Re: Wzgórze Shizukaoka
: 23 lut 2026, o 10:52
autor: Sayuri
Czy ją to zdziwiło? Nie bardzo. Słowa jej, Aoko czy Masakiyo odbijały się raczej od Hyūga Jina, który zdawał się do końca nie dopuszczać do siebie myśli, że popełnił karygodny błąd w swoich założeniach. Wprawiało to czerwonowłosą w smutek i złość jednocześnie. Smutek, bo może ich losy potoczyłyby się inaczej. Może nie trzeba byłoby walczyć o życie kogokolwiek z nich i zamartwiać się, co znowuż ten Masakiyo wymyślił. Złość, bo być może pod dowództwo mężczyzny trafi jakieś naiwne cielątko, które sobie nie poradzi, bo nie będzie miało siły ani pomysłowości. Ona już wiedziała, że jeśli kiedykolwiek ich drogi ponownie się skrzyżują, to nie będzie miała dla niego taryfy ulgowej. Takiego dowódcy nie życzyła nikomu.
Nie życzyła również sytuacji, w której ktokolwiek będzie musiał wypatrywać swoich pobratymców, trzymając się jedynie wiary czy przekonania, że wszystko będzie dobrze. Chociaż w tym życiu, w tym świecie i w obecnych zawirowaniach, chyba nie dało się tego uniknąć. Każdy, kto miał chociaż trochę ludzkich odruchów i nie był zapatrzony w czubek własnego nosa, chociaż trochę przejmował się losem innych. Zwłaszcza członków swojej drużyny. I chociaż usilnie próbowała coś dojrzeć, to niestety nie odnalazła tych, których chciała. W tym momencie pozostała jej właśnie jedynie wiara w ich umiejętności.
W końcu znaleźli się w punkcie zbiórki, gdzie przebywał każdy, kto przeżył to starcie i zdążył się wycofać. Ale też każdy, kto potrzebował pomocy medycznej. Tych osób trochę było, dlatego zebranie ich w jedno miejsce było kluczowe. Korzystając ze swoich zasobów chakry, które jeszcze jej zostały, starała się zająć najpierw tymi, którzy bardziej potrzebowali pomocy. Szczęściem w tym nieszczęściu było to, że nad nikim z obecnych tutaj nie widniała widmo śmierci, więc robiła to wszystko spokojnie, z wyczuciem. Przy okazji mogła uświadomić sobie, ile rzeczy jeszcze brakuje w jej torbie. Chociażby zwykłych bandaży, które teraz by się przydały. Zdecydowanie będzie musiała odwiedzić sklep, ale najpierw zrobi renament w swoim ekwipunku i przygotuje sobie jakąś listę, co jej jeszcze potrzeba.
Pomagała, ile tylko mogła. Jeśli miał ktoś bandaże, które mógł oddać, korzystała z tego, by osłonić rany, które mogły spokojnie poczekać jeszcze do wizyty w szpitalu. Każdemu ze swoich "pacjentów" posyłała ciepły uśmiech, jakby chciała przekazać, że już po wszystkim, a za parę dni już nie będzie po niczym śladu. Chociaż nie zdawała sobie sprawy, czy właśnie nie leczy kogoś, kto stracił w tej bitwie bliską osobę czy też miał to szczęście, że tego nie doświadczył. Podpytywała również o samopoczucie, by wychwycić czy nie ma jakiś innych objawów, niewidocznych dla oka. I gdzieś pośród wszystkich rannych, spojrzenie jej białych oczu napotkało Aoko. Siedziała oparta o drzewo. Widać było, że ta bitwa bardzo mocno się na niej odbiła. Przecież jeszcze niedawno walczyli o jej życie. I chociaż tego nie słyszała, to ruch ust dziewczyny jasno wskazywał, że jej podziękowała. Czerwonowłosa kunoichi poczuła, jak jej mięśnie nieco się rozluźniają i posłała koleżance szeroki, ciepły uśmiech. Cieszyła się, że udało im się ją uratować. Że się nie poddała i otrzymała wsparcie od innej kunoichi.
Walki dobiegły końca. Był czas wracać do osady, a ona wciąż nie widziała ani Masakiyo ani Ryuunosuke. To by ją dodatkowo podniosło na duchu. I wtem, na jednym z wozów, znajdował się ten niepoprawny amant! Czerwonowłosa Hyūga nie ukryła swojej radości z jego widoku. A ten, w ogóle jak gdyby nikt nic, grał sobie i śpiewał.
- Jesteś niemożliwy! - rzuciła do niego i wydęła usta, jakby w geście protestu. Ten i jego piosenki. No jakby wracał właśnie z jakiejś imprezy, a nie walki na śmierć i życie. - Prosisz się o łomot, Masakiyo-kun. - dodała jeszcze z przekorą, kiedy skończył grać. Oczywiście miała na myśli jego brawurową zagrywkę i wskoczenie do wzgórza. Chociaż była niezmiernie ciekawa, co się tam wydarzyło.
Zadbała o to, żeby Aoko też została bezpiecznie przetransportowana i sama również ruszyła do osady. Też musiała się ogarnąć. Umyć krwi, kurzu i ziemi. Mimo, iż teraz wygrali, to wiedziała, że to nie był koniec. Mimowolnie przypomniała sobie o oficerze z Senrankai. Nie dawało jej to spokoju. Czuła, jakby dała się złapać w jakąś dziwną pułapkę własnych myśli. Kim był, dlaczego to robił. Chciała to wiedzieć, jakby miało dać jej to jakiś wewnętrzny spokój.
Z/T