Prowincja znajduje się na południu Prastarego Lasu i tak jak sąsiadujące z nią obszary regionu, porośnięta jest gęstym lasem. Kaigan zamieszkiwany jest przez Ród Aburame , który to odnalazł tutaj wspaniałe warunki do rozwoju. Prowincja graniczy z morzem jak i też z krajem kupieckim co pozwala rozwijać handel oraz żeglugę. Znacznym problem w prowincji jest sąsiedztwo na zachodniej granicy z Tajemniczym Lasem co zaowocować może tworzeniem się szajek przemytniczych. Zwłaszcza, że porośnięte tereny nadają się na idealną kryjówkę.
Ichirou
Posty: 4140 Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
Wiek postaci: 37
Ranga: Shirei-kan, Seinin
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=320
Lokalizacja: Atsui
Post
autor: Ichirou » 8 gru 2025, o 18:34
Ten port był kiedyś niewielką przystanią rybacką, obsługującą kilka osad rozrzuconych wzdłuż wybrzeża Kaigan. Służył głównie do cumowania małych łodzi oraz jako punkt przeładunkowy dla ryb, soli i towarów przewożonych między wioskami. Nie był to ważny port handlowy ani wojskowy, a raczej miejsce codziennej pracy zwykłych ludzi, żyjących z morza. Cumowały tu proste łodzie rybackie, a przy pomoście znajdował się magazyn na sieci, beczki z solą i prymitywna rampa do wciągania łodzi na brzeg.
Kilka lat temu przystań została opuszczona. Powodem był spadek połowów oraz przeniesienie głównych szlaków handlowych w inne rejony wybrzeża. Ludzie wyjechali do większych portów, a miejsce przestało być utrzymywane. Dziś port funkcjonuje już tylko jako zapomniany punkt na mapach - znany głównie przemytnikom i najemnikom, którzy cenią go za brak patrolów i możliwość dyskretnego wypłynięcia w morze. Z kilku pomostów pozostał już tylko jeden leciwy, ale jeszcze w miarę nadający się do użycia.
1 x
Ichirou
Posty: 4140 Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
Wiek postaci: 37
Ranga: Shirei-kan, Seinin
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=320
Lokalizacja: Atsui
Post
autor: Ichirou » 23 gru 2025, o 11:17
Wyprawa rangi B
Himeji, Shachi
1/17 Himeji i Shachi od dłuższego czasu trzymały się linii brzegowej, podążając wzdłuż wybrzeża Kaigan. Leśna prowincja nie odstępowała ich ani na krok - gęste drzewa rosły niemal do samej krawędzi klifów i piaszczystych zatok, ale między pniami co chwilę przebijał się widok na bezkresne wody oceanu. Morze było tu stałym towarzyszem drogi, obecnym w zapachu soli, w chłodniejszym powietrzu i w poczuciu otwartej przestrzeni, która obiecywała ucieczkę z kontynentu.
Morze. To właśnie ono było ich celem. Kaigan przestało być miejscem, w którym chciały zostać, a ucieczka drogą morską wydawała się jedyną sensowną opcją. Problem w tym, że nie każda przystań nadawała się do wypłynięcia - większość była kontrolowana, patrolowana albo zwyczajnie zbyt uczęszczana.
Stare porcisko pojawiło się niemal niespodziewanie. Ukryte między drzewami, z dala od głównych traktów, wyglądało na miejsce dawno zapomniane. Spróchniały pomost, resztki dawnych magazynów i zniszczone pale cumownicze jasno wskazywały, że port od lat nie pełnił swojej funkcji. Tym bardziej dziwne było to, co dostrzegły z oddali.
Przy pomoście właśnie cumował statek średniej wielkości - wystarczająco duży, by zabrać zapasy i kilku pasażerów, ale nie na tyle okazały, by przyciągać uwagę w większych portach. Na jego dziobie widniała dość groteskowa podobizna psa z kością. Jeszcze ciekawsze było to, co działo się wokół. Z lasu, w pośpiechu i bez zbędnych rozmów, wychodziło kilku mężczyzn, niosąc skrzynie, kufry i beczki. Wszystko trafiało na stary pomost, a stamtąd niemal od razu na pokład statku.
Nad całością czuwał siwy mężczyzna - najwyraźniej kapitan lub ktoś, kto dowodził całą operacją. Gestami i krótkimi poleceniami poganiał ludzi, nie pozwalając im zwalniać ani na moment. Każdy ruch zdradzał, że czas gra tu kluczową rolę. Wszyscy uwijali się jak w ukropie, jakby spodziewali się, że ktoś lub coś może pojawić się w każdej chwili.
I to właśnie kontrast najbardziej rzucał się w oczy. Poza tą gorączkową krzątaniną okolica pozostawała cicha i spokojna. Las milczał, wybrzeże było puste, a stary port wyglądał na zapomniany przez świat. Coś jednak wyraźnie zmuszało tych ludzi do pośpiechu.
Himeji i Shachi przyglądały się scence z większej odległości i póki co pozostawały niezauważone. Gdyby jednak pozostały na swoim miejscu przez parę chwil, to istniało ryzyko, że ktoś z tamtej ekipy ich dostrzeże. Trudno jednak o przewidzenie reakcji. Załoga mimo wszystko nie wyglądała na bandę piratów czy innych przestępców. Oprócz dwójki dryblasów, niosących właśnie jakieś beczki, reszta wyglądała bardzo pospolicie i raczej niegroźnie.
1 x
Shachi
Posty: 29 Rejestracja: 4 sie 2025, o 13:37
Wiek postaci: 26
Ranga: Wyrzutek A
Krótki wygląd: Ostre zęby, czarna opaska na oku, siwe włosy związane w kucyk, mocna sylwetka.
Widoczny ekwipunek: Zanbatō, tachi, duża torba nad tyłkiem, manierka z wodą u boku.
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?t=12022
GG/Discord: rahsim
Post
autor: Shachi » 23 gru 2025, o 13:00
Kąpiel w lodowatej wodzie w towarzystwie syrenki zmieniła się z atrakcyjnej przygody w coś, czego Shachi szybko pożałowała. Jej towarzyszka nadawała tempo, za którym nie była w stanie nadążyć, szczególnie, że starające się oprzeć pływom ciało drętwiało jej z zimna. Choć jednooka początkowo myślała, że obranie takiego sposobu podróży miało jakiś konkretny cel, to niedługo potem okazało się, że syrenka po prostu wolała pływać niż używać swoich błękitnawych stópek na lądzie. Nie było to w sumie zaskakujące - płetwy przy głowie, wydłużone kończyny i skrzela sprawiały, że to w wodzie czuła się… jak ryba w wodzie. No ale tak właśnie kończy się bezmyślne podążanie za syreną.
Gdy dotarły do starego porciska, Shachi, nawet jeśli opisałaby się jako bardziej wytrzymałą od przeciętnego zjadacza ryżu, była już porządnie wykończona takiego rodzaju przeprawą. Widok dość komicznego statku, zacumowanego na samym środku niczego, był dla niej jednym z piękniejszych obrazów, jakie zobaczyła w swoim dwudziestoparoletnim życiu. Z cieniem zmęczenia wskazała go syrence - choć ta pewnie dojrzała go już wcześniej, bo twarz Shachi była zalana słoną wodą.
- Ta łajba wygląda jak gówno. Dokładnie tego nam trzeba - powiedziała chrapliwie, nie doprecyzowując, dlaczego mówiła o “nich”, a nie o “sobie”, a następnie, jakby magicznie odzyskując część sił, wyprzedziła swoją rybną kompankę i dziarsko przemieściła się w stronę brzegu. Zachęciła ją niecierpliwym gestem ręki, by podążała za nią, a następnie w ociężały sposób wytoczyła się na piasek.
Choć chciała spokojnie i nonszalancko podejść do statku, to mokre ubranie i zesztywniałe od zimna kości sprawiły, że poruszała się dość sztywno. Mimo to bez zbędnej refleksji wparadowała w sam środek zamieszania, przypadkiem przełażąc akurat tam, gdzie jeden z osiłków pospiesznie przenosił jedną z beczek i zmuszając go do tego, by razem z balastem musiał obrać okrężną drogę na pokład. Przeciągnęła się leniwie. Im się spieszyło - jej niekoniecznie.
Wsunęła łapska w kieszenie spodni, przez ramię zerkając, czy jej syrenia towarzyszka zdecydowała się za nią podążyć, a następnie przesunęła spojrzeniem po całym tym rozgardiaszu, będąc już w samym jego środku. Na chwilę zagapiła się na dwóch osiłków, ale nie poczuła do nich szczególnego respektu, bo chwilę potem jej uwagę przyciągnął ktoś inny.
- Czołem - rzuciła do staruszka, bez problemu rozpoznając, że to on jest tutaj szefem. Uniosła swój bukłak i pomachała nim w wymownym geście. - Macie trochę wody dla znużonego wędrowca?
0 x
Himeji
Posty: 35 Rejestracja: 11 wrz 2025, o 19:03
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A
Krótki wygląd: Czarne włosy z białymi kosmykami, mętne, białe oczy i szara cera. Wysoka, smukła. Z całym zestawem rybich cech: skrzela, łuski, ostre uzębienie, płetwy po bokach głowy w barwie złota i turkusu. Ubrana w czerń i biel; zwykle chodzi boso.
Widoczny ekwipunek: Torba przy biodrze; dwie kabury.
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=230982#p230982
GG/Discord: vaynei
Post
autor: Himeji » 3 sty 2026, o 21:45
Powiązanie z wodą jej niedoszłej ofiary było o tyle złudne, że nadzieje, które pokładała w jej umiejętnościach, okazały się zdecydowanie na wyrost. Piratka, chociaż starała się dotrzymać jej tempa, odnosiła wyjątkowo sromotną porażkę w próbach doścignięcia Hoshigaki – istoty o ciele poruszającym się pod wodą w sposób tak naturalny, jak tylko naturalne mogło być pływanie dla człowieka o rybim pochodzeniu.
Obserwowała jej zmagania pod taflą wzburzonego morza, raz po raz zatrzymując się, by nieznajoma nadrobiła trochę drogi. Świadomie wybrała trasę, którą uznała za łatwiejszą za sprawą sprzyjających pływów. Ale nawet płynąc z prądem organizm Shachi, nieprzyzwyczajony do przemieszczania się w ten sposób, zdawał się przegrywać z żywiołem. Tylko sama Himeji mogła wiedzieć, że pływanie na powierzchni było o wiele bardziej uciążliwe niż pod nią; czasem zdawała się zapominać, że nie wszyscy zostali pobłogosławieni alternatywnym sposobem oddychania. Widząc, jak frantycznie pracuje całe jej ciało, by tylko utrzymać się na wodzie, a usta łapczywie połykają kolejne hausty powietrza, mogła pomyśleć tylko o tym, jak bardzo jej współczuje. Równie bardzo współczuła rodakom z wysp, którzy, chociaż wyposażeni w skrzela, zapewne zapomnieli już, jak je używać.
Aż wreszcie dotarły do wybranego przez nią punktu, z którego Shachi mogłaby odpłynąć... cholera wie gdzie. Cel jej podróży był mniej ważny niż to, by jak najszybciej opuściła tę wyjątkowo zarobaczoną część kontynentu. Znaczy – jeśli chciała przeżyć. Dla Himeji ważniejsze było to, że już wkrótce mogłaby wrócić do swoich sióstr i rozdzielić wszystkie łupy.
– Nie ma nas . – Chociaż słowa były szorstkie, jej głos wciąż pozostawał spokojny. – Moja rola tutaj się kończy – dopowiedziała równie obojętnie, gdy podnosiła się do pionu. Poruszała się powoli, jeśli nie flegmatycznie; stawała na nogach z pełną uwagą, jakby na nowo przyzwyczajając się do tego nieznośnego ciężaru, jakim było poruszanie się bez otaczającej jej wody. Były to zaledwie sekundy, może nawet jeszcze mniej, ale wciąż stanowiło kontrast z tym, jak jej ciało pracowało pod wodą. Twarz Himeji nie zdradzała jednak dyskomfortu; jej posągowe oblicze wciąż pozostawało nieprzeniknione.
Pozwoliła jej się wyprzedzić, a sama przeciągnęła się, prostując wreszcie swoje wydłużone ciało. Podniosła mętne spojrzenie na rozpadające się porcisko. Bywała tu czasem. Chociaż bywała może być tutaj nieco nadużyciem – zwykle oceniała cumujące łajby, wychylając się spod tafli wody. Obserwowała, co wnoszą na statek. Jeżeli ich towary nie były dla niej przydatne, to darowała im życie. A jeśli były, to, cóż... podejmowała negocjacje.
Ale to nie był jeden z tych dni. Właściwie, to miała tylko wskazać jej drogę, a potem znów zniknąć gdzieś w morzu, separując się od wszystkiego, co działo się poza nim.
Tyle że Shachi nie potrzebowała pomocy – jej nogi same wiedziały, dokąd iść, gdy tylko zauważyła łajbę o gównianym wyglądzie. Najwyraźniej tę samozwańczą piratkę ciągnęło do tych wszystkich podrzędnych załóg, które potem ginęły z rąk jej rodziny. Ostatecznie wiedziała o niej tylko tyle, że była zdesperowana. I głośna.
Wyblakłe oczy prześlizgiwały się powoli po kolejnych elementach otoczenia, chłonąc każdy szczegół. Psiemu czubowi łajby poświęciła zaledwie chwilę, ignorując absurd tego zdobienia, od razu koncentrując się na załodze – a raczej tym, co przekazywali tak pośpiesznie z rąk do rąk. Obserwowała łakomie te wszystkie kufry, usiłując wyobrazić sobie, co może się w nich znajdować.
Wykonała kilka kroków w stronę Shachi, ciągnąc za sobą mokre końce białej sukni. Zatrzymała się w pewnej odległości od piratki.
– Szybciej, bo nie zdążycie – rzuciła ostrzegawczo, całkowicie pomijając pogodną zaczepkę jednookiej Hōzuki. Pomimo tego, że jej ton wciąż był dość monotonny, to jednak błysk w jej rybich, nienaturalnie rozszerzonych źrenicach zdradzał, że mogła nie mieć zbyt przyjaznych zamiarów.
0 x
Ichirou
Posty: 4140 Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
Wiek postaci: 37
Ranga: Shirei-kan, Seinin
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=320
Lokalizacja: Atsui
Post
autor: Ichirou » 4 sty 2026, o 18:14
Wyprawa rangi B
Himeji, Shachi
2/17 Pojawienie się dwóch mokrych postaci, wyłaniających się wprost z oceanu niczym jakieś morskie zjawiska, sprawiło, że gorączkowy załadunek niemal zamarł w miejscu. Cisza, jaka nagle zapanowała, była niemal namacalna, przerywał ją jedynie szum fal i odgłos starych, drewnianych desek pomostu, które skrzypiały pod ciężarem ludzi i ładunku.
Mężczyźni z towarem w rękach - skrzyniami, kuframi i beczkami, które mogły zawierać wszystko od suszonych ryb po znacznie bardziej intratne dobra - zwolnili lub zatrzymali się w pół ruchu. Ich twarze malowały zaskoczenie, a miejscami wręcz niedowierzanie. Część ładunku wyglądała zwyczajnie: worki z ziarnem, beczki po brzegi wypełnione czymś ciężkim, może solą albo wodą. Ale większość skrzyń była starannie zamknięta, okuta metalem, a ich zawartość pozostawała tajemnicą. Niektóre wyglądały na szczególnie ciężkie - dwóch tragarzy dźwigało jedną z nich razem, z wysiłkiem malującym się na twarzach.
- Co do ciula... - mruknął ktoś z tyłu, ale urwał w połowie zdania.
Siwy kapitan - mężczyzna może po pięćdziesiątce, o pooranej zmarszczkami twarzy, która widziała wiele sezonów na morzu - odwrócił się powoli do bohaterek i zmierzył je długim, badawczym spojrzeniem. Jego krzaczaste brwi uniosły się w zdziwieniu. Dwie baby wychodzące sobie z oceanu w tym zapomnianym przez bogów i ludzi miejscu? To nie był widok, który zdarzał się codziennie. Przez moment w jego oczach błysnęło autentyczne zdumienie, ale równie szybko ustąpiło miejsca podejrzliwości. Kąciki jego ust opadły, a szczęka zacisnęła się nieznacznie.
Kiedy Shachi uniosła swój bukłak i bezceremonialnie poprosiła o wodę, na ustach kapitana pojawił się krzywy, sarkastyczny uśmieszek. Niemal ironiczny.
- Kacyk suszy, co? - rzucił, drapiąc się po podbródku pokrytym kilkudniowym zarostem. Jego ton nie pozostawiał złudzeń - nie był przekonany co do szczerości pytania nieznajomej. - Może jeszcze powiecie, że ocean był za słony?
Zanim jednak zdążył powiedzieć coś więcej, jeden z drabów - wyższy mężczyzna z pokaźnym nożem zwisającym u pasa i brzydką blizną przecinającą lewy policzek - podszedł o krok bliżej. Nachylił się lekko w stronę kapitana, nie odrywając wzroku od dwójki intruzek.
- Może mam odpędzić te baby? - zapytał zadziornie drab, niby do kapitana, ale głośno i słyszalnie również dla morskich zjaw. Jego dłoń mimowolnie powędrowała w kierunku rękojeści krótkiego ostrza, palce musnęły owinięty skórą trzonek. Gest był drobny, ale wymowny.
Zanim kapitan zdążył odpowiedzieć, z pokładu statku dobiegł trzeci głos - spokojniejszy, ale niosący w sobie nutę zniecierpliwienia.
- Wszystko w porządku, Genzo? - Na pokładzie łodzi wyłonił się kolejny mężczyzna . Starszy, w wieku zbliżonym do kapitana, ale o zupełnie innym wyglądzie, a nawet o innej aurze. Nosił porządny, dobrze skrojony strój podróżny, na który zarzucony był czarny płaszcz ze złotymi przeszyciami. Jego bujna czupryna siwobiałych włosów mogła przypominać grzywę lwa. Spojrzenie miał spokojne, ale na twarzy jawiło się lekkie zniecierpliwienie. Spojrzał niemal zmęczoną miną na całą scenę rozgrywającą się na pomoście - mokre kobiety, zakłócony załadunek, tragarze stojący z towarem w rękach w lekkim napięciu. Westchnął cicho i potarł skroń, jakby próbując odpędzić narastający ból głowy.
- Genzo - powtórzył, tym razem z wyraźniejszą nutą niecierpliwości w głosie - powinniśmy już ruszać. Co tu się, do diabła, dzieje?
Kapitan odchrząknął, gestami nakazał pracownikom wznowić wnoszenie tobołów, a następnie spojrzał z powrotem na Himeji i Shachi. Wyraźnie nie miał czasu na gry, zagadki ani uprzejmości. Skrzyżował ramiona na piersi i wyprostował się, nabierając oficjalnego, bezceremonialnego tonu.
- Dobra, dosyć gierek - rzucił w końcu, przenosząc wzrok z jednej kobiety na drugą. - Z jakiego konkretnie powodu tu przyszłyście?
Zrobił pauzę, jakby pozwalając słowom zawisnąć w powietrzu. Praca wokół została w tym czasie wznowiona, choć oczywiście marynarze zerkali na scenkę z zaciekawieniem. Jedynie dwóch drabów zostało w pobliżu kapitana i bohaterek, jakby zachowując gotowość do ewentualnej reakcji. Mężczyzna o lwiej grzywie obserwował scenkę z wysokości, ze statku, a w jego oczach pojawił się chyba nawet błysk zaciekawienia.
0 x
Shachi
Posty: 29 Rejestracja: 4 sie 2025, o 13:37
Wiek postaci: 26
Ranga: Wyrzutek A
Krótki wygląd: Ostre zęby, czarna opaska na oku, siwe włosy związane w kucyk, mocna sylwetka.
Widoczny ekwipunek: Zanbatō, tachi, duża torba nad tyłkiem, manierka z wodą u boku.
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?t=12022
GG/Discord: rahsim
Post
autor: Shachi » 9 sty 2026, o 19:54
- Właśnie tak - odparła swobodnie, nie doprecyzowując, czy potwierdza, że odczuwa skutki opicia się gorzałką, czy może morską wodą. Zamiast tego wsparła się łokciem o jedną ze skrzyń lub beczek, z zainteresowaniem przenosząc spojrzenie na draba, który zaproponował, że wyprowadzi z porciska obie panie. Biorąc pod uwagę to, że przy jego biodrze zaczepiony był krótki miecz, to wydawał się gotów przynajmniej spróbować wywiązać z tego zadania. Shachi, która dzisiaj zdążyła już raz wyślizgnąć się z objęć śmierci, nieszczególnie przejmowała się tego rodzaju zagrożeniem. Czy było to podejście mądre? Czas pokaże. Na ten moment jednak zachowywała dość olewczy stosunek, nie dołączając do prężenia muskułów i ostentacyjnego sięgania po ostrza. Prawda była taka, że bardziej zagrożona się czuła w towarzystwie swojej taks samo uroczej, jak niebieskiej towarzyszki.
Chwilę później do tej wesołej gromadki dołączył kolejny dziadek. Gdyby nie ich dziwne zachowanie, pospieszny załadunek i obecność drabów, to Shachi uznałaby, że trafiły na jeden z przystanków jakiegoś rejsu dla emerytów.
- Jak najbardziej w porządeczku - odpowiedziała nowemu staruszkowi, obdarzonemu o wiele bardziej bujną czupryną niż jegomość o imieniu Genzo (który swoją drogą także nie miał czego się wstydzić), pokazując mu uniesionego kciuka w geście, który chyba miał rozładować napięcie. I najwyraźniej nie do końca jej się to udało, bo kapitan Genzo raczej nie zdawał się być w humorze na czcze pogawędki.
- Po pierwsze przypłynęłyśmy - skorygowała go natychmiast, jakby właśnie to było istotą jego wypowiedzi. Gestem otwartej ręki wskazała długonogie dziewczę o rybiej aparycji. - Moja piękna towarzyszka nie przepada za chodzeniem.
Tutaj odczekała moment, pozwalając syrence zaprezentować się w całej swojej odrobinę potwornej gracji.
- A po drugie, to skąd te pytanie? To wasze prywatne stare porcisko? - Tu mocno nacisnęła nogą na jedną ze zbutwiałych desek, jakby sprawdzając, czy stare drewno w ogóle wytrzyma napór. Pamiętała jednak, że jeśli chce się łapać okazję, to może nie powinna robić sobie wrogów. - Szukamy wody i łajby. Może się dogadamy? - poprawiła się wreszcie, reflektując się. Nadal jednak uparcie używała liczby mnogiej, ignorując uwagę niebieskiej towarzyszki.
0 x
Himeji
Posty: 35 Rejestracja: 11 wrz 2025, o 19:03
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A
Krótki wygląd: Czarne włosy z białymi kosmykami, mętne, białe oczy i szara cera. Wysoka, smukła. Z całym zestawem rybich cech: skrzela, łuski, ostre uzębienie, płetwy po bokach głowy w barwie złota i turkusu. Ubrana w czerń i biel; zwykle chodzi boso.
Widoczny ekwipunek: Torba przy biodrze; dwie kabury.
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=230982#p230982
GG/Discord: vaynei
Post
autor: Himeji » 9 sty 2026, o 21:42
Milczała. Nie odezwała się ani słowem, pozwalając wybrzmieć tym wszystkim durnym zaczepkom, po cichu licząc na to, że ucichną szybciej, gdy zostaną bez odpowiedzi. Przyszły tutaj w konkretnym celu, jakim miało być wepchnięcie piratki na pierwszą lepszą łajbę, która zamajczyłaby przez chwilę w tym opuszczonym porcisku. Przynajmniej taki był plan Himeji – druga kobieta zdawała się podchodzić do założeń ich niezapisanej umowy z dużo większą beztroską. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie to, że nieszczególnie chciała przebywać tak długo na kaigańskich ziemiach. Była nieuchwytna tylko dlatego, że większą część swojego czasu spędzała w morskich głębinach i, cóż, nie chciała, by to się zmieniło. A już na pewno nie ze względu na jakąś piratkę, która i tak miała już nie żyć.
Ale Shachi, zamiast przejść do sedna, zdecydowała się odpowiadać na każde z ich pytań, nie szczędząc żadnemu z nich swojej uwagi. Na ozdobionym łuską licu Samemiyi nie pojawiła się nawet krztyna emocji – nie zarysowała się żadna zmarszczka sygnalizująca zniecierpliwienie, a usta w odcieniach ciemnej szarości wciąż ułożone były w linię. Jedynym, co mogło ją zdradzić, był chłód w jej spojrzeniu; przeskakiwała wzrokiem raz na rozgadaną nieznajomą, a raz na załogę, jakby popędzając ich, by już skończyli. Czymkolwiek był ten bezsensowny dialog, który się między nimi wywiązał.
Słysząc ten subtelny, ale i cholernie znajomy dźwięk dobywania broni, zerknęła nań przelotnie, już zaraz potem zatrzymując wzrok na twarzy tego zbyt zuchwałego mężczyzny. Na jego oczach, jeśli odważył się podjąć kontakt. Patrzyła na niego z dojmującym spokojem w tych wielkich, wyblakłych ślepiach – aż wreszcie odwróciła wzrok, obnażając swój zupełny brak zainteresowania. Był bezbronny. Był jak dziecko, gdy miała tuż obok siebie wody całego morza, którego siłę mogła uszczknąć w każdej chwili. To był jej teren.
Stała nieruchomo, czekając, aż wszystkie uprzejmości zostaną wreszcie wymienione. Z ulgą przyjęła słowa drugiego, równie posuniętego wiekiem dziadygi, który postanowił również uczestniczyć w tej sytuacji. Zerknęła na niego kątem oka, lustrując go badawczo. Nie pasował do reszty. Szybko zorientowała się, że to ten drugi, pobłogosławiony jeszcze bujniejszą czupryną staruszek zdawał się szefować bardziej niż ten, który niby miał być kapitanem.
– Spokojnie, Genzo – odezwała się wreszcie, kontrastując z ich podszytymi napięciem głosami swoim – lekko zniżonym, niemal kojącym, przeciągającym nieśpiesznie każde ze słów.
Chociaż Shachi miała takie życzenie, to Himeji nie musiała nawet prezentować swojej potworności. Wystarczyło, że ot, stała obok, nosząc na sobie każdą z cech, które zdradzały jej powinowactwo z rybim rodem.
– Po prostu zabierzcie ją stąd – kontynuowała, nie starając się ugładzić swojego surowego komunikatu. – Ma siłę w rękach. Pomoże wam z tymi skrzyniami. – Wskazała oszczędnym ruchem dłoni na trudzących się tragarzy. Shachi utraciła swoją podmiotowość w momencie, gdy zaczęła przedłużać odprawę. – Wydają się ciężkie – rzuciła na koniec, niespecjalnie kryjąc się z ostrością swojego rekiniego uzębienia i raz jeszcze łypiąc zachłannie na ich kufry. Potrafiła być obojętna tak długo, jak długo nie miała przed oczami czegoś, na czym zdążyła się już zafiksować.
Zaciekawiona, jakie skarby są w nich upchnięte, spojrzała w stronę lasu, z którego wynosili te wszystkie towary. Raczej nie spieszyliby się tak bardzo, gdyby sprawa rozgrywała się o jakieś poziomki czy inne grzyby, prawda?
0 x
Ichirou
Posty: 4140 Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
Wiek postaci: 37
Ranga: Shirei-kan, Seinin
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=320
Lokalizacja: Atsui
Post
autor: Ichirou » wczoraj, o 12:49
Wyprawa rangi B
Himeji, Shachi
3/17 Sytuacja w starym porcisku utknęła w impasie na kilka dłuższych chwil. Shachi chętnie podłapywała każdy temat, szukając furtki do wciśnięcia się na podkład, dwóch drabów agresywnie okazywało niechęć, Himeji jak najprawdziwsza syrena koiła marynarzy swoim głosem, z kolei siwy kapitan był w coraz większej rozterce, chcąc połapać się w sytuacji i znaleźć jej sensowne rozwiązanie. A nad tym wszystkim (dosłownie i w przenośni) stał drugi dziadek o lwiej grzywie, którego rola w całym tym przedsięwzięciu była najmniej jasna, jednak na pewno istotna.
Genzo pokręcił przecząco głową na pytanie, czy porcisko jest ich własnością i ograniczył się od dalszych dygresji. Chyba ponaglenie przez starca na statku zadziałało.
- Cóż, prawdę mówiąc, to wszystkie role w załodze mamy obsadzone, choć przyznam, że wyglądacie dość poważnie... - stwierdził, drapiąc się intensywnie po brodzie, sygnalizując intensywne myślenie. Na koniec zerknął sugestywnie na wielkie mieczysko Shachi, które z pewnością budziło respekt i zdradzało profesję właścicielki.
- No bez jaj, baby na pokładzie to pech gwarantowany. Po co wam one? - wtrącił się drugi z drabów, który do tej pory się nie odzywał. Chyba chciał szybko przeciągnąć na stronę kapitana, widząc, że ten jest w sporym dylemacie i rozważa wszelkie opcje.
- Mamy czwarty wiek, no błagam. Kto by wierzył w te zabobony? - odpowiedział mu z rozbawieniem od razu kapitan, nie dając się zbić tropu. W jego tonie było sporo kpiny. Wrócił szybko do namysłów, zerknął to na dwie morskie zjawy, potem na duet drabów, potem znowu na baby, potem znowu na chłopów... Parę sekund później chyba na coś wpadł. Przeniósł wtedy wzrok w stronę statku z psią głową na dziobie, gdzie wciąż stał mężczyzna o majestatycznej grzywie. Uśmiechnął się do niego, ale nic nie odpowiedział. Tak, jakby dogadywali się bez słów. Starzec na statku bowiem wtedy skinął głową wymownie i obwieścił zgromadzonym swoje postanowienie.
- A więc... czas na zakład - zaczął enigmatycznie, po czym klasnął w dłonie z ekscytacją. Dotychczas był raczej spokojny, co najwyżej lekko znudzony lub poirytowany zbędną zwłoką, jednak hasło o zakładzie wzbudziło w nim jakąś dziwną ekscytację.
A potem to ten drugi na dole - czyli kapitan Genzo - zaczął wyjaśniać szczegóły.
- Rozstrzygniemy to w klasyczny sposób. Szybki sparing, jeden na jeden. Zobaczymy, kto się lepiej nada jako ochroniarz, hehe. Każda strona wystawia jedną osobę i robimy szybki pojedynek, ale bez poważnych obrażeń ma się rozumieć. Szanowne panie, jeśli wygracie, zapraszam na pokład. Panowie, jeśli wygracie, zachowujecie swoją rolę i podnoszę wam wynagrodzenie. To co, co wy na to? - zapytał zadziornie, szczerząc się szeroko, eksponując odrobinę niekompletne uzębienie. Spojrzał wymownie to na jedną, to na drugą stronę sporu.
- No to szykuj kasę, dziadku - odezwał się pewny siebie osiłek, trzymający wciąż dłoń na ostrzu przy pasie. Zrobił krok do przodu, a jego postawa jak i twarz emanowały ogromną pewnością siebie.
Teraz piłeczka była po stronie bab wodnych.
Reszta pracowników w tym czasie jeszcze bardziej zwolniła lub wstrzymała swoje prace. Co ciekawe, gdyby spojrzeć na pokład cumującego obok statku, pan o lwiej grzywie zaczął robić jakieś notatki, ustalać coś z pobliskimi marynarzami, przeliczać monety... Ktoś mający choćby minimalne pojęcie o hazardzie mógłby jasno wywnioskować, że na statku właśnie trwa obstawiane potencjalnego starcia, choć rękawica po jednej stronie konfliktu jeszcze nie została podjęta.
W przypadku podjęcia tej rękawicy, Genzo miał rozstawić walczących parę metrów przed sobą i ogłosić start.
W przypadku podjęcia się wyzwania proszę o wybraną osobę o jakąś wstępną taktykę na początek walki.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość