Północno - wschodnie wybrzeże
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Gzik to bardzo specyficzna postać. Jego reakcja na propozycje, a w zasadzie pytanie Anzou o Bestię z Atarashi nieco zbiła z tropu nastolatka, ale przede wszystkim - rozbawiła. Ta mimika - godna aktorstwa w najwyższych wydaniu! Nastolatek uważnie wysłuchał jeszcze swojego rozmówcy, również w kwestiach tych tajemniczych przemieszczeń, które okazały się... chyba jeszcze bardziej enigmatyczne niż zakładał Niebieskooki. Skoro sam użytkownik nie do końca wie... to jak Anzou ma to pojąć? Chyba faktycznie Gzik był Yokai'em, tylko czy... Anzou powinien o to tak wprost pytać? Co, jeżeli to doprowadzi do jakiegoś załamania, swego rodzaju zniszczenia tej postaci?
- Czyli uważasz, że jestem Wschodzącą Gwiazdą? To bardzo miłe, Gziku! Pozwól zatem, że dołożę wszelkich starań, aby stać się prawdziwą, potężną Gwiazdą, której siła będzie legendarna! Taką, o której wszyscy będą chcieli czytać, oczywiście - z Twoich opowieści!
Anzou uśmiechnął się i wyciągnął zaciśniętą pięść w kierunku swojego towarzysza, chcąc aby ten przybił mu 'żółwika'. Ciekawe, czy zrozumie o co chodzi Władcy Piorunów.
- Kagada to moja nauczycielka... można chyba tak powiedzieć. Na pewno jest bardzo ważna, szanuję jej zdanie, sposób bycia i to kim jest. Wydaje się być bardzo autentyczna w tym co robi, czasami może... trochę dużo krzyczy, ale... to pozytywne.
Anzou cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy z Gzikiem. Zwłaszcza, gdy ten wyjaśniał swoje przemieszczanie się oraz to jak tego dokonuje. Jasny punkt. Ciekawe.
- A jak powstają te jasne punkty? Albo inaczej... czy może też są ciemne? Ciekawi mnie Gziku, jakim punktem jest pani Kagada! I reszta moich towarzyszy, Zaku, Moshi, Sanda i Yai! Powiedz mi, proooooszę!
Anzou zrobił wtedy wielkie oczy próbując jeszcze nakłonić Gzika, aby ten uchylił nieco rąbka tajemnicy. Oczywiście, o ile wie jak to jest... bo koniec końców nastolatek podejrzewa, że Gzik sam nie do końca ma świadomość tego, co się tu wyprawia i przede wszystkim - JAK.
Dalej jednak Haruka na szczęście wyjaśniła sposób w jaki dorobiła się tego opatrunku i okazuje się, że Muwara potrafi robić rzeczy, które się nie śniły... przeszczep oka. Nowego oka. W głowie Anzou pojawił się pewnego rodzaju plan, Anzou instynktownie i od razu, bez żadnych ceregieli wypalił ze swoim pomysłem.
- A czy... jeżeli znalazłbym jedną osobę na przeszczep oka, potrzebującą czegoś takiego... jak zapłacę. Jesteście w stanie to dla mnie zrobić?
Chłopak miał śmiertelnie poważną minę. W głowie miał Chino, która może dzięki temu odzyska wzrok i pełnię swojego pola widzenia. Fugata w swoim stylu skomentowała to, co powiedziała Haruka, było trochę racji w tych słowach. Grupa udała się na miejsce potencjalnego treningu, po drodze i jeszcze przed samym treningiem Siostry Nocy jak to miały w zwyczaju - rozmawiały i starały się jakoś dotrzeć. Taka mieszanka charakterów to trudna sprawa. Anzou nie wyobraża sobie życia z takimi 5 Kagadami. Istna jazda bez trzymanki. Grupa rozpoczęła rozgrzewkę, która w żadnym stopniu nie była męcząca, Anzou wykonywał te ćwiczenia, nie wiedział jaki jednak jest cel, ponieważ był na tyle wysportowany, że nie miał problemu z dostosowaniem swojego oddechu, jego ciało chyba całkiem solidnie się zregenerowało, a co najważniejsze - oddech nie był aż tak wymagający. Wtedy do akcji wkroczyła jednak ona. Bestia z Atarashi, której może nawet sam Gzik się boi. Liderka grupy uderzeniowej Kaminari chyba wolała być sama. W typowy dla siebie sposób skomentowała zaistniałą sytuację jebiąc od góry do dołu wszystkich, nie biorąc jeńców i nie patrząc na konsekwencje. Wydaje się, że stara Kagada wróciła, co było chyba pocieszające. Południe, a gacie Anzou są czyste. Swoją drogą, to ciekawe co ona ma z tym treningiem do posrania... to jakaś nieprzepracowana trauma z dzieciństwa? Nie było jednak czasu na rozmyślanie na ten temat. Kagada znikąd pojawiła się przy Kaminarich, Władca Piorunów również automatycznie stanął na baczność, ściągnął swoje łopatki i wyprostował ciało unosząc głowę do góry. Jego serce lekko przyspieszyło, ale twarz nie zdradzała żadnych, dosłownie żadnych emocji. Jak ściana. Kagada prowadziła swoją reprymendę, w którą wtrąciła się Fugata. Anzou widząc to przełknął ślinę, nie miał najmniejszego pojęcia czy to zaraz nie eskaluje i czy przypadkiem Fugata nie straci głowy, dłoni czy czegoś innego. To był moment, w którym wszystko co zbudowano mogło się zatracić. Na całe szczęście, obeszło się bez takich rzeczy. Kagada wydała rozkaz. Nad wodę i do wyplucia Chakry. Stały, znany i jakże wspaniały element treningu. Wycieńczenie, limity organizmu, by potem... wykonywać pierdoloną pracę fizyczną. Moshi i Zaku nie musieli być dodatkowo motywowani, ruszyli jak z bicza, a Anzou tuż za nimi. Cel był prosty - znaleźć się nad wodą i wypruć z Chakry. Myśl szkoleniowa klanu Kaminari, ciekawe finalnie która jest bardziej efektywna? Może to Kujaku? Ciężko stwierdzić, ponieważ nie było dane Władcy Piorunów się o tym przekonać. Chłopak wytwarzał jedną solidną wiązkę i napierdalał nią w wodę aż utraci energię. Dla zabawy wytworzył też jedną tuż przy dupie Moshiego i zgrabnym ruchem ją ominął i pierdolnął w wodę.
- Nie pierdol Moshi, że się czegoś boisz!
Krzyknął Anzou wyszczerzając zęby i czując jak jego ciało delikatnie się meczy. Używanie technik bez przerwy powoduje szybkie utraty siły. Silni muszą przetrwać! Anzou starał się twardo stać na nogach. Nie popuszczać zwieraczy! Nie w tym stroju, który był! Wtedy kolejny etap zadania, dźwiganie jakichś pierdolonych głazów, które były połączone z linkami. Nastolatek ledwo do nich dotarł i robił z innymi to co trzeba, ku jego zdziwieniu Fugata również wkroczyła do akcji. Nastolatek próbował za wszelką cenę, sam lub ze wsparciem innych czy też pomagając innym przenieść wszelkie głazy we właściwe miejsce. Jego mięśnie były jak wata, lekkie i ledwo nadawały się do czegokolwiek. Był na skraju wytrzymałości, ale w głowie miał tylko jedno. Wschodząca Gwiazda. To on kurwa nią jest. To dzięki temu, takim morderczym treningom będzie krok, jak nie dwa do przodu! To właśnie takie momenty tworzą CHARAKTER!
- Wezmę... ekhm kurwa, wezmę dwa ciężarki. Muszę być silniejszy!
Nastolatek próbował wziąć te dwa ciężarki i ruszyć do wykonywania zadania właściwego. Bez żadnego pierdolenia. Nie lubił pływać, do tego miał ograniczone siły i był obciążony dwoma ciężarkami, które przymocował sobie do nóg. To przepis na utonięcie. Ciekawe, może nawet prosto w paszczę bestii! Minuta incydentalna minęła i teraz był już tylko charakter. Nastolatek stara się o ile to możliwe pomagać też Zaku, Moshiemu i Sandzie. Sama idea rywalizacji z nimi, nawet jeżeli dzieje się tylko w jego głowie nakręca go i motywuje do dalszego działania. Trening do utraty tchu, ku chwale Kaminari, zgodnie z wytycznymi Bestii z Atarashi! JAZDA!
- Czyli uważasz, że jestem Wschodzącą Gwiazdą? To bardzo miłe, Gziku! Pozwól zatem, że dołożę wszelkich starań, aby stać się prawdziwą, potężną Gwiazdą, której siła będzie legendarna! Taką, o której wszyscy będą chcieli czytać, oczywiście - z Twoich opowieści!
Anzou uśmiechnął się i wyciągnął zaciśniętą pięść w kierunku swojego towarzysza, chcąc aby ten przybił mu 'żółwika'. Ciekawe, czy zrozumie o co chodzi Władcy Piorunów.
- Kagada to moja nauczycielka... można chyba tak powiedzieć. Na pewno jest bardzo ważna, szanuję jej zdanie, sposób bycia i to kim jest. Wydaje się być bardzo autentyczna w tym co robi, czasami może... trochę dużo krzyczy, ale... to pozytywne.
Anzou cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy z Gzikiem. Zwłaszcza, gdy ten wyjaśniał swoje przemieszczanie się oraz to jak tego dokonuje. Jasny punkt. Ciekawe.
- A jak powstają te jasne punkty? Albo inaczej... czy może też są ciemne? Ciekawi mnie Gziku, jakim punktem jest pani Kagada! I reszta moich towarzyszy, Zaku, Moshi, Sanda i Yai! Powiedz mi, proooooszę!
Anzou zrobił wtedy wielkie oczy próbując jeszcze nakłonić Gzika, aby ten uchylił nieco rąbka tajemnicy. Oczywiście, o ile wie jak to jest... bo koniec końców nastolatek podejrzewa, że Gzik sam nie do końca ma świadomość tego, co się tu wyprawia i przede wszystkim - JAK.
Dalej jednak Haruka na szczęście wyjaśniła sposób w jaki dorobiła się tego opatrunku i okazuje się, że Muwara potrafi robić rzeczy, które się nie śniły... przeszczep oka. Nowego oka. W głowie Anzou pojawił się pewnego rodzaju plan, Anzou instynktownie i od razu, bez żadnych ceregieli wypalił ze swoim pomysłem.
- A czy... jeżeli znalazłbym jedną osobę na przeszczep oka, potrzebującą czegoś takiego... jak zapłacę. Jesteście w stanie to dla mnie zrobić?
Chłopak miał śmiertelnie poważną minę. W głowie miał Chino, która może dzięki temu odzyska wzrok i pełnię swojego pola widzenia. Fugata w swoim stylu skomentowała to, co powiedziała Haruka, było trochę racji w tych słowach. Grupa udała się na miejsce potencjalnego treningu, po drodze i jeszcze przed samym treningiem Siostry Nocy jak to miały w zwyczaju - rozmawiały i starały się jakoś dotrzeć. Taka mieszanka charakterów to trudna sprawa. Anzou nie wyobraża sobie życia z takimi 5 Kagadami. Istna jazda bez trzymanki. Grupa rozpoczęła rozgrzewkę, która w żadnym stopniu nie była męcząca, Anzou wykonywał te ćwiczenia, nie wiedział jaki jednak jest cel, ponieważ był na tyle wysportowany, że nie miał problemu z dostosowaniem swojego oddechu, jego ciało chyba całkiem solidnie się zregenerowało, a co najważniejsze - oddech nie był aż tak wymagający. Wtedy do akcji wkroczyła jednak ona. Bestia z Atarashi, której może nawet sam Gzik się boi. Liderka grupy uderzeniowej Kaminari chyba wolała być sama. W typowy dla siebie sposób skomentowała zaistniałą sytuację jebiąc od góry do dołu wszystkich, nie biorąc jeńców i nie patrząc na konsekwencje. Wydaje się, że stara Kagada wróciła, co było chyba pocieszające. Południe, a gacie Anzou są czyste. Swoją drogą, to ciekawe co ona ma z tym treningiem do posrania... to jakaś nieprzepracowana trauma z dzieciństwa? Nie było jednak czasu na rozmyślanie na ten temat. Kagada znikąd pojawiła się przy Kaminarich, Władca Piorunów również automatycznie stanął na baczność, ściągnął swoje łopatki i wyprostował ciało unosząc głowę do góry. Jego serce lekko przyspieszyło, ale twarz nie zdradzała żadnych, dosłownie żadnych emocji. Jak ściana. Kagada prowadziła swoją reprymendę, w którą wtrąciła się Fugata. Anzou widząc to przełknął ślinę, nie miał najmniejszego pojęcia czy to zaraz nie eskaluje i czy przypadkiem Fugata nie straci głowy, dłoni czy czegoś innego. To był moment, w którym wszystko co zbudowano mogło się zatracić. Na całe szczęście, obeszło się bez takich rzeczy. Kagada wydała rozkaz. Nad wodę i do wyplucia Chakry. Stały, znany i jakże wspaniały element treningu. Wycieńczenie, limity organizmu, by potem... wykonywać pierdoloną pracę fizyczną. Moshi i Zaku nie musieli być dodatkowo motywowani, ruszyli jak z bicza, a Anzou tuż za nimi. Cel był prosty - znaleźć się nad wodą i wypruć z Chakry. Myśl szkoleniowa klanu Kaminari, ciekawe finalnie która jest bardziej efektywna? Może to Kujaku? Ciężko stwierdzić, ponieważ nie było dane Władcy Piorunów się o tym przekonać. Chłopak wytwarzał jedną solidną wiązkę i napierdalał nią w wodę aż utraci energię. Dla zabawy wytworzył też jedną tuż przy dupie Moshiego i zgrabnym ruchem ją ominął i pierdolnął w wodę.
- Nie pierdol Moshi, że się czegoś boisz!
Krzyknął Anzou wyszczerzając zęby i czując jak jego ciało delikatnie się meczy. Używanie technik bez przerwy powoduje szybkie utraty siły. Silni muszą przetrwać! Anzou starał się twardo stać na nogach. Nie popuszczać zwieraczy! Nie w tym stroju, który był! Wtedy kolejny etap zadania, dźwiganie jakichś pierdolonych głazów, które były połączone z linkami. Nastolatek ledwo do nich dotarł i robił z innymi to co trzeba, ku jego zdziwieniu Fugata również wkroczyła do akcji. Nastolatek próbował za wszelką cenę, sam lub ze wsparciem innych czy też pomagając innym przenieść wszelkie głazy we właściwe miejsce. Jego mięśnie były jak wata, lekkie i ledwo nadawały się do czegokolwiek. Był na skraju wytrzymałości, ale w głowie miał tylko jedno. Wschodząca Gwiazda. To on kurwa nią jest. To dzięki temu, takim morderczym treningom będzie krok, jak nie dwa do przodu! To właśnie takie momenty tworzą CHARAKTER!
- Wezmę... ekhm kurwa, wezmę dwa ciężarki. Muszę być silniejszy!
Nastolatek próbował wziąć te dwa ciężarki i ruszyć do wykonywania zadania właściwego. Bez żadnego pierdolenia. Nie lubił pływać, do tego miał ograniczone siły i był obciążony dwoma ciężarkami, które przymocował sobie do nóg. To przepis na utonięcie. Ciekawe, może nawet prosto w paszczę bestii! Minuta incydentalna minęła i teraz był już tylko charakter. Nastolatek stara się o ile to możliwe pomagać też Zaku, Moshiemu i Sandzie. Sama idea rywalizacji z nimi, nawet jeżeli dzieje się tylko w jego głowie nakręca go i motywuje do dalszego działania. Trening do utraty tchu, ku chwale Kaminari, zgodnie z wytycznymi Bestii z Atarashi! JAZDA!
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 599
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
- Nizan
- Posty: 116
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
- Kujaku Haruka
- Posty: 599
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Nadszedł czas treningu. Haruka obserwowała, jak bardzo ambitnie do zadania podszedł Anzou - i jak szybko poszedł pod wodę. Wyraźnie jeszcze nie był na etapie, gdzie mógłby wyciągnąć jednocześnie dwa ciężkie głazy i kawały drewna oraz innych, potencjalnie przydatnych szczątków z przybrzeżnych wód. Niemniej, podziwiała go za zapał i upór - widać było, że Kagada umiała akurat tę cechę przekazać doskonale. Czuła, że Fugata na swój sposób podzielała zresztą tę cechę i może dlatego też nie straciła głowy, kiedy ośmieliła się przerwać Bestii, a wręcz zażądać, aby przeniosła się ze swoimi krzykami gdzieś dalej.
Tym bardziej sama Haruka czuła, że każdy ruch i każda kropla potu zarówno dzisiaj, jak i w nadchodzących dniach jest dla niej powodem do dumy i oznaką poświęcenia dla klanu. Dzisiaj zaczynała pracę nad tym, by zdjąć choć część wysiłku i obowiązków z barków Shiry. Przestać być balastem dla Sióstr, a stać się wpierw równą im, a następnie je przewyższyć.
A po niej - żeby dokonała tego jej przyszła uczennica.
Chakram ponownie stanowił dla niej wyzwanie - broń ta była koszmarnie nieintuicyjna, wydawało się, że nie da się dalej odejść od podstawowych założeń skutecznej broni. Włócznia albo łuk - to były najłatwiejsze do opanowania bronie, opierające się na prostej koncepcji "chcę zrobić krzywdę komuś stojącemu obok, albo trochę dalej i samemu nie oberwać". Chakram w teorii też do tego służył, ale dojście do etapu skrzywdzenia kogoś innego, zamiast siebie samej... było jak mozolna wędrówka pod górę. Po co to robić? Gdyby nie widziała jednak kompetencji Shiry z tą bronią oraz tego, jak skuteczna i zaskakująca wobec przeciwnika potrafi być - nigdy by nie uwierzyła, że warto się uczyć nią posługiwać.
Teraz jednak, nie zważając na obciążenie w postaci kamienia u boku, starała się jak najdokładniej odzwzorować poszczególne ruchy, dokładnie zrozumieć i pojąć podstawy działania tej broni - tak, by nie groziło jej zaplątanie się we własną linkę oraz oberwanie chakramem w głowę. Za każdym razem była lekko przerażona, ale szybko zapamiętywała, co takiego zrobiła źle - i jak tego nie powtórzyć. Po pierwsze po to, żeby nie narazić dopiero co wszczepionego oka, a po drugie - żeby móc jak najszybciej przejść z Fugatą do bardziej zaawansowanych technik.
Oczywiście kata jej na razie nie wychodziło, ale wiedziała, że... to dopiero początek. Latanie na początku też skończyło się u niej wielokrotnie obitym tyłkiem, a teraz?
No, może jeszcze nie była taki wirtuozem lotu jak Waba, ale... zaczynała sobie stopniowo radzić i przynajmniej rozpoznawać, co się dokładnie dzieje w którym momencie. Wracała przy okazji myślami do tego, co działo się w trakcie bitwy, porównując trening z realną bitwą oraz starając się wychwycić, które momenty podczas bitwy były kluczowe dla jej utraty kontroli - i jak podczas lotu teraz reagują na podobne manewry dziewczyny, by nauczyć się w pierwszej kolejności zachowywać zimną krew i opanowanie, nie dać się skołować i wybić z rytmu.
To, co ją najbardziej zaciekawiło, to różnica... styli lotu pośród Sióstr. Oraz to, że Waba okazała się być obecnie... ideałem, do którego Haruka chciała dążyć. Prawdziwe połączenie precyzji i elegancji, bez popadania w rutynę lub zbytnią agresję. Kontrola zdolna do dostosowania się do każdych warunków.
Odnotowała w pamięci, by za jakiś czas poprosić ją o osobisty trening. Wiedziała, że zapewne duża część to po prostu... naturalny talent, ale... warto było mierzyć jak najwyżej, prawda?
Po skończonym treningu, ledwo była w stanie się ruszać, ale... była z siebie zadowolona. Była też koszmarnie głodna, ale na kolację musiała jeszcze chwilę poczekać - choć wtedy przypomniało jej się, że niestety była w teorii umówiona z Onasenem. Ciekawe tylko, czy się pojawi oraz - czy Kagada wyrazi zgodę na to spotkanie. Chyba, że strażnica była... nieco poza granicami osady?
Nim zebrali się całkiem, podeszła jeszcze do Yadasu, klepiąc ją delikatnie w ramię.
- Ale dałaś czadu na treningu... Ostatni raz cię taką widziałam chyba, jak manewrowałaś walcząc z Zaku. A już miałam nadzieję, że uda mi się przynajmniej do ciebie szybko nadrobić... - powiedziała do niej z udawanym nadąsaniem, jasno jednak do zrozumienia, że tak naprawdę komplementuje ją i cieszy się z tego, jak świetnie jej szło na treningu. Nawet, jeśli Fugata oraz starsze Siostry miałyby jakieś uwagi. Potem zostawiła ją, wpadając w rytm obok Anzou, zerkając na rozmawiające już chyba dość normalnie ze sobą Hisamidę i Wabę, co ją niezmiernie ucieszyło.
Kiedy Fugata się do niej obróciła, mignęła jej jedno, proste słowo: "Dziękuję." i uśmiechnęła się, po czym obróciła ku Anzou.
- Niezły mieliście ten trening... U was to standard? Wywalić się z chakry i ćwiczyć tylko fizycznie? Kiedy ćwiczycie w takim razie posługiwanie się technikami? - spytała, lekko zdziwiona, zerkając jeszcze ostatni raz na stertę drewna, którą Kaminari wyłowili z morza.
Nagle, poczuła jeszcze szarpnięcie przy nodze i niemal instynktownie cisnęła w to miejsce chakramem - bardzo prosto, bez żadnej finezji - być może trafiając, a być może w ostatniej sekundzie orientując się, kogo ma przed sobą i cofając broń do ręki.
- Słodki Nesaku... Gzik, ostrzegajże jakoś, a nie wyskakuj tak nagle! - ofuknęła go lekko, ale jeśli oberwał - to od razu przeprosiła. Bezpośrednie stwierdzenie, że są bohaterami oraz pytanie o jej sentencję ją tak zaskoczyło, że nawet nie pomyślała, skąd mały Yokai wie o sentencjach w medalionach.
- Eee... "Ku nieznanemu z podniesioną głową." Jeszcze chyba nie do końca mam pomysł, jak to zinterpretować, ale... myślę, że coś mi w końcu przyjdzie do głowy. I w sumie przeprowadzenie nalotu na Ogoniastą Bestię z ledwo co poznaną osobą, która dopiero co była moim wrogiem w bitwie... No, niewiele jest bardziej nieznanych rzeczy, którym można sprostać z podniesioną głową. Więc może pierwszy krok można uznać, że już mam wykonany. - odpowiedziała szczerze, zerkając jednocześnie pytająco na Anzou i próbując wzrokiem spytać go, o czym w zasadzie Gzik mówi.
- Zaraz, jakie Shinobi Neko? Jaka Księżniczka Hamuka i zły Anmou...? O czym ty gadasz, Gziku? - spytała, zupełnie nie rozumiejąc, o co chodzi.
0 x
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Anzou, jako jeden z tych bardziej jasnych punktów trenował w pocie czoła. Nie odstępował i wykonywał polecenia Kagady. Wierzył, że w ten sposób jego umiejętności się poprawią, ba, był głęboko o tym przekonany. Nastolatek z klanu Kaminari wraz z innymi rozpoczął od tradycyjnego wyprucia się z Chakry i doprowadzenie organizmu do skraju wytrzymałości. Wtedy czuje się, jak każdy mięsień walczy o to, aby utrzymać ciało w pionie, drżą, ale się nie poddają. Płuca łapczywie łykają tlen, ale odpoczynek jeszcze wtedy nie następuje. Dopiero wtedy, praktycznie na totalnym wycieńczeniu następuje dalszy etap - praca fizyczna, taka jak to przenoszenie kamieni. Chłopak następnie wziął na siebie dwa ciężarki i próbował wyławiać te elementy statków, ale... szedł na dno jak kamień. Za cholerę nie był w stanie utrzymać się na powierzchni, siła, która ciągnęła go w dół była zwyczajnie większa niż ta, którą Niebieskooki wytwarzał wskutek pracy swojego ciała. Nie było to zbyt proste, nawet bardzo, więc finalnie sam proces wyławiania odbywał się bez ciężarków, co typowo dla siebie skomentowała Bestia z Atarashi. Siostry Nocy też ćwiczyły w jakiś charakterystyczny dla siebie sposób, gołym okiem było widać, że ich trening operował bardziej na współpracy, pomimo różnic osobowości - siostry poruszały się zgrabnie w powietrzu, miały jakiś swój wewnętrzny sposób komunikacji i w trakcie swoich działań można było zauważyć, że są jak jeden organizm. Jedna nadaje tor, reszta podąża. W trakcie bitwy - takie schematy czy też jakieś wypracowane zachowania, automatyczne mogą uratować życie. Kaminari jednak walczyli nieco inaczej. I to było delikatne ujęcie tego tematu. Tutaj każdy szedł od początku na całość, nacierał, nie odstawiał tempa, ale brakowało w klanie takich skoordynowanych ataków, jakichś ruchów, które mogą zrobić coś konkretnego na polu bitwy. Jakby... zlepek indywidualności, który czasami, w ostateczności współpracował, ale w większym chaosie. Anzou marzy, aby mieć jakieś swoje ruchy, wspólnie z Zaku, Moshim czy Sandą, dzięki czemu można osiągnąć więcej. Ich style się różnią, ale w ten sposób można wyciągnąć co najlepsze z jednostek, aby mieć jeszcze więcej dla samej grupy! I dla klanu! Trening zakończył się wieczorem, Władca Piorunów ledwo stał na nogach, jego ciało drżało i potrzebowało odpoczynku. Podobnie - jego ubrania też musiały się nieco odświeżyć, ponieważ nurkowanie i wyławianie totalnie go zmoczyło. Nastolatek jednak wiedział, że to koniec i powoli stabilizował swój oddech, niemniej, mięśnie nadal odczuwały ból. Po jego skórze wolno spływała woda, która kapała też z kimona, które miał na sobie. Nie wyglądał najlepiej i to sprawiało mu dyskomfort. Do tego śnieg, który zdążył przykryć ulicę nie ułatwiał sytuacji, organizm Niebieskookiego odczuwał trudy tego treningu, ale mina dalej była dumna i nie dawała tego po sobie poznać. Haruka postanowiła zadać pytanie Anzou, który skierował na nią swój wzrok.
- Myśl szkoleniowa Kaminari jak to powiedziała Kagada. Klasyka gatunku, zużycie całej Chakry powoduje, że po pierwsze znasz swoje limity, jeżeli używasz stale technik na lewo i prawo w trakcie bitwy - będziesz wiedzieć, kiedy kończy się energia, dzięki czemu można lepiej planować swoimi działaniami. A to, co na treningu dzieje się potem... taki trening na totalnym wycieńczeniu... myślę, że najbardziej buduje on charakter. I tutaj albo się go ma albo.... nie. Będąc w oddziale Kagady musimy walczyć do upadku, do samego końca, dla chwały klanu.
Anzou mówił powoli, poważnie, był dumny z tego, że może tak trenować. Chciał wyczerpać temat i pokryć te pytania Haruki. Miał nieco rozwinąć się w tej materii, ale znowu pojawił się on. Gzik. Ten zaczepił najpierw Harukę, a potem w charakterystycznym dla siebie stylu powiedział kilka słów do Anzou. Władca Piorunów uśmiechnął się, ponieważ ten ponownie delikatnie poprawił mu humor. To był człowiek, lub duch, cokolwiek - który wiedział jak sprawić, aby nastolatek się uśmiechnął. Haruka opowiedziała o swoim medalionie i sentencji.
- A czy ja Ci wyglądam jak ryba, Gzik?! Przecież wiadomo, że pływanie z ciężarkami to trudna sprawa, zwłaszcza jak się nie ma Chakry! Chcesz mi może pokazać jak to robić?!
Anzou wskazał Gzika palcem w charakterystyczny sposób wywołując go do odpowiedzi. Ciekawe jakby sobie radził z ciężarkiem pływając w lodowatej wodzie. Jaki zły Anmou?! Do tego te bohater brzmi identycznie jak Anzou. O co w tym wszystkim do cholery chodzi!?
- Gzik, kuźwa, przecież trenuje ile się da. Jak to mówią - robię co mogę! Ale czekaj no mi tu chwilę! Jaki zły Anmou? I czemu on do cholery brzmi jak Anzou? I czemu zły? Aaaahhhh!
Chłopak mówił szybko i pełnym emocji głosem. Wiedział, że w ten sposób raczej dotrze do Gzika, przynajmniej tak to działało do tej pory. Anzou bacznie go obserwował, o ile mógł, bo wiedział, że zapewne za chwilę zniknie i popędzi do... innego światła?
- Myśl szkoleniowa Kaminari jak to powiedziała Kagada. Klasyka gatunku, zużycie całej Chakry powoduje, że po pierwsze znasz swoje limity, jeżeli używasz stale technik na lewo i prawo w trakcie bitwy - będziesz wiedzieć, kiedy kończy się energia, dzięki czemu można lepiej planować swoimi działaniami. A to, co na treningu dzieje się potem... taki trening na totalnym wycieńczeniu... myślę, że najbardziej buduje on charakter. I tutaj albo się go ma albo.... nie. Będąc w oddziale Kagady musimy walczyć do upadku, do samego końca, dla chwały klanu.
Anzou mówił powoli, poważnie, był dumny z tego, że może tak trenować. Chciał wyczerpać temat i pokryć te pytania Haruki. Miał nieco rozwinąć się w tej materii, ale znowu pojawił się on. Gzik. Ten zaczepił najpierw Harukę, a potem w charakterystycznym dla siebie stylu powiedział kilka słów do Anzou. Władca Piorunów uśmiechnął się, ponieważ ten ponownie delikatnie poprawił mu humor. To był człowiek, lub duch, cokolwiek - który wiedział jak sprawić, aby nastolatek się uśmiechnął. Haruka opowiedziała o swoim medalionie i sentencji.
- A czy ja Ci wyglądam jak ryba, Gzik?! Przecież wiadomo, że pływanie z ciężarkami to trudna sprawa, zwłaszcza jak się nie ma Chakry! Chcesz mi może pokazać jak to robić?!
Anzou wskazał Gzika palcem w charakterystyczny sposób wywołując go do odpowiedzi. Ciekawe jakby sobie radził z ciężarkiem pływając w lodowatej wodzie. Jaki zły Anmou?! Do tego te bohater brzmi identycznie jak Anzou. O co w tym wszystkim do cholery chodzi!?
- Gzik, kuźwa, przecież trenuje ile się da. Jak to mówią - robię co mogę! Ale czekaj no mi tu chwilę! Jaki zły Anmou? I czemu on do cholery brzmi jak Anzou? I czemu zły? Aaaahhhh!
Chłopak mówił szybko i pełnym emocji głosem. Wiedział, że w ten sposób raczej dotrze do Gzika, przynajmniej tak to działało do tej pory. Anzou bacznie go obserwował, o ile mógł, bo wiedział, że zapewne za chwilę zniknie i popędzi do... innego światła?
0 x

- Nizan
- Posty: 116
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Trening wyszedł lepiej niż można było się spodziewać. Mimo zgoła odmiennych podejść, jedni i drudzy dali z siebie wszystko. Kaminari stawiali wprost na siłę, wytrzymałość i niezłomność charakterów, gdzie Kujaku na kooperację, trening techniczny i zdecydowanie bardziej wyrachowane podejście do sprawy. Wkońcu jedni i drudzy zgłodnieli i zamierzali wrócić na posiłek, bo to co miał przynieść wieczór, było jedną wielką niewiadomą.
Najpierw Haruka podeszła do Yadasu pochwalić ją za to, że dała z siebie wszystko. Dziewczyna skinęła głową.
- Eee... chcę wyzwać Urasano trzecie pióro. Eee... muszę stać się silniejsza, bo naprawdę nie widziałam tego harpuna. Eee... gdyby nie Shira... eee... to byśmy chyba teraz nie rozmawiały. - powiedziała. - Eee... no i nie chcę, byś mnie dogoniła. Eee... nie lubiłam być najsłabsza. Eee... straszne uczucie. Eee... a wiem, że będziesz chciała mi deptać po piętach, więc nie zamierzam odpuscić. - wystawiła do Ciebie pięść z żółwikiem. - Eee... niech wygra najlepsza.
Yadasu postawiła sprawę jasno. Bycie najgroszym to ciągłe spojrzenia Sióstr, ale w tym było coś jeszcze. To, co Yadasu powiedziała Ci podczas gratulacji złożenia przysięgi.
"Na końcu zawsze pozostaje tylko jedno. Ty i Twoja siła. Tu akurat Chishiba się mało myliła.". I chyba dokładnie tak było. Nawet jeżeli autorytet miały Waba i Hisamida, to czy miały go tylko dlatego, bo były najstarsze? Fugata była kilka lat starsza od Ciebie, a również potrafiła zmusić dziewczyny do nauki znaków, mimo, ze Waba pierwotnie odmówiła. Z kolei Niyomi, która była albo w Twoim wieku, albo rok starsza... czy ona dałaby radę zmusić do czegoś 9 i 8 pióro? Na końcu była Shira. Liderka. Czy jej autorytet pochodził tylko i wyłącznie z bycia Liderką? Czy bardziej była Liderką, bo miała autorytet?
Chuja prawda. Wiedziałaś to. Liczyła się siła. I tutaj można było pokolorować tę prawdę na wiele różnych sposób, ale wydźwięk pozostawał ten sam. Chishiba wprost mówiła, że wyciska z dziewczyn ostatnie poty, tylko po jedno. Żeby wreszcie ją któraś pokonała.
Dalej już Haruka rozmawiała z Anzou, z którym zostali trochę w tyle. Wymienili się doświadczeniami, po czym nagle Haruka poczuła dotyk na nodze. Odwróciła się i odruchowo rzuciła w tamtym kierunku chakram.
Gzik w spowolnionym tempie widział, jak drewniany okrąg leci w jego stronę. Jego oczy zeszły się do zeza, gdy nagle chakram trafił go centralnie między oczy. Chłopak dostał tak na głowę, że odrzuciło go do tyłu, a krew trysnęła. Gzik upadł dwa metry dalej na wznak i zamiast jego oczu były tylko dymki, które świadczyły o tym, że jest nieprzytomny.
Haruka można powiedzieć, że już po pierwszym dniu treningu z chakramem kogos znokałtowała. I to w tak spektakularny sposób. Nim jednak Haruka zdążyła go przeprosić, musiała go najpierw docucić, bo Gzik leżał dobre parę minut nim odzyskał świadomość.
- Co się... co się stało? - zapytał przerażony. Ewidentnie nie pamiętał ostatnich paru minut. Dotknął się czoła i zobaczył krew. - Aaa! Anzou! Krew! Jestem ranny! Umieram! - oczywiście było to tylko rozcięcie i nic mu poważnego nie było, ale na czole wyrósł mu guz. Taki dość spory.
Potem jednak gdy udało się ogarnąć Gzika by wstał, wróciliście do rozmowy. Najpierw Haruka powiedziała o medalionie. Gzik pokiwał głową.
- Powinnaś mieć, że w Nieznane to rzucam chakramem i atakuję wszystkich dookoła. - powiedział ewidentnie naburmuszony. - Myślę, że masz bohaterski medalion. To raczej chyba powinno być tak, że nie Ty interpretujesz medalion... tylko medalion interpretuje Ciebie? Przynajmniej patrząc po Shirze. - wzruszył ramionami. - Fajna sprawa z tymi medalionami. Trochę jak posiadanie własnego Nindo. Moim Nindo jest - ocalić świat od dewastacji!
Dalej Anzou wszedł do tematu z pytaniem czy wygląda jak ryba. Gzik wzruszył ramionami.
- Średnio. Ale jesteś mokry jak ryba i trochę śmierdzisz morzem, to tak w połowie to pasujesz do opisu. - powiedział szczerząc się. Jednak na pytanie czy pokaże mu jak to robić, pokręcił głową. - Nie umiem pływać, to wolałbym nie. Poza tym, pływanie to Twoja robota. Ja piszę powieść, pamiętasz?
No i zarówno Haruka, jak i Anzou zadali konkretne pytanie. Co to do cholery jest Shinobi Neko. Gzik popatrzył na nich, jakby zapytali go czym się smaruje chleb.
- Jak to... nie znacie Shinobi Neko? - zapytał ciekawy. - Uff... to w takim razie nie wszystko stracone. Powieść nie dotarła jeszcze tutaj... to dobrze. - pokiwał głową. - Shinobi Neko to powieść dla dzieci o kotach ninja. Jest bardzo rozpoznawalna i autorka, która to pisze zyskuje mnóstwo sławy. Jak tak dalej pójdzie, to nikt nie będzie chciał czytać mojej powieści, tylko wszyscy będą czytać Shinobi Neko. - powiedział. Teraz widzieliście, że chłopak ma również swoich przeciwników, czy raczej demony, które musi pokonać. - Ostatnia część opowiada właśnie o Kociej Księżniczce Hamuce, która walczy z przywódcą złego kociego gangu Pioruna - Anmou. I jak na złość powieść kończy się akurat w miejscu, w którym Kocia Księżniczka jest złapana w pułapkę i... I KTO KOŃCZY TAK HISTORIĘ! Przecież to wymuszenie na czytelnikach, by kupili kolejną część! - chłopak złapał się za włosy. - Czekaj. Rzeczywiście! Postacie mają zbliżone imiona do Was! Ale tylko imiona. Do księżniczki to Ci chyba daleko, a Ty na przywódcę gangu też nie wyglądasz. - mruknął. - Księżniczki nie mają głowy w bandażach, a liderzy gangów są silni i nie topią się od dwóch głazów. - Gzik podrapał się po głowie. - Dobrze. Też będę miał swoją Hamukę w powieści. Muszę mieć parę, która... hmm... tam ze sobą walczyli. Yosh. Postanowione. - wskazał na was palcem. - Anzou i Haruka, bohaterowie z Atarashi, którzy walczą z przeciwnościami losu i współpracują mimo różnic klanowych! Tak jest, to świetny pomysł! - krzyknął. - Dobra, to ja lecę pisać dalej. Papa. - i zadowolony oddalił się tuptając gdzieś w innym kierunku.
Obóz Musana, Tereny za Murem
5 lat temu W namiocie panował mrok, a przy syto zastawionym stole było trzech mężczyzn. Chłopaków? Trzej Królowie siedzieli w ciszy. Asaro siedział na stole, trzymając nogi na ławie i kunaiem wydrapywał bród spod paznokci u rąk. Osanen siedział dostojnie i jadł właśnie posiłek, a Haradate chodził w jedną i drugą stronę. Zamiast jednej ręki miał protezę całego ramienia. Wkońcu nie wytrzymał i zamachnął rękami.
- SUKA! - wydarł się. - Ta SUKA odcięła mi pierdolone ramię! Rozumiecie? - powiedział ewidentnie wkurwiony. - I co, nic z tym nie zrobimy? - podszedł do Osanena, lecz ten wydawał się nieprzejęty i jadł dalej. Haradate odwrócił wzrok do Asaro. - A Ty? Przynajmniej Ty cos powiedz, kurwa. Przecież ta szmata napluła nam w pysk.
- Napluła... Tobie w pysk, będąc precyzyjnym. - odparł Asaro.
- Dałeś się porobić jak dziecko. Ciesz się, że Kapitan nic z Tobą nie zrobił w ramach kary.
Haradate uderzył pięścią w stół.
- Kurwa, nawet jakbyśmy byli we trzech to byśmy nie dali rady. To była pierdolona Chishiba, a nie jakieś... - na chwilę zamilkł. Osanen skończył jeść i odłożył pałeczki.
- Jednak zgodzę się, że to czego się dopuściła to skaza na honorze. - powiedział Osanen.
- O tym mówię! Dokładnie, kurwa, o tym mówię. Musimy coś zrobić. Nie może być tak, że wpada sobie tutaj jak do siebie i zabija wszystkich na drodze.
- To stań się silniejszy, żebyś sobie dał radę. Co, baby się boisz? - zapytał Asaro.
- Baby. Tobie jej córeczka najebała. Co, zapomniałeś jak Shirka wytarła Tobą matę? - odszczekał mu Haradate.
Chłopak rzucił mu wyzywające spojrzenie.
- Ruchałem ją, to nie chciałem jej popsuć buźki. - wysyczał.
- Wjebała Ci i tyle. Jesteś tak samo silny jak i ja, więc doskonale znam nasze możliwości.
- Skończyliście już? - zapytał Osanen. - Prawdą jest to, że Chishiba jest piekielnie silna. Drugą prawdą jest to, że Shira ją goni. Co więcej, Shira została zgłoszona do przeprowadzenia operacji wszczepu meteorytu. - powiedział, a Haradate i Asaro spojrzeli na niego... z dawką grozy. - Kapitan w ostatniej chwili to zablokował, zrzucając na jej wiek i... niestabilność emocjonalną. Tym razem udało mu się to zrobić, ale za drugim razem już mu się nie uda. - westchnął. - Panowie, Siostry Nocy nam odskoczyły. Taka jest prawda. Za bardzo im popuściliśmy.
- Poważnie? Haradate się z Tobą nie zgodzi, bo ostatnio podciera się protezą. - przewrócił oczami. - Powiedz coś, czego nie wiemy.
Osanen zrobil pauzę.
- Gdyby to nie była Chishiba... tylko ktoś inny. Czysto hipotetycznie. Jakiś... powiedzmy Soma. - Osanen spojrzał na Haradate. - Czy Kapitan walczyłby tak samo jak z Chishibą? Byłeś tam, więc widziałeś.
Haradate pokiwał głową.
- Absolutnie. To nie był on. - spojrzał na bok i jakby wahał się czy coś powiedzieć. - Dobra, kurwa, ale to tylko dla waszych uszu. - powiedział, lecz wiedział, że... to jego bracia krwi. Ich relacja była na zupełnie innym poziomie. Zdrada nie istniała w ichsiejszym słowniku. - Nie chciał jej zranić. Kurwa, ja to widzialem, rozumiecie? On jej nie chciał zranić. Osanen, o co tu chodzi? Ja się gubię.
Osanen popatrzył na nich dwóch.
- Miałem pewne podejrzenia. Jednak, nim Wam powiem, to pytanie. Co wy żeście tej dziewczynie zrobili? Że Chishiba tu przyszła?
Haradate spojrzał na Asaro.
- Kurwa, to był jego pomysł. Mówiłem, by jej nie ruszać.
Osanen spojrzał pytająco na Asaro.
- Zamazaliśmy jej skrzydła farbą na plecach. Trochę się wierciła, ale no... taki tam, miał być żart. Nudziliśmy się, a ona była taka głupio niewinna, że aż się sama prosiła.
- Rozumiem.
Osanen podrapał się po brodzie.
- Moim zdaniem Kapitan kocha Chishibę. Nie wiem czy to jest miłość romantyczna, ale ma wobec niej uczucia.
Zarówno Haradate jak i Asaro spojrzeli na Osanena, jakby powiedział im, że dwa plus dwa to pięć, a nie cztery.
- Widziałem, jak na nią patrzy. Wiem, że coś jest na rzeczy, ale nie wiem co. Jednak to, co nas uczył, a raczej czego konkretnie Ciebie uczył, Asaro, jego nie dotyczy. - spojrzał na chłopaka. - Nie myśl kutasem, szczególnie przy Siostrach Nocy. To nie są nasze koleżanki.
- Ja pierdolę, byliśmy młodzi, tak? Już mi przeszło.
- Wątpię. Z jakiegoś powodu, zawsze wzrok Was zdradza. Jednak Ty możesz robić sobie co chcesz, akurat Ciebie mam w dupie. - spojrzał na Haradate. - Ale w przypadku Kapitana... jego osąd jest zachwiany. Można powiedzieć, że jego jedyną słabością jest Chishiba. Słabością, która go zatruwa, jak kolec wbity gdzieś w miejsce, w które nie jest w stanie sięgnąć dłonią.
- To co niby proponujesz?
Osanen wstał i podszedł do drzwi namiotu. Wyjrzał na zewnątrz, po czym zasłonił płachtę i stanął pomiędzy chłopakami.
- Panowie... bracia. To, co Wam powiem... wróć, to co zrobimy... - popatrzył na nich. - To zdrada klanu. Jednak czasem trzeba wyciąć ładnego chwasta, by ogród dalej mógł się rozwijać. Nawet, jeżeli ten chwast nie wygląda na groźnego. Tym bardziej, że chodzi o naszego Kapitana. Trucizna w jego krwi pływa już zbyt długo. Nadszedł czas, byśmy tym razem to my zaopiekowali się nim. Panowie, posłuchajcie mnie uważanie, bo w tym momencie, przekroczymy granicę, z której nie da się już zawrócić. Tutaj kończy się zabawa, a zaczyna robić się poważnie. - nachylił się do nich.
- Powiem Wam, jak zabijemy Chishibę.
Gdy Anzou i Haruka weszli do siedziby Kujanari jako ostatni, wszyscy siedzieli już przy stole. Było bardzo dobrze zastawione i... dziś mieliście hotpota. Były wystawione garnki, w których gotował się bulion, mnóstwo pokrojonego jedzenia i picia. Co więcej, wszyscy już siedzieli przy stole, włącznie z Muwarą, Sandą i Yaiem. Jedyna nieobecna pozostawała Nagome. Było was... dużo. Shira widząc Was, pomachała.
- Dawajcie bo wystygnie! Gdzie Wy byliście tyle czasu!? - zapytała, mrużąc brwi. -Tylko nie mówcie, że kolejna para się wytworzyła, bo już po Yadasu i Niyomi to brakuje nam tylko Ciebie Haruko do kompletu. - powiedziała to w żartobliwym tonie, jednak Yadasu zalała się rumieńcem, a Niyomi uniosła palec w kierunku Shiry.
- Shira, chyba nie myślisz, że ja z tym burakiem coś będę świarować, co!? - na te słowa Moshi wskazał palcem w jej kierunku.
- Jak Ty wyglądasz jak bezdomna, kijem bym Cię nie tknął chudzielcu!
- Tak!? A Ty jesteś głupi jak but i wali od Ciebie gównem!
- A Ty nie dość, że jesteś głupia, to jeszcze i brzydka!
- Itadakimasu! - przerwała nagle Hisamida, która zachęciła wszystkich do jedzenia. I tak też się stało.
Podczas obiadokolacji - rozmawialiście głównie o treningu. Siostry Nocy wymieniały spostrzeżenia, które wszystkie zapisywała Urasano, zaś wśród Kaminari, Sanda z Yaiem opowiadali co działo się ciekawego w szpitalu. Gdy tak nieświadomie wszyscy spędzali sobie czas, nagle w drzwiach pojawiła się ponownie osoba zwiastująca siwy dym. Nie kto inny, jak bestia z Atarashi.
Gdy weszła do środka, nie spojrzała na Was nawet na chwilę. Wszyscy przestali na chwilę rozmawiać i patrzyli co robi. Ta jednak ruszyła wprost do drzwi i... zeszła na dół. Bez słowa. No, prawie bez słowa.
- Cześć Kagada! Jak Ci minął dzień? Dobrze, że pytasz. Nam minął świetnie. Miałam czas by poogarniać trochę wewnętrzne tematy i zajęłam się odpoczynkiem, który zleciła mi Muwara. - Shira nie odpuszczała i mówiąc to wszystko wstała i ruszyła w kierunku drzwi. - A tak w ogóle to słyszałam, że ciężko trenujesz. Co, szykujesz się do naszego sparingu? Nie przejmuj się, dam Ci fory następnym razem no i nie będę używać trybu mędrca, by nie było, że mam przewagę. No i w ogóle, zrobiłam dziś obiadokolację i czuj się zaproszona, żebys mogła...
Wtedy Kagada pojawiła się z powrotem w drzwiach. Shira odsunęła się, by zrobić jej miejsce. Kagada miała na sobie... płaszcz. Duży, klanowy płaszcz z wyhaftowanym napisem na plecach. "Seinin". Był to oficjalny płaszcz, formalny. Tak jak cała Kagada była brudna od treningu, tak płaszcz był idealnie czysty. Jakby był nowy.
- Uuu... ale masz wdzianko. - skomentowała Shira, jednak Kagada odwróciła się do niej.
- Zajęłaś się problemem? - zapytała Kagada. Była poważna. Była... inna.
- Prawie. - odparła Shira, również stając się poważniejsza.
- To się nim zajmij, bo następnym razem Sanbi Cię nie uratuje. - odparła. - Już raz Cię zdjęłam z powietrza, nie wiedząc co potrafisz. Teraz wiem. Podejdę do Ciebie dużo bardziej poważnie.
Kagada minęła ją i stanęła nad Wami. A konkretnie nad jedną osobą. Nad Anzou.
- Za mną. - wydała mu polecenie, po czym nie czekając, ruszyła do wyjścia i skierowała się w kierunku wyjścia z miasta.
Gdy Anzou opuścił siedzibę, reszta skończyła jeść. Fugata spojrzała w kierunku Haruki.
- Albo chcesz teraz iść się spotkać z Osanenem, albo Hisamida będzie uczyła Cię znaków. Wybieraj. - powiedziała wprost Fugata. Tak po prostu. Przy wszystkich.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
0 x
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Fakt, że Gzik obrywając Chakramem, utracił przytomność i delikatnie zaczął krwawić sugerował, że chyba temu jest jednak bliżej do bycia człowiekiem, aniżeli jakiś duchem czy innym Yokaiem. Anzou zdziwił się tak gwałtowną reakcją Haruki, ponieważ jedno dotknięcie wywołało w niej automatyczny odruch obronny. Nie było to typowe chyba dla Sióstr Nocy, takie zachowanie bardziej przypominało klan Kaminari, który często najpierw reagował automatycznie, a potem dopiero używał rozumu. Na całe szczęście Duszek czy też Skryba szybko doszedł do siebie i był cały i zdrowy, mały guz jednak wiosny nie czyni, wyliże się z tego. Władca Piorunów ucieszył się, że nic mu nie jest.
- Widzisz Gziku, musisz poprawić swoje mityczne pojawianie się, niektórzy różnie na to reagują. Ciesz się, że Haruka nie odcięła Ci głowy, bo nigdy nie skończyłbyś swojej powieści. A to byłoby bardzo smutne również dla mnie!
Anzou mówił powoli i dość spokojnie, nie chciał robić tego za szybko, ponieważ nie wiedział jak z funkcjami poznawczymi u Gzika. Jednak sądząc po dalszych słowach, które wypowiedział - raczej było wszystko w porządku. Praktycznie jak nigdy nic przeszedł do dalszego dialogu. Nastolatek uważnie go wysłuchał i kilkukrotnie parsknął śmiechem słysząc to, że sam śmierdzi jak ryba, ale co było najdziwniejsze tej historii o Shinobi Neko było to ogromne podobieństwo w nazwach, Anmou i Hamuka. Dwie istoty, które walczą przeciwko sobie. Do tego jeszcze ta tajemnicza pułapka! Tutaj można nawet powiązać to z tym, co nadchodzi, czyżby spotkanie z jednym z wysłanników Musana? Nastolatek marszczył czasami brwi słysząc to co mówi jego towarzysz. Skierował na niego swój wzrok szykując w głowie swoją odpowiedź, w momencie, gdy ten skończy swój dialog.
- Gziku, nie wierzę, że nie potrafisz pływać! Potrafisz praktycznie... pojawiać się znikąd, ot tak, bez większego problemu, a trochę wody jest dla Ciebie wyzwaniem? Nie ściemniasz mi tutaj? A jeżeli chodzi o Shinobi Neko... ja nigdy tego nie widziałem, nie słyszałem. Podróżuję trochę po świecie, staram się go zwiedzać na tyle, ile to możliwe pomiędzy wykonywaniem misji, ale nigdy na to nie trafiłem. Może jednak jest to powiązane z tym, że to historia dla dzieci. Mimo wszystko, jeżeli to coś dla dzieci, to może Twoja powieść powinna być skierowana do dorosłych? Co o tym myślisz? Wtedy nie musiałbyś konkurować, a rynek stoi przed Tobą otworem! Ten Anmou, jest chociaż w jakiś sposób... przystojny, ładny? Wtedy zdecydowanie więcej podobieństwa można by było dostrzec... Ciekawe co to za pułapka, masz jakiś pomysł?
Anzou skierował to mówiąc powoli, zrozumiale. Obserwował Gzika, jego reakcje próbując wywnioskować z nich cokolwiek. Mowa ciała czasami zdradza wiele, natomiast Gzik był sprytny i czasami Anzou miał wrażenie, że ukrywa coś pod tą maską, pod tą postacią 'głupkowatości'. Sam Gzik w swoim stylu oddalił się, a Anzou i Haruka zbliżali się do siedziby Kujanari. Gdy Gzik zniknął - nastolatek spojrzał na Harukę.
- Duchy chyba nie krwawią, Yokaie też, prawda? Gzik to chyba człowiek, ale... nie wiem skąd, jak... Nigdy nie spotkałem kogoś takiego.
Podsumował całe zajście Niebieskooki i dotarł po chwili do siedziby, w której panowała istna biesiada. Zapachy od razu uderzyły w nos Anzou, który poczuł jedno - pyszne jedzonko. Anzou poczuł też jak kąciki jego ust unoszą się do góry. Uczta. Po takim treningu jest to ukojenie, którego potrzebuje. Shira przywitała Harukę i Anzou, który od razu skierował na nią swój wzrok.
- Do pary to nam daleko, ale... zeszło nam, bo... nie będę tutaj owijać w bawełnę. Spotkaliśmy Gzika.
Anzou nie zamierzał mówić nic więcej. Nie wie czy Shira wie kto to, czy też cokolwiek więcej o nim od samego Anzou, ale chłopak nie zamierzał tutaj niczego ukrywać. Grał w otwarte karty, był szczery, chciał, aby wszyscy posiadali te same informacje co on. Nastolatek po wypowiedzeniu tych słów skierował się na szybko do miejsca, w którym miał drugi strój, który zakupił też w międzyczasie, delikatnie się ogarnął i wtedy rozpoczął ucztę. Musiał dobrze wyglądać, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy zjawi się tutaj Chino. Nastolatek raczył swoje kubki smakowe pysznym bulionem, mięsem i czuł, jak energia wraca do jego ciała. Jak białko i węglowodany uzupełniają utracone makroskładniki. To bardzo przyjemne uczucie. Nastolatek pamiętał również o odpowiednim nawodnieniu. Chwilę później pojawiła się Kagada. Shira w typowy dla siebie sposób nawiązała z nią dialog, jednak zachowanie Kagady było nieco inne. Ta nie wchodziła w jakieś gierki, a ton jej wypowiedzi odbiegał od tego, do którego można się przyzwyczaić. Sam płaszcz Kagady był piękny. Dobór kolorów, materiałów i ten napis... budował odpowiednią rangę do wydarzeń, które zapewne zaraz nastąpią. Sam fakt ubrania takiego stroju raczej świadczył o jednym - negocjacje i akcja raczej się zaraz zaczną na dobre. Chłopak obserwował Kagadę, która chwilę później stanęła za nim i wypowiedziała dwa słowa, których nie trzeba było powtarzać. Nastolatek wstał, podziękował za ucztę i wyszedł za Kagadą, wyprostowany i dumny.
- Ładny płaszcz.
Skomentował jedynie na zewnątrz, ale jego twarz już się nie uśmiechała. Szedł za swoją przywódczynią, za Bestią z Atarashi, która prowadziła go... za miasto. Anzou przełknął ślinę, ponieważ nadchodzi chyba czas spotkania z przywódczynią klanu. Jego serce waliło jak młot. Dawno taki stres mu nie towarzyszył. Oby wszystko jednak przebiegło bez większych komplikacji. Zanim jednak chłopak wyjdzie poza miasto, tuż po wypowiedzeniu słów o płaszczu postanowił zapytać Kagadę jeszcze o jedną rzecz.
- Czy wiesz kto to Gzik?
- Widzisz Gziku, musisz poprawić swoje mityczne pojawianie się, niektórzy różnie na to reagują. Ciesz się, że Haruka nie odcięła Ci głowy, bo nigdy nie skończyłbyś swojej powieści. A to byłoby bardzo smutne również dla mnie!
Anzou mówił powoli i dość spokojnie, nie chciał robić tego za szybko, ponieważ nie wiedział jak z funkcjami poznawczymi u Gzika. Jednak sądząc po dalszych słowach, które wypowiedział - raczej było wszystko w porządku. Praktycznie jak nigdy nic przeszedł do dalszego dialogu. Nastolatek uważnie go wysłuchał i kilkukrotnie parsknął śmiechem słysząc to, że sam śmierdzi jak ryba, ale co było najdziwniejsze tej historii o Shinobi Neko było to ogromne podobieństwo w nazwach, Anmou i Hamuka. Dwie istoty, które walczą przeciwko sobie. Do tego jeszcze ta tajemnicza pułapka! Tutaj można nawet powiązać to z tym, co nadchodzi, czyżby spotkanie z jednym z wysłanników Musana? Nastolatek marszczył czasami brwi słysząc to co mówi jego towarzysz. Skierował na niego swój wzrok szykując w głowie swoją odpowiedź, w momencie, gdy ten skończy swój dialog.
- Gziku, nie wierzę, że nie potrafisz pływać! Potrafisz praktycznie... pojawiać się znikąd, ot tak, bez większego problemu, a trochę wody jest dla Ciebie wyzwaniem? Nie ściemniasz mi tutaj? A jeżeli chodzi o Shinobi Neko... ja nigdy tego nie widziałem, nie słyszałem. Podróżuję trochę po świecie, staram się go zwiedzać na tyle, ile to możliwe pomiędzy wykonywaniem misji, ale nigdy na to nie trafiłem. Może jednak jest to powiązane z tym, że to historia dla dzieci. Mimo wszystko, jeżeli to coś dla dzieci, to może Twoja powieść powinna być skierowana do dorosłych? Co o tym myślisz? Wtedy nie musiałbyś konkurować, a rynek stoi przed Tobą otworem! Ten Anmou, jest chociaż w jakiś sposób... przystojny, ładny? Wtedy zdecydowanie więcej podobieństwa można by było dostrzec... Ciekawe co to za pułapka, masz jakiś pomysł?
Anzou skierował to mówiąc powoli, zrozumiale. Obserwował Gzika, jego reakcje próbując wywnioskować z nich cokolwiek. Mowa ciała czasami zdradza wiele, natomiast Gzik był sprytny i czasami Anzou miał wrażenie, że ukrywa coś pod tą maską, pod tą postacią 'głupkowatości'. Sam Gzik w swoim stylu oddalił się, a Anzou i Haruka zbliżali się do siedziby Kujanari. Gdy Gzik zniknął - nastolatek spojrzał na Harukę.
- Duchy chyba nie krwawią, Yokaie też, prawda? Gzik to chyba człowiek, ale... nie wiem skąd, jak... Nigdy nie spotkałem kogoś takiego.
Podsumował całe zajście Niebieskooki i dotarł po chwili do siedziby, w której panowała istna biesiada. Zapachy od razu uderzyły w nos Anzou, który poczuł jedno - pyszne jedzonko. Anzou poczuł też jak kąciki jego ust unoszą się do góry. Uczta. Po takim treningu jest to ukojenie, którego potrzebuje. Shira przywitała Harukę i Anzou, który od razu skierował na nią swój wzrok.
- Do pary to nam daleko, ale... zeszło nam, bo... nie będę tutaj owijać w bawełnę. Spotkaliśmy Gzika.
Anzou nie zamierzał mówić nic więcej. Nie wie czy Shira wie kto to, czy też cokolwiek więcej o nim od samego Anzou, ale chłopak nie zamierzał tutaj niczego ukrywać. Grał w otwarte karty, był szczery, chciał, aby wszyscy posiadali te same informacje co on. Nastolatek po wypowiedzeniu tych słów skierował się na szybko do miejsca, w którym miał drugi strój, który zakupił też w międzyczasie, delikatnie się ogarnął i wtedy rozpoczął ucztę. Musiał dobrze wyglądać, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy zjawi się tutaj Chino. Nastolatek raczył swoje kubki smakowe pysznym bulionem, mięsem i czuł, jak energia wraca do jego ciała. Jak białko i węglowodany uzupełniają utracone makroskładniki. To bardzo przyjemne uczucie. Nastolatek pamiętał również o odpowiednim nawodnieniu. Chwilę później pojawiła się Kagada. Shira w typowy dla siebie sposób nawiązała z nią dialog, jednak zachowanie Kagady było nieco inne. Ta nie wchodziła w jakieś gierki, a ton jej wypowiedzi odbiegał od tego, do którego można się przyzwyczaić. Sam płaszcz Kagady był piękny. Dobór kolorów, materiałów i ten napis... budował odpowiednią rangę do wydarzeń, które zapewne zaraz nastąpią. Sam fakt ubrania takiego stroju raczej świadczył o jednym - negocjacje i akcja raczej się zaraz zaczną na dobre. Chłopak obserwował Kagadę, która chwilę później stanęła za nim i wypowiedziała dwa słowa, których nie trzeba było powtarzać. Nastolatek wstał, podziękował za ucztę i wyszedł za Kagadą, wyprostowany i dumny.
- Ładny płaszcz.
Skomentował jedynie na zewnątrz, ale jego twarz już się nie uśmiechała. Szedł za swoją przywódczynią, za Bestią z Atarashi, która prowadziła go... za miasto. Anzou przełknął ślinę, ponieważ nadchodzi chyba czas spotkania z przywódczynią klanu. Jego serce waliło jak młot. Dawno taki stres mu nie towarzyszył. Oby wszystko jednak przebiegło bez większych komplikacji. Zanim jednak chłopak wyjdzie poza miasto, tuż po wypowiedzeniu słów o płaszczu postanowił zapytać Kagadę jeszcze o jedną rzecz.
- Czy wiesz kto to Gzik?
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 599
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
- Niech wygra najlepsza. - Haruka odwzajemniła żółwika, w pełni akceptując wyzwanie Siostry. Nie była pewna, skąd dokładnie wypływa motywacja Yadasu, ale jak o nią chodzi, raczej niekoniecznie chodziło o to, żeby po prostu przeskoczyć wyżej w hierarchii, a po prostu o to, by nie odstawać od reszty - a jeśli już, to wyżej i być w stanie w pełni pomagać pozostałym Siostrą. Ilość piór miała dla niej drugo, jeśli nawet nie trzeciorzędne znaczenie. Miała też wrażenie, że to, że Fugaty słuchano - wynikało nie tyle z jej siły, co z rozsądku, z którym mówiła i nieustraszonej, szczerej podstawy. Podobnie było z Muwarą - nawet jeśli nie była najsilniejsza, reszta potrafiła jej posłuchać kiedy tylko było trzeba.
Niemniej - siła na pewno była przydatna. Niestety.
Tymczasem, kiedy pojawił się gzik, a jej chakram poleciał w jego stronę - i ku jej własnemu zdziwieniu, trafił - natychmiast poderwała dłonie do twarzy, po czym rzuciła się, żeby mu pomóc. Kiedy udało się go ocucić, a Gzik zaprotestował przeciwko takiemu traktowaniu, odpowiedziała mu.
- Przepraszam, to było... instynktowne. Poza tym, jeśli to Nieznane nagle się za mną pojawia i szturcha w nogę, to wybacz, ale jestem usprawiedliwiona. - odparowała chłopakowi, zaraz jednak skupiając się na tym, co mówił. Sugestia, że to medalion miał niejako zinterpretować ją samą, była... interesująca. Nie miała jednak na razie pojęcia, jak w praktyce miałoby to wyglądać, dlatego tylko skinęła głową i skomentowała dalszą część wypowiedzi. - Niezłe. Jak namówisz jeszcze kogoś, to możecie stworzyć cały wierszyk w ten sposób. Coś na zasadzie, powiedzmy... "By ocalić świat od dewastacji. By zjednoczyć wszystkie ludy naszej nacji." I coś dalej. Każda nowa osoba mogłaby dokładać swój wers. jak myślisz? -
Potem zachichotała lekko, kiedy Gzik porównał Anzou do ryby. A kiedy przyszło do rozmowy o Shinobi Neko, przechyliła głowę nieco w zastanowieniu.
- Wiesz, w sumie to ma to sens... podtrzymuje ciekawość czytelnika. Chociaż... jest strasznie frustrujące, jak nie wiesz co dalej. Trochę przypomina mi to uczucie tuż przed tym, jak ruszyłyśmy do lotu przed... przed bitwą. Jak stoisz na granicy klifu, widzisz Siostrę przed tobą, która znika w przepaści i wiesz, czekasz już, kiedy to ty podejmiesz ten krok. To oczekiwanie było... chyba jednym z najbardziej emocjonujących elementów. - spróbowała wyjaśnić, po czym widząc, że Gzik znowu gdzieś się oddala, pomachała mu tylko na pożegnanie i skupiła na pytaniach Anzou.
- Krwawi, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Wiele Yokai potrafi przybrać fizyczną formę i krwawić w podobny sposób. Tak naprawdę... ech, potrzebowalibyśmy tutaj kogoś z Mateki, najlepiej jednej z ich sekt, żeby to zweryfikował. Nie wiem, czy czasem nie posiadali jakichś technik na to. - westchnęła, równie skołowana prawdziwą naturą Gzika, co Anzou. Póki co - poza okazjonalnym przestraszeniem ich - chyba nie... nie przydarzyło mu się jakkolwiek ich skrzywdzić, ani podsłuchać czegoś istotnego. Wydawał się zupełnie nieszkodliwy, a jednocześnie sam fakt, że potrafił tak nagle znikać i się pojawiać, był niepokojący...
...zaraz.
Otwarła medalion, wyjmując z niego zwinięty rysunek od Gzika, oglądając go dokładnie ze wszystkich stron, w tym pod światło powoli zachodzącego słońca. Nie wiedziała czego do końca szuka, ale... może coś znajdzie?
Kiedy dotarli do siedziby, jej brzuch zaburczał, a ona sama szybko ruszyła, żeby usiąść i zacząć jeść, zachwycona posiłkiem. Jednocześnie na stwierdzenie Anzou, pokiwała tylko głową, potwierdzając, że owszem - tak właśnie było. Cieszyła się też, że Shira wyraźnie wróciła - przynajmniej na ten moment - do dawnej siebie. Uśmiechnęła się też na wymianę "uprzejmości" między Moshim a Niyomi. W jakiś sposób wydawali się do siebie dopasowani, chociaż nie umiała stwierdzić, czy potencjalnie na zasadzie romantycznej, czy bardziej... siostrzano-braterskiej. Podejrzewała, że mogło to pójść w obu kierunkach.
Potem... pojawiła się Kagada, jak zwykle po treningu, na którym pozostała najdłużej chyba ze wszystkich. Shira tradycyjnie starała się zaprzyjaźnić, ale to co ją szczególnie zdziwiło, to pojawienie się Kagady w formalnym płaszczu - oraz wyszczególnienie Anzou jako tego, który miał jej towarzyszyć. Uniosła brew nieco pytająco w stronę Anzou, podejrzewała jednak, że cokolwiek to miało być - mogło mieć dużo do czynienia z armią Kaminari u bram.
A co do samych armii... Fugata przypomniała jej o tym, co ją czeka.
Onasen tkwił gdzieś w tle jej myśli przez cały trening. Obracała w myślach to, co mówiła liderka i mentorka. Wiedziała, że spotkanie może pójść... w każdym kierunku. Jednocześnie - raczej nie chodziło o to, żeby zrobić jej krzywdę, przynajmniej... nie bezpośrednio? Gdyby mieli ją porwać - stałoby się to raczej jeszcze przed ceremonią, przynajmniej na to liczyła. Jaki jednak mieli w tym cel?
Nie miała pojęcia i nie miała sposobu go poznać, jeśli się nie spotka z tym osobnikiem. Trucizna? Czy może miała być tylko pionkiem w jakimś podstępie, który zaszkodzi samej Shirze? To było najbardziej prawdopodobne. Będzie musiała bardzo uważać na słowa. Na gesty pewnie też... a po spotkaniu przeszukać wszystko i sprawdzić, czy nie... nie wiedziała w sumie co dokładnie. Nie przylepiono jej wybuchowej notki do pleców?
Spojrzała na Fugatę.
- Chcę zobaczyć, kim jest. Spotkam się z nim. Potrzebuję tylko wiedzieć, czy jest coś, o czym kategorycznie nie powinnam wspominać. I czy powinnam również... unikać jedzenia i picia czegokolwiek w jego obecności.- powiedziała, wstając od stołu i patrząc zarówno na mentorkę, Shirę, jak i Muwarę.
Popełniała błąd? Czy właśnie dawała Siostrom dodatkową szansę?
Nie wiedziała tego.
0 x
- Nizan
- Posty: 116
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Zarówno Haruka jak i Anzou próbowali dowiedzieć się coś więcej o Gziku. Ten mały ancymon stanowił zagadkę nie tylko dla naszych bohaterów, ale również dla Shiry i innych. Co jednak najważniejsze, po ataku Haruki okazało się, że Gzik krwawi. Dla Anzou był to jasny sygnał, że chłopak jest człowiekiem, lecz Haruka tutaj wyjaśniła mu, że yokai też potrafią przybierać fizyczne lub materialne formy. Co więcej, zasugerowała, że najlepiej byłoby zapytać kogoś z klanu Mateki jako specjalistów od Oni i yokai by zweryfikowali kim jest Gzik. Otóż, istotnym tutaj jest wspomnienie, że Siostry Nocy można powiedzieć stanowią trochę bliźniaczy... a raczej siostrzany odpowiednik do tej specjalizacji wśród Mateki. Jeżeli chodzi o klan Kujaku, to Siostry Nocy od zawsze były specjalistkami do spraw yokai i podobnych, lecz akurat Siostry Nocy ich nie badały. Siostry Nocy były od ich eksterminacji.
Gdy Gzik dostał w głowę, Haruka uniosła dłonie do ust i zaczęła odrazu pomagać chłopakowi się pozbierać. Nie dała sobie jednak przypisać całości winy. Chłopaka jednak nie interesowało to jednak tak bardzo, jak to, że ta podpowiedziała mu kolejną część motto.
- By zjednoczyć wszystkie ludy naszej nacji? Hmm... nie wiem czy się da. Jednak rzeczywiście, gdyby się to udało, to byłby istotnie bohaterski czyn. W takim razie potrzebujemy teraz by Anzou dołożył swoją część. Mamy już "By ocalić świat od dewastacji" i "By zjednoczyć wszystkie ludy naszej nacji". Anzou, teraz Ty musisz.
Potem Haruka wyjaśniła, jakie uczucie towarzyszyło jej przed pierwszym lotem. Co ciekawe, Gzika to zainteresowało.
- Skakanie w przepaść to dość ryzykowne zajęcie. - powiedział zamyślony. - Ktoś kto Wam kazał tak robić, to jest nieźle pokręcony.
Anzou wykorzystał moment, by powiedzieć, że nie wierzy w to, że Gzik nie potrafi pływać. Pojawianie się znikąd było zagadką, jednak na ten moment Gzik nie wydawał się zbytnio groźny. Raczej był przyjacielski.
- No nie umiem pływać. Skąd mam umieć jak nigdy mnie nikt tego nie nauczył, co? - powiedział, po czym ewidentnie lubił temat Shinobi Neko. Mogliście mieć nawet podejrzenia, czy on sam... nie jest fanem tej powieści. - Moja powieść jest skierowana dla wszystkich. Przynajmniej chciałbym, żeby tak było.
Potem padło pytanie, czy Anmou jest przystojny, na co Gzik ewidentnie się naburmuszył.
- Anmou to kot. Wszystkie koty są super. Mają puchate futerko i jak się je głaszcze to wtedy wszystko staje się lepsze. Jednak moim ulubionym kotem jest kot Hikiri. Kot pani co sprzedaje ryby nad wodą. Jest świetny, musicie go poznać i pogłaskać. Lubi strasznie jak się go drapie pod brodą.
Anzou dopytał na temat tego, jaka to może być pułapka.
- Kocia Księżniczka jest świetna. Ona zawsze wie co zrobić i dlatego jestem pewny, że ta pułapka to tylko jakieś udawane coś. Napewno da sobie radę.
Dalej był już etap kolacji, gdzie zarówno Anzou jak i Haruka poświęcili trochę czasu na rozmowy ze wszystkimi, co skończyło się wraz z pojawieniem się Kagady. Anzou i Haruka mieli się rozstać i we dwójkę być bohaterami oddzielnych ścieżek. Czy będzie dane im się jeszcze spotkać?
Haruka poświęciła jeszcze czas by wyjąć rysunek od Gzika i obejrzeć go z każdej strony. Pod światło, bez światła, z jednej i drugiej strony i mogła ze zdziwieniem stwierdzić, że... oprócz rysunku, nic tam nie było.
Anzou szedł za Kagadą przez osadę, która w płaszczu z napisem seinin wyglądała... poważnie. Nawet na wojnie, nie miała go założonego, co było dość... logiczne. Wkońcu było jasne, że Shira będzie polować na nią, a Kagada na Shirę, więc świecenie płaszczem byłoby totalnie bez sensu. Jednak pytaniem jest, czemu nie dała w takim razie płaszcza Sandzie? Na czas manewrów?
Anzou skomentował, że płaszcz jest ładny, lecz Kagada nie odpowiedziała mu nic na te słowa. Dziewczyna szła wyprostowała i jej aura była jakaś taka... dziwna do opisania. Nie była to do końca Kagada. Albo inaczej mówiąc, nie była to Kagada, którą znał Anzou. Pytaniem było teraz, która Kagada była prawdziwa?
Na pytanie o Gzika, Kagada odwróciła głowę. Trochę nie wiedziała co Ty do niej mówisz, a raczej o co pytasz.
- Twaróg z śmietaną z cebulą i pieprzem?
Wyszliście poza miasto. Oczywiście, strażnicy nie mieli jaj by nawet spojrzeć w Waszą, a raczej Kagady stronę, więc wyszliście z osady niczym na jakiś spacer. Wtedy to zobaczyłeś.
Przed Wami były obozy armii Kaminari. To już nie był zlepek namiotów, tylko pierdolona, przynajmniej tysięczna armia, która rozbiła prawdziwy obóz wojenny. Widziałeś w tym maszyny oblężnicze i nie tylko. To już nie był 82 oddział. Mnóstwo żołnierzy, ale nie tylko zwykłych żołnierzy. Mnóstwo shinobi. Kunoichi. Chino nie żartowała. Wzięła wszystkich, których mogła. Teraz dopiero dotarło do Ciebie, jak sprawa jest poważna. Dotarło do Ciebie nie tylko to. To co mówiła Waba przy stole, która próbowała Was cały czas ostrzec przed tym, co może nadejść. Jak coś pójdzie nie tak, następnym razem gdy zobaczysz Harukę czy Fugatę, to już nie jako towarzyszy. Tylko jako śmiertelnych wrogów.
Gdy Kagada szła środkiem, Ty podążałeś za nią. Widziałeś spojrzenia ludzi, którzy patrzyli na nią z mieszanką strachu, autorytetu, szacunku. Była osobistością i to... znaną. Płaszcz na jej plecach w świetle, który był rzucany przez pochodnie wyglądał coraz bardziej, jakby to ona była liderką Kaminari, a nie Chino. Nikt nie śmiał Was zatrzymywać. Nawet nikt się do Was nie odezwał. Czasami, starsi shinobi oddawali krótki pokłoń Kagadzie, ale taki bardziej na skinięciu głową. Kim była ta baba, co właśnie prowadziła Cię przez środek obozu Kaminari? Prawda była taka, że spędziłeś z nią mnóstwo czasu, a nie wiedziałeś o niej nic. Nie wykorzystałeś tego czasu najlepiej, stąd trudno było Ci jakkolwiek się połapać w tym, co teraz się dzieje.
Na samym środku był postawiony największy namiot jaki widziałeś w obozie. Przypominał trochę ten namiot medyczny z Sogen, podczas wojny z dzikimi. Przed nim było mnóstwo straży i co chwilę ktoś się kręcił. Pojawienie się Kagady na ich radarze sprawiło... że nie wiedzieli jak zareagować. Zatrzymać ją? Zapytać o cel wizyty? No nikt nie miał nasrane w głowie, ani nikt nie był Shirą, by jawnie prowokować Kagadę. Dlatego Kagada niczym taran weszła do środka, a Ty za nią.
W środku była tylko jedna osoba i to odwrócona do Was plecami. Chino Kaminari. Ubrana w swój tradycyjny czarny strój. Zamiast jednej nogi miała drewnianą protezę.
- Mówiłam, że ma nikt nie przyłazić, tak?! - krzyknęła, po czym odwróciła się. Na twarzy miała przepaskę zasłaniającą brak oka.
Chino zmrużyła oko, a Kagada ruszyła w jej kierunku. Dziewczyny stanęły naprzeciwko siebie. Kagada była zdecydowanie większa i masywniejsza od Chino.
- Suka z Atarashi we własnej osobie. - powiedziała Chino.
- Shirei-kan bez nogi i oka we własnej osobie. - odparła Kagada.
We dwie były śmiertelnie poważne, po czym zdarzyło się coś, co mogło sprawić, że Anzou zamarł. Nagle kobiety złapały się objęciem i pierwszy raz widziałeś, jak Kagada kogoś przytula. Pierwszy raz widziałeś... inną stronę Kagady. Kobiety ścisnęły się mocno, po przyjacielsku. Dość długo się tak trzymały, a gdy puściły, Chino przemówiła pierwsza.
- Ile my żeśmy się już nie widziały? Czemu nie przyszłaś na moje zaprzysiężenie, co? Jebnąć Ci?
- Kiedy Ty bawisz się w shirei-kana, ja odbijam całe północne wybrzeże. Poza tym, z Twoim obecnym... stanem, to jebnąć, to co najwyżej możesz się w czoło.
- Weź mi nic nie mów, nawet nie wiesz, jak mnie to wszystko wkurwia. Nic, tylko siedzę i podpisuję jakieś gówniane papiery, albo wydaję decyzję o których nie mam bladego pojęcia. Chino-dono to, Chino-dono tamto! - machnęła ręką w prawo i lewo. - Zostałam liderką, bo myślałam, że będę mogła robić co chcę. A ja mam cały dzień rozplanowany przez jakichś asystentów. Nawet na jebaną bitwę nie dali mi przyjść.
- I dobrze, bo się nie nadajesz. Zobacz jak Ty kurwa wyglądasz.
- No jak kto niby?
Kagada wyszczerzyła się.
- Jak Kaminari, ale taki bliżej emerytury jak dwudziestki, hah! - pierwszy raz w życiu Kagada się zaśmiała. Umiała się śmiać.
Chino wyszczerzyła się.
- Nadal umiem przyjebać. Zresztą, to tylko przejściowe. Uwierz mi, że miałam mnóstwo czasu by myśleć. Tobie się zdarza myśleć? Od czego masz głowę?
- Jem niom. - odparła Kagada i ponownie we dwie wybuchnęły śmiechem.
- Ale te płaszcze seinina to dojebane mamy. Wyglądasz kozak.
- Nie pamiętam kiedy go ostatnio miałam na sobie. Trochę przy ciasny, bo urosłam po treningu.
- Chyba od żarcia. Dobra, pijemy coś? Weź, bo nawet chlać nie mogę za bardzo. Rozumiesz, że muszę pić po CICHU bo mnie opierdalają? Jak pije w biurze? Czuję się jakbym miała piętnaście lat i musiała ukrywać się przed matką. Co zresztą jest prawdą, bo matka jest moją główną doradczynią i wprowadziła mi gorszy rygor jak... a szkoda gadać.
- Przyszła z Tobą?
- Tak, kręci się gdzieś tutaj. Dobra, chodź gulniemy coś.
- Poczekaj, przyprowadziłam Ci Twojego ulubieńca. - powiedziała, po czym odsunęła się i Chino dopiero Cię zobaczyła. - Stwierdziłam, że będziesz chciała się przywitać.
Chino jednak gdy Cię zobaczyła... nie zareagowała odrazu. Popatrzyła na Ciebie i powoli ruszyła w Twoim kierunku. Stanęła przed Tobą. Właśnie byłeś metr od Shirei-kan klanu Kaminari. Chino wystawiła w Twoim kierunku rękę, jakby na coś czekała.
- Gdzie mój sharingan i najlepsza proteza ayatsuri? - zapytała, a jej ton był ostry. Nigdy nie zwracała się tak w Twoim kierunku. - Lepiej, żebyś miał go w kieszeni, a proteza była za duża by ją wnieść do środka.
Haruka w siedzibie Kujanari dostała wybór. Albo nauka znaków, albo spotkanie z Osanenem. Stety lub niestety jej ciekawość wzięła górę i stwierdziła, że spotka się jednak z Królem Musana. Wprost jednak zapytała, czy powinna cos wspominać lub nie, czy powinna unikać jedzenia i picia. W skrócie poprosiła o rady.
Pierwsza o dziwo wystawiła się Hisamida, która popatrzyła na Haruke... trochę z pogardą? Trochę ze smutkiem?
- W ogóle nie powinnaś tam iść po pierwsze. Jesteś za młoda na zabawę w polityka. - powiedziała Hisamida, a co ciekawsze - Waba się za nią wstawiła.
- O dziwo się zgadzam z Hisamidą. Naprawdę myślisz Haruko, że jesteś kimś znaczącym? Inicjują spotkanie tylko dla własnych korzyści. - westchnęła. - Zawsze tak jest, gdy młode dziewczyny dostają szansę zabłysnąć.
Muwara była zmieszana tym co usłyszała i popatrzyła trochę rozdarta na 9 i 8 pióro, ale i na Shirę. Tamta jednak machnęła dłonią.
- Wyolbrzymiacie jak zawsze. - powiedziała z typowym dla siebie luzem. - Nie ma lepszej nauki, jak nauka na własnym ciele, prawda? Co z tego, że wyjaśniłyśmy Haruce co i jak, jak ona musi zobaczyć to wszystko sama. - Shira wzruszyła ramionami. - Takie są teraz czasy, tak? Młodzi muszą uczyć się sami i ja to szanuję.
Muwara zrobiła minę jakby właśnie dowiedziała się, że właśnie zarobiła kolejny dyżur w szpitalu.
- Ani dnia spokoju. Naprawdę, ani dnia spokoju. Zaraz mamy negocjacje, a Wy... a zresztą, co ja się będę produkować. - powiedziała, po czym podeszła do Haruki i złapała ją za rękę. Jednym ruchem podciągnęła Ci rękaw i złożyła pieczęci, po czym przyłożyła do ręki. Poczułaś jak chakra rozlała Ci się po ciele i coś... zostało w Tobie zapieczętowane. - Osanen to użytkownik genjutsu. Nawet, jeżeli weźmiesz ze sobą kogokolwiek, bo zakładam, że Shira samej Cię nie puści, to jedno. Drugie, że jak złapie Cię w genjutsu, co zakładam, że zrobi, to nikt nie będzie wiedział co się z Tobą dzieje. Będziesz siedziała i wyglądała jakby nigdy nic. Zakładam Ci jednorazową pieczęć kai. Jak poczujesz ciepło na dłoni i pieczęć Ci zniknie, to wiedz wtedy, że zostałaś potraktowana genjutsu. - wyjaśniła Muwara. - Jak złapie Cię w genjutsu, to będzie mógł z Tobą zrobić dosłownie wszystko. I nikt tego nie udowodni. To tak żebyś wiedziała. - powiedziała, po czym Shira wyglądała na ewidentnie rozbawioną.
- Aj tam. Haruka i tak za dobrze się trzymała psychicznie. Za bardzo od nas odstawała. Poza tym, może Osanen wyświadczy nam przysługę i przeprowadzi Haruce szkolenie lepsze niż wszystkie razem. Albo... - i Shira zrobiła uśmiech do Haruki taki, jakby... coś sugerowała. Jednak tylko Shira i Haruka wiedziały co, no i trochę Fugata. - ... Haruka przeprowadzi szkolenie Osanenowi.
Fugata na te słowa spiorunowała wzrokiem Shirę, ale ta była ewidentnie zadowolona.
- Dobra, a tak bez żartów to masz pół godziny Haruko. Weź trochę nogi odsłoń czy coś, to może powie coś ciekawego. Generalnie Ty i tak mało wiesz, to możesz w sumie opowiadać o wszystkim. - Shira spojrzała w kierunku Fugaty. - Weź Niyomi i po 30 minutach wyciągnijcie ją. Nawet siłą. A po wszystkim pogońcie go z osady. Tylko... skutecznie. - Shira rzuciła wymowne spojrzenie Fugacie.
Niyomi jak usłyszała, ze idzie na aferę to wystrzeliła w górę.
- NARESZCIE! Jeny myślałam, że się zanudzę. Ale akcja, ale mu obiję kichy o panie. - Niyomi odwróciła się do Fugaty. - Ale nie wtrącaj się dobra? Jeden na jeden biorę.
- Ej! Ja też chcę iść na aferę!
- Niestety, tutaj akurat to w pełni sprawa klanu Kujaku. Może następnym razem.
Fugata nie skomentowała tego w żaden sposób tylko... westchnęła. Odwróciła głowę do Shiry.
- Jesteś głupia, że jej na to pozwalasz. - po czym odwróciła się do Niyomi. - Chodź, zajmiemy pozycję. - a następnie do Haruki. - Musisz iść sama, by wyglądało to wiarygodnie.
Wtedy też Haruka mogła przygotować się jakoś do spotkania i ruszyć do południowej strażnicy, czyli tam gdzie wskazał miejsce Osanen. Było już dość ciemno i zbytnio nie było ludzi. Gdy dotarłaś na miejsce, zobaczyłaś dziwny widok. Był rozłożony duży koc, na środku stało kilkanaście przekąsek i stały dwie szklanki z butelką, jakiegoś trunku.
Osanen leżał sobie na plecach, jakby nigdy nic i za głową miał założone ręce. Jedną nogę mial zgiętą, a drugą trzymał na niej. Patrzył w niebo.
- Przyszłaś, nieźle. - powiedział, ewidentnie zaskoczony. - Dziś jest piękna, gwieździsta noc. Kto by pomyślał, że wszyscy żyjemy pod tym samym, pięknym niebem. - westchnął. - Tak czułem, że przyjdziesz najedzona, albo nie będziesz chciała nic ode mnie wziąć, to nie szykowałem niewiadomo jakiej zastawy. Tak o, żebyśmy mogli miło spędzić czas. - odwrócił się w Twoim kierunku i rozszerzył oczy. - Co Ci się stało w głowę? Trening? Zresztą, dla mnie i tak jesteś piękna. - chłopak dźwignął się powoli do siedzenia, po czym skierował się w Twoim kierunku, zapraszając Cię do tego mini pikniku. Były rozpalone dwa grzejniki, więc ogień dawał ciepło wystarczające, by komfortowo posiedzieć.
- Napewno masz jakieś pytania, które chciałabyś zadać. Zacznij więc. Napijesz się, czy jesteś grzeczną dziewczynką Shiry i nie bierzesz nic do ust od nieznajomego? - zadał pytanie i zaśmiał się delikatnie, po czym nalał Tobie i sobie po sake i nie czekając od decyzji, przechylił pierwszy naczynie.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
0 x
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Gzik wraz z Haruką wymyślili jeszcze jakieś swojego rodzaju 'powiedzonko', w którym wspomnieli o nacjach, wszystko się całkiem zgrabnie rymowało i to Anzou miał wymyślić dalszą tego część. Nastolatek nie był żadnym poetą, a pierwszą, nieco zabawną myślą, która wpadła mu do głowy, było...
- Nie odmawiaj Kagadzie racji.
Powiedział z uśmiechem Anzou do swoich rozmówców. To zdecydowanie ważny element, jeżeli chce się względnego spokoju - lepiej się nie sprzeciwiać Bestii z Atarashi. Władca Piorunów wiedział, że nie jest to idealny tekst, ale może posłuży jako tymczasowy, do momentu, gdy uda się wymyślić coś lepszego. Chłopak z klanu Kaminari trudził się w swoim życiu nieco innymi zadaniami. Gzik delikatnie się naburmuszył o pytanie o Anmou. Chłopak uśmiechnął się do wschodzącej gwiazdy literatury.
- Wszystkie koty są super, wiadomo, ale Anmou musi być wyjątkowy. Nie bez powodu jego imię jest podobne do mojego, prawda Gzik?
Nastolatek puścił oko do skryby. Liczył, że ten złapie jego żart i nie będzie mieć z tym co powiedział większych problemów. Gdy Gzik już odszedł Anzou dopytał o krew i szybko został sprowadzony na ziemię. Yokai może przyjmować fizyczną formę, a co za tym idzie - krwawić. Pokręcone to wszystko. Anzou podrapał się po swojej głowie patrząc na Harukę, a następnie rozłożył swoje ręce w geście kapitulacji.
- To ja już totalnie nie mam pojęcia...
Odpowiedział lekko rozczarowanym głosem, miał już jakąś wstępną teorię, jakieś podejrzenia, ale zostały one stosunkowo szybko obalone. Niestety, faktyczna natura tego Gzika pozostaje jedną, wielką niewiadomą.
Dalej już nastolatek wyszedł z Kagadą przed budynek, zadał pytanie o Gzika, ale ta jakby... totalnie nie miała pojęcia o co jej chodzi. Anzou jednak postanowił pociągnąć to nieco dalej.
- Nie chodzi mi o potrawę. Co jakiś czas pojawia się i znika, taki mały łepek, który rzekomo pisze powieść. Pojawia się dosłownie znikąd, nie wiem czy to jakaś technika, czy to Yokai... Ciężko stwierdzić, raczej nie jest szkodliwy, ale do końca nie wiem o co mu chodzi i w co gra. On twierdzi, że o Tobie słyszał, ale to nic dziwnego, bo jesteś legendą. Niemniej, zapytałem go o ten sposób przemieszczania, mówi, że wyobraża sobie jakieś jasne punkty, którym rzekomo jestem i... znajduje się już przy nim. Jakby... przemieszczał się bardzo szybko? Dosłownie w ułamek sekundy potrafi zmienić swoje położenie na dystans, który sięga poza widok oka.
Powiedział Anzou i dalej maszerował za Kagadą. Jej zachowanie odbiegało od tego, które mógł widzieć do tej pory. Była skupiona, pewna siebie, ale przede wszystkim - wyciszona. Czyżby też w jakiś sposób stresowała się spotkaniem z Chino? Ciężko się w tym wszystkim połapać. Władca Piorunów dość dobrze interpretował zachowania ludzi, ale każdy ma jakieś swoje tajemnice, jakieś swoje specyficzne maski, które nakłada adekwatnie do sytuacji. Może gdzieś głęboko w środku, tam daleko w sercu Kagady kryje się empatyczna dusza, która jest zdominowana przez te krzyki? Skoro nie miała tak łatwego dzieciństwa, gdzie musiała na każdym kroku walczyć o swoje... tam na pewno kotłuje się od emocji, które w różny sposób wychodzą na zewnątrz. Dwójka Kaminari szybko znalazła się poza miastem i to, co zauważył Anzou było... uderzające. Nie widział czegoś podobnego od czasu wielkiej walki na Murze. Ogromna ilośc Shinobi i Kunoichi, sprzętu... to było zdecydowanie więcej niż elitarny oddział, który przyszedł wspierać Kagadę i jej ekipe. To było praktycznie wszystko, czym zapewne dysponowali Kaminari... Istna potężna armia. Anzou poczuł, jak jego serce przyspiesza. Poczuł też pewnego rodzaju dumę, że jest częścią tej rodziny, że tutaj obok wszędzie są ludzie, dla których warto się poświęcać. To dawało mu poczucie, że jego starania, że to co robi nie idzie na marne. W moment nastolatek przypomniał sobie słowa Waby, że te wszystkie relacje, ta pozorna zgoda pomiędzy oddziałem Kagady, a Siostrami Nocy może pęknąć jak napompowany balonik, jak bańka mydlana... A wtedy patrząc na liczbę Kaminari i zapewne podobną liczbę klanu Pawia... może rozpętać się istne piekło. Anzou wziął głęboki wdech i w milczeniu maszerował za Kagadą, dumny i wyprostowany. Godnym uwagi był fakt, jak ludzie reagują na Bestię, ustępują jej drogi, kłaniają się. Bez wątpienia - ona była elitarną jednostką tego klanu. Ona była symbolem siły Kaminari. To był zaszczyt móc walczyć u jej boku czy też wykonywać jej polecenia treningowe. Chłopak chce być jak on, ale nadal... tak niewiele o niej wie. Gdy była okazja, wtedy w kanionie dość szybko został spławiony i być może za szybko odpuścił. Znajomość Kagady, jej historii być może ułatwiłaby mu niektóre decyzje, przed którymi kto wie, ale być może stanie Anzou. Z każdym krokiem dwójka zbliżała się do specyficznego namiotu na środku obozu. Anzou skądś kojarzył styl tego 'budynku'. Miał to na końcu swojej głowy, ale w chwili obecnej nie wiedział dokładnie gdzie. Straż rozstąpiła się, nie zareagowała, a Kagada weszła do środka, a za nią Anzou. W środku była ona. Chino Kaminari. Przywódczyni klanu, kobieta, która nauczyła go jednej z potężniejszych technik, jakimi dysponował klan. Zapewne też kobieta, która pokładała w nim nadzieje, które jeszcze... raczej nie zostały zrealizowane, pomimo wielu starań Władcy Piorunów. Na pierwszy rzut oka można było dostrzec protezę, drewnianą, raczej nie dokonaną w najlepszy sposób. Anzou zacisnął pięść, bo wiedział, że prędzej czy później za to oberwie. Nerwy Anzou szybko przeszły jednak w zdziwienie, ponieważ Chino i Kagada padły sobie w objęcia, chłopaka dosłownie zamurowało. Więź było widać gołym okiem, nastolatek nie spodziewał się aż takich emocji, aż tak głębokiej relacji pomiędzy Kagadą a Chino. To nie było typowe. Mimo wszystko, było to bardzo miłe, widzieć na własne oczy, że Kagada też posiada jakieś inne, ludzkie oblicze. Chino zresztą też. Anzou nie ingerował, jedynie ukłonił się na powitanie, ale dalej milczał. Nie chciał przeszkadzać w tym momencie, ani tym bardziej w dalszym dialogu, który wywiązał się pomiędzy kobietami. Kagada w swoim jednak stylu się wypowiadała, a tekst o jebnięciu się w czoło był... rozbrajający. Sama Chino opowiedziała też nieco o swoich obowiązkach oraz o tym, że zdecydowanie woli być praktyczką, a nie wykonywać tylko te papierowe obowiązki. Zapewne jej decyzje i wolność w pewien sposób zostały ograniczone, co godziło z jej charakterem. Dialog pomiędzy Chino, a Kagadą daleko odbiegał od tego, czego oczekiwał Anzou. Kobiety porozumiewały się w bardzo luźny sposób, żartowały, śmiały się, totalne przeciwieństwo oczekiwań Władcy Piorunów. Sielanka i humor jednak nie trwały wiecznie, ponieważ Anzou został wywołany do tablicy. Kagada wspomniała o Anzou, a Chino zwyczajnie do niego podeszła i wystawiła dłoń i zadała pytanie, które było silniejsze niż każdy cios otrzymany w trakcie ostatniej bitwy, czy też rozwalone i przebite płuco. Nastolatek nie miał dobrej odpowiedzi na to pytanie, a co gorsza... każda zła odpowiedź może doprowadzić do pewnego rodzaju eskalacji i nerwów. Chino wyglądała na śmiertelnie poważną. Anzou spojrzał prosto jej w oczy, wyprostowany i zbierał się do odpowiedzi biorąc jeden wdech.
- Pani Chino... od momentu wysłania mnie tutaj na front nie zdobyłem tego co trzeba. Wiem jak to brzmi, wiem, że nawaliłem, ale...
Anzou nie do końca przychodził bez kart, fakt, że Haruka miała przeszczepione oko, dosłownie w chwilę przez Muwarę sprawił, że być może uda się to jeszcze jakoś... odkręcić? Może z kończynami również da się to zrobić.
- Jest jednak tutaj jedna medyczka, która potrafi przeszczepić oko. Dosłownie w kilka godzin załatwiła jednej z tych Sióstr pełne i sprawne oko. Nie był to Sharingan, ale podejrzewam, że z nogą... też sobie poradzi. Zdecydowanie - jest to nadal wróg, zdaję sobie z tego sprawę, więc jest to ryzykowne i nie wiem czy też możliwe. Na sam zabieg wzięła też chyba Yai'a, więc powinien wiedzieć coś więcej.
Twarz oraz ciało Anzou było praktycznie nieruchome. Nie wiedział czy to co mówi jakkolwiek przekona Chino, czy też tylko jeszcze bardziej ją rozwścieczy. Anzou wziął kolejny wdech.
- Jeżeli jednak to nie jest wystarczające... wystarczy jedno słowo, a ruszę dzisiaj i całe działania skieruję na to, co miałem załatwić.
Tutaj Anzou był śmiertelnie poważny. Skoro jest tutaj tak duża armia, tak wiele jednostek - czy nie jest to wystarczające? Może to odpowiedni moment, aby skupić się całkowicie na poszukiwaniu tego, co miał zdobyć. Nie walczyć dla klanu, ale przywrócić przywódczyni jej blask i usprawnić ją tak, że Kaminari będą jeszcze bardziej silniejsi. Anzou oczekiwał wyprostowany na odpowiedź. Niezależnie jaka będzie.
- Nie odmawiaj Kagadzie racji.
Powiedział z uśmiechem Anzou do swoich rozmówców. To zdecydowanie ważny element, jeżeli chce się względnego spokoju - lepiej się nie sprzeciwiać Bestii z Atarashi. Władca Piorunów wiedział, że nie jest to idealny tekst, ale może posłuży jako tymczasowy, do momentu, gdy uda się wymyślić coś lepszego. Chłopak z klanu Kaminari trudził się w swoim życiu nieco innymi zadaniami. Gzik delikatnie się naburmuszył o pytanie o Anmou. Chłopak uśmiechnął się do wschodzącej gwiazdy literatury.
- Wszystkie koty są super, wiadomo, ale Anmou musi być wyjątkowy. Nie bez powodu jego imię jest podobne do mojego, prawda Gzik?
Nastolatek puścił oko do skryby. Liczył, że ten złapie jego żart i nie będzie mieć z tym co powiedział większych problemów. Gdy Gzik już odszedł Anzou dopytał o krew i szybko został sprowadzony na ziemię. Yokai może przyjmować fizyczną formę, a co za tym idzie - krwawić. Pokręcone to wszystko. Anzou podrapał się po swojej głowie patrząc na Harukę, a następnie rozłożył swoje ręce w geście kapitulacji.
- To ja już totalnie nie mam pojęcia...
Odpowiedział lekko rozczarowanym głosem, miał już jakąś wstępną teorię, jakieś podejrzenia, ale zostały one stosunkowo szybko obalone. Niestety, faktyczna natura tego Gzika pozostaje jedną, wielką niewiadomą.
Dalej już nastolatek wyszedł z Kagadą przed budynek, zadał pytanie o Gzika, ale ta jakby... totalnie nie miała pojęcia o co jej chodzi. Anzou jednak postanowił pociągnąć to nieco dalej.
- Nie chodzi mi o potrawę. Co jakiś czas pojawia się i znika, taki mały łepek, który rzekomo pisze powieść. Pojawia się dosłownie znikąd, nie wiem czy to jakaś technika, czy to Yokai... Ciężko stwierdzić, raczej nie jest szkodliwy, ale do końca nie wiem o co mu chodzi i w co gra. On twierdzi, że o Tobie słyszał, ale to nic dziwnego, bo jesteś legendą. Niemniej, zapytałem go o ten sposób przemieszczania, mówi, że wyobraża sobie jakieś jasne punkty, którym rzekomo jestem i... znajduje się już przy nim. Jakby... przemieszczał się bardzo szybko? Dosłownie w ułamek sekundy potrafi zmienić swoje położenie na dystans, który sięga poza widok oka.
Powiedział Anzou i dalej maszerował za Kagadą. Jej zachowanie odbiegało od tego, które mógł widzieć do tej pory. Była skupiona, pewna siebie, ale przede wszystkim - wyciszona. Czyżby też w jakiś sposób stresowała się spotkaniem z Chino? Ciężko się w tym wszystkim połapać. Władca Piorunów dość dobrze interpretował zachowania ludzi, ale każdy ma jakieś swoje tajemnice, jakieś swoje specyficzne maski, które nakłada adekwatnie do sytuacji. Może gdzieś głęboko w środku, tam daleko w sercu Kagady kryje się empatyczna dusza, która jest zdominowana przez te krzyki? Skoro nie miała tak łatwego dzieciństwa, gdzie musiała na każdym kroku walczyć o swoje... tam na pewno kotłuje się od emocji, które w różny sposób wychodzą na zewnątrz. Dwójka Kaminari szybko znalazła się poza miastem i to, co zauważył Anzou było... uderzające. Nie widział czegoś podobnego od czasu wielkiej walki na Murze. Ogromna ilośc Shinobi i Kunoichi, sprzętu... to było zdecydowanie więcej niż elitarny oddział, który przyszedł wspierać Kagadę i jej ekipe. To było praktycznie wszystko, czym zapewne dysponowali Kaminari... Istna potężna armia. Anzou poczuł, jak jego serce przyspiesza. Poczuł też pewnego rodzaju dumę, że jest częścią tej rodziny, że tutaj obok wszędzie są ludzie, dla których warto się poświęcać. To dawało mu poczucie, że jego starania, że to co robi nie idzie na marne. W moment nastolatek przypomniał sobie słowa Waby, że te wszystkie relacje, ta pozorna zgoda pomiędzy oddziałem Kagady, a Siostrami Nocy może pęknąć jak napompowany balonik, jak bańka mydlana... A wtedy patrząc na liczbę Kaminari i zapewne podobną liczbę klanu Pawia... może rozpętać się istne piekło. Anzou wziął głęboki wdech i w milczeniu maszerował za Kagadą, dumny i wyprostowany. Godnym uwagi był fakt, jak ludzie reagują na Bestię, ustępują jej drogi, kłaniają się. Bez wątpienia - ona była elitarną jednostką tego klanu. Ona była symbolem siły Kaminari. To był zaszczyt móc walczyć u jej boku czy też wykonywać jej polecenia treningowe. Chłopak chce być jak on, ale nadal... tak niewiele o niej wie. Gdy była okazja, wtedy w kanionie dość szybko został spławiony i być może za szybko odpuścił. Znajomość Kagady, jej historii być może ułatwiłaby mu niektóre decyzje, przed którymi kto wie, ale być może stanie Anzou. Z każdym krokiem dwójka zbliżała się do specyficznego namiotu na środku obozu. Anzou skądś kojarzył styl tego 'budynku'. Miał to na końcu swojej głowy, ale w chwili obecnej nie wiedział dokładnie gdzie. Straż rozstąpiła się, nie zareagowała, a Kagada weszła do środka, a za nią Anzou. W środku była ona. Chino Kaminari. Przywódczyni klanu, kobieta, która nauczyła go jednej z potężniejszych technik, jakimi dysponował klan. Zapewne też kobieta, która pokładała w nim nadzieje, które jeszcze... raczej nie zostały zrealizowane, pomimo wielu starań Władcy Piorunów. Na pierwszy rzut oka można było dostrzec protezę, drewnianą, raczej nie dokonaną w najlepszy sposób. Anzou zacisnął pięść, bo wiedział, że prędzej czy później za to oberwie. Nerwy Anzou szybko przeszły jednak w zdziwienie, ponieważ Chino i Kagada padły sobie w objęcia, chłopaka dosłownie zamurowało. Więź było widać gołym okiem, nastolatek nie spodziewał się aż takich emocji, aż tak głębokiej relacji pomiędzy Kagadą a Chino. To nie było typowe. Mimo wszystko, było to bardzo miłe, widzieć na własne oczy, że Kagada też posiada jakieś inne, ludzkie oblicze. Chino zresztą też. Anzou nie ingerował, jedynie ukłonił się na powitanie, ale dalej milczał. Nie chciał przeszkadzać w tym momencie, ani tym bardziej w dalszym dialogu, który wywiązał się pomiędzy kobietami. Kagada w swoim jednak stylu się wypowiadała, a tekst o jebnięciu się w czoło był... rozbrajający. Sama Chino opowiedziała też nieco o swoich obowiązkach oraz o tym, że zdecydowanie woli być praktyczką, a nie wykonywać tylko te papierowe obowiązki. Zapewne jej decyzje i wolność w pewien sposób zostały ograniczone, co godziło z jej charakterem. Dialog pomiędzy Chino, a Kagadą daleko odbiegał od tego, czego oczekiwał Anzou. Kobiety porozumiewały się w bardzo luźny sposób, żartowały, śmiały się, totalne przeciwieństwo oczekiwań Władcy Piorunów. Sielanka i humor jednak nie trwały wiecznie, ponieważ Anzou został wywołany do tablicy. Kagada wspomniała o Anzou, a Chino zwyczajnie do niego podeszła i wystawiła dłoń i zadała pytanie, które było silniejsze niż każdy cios otrzymany w trakcie ostatniej bitwy, czy też rozwalone i przebite płuco. Nastolatek nie miał dobrej odpowiedzi na to pytanie, a co gorsza... każda zła odpowiedź może doprowadzić do pewnego rodzaju eskalacji i nerwów. Chino wyglądała na śmiertelnie poważną. Anzou spojrzał prosto jej w oczy, wyprostowany i zbierał się do odpowiedzi biorąc jeden wdech.
- Pani Chino... od momentu wysłania mnie tutaj na front nie zdobyłem tego co trzeba. Wiem jak to brzmi, wiem, że nawaliłem, ale...
Anzou nie do końca przychodził bez kart, fakt, że Haruka miała przeszczepione oko, dosłownie w chwilę przez Muwarę sprawił, że być może uda się to jeszcze jakoś... odkręcić? Może z kończynami również da się to zrobić.
- Jest jednak tutaj jedna medyczka, która potrafi przeszczepić oko. Dosłownie w kilka godzin załatwiła jednej z tych Sióstr pełne i sprawne oko. Nie był to Sharingan, ale podejrzewam, że z nogą... też sobie poradzi. Zdecydowanie - jest to nadal wróg, zdaję sobie z tego sprawę, więc jest to ryzykowne i nie wiem czy też możliwe. Na sam zabieg wzięła też chyba Yai'a, więc powinien wiedzieć coś więcej.
Twarz oraz ciało Anzou było praktycznie nieruchome. Nie wiedział czy to co mówi jakkolwiek przekona Chino, czy też tylko jeszcze bardziej ją rozwścieczy. Anzou wziął kolejny wdech.
- Jeżeli jednak to nie jest wystarczające... wystarczy jedno słowo, a ruszę dzisiaj i całe działania skieruję na to, co miałem załatwić.
Tutaj Anzou był śmiertelnie poważny. Skoro jest tutaj tak duża armia, tak wiele jednostek - czy nie jest to wystarczające? Może to odpowiedni moment, aby skupić się całkowicie na poszukiwaniu tego, co miał zdobyć. Nie walczyć dla klanu, ale przywrócić przywódczyni jej blask i usprawnić ją tak, że Kaminari będą jeszcze bardziej silniejsi. Anzou oczekiwał wyprostowany na odpowiedź. Niezależnie jaka będzie.
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 599
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Badanie sprezentowanego obrazka nie przyniosło efektów, zatem Haruka schowała go po prostu, chociaż w myślach zanotowała, żeby spytać kogoś, kto jest zaznajomiony z Fuinjutsu lub Ninjutsu, żeby jeszcze na wszelki wypadek sprawdził kartę dla niej. Słowa o księżniczce wchodzącej w pułapkę złego Anmou sprawiły, że jednocześnie nieco zadrżała i pocieszyła się słowami Gzika.
Potem przyszedł czas, kiedy Anzou opuścił zgromadzenie i udał się - najprawdopodobniej - na spotkanie z liderką Kaminari, patrząc po oficjalnym stroju, jaki założyła na siebie Kagada. Trzeba było przyznać, że choć prosty, to robił wrażenie. W prostocie potrafiła tkwić ogromna siła. Ona natomiast podjęła decyzję, która... nie spotkała się z pochwałą reszty Sióstr. W zasadzie chyba każda miała coś przeciwko, przynajmniej spośród tych starszych stopniem. Nie napawało jej to optymizmem. Zwłaszcza, że do tej pory skłócone Hisamida i Waba, tym razem się zgodziły ze sobą. Waba jednak mylnie zinterpretowała jej motywację.
- Nie, Wabo. Właśnie dlatego, że uważam się w tym momencie za najbardziej zbędny pionek na tej planszy, moja obecność tam może być stosunkowo... najbardziej bezpieczna. Moją jedyną obawą jest, że znajdą sposób na to, by to reszcie z was jakoś zaszkodzić przeze mnie, ale... ale jeśli nie podejmę takiej próby teraz, na wczesnym etapie - nie będę wiedziała, czego spodziewać się po nich w przyszłości. Bo sama... cóż, wolałabym się chyba już umówić z Bestią, niż z nim. - westchnęła, ale potem skupiła na słowach Muwary i z wdzięcznością obserwowała, jak ta daje jej przynajmniej bazowe zabezpieczenie przed genjutsu. To, że Onasen był jego użytkownikiem, było dla niej zaskoczeniem - miała wrażenie, że niewielu z jej klanu para się tą sztuką - zresztą dlatego chyba Jirou-sama wyraził zgodę na to, by Uchiha Rin zamieszkał w Kinoko i dołączył do ich sił.
- Dziękuję, Muwara-san. Przepraszam, że przysparzam ci zmartwień. Wam wszystkim. - ukłoniła się uprzejmie przed medyczką, jak i przed resztą, jednak potem wyprostowała się, dając wyraz temu, że trzyma się swojej decyzji. Skinęła głową na wszystkie wskazówki, jakie otrzymała.
- Pół godziny, w porządku. Więcej nie potrzebuję, ani nie mam ochoty. Inna sprawa, że wygląda na takiego, dla którego wytrzymać 30 minut w towarzystwie kobiety to i tak niedościgłe marzenie... - mruknęła, zerkając przelotnie na Shirę. Potrzebowała odrobiny chociażby takiego właśnie, prostego humoru, aby nieco uspokoić wewnętrzne podenerwowanie. Potem ruszyła na górę, przebierając się w najbardziej kusy ze swoich nowych strojów, rzeczywiście odsłaniając nieco nogi - na szczęście zima jeszcze nie chwyciła w pełni i powinna spokojnie w ten sposób wytrzymać, nawet bez zbytniego wysiłku. Do chłodu zresztą była przyzwyczajona jeszcze z czasów życia za Murem. Poza tym jeszcze spróbowała poprawić delikatnie opatrunek tak, by część włosów być w stanie wypuścić i ufryzować na nieco "zawadiacki" sposób, by przysłoniły połowę bandaża.
Kiedy dotarła na miejsce, ujrzała... cóż, gdyby nie kontekst i osoba - całkiem przyjemnie przygotowane miejsce na randkę. Otaksowała spojrzenie wzrokiem, siadając po przeciwnej stronie Onasena, tak, by mieć go cały czas na oku. Żałowała, że oko wszczepione przez Muwarę jednak nie jest okiem Uchihy, które jako pierwsze przyjęło się u pacjenta z ich klanu. Może pomogłoby jej kontrolować tamtego.
- Cóż, przynajmniej jesteś nieco bystrzejszy od tego całego Asaro. Rzeczywiście, nie mam zamiaru nic jeść, ani pić. Ale doceniam gest. - odpowiedziała mu nieco neutralnym tonem. Spojrzała w jego kierunku, prosto w oczy. - Nie biorę, ale czasami daję skosztować swoich... wiktuałów. Na to jednak trzeba sobie zasłużyć. -
Poprawiła się delikatnie, bez mrugnięcia okiem, obserwując reakcję chłopaka. Jeśli sądził, że to on będzie tym, który tutaj jest tym "złym chłopakiem", który próbuje pokazać niedoświadczonemu dziewczęciu jak wygląda świat... cóż, nie zamierza mu tego ułatwiać.
- Co do opatrunku, to Muwara była tak dobra, że przeszczepiła mi nowe oko. Nie żebym się już nie przyzwyczaiła do biegania z tylko jednym, ale zawsze miło mieć pełnię wzroku. A, i jeszcze ustalmy na początek zasady tego spotkania, ponieważ to tobie na nim zależało. - nieco się wyprostowała. - Po pierwsze, masz ode mnie... powiedzmy, że trzydzieści minut, nie więcej. Po drugie, jeśli zrobisz cokolwiek, co da mi chociażby cień podejrzenia, że użyłeś na mnie genjutsu, spotkanie uznaję za zakończone, a do tego postaram się pogrzebać twoje truchło pod tą strażnicą, jeśli trzeba, to razem ze swoim własnym. Bilans i tak wtedy wyjdzie gorzej dla Musana, o ile w ogóle go obejdzie twój los. Rozumiemy się? -
Jeżeli nie padły żadne obiekcje, nieco złagodziła ton, a nawet się uśmiechnęła. I to dość czarująco.
- Dobrze, w takim razie... Tak, pytań mam całkiem sporo. - obserwowała uważnie gesty i wyraz twarzy Onasena. - Na początek... chciałabym się dowiedzieć, jaki według ciebie jest Musan, jaki ma charakter. Oraz jak doszło do tego, że ty, Asaro i... ten trzeci, bez ręki... dostaliście się pod jego bezpośrednie dowództwo. -
Przez ułamek sekundy rozważała, czy od razu nie zacząć od pytania "Dlaczego Musan zabił Chishibę", ale... cóż, być może byłoby to jednak zbyt ostre nawet jak na tak z pozoru opanowanego osobnika, jak Onasen.
0 x
- Nizan
- Posty: 116
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Anzou idąc z Kagadą chciał dopytać o Gzika, jednak kobieta wydawała się niewzruszona opowieścią. Gzik? Piszący powieść? Szybko znikający? Brzmiało to totalnie bez sensu, dlatego kobieta odwróciła w pewnej chwili głowę i skwitowała to krótko.
- Akurat by Tobie zniknąć z widoku to nie potrzeba niewiadomo jakich technik. - powiedziała. - Ja to bym chciała, żebyś mnie nie pytał o jakichś przypadkowych ludzi, tylko na przykład ile powinieneś dziennie robić przysiadów, albo jak powinien wyglądać plan treningowy po treningu własciwym.
Z jakiegoś powodu, Kagada totalnie nie kupiła tej historii i co więcej, wydawała się być nią niezbyt zainteresowana. Potem już nastąpił moment spotkania z Chino i wymienienia się informacjami z kobietami. Gdy Chino dojrzała Anzou, podeszła do niego i wystawiła dłoń, czekając na to, co miał jej załatwić już dawno temu. Sharingan i Proteza.
Chłopak wyraził skruchę i przyznał się do błędu, po czym powiedział o jakiejś medyczce, jakichś Siostrach, a na koniec, że wszystko da się załatwić. Chino się skrzywiła.
- W dupie mam sprawne oko! Ty myślisz, że ja w klanie nie jestem w stanie sobie załatwić oka w naszej stolicy? Ty myślisz, że ja nie byłam w stanie zorganizować sobie protezy... sama? - Chino zaśmiała się, jakby tłumaczyła Ci najprostszą oczywistość. - Zleciłam Ci to dlatego, bo chciałam... nie, wróć. Ufałam, a nawet wierzyłam, że zależy Ci na mnie. Ale jak widać, nawet ja muszę pewnego razu dorosnąć. Świat shinobi bywa okrutny, jak widać nie tylko na polu bitwy. - powiedziała, a potem pokiwała głową. - Ja poświęciłam się dla Ciebie, a Ty nie byłeś w stanie zrobić dla mnie dwóch najprostszych rzeczy? Ja już nigdy nie będę miała nogi, ani oka. Nigdy nie będę tak sprawna jak byłam. Tyle to dla Ciebie znaczyło? Cześć i chuj? - zapytała. - Wiesz co... nie chce mi się nawet gadać o tym. - odwróciła się do Kagady, lecz stała przy Tobie. - A ja myślałam, że naprawdę mnie lubisz. Ja pierdolę.
Kagada popatrzyła na Chino, a potem na Ciebie, ale nie wchodziła w tę relację. Nie komentowała.
- Dobra, skończyłam z Tobą. Możesz odejść. - powiedziała Chino, a dopiero wtedy Kagada uniosła brew.
- Nie zapytasz nawet jak mu szło na wojnie? - zapytała.
- Mam to gdzieś obecnie. - mruknęła.
- Jako Shirei-kan to chyba na tym powinno Ci bardziej zależeć, nie? - dodała. - Jak mu idzie służba dla klanu, a nie prywatnie z Tobą.
Chino ewidentnie zła wyjęła butelkę sake i nalała i sobie i Kagadzie, po czym kobiety we dwie wypiły. Tobie nie dała.
- NAPRAWIENIE swojej Liderki to chyba powinna być najwyższa powinność w służbie dla klanu, tak?
- Ale z jakiegoś powodu zamiast naprawić się sama, to czekałaś na niego. Też popełniłaś błąd.
- Co, teraz Ty mnie będziesz pouczać? Następna. Czy ja Ci mówię, co Ty robisz źle? No właśnie.
Nastała cisza, a Chino popatrzyła na Kagadę i westchnęła.
- Dobrze, jak mu poszło na wojnie? - zapytała.
Kagada zrobiła pauzę.
- Chujowo. - odparła Kagada i... we dwie wybuchnęły śmiechem. - Nie no, nie jest tak źle. Tylko nie wiem po chuj kombinuje z wiązkami, zamiast jebać czym ma to jakieś zaczyna strategie wymyślać. Ale co do zasady, no to to co pisałaś w listach to się pokrywa. - spojrzała na Ciebie. - Nieźle rokuje. Weteran kilku wojen, dość młody. Może będą z niego ludzie.
- Może. - mruknęła Chino. - Dobra, to opowiadaj wkońcu. Co tu się odjebało? Ten cały Yai tłumaczył mi to wszystko po drodze, ale on to gada jak potłuczony. Poważnie walczyłaś z Sanbim?
Kagada wystawiła naczynie by Chino mogła jej polać.
- Dwa razy. Raz w pełnej formie, a drugi raz jak z Chudą Suką we dwie byłyśmy.
- Jaka chuda suka?
- Liderka Sióstr Nocy.
Chino zrobiła skwaszoną minę.
- Jakie Siostry Nocy? Co Ty pleciesz? Kto to jest?
- KURWA! - krzyknęła Kagada. - Czy ten przygłup naprawdę nic Ci nie wyjaśnił? Miał kurwa jedno zadanie. Miał Ci powiedzieć wszystko i zestatusować, co tu się działo.
Chino machnęła ręką.
- Jebać, chyba go nie słuchałam.
- Ja pierdolę. Dobra. Chuda Suka to seinin Kujaku. Mają taki oddział kunoichi, dziesięć sztuk. Latają, zrzucają bomby, używają chakry w formie takich ogonów. Chuda suka to ich liderka.
- Noo... i jak to się stało, że nagle walczyła po naszej stronie? - zapytała, a Kagada jakby musiała się zastanowić.
- Nie wiem. Bijuu się pojawił, a ona zdecydowała, że zostają nam pomóc, by ocalić miasto. W każdym razie, też mają rozłam klanowy. Wiem, że jest jakaś druga frakcja w ich klanie, która to ona bebeszyła naszych chłopców na froncie.
- Ale to co, masz u nich jakiś dług?
- Nie no, jaki dług, pojebało? Pozwoliłam im zostać w osadzie do czasu waszego przybycia. No i nie pozabijałam ich. Generalnie mogłam je wszystkie pozabijać, gdybym się nie bawiła z chudą suką w pojedynki solowe, ale... - Kagada się zastanowiła. - Jakoś nie chciałam. Nie wiem, patrzę na nie i nie uważam, że one są złymi ludźmi. Dałam im żyć. Tyle.
- Yyy... jakoś brzmi to dziwnie. Ale to czego oczekujesz w zamian?
- To nie wszystko. Normalnie byśmy się jakoś rozeszli, ale Sanbi powiedział, że jeszcze raz będą toczone te walki, to zrówna z ziemią całe wybrzeże, a ten ich śmieszny kamyk zetrze na piach. - westchnęła. - Ty, ja go srogo obiłam. Chuda suka też. A nadal pozamiatał nas jak kurwa... jak jakieś... kurwa śmieci, rozumiesz? Wystawienie na niego armii nie ma sensu, bo nic nie jest w stanie przebić jego pancerza. Dostał centralnie na łeb z burzowego smoka, a chuda suka użyła ichsiejszego kinjutsu i nadal kurwa nic. Nie wiem, jak go pokonać. - pokiwała głową. - Pierdolona dzika bestia. Nie wiem czy ktokolwiek u nas w klanie dysponuje taką siłą rażenia. Jak nie Ty, to zostaję tylko ja, ale ja nie byłam w stanie. Jebany Sumo. Jak on to robił?
- Chuj go wie. Czyli w dużym skrócie mam się z nimi dogadywać? Bo inaczej Sanbi nas dojedzie? - zapytała. - Chujowo żeś to załatwiła Ci powiem. Odzyskiwaliśmy ziemię po ziemi, a teraz... mamy się cofnąć?
Wtedy do namiotu weszła kobieta, ubrana w oficjalny strój urzędniczy Kaminari. Była starsza, a podobieństwo do Chino było rażące. Ewidentnie, była to matka kobiety. Popatrzyła na każdego z Was, po czym podeszła do Kagady jako pierwszej.
- Znowu pijesz? - zapytała. - Taka ładna dziewczyna, a uzależniona od alkoholu. Nie przystoi seininowi.
Wtedy Kagada zrobiła coś, co mogło sprawić, że Anzou zaniemówił. Kagada ukłoniła się na powitanie.
- Dobry wieczór, Pani Ebishiro. - delikatnie się uśmiechnęła. - Tak jakoś wyszło.
Ebishiro popatrzyła na nią, po czym objęła ją i uścisnęła matczynym gestem.
- Ale wyrosłaś. A przed chwilą we dwie jeszcze uciekałyście po tym, jak popsułyście mój wazon. - powiedziała, po czym odeszła na krok. - A teraz proszę. Jedna została liderką klanu, a druga seininem. Ależ ten czas... leci.
- A pani stała się młodsza. Przynajmniej wygląda młodziej niż ostatnio.
- Nawet nie umiesz kłamać. Jednak dziękuję. Dobrze.
Ebishiro odwróciła się i spojrzała na Anzou. Kobieta podeszła i spojrzała na niego z góry.
- Rozumiem, że to przez Ciebie moja córka nie ma nogi i oka, tak?
Haruka nim wyszła, postanowiła odpowiedzieć Wabie, że ta się myli. W dużym skrócie jednak potwierdziła największą obawę kobiety.
- O tym mówię. Nie jesteś doświadczona, nikomu na Tobie nie zależy, ale masz rangę Siostry Nocy. Oczywiste jest, że spotyka się z Tobą tylko po to, by zagrozić w jakiś sposób nam, albo bezpośrednio Shirze. - spojrzała na Fugatę, po czym na Shirę. - Jednak skoro taka decyzja Liderki, to życze Ci, byś przyjemnie spędziła czas.
Dalej Haruka w swoim stylu pociągnęła żart z Shirą, a ta pokiwała głową.
- No no, z doświadczenia wiem, że tam raczej wśród nich nie ma... twardych zawodników. - wyszczerzyła się.
Gdy przebrałaś się i przygotowałaś włosy tak, by dodać sobie trochę zarówno elegancji i pazura, Waba pokiwała z niechęcią głową, Hisamida udawała, że nie widzi, ale Shira była Shirą.
- No kurde, ale żeś się wylaszczyła. Teraz to nie trzydzieści minut, tylko trzydzieści sekund. - powiedziała zadowolona.
- Shira, mogłabyś jej... nie dodawać otuchy? Bo źle to wygląda.
- Co Ty gadasz? Przecież będzie tam Fugatka z Niyomi na miejscu. Wszystko będzie daijobu.
- No właśnie tej Twojej Fugatki to się obawiam najbardziej w tym całym zamieszaniu.
- Jesteśmy za blisko by zrobił coś złego. Gdyby to był Asaro albo Haradate to może, ale ten akurat jest w miare myślący.
- Dokładnie, właśnie dlatego nie powinna iść.
No, ale poszłaś. Co więcej, gdy zobaczyłaś to, co przygotował Król... to nawet, gdyby to nie był on, to mogłabyś naprawdę miło spędzić czas. Chłopak jak zobaczył jak przyszłaś, to uśmiechnął się.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział. - Te włosy w połączeniu z tą sukienką... fantastyczny dobór. Naprawdę. - powiedział z uznaniem.
Wtedy Haruka wyjaśniła, że opatrunek jest związany z przeszczepem oka. Dokładniej, że Muwara to wszystko przygotowała. Potem, chciała ustalić warunki spotkania. Na końcu zaś miała pytania. Osanen dał się Haruce wypowiedzieć w pełni, nim cicho westchnął i polał sobie jeszcze raz, by wypić, a potem dopiero przegryźć coś i przejść do rozmowy.
- Ah ta nasza Muwara. - zaczął. - Złote dziewczę. Idealny materiał na żonę. Gdybym był starszy, to napewno spróbowałbym swoich sił. Ale Muwara chyba nie jest zainteresowana romansami, prawda? Ona służy klanowi tak jak potrafi najlepiej. Lubię ją. - powiedział. - Wiesz, że kiedyś Kapitan proponował jej zostanie oficerem u nas w oddziałach? Podlegałaby bezpośrednio pod Kapitana, zamiast pod któregoś z Króli jak zawsze. Jednak tamta się nie zgodziła. - westchnął. - No, a Chishibie się udało ją zwerbować.
Mogłaś się domyśleć, że "Kapitan" to "Musan".
- Trzydzieści minut... rozumiem. Ale jak się spóźnisz dziesięć minut, to będę musiał przeprosić Shirę? - zapytal ewidentnie rozbawiony. - Jak na prawdziwej randce. Tylko spóźnij się o ileś tam, to już więcej nie wyjdziesz! - chłopak sparodiował wściekłego ojca, który mógłby tak zareagować.
Na informacje o genjutsu, Osanen popatrzył się na Ciebie... tak jakbyś go uraziła.
- Poważnie uważasz, że potrzebuje rzucić na Ciebie genjutsu? Inaczej zadam pytanie. - zastanowił się. - Jestes Doko, który dopiero co awansował w klanie na Akoraito. Ba, nawet jeżeli założyły Ci pieczęć Kai, to uważam, że nie wystarczy to, byś wyszła z mojego genjutsu. Wiesz, że da się nałożyć kilka genjutsu naraz? - uśmiechnął się. - Inaczej mówiąc, gdybym chciał, to byś nawet nie wiedziała, że w nim jesteś. Może już jesteś w moim genjutsu? - zrobił zamyśloną minę. - Szanuję próbę blefu, w którym grozisz, że rozpoznasz genjutsu, a potem mnie zabijesz. Zawsze uwielbiałem kociaki, które dopiero co się urodziły i próbują miauczeć i grozić tymi malutkimi pazurkami... mając tak najeżone futerko. Słodki widok. - skinął głową. - Nim się z Tobą spotkałem, zebrałem informację kim jesteś, jak jesteś silna i tak dalej. Nie wykonałaś misji nic poza misjami C. To akurat oficjalny rekord klanowy, więc nie jest to jakaś tajemnica. - uniósł palec do góry. - A z jakiegoś powodu, Shira to właśnie Ciebie wzięła. Czemu Ciebie, a nie Misuno? Z kuzyneczką jesteście podobne, ale Ty tutaj siedzisz. Ciekawi mnie czemu Shira to zrobiła. Liczę, że na naszym spotkaniu się dowiem.
Gdy wyjaśniliście sobie zasady spotkania, mogłaś czuć, że... Osanena bawiło to, jak mu groziłaś. Nie czuł, a raczej nie okazywał strachu lub czegoś takiego, że nawet pół sekundy cokolwiek poszło nie po jego myśli lub planie. Mogło to być dziwne uczucie. Niczym owad, który wpadł w sieć i zaczynał się wić dookoła, pogrążając się w swojej sytuacji. Jednakże, może było to tylko złudzenie i Osanen też grał?
- Kapitan jest urodzonym dowódcą. W odróżnieniu od Shiry i Jirou wie czego chce i wie co robi. - odparł. - Tylko Kapitan nie patrzy przez pryzmat własnego ja, a patrzy na całość. Jest surowy, ale jest sprawiedliwy. No i nie musiał wyrabiać sobie naszego szacunku bijąc nas. Tak jak Chishiba robiła to z Shirą i resztą. - wziął i napił się. - Shira jest dobrą dziewczyną, ale pogubioną. Chce dobrze, ale jest młoda i niedoświadczona. Ma za dużo na głowie, chce brać ciężary na swoje barki, ale... błądzi. Ona po prostu błądzi. Jirou zaś jest zapatrzony w swoje badania. Jednak badania i eksperymenty można prowadzić, jak jest czas pokoju. Teraz, Haruko, nie ma czasu pokoju. - wskazał dłonią na morze. - Bijuu, który pojawił się na scenie, to okazja. Ja wiem, że teraz z Kaminari mieszkacie sobie pod jednym dachem, ale chyba nie wierzysz, że nie myślą o tym samym. To są ich ziemie, a oni są narodem, który się bije. Po prostu. Jak uważasz, co zrobią w momencie, gdy nastanie czas rozejmu? - zapytał. - Oczywiście, że będą próbować zdobyć Bijuu. A potem jak zdobędą bijuu, to myślisz, że co zrobią? - popatrzył pytająco. - Zagrzybienia terenów nie da się cofnąć, to prawda. - i nagle jego wzrok się zmrużył. - Ale nikt nie próbował cofnąć efektów poprzez niszczenie meteorytu. Jeżeli głaz zniknie, może efekty też? Mając jinchurikiego po swojej stronie, stracimy przewagę. Znowu wygonią nas za mur, o ile nie zniszczą kamienia. I chyba nie myślisz, że Yamamoto się za nami wstawi. - popatrzył przed siebie. - On też ma swoje lata i swoje problemy. My do nich JUŻ nie należymy. Pytasz, jaki jest Kapitan? - poprawił się. - Właśnie taki. Myśli przede wszystkim o klanie. Analizuje zagrożenia. Analizuje sytuację. Nie zapomina, że jesteśmy Kujaku. Przede wszystkim, jesteśmy Kujaku, a nie Dzikimi. I tutaj to samo tyczy się również klanów Soma i innych. Gdy tylko mieli okazję, to nas wyrzucili jak najdalej.
Drugie pytanie, która zadała Haruka, to jak trafiliśmy pod jego dowództwo.
- Jak Chishiba urodziła Shirę, to Kapitan dopiero tworzył, a raczej organizował wojska Kujaku. Byliśmy we trzech sierotami, którzy najlepiej rokowali. A może tymi, co przeżyli? Trudno powiedzieć. To był ciężki okres. W każdym razie, jesteśmy różni. Ja jestem ten najbardziej ogarnięty, Asaro ten najsilniejszy, a Haradate... - jednak nie dokończył.
- Teraz moja kolej. Ja nie mam do Ciebie pytań, ale mam dla Ciebie ofertę. - powiedział. - Podobasz mi się i pewnego dnia sprawię, że będziesz moja. W przenośni i dosłownie. - uśmiechnął się. - Wiem, że chcesz być silna i dogonić resztę Sióstr. Kto by nie chciał? Jednak to nie wszystko takie proste. Gdyby silnym stawało się odrazu, to... no właśnie. Jednak, ja mogę Ci pomóc i dać Ci siłę.
Wtedy Osanen sięgnął za pazuchę i wyjął... pojemnik. Mały pojemnik, a to co było w środku sprawiło, że Haruka mogła się przerazić. Jednak odrazu wiedziała, co to jest.
Kawałek meteorytu. Trochę mniejszy, niż ten, co ma Shira, ale nadal był to kawałek kamienia, który daje niesamowitą moc.
- To jest meteoryt, taki sam jak ma Shira. Dam Ci go, ale mam swoją cenę. - uśmiechnął się. - Muwara umie go wszczepić, więc wyrobicie się przed rozmowami negocjacyjnymi. Cóż... zastanawiasz się pewnie po co Ci pomagam? No w sumie to nie pomagam Tobie, tylko sobie. Tak jak mówiłem, chcę Cię posiąść, a następnie ożenić się z Tobą i zrobić Cię moją kobietą. - położył pojemnik między Waszą dwójką.
- Pocałuj mnie, a oddam Ci ten kawałek meteorytu.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
1 x
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Kagada w typowy dla siebie sposób skomentowała dalsze wyjaśniania na temat Gzika. Nastolatek postanowił nie ciągnąc tego tematu, bo zwyczajnie... chyba nie było po co. Nie dowierzała, niechaj tak pozostanie. Widocznie się na niego nie natknęła. Anzou odpowiadając swojej przywódczyni, Shirei-Kan - Chino Kaminari był gotowy na praktycznie każdą okoliczność. Zesłanie do stolicy i wykonywanie jakichś karnych misji, wysłanie na najgorszy odcinek frontu, zmieszanie z błotem, degradacja stopnia - praktycznie każda z tych możliwości przechodziła przez głowę Niebieskookiego. Chłopak stał wyprostowany oczekując na wyrok. Ten jednak... był zdecydowanie inny. Nie tego się spodziewał po Chino. Kobieta miała za złe i było to widoczne, zapewne też z kosmosu, nie zależało jej na sprawnym oku, ona potrzebowała czegoś silniejszego, czegoś co da faktyczną przewagę i to było oko klanu Uchiha, legendarny wręcz Sharingan. Kobieta zadała retoryczne pytanie co do zwyczajnej protezy. Punktowała Anzou i miała tutaj rację. Chłopak zawiódł, ale też miał swoje powody. Nie był wcale taki bezbronny i bez argumentów. Nastolatek już miał odpowiadać Chino, ale ta kontynuowała i wyprowadziła coś, co wytrąciło go delikatnie z równowagi. Nastolatek delikatnie wzdrygnął i poczuł specyficzne uczucie w brzuchu. Szefowa Kaminarich ufała Anzou i myślała, że ten coś do niej czuje? Że mu też zależy? To skomplikowało całą sprawę jeszcze bardziej! Anzou stale patrzył w oczy Chino, nie odpuszczał kontaktu wzrokowego, nawet jeżeli to było nieprzyjemne.
- Zwyczajne oko i zwyczajna proteza, to... może być tylko rozwiązanie tymczasowe. Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa w tej kwestii, zależy mi na Tobie, chcę, żebyś mogła mi ufać. Przecież... ja wcale nie prosiłem o ten ratunek... uważam, że moja śmierć przyniosłaby więcej korzyści w dłuższej perspektywie dla klanu...
Anzou mówił powoli, ale jego głos był pewny. Nie kłamał. Lubił swoją przywódczynię, zależało mu na niej i chciał jej dobra. Chciał, aby była w pełni zdrowa, aby mogła wykorzystać swoją siłę na polu walki. Jak najszybciej.
- Jeżeli mogę - jeszcze dziś jestem w stanie wyruszyć po protezę do kuklarzy. Potencjalna otwarta walka ze względu na słowa Bestii raczej nie wchodzi w grę, więc co tutaj po mnie...
Chłopak zrobił co mógł, aby pomóc klanowi w walce z Pawiem. Konsekwentnie, kawałek po kawałku wraz z ekipą odbijał utracone tereny przy okazji eliminując solidne ilości wroga. Chino była niezadowolona i to, że Anzou żyje - to jej zasługa. Miał wobec niej dług, który musiał spłacić i to jak najszybciej, ponieważ odsetki rosły z minuty na minutę, z dnia na dzień. A kosztem jest rozczarowanie osoby, która jest istotna i bliska Anzou. To boli jeszcze bardziej. Młody Kaminari miał już opuszczać pomieszczenie, ale słowa Kagady go powstrzymały, ciekawiło go w jaki sposób ocenia jego działania na wojnie, czy być może nie było tak źle jak uważa sam nastolatek? Początkowo odpowiedziała w typowym dla siebie stylu, co spowodowało śmiech samej Chino, ale finalnie była skłonna też pochwalić Anzou. Cuda jednak się zdarzają. W najśmielszych oczekiwaniach Niebieskooki nie spodziewał się takich słów ze strony Kagady. Jej uwagi też wziął sobie głęboko do serca. Brak kombinowania. Prostota. Jedna wiązka - szybka eliminacja wroga - koniec walki. Rozdrabnianie się zmniejsza siłę Reberu i powoduje przeciąganie walki, co może doprowadzić do potencjalnego okna na atak dla wroga, które skrzętnie i skutecznie wykorzystywała Fugata w trakcie ostatniej potyczki. Anzou stał wyprostowany, czuł lekką dumę, ale jego twarz nie zdradzała większych emocji. Nie zamierza obrastać w piórka. Dalej Anzou milczał i przysłuchiwał się rozmowie pomiędzy Kagadą, a Chino, która nie do końca miała świadomość tego, co się wydarzyło na polu bitwy. Yai potrafi mówić dookoła i bez odpowiedniego opierdolu nie przechodzi za szybko do konkretów, w jego rozmowie można się dość szybko pogubić. Wtedy, w trakcie rozmowy do namiotu weszła kobieta, która ewidentnie przypominała Chino. Od razu, konkretnie przeszła do Kagady i wytknęła jej picie alkoholu. Trafna uwaga. Pani Ebishira. To chyba ta słynna matka Chino, która przybyła również tutaj. Anzou od razu się ukłonił na przywitanie i... po pewnym czasie też został wywołany do tablicy, ponownie w temacie, który był jego demonem, w temacie, który go dręczył. Chłopak spojrzał prosto w oczy kobiety. Mógł jakoś odbijać piłeczkę, próbować się bronić, ale to chyba nie miało najmniejszego sensu. Był na straconej pozycji. Musiał to zaakceptować, dostosować swoje działania i odpowiednio zareagować.
- Wolałbym jednak być zapamiętany inaczej... albo w sumie już dawno zginąć. Żyję i zamierzam zmienić ten przydomek.
Anzou mówił to bardzo spokojnym i opanowanym tonem. Nawet nie drgnął w tej sytuacji. To był moment, w którym musiał pokazać, że za jego słowami idzie postawa ciała, że to, co zdradza jego język ciała popiera to co mówi i jest dodatkowym fundamentem skutecznego komunikowania. Młody Kaminari liczy, że zostanie zwolniony i otrzyma jakieś zadanie, najlepiej związane z protezą, ponieważ zdobycie oka Uchiha może być o wiele trudniejsze...
- Zwyczajne oko i zwyczajna proteza, to... może być tylko rozwiązanie tymczasowe. Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa w tej kwestii, zależy mi na Tobie, chcę, żebyś mogła mi ufać. Przecież... ja wcale nie prosiłem o ten ratunek... uważam, że moja śmierć przyniosłaby więcej korzyści w dłuższej perspektywie dla klanu...
Anzou mówił powoli, ale jego głos był pewny. Nie kłamał. Lubił swoją przywódczynię, zależało mu na niej i chciał jej dobra. Chciał, aby była w pełni zdrowa, aby mogła wykorzystać swoją siłę na polu walki. Jak najszybciej.
- Jeżeli mogę - jeszcze dziś jestem w stanie wyruszyć po protezę do kuklarzy. Potencjalna otwarta walka ze względu na słowa Bestii raczej nie wchodzi w grę, więc co tutaj po mnie...
Chłopak zrobił co mógł, aby pomóc klanowi w walce z Pawiem. Konsekwentnie, kawałek po kawałku wraz z ekipą odbijał utracone tereny przy okazji eliminując solidne ilości wroga. Chino była niezadowolona i to, że Anzou żyje - to jej zasługa. Miał wobec niej dług, który musiał spłacić i to jak najszybciej, ponieważ odsetki rosły z minuty na minutę, z dnia na dzień. A kosztem jest rozczarowanie osoby, która jest istotna i bliska Anzou. To boli jeszcze bardziej. Młody Kaminari miał już opuszczać pomieszczenie, ale słowa Kagady go powstrzymały, ciekawiło go w jaki sposób ocenia jego działania na wojnie, czy być może nie było tak źle jak uważa sam nastolatek? Początkowo odpowiedziała w typowym dla siebie stylu, co spowodowało śmiech samej Chino, ale finalnie była skłonna też pochwalić Anzou. Cuda jednak się zdarzają. W najśmielszych oczekiwaniach Niebieskooki nie spodziewał się takich słów ze strony Kagady. Jej uwagi też wziął sobie głęboko do serca. Brak kombinowania. Prostota. Jedna wiązka - szybka eliminacja wroga - koniec walki. Rozdrabnianie się zmniejsza siłę Reberu i powoduje przeciąganie walki, co może doprowadzić do potencjalnego okna na atak dla wroga, które skrzętnie i skutecznie wykorzystywała Fugata w trakcie ostatniej potyczki. Anzou stał wyprostowany, czuł lekką dumę, ale jego twarz nie zdradzała większych emocji. Nie zamierza obrastać w piórka. Dalej Anzou milczał i przysłuchiwał się rozmowie pomiędzy Kagadą, a Chino, która nie do końca miała świadomość tego, co się wydarzyło na polu bitwy. Yai potrafi mówić dookoła i bez odpowiedniego opierdolu nie przechodzi za szybko do konkretów, w jego rozmowie można się dość szybko pogubić. Wtedy, w trakcie rozmowy do namiotu weszła kobieta, która ewidentnie przypominała Chino. Od razu, konkretnie przeszła do Kagady i wytknęła jej picie alkoholu. Trafna uwaga. Pani Ebishira. To chyba ta słynna matka Chino, która przybyła również tutaj. Anzou od razu się ukłonił na przywitanie i... po pewnym czasie też został wywołany do tablicy, ponownie w temacie, który był jego demonem, w temacie, który go dręczył. Chłopak spojrzał prosto w oczy kobiety. Mógł jakoś odbijać piłeczkę, próbować się bronić, ale to chyba nie miało najmniejszego sensu. Był na straconej pozycji. Musiał to zaakceptować, dostosować swoje działania i odpowiednio zareagować.
- Wolałbym jednak być zapamiętany inaczej... albo w sumie już dawno zginąć. Żyję i zamierzam zmienić ten przydomek.
Anzou mówił to bardzo spokojnym i opanowanym tonem. Nawet nie drgnął w tej sytuacji. To był moment, w którym musiał pokazać, że za jego słowami idzie postawa ciała, że to, co zdradza jego język ciała popiera to co mówi i jest dodatkowym fundamentem skutecznego komunikowania. Młody Kaminari liczy, że zostanie zwolniony i otrzyma jakieś zadanie, najlepiej związane z protezą, ponieważ zdobycie oka Uchiha może być o wiele trudniejsze...
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 599
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Drobne żarciki z Shirą nieco ją odstresowały, jednak - naturalnie - dalej obawiała się spotkania i wiedziała doskonale, że bardzo, ale to bardzo dużo ryzykuje. Nadal jednak była przekonana, że teraz... stanowi stosunkowo najmniejsze możliwe zagrożenie dla reszty, jako świeżo upieczona rekrutka.
Potem przyszło już do rozmowy z samym Osanenem. Był... przedziwnym stworzeniem. Z jednej strony umiał być uprzejmy, wręcz szarmancki. Na jego komplement, uprzejmie skinęła głową w podziękowaniu.
- Coś w tym rodzaju. Po prostu uważam, że jeśli nie uda Ci się w krótszym czasie wyjaśnić mi co takiego chcesz ode mnie i co masz do zaoferowania, to raczej nie ma sensu przedłużać tej rozmowy. - wzruszyła ramionami obojętnie, po czym skupiła na dalszej części odpowiedzi. Na żart o ojcu nie zareagowała, nie uważając go za zbyt zabawny, raczej... prostacki.
Informacje o tym, że byli świadomi o misjach, które wykonała nie wzruszyły jej też szczególnie. Wręcz byłaby zdziwiona, gdyby nie sprawdzili takich informacji, tym bardziej, że dla nich były one równie łatwo dostępne, co dla samej Shiry. To, co ją oczywiście drażniło, to pewna siebie postawa chłopaka, ale na tę nie miała wpływu - niestety, miał rację, że w porównaniu z resztą dziewczyn... jest jeszcze świeżo narodzonym kociakiem.
Z drugiej strony, niewiele kociąt mogło pochwalić się przetrwaniem ataku Ogoniastej Bestii.
- Sama sobie zadaję do tej pory to pytanie. Jak chcesz odpowiedzi, to obawiam się, że będziesz musiał tutaj wyciągnąć samą Shirę. Nie wiem tylko, czy będzie tak uprzejma, jak ja. - odparła, całkiem szczerze, na zadane pytanie. Shira tak naprawdę wydawała się podjąć decyzję bazując czysto na instynkcie, a nie na realnych przesłankach - ale nawet teraz taka argumentacja nie do końca przekonywała ją samą. Natomiast sugestii, że już teraz miałaby być zamknięta w genjutsu, nie zaszczyciła odpowiedzią - chociaż niemal uniosła brew, dowiadując się o tym, że da się nakładać podwójne genjutsu. Zapomniała o tym, chociaż Rin chyba kiedyś jej - przelotnie - o tym wspominał. Jedyną nadzieją było teraz to, że przynajmniej będzie świadoma, kiedy pojawi się to pierwsze. Poza tym... nawet jeżeli zostałaby zamknięta w genjutsu, a przywołała swój ogon i zaczęła niszczyć wszystko dookoła - to powinno wystarczyć, żeby pojawiła się Fugata i Niyomi, prawda?
...oby.
Na razie jednak zapragnęła bawić się w polityka, więc... trzeba było się bawić. Najlepiej, jak się umiało.
Osanen zaczął opowiadać, przedstawiając swoją stronę medalu i... i z każdym słowem Haruce coraz bardziej chciało się śmiać. I to nie wymuszenie, ale... szczerze. Do tego stopnia, że ciężko było jej zachować powagę, aż musiała kilkukrotnie odetchnąć ustami, by się uspokoić. To... to miał być ich najbystrzejszy i najbardziej podstępny zawodnik? Jeśli tak, to... w jakiego rodzaju wielowymiarową partię Go grał? Nie miała pojęcia, ale jak można było wystawić na planszę kogoś, kto tak protekcjonalnie mówi o ich liderce i oczekiwać, że rekrutka wysłucha tego z jakąkolwiek dozą powagi?
- Przepraszam. - otarła kącik oka z łez rozbawienia i opanowała mimikę. - Oczywiście, rozumiem wszystko co mówisz, że Shira dobra, ale młoda i naiwna, wasz Kapitan taki męski, doświadczony i w ogóle. Jasne. Ale jakimś cudem to... nie wy doprowadziliście jako pierwsi do rozejmu, prawda? Tylko Shira, i to pertraktując z prawdopodobnie najbardziej krwiożerczą i nastawioną na walkę kunoichi spośród Kaminari, Kagadą. Bestią z Antai. Której oddział - popraw mnie, jeśli się mylę - co i rusz zmuszał nasze wojska do cofania się, w tym te pod waszym dowództwem. Wybacz, ale póki co... to Shira ma bardziej wymierne sukcesy w tej wojnie, nie wy. -
Rozbawiony ton przeszedł nagle w ostry i chłodny, ciosany niczym w bryłach lodu.
- Z tego co mi wiadomo, to nie wy starliście się w polu z Sanbim, tylko Siostry Nocy i oddział Kagady. Wiemy, jakie możliwości tamci mają, zraniliśmy go i to porządnie... a i tak ostatecznie tylko jego widzimisię sprawiło, że nie rozniósł wszystkich w pył. Nie sądzę, żeby Kaminari wiedzieli nawet, jak się zabrać do przejęcia go. Także jeśli tak się obawiacie sojuszu z Kaminari - a raczej tego, że jeśli do niego dojdzie, to nie będzie on waszą zasługą - to zastanówcie się lepiej, jak sobie poradzić z Trzyogoniastym. I błagam, niech twoją odpowiedzią nie będzie od razu "Kapitan...". Tym bardziej, że dalej mi nie odpowiedziałeś nawet na to, czego takiego on chce. Bo to, że wie, czego chce - świetnie, brawo dla niego. Miło mieć cel. Ale jaki? - odparła, a jej ton sugerował, że niewiele wagi przykłada na ten moment słowom Osanena, a raczej - nie wywarły one zdecydowanie takiego wrażenie na niej, jak być może by chłopak chciał. Informacji o samych Królach też nie dostała wiele i nie zapowiadało się na to, żeby miała otrzymać więcej. Zresztą, jej uwagę przykuło... co innego.
Czy on... ot tak wyjął i zaoferował jej... odłamek meteorytu?
Oczy - a raczej nadal pojedyncze oko Haruki - rozszerzyło się, obserwując drobny kawałek kamienia. Była doskonale świadoma tego, że dla kogoś z Kujaku to ogromny dar i z całą pewnością pomógłby jej nadrobić dystans między nią samą, a resztą Sióstr. Jej Blask wracałby szybciej, byłaby bardziej skuteczna i - być może - nie musiała się przejmować dystansem, jaki dzielił ją od źródła energii. Jednocześnie jednak to wszystko, było... zbyt piękne, aby było prawdziwe. Po pierwsze - jej ciało dopiero co przeszło ogromną traumę, do tego dopiero co miała przeszczep oka, które nie wiadomo było, czy się przyjmie... a teraz miałaby się poddać kolejnemu zabiegowi? Zresztą, pomijając wszystko inne, każdy instynkt jej mówił, że to po prostu zbyt podejrzane.
- Skąd to masz? - spytała ostro, odsuwając się od mężczyzny i zwężając oczy. Mdliło ją niemal od tego, że ten... parobek... śmiał tak lekko oferować dar Nesaku dla całego klanu. I do tego jawnie mówił, że nie robi tego dla dobra wszystkich Kujaku, ale... dla siebie?!
- Zresztą, nawet jeśli otrzymałeś to od Jirou-sama, lub od Musana... to jak... jak możesz w ogóle tak BEZCZELNIE OFEROWAĆ DAR KAMI GWIAZD DLA KLANU w imieniu własnej... chuci?! - warknęła, podnosząc się i podnosząc głos, wściekła. Jakakolwiek atmosfera ugody i miłej randki pryskała szybko i Haruka czuła, że gardzi tym człowiekiem jeszcze bardziej, niż nawet samym Asaro. Oddychała ciężko i potrzebowała paru sekund, żeby chociaż trochę uspokoić nerwy.
- Pomijam już to, że udajesz szarmanckiego, a w głębi myślisz, że można mnie kupić i to tylko kwestia ceny. Ale żeby pieprzyć najpierw nie wiadomo co o tym, że Musan myśli o całym klanie Kujaku... a potem oferować Akoraito, która dopiero co cudem przeżyła pierwszą misję i starcie z Ogoniastą Bestią, odłamek meteorytu, zamiast chociażby jej mentorce i tym samym osłabiając cały klan... - zacisnęła pięści, czując, jak nagle Blask zaczyna sączyć się z jej pleców, układając w falujące ogony. - Schowaj to. Natychmiast. Rozmowa skończona. -
Zaczęła iść z powrotem, na moment tylko odwracając się.
- Jeśli... jeśli tkwi w was - w tobie, w twoim Kapitanie, w reszcie Króli... krztyna realnego pragnienia, aby zakopać wojenny kunai i zacząć z powrotem budować zaufanie między naszymi oddziałami - i realnie pomóc całemu klanowi, a to... to nie był jakiś podstęp... to niech Musan sam, oficjalnie podczas rozmów i w obecności Jirou-sama przekaże to Shirze w geście dobrej woli.- powiedziała, ledwo opanowując gniew w głosie i nadając mu nieco bardziej spokojny ton. Spojrzała w oczy Osanena. - A jeśli nie, to cóż... przykro mi, że moje Siostry miały co do was rację. -
I tym razem przez gniew i rozczarowanie przebiła się nuta prawdziwego smutku. Niby nie miała złudzeń, a jednak... jednak się rozczarowała. Siostry rzeczywiście miały rację.
0 x
- Nizan
- Posty: 116
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Spotkanie z Chino przerodziło się w grillowanie Anzou ze względu na to, że nie wykonał zadania dla swojej liderki. Co więcej, okazało się, że na scenie pojawiła się nie tylko Chino, ale i jej matka, która... miała również dołączyć do swojej córki w temacie dojazdu Anzou. Jednak która matka nie stanęłaby po stronie swojego ukochanego dziecka, kiedy do wyboru ma... bliżej nieznanego jegomościa? W tym wszystkim Anzou przyjął bierną taktykę, przyjmowania na głowę wszystkiego, co było mu rzucone. Pełna uległość i gotowość do działania była tym, czym charakteryzowała Władcę Piorunów jeżeli chodzi o służbę dla klanu.
- Nie będzie mi żadna medyczka z Kujaku majstrować przy oku i nodze. - Chino odrazu odparła na propozycję Anzou. - Też mamy w klanie medyków, którzy napewno przewyższają jakaś dziewczynę umiejętnościami. Poza tym, Ty miałeś nie przejmować się kto zrobi mi przeszczepy, tylko materiałami, tak? - powiedziała w Twoim kierunku Chino.
Następnie skomentowałeś to, że nie prosiłeś o ratunek i uważasz, że Twoja śmierć przyniosłaby więcej dobrego dla klanu. Wtedy to Kagada spiorunowała Cię wzrokiem.
- Lepiej, żebyś właśnie nie mówił, że Twoja Shirei-kan pomyliła się w osądzie, bo będę musiała zareagować. A tego nie chcę. Nie tutaj. - powiedziała ewidentnie zdenerwowana. - Powinnością Kaminari jest poświęcić się za kogoś, na kim nam zależy. To jest kurwa wprost nindo naszego klanu. Cześć i chwała bohaterom. A Ty mówisz, że Chino źle zrobiła? - odwróciła się do Chino. - Weź go bo normalnie zara mu przyjebie.
Chino musiała delikatnie stanąć na drodze Kagady do Ciebie, bo w sumie nie było wiadomo, czy zaraz seinin naprawdę Ci nie jebnie. Jednak Kagada chyba tylko straszyła, bo nie ruszyła w Twoim kierunku. Gdy powiedziałeś, że jesteś gotowy w tej sekundzie wyruszyć już po protezę, Chino machnęła ręką.
- Teraz to wisisz mi Sharingana, najlepszą i najnowszą protezę... - zrobiła pauzę. - ... i jakiś artefakt. Chcę miecz. Jakiś dojebany miecz. - po czym wyszczerzyła się, jak stara dobra Chino. - Ale po to wyruszysz dopiero, jak skończymy tutaj. No i dopiero jak Kagada uzna, że nadajesz się do tego, by zdobyć te rzeczy. Jak uzna, że jesteś za cienki, to bez sensu Cię puszczać gdzieś samego.
- Co to za jakieś protekcjonalne pierdolenie! - krzyknęła. - Jest jebanym Kaminari, to ma zapierdalać. Shirei-kan mówi, co ma być przyniesione, to jest tylko krótko TAK JEST i do dzieła. Co Ty w ogóle Chino, co? - powiedziała, po czym odwróciła się do Ciebie. - Powinieneś to zorganizować w jedną noc i przynieść tu w zębach, wtedy bym powiedziała, że wykonałeś zadanie.
- Dobra, nawet ja wiem, że jest teraz tutaj potrzebny. Chuj wie co się wydarzy.
Wtedy też przyszła matka Chino i zapytała Cię czy Ty to Ty... i tak. Ty to Ty. Kobieta, która cieszyła się autorytetem wśród zarówno Chino, jak i Kagady, spojrzała na Ciebie od góry do dołu i westchnęła.
- Naprawdę takiego chudzielca sobie wypatrzyłaś? Buźkę ma nienajgorszą, ale... ehh... nie mój typ. - powiedziała, po czym machnęła na Ciebie ręką i w ogóle nie zamierzała się chyba Tobą przejmować.
Zaprosiła zarówno Chino jak i Kagadę do stołu, a Ciebie... zostawiły tak jak stałeś. Mogłeś słuchać.
- Dobra, posłuchajcie mnie dziewczyny. Jeszcze sama nie wiem jak podejść do tematu, ale jedno jest pewne. Pojawienie się bijuu na politycznej planszy to napewno okazja. Dla nas i dla nich. Z tego co wiemy, ich moc czerpie się z meteorytu i jesteśmy bliżej ich stolicy niż naszej. - kobieta usiadła wygodnie. - Inaczej mówiąc, jeżeli pojawi się bijuu, to pewnie zacznie od nich. Ma bliżej. Nasza stolica jest bliżej kontynentu. Tak więc, to co chcę powiedzieć to to, że Chino, nie musimy być aż takie ostrożne w negocjacjach. To oni mają większy mus na sobie niż my. - kobieta poprawiła się. - Jeżeli wywołamy tutaj bitwę, pojawi się bijuu i... owszem, stracimy osadę. Jedną osadę w zamian za eksterminację ich całego klanu. Zobaczcie co za tym idzie. - nachyliła się i zaczęła rysować palcem po stole. - Jeżeli bijuu stanie do walki z całym klanem, to będzie bardzo osłabiony. Wtedy... wtedy uderzymy. Na osłabioną bestię. Przejmiemy ją. Zrobimy naszego własnego jinchuriki. Dwie pieczenie na jednym ogniu. - powiedziała. - I oni pomyślą o tym samym, Chino. Że będziemy chcieli ocalić osadę i walczyć z bestią. My jednak musimy zrobić coś innego. Sprowokować ją do ruszenia w ich stronę, nie w naszą.
- Ermm... no ale mają jeszcze tego swojego jinchuriki. Tego, co pokonał Kyoushiego swojego czasu. - powiedziała. - Skoro pokonał Kyoushiego, to walka z samym demonem... nie powinna być łatwiejsza?
- Otóż nie. Samodzielny demon nie ma nałożonych ograniczeń ciała ninja. Jest czystą mocą. Inaczej mówiąc, demon jest dużo groźniejszy, niż jinchuriki. Poza tym, gdyby... gdyby ich jinchuriki miał się tym zająć, to już by to zrobili. Z jakiegoś powodu tego nie robi.
- Czyli co, mamy... mam wywołać konflikt zbrojny z nimi? A potem sprowokować demona do ataku na nich i na koniec przygotować się do walki z nim?
Ebishiro skinęła głową.
- Tak by było najlepiej. Bo jakie masz jeszcze inne na stole? Dogadać się z nimi i co? Przybijecie sobie piątki, podacie ręce i wszyscy rozejdziemy się do domów? Jak chcesz podzielić tereny? Skąd wiesz, że ta ich grzybowa flora i fauna nie rozprzestrzeni się dalej? Oni zawłaszczyli sobie te ziemie i teraz zrzucają wine na kamień? - kobieta nachyliła się do Chino. - Jaką mają tak naprawdę narrację? Zmian nie da się cofnąć. Nie wydaje Ci się to... czcze gadanie? Jeżeli zniszczysz kamień, a następnie wypalisz ziemię i wyjałowisz ją do zera, to co odrośnie? - wzruszyła ramionami. - Bo ja nie wiem. Wątpie, by oni wiedzieli. Wygodnie jest wmawiać wszystkim, że nie da się nic zrobić. Wtedy nakładają na Ciebie poczucie... że nie możesz nic zrobić. A Ty jesteś od tego liderką, by nie ufać w takie rzeczy.
Chino skrzywiła się.
- Ja jebie, głowa mi paruje od tego wszystkiego. To co mam zrobić? - mruknęła.
- Wyrażaj się dziewczyno, jesteś liderką, a nie jakąś... - westchnęła. - Na stole jest kilka opcji, pytanie na co oni pójdą. Plan na negocjacje ma się zawsze na pierwsze pięć minut. Potem się już improwizuje. Dlatego narazie musimy pozbierać więcej danych. Musimy wiedzieć, jakoś postarać się dowiedzieć co planują. Albo dowiedzieć się tyle, by samemu cokolwiek wywnioskować.
- Nie zgadzam się na poświęcenie osady. - wypaliła nagle Kagada.
Zarowno Chino jak i Ebishiro spojrzały pytająco na Kagadę.
- To moje rodzime tereny. Nie zostawię tych ludzi bez pomocy. Nie zostawię ich samych na gniew bestii.
Ebishiro przewróciła oczami.
- To jest tylko jedna osada, w zamian za całe wybrzeże. - westchnęła. - Dorośnij że dziewczyno. Tu zaczyna się prawdziwa polityka. Po to jesteście na szczycie, by teraz decydować o takich rzeczach. Co, myślałyście, że świat jest biało-czarny zawsze? Przed wami mnóstwo osób miało podobne dylematy. A to, co zrobicie, osądzi już historia. - powiedziała.
- Przepraszam, ale ja mam w dupie historie. - powiedziała Kagada, po czym spojrzała na Chino. - Nie zgadzam się na to, by poświęcić osadę. Jak jest potrzeba, mogę sama złapać tego demona, jeżeli to jest najważniejsze, ale nigdy nie wystawię cywili na to, by ginęli w imię walk shinobi. Tym bardziej z moich terenów.
Chino ewidentnie była zagubiona i spojrzała na Ebishiro.
- Eee... matko? A nie ma jakiejś innej drogi? - zapytała.
- Nie wiem, to nie moja decyzja, tylko Twoja. Masz zawsze opcję tradycyjną i zaaranżuj ślub międzyklanowy. Tylko musiałabyś wtedy albo Ty wyjść za kogoś, albo znaleźć jakąś kobietę od nich, która wyjdzie za mąż za kogoś wysoko postawionego u nas. Jednak Ty jesteś liderką i to Twoja ręka jest na stole. A w takich sojuszach i małżeństwach, kobieta jest na straconej pozycji. - uniosła głowę. - Urodziłabyś wtedy potomka wrogowi.
Chino zrobiła się czerwona.
- To nie wchodzi w grę. Wykluczone.
- Jest opcja. - powiedziała Kagada i wyszczerzyła się na samą myśl o tym, co własnie wymysliła. - Ich chuda suk... w sensie ich seinin, Shira. Liderka Sióstr Nocy. Gdyby ona zgodziła się wyjść za mąż za jakiegoś Kaminari. Ma duży autorytet i wtedy napewno cały oddział Sióstr Nocy byłby po naszej stronie.
- A kto to jest? Co my w ogóle o niej wiemy?
Kagada wzruszyła ramionami, po czym spojrzała na Anzou.
- Anzou z nimi spędza dużo czasu. Niech on Ci ją opisze.
No i cała uwaga była na Tobie.
Posiedzenie, randka lub jakkolwiek to nazwać z każdą chwilą pokazywało Haruce, że tak naprawdę, Osanen to kolejny pachołek Musana, który pod przykrywką próbuje... w sumie co on próbował? Trudno powiedzieć. Jego zachowanie było dziwne, chociaż wprost mówił, że interesuje go tylko Haruka. Czy jednak tak było naprawdę? Waba od początku mówiła, co o tym uważa. Haruka nie była nikim znaczącym na tyle, by ktoś się nią zainteresował. Może więc naprawdę wpadła w oko Osanenowi?
Gdy Haruka powiedziała o tym, że musi zapytać Shirę o to, czemu to wybrano Harukę, machnął ręką.
- Wolałbym z nią nie rozmawiać. Nie mój poziom. Niech rozmawia sobie bezpośrednio z Kapitanem. - wyjaśnił.
Haruce zaś nie spodobało się to, jak wypowiadał się o Shirze. Samej chciało się jej śmiać po tym, jak w głowie widziała walczącą dziewczynę, nie tylko na polu bitwy, ale i w każdym aspekcie. Shira chciała dobrze i Haruka była w stanie sobie za to dać uciąć rękę, a Osanen traktował ją... w sumie nie do końca wiadomo jak i czemu?
- Ale ja nie odejmuje jej tego, do czego doprowadziła. Stworzyła tymczasowe przymierze z wrogą seinin? Świetnie. Tylko co dalej? - powiedział. - Ominęłaś cały wątek wojny na drugim froncie, kochanie. - dodał. - Porównujesz jedną bitwę i przypadek pojawienia się bijuu do tego, co działo się na zachodnich terenach spornych. I odrazu Ci podpowiem, że tam nie było tak kolorowo jak tutaj. Tam bijemy się do końca, tutaj? Heh.
Potem jednak Haruka nie zamierzała się zatrzymać i zaczęła... mówić o walce z Sanbim i tego, że według niej, całym problemem tutaj było to, że Musan i jego oddział bał się sojuszu z Kaminari i tego, że jeżeli się uda, to nie on będzie ich zasługą. Między słowami, zarzuciła Osanenowi to, że boją się utraty przewagi nad Siostrami Nocy. Haruka dodała wtedy pytanie, czego on chce. Konkretnie. Osanen uśmiechnął się, delikatnie.
- Widzę, że już Cię dobrze przygotowały do rozmowy. - powiedział. - Szybko działają. Propaganda wlana w swieżą głowę w ile... tydzień? I naprawdę w tej propagandzie wszystko, co chcesz mi powiedzieć to to, że Siostry Nocy mają z nami spór i MY boimy się tego, że chwała będzie wasza? - machnął ręką. - Ehh... przykre to, ale co zrobić. Chyba nawet nie jestem zdziwiony.
Jednak wtedy zadziało się coś... zadziała się główna część programu. Osanen chciał Haruki i wyjął meteoryt. Wtedy też, to co powiedział bardzo, ale to bardzo nie spodobało się Haruce. Dziewczyna niemalże zaczęła krzyczeć w jego kierunku. Po kolei - skąd to miał, jak mógł tak bezczelnie oferować jej to, no i na końcu... na końcu wydarła się, że nie można jej kupić. Haruka miała swój kompas moralny i nie można było go kupić, w żaden sposób. Czyżby Shira się nie pomyliła? Przez głowę Haruki mogła przejść myśl... jak zareagowałaby Misuno na podobną propozycję?
Z jej pleców wyrosły falujące ogony, które zwiastowały upust złości. Dziewczyna wstała.
- Jesteś niemożliwa. Właśnie daję Ci ofertę, której nigdy więcej nie dostaniesz. - powiedział, ewidentnie zdziwiony. - Możesz całe życie trenować, poświęcić się dla klanu i nigdy nie dostaniesz możliwości wszczepienia meteorytu. Bo tak, bo kogoś widzimiś. Wiesz w ogóle jak wygląda procedura wybierania kandydatów? Wiesz jak wyglądało to kiedyś? Wiesz, jak będzie wyglądać to w przyszłości?
Haruka nie wiedziała. Była to tajemnica klanowa i tylko najwyżsi stopniem ninja o tym wiedzieli.
- A Ty... a Ty powołujesz się na jakieś bóstwa? Dar Kami Gwiazd dla klanu? - pierwszy raz Osanen się roześmiał. - Dziewczyno, to kawałek jebanego głazu który spadł z nieba. Tu nie ma żadnej boskości. Co więcej, nasz czas jest policzony. Każde obcięcie meteorytu sprawia, że się kurczy. Pewnego dnia, klan Kujaku przestanie istnieć. - jego oczy się zmrużyły. - A jak to nadejdzie, Klan Kujaku musi być najpotężniejszy na całym świecie. Inaczej, wymrzemy.
Widząc jak wstajesz, głęboko westchnął.
- Nie mniej, pięknie jest patrzyć na to, jaka jesteś. Taka słodka, twarda... w swoich przekonaniach. - uśmiechnął się. - Pięknie będzie obserwować Twój upadek. Gdy to się stanie, będę stał w pierwszym rzędzie. - dźwignął się na nogi, po czym... zamierzał coś zrobić? Zamachnął się ręką, wykonał jakiś gest.
Nie wiedziałaś, czy to właśnie genjutsu czy co, jednak stało się coś jeszcze.
Nagle katana wbiła się z impetem w mury. Pomiędzy Tobą, a meteorytem. Nastąpił brzdęk stali i zaraz po tym przed Tobą pojawiło się znajome haori. Fugata wylądowała z impetem przed Tobą i złapała katanę.
- Ty kundlu. - powiedziała, a jej ton był ostry. - Kradzież meteorytu to zdrada klanu. - wysyczała, a jej... aura nie wyglądała tak jak zawsze. Tym razem nie była chłodna i kalkulująca. Była...
- Oh. No tak. Obstawa. I to nikt inny jak Fugata. - powiedział ewidentnie rozbawiony. - Córka Gwałciciela we własnej osobie. Czemu akurat ze wszystkich Sióstr, musiała mi się trafić ta najbrzydsza...
Fugata spojrzała na Ciebie wściekłym wzrokiem.
- Odsuń się i nie mieszaj. - po czym złapała katanę i ruszyła w jego kierunku. Osanen zamachnął się i wyjął.. dwa wachlarze. Zrobił piruet i rozwinął je. Dwa małe, ostre jak brzytwa wachlarze znalazły się w jego dłoniach.
- E! Poczekaj brudasie. - wystawił rękę w jej stronę. - Bo zaraz zrobisz coś, czego nie cofniesz.
Fugata zamachnęła się kataną i... zaczęła ewidentnie szykować się do przyjęcia pozycji do walki.
- Powinnam to zrobić już dawno temu. Tym razem Shira mnie nie powstrzyma. - wysyczała.
Osanen wzruszył ramionami.
- Shira to, Shira tamto. Czemu wy ciągle polegacie na tej gówniarze. Kto by pomyślał, że na miejsce Chishiby pojawi się ktoś, kto będzie gorszy od poprzedniczki. Szczerze, to liczyłem na Wabę. Jedyna wśród Was co nie ma ćwierć mózgu.
- Jako Kogo klanu Kujaku, za kradzież meteorytu, wymierzam Ci karę śmierci.
- Ojoj. Wielka i potężna Fugata, która tak bardzo się denerwuje. Widziałem Was na wojnie. Naprawdę stałyście się mocne. Ale... czy nie wiem czy wszystkie. Shira napewno, ale reszta odstaje. W każdym razie, wasz oddział ma mnóstwo tradycji. W porównaniu do Was... musimy się wiele nauczyć. I uczymy! Posłuchaj Fugato, my też się od Was uczymy! - powiedział ewidentnie rozbawiony, po czym gwizdnął w palce, a nagle za nim pojawiło się dwóch zamaskowanych ninja. - Było to niesprawiedliwe, że Sióstr Nocy jest dziesięć, a nas trzech. Więc... od teraz każdy z nas ma po dwóch uczniów na przyuczenie! Jednak najlepsze jest to, że selekcja jest dużo cięższa. Tutaj wzorowaliśmy się na Chishibie.
No i teraz stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Przewaga, którą miały mieć Siostry... miała właśnie zostać rozbrojona? Gorzej, że w tej sekundzie, byliście dwie na trzy. No, z Niyomi na obstawie, to trzy na trzy. Jednak, jeżeli mieli siłę sentokich lub co gorzej Kogo... czy Haruka da sobie radę?
- Co, nie atakujesz? Kalkulujesz? - Osanen roześmiał się. - Mam ich więcej. Chłopaki dadzą z siebie wszystko, by tylko móc awansować. Wymyśliliśmy sobie nawet nazwę. Bracia Krwi! Pasuje, prawda? - Osanen zaklaskał w dłonie. - Ehh... ale Wy jesteście głupiutkie. Najlepsze jest to, że macie w swoich szeregach szpiega. Jedna z Was już się sprzedała. Teraz pytanie, która? - chłopak zaczął chodzić od lewej do prawej. - Hisamida, bo została zhańbiona tym, że nie została liderką według stażu? Waba, bo prowadzi nam finanse? - powiedział unosząc brew. - Fugata, której zdrada byłaby najbardziej dotkliwa dla Shiry i załamała by autorytet Sióstr? Nagome, która już przecież kiedyś była szpiegiem? Muwara, której wszystko jedno, bo liczy się tylko leczenie? Niyomi, która chce tylko wyzwań? Urasano, w zamian za dostęp do materiałów i nieograniczej możliwości prowadzenia projektów? Czy może... Yadasu, która poszukuje siły? - wyszczerzył się. - Haruko! To co, która zdradziła?
- Zamknij się. - powiedziała. - Tego nigdy nam nie odbierzecie. Tego nam najbardziej zazdrościcie. Lojalności wobec przekonań.
- Zobaczymy. Dobrze, nie przedłużając. - powiedział i stanął przy dwóch ninja. - Siostry Nocy mają zawsze przy sobie... takie medaliony. One je determinują czy coś. Są dla nich ważne. Nie rozstają się z nimi. - i nagle wskazał wachlarzem na Harukę. - Kto przyniesie mi medalion tej chudej szkapy, ten zostanie Bratem Krwi. Czas start.
I wtedy się zaczęło. Fugata wystrzeliła jak z procy w kierunku Osanena. Zamachnęła się kataną i zderzyła z Osanenem, który zablokował jej atak dwoma wachlarzami.
Jeden z zamaskowanych ninja wyskoczył w górę, a drugi wystrzeił wprost w kierunku Haruki. Wystawił rękę, by chyba dopaść ją... i nagle jego głowa została odrzucona do tyłu. Zza pleców Haruki pojawiła się Niyomi, która wpadła z kolanka w szczękę przeciwnika z taką siła, że ten wystrzelił gdzieś w tył. Wpadł w kamienie i powstał tuman kurzu. Niyomi wyprostowała się stojąc obok Haruki.
- Ja pierdolę, że wy wytrzymałyście słuchania tego pierdolenia tyle. - powiedziała, po czym wyjęła zza pazuchy dziwną broń. Linę, na której końcu był kunai. Dziewczyna rozwinęła to i w jednym ręku trzymała kunai, a w drugim linę. - Fugata, mogę już?! - krzyknęła, lecz Fugata była w bliskim zasięgu z Osanenem.
- Zapłacisz za wszystko, kundlu.
- Twój łeb zawiśnie nad moim łózkiem, skarbie. - powiedział.
Wtedy też z kurzu, który uniósł się przy ataku Niyomi, wystrzelił ten sam zamaskowany ninja. Leciał w kierunku Niyomi z kunaiem w ręku. Zaś Haruka ciągle nie widziała, gdzie jest ostatni z napastników.
No i najważniejsze. Czy to było genjutsu?!
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

