesiąt kilometrów wokół pod tytułem "tu się coś dzieje".
- Ruszajmy. Formacja klina. Ken'ichi, jedziesz obok mnie i prowadzisz najkrótszą drogą do chaty sołtysa. - powiedział, jeśli nikt nie zgłosił zastrzeżeń ani nie zadał pytań, po czym skierował konia w kierunku wioski. Na początku szedł stępem, ale gdy tylko wyszli poza naturalną osłonę, szybko przeszedł w galop, a jeśli warunki na to pozwalały, to i w cwał. Nie wydawał żadnych komunikatów głosowych, bo wiedział że nie będzie to konieczne, a mogło to tylko zdradzić ich obecność. Kierował się tam, gdzie wskazał Ken'ichi, pozwalając mu wyznaczać kierunek.
Gdy byli blisko strażników przy palisadzie, sięgnął do torby i cisnął po dwa shurkieny w ich kierunku, celując w głowę i szyję. Miał nadzieję, że uda się w ten sposób szybko zabić ich na miejscu, co pozwoli nie tracić czasu na zatrzymywanie konia, zawracanie, i tak dalej. Jeśli nie trafił, machnął ręką, żeby zabił ich ktoś z tylnej części formacji.
Kiedy znalazł się wreszcie przy okupowanej przez rzezimieszków chacie sołtysa (miał mu ją wskazać Ken'ichi), wziął do ręki guan dao i zeskoczył z konia, po czym wbiegł do wnętrza domu z pełną szybkością, barkiem rozbijając drzwi. Przyszła pora na destrukcję. Potężnymi ciosami swojej drzewcowej broni, mierzonymi w klatkę piersiową, starał się skracać ich żywot w sposób równie brutalny, co szybki. Guan dao nie było być może idealną bronią do starć w pomieszczeniach ze względu na ograniczoną przestrzeń, ale pozwalało też na pchnięcia i zadawanie ran z daleka, a więc oszczędzało czas. Ostatecznie, gdyby nie było z niego za dużego pożytku, po prostu je odrzucił i przeszedł do walki wakizashi, które też miał ze sobą. Starał się być tak szybki, jak to tylko było możliwe, a przy tym oszczędzać oczywiście cywilów, jeśli z jakichś powodów też znajdowali się w środku. W zależności od efektów, po skończonej masakrze (oby!), wybiegł z domu, by zorientować się w sytuacji reszty oddziału i pomóc pozostałym zbrojnym w stodołach. Żywił jednak nadzieję, że nie będzie to konieczne, a ich błyskawiczny atak właśnie dobiegał końca.
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 848 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 28 mar 2026, o 09:42
~ 6/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Misja Wojenna Rangi A ~
~ Wioska Ryżu ~
~ rok 396 ~
Słowa Tsuyoshiego spotkały się z cichą, lecz wyraźną aprobatą. Yokimura uśmiechnął się drapieżnie, a w jego oczach błysnął autentyczny szacunek. Powstrzymanie się od użycia Katonu i chłodna analiza sytuacji świadczyły o tym, że Tsuyoshi nie był tylko utalentowanym wojownikiem, ale dowódcą z krwi i kości, rozumiejącym wartość strategiczną terenu. Weteran złożył dłonie w szybkim, wojskowym salucie.
- Zrozumiano, Uchiha-dono. Żadnego ognia, tylko czysta stal - chropowaty głos Yokimury był niewiele głośniejszy od szelestu traw. Odwrócił się do oddziału, wykonując krótki, precyzyjny gest dłonią. - Słyszeliście rozkazy! Dzielimy się na dwie szóstki. Ja i Ryo bierzemy stodołę po lewej. Klin za dowódcą. Nie bierzemy jeńców.
Żołnierze w milczeniu dobyli broni. Konie, wyczuwając napięcie swoich jeźdźców, cicho parskały, uderzając niespokojnie kopytami o miękką ziemię, jakby same rwały się do biegu. Yokimura błyskawicznie uformował zwiadowców w klasyczny szyk klina, ustawiając się tuż za czarnym wierzchowcem Tsuyoshiego.
W tym samym momencie słońce całkowicie zniknęło za horyzontem. Ostatnie promienie zgasły, a świat pogrążył się w półmroku. Równiny Inemury utonęły w morzu bielejącej, zimnej mgły, która zaczęła wylewać się z kanałów irygacyjnych, połykając groble i pełznąc w stronę zabudowań. Była to idealna kurtyna dla teatru śmierci, który właśnie miał się rozpocząć.
Wyruszyli.
Z początku jechali stępem, by nie zdradzić swojej pozycji przedwcześnie, ale gdy tylko kopyta koni uderzyły o ubitą ziemię głównego traktu, Tsuyoshi popchnął wierzchowca do szaleńczego galopu. Za nim, niczym czarna, wielogłowa bestia, ruszyła reszta oddziału. Dudnienie kopyt rozdarło wieczorną ciszę, wibrując w klatkach piersiowych i niosąc się echem po lustrzanych taflach wody. Mgła rozstępowała się przed nimi pod naporem pędu.
Kiedy wyłonili się z oparów tuż przed wioską, cel ukazał się w pełnej krasie. Ken'ichi, jadący ramię w ramię z dowódcą, wyciągnął ramię, wskazując największy budynek z solidnym dachem z gontu. Domostwo sołtysa.
Dwaj strażnicy przy wejściu do osady byli dokładnie w takim stanie, w jakim opisał ich zwiad. Pijany ronin zdążył jedynie unieść głowę, mrużąc nieprzytomnie oczy na widok wyłaniających się z mgły cieni. Nie zdążył nawet otworzyć ust. Tsuyoshi płynnym ruchem posłał w ruch stal. Dwa shurikeny z głuchym, mięsnym świstem wbiły się w cele - jeden strzaskał krtań pijanego, drugi wbił się głęboko w skroń śpiącego, przyszpilając jego głowę do drewnianego pala. Obaj osunęli się w błoto bez najmniejszego dźwięku.
Sekundę później potężny, kary koń Tsuyoshiego uderzył z pełnym impetem w prowizoryczną barykadę blokującą wjazd na podwórze. Zbutwiałe drewno i ułożone w poprzek wózki rozpadły się na drzazgi z ogłuszającym trzaskiem. Oddział kawalerii rozlał się na boki niczym rwąca rzeka - dwie grupy po sześciu jeźdźców z krzykiem i obnażoną stalą skierowały się w stronę stodół.
Jednakże huk łamanego drewna podziałał na obóz niczym uderzenie w dzwon alarmowy.
Zanim Tsuyoshi zdążył zeskoczyć z konia i dobiec do drzwi chaty, by wyważyć je barkiem, drzwi domostwa sołtysa zostały gwałtownie rozsunięte z obu stron. Podobnie zareagowali ludzie w stodołach, gwałtownie wybudzeni z pijackiego letargu dudnieniem kopyt. Z wnętrz wylała się fala zaskoczonych, zdezorientowanych roninow. Wybiegali na zewnątrz - niektórzy w rozchełstanych kimonach, inni rozpaczliwie próbując dopiąć elementy pancerzy i wyciągając w biegu miecze.
Widząc pędzącą w ich stronę czarną kawalerię, zadziałał wpojony im niegdyś samurajski instynkt. Zamiast uciekać w mrok lub kryć się za budynkami, wpadli z krzykiem na główny, szeroki trakt. Tam, kierowani panicznym odruchem przetrwania, zaczęli zbiegać się w jednym miejscu, próbując sformować na środku drogi ścianę z ostrzy.
Arcykapłan Rintaro
Yokimura
Ken'ichi
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 916 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 28 mar 2026, o 10:44
Lato 396 roku Wszystko szło dobrze, ale niestety ronini nie byli aż tak niekompetentni, jak by sobie tego mógł życzyć Tsuyoshi z całym swoim oddziałem. Po wyeliminowaniu z walki (i z życia w ogóle) dwójki, która miała pełnić rolę wartowników i rozbiciu barykady, reszta zbójów zaalarmowana wypadła przed budynki. Z kompletnego zaskoczenia i wyrżnięcia ich niemal bez walki, jak by sobie tego życzył Uchiha, nici. Ale plany mają to do siebie, że rzadko da się je zrealizować w całości, szczególnie na wojnie, nawet w przypadku tak niedużych starć jak to, w którym brali teraz udział. Jedną z najważniejszych cech dobrego dowódcy, której wielu laików nie było często świadomych (a Tsuyoshi był, bo rozczytywał się w książkach sławnych dowódców) była elastyczność. Tak, umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków była dla dowodzącego jakimkolwiek oddziałem tak istotna, jak dla skryby umiejętność pisania, dla poborcy podatkowego umiejętność liczenia, a dla kartografa umiejętność rysowania.
Tak też było w tym przypadku, choć nie da się ukryć: ronini bardzo ułatwili Tsuyoshiemu sprawę. Zamiast zabarykadować się w budynkach, wypadli oni na szeroki trakt i sformowali coś na kształt formacji obronnej przeciwko kawalerii. Zbili się w zwartą grupę, a zatem aż prosili się o to, co za chwilę miało nadejść.
- Durnie - powiedział głośno Tsuyoshi, delikatnie ściągając lejce i zwalniając nieco konia. Nie miał oczywiście zamiaru wpadać w ścianę z ostrzy. Za to aktywował swojego sharingana i zawiązał jedną pieczęć: Tygrysa.
- Katon: Gōryūka no Jutsu! - krzyknął i wypuścił przed siebie (uważając, żeby nie trafić swojego konia) ognistego smoka, w sam środek formacji wroga. Miał on uderzyć w ziemię pod nimi i tym samym pochłonąć całkowicie wszystkich roninów, kończąc ich żywot. Jeśli jednak jakiś przeżył, to Tsuyoshi zamierzał dobić go w szarży, korzystając ze swojego guan dao.
-4 shurikeny
Ukryty tekst
Nazwa Sharingan: San Tomoe
Środkowy i ostatni powszechnie znany poziom Sharingana - powyżej niego sięgają już tylko bardzo nieliczni. Aktywowanie San Tomoe sprawia, że Uchiha staje się niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem. Po pierwsze, znacząco rosną możliwości kopiowania jutsu, gdyż oprócz kopiowania niemal wszystkich technik, użytkownik może je wykonywać jednocześnie z wrogiem - wygląda to tak, jakby czytał on w jego myślach. Znacząco rośnie też jego percepcja, a na dodatek otwiera się możliwość wejścia do umysłu Jinchūriki.
Możliwości Widzenie i szacowanie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiektyRozpoznawanie widzianej chakry – w przypadku osób lub zwierząt, które się uprzednio widziało Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłkiRozpoznawanie genjutsu Wejście do umysłu Jinchūriki - na krótki moment, możemy zobaczyć demona (więcej szczegółów w Notce 4)Odróżnianie klonów od oryginału - klony rangi B w dółBonus atrybutów - percepcja użytkownika rośnie o 60 punktówKopiowanie technik - Można kopiować wszystkie widziane techniki (oprócz innych KG i Hijutsu) i wykonywać je w tym samym momencie co przeciwnik. Możliwość przełamania genjutsu - Przełamanie odbywa się tak samo jak przy pomocy Kai. Nie wymaga jednak złożonej pieczęci, a bonus do konsekwencji wynosi +50 – dodawany do zwykłego bonusu, o którym mowa w temacie „Genjutsu".
Wymagania Przebudzenie zgodnie z mechaniką klanu (w przypadku misji minimum A), dziedzina klanowa D, posiadanie Sharingan: Ichi Tomoe lub Sharingan: Ni Tomoe
Koszt E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie) (koszt x3 jeśli dziedzina klanowa nie jest rozwinięta na rangę B)
Nazwa Katon: Gōryūka no Jutsu
Ranga A
Pieczęci Tygrys
Zasięg Max. 35 metrów
Koszt D: 45% | C: 35% | B: 25% | A: 15% | S: 10% | S+: 5%
Statystyki Siła 180 Szybkość 160 Wytrzymałość ---
Dodatkowe Wymaga znajomości Katon: Ryūka no Jutsu; Oparzenie II
Opis Jutsu polega na wypluciu sporych rozmiarów kuli ognia w kształcie głowy smoka i posłanie jej przed siebie. Głowa posiada wyjątkowo destrukcyjne właściwości, mogąc przebijać na wylot ściany budynków, dachy czy naturalne formacje skalne i nie straci przy tym na swojej morderczości. Przypomina w tym rozpędzony taran, który przy bezpośrednim uderzeniu potrafi pozbawić zdolności do walki nawet bardzo wytrzymałe ofiary. Jutsu skierowane w ziemię jest w stanie wydrążyć w niej głęboki krater w formie tunelu, jutsu więc idealnie nadaje się do odkrywania i atakowania podziemnych celów.
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 848 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 28 mar 2026, o 15:18
~ 7/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Misja Wojenna Rangi A ~
~ Wioska Ryżu ~
~ rok 396 ~
Inemura zamarła na ułamek sekundy, jak przed uderzeniem pioruna. W wieczornym półmroku i chłodnej mgle, czerwone oczy z trzema czarnymi tomoe zapłonęły nieludzkim blaskiem. Sharingan Tsuyoshiego z bezlitosną precyzją zarejestrował każdą przerażoną twarz, każde wyszarpnięte z pochwy, drżące ostrze i każdy rozpaczliwy ruch w zbitej grupie roninów.
Złożona jedną dłonią pieczęć Tygrysa uwolniła z jego piersi żywioł.
Gdy Kogo wziął głęboki wdech i wypuścił z ust skupioną chakrę, przestrzeń przed nim eksplodowała. Wioska Ryżu rozjaśniły się blaskiem jaśniejszym niż zachodzące słońce. Potężny strumień skondensowanych płomieni wystrzelił z siłą kataklizmu, formując się w locie w ryczącą, trzymetrową głowę smoka utkaną z czystego ognia. Ryk rozdzieranego powietrza zagłuszył całkowicie wrzaski przerażonych ludzi.
Wiedzeni zgubnym odruchem obronnym roninowie zobaczyli nadciągającą zagładę, ale było już za późno. Zwarli szyki dokładnie tak, jak chciał Uchiha.
Ognisty smok uderzył w sam środek zbitej grupy z siłą rozpędzonego tarana. Siła uderzenia była dewastująca. Pierwszy szereg mężczyzn po prostu wyparował. Płomienie przetoczyły się przez ich ciała, zwęglając kości, topiąc stalowe elementy pancerzy i wypalając tlen z powietrza w ułamku sekundy. Impet Gōryūka no Jutsu wgryzł się głęboko w ubitą ziemię głównego traktu, wyrywając z niej gigantyczny, płonący krater. Ci z najemników, którzy nie przyjęli uderzenia bezpośrednio, zostali odrzuceni na kilkanaście metrów w tył przez podmuch ekstremalnego gorąca, wijąc się w agonii z potężnymi poparzeniami.
Trakt przed chatą sołtysa płonął. Błoto zamieniło się w szklistą, czarną masę, a słomiane strzechy pobliskich stodół zaczęły zajmować się od rzuconych w powietrze iskier. Panika, która wybuchła wśród niedobitków, była absolutna. Złamała ich do reszty.
W tym samym momencie, niczym upiory z dymu i mgły, do akcji wkroczyła kawaleria Yokimury. Weterani nie zwolnili nawet na moment. Widząc dezorganizację wroga, z radosnym krzykiem wbili się w rozproszone na flankach grupki zdezorientowanych roninów.
Starcie zmieniło się w jednostronną egzekucję. Konie tratowały uciekających, miażdżąc kości pod okutymi kopytami. Yokimura, przejeżdżając z boku płonącego krateru, płynnym cięciem katany z siodła dekapitował ronina próbującego ugasić płonące na nim kimono. Krew mieszała się z pyłem i dymem. Ryo, po przeciwnej stronie traktu, wbił z impetem swoją włócznię w plecy uciekającego mężczyzny, przyszpilając go do ziemi, po czym brutalnie wyrwał drzewce, nie zatrzymując wierzchowca. Byli metodyczni, okrutni i śmiertelnie precyzyjni.
Tsuyoshi, mknąc na swoim karym rumaku, wyłonił się zza ściany płomieni, dzierżąc guan dao. Sharingan wciąż pulsował w jego oczach. Potężne, horyzontalne cięcie jego czarnej, broni przecięło w pół mężczyznę, który, obłąkany z bólu, zatoczył się prosto pod końskie kopyta.
Wtedy jednak uszy Uchihy wyłowiły dźwięk inny niż jęki i trzask ognia. Był to ciężki, metaliczny łoskot odsuwanych z potężną siłą, okutych żelazem drzwi.
Z płonącego wciąż domostwa sołtysa, które ocalało na tyle, by stanowić osłonę przed frontalnym atakiem smoka - wyłoniła się góra mięśni i stali. Przywódca roninów nie uciekał. Był to mężczyzna o niemal niedźwiedzich proporcjach, od stóp do głów zakuty w ciężką, tradycyjną, czerwoną zbroję o-yoroi, mocno poobijaną po latach wojen. Na twarzy nosił demona - stalową maskę menpo z wyszczerzonymi kłami.
Nie było w nim grama strachu, który złamał jego ludzi. Był za to zimny gniew.
W swoich opancerzonych dłoniach dzierżył potężne no-dachi - ogromny, dwuręczny miecz polowy, na tyle długi, by dorównywać zasięgiem broni drzewcowej Tsuyoshiego. Wojownik opadł na ugięte kolana, wbijając ostrze w zrytą ziemię. Powietrze wokół niego drgnęło od nagromadzonej chakry, a maska demona zdawała się wykrzywić w uśmiechu.
- Pies z klanu Uchiha wpadł do mojej budy! - warknął przywódca roninów. Głos zza maski był głęboki, dudniący i zadziwiająco spokojny jak na kogoś, czyi ludzie właśnie ginęli w błocie. - Dobrze! Zanim moi bracia zginą, zabiorę w zaświaty te wasze przeklęte, czerwone ślepia!
Wielkolud, nie zważając na płonące dookoła resztki swoich podwładnych, wyrwał no-dachi z ziemi i z zaskakującą dla jego rozmiarów zwinnością skoczył naprzód, mierząc potężnym, horyzontalnym cięciem prosto w przednie nogi karego wierzchowca Tsuyoshiego, by zmusić go do zejścia z konia i walki w zwarciu na równych warunkach.
Arcykapłan Rintaro
Yokimura
Ken'ichi
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 916 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 28 mar 2026, o 16:18
Lato 396 roku
- Kurwa - zaklął Tsuyoshi, gdy zobaczył, że jego technika co prawda zadziałała, ale jednocześnie doprowadziła do zajęcia się dachu jednego z domostw, a później kolejnego. Był tak wściekły, jak to tylko było możliwe. Popełnił błąd w obliczeniach i planowaniu. Był przekonany, że znał dobrze zasięg Gōryūki, którą wykonywał już tyle razy (razem z jej wariacjami) i że skoro ronini znajdują się na płaskim, szerokim trakcie, to ma wystarczający margines swobody w jej użyciu, ale najwyraźniej tak nie było. Gdyby wiedział, że taki będzie skutek użycia tej techniki, to na pewno by tego nie zrobił. Użyłby jakiegoś słabszego jutsu (choć w sumie trudno nawet powiedzieć jakiego, bo jak widać musiał sobie odświeżyć, jak działają poszczególne techniki) albo po prostu zrobiłby sobie z nich żywe tarcze treningowe dla testowania pierwszy raz w warunkach bojowych swojego guan dao. Teraz jednak wszystko było stracone. Chaty płonęły, ludzie stracą domostwa, a cała okolica przez całą noc będzie wiedziała, że dzieje się tu coś nietuzinkowego. Uchiha zacisnął zęby i pięść, wściekły na to, że tak się to potoczyło. A do tej pory wszystko było tak dobrze zaplanowane!
Kiedy z płonącego domostwa wyłonił się ronin w masce, Tsuyoshi nawet nie czekał na żadne monologi, co zrobi tamten, i tak dalej. Nie miał na to ani czasu, ani ochoty.
- Zjeżdżaj kretynie - rzucił tylko wycedzając przez zęby, złożył szybko trzy pieczęcie i stworzył ogień z ognia wokół (było go chyba pełno, a na pewno było go sporo w chacie sołtysa, z której wychodził tamten), by pochłonął on zamaskowanego człowieka.
- Gasić ogień! - krzyknął do swoich żołnierzy, gdy dobijanie roninów dobiegło końca. Był pełny złości, ale odprowadził konia gdzieś w bezpieczne miejsce i sam rozejrzał się za czymkolwiek, czym można byłoby ugasić ogień. W tej ciemności, chaosie i przy braku jakichkolwiek większych możliwości, będą mogli jednak zapewne tylko patrzeć, jak cała wioska idzie z dymem. Właśnie doprowadził swoją misję do niepowodzenia, bo spalona wioska to wioska bez mieszkańców, a więc nikt nie będzie mógł uprawiać ryżu i czerpać benefitów z pól uprawnych. Już nie mówiąc o tym, że nici ze zrobienia wszystkiego po cichu. Wyglądało to fatalnie.
-4 shurikeny
Ukryty tekst
Nazwa Sharingan: San Tomoe
Środkowy i ostatni powszechnie znany poziom Sharingana - powyżej niego sięgają już tylko bardzo nieliczni. Aktywowanie San Tomoe sprawia, że Uchiha staje się niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem. Po pierwsze, znacząco rosną możliwości kopiowania jutsu, gdyż oprócz kopiowania niemal wszystkich technik, użytkownik może je wykonywać jednocześnie z wrogiem - wygląda to tak, jakby czytał on w jego myślach. Znacząco rośnie też jego percepcja, a na dodatek otwiera się możliwość wejścia do umysłu Jinchūriki.
Możliwości Widzenie i szacowanie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiektyRozpoznawanie widzianej chakry – w przypadku osób lub zwierząt, które się uprzednio widziało Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłkiRozpoznawanie genjutsu Wejście do umysłu Jinchūriki - na krótki moment, możemy zobaczyć demona (więcej szczegółów w Notce 4)Odróżnianie klonów od oryginału - klony rangi B w dółBonus atrybutów - percepcja użytkownika rośnie o 60 punktówKopiowanie technik - Można kopiować wszystkie widziane techniki (oprócz innych KG i Hijutsu) i wykonywać je w tym samym momencie co przeciwnik. Możliwość przełamania genjutsu - Przełamanie odbywa się tak samo jak przy pomocy Kai. Nie wymaga jednak złożonej pieczęci, a bonus do konsekwencji wynosi +50 – dodawany do zwykłego bonusu, o którym mowa w temacie „Genjutsu".
Wymagania Przebudzenie zgodnie z mechaniką klanu (w przypadku misji minimum A), dziedzina klanowa D, posiadanie Sharingan: Ichi Tomoe lub Sharingan: Ni Tomoe
Koszt E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie) (koszt x3 jeśli dziedzina klanowa nie jest rozwinięta na rangę B)
Ukryty tekst
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 848 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 28 mar 2026, o 19:03
~ 8/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Misja Wojenna Rangi A ~
~ Wioska Ryżu ~
~ rok 396 ~
Gniew Tsuyoshiego zadziałał niczym podpałka dla jego chakry. Gdy dłonie Kogo uformowały pieczęcie Psa, Dzika i Tygrysa, szalejący na dachu sołtysa ogień nagle zafalował, jakby zyskał własną świadomość. Płomienie oderwały się od płonącej słomy i z ogłuszającym, nienaturalnym rykiem runęły prosto na zamaskowanego przywódcę roninów, zamieniając przestrzeń przed domostwem w rozżarzony piekarnik.
W tym samym ułamku sekundy rozkaz Uchihy przeciął powietrze. Yokimura, widząc wściekłość dowódcy i skalę zagrożenia dla całej misji, zareagował instynktownie.
- Ryo! Kanały irygacyjne! - warknął zastępca, wskazując dłonią zalaną równinę.
Jeden z weteranów, nie zsiadając nawet z konia, złożył krótką serię pieczęci. Woda z pobliskich poletek uniosła się w powietrze niczym bicz i potężną falą uderzyła w zajęte strzechy. Ponieważ technika Tsuyoshiego dosłownie wyssała wcześniej większość śmiercionośnego ognia, strumień Suitonu z łatwością zdusił resztki pożaru. Powietrze wypełnił ogłuszający syk, a gęsta mgła zmieszała się z gryzącymi oparami białej pary. Chaty ocalały, naznaczone jedynie osmalonym drewnem, ugaszone równie szybko, co podpalone.
Jednakże Tsuyoshi nie miał nawet ułamka sekundy, by odetchnąć z ulgą.
Nie było żadnych monologów ani mierzenia się wzrokiem. Wróg nie czekał, aż płomienie opadną. Zamiast tego, potężny ronin wykorzystał szalejący żywioł i kłęby gęstej pary jako swoją własną zasłonę dymną. Z samego serca nienaturalnego, wirującego ognia, w którym mężczyzna powinien właśnie obracać się w popiół, rozległ się głuchy ryk.
Kurtyna płomieni została nagle, brutalnie rozerwana na pół.
Z ognistego piekła wyłoniła się góra mięśni i rozgrzanej do czerwoności stali. Potężna zbroja o-yoroi dosłownie topiła się na jego ciele: tradycyjne sploty jedwabiu spłonęły, a grube płyty wyginały się od ekstremalnej temperatury, parząc skórę samuraja. Mężczyzna jednak całkowicie zignorował ból. Zanim Kogo zdążył w pełni odciągnąć swojego spłoszonego konia, opancerzony gigant w mgnieniu oka obniżył pozycję, kładąc dłoń na rękojeści schowanego w saya miecza.
Odległość niespełna sześciu metrów zniknęła, pożarta przez jeden, morderczy zryw.
Samuraj wystrzelił z ognia do przodu. Przeciął dystans w ułamku sekundy. Dobywane w pełnym pędzie ogromne no-dachi zalśniło w mroku, tnąc opary ze świstem. Horyzontalne, rwane z dołu cięcie poprowadzone zostało pod idealnym kątem, od prawego biodra Tsuyoshiego, mierząc prosto w jego lewy bark. To był cios, którego nie powstydziłby się mistrz, wyprowadzony całkowicie z zaskoczenia, prosto z serca pożaru.
Czerwone oczy z tomoe zarejestrowały ten nieludzki pęd. Sharingan pozwolił Kōgō na instynktowny, minimalny odchył ciała, który zaważył o jego życiu. Zimna stal nie dosięgła skóry Tsuyoshiego, wdzierając się jednak z impetem pod płyty jego pancerza.
Rozległ się suchy trzask ostro przecinanych rzemieni.
Zamaskowany samuraj minął Uchihę, wykonując jeszcze jeden, wymuszony pędem krok, po czym zamarł w bezruchu z wyciągniętym na całą długość ramienia mieczem. Ciężko dyszał. Z jego poparzonego ciała i całkowicie zrujnowanej zbroi parowała woda, wymieszana z gryzącym dymem. Powoli odwrócił zalaną krwią i potem twarz, a zza stopionej w pół uśmiechu maski demona dobiegł suchy, charczący szept:
- Twoje oczy są szybkie... psie z klanu Uchiha.
Tymczasem czarny napierśnik Tsuyoshiego, pozbawiony głównych wiązań i zapięć brutalnie zniszczonych przez cięcie, zsunął się z jego klatki piersiowej. Ułamek sekundy później naramienniki i ciężka osłona tułowia z głośnym, metalicznym brzękiem runęły w błoto głównego traktu. Tsuypshi nie odniósł w tym starciu ani jednej, choćby najdrobniejszej rany, instynktownie unikając zagrożenia, lecz właśnie został uderzeniem z zaskoczenia odarty z ochrony pancerza, zostając jedynie w swoim podstawowym ubraniu.
Arcykapłan Rintaro
Yokimura
Ken'ichi
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 916 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 28 mar 2026, o 21:11
Lato 396 roku Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Największe zmartwienie Tsuyoshiego, a mianowicie pożar domostw, zostało niespodziewanie zażegnane przez jednego z członków jego drużyny. Prosta technika suitonu ocaliła wioskę i reputację Tsuyoshiego. Lejące się na dach strumienie wody były najprzyjemniejszym widokiem, jaki mógł go teraz spotkać, przez kilka sekund miał wrażenie, jakby ktoś wylewał miód na jego serce.
Ale było to kilka sekund, bo - jak wspomniałem - sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Oczy Uchihy rozszerzyły się nieznacznie, gdy zobaczył, że wróg nie spalił się od razu w morzu ognia, ale (choć poparzony) wyszedł z niego i jeszcze zaatakował! Kōgō zlekceważył przeciwnika i nie zdążył przez to zareagować. Gdyby nie jego zbroja, przepłaciłby to poważną raną, a kto wie: może nawet i życiem. Z zaskoczeniem przyjął całe natarcie, jak i to, jak szybkie i potężne ono było. Gdy zbroja opadła na ziemię, zrozumiał, w jak poważnej sytuacji się znalazł. Nie było jednak czasu na rozważania. Trzeba było działać instynktownie, zgodnie z wyuczonymi odruchami.
Szybki odskok w celu zwiększenia odległości. Smok i tygrys. Wyciągnięta przed siebie ręka. Pojawiający się na niej płomień, który przybiera wyjątkowo stałą jak na ten żywioł formę płonącego ostrza. Półtora metra gorącego ognia wycelowanego w stronę oponenta. Sharingan wpatrzony w najdrobniejsze drgnięcia ciała wroga. Szybki krok do przodu, w prawo - ale to tylko zwód. Ciężar ciała od razu przeniesiony na lewo. Dwa jeszcze szybsze kroki i cięcie w klatkę piersiową wroga, samemu unikając trafień. Zupełnie jak na treningu z wujkiem Sosuke. W razie potrzeby, powtórzyć.
-4 shurikeny
Ukryty tekst
Nazwa Sharingan: San Tomoe
Środkowy i ostatni powszechnie znany poziom Sharingana - powyżej niego sięgają już tylko bardzo nieliczni. Aktywowanie San Tomoe sprawia, że Uchiha staje się niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem. Po pierwsze, znacząco rosną możliwości kopiowania jutsu, gdyż oprócz kopiowania niemal wszystkich technik, użytkownik może je wykonywać jednocześnie z wrogiem - wygląda to tak, jakby czytał on w jego myślach. Znacząco rośnie też jego percepcja, a na dodatek otwiera się możliwość wejścia do umysłu Jinchūriki.
Możliwości Widzenie i szacowanie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiektyRozpoznawanie widzianej chakry – w przypadku osób lub zwierząt, które się uprzednio widziało Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłkiRozpoznawanie genjutsu Wejście do umysłu Jinchūriki - na krótki moment, możemy zobaczyć demona (więcej szczegółów w Notce 4)Odróżnianie klonów od oryginału - klony rangi B w dółBonus atrybutów - percepcja użytkownika rośnie o 60 punktówKopiowanie technik - Można kopiować wszystkie widziane techniki (oprócz innych KG i Hijutsu) i wykonywać je w tym samym momencie co przeciwnik. Możliwość przełamania genjutsu - Przełamanie odbywa się tak samo jak przy pomocy Kai. Nie wymaga jednak złożonej pieczęci, a bonus do konsekwencji wynosi +50 – dodawany do zwykłego bonusu, o którym mowa w temacie „Genjutsu".
Wymagania Przebudzenie zgodnie z mechaniką klanu (w przypadku misji minimum A), dziedzina klanowa D, posiadanie Sharingan: Ichi Tomoe lub Sharingan: Ni Tomoe
Koszt E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie) (koszt x3 jeśli dziedzina klanowa nie jest rozwinięta na rangę B)
Ukryty tekst
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 848 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 29 mar 2026, o 13:57
~ 9/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Misja Wojenna Rangi A ~
~ Wioska Ryżu ~
~ rok 396 ~
Ciężkie, stalowe płyty zbroi Tsuyoshiego z głuchym plaśnięciem utonęły w błocie. W ułamku sekundy Kogo stał się lżejszy, ale i całkowicie pozbawiony ochrony. Nienaturalna cisza, która zapadła na głównym trakcie, przerywana była jedynie trzaskiem dogasających węgli i ciężkim, nierównym oddechem wielkoluda.
Odskok Uchihy był instynktowny, podyktowany latami morderczych treningów. Gdy dłonie Tsuyoshiego złożyły pieczęcie Smoka i Tygrysa, powietrze wokół niego drgnęło od nagromadzonej chakry. Z wyciągniętej dłoni wystrzelił snop skondensowanego ognia, który z sykiem rozdarł gęstą mgłę, formując się w półtorametrowe ostrze. Ekstremalne gorąco natychmiast odparowało wodę z kałuż u jego stóp, a pomarańczowy blask techniki odbił się w jego Sharinganie.
Zamaskowany ronin, pomimo potwornych oparzeń pokrywających jego kark i ramiona, nawet nie drgnął na widok płonącego miecza. Jego dłonie, zaciśnięte na długiej, owiniętej jedwabiem rękojeści no-dachi, były pewne. Wielkolud delikatnie skręcił nadgarstki, opuszczając sztych dwuręcznego miecza w klasycznej, dolnej gardzie. Był weteranem setek bitew, a sztuka miecza płynęła w jego żyłach zamiast krwi.
Tsuyoshi zaatakował.
Krótki, ostry krok w prawo był zaledwie przynętą. Oczy Uchihy śledziły każdy ruch mięśni przeciwnika. Z perspektywy Kogo świat zwolnił, ale reakcja samuraja i tak była zatrważająco szybka. Wielkolud, czytając mowę ciała Tsuyoshiego z precyzją mistrza, błyskawicznie uniósł potężne ostrze, by zbić nadchodzący atak. Gdy płonący miecz zderzył się z zimną stalą no-dachi, rozległ się przeraźliwy wizg. Sypnęły się oślepiające iskry, a japońska stal natychmiast rozgrzała się do wiśniowego koloru, parząc dłonie ronina.
Technika ronina była bezbłędna - kąt bloku idealnie rozpraszał siłę uderzenia, a środek ciężkości samuraja pozostał nienaruszony. W czystej walce na miecze, w wymianie parad i zastaw, ten człowiek był absolutnym wirtuozem.
Ale Tsuyoshi nie walczył na zasadach wroga.
Zwód w prawo spełnił swoje zadanie. Tsuyoshi gwałtownie przeniósł ciężar ciała na lewą nogę, zrywając się do przodu z prędkością, za którą zniszczone, poparzone ciało wielkoluda po prostu nie mogło już nadążyć. Dwa kroki pozwoliły Tsuyoshiemu wślizgnąć się pod gardę samuraja, zanim ten zdążył cofnąć swoje ciężkie ostrze po bloku.
Ognisty miecz uderzył z bezlitosną precyzją.
Skondensowany płomień przeciął to, co zostało ze stopionego napierśnika ronina, jak gorący nóż wchodzący w wosk. Skwierczące ostrze zagłębiło się w szeroką klatkę piersiową wielkoluda. Rozległ się mokry trzask pękających żeber i obrzydliwy swąd błyskawicznie palonego ciała. Miecz nie tylko ciął - on wypalał ranę od środka, niszcząc tkanki, mięśnie i zwęglając naczynia krwionośne, powodując natychmiastowe, głębokie oparzenia drugiego i trzeciego stopnia.
Ogromne ciało samuraja wygięło się w nienaturalnym łuku. Zza na wpół stopionej maski menpo wydobył się stłumiony, bulgoczący ryk bólu, który przeszył nocne powietrze.
Samuraj zatoczył się do tyłu, wypuszczając z jednej dłoni rękojeść no-dachi. Ogień całkowicie zrujnował jego ciało. Mężczyzna spróbował złapać równowagę, ale jego lewa noga odmówiła posłuszeństwa. Z głuchym chrzęstem zbroi osunął się na jedno kolano, z impetem wbijając swój potężny miecz w błoto, by nie upaść twarzą w kałużę.
Rana była potworna. Przez ziejącą, zwęgloną szczelinę w pancerzu widać było pulsujące, ugotowane wręcz mięso. Masywna klatka piersiowa unosiła się w spazmatycznym, chrapliwym rytmie, a z ust ronina, prosto na żelazną maskę, pociekła gęsta, ciemna krew. Jego ruchy, wcześniej tak płynne i zabójczo precyzyjne, teraz stały się ociężałe, drżące i powolne. Cios Tsuyoshiego drastycznie obniżył jego zdolności bojowe, odbierając mu niemal połowę sił i szybkości. Z morderczego wirtuoza ostał się jedynie ranny, krwawiący potwór.
Wielkolud uniósł wolno głowę. Stalowa maska demona wpatrywała się teraz w oczy Uchihy. Samuraj splunął krwią i dymem na ziemię, a jego potężne palce zacisnęły się na rękojeści wbitego w ziemię miecza tak mocno, że knykcie zbielały.
- Technika... tchórzy... - wycharczał wielkolud, z trudem łapiąc powietrze pożądlonymi dymem płucami. Głos, wcześniej pewny i dudniący, teraz był zaledwie łamiącym się szeptem przesyconym agonią. - Jesteś szybki, szczeniaku... Ale dopóki... dopóki ta dłoń trzyma stal... nie przejdziesz obok mnie... żywy.
Z ogromnym wysiłkiem, trzęsąc się od niewyobrażalnego bólu, ronin spróbował podźwignąć się z kolana, odmawiając poddania się. Wyciągnął nawet z trudem pigułkę, chcąc ją zażyć. Walka była rozstrzygnięta, ale bestia wciąż miała kły.
Arcykapłan Rintaro
Yokimura
Ken'ichi
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 916 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 mar 2026, o 15:20
Lato 396 roku
Atak Tsuyoshiego się powiódł. Pozorowany ruch w prawo i szybkie przeniesienie ciężaru ciała na lewą stronę wystarczyły. Co prawda Uchiha wątpił, by podczas normalnej walki, to znaczy gdyby herszt rōninów nie był poparzony, udało mu się to tak dobrze, jak teraz. Widać było, że Kōgō nie miał do czynienia z pierwszym-lepszym bandytą. Składało się to w logiczną całość. Takie miernoty, jak reszta tej bandy nie byłyby w stanie się zorganizować na tyle, by przejąć wioskę i bronić jej choć przed słabymi oddziałami lub innymi bandami. Ale to właśnie ten wojownik robił różnicę. Patrząc na to, jak zaciekły opór stawiał, Tsuyoshi miał wrażenie, że w pojedynkę poradziłby sobie z kilkunastoosobowym oddziałem wysłanym przez Ryuzaku, Kaminari czy Dzikich.
Ale natrafił na Tsuyoshiego, który również przez ostatnie lata poczynił duże postępy i nie należał do najłatwiejszych oponentów.
Wróćmy jednak do walki. Ogniste ostrze Uchihy wbiło się, czy raczej wtopiło, w bok potężnego wroga, powodując rozległe obrażenia wewnętrzne. Tsuyoshi oczywiście nie był lekarzem ani tego nie widział bezpośrednio, ale wszystko na to wskazywało - od nieprzyjemnych odgłosów palącego się ciała po reakcje rōnina. Kōgō był już przyzwyczajony do takich obrazków. Ale nie był przyzwyczajony do tego, by po takich potężnych ciosach ktoś jeszcze żył, nie mówiąc o walce. Oczy Uchihy ponownie się rozszerzyły. Spojrzał on w oczy rōnina. Pewnie gdyby walczył z kimś, czyją profesją nie była zwykła bandyterka i uciskanie bezbronnych ludzi, miałby nawet szacunek do tego człowieka. Może nawet wziąłby go do niewoli, zamiast zabijać (o ile przeżyłby po takich obrażeniach)? Ale było inaczej. Jakkolwiek silny by nie był ten człowiek, był tylko rzezimieszkiem, człowiekiem wyjętym spod prawa, bandytą i rozbójnikiem. Dlatego Tsuyoshi nie zawahał się nawet na moment. Gdy zauważył rękę z pigułką, błyskawicznym ruchem pchnął swój ognisty miecz w tę właśnie dłoń, chcąc ją przebić, a może nawet następnie przebić klatkę piersiową (ponownie). Potem szybko się wycofał, odskoczył dwa razy w bok, żeby znaleźć się po drugiej stronie i znowu zatopił ostrze w klatce piersiowej rōnina. Potem, znowu i znowu. Chciał wykorzystać to, że wróg był zdecydowanie mniej mobilny od niego, straszliwie poraniony i (chyba?) już na skraju swoich możliwości przetrwania. Szybkie ciosy Tsuyoshiego powinny być więc tym bardziej trudne do uniknięcia, o ile w ogóle było to jeszcze w zasięgu rōnina. Tak czy inaczej, bez wyeliminowania tego człowieka na dobre z walki, nie mógł myśleć o zabezpieczeniu wioski.
-4 shurikeny
Ukryty tekst
Nazwa Sharingan: San Tomoe
Środkowy i ostatni powszechnie znany poziom Sharingana - powyżej niego sięgają już tylko bardzo nieliczni. Aktywowanie San Tomoe sprawia, że Uchiha staje się niezwykle niebezpiecznym przeciwnikiem. Po pierwsze, znacząco rosną możliwości kopiowania jutsu, gdyż oprócz kopiowania niemal wszystkich technik, użytkownik może je wykonywać jednocześnie z wrogiem - wygląda to tak, jakby czytał on w jego myślach. Znacząco rośnie też jego percepcja, a na dodatek otwiera się możliwość wejścia do umysłu Jinchūriki.
Możliwości Widzenie i szacowanie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiektyRozpoznawanie widzianej chakry – w przypadku osób lub zwierząt, które się uprzednio widziało Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłkiRozpoznawanie genjutsu Wejście do umysłu Jinchūriki - na krótki moment, możemy zobaczyć demona (więcej szczegółów w Notce 4)Odróżnianie klonów od oryginału - klony rangi B w dółBonus atrybutów - percepcja użytkownika rośnie o 60 punktówKopiowanie technik - Można kopiować wszystkie widziane techniki (oprócz innych KG i Hijutsu) i wykonywać je w tym samym momencie co przeciwnik. Możliwość przełamania genjutsu - Przełamanie odbywa się tak samo jak przy pomocy Kai. Nie wymaga jednak złożonej pieczęci, a bonus do konsekwencji wynosi +50 – dodawany do zwykłego bonusu, o którym mowa w temacie „Genjutsu".
Wymagania Przebudzenie zgodnie z mechaniką klanu (w przypadku misji minimum A), dziedzina klanowa D, posiadanie Sharingan: Ichi Tomoe lub Sharingan: Ni Tomoe
Koszt E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie) (koszt x3 jeśli dziedzina klanowa nie jest rozwinięta na rangę B)
Ukryty tekst
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 848 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 30 mar 2026, o 13:45
~ 10/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Misja Wojenna Rangi A ~
~ Wioska Ryżu ~
~ rok 396 ~
W uszach Tsuyoshiego pulsowała adrenalina. Gdy zamaskowany ronin, resztką gasnącej woli, sięgnął drżącą, opancerzoną dłonią do ukrytej pod zniszczonym pasem sakiewki, Sharingan Uchiha natychmiast wychwycił ten ruch. Zrizumiał intencje wroga na ułamek sekundy przed ich pełnym urzeczywistnieniem. Pomiędzy grubymi, poparzonymi palcami wielkoluda błysnęła ciemna bryłka wojskowej pigułki stymulującej - desperacka próba oszukania śmierci i zmuszenia rozerwanego ciała do ostatniego zrywu.
Nie miał na to szans.
Płonące ostrze wystrzeliło do przodu z cichym sykiem. Płomień gładko przebił dłoń samuraja, zanim ta zdążyła zbliżyć się do stopionej maski menpo. Pigułka obróciła się w popiół w ułamku sekundy, a wraz z nią zwęgliły się kości i ścięgna wroga. Z gardła wielkoluda wyrwał się zdławiony, nieludzki skowyt, przypominający zgrzyt dartego żelaza.
To był jednak dopiero początek końca. Tsuyoshi gładko wyrwał ogniste ostrze, wykorzystując swoją przewagę szybkości. Dwa szybkie, niemal kocie odskoki w bok sprawiły, że potężne no-dachi, którym ronin próbował jeszcze rozpaczliwie ciąć na odlew, zawirowało jedynie w pustym powietrzu, z głośnym świstem przecinając mgłę.
Wielkolud stracił resztki równowagi, całkowicie odsłaniając flankę. Tsuyoshi uderzył bez cienia litości.
Raz. Płonące ostrze zagłębiło się pod ramię samuraja, paląc resztki skórzanych wiązań i gotując krew w żyłach.
Dwa. Szybka zmiana kąta i kolejne pchnięcie, tym razem prosto w masywną klatkę piersiową. Rozległ się mokry trzask łamanych, przepalanych żeber.
Trzy. Ostatnie, precyzyjne uderzenie prosto w splot słoneczny. Przebił wielkoluda na wylot. Ekstremalna temperatura natychmiast wypaliła i zasklepiła rany, nie pozwalając nawet na to, by krew trysnęła na ubranie Tsuyoshiego.
Potężne ciało ronina zesztywniało. Ostatni oddech opuścił jego poparzone płuca wraz z gęstym, czarnym dymem uchodzącym przez szczeliny demonicznej maski. Ogromne no-dachi wreszcie wysunęło się z jego martwych palców, z głuchym plaśnięciem upadając w kałużę. Sekundę później, góra zniszczonego mięsa i stopionej stali runęła na wznak w błoto, sprawiając, że ziemia na głównym trakcie cicho jęknęła.
Był to koniec.
Tsuyoshi wygasił płomień w dłoni. Nagle w Inemurze zaległa cisza, przerywana jedynie miarowym kapaniem wody z ugaszonych strzech i nerwowym parskaniem koni. Z ciemności wyłonili się jeźdźcy Yokimury. Weterani, umazani krwią najemników, otoczyli główne pobojowisko. Zastępca dowódcy podjechał bliżej, spoglądając z góry na dymiące zwłoki przywódcy roninów, a potem na stojącego nad nim, pozbawionego zbroi Tsuyoshiego. W jego spojrzeniu malował się absolutny szacunek.
- Piękny taniec, Uchiha-dono. Reszta śmieci została zabita. Wioska jest nasza - zameldował krótko Yokimura, ocierając ostrze katany o materiał swojego płaszcza, po czym schował broń do pochwy z satysfakcjonującym kliknięciem.
Zanim Tsuyoshi zdążył wydać kolejne rozkazy, do jego uszu dobiegł nowy dźwięk. Skrzypienie nienaoliwionych, drewnianych zawiasów.
Spod ocalałych domostw, z głębokich piwnic, w których przechowywano ryż, i zza solidnie zaryglowanych drzwi, zaczęli powoli, z ogromną nieśmiałością wychylać się prawowici mieszkańcy Inemury. Najpierw pojawił się stary, zasuszony mężczyzna o twarzy porytej głębokimi zmarszczkami, wspierający się na bambusowym kiju. Za nim, niczym przerażone zwierzęta opuszczające nory, zaczęły wyłaniać się sylwetki kobiet w zniszczonych, brudnych kimonach roboczych oraz wychudzeni mężczyźni.
Byli brudni od błota, wymęczeni tygodniami niewoli i strachu. Stawali na skraju ubitego traktu, z szeroko otwartymi oczami wpatrując się w rzeź, która rozegrała się na ich podwórku. Patrzyli na zwęglone szczątki swoich oprawców, na rozerwane gardła pijanych strażników, a wreszcie ich wzrok skupił się na pokonanym, opancerzonym gigancie.
Nie wiwatowali. Byli w zbyt głębokim szoku. Spoglądali na kilkunastu konnych wojowników w czerni i na stojącego pośród ciał młodego dowódcę z płonącymi na czerwono oczami, jakby ci byli nowymi, przerażającymi bóstwami wojny, które właśnie zstąpiły z zaświatów.
W końcu stary mężczyzna z bambusowym kijem, najpewniej jeden ze starszyzny, zrobił niepewny, trzęsący się krok do przodu. Opadł na oba kolana prosto w błoto, pochylając głowę aż do samej ziemi, w geście absolutnego poddaństwa i niemej wdzięczności.
- Panowie... - jego głos był słaby. - Niech bogowie mają was w opiece... Wyzwoliliście Inemurę...
Śladem starca poszli pozostali. Jeden po drugim, dziesiątki chłopów zaczęło padać na kolana w milczeniu, oddając hołd młodemu Kogo i jego oddziałowi, wciąż drżąc przed potęgą, jakiej właśnie byli świadkami. Misja, by zabezpieczyć punkt logistyczny i zaprowadzić porządek, dobiegła końca w krwawy, ale i skuteczny sposób.
Arcykapłan Rintaro
Yokimura
Ken'ichi
Starzec
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 916 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 30 mar 2026, o 21:05
Lato 396 roku Udało się. Przewaga wypracowana przez ostatnie chwile była zbyt duża. Wielkolud był po prostu zbyt wolny i zbyt słaby, by w poważny sposób zagrozić Tsuyoshiemu. Ogniste ostrze mignęło jeszcze kilka razy, za każdym razem siejąc coraz większe spustoszenie w ciele rōnina. Najpierw dłoń, później ramię, wreszcie klatka piersiowa i na sam koniec cios prosto w splot słoneczny. Gigant w zbroi osiągnął w końcu swój limit i niczym jakaś góra runął w błoto. I tak przyjął niepomiernie dużo ciosów, pokazując jak niebezpiecznym był przeciwnikiem. A w innych warunkach mógłby pewnie walczyć jak równy równy z Tsuyoshim.
Ale tak się nie stało. Młody Uchiha potrafił dostosowywać się do sytuacji i mimo tego, że w pewnym momencie popełnił błąd i dał się zaskoczyć, to poza tym prowadził walkę na swoich warunkach. To on wyszedł zwycięsko z tego pojedynku, a jego przeciwnik - herszt bandy leżał bez życia u jego stóp. Kolejny gryzie piach.
Wyglądało na to, że wioska jest zabezpieczona, ale na tym jego zadanie w tym miejscu się nie zakończyło. Kruka i tak nie można było już wysłać do Rintaro, bo zapadał zmrok, więc należało się skupić na innych rzeczach.
- Znakomicie, Yokimura-san. Dobra robota. Zbierz wszystkich w tym miejscu i zadecydujemy, co robić dalej. Przyprowadź też tego, którego nazwałeś "Ryo". Chcę mu podziękować osobiście. Uratował nam misję swoim suitonem - zakomunikował, dezaktywując Sharingana. Wtedy też dostrzegł, że z chat zaczynają wyłaniać się mieszkańcy. Wyglądali bardzo źle. Byli chudzi i wynędzniali i bardziej przypominali przerażone zwierzęta, niż ludzi. Niestety, tego właśnie należało się spodziewać w sytuacji, gdy kontrolę nad miejscowością przejmowała banda złoczyńców. Pewnie gdyby porządzili tu dłużej, to cała wioska padłaby z głodu, a oni musieliby pójść grabić gdzieś indziej. Kōgō pokręcił głową z dezaprobatą.
W końcu jeden z mieszkańców, staruszek, przemówił i padł na ziemię w geście poddaństwa. Za nim podobnie zrobiła reszta.
- Wstańcie, mieszkańcy Inemury. Dość już się nacierpieliście. Zapamiętajcie ten dzień jako dzień, gdy do Wioski Ryżu powraca prawowita władza, czyli władza Uchiha, władza Sogen - odpowiedział donośnym głosem, tak żeby słyszał go nie tylko starzec, ale i wszyscy inni, którzy wyszli z domów.
- Proszę Was, żebyście oddelegowali kogoś, kto będzie najbardziej rozeznany w sprawach wioski i tego, co działo się tutaj i w okolicach przez ostatnie tygodnie, a może nawet miesiące. Mam wiele pytań i potrzebuję na nie pilnej odpowiedzi - dodał, spoglądając po twarzach miejscowych. Czy to właśnie ten staruszek będzie z nim rozmawiał? A może ktoś inny będzie lepszym kandydatem na spytki? Cóż, jedno było pewne: ci ludzie z pewnością będą chcieli pomóc swoim oswobodzicielom, którzy uratowali ich od tych potworów, którzy się tu rozsiedli.
- Potrzebuję też tymczasowej kwatery, tak samo jak moi ludzie. Musimy się gdzieś zatrzymać na noc, a może nawet na kilka dni. Nie będziemy uciążliwi, obiecuję - powiedział jeszcze na końcu. W głowie pojawił mu się pewien pomysł, który pozwoli zaskarbić sobie większą przychylność miejscowych. W tym celu skinął na Yokimurę, gdy oddział już się zebrał.
- Yokimura-san, proszę o rozdanie mieszkańcom Inemury naszych racji żywnościowych na trzeci dzień. Z tego co mówiłeś jeszcze w obozie sztabowym, mamy ich na trzy dni. Poradzimy sobie z dwudniowymi zapasami. Podejrzewam, że zaraz otrzymamy nowe rozkazy i spotkamy się z innymi siłami, albo ktoś inny będzie tędy przechodził i wtedy je uzupełnimy - wydał kolejne polecenie, a sam poszedł po swojego konia. Wyciągnął też z błota swoją zbroję i przyczepił ją do siodła. Będzie musiał znaleźć sposób na jej szybką naprawę, bo jak widać była ona bardzo przydatna. Gdyby nie ten prezent od Dziadka, to możliwe, że...
Spojrzał na ciało martwego wielkoluda.
- I niech mieszkańcy zbiorą ciała w jedno miejsce i od razu je spalą. Nie potrzebujemy żadnej zarazy, a do rana psy i wilki mogą rozwlec te ścierwa po całej okolicy - wydał jeszcze jedno polecenie Yokimurze, któremu zdążył już bardzo zaufać.
-4 shurikeny
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 848 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 31 mar 2026, o 14:38
~ 11/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Misja Wojenna Rangi A ~
~ Wioska Ryżu ~
~ rok 396 ~
Zapach krwi i spalonego mięsa wciąż wisiał w powietrzu, ale z wolna zaczął ustępować miejsca naturalnej woni mułu i gnijących łodyg ryżu. Dezaktywacja Sharingana przyniosła Tsuyoshiemu chwilową ulgę - ostre jak brzytwa kontury świata nieco się rozmazały, wracając do swoich normalnych, pochłoniętych przez nocną szarówkę barw.
Słysząc wezwanie, Yokimura skinął krótko głową i odwrócił się do swoich ludzi. Gestem dłoni przywołał jednego z jeźdźców, który akurat wycierał ostrze włóczni o zniszczone kimono martwego najemnika. Ryo podbiegł truchtem, a jego zbroja cicho zadźwięczała. Zatrzymał się przed młodym Kogo, spuszczając wzrok w wyrazie głębokiego szacunku, po czym skłonił się nisko.
- To mój obowiązek, Uchiha-dono. Wasz ogień toruje nam drogę, ale czasami trochę wody się przydaje, kiedy on ożywa - odpowiedział Ryo, a w jego głosie pobrzmiewała nieskrywana duma z faktu, że dowódca z rodu Uchiha osobiście docenił jego refleks. - Służę życiem i chakrą.
Gdy zwiadowca wrócił do szeregu, Yokimura wysłuchał kolejnych rozkazów. Na jego pokrytej bliznami twarzy przez ułamek sekundy odmalowało się zaskoczenie, gdy usłyszał o oddaniu wojskowych racji żywnościowych cywilom, lecz szybko zastąpił je twardy, profesjonalny uśmiech. Weteran uderzył pięścią w napierśnik.
- Mądrze, Panie. Pusty żołądek rodzi bunt, pełny rodzi lojalność - chropowaty głos zastępcy zniżył się do szeptu, po czym Yokimura odwrócił się do oddziału. - Rozwiązać juki! Ostatni dzień racji idzie dla miejscowych! Zsiadać z koni i zabezpieczyć perymetr! Wyznaczyć warty!
Żołnierze ruszyli do pracy z wojskową precyzją, a w tłumie wciąż klęczących na błotnistej drodze wieśniaków przeszedł cichy, pełen niedowierzania szmer. Gdy żołnierze zaczęli wręczać im twarde suchary, suszone mięso i zawiniątka z ryżem, niektóre z kobiet zaczęły cicho szlochać, przyciskając jedzenie do piersi. To był akt łaski, którego po zbrojnych w tych brutalnych czasach nikt się nie spodziewał.
Stary mężczyzna z bambusowym kijem podniósł się z kolan z ogromnym trudem. Jego stawy cicho trzasnęły. Słowa Tsuyoshiego o prawowitej władzy i powrocie porządku wyraźnie wlały w jego zgarbioną sylwetkę resztki dawnej godności. Otarł zabłocone dłonie o szorstki materiał swojego zniszczonego ubrania i skłonił się ponownie, tym razem już nie ze strachu.
- Jestem Kenzo, Panie... Byłem sołtysem Inemury, zanim ten demon, którego powaliłeś, nie wyrzucił mnie z mojego własnego domu - starzec spojrzał na roztrzaskane drzwi zalaną krwią drogę, a jego dolna warga lekko zadrżała. - Mój dom... to teraz rzeźnia, a w stodołach cuchnie alkoholem i moczem tych łotrów. Ale tuż za wschodnią groblą znajduje się pawilon suszarni. Jest czysty, ma solidny dach i zachowane maty tatami. Będzie godnym miejscem na odpoczynek dla waszej wielmożności i oficerów.
Kenzo odwrócił się do swoich ludzi, zyskując nagle na autorytecie. Uderzył kijem w błoto.
- Słyszeliście Uchiha-sama! Zabrać to ścierwo! Znieść ich ciała na wyschnięte pole za kanałem i chrustu przynieść! Zanim wilki wyczują krew! - krzyknął starzec, po czym ponownie spojrzał na Tsuyoshiego. - Odpowiem na wszystko, Uchiha-sama. Zaprowadzę was do pawilonu. Przyniesiemy wam gorącej wody do obmycia i zaparzymy herbaty... to niewiele, ale tyle nam zostało.
Kilkanaście minut później oddział kawalerii przejął pełną kontrolę nad wioską. Konie zostały wprowadzone do ocalałych stodół, z których wietrzono właśnie zapach taniego sake. Na obrzeżach wsi zapłonął wielki, strzelający iskrami stos pogrzebowy, na który chłopi, napędzani gniewem za doznane krzywdy, wrzucili ciała roninów, oblewając je resztkami alkoholu.
Tsuyoshi został zaprowadzony do pawilonu. Było to proste, ale utrzymane w czystości miejsce. Na podłodze leżały stare, wysłużone maty tatami, a na środku znajdowało się małe palenisko, w którym wkrótce zapłonął niewielki ogień. Zbroja Uchihy, zrujnowana przez cięcie no-dachi, spoczęła w kącie, przypominając o tym, jak blisko było do tragedii.
Kenzo usiadł w seiza po drugiej stronie paleniska. Jego dłonie, poznaczone starczymi plamami, drżały lekko, gdy podawał Tsuyoshiemu czarkę z parującą, gorzką herbatą. Starzec nie patrzył jednak na swojego wybawcę. Jego wzrok uciekał w stronę rozsuniętych cienkich drzwi pawilonu, za którymi widać było jedynie kłębiącą się w mroku, gęstą mgłę.
- Pytajcie, Panie
Arcykapłan Rintaro
Yokimura
Ken'ichi
Kenzo
0 x