Satori no Bunko
- Nobuo
- Posty: 323
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 99#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
- Ichirou
- Posty: 4174
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Satori no Bunko
Wiedza, mądrość, oświecenie, wyniesienie - padało tutaj wiele słów i każde niby kryło w sobie zupełnie inny sens i głębię. Wzniosłość i patetyzm tego miejsca i padających tu sformułowań przerastały Ichirou, o Soueiu nawet nie wspominając. Lider władców piasku jednak słuchał, nie protestował, choć rzecz jasna wiele sformułowań wydawało mu się pustych, pozbawionych konkretów. Może po prostu był zbyt ograniczony, a może tutejsi ludzi zbyt skupieni na pismach i frazeach, że stracili ląd pod nogami, ale nadzwyczajności tego miejsca nie dało się odmówić, dlatego Sabaku starał się chować sceptycyzm i cynizm w kieszeni. Miejsce było na swój sposób magiczne, to fakt, a o wartości tutejszych ksiąg sami co dopiero mogli się przekonać. Tutejsze zbiory to nie były opowieści o mchu i paproci czy inne wodolejstwo.
- No cóż, wciąż niewiele wiemy, dlatego tu jesteśmy - skomentował słowa kobiety, która - jak zresztą chyba wszyscy tutaj - lubiła podkreślać, jak bardzo ograniczoną wiedzę i percepcję mają dwaj klepsydrowi przybysze. No tak, niewiele wiedzieli, o tym miejscu w zasadzie to nic, co zresztą już zostało ustalone. Starali się mieć jednak otwarte głowy na nowe informacje na tyle, na ile to było możliwe, więc przy kolejnej takiej samej lekcyjce Ichirou już nawet nie miał chęci na polemikę, tylko wolał pokiwać głową i poprzytakiwać, że w sumie to są głupiutcy i o świecie wiedzą tyle co nic.
- Studnia Otwarcia? - powtórzył pod nosem, ale nie oczekiwał odpowiedzi i nie ciągnął tematu. Po prostu przez pierwszą myśl mu przeszło, że Kyōju znowu sobie ironizuje, tworząc jakąś wyniosłą nazwę.
Tym razem jednak nazwa była autentyczna i odnosiła się w istocie do wyniosłego miejsca. Asahi rozejrzał się rozważnie i uważnie, z lekką niepewnością podchodząc do kolejnej lokacji, której nie rozumiał. Zbliżył się powoli do studni, wychylił się lekko do przodu i zajrzał jej w głąb, o ile do tej pory nie buchnęło z niej nic groźnego i jak dotąd było bezpiecznie. Wody tam pewnie nie było, pewnie prędzej zauważalna energia, która przenikała w zasadzie całą Bibliotekę na tyle intensywnie, że stawała się ona zauważalna gołym okiem. A nawet i odczuwalna. Władca piasku nie mógł odeprzeć odczucia cięższego oddechu i przytłaczającej atmosfery, która wręcz napierała na jego ciało.
A potem przeczytał uważnie tekst na tabliczce. Powtórzył to jeszcze raz drugi, potem nawet trzeci, tak żeby mieć pewność, że nie przegapi jakiegoś istotnego szczegółu. Opis był bowiem dosyć zagadkowy, a przy zagadkach lepiej nie było podejmować decyzji pochopnie. Spojrzał na moment na Soueia, a potem obrócił się w stronę kobiety. Odczekał krótki moment, by wychwycić, czy będzie im teraz prawić jakieś kolejne wykłady i objaśni sytuację, czy pozostawia ich samych sobie.
- To są wrota do Świątyni? - zapytał, bo tak mu to wybrzmiewało. - Domyślam się, że to tam mamy umieścić nasze wisiorki. Tylko... o jakiej danina studnia się upomni? - dopytał, bo jednak żadnych dopisków drobnym kruczkiem nie było. W gruncie rzeczy już pewien koszt zapłacili - temat utraty mocy kamieni był już omówiony i zaakceptowany. Warto było jednak się upewnić, że to o to chodziło.
- Hmmm... Pewnie kolejność jest istotna - stwierdził chwilę później, po tym, jak wrócił spojrzeniem do lewitującego kamienia. Splótł ramiona na klatce piersiowej i przyłożył palec do ust w geście intensywniejszego pomyślunku.
- Kojarzysz ten obelisk, co go mijaliśmy? Najpierw był czerwony, potem niebieski... Może mamy to odtworzyć? - stwierdził, po czym wziął w dłonie wszystkie cztery wisiorki, które miały, i obejrzał je dokładnie. Przed podjęciem decyzji wolał to przegadać z Matsudą. Raz na jakiś czas zerkał też na kobietę. Może znowu miała dla nich jakieś instrukcje, albo dało się po niej rozczytać, czy dedukują w dobrym kierunku?
0 x
- Souei
- Posty: 1488
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Satori no Bunko
Nie chciał wdawać się w polemikę z Kyoju. Na pewno wiedziała od nich więcej i jej oczekiwania wobec nich na pewno były wysokie. To, co nasuwało się Matsudzie na myśl za każdym razem gdy ich pouczała było to, że nie takich awanturników się spodziewała. Jako doskonale poinformowani w sytuacji na świecie, Bibliotekarze pewnie wiedzieli, kto i jak daleko jest posunięty w kolekcjonowaniu wisiorów. Niemniej jednak idealna sylwetka shinobi odkrywającego tajemnice świata zawierała w sobie więcej z uczonego i filozofa, niż z zabijaki czy lalusia. W ich duecie te proporcje były zaburzone w jedną stronę i być może nie byli po prostu idealnymi kandydatami do "Oświecenia", ale posiadanie wszystkich żywiołowych artefaktów dawało im prawo, aby przynajmniej spróbować go dostąpić. Czy więc oprowadzała ich ona tu wyłącznie z obowiązku, cieszyła się, martwiła, obawiała tego, że przepowiednia o "końcu" zaraz masz szansę się ziścić? Ciężko było wyczytać, co kobieta naprawdę myśli o ich obecności tutaj i na temat tego, kogo los jej przysłał.
Póki co pokonywali po prostu kolejne etapy wprowadzenia do całej historii. Souei domyślał się, że opowiedziane przez nią wcześniej legendy o Dziesięcioogoniastym i jego spuściźnie miały przygotować ich do tego, aby w pełni zrozumieć sekret wisiorków, gdy zostanie on im już ukazany. Matsuda więc bez sprzeciwu ani pośpiechu słuchał i starał się zapamiętywać, ale teraz wyglądało na to, że wprowadzenie zostało już zakończone. Zejście schodami było nad wyraz męczące przez gęstniejącą aurę. Czuł ciężar, którego nie był w stanie do końca określić ani nazwać. Nogi i barki nie robiły się ciężkie, lecz coraz bardziej przytłoczone w miarę tego, jak zbliżali się do Studni. Wyglądało na to, że ta mieści się gdzieś w podziemiach Biblioteki, z dala od jej zbiorów i ciągnących się wzdłuż i wszerz regałów. Zmienili więc nieco klimat z astralno-uniwersyteckiego na zarośnięte podziemie.
Następna (ostatnia?) sala wydawała się nieco skromniejsza od wielkich rzeźbionych wrót i filarów, które widzieli na parterze. Tutaj było bardziej... dziko i pierwotnie. Jakby to miejsce było pierwsze, a dopiero nad nim dobudowano i taką starą jak świat bibliotekę. Tylko skąd w takim razie wzięła się tu ta studnia? Pazur rzucił w kierunku Kyoju pytające spojrzenie, gdy zdecydowała się ona nie podchodzić już bliżej. To wzmogło jego ostrożność i wzbudziło podejrzenia, ale ostatecznie Souei zebrał się na odwagę, żeby zrobić jeszcze te kilka dodatkowych kroków, zapewne w ślad za Ichirou. Matsuda obejrzał najpierw dokładnie całość, która w gruncie rzeczy wyglądała niepozornie. Kamienna studnia z unoszącym się nad nią kamieniem emanowała chakrową poświatą, ale mimo to wyraźnie odstawała wyglądem od tego, co można było zobaczyć wśród głównych sal Biblioteki. Do tego jeszcze napis, który też zahaczał o temat oświecenia. Widocznie dlatego Kyoju tak często o nim wspominała. Tylko oświeceni będą w stanie pójść dalej. Na ich ramionach wciąż jednak brakowało świetlistych tatuaży lub popękanej skóry. Niemniej jednak mafiozo nie miał zamiaru teraz zawrócić.
Sabaku już zaczął się zastanawiać i głośno myśleć.
- Pamiętam. - Owari specjalnie zwrócił na niego ich uwagę, aby nie przegapili tej wskazówki. Souei wyciągnął na dłoni swój wisiorek, aby oboje mogli przyjrzeć się im wszystkim naraz. Kolejność była tu kluczem, kolory prostą wskazówką, ale minięty w lesie obelisk dostarczał tylko części potrzebnych informacji.
- Czyń honory. - Powiedział do Asahiego, oddając mu swój artefakt. Jeśli komuś ma urwać rękę, to lepiej niech to będzie jego ręka. Przyglądając się pozostałym dwóm miejscom, których obelisk nie precyzował dokładnie, Matsuda starał się sobie przypomnieć pozostałe znaki, które mijali po drodze. Była ta stara ruina, o której opowiadał im Pustelnik, ale to chyba nie to. Był jeszcze Jaguar... temu Owari znowu starał się przyjrzeć i mafiozo wtedy to zrobił, ale nie dostrzegł w nim niczego nienaturalnego? Wysilał się, aby odtworzyć sobie w pamięci tamto spotkanie, ale sam do końca nie wiedział, czy nie marnuje teraz czasu.
Póki co pokonywali po prostu kolejne etapy wprowadzenia do całej historii. Souei domyślał się, że opowiedziane przez nią wcześniej legendy o Dziesięcioogoniastym i jego spuściźnie miały przygotować ich do tego, aby w pełni zrozumieć sekret wisiorków, gdy zostanie on im już ukazany. Matsuda więc bez sprzeciwu ani pośpiechu słuchał i starał się zapamiętywać, ale teraz wyglądało na to, że wprowadzenie zostało już zakończone. Zejście schodami było nad wyraz męczące przez gęstniejącą aurę. Czuł ciężar, którego nie był w stanie do końca określić ani nazwać. Nogi i barki nie robiły się ciężkie, lecz coraz bardziej przytłoczone w miarę tego, jak zbliżali się do Studni. Wyglądało na to, że ta mieści się gdzieś w podziemiach Biblioteki, z dala od jej zbiorów i ciągnących się wzdłuż i wszerz regałów. Zmienili więc nieco klimat z astralno-uniwersyteckiego na zarośnięte podziemie.
Następna (ostatnia?) sala wydawała się nieco skromniejsza od wielkich rzeźbionych wrót i filarów, które widzieli na parterze. Tutaj było bardziej... dziko i pierwotnie. Jakby to miejsce było pierwsze, a dopiero nad nim dobudowano i taką starą jak świat bibliotekę. Tylko skąd w takim razie wzięła się tu ta studnia? Pazur rzucił w kierunku Kyoju pytające spojrzenie, gdy zdecydowała się ona nie podchodzić już bliżej. To wzmogło jego ostrożność i wzbudziło podejrzenia, ale ostatecznie Souei zebrał się na odwagę, żeby zrobić jeszcze te kilka dodatkowych kroków, zapewne w ślad za Ichirou. Matsuda obejrzał najpierw dokładnie całość, która w gruncie rzeczy wyglądała niepozornie. Kamienna studnia z unoszącym się nad nią kamieniem emanowała chakrową poświatą, ale mimo to wyraźnie odstawała wyglądem od tego, co można było zobaczyć wśród głównych sal Biblioteki. Do tego jeszcze napis, który też zahaczał o temat oświecenia. Widocznie dlatego Kyoju tak często o nim wspominała. Tylko oświeceni będą w stanie pójść dalej. Na ich ramionach wciąż jednak brakowało świetlistych tatuaży lub popękanej skóry. Niemniej jednak mafiozo nie miał zamiaru teraz zawrócić.
Sabaku już zaczął się zastanawiać i głośno myśleć.
- Pamiętam. - Owari specjalnie zwrócił na niego ich uwagę, aby nie przegapili tej wskazówki. Souei wyciągnął na dłoni swój wisiorek, aby oboje mogli przyjrzeć się im wszystkim naraz. Kolejność była tu kluczem, kolory prostą wskazówką, ale minięty w lesie obelisk dostarczał tylko części potrzebnych informacji.
- Czyń honory. - Powiedział do Asahiego, oddając mu swój artefakt. Jeśli komuś ma urwać rękę, to lepiej niech to będzie jego ręka. Przyglądając się pozostałym dwóm miejscom, których obelisk nie precyzował dokładnie, Matsuda starał się sobie przypomnieć pozostałe znaki, które mijali po drodze. Była ta stara ruina, o której opowiadał im Pustelnik, ale to chyba nie to. Był jeszcze Jaguar... temu Owari znowu starał się przyjrzeć i mafiozo wtedy to zrobił, ale nie dostrzegł w nim niczego nienaturalnego? Wysilał się, aby odtworzyć sobie w pamięci tamto spotkanie, ale sam do końca nie wiedział, czy nie marnuje teraz czasu.
0 x

- Nobuo
- Posty: 323
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 99#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
Re: Satori no Bunko
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Ichirou zbliżył się do krawędzi studni, pochylając się ostrożnie, jakby chciał zajrzeć w samo jej wnętrze... przez moment wyglądało to tak, jakby faktycznie mógłby się tam zmieścić człowiek... jakby była to nie tylko struktura... ale przejście... Jednak w tej samej chwili poczuł opór. Niewidzialna siła uderzyła w niego od dołu, nie gwałtownie, ale stanowczo... wypychając jego głowę znad otworu. Chakra ulatniała się w takiej ilości, że przestrzeń nad studnią zdawała się odpychać wszystko, co próbowało się nad nią znaleźć. Powietrze falowało, jak rozgrzane od ognia, choć panował chłód. To tłumaczyło lewitującą skałę... nie była to zwykła materia... musiała być czymś więcej... czymś, co potrafiło istnieć w tej anomalii, zamiast być przez nią odrzuconym.Soundtrack
Asahi spojrzał w stronę kobiety i zadał pytanie, które wisiało w powietrzu od momentu, gdy tu weszli. Czy to są wrota do Świątyni Żywiołów. -Biblioteka to coś więcej niż tylko zbiór książek.- Uśmiechnęła się lekko, niemal niezauważalnie, i pokręciła głową. Ten moment nawet w niej musiał wzbudzać emocj, ale nie ruszyła się z miejsca. Stała dalej w progu, jakby granica tego pomieszczenia była dla niej czymś więcej niż tylko linią na podłodze, może to była granica mocy studni? - Możemy tylko zakładać, że chodzi o chakrę. Tyle wiem. Rozdzielenie wisiorków nastąpiło przed moimi narodzinami... i przed powstaniem biblioteki. Nikt nie wie, jaki to był proces... jak powstała studnia. Ona była tutaj od zawsze... przynajmniej na długo przed tym miejscem. To właśnie dlatego biblioteka powstała tutaj... nie odwrotnie.
- Dlatego też... dla własnego bezpieczeństwa... wolę pozostać tutaj. Tam, gdzie energia studni mnie nie dosięga... przynajmniej dopóki pozostaje w spoczynku.- Stała niewzruszenie, ale było wiadome, że ten spoczynek zaraz się skończy, jak tylko przejdą do działania. Nawet wyniesieni się obawiali tej studni.
Souei bez słowa przekazał Ichirou swoje wisiorki. Teraz wszystkie znajdowały się w jego dłoni. Pięć żywiołów... pięć fragmentów czegoś większego.
Żółty... Raiton.
Czerwony... Katon.
Brązowy... Doton.
Niebieski... Suiton.
Turkusowy... Futon.
Gdy tylko zbliżył się do lewitującej skały, coś się zmieniło. Subtelnie... ale wyraźnie. Wisiorki zaczęły delikatnie drgać, jakby reagowały na obecność czegoś znajomego... jakby wracały do miejsca, do którego należały. Światło... najpierw słabe... potem coraz wyraźniejsze. Każdy z nich zaczął połyskiwać, przyciągany przez kamień jak magnes. Matsuda przez moment zawahał się, próbując jeszcze raz przeanalizować wszystko. Obelisk... jaguar... biblioteka... może to nie było takie proste... może chodziło o coś więcej... może sam bieg Owariego też miał znaczenie...
Ale wszystko prowadziło tutaj. Jeden trop. Jeden wybór. Shirei-kan uniósł pierwszy wisiorek. Czerwony. Katon. Zbliżył go do wnęki... i wtedy... Kamień sam go wciągnął. Bez oporu. Bez dźwięku. Perfekcyjnie. Drugi. Niebieski. Suiton. To samo. Idealne dopasowanie. Jakby czekał na to od lat... może wieków. Żółty Raitonu wbił się w ostatnie miejsce, a w tej samej chwili coś się zmieniło. Światło w studni rozbłysło mocniej. Chakra zaczęła się poruszać szybciej, agresywniej. Powietrze stało się cięższe... gęstsze... trudniejsze do zaczerpnięcia. Pojawił się potężny podmuch waitru? Chakry? Wypełniał pomieszczenie, zagłuszając dźwięki, odbijając się od ścian.
Rośliny przy ścianach zaczęły się poruszać, od siły jaką wyzwoliła studnia. Zostały dwa miejsca. Dwa wisiorki. W dłoni Shirei-kana spoczywały ostatnie fragmenty układanki. - Shirei-kanie... jeżeli to zrobisz... zmienisz los świata... Czy jesteś tego pewny...?
Jej głos po raz pierwszy nie był całkowicie spokojny. Musiała się zaprzeć, żeby utrzymać równowagę, w przeciwieństwie do mężczyzn, którzy mogli porównać technikę do solidniejszego jutsu natury wiatru, tak też na nich to nie robiło jeszcze wrażenia. Souei stał pomiędzy nimi, gdzieś w połowie drogi.
Ukryty tekst
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Funanori
Gadian - Klik!
Kyōju- Klik!
23
1 x
- Souei
- Posty: 1488
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Satori no Bunko
Respekt, a nawet lekka bojaźń, jaką okazała Kyoju, zasiały w sercu Soueia ziarno wątpliwości. Czy naprawdę nie wiedziała co się stanie, czy nie chciała im powiedzieć, aby nie wycofali się na ostatniej prostej? Jeśli przeczuwała coś złego, dlaczego nie próbowała ich od tego odwieść, zatrzymać, może nawet odebrać kamieni siłą? Może Bibliotekarze byli tylko obserwatorami? Mieli przyglądać się, prowadzić kronikę ale nie wolno było im się mieszać? Matsuda głośno przełknął ślinę, gdy pierwszy kamień został przyciągnięty przez unoszący się w powietrzu obelisk. Nie było wątpliwości, one należały do tego miejsca. Może nawet tu jest stworzono i rozdzielono, a teraz wracały do domu...
Gdy studnia się przebudziła, wirująca energia stała się z jednej chwili o wiele bardziej odczuwalna. Otaczająca ich fauna również na to zareagowała i wracała do życia, po być może setkach lat pozostawania w letargu. Nawet bez słów kobiety czuć było, że za chwilę coś się stanie. Gdy drugi i trzeci kamyczek wylądowały na swoich miejscach stało się jasne, że nie było tutaj żadnej zagadki. Każdy z nich miał swoje miejsce i nie trzeba było nawet ich w nie wkładać. Wystarczyło zbliżyć je do studni, a natura czy chakra robiły swoje. Pytanie "jak?" zostało zastąpione przez "czy?". Już w tym momencie wokół nich wirowała ogromna ilość energii i chociaż naturalnie odpychała ich ona od źródła, to Pazur nie czuł w niej wrogości, lecz pierwotną siłę. Mimo obaw, chciał wiedzieć co będzie dalej. Musiał wręcz przekonać się, co się stanie po skompletowaniu w tym miejscu wszystkich kamieni żywiołów. Nie przekrzykiwał jednak tej małej zadymki, która wokół nich trwała, lecz patrzył z wyczekiwaniem na to, co się stanie. Gdyby po włożeniu na miejsce czwartego albo piątego wisiorka coś im zagrażało, wówczas miał zamiar skorzystać z techniki klanowej, aby utwardzić swoje ciało, jednak bardziej spodziewał się czegoś innego.
Gdy studnia się przebudziła, wirująca energia stała się z jednej chwili o wiele bardziej odczuwalna. Otaczająca ich fauna również na to zareagowała i wracała do życia, po być może setkach lat pozostawania w letargu. Nawet bez słów kobiety czuć było, że za chwilę coś się stanie. Gdy drugi i trzeci kamyczek wylądowały na swoich miejscach stało się jasne, że nie było tutaj żadnej zagadki. Każdy z nich miał swoje miejsce i nie trzeba było nawet ich w nie wkładać. Wystarczyło zbliżyć je do studni, a natura czy chakra robiły swoje. Pytanie "jak?" zostało zastąpione przez "czy?". Już w tym momencie wokół nich wirowała ogromna ilość energii i chociaż naturalnie odpychała ich ona od źródła, to Pazur nie czuł w niej wrogości, lecz pierwotną siłę. Mimo obaw, chciał wiedzieć co będzie dalej. Musiał wręcz przekonać się, co się stanie po skompletowaniu w tym miejscu wszystkich kamieni żywiołów. Nie przekrzykiwał jednak tej małej zadymki, która wokół nich trwała, lecz patrzył z wyczekiwaniem na to, co się stanie. Gdyby po włożeniu na miejsce czwartego albo piątego wisiorka coś im zagrażało, wówczas miał zamiar skorzystać z techniki klanowej, aby utwardzić swoje ciało, jednak bardziej spodziewał się czegoś innego.
0 x

- Ichirou
- Posty: 4174
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Satori no Bunko
Niewidzialna siła, która odepchnęła go od krawędzi studni, była kolejnym - i z pewnością nie ostatnim - zaskoczeniem podczas tej nadzwyczajnej wyprawy. Sabaku zmrużył lekko oczy, analizując to zjawisko z chłodnym pragmatyzmem weterana. Czy była to czysta chakra, która przy tak ekstremalnym zagęszczeniu traciła swoją eteryczność i nabierała wręcz fizycznych, namacalnych właściwości? Napierała na niego niczym niewidzialny mur, gęstsza niż powietrze tuż przed uderzeniem najpotężniejszej burzy piaskowej.
Z niemałym zainteresowaniem wysłuchał dalszej części opowieści Kyōju. Wzmianka o tym, że historia niepozornych wisiorków sięgała czasów znacznie odleglejszych, niż ktokolwiek z nich zakładał, dodawała całej sytuacji jeszcze większego ciężaru. Ichirou zerknął krótko na Soueia. Wcześniej rozważał z nim temat odpowiedniego, logicznego ułożenia klejnotów, ale ostatecznie odpowiedzialność za przypieczętowanie tej starożytnej układanki spoczęła wyłącznie na jego barkach. Matsuda bez słowa oddał mu czynienie honorów. Można było przypuszczać, że jako wyrachowany mafioza po prostu nie chciał wychylać się w obliczu nadnaturalnych wydarzeń, których do końca nie pojmował. Zresztą, taki obrót spraw był jak najbardziej na miejscu. To przecież Ichirou pociągnął za sznurki, zgromadził drużynę i zmącił ich umysły wizją podążania za cieniem legendy. Teraz stał u samego celu. Trzymał dłoń na klamce do wrót, które - rzekomo - miały otworzyć zupełnie nowy rozdział w historii świata.
Szybko okazało się, że układanie wisiorków według jakiegokolwiek skomplikowanego klucza było całkowicie zbędne. Artefakty same wyrywały się do obeliska, wędrując na swoje z góry przeznaczone miejsca za sprawą prastarej, magnetycznej siły. Trzy z pięciu klejnotów znalazły już swoją lokalizację, a wibrująca w komnacie energia z każdą sekundą przybierała na sile. I właśnie w tym krytycznym momencie, na ułamek sekundy przed dokończeniem dzieła, kobieta wstrzymała go swoim pytaniem. Pytaniem równie enigmatycznym, co miażdżącym w swoim brzmieniu.
Dla Sabaku na tym etapie brzmiało to jednak jak czysta, zbędna retoryka. Zaszli tak daleko, przekroczyli tyle granic, by teraz, stojąc w samym sercu energetycznego huraganu, nagle zmienić zdanie? Zdecydowanie za późno na takie dylematy, szczególnie, że kobieta była dość niekonkretna w swoich ostrzeżeniach. Wiatr szarpał jego togą, ale sylwetka Diabła Świtu pozostała niewzruszona. Przez moment mierzył przewodniczkę chłodnym wzrokiem.
- Pewność to luksus dla głupców i fanatyków, którzy ślepo wierzą, że wiedzą wszystko - oznajmił spokojnie, przekrzykując szum zagęszczonego powietrza.
W jego głosie pobrzmiewała gorzka refleksja. Po dzisiejszym dniu, po tych wszystkich absurdalnych rewelacjach, dotarło do niego, że w skali tego świata wciąż wie tyle co nic. Ale właśnie dlatego nie zamierzał się cofać. Chciał wiedzieć więcej.
O ile nie pojawiły się dalsze ostrzeżenia, rozluźnił uścisk dłoni. Pozwolił, by pozostałe dwa wisiorki poddały się przyciąganiu obeliska. Klejnoty wystrzeliły w stronę lewitującej skały, by z idealną precyzją wtopić się w ostatnie wolne wnęki i dopełnić... to coś. Ichirou cofnął ramię i z chłodną fascynacją przygotował się na to, co miało zaraz nadejść. Zachowywał rzecz jasna gotowość na reakcję, gdyby coś miało się wydarzyć.
0 x
- Nobuo
- Posty: 323
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 99#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
Re: Satori no Bunko
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Potężna chakra unosząca się w pomieszczeniu oplatała każdy skrawek odsłoniętego ciała mężczyzn, wdzierając się pod skórę, wywołując dreszcze, których nie dało się powstrzymać. Gęsia skórka nie była już tylko reakcją ciała... była ostrzeżeniem. Ilość energii, która wydobywała się ze studni z każdym kolejnym wisiorkiem, rosła wykładniczo, przekraczając poziom wszystkiego, co znali. To nie była już technika... to było coś pierwotnego. Matsuda zaparł się mocno nogami, stabilizując pozycję, jakby spodziewał się, że ziemia za chwilę sama zacznie się pod nim rozchodzić. Nie cofnął się. Czekał. Wszyscy byli gotowi na najgorsze... tak jak sugerował zapis na tabliczce. Ten proces nie miał się skończyć tylko na włożeniu klejnotów. To było dopiero otwarcie drzwi...
Ichirou zrobił krok do przodu. Pewny. Bez zawahania. Jego ton, jego postawa... to nie było już działanie pod wpływem chwili. To była decyzja. Słowa, które wypowiedział, mogłyby zostać zapamiętane... gdyby ktokolwiek miał jeszcze na to czas. Gdy tylko zbliżył wisiorki do kamienia, chakra uderzyła mocniej. Powietrze zawyło, jakby sprzeciwiało się temu, co miało nastąpić. Siła była większa, cięższa... bardziej agresywna. Przyłożył jeden z klejnotów do wolnej wnęki.
Nie było znaczenia, który to był. Kamień sam go wciągnął. Dobrze to rozpracował, nie musiał się obawiać tego elementu.
W tej samej chwili podmuch eksplodował w przestrzeni. Uderzenie powietrza było tak silne, że odepchnęło ich wszystkich. Kyōju runęła w przejściu, tracąc równowagę, Souei cofnął się o krok, walcząc, by utrzymać pozycję, a Ichirou został odrzucony aż o trzy kroki w tył. Ale nie przerwał. Nie mógł. Zbliżył się ponownie, walcząc z naporem, z ciężarem powietrza, które zdawało się stawiać opór każdemu ruchowi. W jego dłoni został ostatni wisiorek. Ostatni fragment. Przyłożył go do kamienia. I wtedy... Cisza... Absolutna. Studnia przestała wydzielać chakrę. Podmuch ustał. Dźwięk zniknął. Wszystko zatrzymało się w jednej chwili.
Z otworu zaczęło wydobywać się światło. Delikatne... niemal niewinne. Przez ułamek sekundy. Potem zaczęło narastać. Szybciej. Jaśniej. Mocniej. W jednej chwili eksplodowało w przestrzeni, zalewając pomieszczenie białym blaskiem, który całkowicie odebrał im wzrok. Pisk, nienaturalnie głośny. Rozdzierający ciszę, jakby sam świat nie był gotowy na to, co się wydarzyło. Matsuda spróbował utwardzić ciało... ale nie zdążył. Ichirou nie miał nawet tej szansy.
Po kilku sekundach, które wydawały się wiecznością, byli w stanie otworzyć oczy. Kamień, w który włożyli klejnoty... eksplodował. Rozpadł się na dwie części, odrzucone na boki studni, jakby coś rozerwało go od środka. W ich wnętrzu znajdowały się dwie kule. Zrobione z wyjątkowo przezroczystego kryształu. Na ich powierzchni widniały pieczęcie, zapisane czymś białym. Wzory... znajome. Zbyt znajome. Przywodziły na myśl tatuaże Gadiana. W środku każdej z kul pulsowała fioletowa maź, może chakra? W każdym razie poruszała się. Niezależnie od ułożenia kuli... zawsze w tym samym kierunku. W stronę wyjścia.
Gdy rozejrzeli się wokół, zobaczyli coś jeszcze. W ścianach były setki dziur. Głębokie na kilka centymetrów, rozsiane po całym pomieszczeniu, jakby coś zostało w nie wbite z ogromną siłą. Tego wcześniej nie było. To musiał być efekt eksplozji. A jednak... Oni stali nienaruszeni. Za nimi ściana była nienaruszona, a wokół ich sylwetek widniały wyraźne obrysy. Coś ich ochroniło.
Studnia była już tylko pustą dziurą. Bez światła. Bez chakry. Bez znaczenia. Jakby spełniła swoją rolę. I wtedy się odwrócili. W korytarzu stała Kyōju. A raczej... to, co z niej zostało. Jej ciało było przebite setkami odłamków kamienia. Każdy fragment tkwił w niej głęboko. Nie trzeba było wiedzy medycznej by stwierdzić jedno ich przewodniczka nie żyła.
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Funanori
Gadian - Klik!
Kyōju- Klik!
24
1 x
- Ichirou
- Posty: 4174
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Satori no Bunko
Byli weteranami, przed którymi drżało wielu. A jednak w obliczu potęgi, która wyzwoliła się ze studni, obaj okazali się całkowicie bezsilni, a nawet i trochę pogubieni w tym, co się dzieje. Ichirou nie zdążył wezwać nawet ziarenka piasku ze swojej gurdy, nie zdążył uformować żadnej pieczęci. Światło i rozdzierający pisk pochłonęły wszystko, tłamsząc ich zmysły i odcinając od rzeczywistości. Przez ten jeden, potwornie długi ułamek sekundy Sabaku chyba nawet pomyślał, że to być może koniec. Że właśnie sięgnęli po zakazany owoc, za który zapłacą absolutną anihilacją.
Kiedy wreszcie otworzył oczy, zmysły wracały do niego z trudem, jakby przebijały się przez gęstą wodę. Zamrugał kilkukrotnie, odpędzając bolesne powidoki. Żył. Nie czuł bólu, nie krwawił. Odetchnął ciężko i omiótł wzrokiem zdemolowaną salę. Ściany wyglądały jak po ciężkim ostrzale, podziurawione na wylot kamiennymi pociskami. A jednak... gdy spojrzał za siebie, zobaczył idealnie czysty obrys własnej sylwetki na ścianie. Ktoś, albo coś, roztoczyło nad nimi absolutną tarczę w ułamku sekundy przed eksplozją. To nie była zasługa jego piasku ani zdolności Soueia. Zostali wyselekcjonowani do przetrwania.
Skupił ostrość wzroku na zgliszczach obeliska. Studnia wydawała się teraz martwa, pusta i pozbawiona jakiejkolwiek energii. Jej rolę przejęły dwa krystaliczne byty. Sabaku zbliżył się o krok, mrużąc oczy. Dostrzegł białe pieczęcie - skomplikowane, archaiczne, a zarazem dosyć znajome. W jego pamięci natychmiast pojawił się obraz tatuaży Gadiana. Nie był to raczej zbieg okoliczności, lecz związek dziwnych zjawisk o tym samym źródle. Zauważył też fioletową, pulsującą mazię wewnątrz kul. Żyła własnym życiem, nieustannie napierając w jednym kierunku. W stronę wyjścia.
Cisza, która zapanowała po wybuchu, była przytłaczająca. Dopiero po chwili Ichirou odwrócił głowę, by spojrzeć w kierunku, który wskazywały kule. I wtedy zamarł.
W korytarzu stała... a raczej wisiała, makabrycznie przybita do ściany setkami kamiennych odłamków, ich przewodniczka. Kyōju. Kobieta, która jeszcze przed chwilą ostrzegała ich przed zmianą losów świata, zapłaciła za tę zmianę najwyższą cenę. Bariera, która ochroniła dwójkę shinobi, nie objęła jej.
Ichirou patrzył na zmasakrowane ciało bez słowa, z chłodnym, kamiennym wyrazem twarzy. Żadnej histerii, żadnego gniewu czy taniego żalu. Wziął głęboki wdech, po czym przeniósł wzrok na Matsudę.
- No to się odjebało... - mruknął smętnie, oglądając pokiereszowane ciało kobiety. - Raczej musiała wiedzieć, że to się tak skończy - rzucił słowa, które odbiły się echem od podziurawionych ścian komnaty. Kyōju do tej pory sprawiała wrażenie niemal wszechwiedzącej, choć skąpo dzielącej się posiadaną wiedzą. Można było założyć, że wiedziała, jakie będą dalsze skutki ich kroków. Może jej śmierć była nieunikniona lub nawet konieczna? Może tak naprawdę wyczekiwała tego momentu, skoro bez zawahania doprowadziła ich do tego momentu i nawet nie próbowała ich powstrzymać? Chociaż, w zasadzie... ona chyba i tak już przecież nie żyła. Trudno było o jakiś większy, czysto ludzki żal ze strony lidera Sabaku, bo ten nawet nie był w stanie nazwać kobiety w pełni człowiekiem. Najbardziej szkoda było jej zniknięcia z powodu tego, że razem z Matsudą zostali teraz sami w tej abstrakcyjnej sytuacji, w której nie mogli zadać kolejnych pytań.
Sabaku podszedł do szczątków obeliska. Z zawahaniem zbliżył dłoń do jednej kuli, ale jeszcze jej nie dotknął. Chciał się upewnić, że ta czasem nie wypali mu ręki albo zaraz nie będzie kolejnego wybuchu.
- Te pieczęci to trochę jak u tego Gadiana. Chyba nie ma w tym przypadku, co? - rzucił, próbując dotknąć kuli. O ile nic spektakularnego się nie stało, kontynuował. - Wprowadzili nas tutaj z pocałowaniem rączki, a teraz takie rzeczy się dzieją. Sam już nie wiem, czy to hojność z ich strony, czy po prostu nie wpakowali nas w jakąś pułapkę - stwierdził niezadowolony. Czuł się jak debil.
Chwycił przedziwną, magiczną kulę, pozostawiając drugą dla kompana z Shigashi. Gdy tylko zamknął na niej palce, spojrzał na fioletową anomalię pulsującą wewnątrz szkła.
- To się chyba rwie do wyjścia. To działa jak pieprzony kompas... czy może żyje? Już nic z tego nie rozumiem, ale może spróbujmy doprowadzić ten magiczny cyrk do końca. Może się w końcu dowiemy, o co w tym wszystkim chodzi.
Pozwolił poprowadzić się szklanej kuli, o ile sytuacja się w miarę uspokoiła i nie pojawiły się kolejne dziwactwa. Westchnął ciężko, opuszczając zdewastowaną komnatę. Może lepiej było pozostawić legendę Świątyni między bajkami, zamiast ją odkrywać? Póki co zyskali tylko jeden wielki mętlik w głowie.
1 x
- Souei
- Posty: 1488
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Satori no Bunko
Z każdym kolejnym klejnotem wskakującym na swoje miejsce, Souei czuł jak nawałnica wokół nich przybiera na sile. Ichirou stał najbliżej źródła, a jednak wciąż mu się opierał i na pewno nie zamierzał zatrzymać się w takim momencie. Ba, Matsuda sam by to dokończył, gdyby Diaboł Świtu ostatecznie zwątpił. Oboje byli jednak zgodni, że dawno już przekroczyli punkt, w którym można było zawrócić. Wszyscy czuli ogromne ciśnienie napierającej chakry, byli bardzo blisko oka cyklonu, z którego pochodziła cała ta energia. Ale w sumie co to było? Mafiozo oczywiście nie zastanawiał się nad tym w tamtym momencie, bo skupiony był niemal wyłącznie na chronieniu własnej skóry.
Odprowadził wzrokiem ostatni kamień wędrujący od dłoni Asahiego do wyżłobienia w obelisku. Wszystkie pasowały idealnie, nie mogło być tutaj żadnych wątpliwości. I wtedy na kilka sekund wszystko ustało. Chwila ciszy dała im złudną nadzieję, że najgorsze już za nimi. Gdy w końcu miał się rozluźnić, fala światła i mocy ostatni raz zalała pomieszczenie, powodując przy tym ogromny łoskot. Studnia wydała z siebie finalne, rozpaczliwe tchnienie, zanim zamilkła na wieki. Oszołomiony Souei przez kilka chwil był zupełnie zdezorientowany. Potrzebował trochę czasu, zanim otrząsnął się, pozbierał i wrócił do pozycji pionowej. Krwi nie było, żadnych złamań też chyba nie. Jakim cudem? Całe pomieszczenie było kompletnie zdewastowane, łącznie z obeliskiem, który to wszystko spowodował. Pęknięcie kamienia ujawniło kolejny sekret legendy, za którą gonili.
Souei z ostrożnością podobną do tej Ichirou zbliżył się do drugiej kuli i wziął ją do ręki. Uniósł ją wysoko do oczu, aby dokładnie przyjrzeć się jej wnętrzu i tajemniczym pieczęciom na powierzchni. Wyglądały znajomo, to fakt, ale to wszystko, co mógł na razie o tym dziwnym tworze powiedzieć. Matsuda aktywował swojego byakugana, aby prześwietlić tajemniczą maź znajdującą się wewnątrz kryształowej kuli. Czy miała w sobie chakrę, czy może sama była chakrą?
Wtedy Ichirou zwrócił jego uwagę na ciało Kyoju leżące przy wejściu do komnaty.
- A gdy artefakt zostanie zespolony, studnia upomni się o swą daninę i pobierze to, co ją karmi i napędza od zarania. - Zacytował w odpowiedzi na słowa Ichirou to, co zostało zapisane na rozbitej teraz na części kamiennej przepowiedni. Połączył to z odbiciem ich sylwetek na ścianie. Być może musiało na kogoś paść. Być może taka była cena za te dwie piękne kule, które trzymają teraz w rękach. Fioletowa maź zamknięta wewnątrz nich na pewno nie zachowywała się naturalnie. Dążyła gdzieś. Najpierw do wyjścia, ale gdzie potem?
- Jeśli to ją karmi i napędza, to powinniśmy być ostrożni - Powiedział patrząc na pokiereszowane zwłoki. Na początku przeszło mu przez myśl aby po prostu strzaskać kulę i zobaczyć co się stanie, ale szybko zrewidował swój plan. Zamiast tego oddał swoją kulkę Ichirou do potrzymania, a sam wziął ciało kobiety na ręce. Nie mogli tu zostawić jej zwłok i najlepiej będzie wyjaśnić całe to zajście szanując to, co z niej zostało.
- Na szczęście na górze mamy całą wiedzą tego świata, na pewno w którejś z tych książek musi coś o tym być. I tak musimy komuś ją oddać, więc poszukajmy Gadiana, albo kogoś kto będzie coś o tym wiedział. - Wskazał wzrokiem na kule, po czym zamierzał skierować się w górę schodów, aby trafić z powrotem do Biblioteki. Jeśli w tym miejscu nikt nie będzie w stanie naprowadzić ich na jakiś trop, to czeka ich wielka podróż w prawdziwie nieznane.
Odprowadził wzrokiem ostatni kamień wędrujący od dłoni Asahiego do wyżłobienia w obelisku. Wszystkie pasowały idealnie, nie mogło być tutaj żadnych wątpliwości. I wtedy na kilka sekund wszystko ustało. Chwila ciszy dała im złudną nadzieję, że najgorsze już za nimi. Gdy w końcu miał się rozluźnić, fala światła i mocy ostatni raz zalała pomieszczenie, powodując przy tym ogromny łoskot. Studnia wydała z siebie finalne, rozpaczliwe tchnienie, zanim zamilkła na wieki. Oszołomiony Souei przez kilka chwil był zupełnie zdezorientowany. Potrzebował trochę czasu, zanim otrząsnął się, pozbierał i wrócił do pozycji pionowej. Krwi nie było, żadnych złamań też chyba nie. Jakim cudem? Całe pomieszczenie było kompletnie zdewastowane, łącznie z obeliskiem, który to wszystko spowodował. Pęknięcie kamienia ujawniło kolejny sekret legendy, za którą gonili.
Souei z ostrożnością podobną do tej Ichirou zbliżył się do drugiej kuli i wziął ją do ręki. Uniósł ją wysoko do oczu, aby dokładnie przyjrzeć się jej wnętrzu i tajemniczym pieczęciom na powierzchni. Wyglądały znajomo, to fakt, ale to wszystko, co mógł na razie o tym dziwnym tworze powiedzieć. Matsuda aktywował swojego byakugana, aby prześwietlić tajemniczą maź znajdującą się wewnątrz kryształowej kuli. Czy miała w sobie chakrę, czy może sama była chakrą?
Wtedy Ichirou zwrócił jego uwagę na ciało Kyoju leżące przy wejściu do komnaty.
- A gdy artefakt zostanie zespolony, studnia upomni się o swą daninę i pobierze to, co ją karmi i napędza od zarania. - Zacytował w odpowiedzi na słowa Ichirou to, co zostało zapisane na rozbitej teraz na części kamiennej przepowiedni. Połączył to z odbiciem ich sylwetek na ścianie. Być może musiało na kogoś paść. Być może taka była cena za te dwie piękne kule, które trzymają teraz w rękach. Fioletowa maź zamknięta wewnątrz nich na pewno nie zachowywała się naturalnie. Dążyła gdzieś. Najpierw do wyjścia, ale gdzie potem?
- Jeśli to ją karmi i napędza, to powinniśmy być ostrożni - Powiedział patrząc na pokiereszowane zwłoki. Na początku przeszło mu przez myśl aby po prostu strzaskać kulę i zobaczyć co się stanie, ale szybko zrewidował swój plan. Zamiast tego oddał swoją kulkę Ichirou do potrzymania, a sam wziął ciało kobiety na ręce. Nie mogli tu zostawić jej zwłok i najlepiej będzie wyjaśnić całe to zajście szanując to, co z niej zostało.
- Na szczęście na górze mamy całą wiedzą tego świata, na pewno w którejś z tych książek musi coś o tym być. I tak musimy komuś ją oddać, więc poszukajmy Gadiana, albo kogoś kto będzie coś o tym wiedział. - Wskazał wzrokiem na kule, po czym zamierzał skierować się w górę schodów, aby trafić z powrotem do Biblioteki. Jeśli w tym miejscu nikt nie będzie w stanie naprowadzić ich na jakiś trop, to czeka ich wielka podróż w prawdziwie nieznane.
0 x

- Nobuo
- Posty: 323
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 99#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
Re: Satori no Bunko
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Wszystko się uspokoiło... dopiero teraz dostrzegli to, co tak naprawdę wydarzyło się z ich przewodniczką. Jakby cisza, która zapadła po całym zamieszaniu, pozwoliła im w końcu spojrzeć na rzeczywistość bez filtrów napięcia i adrenaliny. Reakcja, którą przyjęli, była... co najmniej osobliwa. Jedna z osób prowadzących to miejsce nie żyła, a mimo to nie sama śmierć była dla nich najistotniejsza. Bardziej niż jej los, zaprzątał ich umysł fakt, kto teraz poprowadzi ich dalej przez ten przybytek. Jakby miejsce było ważniejsze niż człowiek... albo jakby człowiek był tylko częścią większego mechanizmu.
Mogli teraz jedynie snuć domysły... dlaczego tylko ona. Czy była to jakaś forma daniny i los padł właśnie na nią? Czy może to, że jako jedyna znajdowała się na korytarzu, poza głównym pomieszczeniem, miało znaczenie... jakby była bardziej wystawiona, bardziej podatna na to, co się wydarzyło. A może wręcz przeciwnie... może to właśnie brak kontaktu z wisiorkami ją skazał. Może te artefakty były ochroną... albo kluczem do przetrwania. A może było coś jeszcze... coś, czego nie zauważyli, coś co ją wyróżniało, detal tak drobny, że umknął ich uwadze. Pytania mnożyły się jedno za drugim, a odpowiedzi... jakby chowały się gdzieś między regałami tej przeklętej biblioteki. Czy naprawdę była wszechwiedząca... czy tylko sprawiała takie wrażenie.
Członkowie klepsydry nie mogli jednak pozwolić sobie na stanie w miejscu. To miejsce nie było czymś, co chciało się testować zbyt długo... ani tym bardziej bez końca. Dlatego Ichirou zrobił krok naprzód, zbliżając się do kuli, jakby badał nieznane zwierzę. Najpierw ostrożnie... powoli, niemal bez oddechu, jakby sam ruch mógł coś uruchomić. Nic się nie wydarzyło. Cisza. Dopiero gdy wziął ją do ręki, coś zaczęło się zmieniać... nie w nim, ale w samej kuli. Fioletowa substancja w jej wnętrzu zaczęła się poruszać, jakby żyła... kierując się ku drzwiom i lekko ku górze. Nie czuł odpływu chakry, nie było bólu, nie było ciężaru. Jakby artefakt nie był narzędziem pobierającym energię, a czymś, co prowadzi. Może właśnie stał się jego właścicielem... a może tylko kolejnym elementem układanki. Podobieństwo do kompasu było aż zbyt oczywiste... narzędzie do wskazywania kierunku, tylko zamiast północy wskazywało coś innego...
Souei nie podszedł do sprawy tak bezpośrednio. Zanim dotknął swojej kuli, postanowił spojrzeć głębiej... używając dojutsu, by dostrzec to, co niewidoczne dla zwykłego oka. I wtedy zobaczył. To nie był płyn. To była chakra... skondensowana, zamknięta w tej formie, niemal materialna. Co więcej... Dostrzegł też, że cała biblioteka była tak nasączana chakrą, jakby widział przez gęstą mgłę energii, niewidzialną dla większości, ale dla jego oczu aż nazbyt wyraźnąi. Gdy spojrzał normalnie... wszystko wydawało się takie jak wcześniej. Ale gdy używał swoich oczu... świat zmieniał się całkowicie.
Moment przełomowy nastąpił, gdy Souei w końcu dotknął swojej kuli. Przez obu mężczyzn przebiegł delikatny impuls... takie strzyknięcie. Nie bolało... ale było wyraźne. I wtedy... ziemia zaczęła drżeć. Nie pod nimi... nie bezpośrednio, ale gdzieś niedaleko. Jakby ogromny mechanizm, dawno zapomniany, został wprawiony w ruch. Trwało to krótko... pięć, może dziesięć sekund. Wystarczająco, by poczuć niepokój... za krótko, by zrozumieć, co się właściwie wydarzyło. Potem cisza wróciła tak nagle, jak zniknęła. Intensywność była ogromna, ale nie towarzyszyło jej poczucie bezpośredniego zagrożenia... przynajmniej na razie.
Decyzja zapadła szybko. Nie było sensu czekać. Musieli ruszyć dalej... ku górze. Souei przekazał swoją kulę Ichirou, ostrożnie, niemal ceremonialnie... jakby bali się, że jeden nieostrożny ruch może wywołać kolejną reakcję. Tym razem jednak nic się nie wydarzyło. Spokój... aż podejrzany. Matsuda podszedł do ciała ich towarzyszki... podniósł ją bez słowa. I tak ruszyli razem, w stronę wyjścia, w stronę biblioteki. Z każdym kolejnym schodem kule reagowały... wskazania się precyzowały jakby szli na odpowiednie piętro.
Dotarli do Kinjutsu no Ma. Miejsce to nie dawało odpowiedzi... W końcu jedyne co tutaj można znaleźć to wiedzę o technikach. Nie wiedzieli, co zrobić z kulami, więc jedyne co pozostało, to szukać wiedzy w innych działach biblioteki oświecenia. Wcześniej mogli dostrzec innych... Bliższych czy Wyniesionych. Gdzieś między regałami, na wyższych poziomach, na piętrach, na antresolach obserwowali ich z dystansu. Teraz jednak... było pusto. Nienaturalnie pusto. Jakby coś się zmieniło. Jakby miejsce, które tętniło obecnością, nagle zostało opuszczone... albo ukryło swoje tajemnice jeszcze głębiej.
I wtedy... usłyszeli to.
Cichy szmer... dobiegający z głównego holu Biblioteki Oświecenia...
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Funanori
Gadian - Klik!
Kyōju- Klik!
25
1 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

