Przypuszczalnie najbardziej nieprzyjazna ze wszystkich sektorów Samotnych Wydm, prowincja Atsui zamieszkana jest przez Ród Sabaku i Ród Maji. Sąsiaduje ona od północy z Wietrznymi Równinami i Shigashi no Kibu, zaś od wschodu - z niezbadanymi terytoriami. Tak jak w innych prowincjach tego regionu, większość krajobrazu to oceany piasku - z tą różnicą, że na Atsui temperatury są znacznie wyższe, zaś oazy są niezwykle rzadkie. Jedyne zwierzęta zapuszczające się tu to gady oraz sępy, polujące na umierających podróżników.
Krótki wygląd: Rude, długie włosy spięte w kok bądź rozpuszczone blada cera zielone oczy gładka skóra szczupła delikatne usta mały nosek Risu w zasadzie zawsze ubiera się w kimona. Najczęściej są w kolorze czarnym. Na stopach nosi czarne geta.
Brak próby walki albo przynajmniej ucieczki po słownej obeldze był dla Daisuke zaskoczeniem. Przywykł do tego, że większość najzwyczajniej w świecie starała się unikać starcia z nim, a jedynie niektórzy byli na tyle pewni siebie, że próbowali jakoś się odgryźć. Niestety z rezultatem fatalnym w skutkach dla nich. Na zwykłym obiciu jednej lub drugiej buźki się nie kończyło i wielu straciło swoje życie przez jeden komentarz za dużo. Tutaj Reiji miał jednak taktykę zupełnie odmienną. Zamiast zamilknąć albo próbować odbić piłeczkę, to on po prostu zaczął dokładnie wszystko tłumaczyć. To już całkowicie zbiło Daisuke z tropu i wyjątkowo, zamknęło jego jadaczkę. Trzeci gwardzista schował się w łaźni, więc nie było nawet chwili, aby lepiej sobie przemyśleć odpowiedź i posłać mu jakąś kolejną, błyskotliwą uwagę.
-Jeszcze jeden test? Ja jebie, no nie spieszycie się tutaj ze swoimi rytuałami- Daisuke był typem, który brnął prosto do celu, więc wszelkiego rodzaju etapy pośrednie wydawały mu się olbrzymią stratą czasu. Kotei przecież uważany był za wielkiego wojownika, nawet sama Minako chwaliła go za jego umiejętności. Musiała być niezwykle zaślepiona uczuciami albo złotem, którym świecił jej przed oczami, skoro ktoś taki potrzebował kolejnego przydupasa, aby upewnił się, że nikt niebezpieczny nie zbliży się do Jou.
Wchodząc do komnaty czuł się pewny siebie i dumnie prezentował swoją wyprostowaną postawę. Wspomniany Genjiro nie wydawał mu się w żaden sposób ciekawy. Wprost przeciwnie, wyglądał na dokładnie takiego samego nudnego i wychudzonego urzędnika, jakiego się spodziewał spotkać. To czego się nie spodziewał był czwarty gwardzista. A właściwie gwardzistka. To już samo w sobie by mogło wprawić w osłupienie, ale to nie była pierwsza lepsza kobieta. To była Noko. Ta sama, z którą dopiero co walczył i która dała mu jedną z największych lekcji pokory w jego życiu. Potrzebował chwili, aby jego twarz przestała wyglądać głupio i odwzajemnił jej uśmieszek, ale jakby bardzo niepewnie. Na całe szczęście z ratunkiem przyszedł Pan Urzędnik.
-Kolejne durne testy? Możemy uciąć te dziecinne zabawy?- Zanim w ogóle się odezwał, wziął kielich i jednym haustem wypił całą jego zawartość, dopiero potem zaczął kwestionować podejście, jakie tutaj prezentowali. Mimo wszystko nie mógł pokazać słabości, unikając wypełnienia zadania, zwłaszcza, że zdobycie tej posady gwardzisty było tak ważne w dostaniu się wyżej w szeregi Oroborosa. Nie chciał również wyglądać na takiego, co wystraszy się odrobiny trucizny. Nawet jeśli chwilę wcześniej musiał się zwijać po przyjęciu poprzedniej. Cmoknięcie niezadowolenia z jego ust podsumowało jak bardzo uwielbiał bliskie relacje ludów pustynnych z truciznami. Spojrzał kątem oka na Noko, ale szybko przestał, jeśli wyłapał, że ta go obserwuje.
Krótki wygląd: Rude, długie włosy spięte w kok bądź rozpuszczone blada cera zielone oczy gładka skóra szczupła delikatne usta mały nosek Risu w zasadzie zawsze ubiera się w kimona. Najczęściej są w kolorze czarnym. Na stopach nosi czarne geta.
Patrzył na ten przerażający obraz wijącego się w agonii mężczyzny. Widok, który wielu wprawiłby w osłupienie i przyprawił o mdłości. Daisuke jednak patrzył z niesmakiem, ale nie wobec cierpiącego potworny ból. Bo przeniósł wzrok na prowodyra całej tej sytuacji. Genjiro. To nie była zwyczajna próba ich lojalności, to była kolejna zabawa, którą Pan Urzędnik sobie sprawił. Jego pozycja z całą pewnością musiała być bardzo wysoka. Poziom zuchwałości w tym wątłym ciałku był nie do zniesienia. Ewentualnie on, tak jak Jou i Minako, był shinobim. Posiadanie umiejętności kontroli chakry bardzo łatwo pozwalało im sądzić, że są silniejsi, niż byli w rzeczywistości.
-Co to za jakaś atsuiska ruletka? Myślisz, że ktoś z nas narobiły tu w spodnie na widok trupa kolesia, którego pierwszy raz na oczy widzieliśmy?- Wyrzucił z siebie to co mu leżało na sercu. Był wyraźnie oburzony sposobem, w który byli testowani. Nie widział w tym żadnego sensu, że najczystszy przypadek miał wyeliminować jednego z nich. Nawet jeśli nie na stałe, bo Daisuke czy Zanzetsu mogliby to przeżyć po nieco dłuższym odpoczynku. Testem na widok śmierci też nie był przekonany. Może w przypadku Noko zachowałby się inaczej, ale jej na całe szczęście nic się nie stało. Nakasada wskazał nawet ręką na Reiju, pokazując, że nawet na kimś tak słabym nie robiły wrażenia te żałosne widoku konającego mężczyzny. Nie miał zamiaru jednak wdawać się w głębsze dyskusje, więc po odebraniu odznaki i chwilowym skrzyżowaniu wzroku z Noko, mógł wreszcie skończyć to spotkanie.
-Kurwa, co za pierdolnik- Parsknął śmiechem, gdy został odprowadzony do swojej nowej kwatery. Tak właściwie to była pierwsza poważniejsza miejscówka, w której przyszło mu spędzić więcej niż kilkanaście minut. Nawet jeśli nie opływało to w największe luksusy, do których przyzwyczajeni byli najwyżsi rangą ludzie z pustyni, tak dla Daisuke i tak było to ponad wszelkie przyzwyczajenia. Trochę nosiło go, gdy miał siedzieć w swoim pokoju, ale opuszczenie go i przerwanie w tym momencie inicjacji do gwardii było poza jakąkolwiek możliwością. Zadeklarował się przed Minako, że pomoże. Zadeklarował się przed Oroborosem, że im pomoże. No i teraz jeszcze sprzedał duszę jakiemuś pięknisiowi. Aż sam nie mógł uwierzyć do czego go te kobiety doprowadziły.
Krótki wygląd: Rude, długie włosy spięte w kok bądź rozpuszczone blada cera zielone oczy gładka skóra szczupła delikatne usta mały nosek Risu w zasadzie zawsze ubiera się w kimona. Najczęściej są w kolorze czarnym. Na stopach nosi czarne geta.
-Właśnie zaczynało mi się tutaj nieco nudzić- Choć brzmiało to jak zwyczajne narzekanie, było to najbliżej podziękowań na jakie Daisuke był w stanie się zdobyć. Genjiro nadal wydawał mu się oślizgłym typem, którego bardzo chętnie by się pozbył przy pierwszej okazji, ale w większej skali całego tego przedsięwzięcia był tylko małym cierniem, który uwierał Nakasadę w tyłek. Dla dobra swojej misji będzie musiał tolerować zwierzchnictwo tego kolesia, jeśli ma zamiar dostać się wyżej zarówno w kręgach Jou, jak i w kręgach Oroborosa.
-Gwardia Zmierzchu, słyszałaś?- Zaśmiał się, gdy urzędnik opuścił już pomieszczenie, zostawiając tą dwójkę samych sobie. Włócznik przeszedł się po pokoju, powoli zbliżając się do kobiety leżącej na podłodze. Stał tak nad nią chwilę, zastanawiając się co z nią zrobić. Był to jednak tylko pewnego rodzaju pokaz przed nią. Imitując jej oczekiwanie aż trucizna zacznie działać w trakcie walki, teraz on pastwił się nad jej stanem.
-Zabaweczką czy nie, masz mi chyba parę spraw do wyjaśnienia, prawda?- Pochylił się nad nią, łapiąc dłonią ją za głowę, zaciskając mocniej swoje palce, po czym podniósł ją w górę pewnym ruchem. Przez kilka sekund trzymał ją w powietrzu, że ich głowy były na tym samym poziomie, po czym odstawił ją na nogi i puścił. Odwrócił się na pięcie i przeszedł się po pokoju, nie zaszczycając kobiety nawet odrobiną kontaktu wzrokowego. Jej sytuacja była fatalna, więc mimo jej zadziorności, można się było spodziewać, że prędzej czy później będzie mogła być złamana jej wola walki.
-Dobra, słuchaj, w dupie mam te twoje zabawy. Pomysł z sake był nawet dobry, ale miałaś pecha, trafiłaś na mnie. To co mnie bardziej interesuje to te twoje gryzienie. Będziesz moją podręcznym wsparciem. Stoisz z tyłu, po walkach czasem będę potrzebował powrotu do stanu wyjściowego. Nie masz zbyt dużego wyboru, bo puścić ciebie nie mogę. Nie żebym planował, bo już wcześniej ci powiedział, że mi się przydasz- I nagle się zatrzymał, jego poważna i przerażająca mina zamieniła się w ironiczny uśmieszek. Całe to przedstawienie do tej pory było próbą odegrania się na niej za wcześniej. Nawet jakby nie była teraz osłabiona i rozbrojona, to i tak planował potraktować ją w podobny sposób. Teraz było to po prostu nieco prostsze i szybsze. Przedstawił jej jednak propozycję, której w obecnej chwili nie bardzo mogła odmówić. Gryzienie za w miarę przyjemne życie pod jego butem. Gdy mówił o sake, wydawało się, że był nawet pod wrażeniem sprytu i bezczelności, którą się wykazała. Mogła się mu przydać do niektórych spraw, może nawet byłby skłonny dawać jej jakieś bardziej odpowiedzialne zadania w przyszłości. Teraz jednak jedyne co ją miało czekać, to siedzenie na tyłku i udostępnianie swoich zdolności regeneracyjnych, aby Daisuke mógł rzucać się w wir walki jeszcze bardziej bezwzględnie i testować na ile takie rozwiązanie będzie w stanie przeciwdziałać efektom wyższych bram.
Krótki wygląd: Rude, długie włosy spięte w kok bądź rozpuszczone blada cera zielone oczy gładka skóra szczupła delikatne usta mały nosek Risu w zasadzie zawsze ubiera się w kimona. Najczęściej są w kolorze czarnym. Na stopach nosi czarne geta.
-Masz rację. Nie masz wyboru- Podkreślił jej dobitnie, przerywając jej w połowie zdania, po czym gestem dłonią pozwolił jej kontynuować. Bardzo jasno zaznaczył, że dziewczyna tutaj wiele nie może zrobić. Taki już los słabszych, że przez swoją nieudolność stawali się jedynie narzędziami w rękach tych silniejszych. Nawet jeśli miała niezwykłe zdolności regeneracji, nawet jeśli potrafiła wykorzystać trucizny dla własnych korzyści i nawet jeśli potrafiła całkiem sprawnie wywijać swoim ostrzem, to wciąż to było za mało. Jej drapieżny blask w oku spotkał się z szerszym uśmiechem ze strony Daisuke. Nie miał zamiaru targać za sobą worka mięsa, które nie ma żadnej woli życia i przetrwania, ale na całe szczęście Saya zdawała się pełna wigoru i chęci, aby pokazać co jeszcze może zrobić.
-Nie sprawiaj żadnych problemów, a będziesz miała praktycznie wszystkie luksusy, które nam tutaj zaoferują. Ale spróbujesz mi zrobić jakąś krzywą akcję i... - Jego uśmieszek na moment zniknął i mężczyzna przejechał palcem po swojej szyi, demonstrując swojej "podręcznej apteczce", że jej wybryk może zakończyć się utratą własnej głowy. Może i jej umiejętności były imponujące, ale nie był przekonany, żeby rana tego kalibru była możliwa do wyliczenia zwykłym gryzieniem. Pożegnał ją, gestem dłonią wskazując na wyposażenie własnej kwatery, dając jej zgodę na rozgoszczenie się. Pozostawił jej jednak więzy na nadgarstkach. Może i obiecał jej dobre traktowanie, ale wpierw musi udowodnić, że potrafi się zachowywać. Nie miał zamiaru ryzykować własną głową, żeby sprawdzić czy kobieta postanowi grzecznie przeczekać nieobecność Daisuke.
-A masz jakieś krzesiwo pożyczyć?- Dawno już nie był na misji demolowania magazynu Oroborosa. Nawet nie potrafił określić ile czasu upłynęło, ale zdecydowanie pamiętał tego drugiego, który wtedy był z nim. Byłby ciekawszym towarzystwem niż Reiju, którego nie było tak prosto rozgryźć i co do którego Daisuke miał mieszane odczucia. Szybko jednak wrócił myślami do ich zadania. Zniszczenie magazynu nie było problematyczne, a i sam Oroboros nie powinien być specjalnie smutni. Koszty, które będą musieli ponieść, jeśli chcieli w przyszłości otrzymać dobrą wtykę-informatora w najwyższych kręgach gwardii Koteia. To co mogło stanowić małą przeszkodę, było wzniecenie ognia, więc Włócznik na wszelki wypadek zapytał o coś, co do tego colu mogło się im przydać. Spojrzał również przelotnie na Reiju, licząc, że może ten ma jakieś shinobijskie sztuczki, za którego dodatkowo będzie nim można gardzić.
Krótki wygląd: Rude, długie włosy spięte w kok bądź rozpuszczone blada cera zielone oczy gładka skóra szczupła delikatne usta mały nosek Risu w zasadzie zawsze ubiera się w kimona. Najczęściej są w kolorze czarnym. Na stopach nosi czarne geta.