Terytorialnie największa prowincja Karmazynowych Szczytów, zamieszkana przez Ród Kōseki. Daishi graniczy od północy i zachodu z morzem, na wschodzie z Soso, zaś południowa granica oddziela ją od Kyuzo i obszaru niezbadanego. Efektem tego jest możliwość tworzenia bardzo dochodowych szlaków handlowych i handlu morskiego przy - niestety - utrudnionym utrzymywaniu bezpieczeństwa włości. Podobnie jak pozostałe prowincje, dominuje tu krajobraz górski i lasy iglaste, z tą różnicą że dużo tu fauny - w tym tej drapieżnej, co na dłuższą metę może być dosyć niebezpieczne dla podróżników. Na ziemiach tych mieszkają również shinobi ze Szczepu Jūgo.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Władca Piorunów postanowił zwiedzić kolejne odkryte świeżo przez wyładowanie elektryczne miejsce. Oczywiście, raczej nie miał też żadnej innej możliwości, został postawiony jakby przed faktem dokonanym. W chwili obecnej Anzou miał właśnie tylko ten korytarz, który poniekąd był jego światełkiem w tunelu, nadzieją na to, że uda mu się opuścić to miejsce w jednym kawałku, stosunkowo szybko. Władca Piorunów szedł skupiony, gotowy do wszelkich reakcji, bycie zranionym w takim miejscu jest praktycznie równoznaczne ze śmiercią. Każdy, nawet najmniejszy błąd mógł doprowadzić do jednego - śmierci, powolnej, długiej, bolącej i jednocześnie... upokarzającej. Niebieskooki szedł... stosunkowo ciężko określić jak długo. Przemieszczał się, na pewno przez jakiś czas. Oddychał spokojnie, po drodze też nie zauważył niczego konkretnego, raczej wszystko było... takie ciche, tajemnicze. Z pewnej odległości Kaminari dostrzegł światło. Przyspieszył więc kroku, aby jak najszybciej znaleźć się przy jego źródle.Władca Piorunów dostrzegł po dotarciu do pomieszczenia specyficzną konstrukcję, 4 filary, do tego coś z prętem. Na samych filarach też były znaki, które symbolizowały różne przedmioty. Władca Piorunów nie miał bladego pojęcia o co chodzi i w co wplątał go Raijin, którego głos usłyszał, ponownie znikąd, przez co lekko się wzdrygnął.
- Moc i piorun. Anzou wysłuchał dziaduszka, chyba rozumiał o co mu chodzi. Każdy z rysunków przedstawiał coś innego. Nie każda ścieżka szuka pioruna, nie każda ścieżka też przewodzi prąd. Kamienny blok i drzewo odpadają. Woda - owszem, przewodzi prąd, ale najlepszym przewodnikiem wydaje się Niebieskookiemu właśnie metalowa spirala. Białowłosy spokojnym krokiem podszedł do tego filaru z metalową spiralą, ułożył w niej swoją dłoń i przesłał energię Raitonu. Czystego, bez domieszki Suitonu. Chłopak chciał przekazać swoją energię, liczył, że to będzie rozwiązanie kolejnej zagadki. Anzou jest gotowy też na to, że spowoduje to jakieś poruszenie, czy to otoczenia czy też dalsze wyładowania tudzież twardo stoi na nogach. Niechaj piorun go poprowadzi i znajdzie ujście. Podobny pręt już też raz widział, w trakcie treningów z dziaduszkiem.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Anzou wybrał metalowy pręt, tam przekazał swoją Chakrę Raitonu, próbował robić to możliwie czysto jak się da. Liczył, że takowe działanie przybliży go do rozwiązania całej zagadki, liczył, że to będzie kolejny krok do opuszczenia tego miejsca, zakończenia próby Raijina. Kolumna zgodnie z przewidywaniem Władcy Piorunów zareagowała, wyryty symbol rozjaśnił się, dalej energia nieco szalała, zachowywała się chaotycznie i finalnie... zgasła. Anzou musiał przeanalizować jeszcze raz te symbole. Zrobić mały krok wstecz, delikatnie się cofnąć, po to, aby może wykorzystać coś, co pominął. Od samego początku, bez cienia wątpliwości chodzi o energię pioruna. Czystą. Raiton, nie Ranton. Tutaj Anzou wykonuje wszystko jak należy. To właśnie piorun ma go prowadzić, to piorun ma go wspierać w wykonywaniu zadań. W przemykaniu pomiędzy kolejnymi elementami. Kątem oka Białowłosy dostrzegł również cienką smugę światła, która jakby prowadziła do innego filaru. Anzou chciał ustalić jaki to filar i zapamiętał tą informację. Samo światło może wskazywać albo filar, który należy naładować jako pierwszy albo... filar, który powinien być naładowany energią elektryczną jako kolejny. Być może... trzeba naładować te elementy, które faktycznie przewodzą prąd. Takie filary były dwa. Ten z prętem i wodą, drewno w zależności od tego czy jest suche... Chłopak postanowił bez większej zwłoki spróbować jeszcze raz. Przyłożył swoją dłoń do filaru z prętem, naładował ją energią Raitonu, czystą, jak tylko mógł, przekazał ją i ruszył do kolejnego filaru, tego z wodą i zrobił dokładnie to samo. Dalej uważnie wszystko obserwował i pozwolił, aby prowadził go ten piorun. W przypadku niepowodzenia - Kaminari ponowi czynność - ładując metalowy pręt, a dalej ten filar, który był oświetlony (chyba, że to był ten z wodą, wtedy takowa akcja nie będzie mieć miejsca). Próba trwała w najlepsze. Chłopak przy przekazywaniu Chakry stara się zachowywać spokój i w całkowitym skupieniu poświęcić zadaniu.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Zagadka była dalej nierozwiązana. Anzou praktycznie dwoił się i troił, aby jakkolwiek ruszyć do przodu, jego umysł wytężał się niemiłosiernie, ale Raijin, o ile był za to odpowiedzialny - przygotował coś, co chwilowo chyba przekraczało umiejętności poznawcze Władcy Piorunów. Zazwyczaj w trakcie zadań Anzou dzielnie walczył, nie zawsze wykonywał tak ciężką pracę umysłową jak teraz. Owszem, przygłupem nie był, ale teraz miał naprawdę ciężko. Kaminari przyłożył dłoń do metalowego symbolu, następnie do wody. Energia zachowywała się inaczej, pojawiły się inne efekty, ale finalnie - nic więcej się nie zadziało. W głowie Anzou powstawały różne teorie, przepływały stosy myśli. Energia wygasła, ale dało się zauważyć pewien ślad energii. Od kropli wody do metalowej spirali. Czyżby tutaj chodziło o to, aby finalnie użyć energii od mniejszego przewodnika do tego mocniejszego? Władca Piorunów, aby móc się tak tytułować musiał podjąć jeszcze jedną próbę, oby ostatnią. Niebieskooki miał w głowie pewien plan. Teraz zamierzał odwrócić kolejność. Zwyczajnie zacząć od kropli wody, naładować swoją energią otwór z kroplą wody, a następnie szybko przejść do elementu związanego z metalową spiralą i tam również przesłać czystą energię Pioruna.
- Prowadź mnie, piorunie. Powiedział Anzou, gdy jego dłoń przeszywała Chakra. Sam Anzou zastanawiał się jednak czy finalnie przyniesie to oczekiwany efekt. Była na to szansa, ale mimo to, czuł, że to nie do końca o to chodzi. Tutaj chodziło o coś więcej. Piorun miał go prowadzić. Mimo wszystko - po co w takim razie cztery filary? Niebieskooki czuł, że może trzeba będzie finalnie użyć czegoś więcej. Dodatkowego filara. Wtedy liczba kombinacji przesyłania Chakry diametralnie się zwiększa. Bez podejmowania wysiłku, bez ryzykowania - Anzou niczego się nie dowie. Trzeba przeć do przodu. Jak tur. Jak Kaminari. Do końca.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Władca Piorunów musiał działać. Nie było innej możliwości, musiał podejmować ryzyko, różne działania, tylko i wyłącznie dzięki temu mógł zbierać nowe doświadczenie, ogarniać nowe rzeczy, dowiadywać się potencjalnych niuansów i finalnie - wydostać się z góry, w której został uwięziony. Niebieskooki musiał to zrobić, o ile chciał wrócić do klanu, o ile chciał wrócić do Chino i móc zapewnić jej niesłychaną moc, jaką jest Sharingan. Kaminari stale nasłuchiwał otoczenia, starał się z nim zintegrować i pozwolił, aby metoda prób i błędów i sam też piorun, czysty, nieskazitelny piorun prowadził go dalej. Pierwsza próba z filarami nie była aż taką porażką, jak mogło się to wydawać. Niemniej, zabrakło czegoś, co Anzou chyba wyłapał i spróbował dodać w następnej próbie. Okazało się, że chyba kolejność ładowania filarów była dobrana w sposób odpowiedni. Władca Piorunów z podziwem obserwował to, co się dzieje, to jak całe otoczenie reaguje na to, jak chłopak ładuje Chakrą te konstrukcje. Białowłosy w głębi siebie zastanawiał się o co tutaj chodzi. Dlaczego Raijin w taki sposób z nim pogrywa? Co za ten trud finalnie otrzyma Anzou? Czy uda mu się zdobyć jakąś tajemną moc? Może ten zwój, o której mówiła Chino? Czasu na przemyślenia nie było jednak wiele, Anzou uważnie obserwował zmieniające się otoczenie oraz to, że pojawiła się kolejna dziura, kolejny korytarz. Jakby... świat chciał mu dać znać, że właśnie warto udać się tą drogą. W sumie... żadnej innej nie było.
- Prowadź mnie, piorunie... Powiedział ponownie pod swoim nosem Anzou widząc tą dziurę. Nie miał pojęcia dokąd doprowadzi go ta droga, co uda się osiągnąć, ale cofanie się nie miało sensu. Niebieskooki stosunkowo szybko wszedł w korytarz, w skupieniu i poszanowaniu do miejsca, w którym się znajduje, gotowy do reakcji obronnych. Ktoś to wszystko zaplanował i stworzył. Pytanie tylko - po co?
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Władca Piorunów przemierzał tajemnicze tunele, komnaty, wszystko miało jakiś cel. Raijin powiedział, że wiąże się to z jakimś zagrożeniem, z tym, że Anzou musi stać się silniejszy, aby móc być żołnierzem pokoju. Korytarz stawał się większy, a sam. Białowłosy dotarł do ogromnych drzwi. Instynktownie Anzou spróbował je otworzyć i ku jego zdziwieniu - nie było to powiązane z żadną zagadką, dosłownie z niczym. Sala, w której znalazł się Władca Laserów była imponująca. W swoim życiu Władca Piorunów chyba nie znalazł się w podobnym miejscu. Na pewno nie w miejscu, które było wyryte jakby w górach? Ktoś ewidentnie dołożył wielu starań, aby coś takiego zbudować. Zachwyt jednak szybko minął. Na końcu sali pojawił się człowiek, istota - cokolwiek. Wyglądał na bardzo opanowanego. W zbroi. Anzou wymieniał się z nim wzrokiem, na chwilę obecną jednak nikt nie reagował. Kaminari bardzo uważnie obserwował osobę, która znajdowała się po drugiej stronie sali. Posiadał miecz, więc zapewne w pokojowy sposób sprawa nie zostanie rozwiązana. Raijin wspominał, że piorun ma prowadzić Niebieskookiego. Czy to oznacza, że sposobem na pokonanie przeciwnika jest potencjalnie... użycie techniki Raitonu? Zanim chłopak dokona jakiegokolwiek ataku - zamierza spróbować ustalić co w zasadzie się tutaj dzieje, oczywiście - bacznie obserwując jegomościa, w pełnej gotowości do uniku i użycia odpowiedniej techniki.
- Możesz mi wyjaśnić, co tutaj się dzieje? Zapytał spokojnym głosem Anzou licząc, że uda mu się cokolwiek ustalić. Dzielił ich pewnego rodzaju dystans, a samo echo poniosło się po całym pomieszczeniu dając bardzo, ale to bardzo mityczną atmosferę wydarzenia. W przypadku braku odpowiedzi lub też jakiegokolwiek ataku - Anzou postawi na technikę, która mocno zraniła jedną z Sióstr Nocy, wysoko postawioną, elitarną jednostkę - Fugatę. Na planszy pojawi się Czarna Pantera, która ma bronić Anzou i atakować rywala. Chłopak też próbował się zorientować w terenie poszukując jakichś... punktów, które potencjalnie mogą służyć do podmiany.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Anzou nie znał zamiarów, które towarzyszyły strażnikowi. Nie miał też pojęcia o co w tym chodzi, nie pisał się przecież na jakąkolwiek walkę, a tymbardziej zwiedzanie górskich czeluści. Chłopak próbował więc ustalić na tyle, ile to możliwe o co tu chodzi, co się dzieje, niemniej - rozmówca nie był zbyt skory do wymiany spostrzeżeń. Chwila milczenia, wymiany spojrzeń i Anzou wiedział, że nie ma już odwrotu. Wiedział, że tylko jedna osoba wyjdzie stąd żywa, czuł, że może to być właśnie tylko i wyłącznie on. Kaminari widząc ofensywę człowieka skorzystał z techniki, którą doskonale znał, która niejednokrotnie ratowała mu tyłek. Mógł na niej polegać. Przeciwnik jednak uniknął tego ataku, w stosunkowo zgrabny sposób. Młody Kaminari dostrzegł, że jego szybkość jest na podobnym poziomie co on sam, pocieszające było jednak to, że nie poruszał się aż tak szybko jak Fugata. To był moment, w którym wszelkie żarty się skończyły. Technika zniszczyła filar, co bylo uzupełnione swego rodzaju hukiem, który przeszył pomieszczenie. Po chwili z kurzu, z dymu pocisnęła w Białowłosego pewna struktura energii, poruszała się jednak nie na tyle szybko, przez co Anzou zamierzał wykonać unik jednocześnie składając pieczęci do innej techniki. Chłopak zamierzał wytworzyć jedną wiązkę swojego Reberu, tym razem korzystając z ostatnich nauk. Jedną, silną wiązkę, która zgodnie z instrukcjami Kagady - ma być potężna, ma być okropnie silna, bez kombinowania. Cel jest jeden - atakować wiązką, jedną, silną swojego rywala tak potężnie, do samego końca, na tyle ile to możliwe.
- A kim Ty jesteś, żeby mnie oceniać... Odpowiedział jedynie pod nosem Anzou w momencie wykonywania swojego ataku. Jego mięśnie są wytężone, zmysły wyostrzone. Sama wiązka porusza się zdecydowanie szybciej niż pantera. Gotowość do obrony.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Kości zostały rzucone. W momencie, gdy Strażnik rzucił się na Anzou nie było już innej opcji. Chłopak musiał reagować, musiał postawić opór, w przeciwnym razie - straciłby życie. Nie miał pojęcia tylko po co walczy, o co w tym chodzi, ale żeby dowiedzieć się czegokolwiek więcej - musiał przetrwać. W głowie ciągle miał słowa Raijina. Nadchodzi niebezpieczeństwo, a sam Kaminari ma zdobyć jakąś moc, która mu pomoże chronić bliskie mu osoby. To wszystko brzmi niezwykle tajemniczo, ale w obecnej chwili - inaczej się nie dało. Niebieskooki przeszedł do ataku wykorzystując swoje Reberu. Tak jak nauczyła go Kagada - konkretnie, jedna wiązka została ciśnięta w przeciwnika. Ten nie był na tyle szybki, aby uniknąć ataku. Oberwał, raczej solidnie. Anzou to widział, jego zbroja została naruszona, ale ten nie zwalniał tempa, nie dawał chłopakowi chwili wytchnienia, ale Białowłosy też nie zamierzał zwalniać. Ba, zamierzał dalej nacierać. Anzou jedyne co miał do zrobienia to uderzyć ponownie, tym razem przeciwnik ma uszkodzony pancerz, przez co uderzenie taką wiązką będzie wiązać się z jeszcze większymi ranami. Władca Piorunów korzystając z tego, że miał złożoną pieczęć automatycznie wystrzelił kolejną wiązką w swojego rywala, bez najmniejszego momentu zawahania, nie stał też w miejscu, poruszył się na tyle mocno ile mógł w swoje prawo, delikatnie po skosie w tył, aby jeszcze utrzymywać dystans. Nie mógł pozwolić sobie na to, aby jego przeciwnik go dopadł, stąd atak wiązką i do tego zmiana położenia to klucz do sukcesu. Władca Laserów uważnie obserwuje swojego przeciwnika i chce trafić w punkt, w którym zbroja została naruszona. Nie wiedział czy jego możliwości poruszania zostały ograniczone przez trafienie wiązką. Anzou musiał uważać, być czujny. Wierzył, że niedługo starcie się zakończy, ale nie można triumfować. Jeszcze nie. Jest zdecydowanie za wcześnie na świętowanie. Jedno trafienie wiosny nie czyni. W każdym momencie Niebieskooki może zostać rażony, czy to techniką czy mieczem, więc ostrożność i gotowość do uników - maksymalna.