Strona 1 z 3
Pomniejsze szlaki
: 1 lut 2026, o 12:17
autor: Boyos
Boczna ścieżka odchodzi od głównego traktu niepozornie, szybko zwężając się do wąskiego pasa ubitej ziemi i kamieni. Nie jest wyłożona ani utrzymywana — jej kształt wyznaczyły lata użytkowania przez lokalnych mieszkańców, pasterzy i pojedyncze wozy. Miejscami ścieżka zanika w wysokiej trawie, by po chwili znów stać się wyraźna.
Otoczenie jest otwarte i spokojne. Po obu stronach drogi rozciągają się równiny porośnięte dzikimi trawami i polnymi kwiatami, przerywane pojedynczymi drzewami i drewnianymi płotami wyznaczającymi granice pastwisk. Brak tu rowów, krawężników i znaków — ścieżka istnieje tylko dlatego, że ktoś nią wciąż chodzi.
Podłoże jest nierówne i zmienne. W suchych porach twarde i pyliste, po deszczach grząskie i pełne kolein. Kamienie wystające z ziemi zdradzają dawny bieg drogi, lecz brak regularnej nawierzchni sprawia, że podróż wymaga ostrożności. Szerokość ścieżki pozwala na przejazd pojedynczego wozu, lecz mijanie się jest utrudnione.
Boczne ścieżki tego typu prowadzą do mniejszych osad, pól i zaplecza gospodarczego, omijając oficjalne punkty kontroli. Nie są tajne ani zapomniane, lecz pozostają poza głównym nurtem ruchu. To drogi codzienności — wykorzystywane przez tych, którzy znają teren i nie potrzebują wygody ani nadzoru głównego traktu.
Re: Pomniejsze szlaki
: 3 mar 2026, o 11:45
autor: Uchiha Hiromi
Uchiha Hiromi
Rok 396
Hiromi zmarszczyła brwi. Nie przerwała mu, choć w środku czuła, jak coś się w niej napina. Gdy skończył, skinęła głową.
- Dziękuję - powiedziała cicho. - Czasem łatwiej uwierzyć w ducha niż w to, że coś takiego może być dziełem człowieka. Ale nie zignoruję żadnej informacji. Nawet tej, która wydaje się być tylko legendą.
Odwróciła się do Yoshiry, która stała obok, z rękami skrzyżowanymi na piersi.
- Nie wiem, czy to duch, czy ktoś, kto chce, byśmy myśleli, że to duch. Ale jeśli naprawdę ktoś układa te mogiły, to znaczy, że nie mamy do czynienia tylko z chorobą. Może to nie tylko natura. Może ktoś to robi celowo.
Spojrzała na Yoshirę z powagą.
- Musimy być bardzo ostrożne.
Już w namiocie, po wyjaśnieniach, Hiromi zamrugała, gdy Tamachi umilkł. Słysząc całą opowieść dowódcy, poczuła, jak po plecach przebiega jej dreszcz. To, co usłyszała o dziwacznych mogiłach i purpurowej florze budziło grozę. Z początku stała nieruchomo, trawiąc każde słowo Tamachiego. Purpurowe, oślizgłe rośliny wyrastające z ciał... choroba tak gwałtowna, że zabija w tydzień... Hiromi zacisnęła dłonie w pięści na skraju swojej koszulki, żeby ukryć ich lekkie drżenie. Próbowała nie dać po sobie poznać, jak bardzo wstrząsnęły nią szczegóły tej historii. Starała się zebrać myśli i nie dopuścić, by obawy wzięły górę nad jej profesjonalizmem. Jako medyczka, już nieraz widziała ludzi umierających na różne choroby czy rany, ale opis krwawiących z oczu i uszu ofiar nieznanej zarazy był inny.
Mimo to, w głowie Hiromi zamiast paniki zaczął powoli kształtować się plan działania. W końcu właśnie po to tu przyjechała. Jeśli nie ja, to kto? , pomyślała, próbując dodać sobie otuchy. Muszę dać radę.
- Dziękujemy za wyczerpujące wyjaśnienia, Tamachi-san - odezwała się w końcu Hiromi, starając się, by jej głos zabrzmiał spokojnie i rzeczowo. - Czy mogę dopytać o kilka szczegółów? To dla mnie bardzo ważne, by poznać wszystko, co tylko może okazać się przydatne. - Spojrzała pytająco na dowódcę, mając nadzieję, że się zgodzi.
Młoda medyczka przeszła do szczegółowych pytań, mając nadzieję, że niczego nie pominie:
- Wspomniał pan o dziwnym symbolu ułożonym z patyków przy pierwszej mogile. Czy mógłby pan go opisać dokładniej, narysować go? Czy podobne symbole znaleziono także przy innych mogiłach, czy tylko przy tej pierwszej? - zapytała. Symbol mógł wskazywać na jakiś rytuał albo sprawcę. Dlatego pewnie wezwano wyznawców Jashina.
- Czy zauważyliście coś szczególnego w tych porostach? - kontynuowała ostrożnie Hiromi, marszcząc lekko brwi. - Czy wydzielają jakiś zapach albo substancję? Czy roślina przypomina bardziej grzyb, czy ma cechy kwiatu? - W myślach starała się przywołać jakiekolwiek fragmenty ksiąg medycznych o trujących roślinach. Niestety, nic, co znała, nie powodowało tak drastycznych objawów w tak krótkim czasie, zwłaszcza że choroba nie była zaraźliwa z człowieka na człowieka. To sugerowało działanie toksyny, który atakuje jedynie bezpośrednio po kontakcie. - A czy kiedy pojawiły się pierwsze symptomy choroby, próbowano zastosować jakieś lekarstwa lub techniki medyczne, by je powstrzymać? - zapytała z powagą. - Czy ktoś próbował tamte krwotoki i gorączkę leczyć standardowymi metodami? Był tutaj na miejscu medyk? - Chciała dowiedzieć się, czy typowe antidotum lub techniki medyczne odniosły jakikolwiek skutek. W jej głosie brzmiała szczera troska i koncentracja. Każda informacja mogła okazać się kluczowa dla znalezienia lekarstwa lub przynajmniej środka zapobiegawczego.
Hiromi spojrzała jeszcze raz na mapę rozłożoną na stole. Purpurowa flora pojawiająca się na zbiorowych mogiłach... śmiertelna choroba rozwijająca się w kilka godzin po kontakcie... Ktoś lub coś tworzące te upiorne stosy ciał tuż po bitwie i to pod samym nosem oddziałów.
To nie może być przypadek - pomyślała Hiromi. - Ktoś celowo zastawia te “pułapki”. Pytanie: czy to ma służyć zastraszeniu nas? Wyeliminowaniu naszych ludzi nawet po bitwie? A może to jakiś chory rytuał, ofiara dla nieznanego bóstwa?
- Rozumiem też, że nikt poza tymi, którzy mieli bezpośrednią styczność z mogiłami, nie zapadł na chorobę? - upewniła się Hiromi. - Czy wiadomo, co stało się z ciałami ofiar? Czy zostały później spalone czy co z nimi zrobiliście? - zapytała ciszej, choć w jej głosie pobrzmiewał smutek. W sercu czuła ukłucie żalu na myśl o tych ponad dwudziestu zmarłych.
Zerknęła przelotnie na Yoshirę. Na krótki moment ich spojrzenia się spotkały. W ciszy, bez słów, Hiromi przekazała jej blady uśmiech, starając się dodać otuchy im obu. Obecność drugiej kunoichi była w tej chwili na wagę złota.
Cały czas tłukła jej się też po głowie opowieść o Białej Damie. Strzępy makabrycznych obrazów z podróży mieszały się w myślach z przestrogami żołnierzy spod bramy. Trudy wojny zostawiają ślady nie tylko na ciałach, ale i w psychice. Wojna tak łatwo rodzi strach, który przeradza się w legendy o duchach. Nie dziwne, że w takich warunkach rodzą się Białe Damy i inne zjawy. Ludzie rozpaczliwie poszukują winowajcy, by wytłumaczyć sobie to, co ich spotkało.
Jak jednak oddzielić prawdę od pogłosek? - zastanawiała się Hiromi. Muszę trzymać się faktów i na spokojnie je przeanalizować. Inaczej też popadniemy w panikę.
Gdy Tamachi cierpliwie odpowiedział na wszystkie jej pytania, Hiromi wykonała głęboki ukłon.
- Dziękuję, Tamachi-san. To naprawdę cenna wiedza - powiedziała z szacunkiem. - Myślę, że najlepiej będzie od razu obejrzeć tę najbliższą mogiłę - oznajmiła stanowczo, spoglądając to na Tamachiego, to na Yoshirę. W jej głosie brzmiała spokojna pewność. - Zanim dotrze Jashinistka, możemy zebrać pierwsze informacje na własną rękę. Im szybciej obejrzymy to miejsce, tym lepiej. Jeśli ta roślina tak szybko rośnie i tak szkodzi ludziom, wolę zobaczyć ją za dnia, na własne oczy. - Przeniosła wzrok na dowódcę. - Proszę nam tylko dokładnie wskazać drogę. Po powrocie porozmawiamy jeszcze z innymi, którzy mieli do czynienia z mogiłami. Na razie będziemy trzymać się z daleka i nie dotykać niczego. Muszę też sporządzić notatki z tego wszystkiego… dlatego najpierw mogiła, potem dalsze śledztwo, potem notatki.
Ukryty tekst
Re: Pomniejsze szlaki
: 4 mar 2026, o 07:40
autor: Nizan
Mogiły Tenranu
Misja A - Hiromi
Posty
Kolejka 8/X
Gdy Hiromi odeszła z Yoshirą od strażników, medyczka zauważyła, że muszą być ostrożne. Dziewczyna delikatnie prychnęła, ale potem momentalnie poprawiła się i wyprostowała. Najwidoczniej niechcący zdjęła maskę profesjonalistki. Albo historia, którą usłyszała była tak odklejona, że po prostu nie mogła wytrzymać, albo przebywanie przy Hiromi sprawiało, że zaczynała przekonywać się do dziewczyny. Szybko jednak ponownie przybrała ponownie posturę kunoichi.
- Powiem Ci tak, Hiromi-kun. - zaczęła. - Będziemy dużo zdrowsze, jak będziemy uważać bardziej na tych żywych, niż tych martwych. - odparła, zmuszając się do delikatnego uśmiechu, który przerodził się raczej w krzywy zgryz.
Następnie w samym namiocie, po wysłuchaniu historii Tamachiego, Hiromi była delikatnie przerażona tym, co słyszy. Najwidoczniej cokolwiek było i tworzyło te mogiły - naprawdę istniało i było kilka różnych podejść do tematu. Bezpieczniej chyba było zakładać, że ktoś to robi celowo… ale kto? Ktoś na tyle szybki, by był w stanie przekradać się między oddziałami, a także na tyle silny, by móc nosić ciała bez problemu. Jednak, nie to w tym wszystkim było najgorsze…
- Oczywiście, jesteśmy tutaj by pomóc Wam najbardziej jak się da. Poza tym, mi też zależy na tym, by to zniknęło, bo takie udziwnienia źle wpływają na morale. Zresztą, już teraz żołnierze mówią o jakiejś… a właśnie, to dodatkowa kwestia. - powiedział, po czym podrapał się po brodzie. - Miała miejsce dezercja z obozu niedaleko. Cały oddział zniknął z patrolu. Co ciekawe, byli to raczej weterani, więc sam dowódca, z którym wymieniałem korespondencję był w szoku, ale tak to na wojnie bywa. Skoro zniknęli, to albo przeszli na stronę wroga, albo po prostu znaleźli coś, co ich wzbogaciło na tyle, by nie musieli dalej ryzykować życia. Oczywiście, już pojawiły się legendy o jakimś duchu, który ich zabił, ale to jakieś brednie, które powstały pewnie na podstawie tych mogił. W każdym razie, uważajcie na nich. - zmrużył oczy. - Skoro stali się banitami, to mogą chcieć Was pochwycić, a szczególnie Ciebie Hiromi. Jesteś osobą, za której życie mogą wytargować bez problemu ułaskawienie. Jak ich zobaczycie, możecie ich zabić. Dezercja jest karana śmiercią.
Był to oczywisty przerywnik do tego, o co pytała Hiromi, jednak do jej pytań dowódca też zamierzał wrócić. Pierwsze pytanie dotyczyło dziwnego znaku.
Znak… cóż, to jest chyba najciekawsze. Tak, widziałem go i dlatego podejrzewam, że jest to sprytne zagranie Dzikich. Zaczęli wojnę psychologiczną. - westchnął i podszedł do kufra, po czym wyciągnął z niego zlepek patyków. Podszedł do Was i położył go na stole. To co zobaczyłyście… sprawiło, że Yoshira rozszerzyła oczy i przyłożyła dłoń do ust.
Był to ewidentnie jakiś okrąg z patyków, połączony dość niedbale jakąś lniana linką. Co jednak ciekawsze - w środku tego okręgu był ewidentnie wyrzeźbiony herb klanu Uchiha i to dość dobrze odwzorowany. Co ciekawe, nie wyglądało to na fuinjutsu, a raczej na jakiś symbol, który wywiesza się przed domem w celach ochrony przed demonami. Z jakiegoś powodu jednak, to na co patrzyłyscie, emanowało bardzo złowrogą aurą. Nawet jeżeli nie znałyście się na tym, co to może być, to....
- Czemu jak na to patrzę, to przebiega mnie dreszcz? - zapytała Yoshira.
- Prawda? A to tylko zlepek jakichś patyków, chociaż nie powiem, ktos ma zacięcie artystyczne. Pewnie jakiś Gazo po stronie Dzikich rzeźbi takie coś.
No to Hiromi wiedziała doskonale, jak wygląda owy… cokolwiek to było?
- Tego sporo wisi, albo leży w miejscach mogił. Jedno wzięliśmy dla testu, bo nie wierzę w te wszystkie zabobony, ale ani nie zachorowałem, ani nie nawidził mnie żaden duch… tym bardziej żadna Biała Dama. - powiedział i delikatnie się uśmiechnął.
Następnie Hiromi zbombardowała Tamachiego pytaniami o to, czym może być mogiła. Facet wzruszył ramionami.
- Tutaj za bardzo nie pomogę. Dla mnie to wygląda jak jakiś kwiat, z którego leje się nektar. Bardzo dużo nektaru. Ale inni mówią, że to raczej grzyb. To już musicie same ocenić. - odparł. - Czy śmierdzi? Może trochę, jednak nie wiem czy to akurat z tego kwiatu, bo zapach, jaki się unosi to czysty metaliczny zapach krwi. Więc, raczej może być to po prostu z ciał.
Na pytanie o leczenie, Tamachi pokiwał głową.
- Mamy owszem medyków, ale są to raczej medycy polowi, którzy amputują kończyny, niż jacyś prawdziwi ironini. Mieliśmy sześć takich przypadków. Oddział chłopaków, którzy mieli kontakt z substancją tydzień temu gdy kazałem im to poprzenosić. Zaczęło się od gorączki i majaków, która nie chciała za nic puścić. Oczywiście, próbowaliśmy ją zbijać, ale to nic nie dawało. Dopiero koło trzeciego dnia się pogarszało i zaczynali krwawić z oczu i uszu, aż po tygodniu po prostu umierali. Wszystkie trzy ciała spaliliśmy, bo… baliśmy się jakiejś zarazy. W sumie to nie pomyślałem, ale i tak baliśmy się przenieść ich ciała. Na szczęście wydają się nie zarażać. Przynajmniej medyk, który przenosił ciała nie zachorował, ale nie dotknął ich gołym ciałem, a rękawiczki w których pracował potem spalił. Wiem, że z innych obozów też próbowali eliminować mogiły i skończyli tak samo.
Potem Hiromi podziękowała za wsparcie i powiedziała, że sama chce obejrzeć za dnia owe zjawisko. Tamachi skinął głową
- Do pierwszego z nich możecie bez problemu jechać same. Tak jak mówiłem, jak wyjdziecie z obozu, to skierujcie się na północ i jedźcie drogą około piętnastu minut konno. Potem zobaczycie, że główna droga jest zatarasowana kłodami, to je mińcie i jedźcie dalej. Przed tym kłodami jest wydeptana dróżka w lewo, bo jak oddziały chodzą to omijają tamte miejsce. Od kłody macie jakieś dziesięć minut drogi. Tam, gdzie zaczyna się gęstsza linia drzew, tam zobaczycie. Duże, fioletowe, czy tam szkarłatno purpurowe. Napewno traficie.
Następnie wyszłyście z namiotu i ruszyłyście do bramy, gdzie Yoshira wzięła konie i podała Ci lejce jednego z nich.
- Brzmi to jakoś strasznie… dziwnie. - zaczęła niechętnie. - Zawsze tak wyglądają Twoje zlecenia?
Yoshira Uchiha - Klik
Takeshi Uchiha -
Tamachi Uchiha
Amaya Kioto - Klik
Re: Pomniejsze szlaki
: 4 mar 2026, o 14:17
autor: Uchiha Hiromi
Uchiha Hiromi
Rok 396
Kiedy wyszły, Hiromi nie odpowiedziała od razu. Przez chwilę tylko patrzyła na Yoshirę, która - choć próbowała zachować profesjonalizm - nie zdołała ukryć lekkiego rozbawienia. To jedno, krótkie prychniecie, ten krzywy uśmiech… coś w niej pękło. I Hiromi to zauważyła. Nie skomentowała jednak. Zamiast tego, uśmiechnęła się lekko, niemal niezauważalnie.
- Nie - odparła w końcu, spokojnie, z nutą ironii. Pomyślała o misji na zgodę na małżeństwo Masahiro, któremu potem panna młoda uciekła. - Zwykle są jeszcze dziwniejsze.
Wsiadła na konia, poprawiając torbę z medykamentami. W głowie wciąż miała obraz tego znaku - patyki, lniana linka, a w środku symbol klanu Uchiha. Dobrze odwzorowany. Zbyt dobrze. To nie był przypadek. Ktoś wiedział, co robi. Ktoś chciał, żeby to zobaczyli. Żeby to zapamiętali.
Znak nie był fuinjutsu, ale miał w sobie coś złowrogiego. Hiromi nie znała się na duchach, ale znała się na ludziach. I wiedziała, że strach to broń. Wojna psychologiczna - tak to nazwał Tamachi? I miał rację. Tylko że wojna psychologiczna wymaga celu. A tu? Kto miałby zyskać na sianiu paniki wśród żołnierzy Ryuzaku? Dzicy i Kaminari? Czy to był styl Kaminarich? Niekoniecznie. Dzikich? Tego nie wiedziała.
A może to nie wróg z zewnątrz. Może to ktoś z wewnątrz. Ktoś, kto zna ludzkie lęki. Ktoś, kto wie, jak siać niepokój. Ktoś, kto chce, by klan Uchiha sam się rozpadł od środka.
Hiromi spojrzała na Yoshirę.
- Ten znak… - zaczęła, bardziej do siebie niż do niej. - To nie przypadek. Ktoś go zrobił z premedytacją. I wiedział, co robi. Wiedział, że go znajdziemy. Że zwrócimy uwagę. Że nas poruszy.
Zamilkła na chwilę, po czym dodała:
- I wiesz co? Może masz rację. Może powinniśmy bardziej uważać na tych żywych niż na tych martwych. Bo ci martwi już nie knują.
Ruszyły w stronę bramy. Hiromi czuła, jak napięcie w niej rośnie. Nie przez duchy. Nie przez florę. Przez ludzi. Przez to, co powiedział Tamachi o dezerterach. Weterani, którzy zniknęli bez śladu. Może zdradzili. Może uciekli. A może… może to oni stoją za tym wszystkim?
A może było to coś zupełnie innego?
Nie wiedziała. Na razie miała za mało informacji. Będzie się zastanawiać później.
Hiromi wyjęła maski ze swojej torby - jedną podała Yoshirze, drugą założyła sobie na twarz. Upewniła się, że jej rękawiczki nie mają żadnych dziur. Spojrzała przed siebie, na drogę prowadzącą ku mogile.
- Ruszajmy - powiedziała cicho. - Zobaczmy, co tam naprawdę rośnie. Zatrzymamy się, jak tylko coś wypatrzymy. Niczego nie dotykamy. Niczego nie wdychamy.
Ukryty tekst
Re: Pomniejsze szlaki
: 5 mar 2026, o 07:48
autor: Nizan
Mogiły Tenranu
Misja A - Hiromi
Posty
Kolejka 9/X
Hiromi wraz z Yoshirą ruszyły jeszcze za dnia w kierunku pierwszej z mogił. Dziewczyny wsiadły na konie i wyjechały z obozu, kierując się w północnym kierunku szlakiem.
- Nie wiem, staram się zachować profesjonalizm cały czas, ale jak słyszę jakieś opowieści o duchach czy jakichś dezerterach, to mam wrażenie jakbym trafiła do jakiegoś innego świata. - powiedziała, ponownie na chwilę zdejmując maskę poważnej dziewczyny. Ewidentnie to co zobaczyłyście, było czymś czego Yoshira meldując się o przydział na misję kilka dni temu - się nie spodziewała.
Ruszyłyście więc dróżką i rzeczywiście nie trwało jak piętnaście minut, gdy dojechałyście do rozwidlenia, a raczej przewalonych drzew. Kłody były ułożone wprost w taki sposób, by uniemożliwić przejazd dalej i skręt w lewo był drogą, która dopiero co zaczęła być udeptywana. Widać było na kłodach niedbałe ślady po siekierach, a także niedaleko konary, które wystawały wskazując, gdzie wcześniej rosły drzewa. Całość była zrobiona w pośpiechu, jakby strażnicy którzy wykonywali te czynności chcieli jak najszybciej zrobić co mieli zrobić i stąd odejść.
Blokadę łatwo było wyminąć, więc pojechałyście dookoła i po chwili byłyście znowu na głównym trakcie, który prowadził wprost na północ. Nie wiedziałaś czemu, ale mimo tego, że było dość widno, to gdy tylko minęłyście linię drzew, zaczęłaś czuć się bardzo nieswojo. Miałaś wrażenie, jakby ktoś Cię obserwował. Co więcej, Yoshira nawet jeżeli tego nie skomentowała, to zaczęła się oglądać za siebie i w ogóle wykonywać jakieś takie przyruchy, które automatycznie powodowały niepokój również i u Ciebie.
- Cholera, nie jestem jakaś… nie wierzę w takie rzeczy, ale nie powiesz mi, że nie czujesz się nieswojo. - powiedziała Yoshira. - Dziewczyno ogarnij się… - wyszeptała bardziej do siebie, jak do Ciebie.
I w ten sposób pojechałyście jeszcze pięć minut i zgodnie z tym, co mówił Tamachi, zauważyłyście to. Mogiła była porośnięta jakimś fioletowym grzybem, albo jakimś dziwną fioletową mazią, która w pewnej chwili rozlewała się już na boki. Co więcej, sama mogiła była zarośnięta i wyglądała tak, jakby była tu przynajmniej kilka miesięcy w czasie obfitym do porostu roślin, a nie przez kilka tygodni. Zgodnie z tym, co mogłaś się spodziewać - nad mogiłą wisiał znak. Bardzo zbliżony, o ile nie identyczny z tym, który widziałaś u Tamachiego.
W pewnej chwili konie zatrzymały się i prychnęły, ewidentnie nie chcąc dalej podchodzić do dziwnego zjawiska. Yoshira spojrzała zdziwiona.
- Co jest? - zapytała. - Czemu nie idziecie? Przecież jesteście szkolone do takich rzeczy. - powiedziała ewidentnie zaskoczona, starając się wytłumaczyć jakoś im, że ich kariera zależy od tego momentu. - I tak tam podejdziecie. - westchnęła.
Dziewczyna zeskoczyła i złapała za lejce, po czym zaczęła prowadzić konia w tamtym kierunku.
- Ty też tak zrób. Nawet jak nie chcą, to muszą się przyzwyczajać do tego. - powiedziała Ci, a konie ewidentnie nie chciały się zbliżać, więc zaczęło się szarpanie ze zwierzętami.
Finalnie - mogiła była około 5 metrów od Ciebie. Nawet teraz mogłaś dostrzec zarysy twarzy martwo patrzące w bliżej nieokreślone punkty.
Yoshira Uchiha - Klik
Takeshi Uchiha -
Tamachi Uchiha
Amaya Kioto - Klik
Re: Pomniejsze szlaki
: 5 mar 2026, o 13:08
autor: Uchiha Hiromi
Uchiha Hiromi
Rok 396
- Tak jest zawsze, Yoshira-senpai - wyjaśniła Hiromi, kiedy jechały. - Ludzie próbują wiele rzeczy wymyślić, żeby poradzić sobie z sytuacją. Widzą i wierzą w różne rzeczy. Tak powstają legendy, prawda? - westchnęła głęboko. - Ale tak, też się tutaj czuję jakoś tak inaczej. Nie wiem… po prostu… A tam, zobaczymy.
Jechały. Hiromi była nieco zaniepokojona tym, że ułożono kłody na drodze, ale pewnie leżały tutaj, ponieważ musieli zaznaczyć drogę do mogił i ją przyblokować. One jednak musiały minąć kłody i pozwolić koniom jechać dalej. To było rozsądne, żeby nikt się tutaj nie zapuszczał.
Jechały dalej, a Hiromi dziwnie się poczuła i wyprostowała. Zamknęła na chwilkę oczy i otworzyła je ponownie. Jej wzrok szybko przystosował się do zauważania większej ilości szczegółów i przetwarzania ich szybciej, więc rozglądała się dookoła - chciała zobaczyć, czy nie ma żadnego ruchu, żadnej chakry, której nie powinno tutaj być.
- Jeżeli potrafisz, włącz Sharingan - powiedziała dziewczynie. - Musimy zapamiętywać wszystkie szczegóły - dodała. - I tak, czuję się nieswojo. Ale chakra może robić różne rzeczy. Wystarczy, że ktoś z dużymi jej zasobami będzie w pobliżu i już jego aura może cię przytłoczyć. A przynajmniej… tak to sobie logicznie próbuję wyjaśnić. Niczego nie odrzucamy, ale niczego nie przyjmujemy na wiarę. Jesteśmy tutaj, żeby to zbadać.
Hiromi w dużej mierze mówiła również do samej siebie, nie tylko do Yoshiry. Łatwo było zatracić się w wierze, łatwo było się zatracić w przyjmowaniu wszystkiego na logikę i odrzucać inne rzeczy.
- Ale, Yoshira-senpai… Uchiha Azuma widział i walczył z Tengu - dodała jakby na koniec.
W końcu dojechały. Hiromi poczuła, jak jej koń się zatrzymuje ze strachem przed mogiłą i nie chce jechać dalej. Yoshira koniecznie chciała konia dalej pociągnąć, ale Hiromi nie była tego taka pewna.
- Nie… - powiedziała powoli, zeskakując z konia. - Nie. Na razie nie. Nie wiemy co to jest, gdzie się rozrasta, jak w ogóle działa. Jak będziemy na koniach jeszcze przypadkiem w to wdepniemy. Wiem, że dobrze, jakby się nie bały… ale jeżeli teraz się boją, to może, jakbyśmy jechały po prostu, to by nas ostrzegły? Nie wiem, ale… nie prowadź ich bliżej.
Hiromi miała nadzieje, że Yoshira jej posłucha. Jeżeli tak było, oddała lejce swojego konia Yoshirze i ostrożnie podeszła bliżej. Miała zakryty nos i usta, rękawiczki na dłoniach. Ostrożnie obejrzała ziemię wokół mogiły - żeby widzieć, jak daleko rozlewa się grzyb czy cokolwiek to było. Nie podchodziła bliżej niż bezpieczna odległość, żeby powoli zacząć obchodzić mogiłę. Było jej niedobrze, kiedy wpatrywała się w pokryte fioletem ciała. W życiu czegoś takiego nie widziała, z niczym jej się nie kojarzyło. Próbowała rozpoznać, czy ciała należą do kogoś - nie do kogoś znajomego, ale czy do Uchiha czy Dzikich? Może Kaminari? Dało się to w ogóle rozpoznać?
Na razie nie chciała pobierać próbek ani podchodzić bliżej. Na razie patrzyła, szukała więcej anomalii, więcej szczegółów.
- Przyspiesza wzrost - powiedziała Hiromi. - Tych roślin. Zarastania mogiły… próbuję dojrzeć, czy przyspiesza też rozkład. Grzyby rozkładają zwłoki - dodała. - Jeżeli to grzyby. W ogóle… nie wiem, jak to wygląda. Jest… będzie mi się śnić po nocach.
Hiromi przeniosła wzrok na znak nad mogiłą i przez chwilę się mu przyglądała. Nie chciała próbować go zdejmować, po prostu wyciągnęła notesik i ołówek i próbowała naszkicować wiszący symbol, przyglądając się, czy nie ma tam wyżłobionego znaku Uchiha, jak wcześniej.
Ukryty tekst
Re: Pomniejsze szlaki
: 5 mar 2026, o 19:36
autor: Nizan
Mogiły Tenranu
Misja A - Hiromi
Posty
Kolejka 10/X
Hiromi również czuła się nieswojo, szczególnie gdy minęły zastawioną drogę w kłodach. Co więcej, medyczka poleciła Yoshirze by ta uruchomiła swojego sharingana i dziewczyna skinęła głową, po czym w jej oczach zakręciły się źrenice. Nagle oko zakryło się czerwienią, a wokół środka zafalowały… trzy łezki. Dziewczyna nerwowo zaczęła oglądać się dookoła, starając się zapamiętywać obszar zgodnie z poleceniem Hiromi.
Nie udało Wam się jednak zlokalizować żadnego zagrożenia, więc jak dojechałyście do mogiły, to po dłuższej chwili Yoshira wyłączyła sharingana.
- Em… tengu? - powtórzyła, patrząc już normalnym wzrokiem. - Czyli… że te duchy z legend? Pan Azuma? - dziewczyna wydawała się totalnie nieprzekonana tym, co do niej mówisz. - Ym… no rozumiem, ale… no nie obraź się, ale sama mówiłaś, że ludzie dopowiadają sobie legendy. Pewnie spotkał jakiegoś marionetkarza, który akurat sprawnie potrafił udawać ducha i dlatego. - odparła.
Cóż, Yoshira nie wierzyła w to, że Azuma spotkał jakiegokolwiek Tengu. Może prędzej by uwierzyła w Nue, bo akurat tego trudno byłoby podrobić, nawet marionetkami.
Następnie Hiromi powiedziała, że dobrze, skoro zwierzę ich ostrzegło i poprosiła, aby nie podchodziła bliżej z końmi. Dziewczyna miała jednak odmienne zdanie.
- Nie zgodzę się Hiromi-kun. - powiedziała. - Koń to zwierze, które jest przedłużeniem Twojej woli. Jeżeli te przedłużenie woli nie działa, bo zwierzę się boi, to jest to towar wadliwy. To Ty masz dyktować warunki, kiedy koń ma podejść, albo nie, Hiromi-kun - a nie koń swoim strachem dyktuje Ci podejście. - popatrzyła w Twoim kierunku. - Na wojnie jeżeli koń obawia się szarży na przeciwnika, to może sprawić, że jego jeździeć zginie. Tak samo tutaj - jeżeli kiedykolwiek będziesz chciała przejechać obok mogiły, a koń stanie dęba bo się przestarszy, to możesz stracić życie. - westchnęła. - Jednak ja jestem tutaj tylko od ochrony Ciebie. Skoro nie chcesz, to nie będę podchodziła. - i tak jak powiedziała, tak stanęła w miejscu, gdzie maksymalnie mogły podejśc konie, lecz nie prowadziła ich bliżej.
Hiromi zaś zaczęła bezpieczną obserwację zjawiska. Przede wszystkim - cokolwiek to było, wyglądało jak oślizgłe rośliny, albo rośliny, które wydzielają jakąś klejącą substancję fioletowego koloru. Rośliny wyrastały… chyba z ziemii, która w jakiś dziwny sposób pojawiała się pomiędzy ciałami. Coraz bardziej to przypominało nie tyle stos ciał, co raczej kopiec, w które w jakiś sposób zostały wciśnięte ciała, a finalnie na ich ciałach zaczęła wyrastać dziwna flora. Tak, to było pierwsze interesujące zjawisko - dziwny blob wyrastał tylko na organicznych częściach mogiły. Hiromi próbowała rozpoznać ciała, jednak były one zbyt zdeformowane na to, by ustalić ich pochodzenie. Jednak, gdy Hiromi spróbowała z drugiej strony podejść do zagadnienia, to po mundurach ustaliła, że zdecydowanie większość była tutaj ciałami żołnierz Ryuzaku. Owszem, znalazło się kilka Dzikich, ale w zdecydowanej większości przeważały barwy Stolicy Handlu. Co ciekawe, blob rozrastał się poza mogiłę i tego była pewna. Tutaj była ciekawostka, bo ewidentnie roślina potrafiła przenieść się już poza organiczną część, jeżeli mogła tylko się rozrosnąć. Inaczej mówiąc, początek brała z ciała, ale dalej mogła iść bez ograniczeń.
Sam znak nie wyróżniał się niczym. Wydawać się jednak mogło, że znak Uchiha nie był wyrzeźbiony. Bardziej wyglądał… jak stworzony? Od podstaw?
-I jak? Na co Ci to wygląda?
Yoshira Uchiha - Klik
Takeshi Uchiha -
Tamachi Uchiha
Amaya Kioto - Klik
Re: Pomniejsze szlaki
: 5 mar 2026, o 21:58
autor: Uchiha Hiromi
Uchiha Hiromi
Rok 396
- Pewnie masz rację - przyznała Hiromi, jeżeli chodziło o konie. - Ale to pierwszy raz co tu jesteśmy. Nie chciałam, żeby przypadkiem w coś wdepnęły. Nie wiemy, jak to się rozprzestrzenia. My odskoczymy, nie wiem, jak konie.
Było jej trochę szkoda, że odmówiła Yoshirze, ale… cóż, miała swoje powody. Głównie takie, że faktycznie bała się, że koń może w coś wdepnąć i rozpryskać, zarazić się, przenieść ze sobą, nawet jeżeli nie. Będzie czas na doszkalanie koni. Na pewno. Prawda?
Kiedy już obejrzała mogiłę, a Yoshira zapytała - nie wiedziała, co odpowiedzieć. Sharingan jej mówił, że nie ma tu chakry - było to coś normalnego. O ile można było to nazwać jako coś normalnego. Ogólnie jej się to nie podobało i najchętniej spaliłaby to świństwo… ale jeszcze nie mogła.
- Nie mam pojęcia. Nigdy nie widziałam, żeby… - pokręciła głową. - Te znaki, nawet jeżeli nic nie znaczą… potrafią wywołać lęk. Naszkicowałam, ale na razie nie chcę nic zdejmować i przenosić, chcę, żeby jeszcze ta Jashinistka to zobaczyła tak, jak jest.
Przez chwilę jeszcze patrzyła na mogiłę. Z momentu na moment przerażenie i niechęć przechodziły w zainteresowanie i potrzebę dowiedzenia się więcej. Młoda kobieta jeszcze raz obeszła dookoła i przyjrzała się wszystkiemu. Miała ochotę nawet trącić to gałęzią i całkowicie rozwalić, sprawdzić jak się roślina zakorzeniła, jak rosła, co miała w sobie…
Co miała w sobie…?
- Czekaj, mam pomysł - stwierdziła Hiromi i podeszła z powrotem do koni. Po chwili wyciągnęła bukłak z wodą i drugi, który był pusty. Dodatkowo upewniła się, że ma wszystkie swoje sprzęty ze sobą, po czym wróciła na miejsce.
Przyklęknęła przy najbardziej wysuniętym, zainfekowanym miejscu, zostawiając trochę przestrzeni w zapasie. Następnie zaczęła wylewać wodę na swoją dłoń, jednocześnie używając techniki Saikan Chūshutsu no Jutsu. Kiedy zgromadziła już odpowiednią wielkość bąbelka powoli przyłożyła go do "bloba", z którego chciała wyciągnąć truciznę - próbkę. Potem będzie trzeba obrobić poprzez odparowanie wody, ale na razie chciała zająć się tym powoli, bez kontaktu z czymś fizyczniejszym niż woda. Bo padało na mogiły, więc woda je spotykała. Rękawiczki i woda też oddzielały Hiromi od substancji, jeżeli jakąkolwiek udałoby się jej wyekstrahować.
Jeżeli się udało, bąbel wody wprowadziła do pustego bukłaka i powtórzyła proces, żeby pobrać wystarczającą ilość próbki. Jeżeli coś się stało - zaatakowało czy coś - tutaj już instynkt kunoichi by wszedł. Jednak jeżeli wszystko było w porządku, mogła też spróbować odciąć kawałek próbki skalpelem, pobrać pęsetą po czym schować do fiolki.
I zapieczętować w zwoju, ale to za chwilę. Na razie pobierała próbki.
Ukryty tekst
Re: Pomniejsze szlaki
: 6 mar 2026, o 08:34
autor: Nizan
Mogiły Tenranu
Misja A - Hiromi
Posty
Kolejka 11/X
Dziewczyny nie dogadały się w sprawie tresowania konia. Yoshira chciała zacząć odrazu, lecz Hiromi powstrzymała ją i powstał między nimi impas. Cóż, finalnie na etapie badań to Hiromi decydowała, więc Yoshira wycofała się ze zwierzętami dając jej pracować.
Następnie Hiromi podzieliła się z koleżanką tym, że sama nie jest do końca przekonana co to jest. Miała kilka pomysłów. Od sprawdzenia Sharinganem - który okazał się nie wynajdywać źródła chakry, po spalenie i kończąc na trącaniu kijkiem by zrozumieć, jak to się zachowa.
Siostra Masahiro podeszła do tematu zachowawczo. Opracowała plan, w którym zamierzała ustalić, czy jest to zwykła toksyna. Do tego, przygotowała sobie wodę, którą wylała wcześniej na swoją dłoń tworząc kulę. Hiromi bezpiecznie przysunęła się do części mogiły, z której mogła wyekstraktować to, co ją interesowało.
Dziewczyna kucnęła, przysunęła wodny bąbel i… po chwili zaczęła wyciskać z flory dziwną, fioletową substancję, która zaczęła pojawiać się w środku okręgu. Uchiha spędziła tak dobre kilka-kilkanaście minut, zachowując pełne skupienie i nie dając się rozproszyć niczemu. Yoshira obserwowała to z bezpiecznej odległości, ewidentnie przygotowana by ruszyć Ci z pomocą gdyby coś poszło nie tak. Na szczęscie, takiej sytuacji nie było. Pobrałaś bardzo dużą próbkę i tym samym umieściłaś ją w środku bukłaka. Analogicznie, Hiromi następnie wzieła skalpel i ucięła kawałek rośliny, chowając ją do fiolki.
Yoshira odchrząknęła.
- Ermm… myślę, że powinnyśmy wracać. Robi się ciemno. - powiedziała i rzeczywiście - wydawać się mogło, że spędziłyście tutaj mało czasu, ale jednak od wyruszenia z obozu, potem po szukanie tego miejsca i na końcu oględziny i pobór próbek, czas minął bardzo szybko. Tym bardziej, że robiłyście to wszystko bardzo ostrożnie, co też potęgowało napięcie.
I wtedy gdzieś z oddali słychać było trzaśnięcie gałęzi. Yoshira niemalże podskoczyła i momentalnie włączyła Sharingana, a w jej dłoni pojawił się kunai. Kobieta przybrała pozycję do walki…
… lecz nic się nie pojawiło.
Yoshira Uchiha - Klik
Takeshi Uchiha -
Tamachi Uchiha
Amaya Kioto - Klik
Re: Pomniejsze szlaki
: 6 mar 2026, o 21:54
autor: Uchiha Hiromi
Uchiha Hiromi
Rok 396
Hiromi była bardzo ostrożna ze swoimi próbkami. Kiedy już udało jej się pozbierać próbki, obie natychmiast opisała i zapieczętowała, opisała zwój i włożyła do swojej torby. Nie wolno było tego pomylić, dlatego musiała mieć pewność, że było to przy niej i nikt inny - przynajmniej na razie - nie będzie miał do tego dostępu.
Szczęśliwie nic jej nie zaatakowało. Rośliny nagle nie wyrosły długie i nie owinęły się wokół niej. Nie wciągnęły jej do środka, do mogiły. Trupy też nie wstały i nie zaatakowały jej. Dlatego pomyślała, że mogłaby zrobić coś jeszcze z tą rośliną, skoro poczuła się względnie bezpiecznie.
Yoshira jednak wyciągnęła ją z jej własnych myśli i szałowi badania.
Hiromi wstała i wyprostowała się, spojrzała na koleżankę i skinęła głową.
- Chyba i tak zrobiłyśmy tu wszystko, co dało się zrobić w tym momencie. Pewnie będzie potrzeba więcej próbek, ale…
Jej wzrok szybko uciekł w stronę trzasku gałęzi i niemal skupiła swoją chakrę na dłoniach, żeby zaatakować cokolwiek, co miało do nich podejść. Nic jednak nie było. Jej sharingan również przeskanował okolicę.
- Masz rację. Wracajmy - mruknęła i niemal podbiegła do konia, żeby na niego wskoczyć i zacząć wracać z powrotem do obozu.
Ukryty tekst
Re: Pomniejsze szlaki
: 7 mar 2026, o 20:51
autor: Nizan
Mogiły Tenranu
Misja A - Hiromi
Posty
Kolejka 12/X
Dziwny trzask gałęzi sprawił, że obie dziewczyny podskoczyły i momentalnie przygotowały się do walki. Sharingan pojawił się w oczach Yoshiry, zaś Hiromi przygotowała chakrę w dłoniach, by zaatakować odrazu cokolwiek się do nich zbliży. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Mimo wszystko, dziewczyny czekały tak przez dłuższą chwilę aż… wreszcie odetchnęły, spakowały się i we dwie wskoczyły na konie, starając się odjechać jak najszybciej.
Co ciekawe, podróż powrotna zajęła im dużo szybciej. Nawet nie zorientowały się, jak we dwie galopowały przez drogę, starając się jak najszybciej odjechać z tamtego miejsca. Nadal miały uczucie bycia obserwowanymi, jednak był to tylko dziwny strach wywołany tutejszym klimatem.
Dopiero, gdy minęłyście przewrócone drzewa, to uspokoiłyście konie. Yoshira tylko porozumiewawczo spojrzała się w Twoim kierunku, po czym głęboko westchnęła.
- Chyba też zaczyna mi się ta wojna udzielać, bo zaczynam zachowywać się jak jakaś nastolatka. - powiedziała. W sumie to… chyba była nastolatką, albo świeżą dwudziestką, ale napewno coś w tych okolicach.
W każdym razie - udało Wam się powrócić do obozu, w którym tym razem strażnicy przepuścili Was bez identyfikacji. Co więcej, nikt nie pytał Was o to, jak poszło. Ruszyłyście wprost do namiotu, gdzie miał czekać na Was Tamachi i z daleka zobaczyłyście, jak starszy mężczyzna siedzi przy jakiejś gorzałce z… dość interesująca kobietą. W odróżnieniu od mężczyzny, ona miała z jakieś trzydzieści lat? Miała długie blond włosy, a na plecach dziwne haori z niebieskimi znacznikami. Dodatkowo jej krótki top odsłaniał brzuch, a na nogach miała nienaturalnie luźne i szerokie spodnie, jakby od jakiegoś kimona. Również popijała sake, a raczej miała przed nosem pustą już charkę. Słyszałyście tylko końcówkę rozmowy, nim para zorientowała się, że już tu jesteście.
- ...wrócili Emi z emerytury. Staruszka już myślała, że będzie zajmować się domem do końca życia, a tu taka niespodzianka.
- To dla Ciebie chyba dobrze? W końcu, ponownie będziecie mogły stanąć ramię w ramię na froncie. Powinnaś się cieszyć, że odkopują weteranów wojennych.
- Czy ja wiem? To oznacza, że dzisiejsze pokolenie młodych wojowników jest do dupy, skoro muszą emerytki przywracać do życia.
- Albo przeciwnik jest mocny.
- Nie jest. - kobieta machnęła lekceważąco ręką. - Owszem, ogoniasta bestia jest problemem, ale nie aż takim. Za moich czasów byli prawdziwi wojownicy. Teraz? Jedynie ten… Azuma?... nadaje się do czegokolwiek, a i tak pewnie zasra spodnie przy pierwszej szarży na wroga. Takich mamy bohaterów. - wzruszyła ramionami. - Pociesza mnie fakt, że po drugiej stronie pewnie jest nie lepiej.
- Kaminari zdecydowanie lekceważąco podeszli do tematu. Mają tylko tego Shikariego, który poluje na oficerów. Musisz na niego uważać, słyszałem, że jest przebiegłym skurewysynem.
- Shikari? Jak Bóg Śmierci? - kobieta prychnęła. - Proszę Cię. Osobiście sprawdzę, czy jego imię dorasta do legendy, by tak się nazywać.
Wtedy też weszłyście do namiotu i kobieta uniosła brew, widząc waszą dwójkę.
- Hiromi, Yoshiro, to jest Amaya Kioto. Jashinistka, którą…
- Wyznawczyni Jashina, a nie “jashinistka”. - skorygowała go, po czym zlustrowała Waszą dwójkę. - W sumie, jak tak na pierwszy rzut oka na Was patrzę, to nie dziwię się, że wracają Emi z emerytury. Nie bije od Was aura… potęgi. - mruknęła. - Dobra, polej po jeszcze jednym i idziemy do tej największej mogiły.
Tamachi uniósł brew.
- Ale… jest ciemno. Jesteś pewna, że chcecie iść… no, to jest kawałek drogi. Może przeczekajcie do rana czy coś…?
Amaya machnęła ręką.
- Proszę Cię. Jeżeli są tutaj jakiekolwiek duchy, to mój Lord wedle swojej łaski się z nimi rozprawi, napawając mnie mocą oczyszczenia. Zresztą, jeżeli są to rytuały to powinnyśmy zobaczyć to w nocy. Wkońcu, jest to pora, w której wszelkie zjawy budzą się do życia, nieprawdaż?
Tamachi nie był przekonany, jednak polał jeszcze po czarce i wypili z Amayą. Kobieta popatrzyła na Waszą dwójkę.
- Wam nie proponuję alkoholu, bo jeszcze macie mleko pod nosem.
- Przepraszam, ale wydajesz… wydaje się Pani być zbliżona do nas wiekiem.
Amaya popatrzyła na Tamachiego i we dwójkę wybuchli gromkim śmiechem. Kobieta następnie wstała i podeszła do Was, po czym poklepała Yoshire po głowie jak jakieś urocze zwierzątko.
- Mam osiemdziesiąt lat dziecko. Jak Emi na chleb mówiła pep, to moja córka mogłaby być jej matką. Zresztą, nie ma czasu, bo rano muszę być w sztabie generalnym. Zbieramy się.
No i za bardzo nie miałyście jak negocjować, bo… kobieta chyba naprawdę zamierzała tutaj zabrać Was odrazu na wyprawę. I gdy już miałyście ruszyć z powrotem do wyjścia z obozu, nagle rozległ się krzyk. Nie tyle krzyk, co płacz z krzykiem.
Odwróciłyście się i zobaczyłyście jak jakaś kobieta, trzyma na rękach dziecko.
- RATUJCIE MOJE DZIECKO! - wydarła się, próbujac przebić się przez strażników, którzy walczyli z tym by utrzymać ją w ryzach. - BŁAGAM! OD WCZORAJ WYMIOTUJE KRWIĄ! TO WSZYSTKO PRZEZ TE DZIWNE MOGIŁY! BŁAGAM! POMÓŻCIE JEJ!
Yoshira Uchiha - Klik
Takeshi Uchiha -
Tamachi Uchiha
Amaya Kioto - Klik
Re: Pomniejsze szlaki
: 8 mar 2026, o 08:19
autor: Uchiha Hiromi
Uchiha Hiromi
Rok 396
Hiromi czuła się nieco niepewnie, szczęśliwie nic się nie zadziało. Przeszły ją jednak ciarki, a wszystkie włoski na ciele stanęły dęba. Ciemność, tajemnicza mogiła, wojna i śmierć wokół. To było przerażające i mimo siły i myślenia mocno racjonalnie, Hiromi i tak trochę się bała.
- To chyba normalne. Dorośli mężczyźni potrafią uciekać w popłochu, a ich się uważa za najodważniejszych - stwierdziła Hiromi, wzruszając jednak ramionami. - Lepiej, że stamtąd poszłyśmy, bo wszystko już załatwiłyśmy, niż miałybyśmy kusić los. Nie znaczy, że tchórzymy.
Szczerze wątpiła, że Yoshira tak na to będzie patrzeć, ale nie przejęła się tym.
Kiedy wjechały do środka i odstawiły konie, dziewczęta trafiły ponownie do namiotu dowodzenia. Hiromi przez chwilę z zainteresowaniem przyglądała się młodej kobiecie i słuchała tego, o czym mówiono. Kilka informacji, które już znała - Emi-sama jako generał, tak samo jak Azuma. Kiedy była mowa o nim, niemal się wtrąciła z zaczepnymi słowami, ale powstrzymała się. Nie była do końca pewna, czy obrażają jej partnera czy wcale nie i to ją trochę zbiło z pantałyku. Poza tym, miała o wiele większe zmartwienia i sprawy, które chciała załatwić.
Zanotowała w myślach jednak imię Shikari. Na wszelki wypadek.
Tamachi je przedstawił przy wejściu, następnie przedstawił Jashinistkę. Hiromi wykonała uprzejmy ukłon w jej stronę, zachowując wszelkie konwenanse.
- Miło poznać, Amaya-san. Mam nadzieje, że twoja podróż tutaj przebiegła bez problemów - odpowiedziała dziewczyna. Na brak "aury" uśmiechnęła się szeroko, ale nic nie powiedziała. Za to powiedziała coś w sprawie mogił. - Właśnie stamtąd wracamy, to nie jest daleko, ale one faktycznie mają niepokojącą aurę. Nie mówię, że są nawiedzone, ale ludzie z pewnością będą tak myśleć.
Pogrzebała w swojej torbie i wyciągnęła swój notesik, otworzyła na odpowiedniej stronie i podała je Amayii.
- Zrobiłam szybki szkic mogiły i znaku, który nad nią wisiał. Nie ruszałyśmy nic, ale pobrałam próbki, które zabezpieczyłam… W każdym razie, możemy z panią iść, ale najpierw, Tamachi-san - zwróciła się do mężczyzny. - Będę potrzebowała namiotu, który będzie strzeżony. Tam spróbuję zobaczyć z czym mamy…
Cóż, nie przyszło jej wyjaśnić co i jak, ponieważ nastąpiło zamieszanie. Hiromi rozpoznała desperacki ton i niemal natychmiast sama rzuciła się do działania. Automatycznie.
- Miejsce! - zawołała spychając wszystko ze stołu. Jej serce zaczęło bić niewiarygodnie szybko, a wyglądało na to, że nie miała wiele czasu. Tamachi mówił, że to ostatnie momenty, kiedy wymiotuje się krwią. - Dziecko na stół. NATYCHMIAST - zażądała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Podwinęła rękawy i wydała rozkaz kolejny. - WODA. Natychmiast beczka wody i miski.
Ona sama zaczęła od swojej najpotężniejszej techniki medycznej - aby ustabilizować wszelakie obrażenia wewnętrze. Leczenie powinno poprawić stan dzieciaka i organy wewnętrzne powinny się zaleczyć, a ona mieć czas na próbę wyciągnięcia trucizny. Dlatego zaczęła od leczenia, jednocześnie sprawdzając chakrą, gdzie były największe uszkodzenia wewnętrzne. Co atakowała toksyna?
Ukryty tekst
Re: Pomniejsze szlaki
: 8 mar 2026, o 16:18
autor: Nizan
Mogiły Tenranu
Misja A - Hiromi
Posty
Kolejka 13/X
Poznanie się z Amayą Kioto sprawiło, że Hiromi dowiedziała się na temat jej rzekomych połączeń z Emi Uchiha - weteranką, która została sprowadzona z emerytury. Ot, Amaya nie gryzła się w język, bo wprost powiedziała, że dzisiejsza młodzież (w domniemaniu, siła klanu Uchiha, ale też chyba i całego sojuszu Ryuzaku?) nadaję się maksymalnie do tarcia chrzanu i obecny bohater, jakim jest Azuma Uchiha, to zwykły dzieciak, który zapewne zasra spodnie przy pierwszej szarży na przeciwnika.
Hiromi za bardzo nie spodobały się te komentarze, ale na ten moment miała zdecydowanie ważniejsze problemy, niż dbanie o dumę swojego narzeczonego. Problem mogił i choroby, która z nimi była związana.
- Moja podróż? - powtórzyła. - Może być. Bywało lepiej, ale skoro Lord Jashin chce, bym się tu stawiła, tako więc i tu jestem. - odparła, używając dziwnego, archaicznej składni w niektórych momentach.
Następnie Hiromi podała notes z zapiskami Amayi. Kobieta wzięła go do rąk i przewróciła kilka stron, po czym zamknęła go i odłożyła na stole. Wydawała się… zupełnie nie zainteresowana notatkami dziewczyny.
- Ty jesteś ta siostra tego małego Masahiro? - zapytała nagle, po czym wstała i nachyliła się w Twoją stronę. Zaczęła dosłownie Cię oglądać jak jakiegoś konia na wybiegu, oceniając czy nadajesz się do czegokolwiek. Nie miałaś pojęcia na czym polega ten test, bo kobieta w pewnej chwili nawet Cię powąchała, ale potem machnęła ręką. - Nadasz się. Póki co. W każdym razie, te notatki są do dupy. - powiedziała, niemalże wprost mówiąc, że źle zrobiłaś swoją pracę. Ale czy napewno? - Nie chodzi o to, że Ty źle zrobiłaś notatki, tylko chodzi o to, że nie są mi potrzebne. Nie ważne. Weź kajecik ze sobą. Opowiem Ci po drodze. Tamachi, daj mi z oddział pięciu chłopa, takich co znają trasę.
- Tak jest, zaraz bedą gotowi do drogi. - wyjaśnił.
- Dobrze. A Ty nie trzęś się jak galareta. Wyglądasz, jakbyś miała zobaczyła ducha. - powiedziała do Yoshiry, która ewidentnie podporządkowała się już Amayi i nie zamierzała z nią dyskutować.
Wtedy też miała miejsce cała akcja z kobietą. Hiromi momentalnie zareagowała i zrobiła przejście, krzycząc na strażników, którzy ze strachu tez przepuścili kobietę z dzieckiem. Hiromi dopadła do stołu i nie kalkulując, wyjebała wszystko - w tym mapy, czarkę i sake, z którego piła wcześniej Amaya z Tamachim i ułożyła dziecko na stole. W jej rękach pojawiła się chakra, a sama przystąpiła do leczenia, wydając przy tym różne polecenia.
Co ciekawe, wszyscy stali osłupieni, a pierwsza, która zareagowała była… Yoshira. Tak, dziewczyna dopadła do beczki i zlapała ją, przynosząc Hiromi, gdy ta zaleczała rany wewnętrzne. Teraz, pierwszy raz Hiromi stojąc nad dzieckiem zrozumiała, co się dzieje.
Czymkolwiek była ta choroba, atakowała… układ chakry. Chakra, nawet jeżeli ktoś nie potrafił jej mieszać, to nadal posiadał ją w swoim ciele. I co było ciekawe, ta chakra była w jakiś sposób wypaczana - w taki sposób, że atakowała narządy wewnętrzne. Nie było w ciele trucizny. Była po prostu wypaczona chakra, która dostawała się do krwi i dalej szło to już lawinowo. Hiromi pierwszy raz widziała chorobę tak skomplikowaną na poziomie… nawet nie komórkowym. To było skomplikowanie na poziomie samej chakry. Na poziomie tak niskim, jakby ktoś zaatakował Twoją własną tożsamość. Hiromi nawet nie była pewna tego co widzi, ani czuje. Owszem, momentalnie zaleczyła rany dzieciaka, jednak nawet nie było czego zbytnio wyciągać z ciała młodzika. Co prawda, pacjent po chwili czuł się dobrze, ale to znowu kwestia dnia lub dwóch, kiedy wróci do poprzedniego stanu. Kobieta tego jednak nie wiedziała. Nikt tego nie wiedział. Twoje leczenie trwało… pięć minut. Dziecko usiadło jakby przebudziło się z nieprzyjemnego snu.
Kobieta spojrzała i złapała Cię oburącz, przytulając.
- WYBAWICIELKA! NORMALNIE, WYBAWICIELKA! - wydarła się w niebogłosy, płacząc.
Amaya zaś stała nad Tobą z założonymi rękoma.
- Powiedzmy. - powiedziała. - To dziecko i tak pachnie trupem.
Czyli Amaya też coś podejrzewała, ale… póki co, prawdę znałaś tylko Ty.
Yoshira Uchiha - Klik
Takeshi Uchiha -
Tamachi Uchiha
Amaya Kioto - Klik
Re: Pomniejsze szlaki
: 9 mar 2026, o 08:30
autor: Uchiha Hiromi
Uchiha Hiromi
Rok 396
Obejrzana ze wszystkich stron Hiromi się nieco najeżyła, ale zdecydowania panowała nad sobą. Spojrzała na Amayę spode łba i już miała burknąć, że gryzie. Powstrzymała się jednak i jedynie skrzywiła się brzydko. Starzy ludzie w końcu bywali dziwni. Starzy ludzie, którzy wyglądali na nastolatków - najwyraźniej tym bardziej.
Na stwierdzenie, że jej notatki są do dupy, zjeżyła się jeszcze trochę bardziej, ale wzięła swój notesik i schowała go do swojej kieszeni.
- Zrobiłam je dla siebie i po to, żeby napisać raport - powiedziała, wzruszając ramionami. - A każdy pracuje inaczej - dodała. Chciała rzucić Yoshirze przyjazne spojrzenie, ale nie było na to czasu.
Już było dziecko, już leczyła, już sprawdzała, co się działo. Wiedziała, co robić - do tego była przeszkolona. Spokój w rękach, maksymalne skupienie chakry i wydarcie mordy na wojskowych, strażników czy kogokolwiek, kto mógłby być zbyt zaskoczony lub zszokowany, żeby działać. Już dawno nauczyła się, że władczy ton w momencie, kiedy ludzie panikowali, czynił cuda.
Leczenie nie szło źle. Yoshira dostarczyła jej wodę, którą Hiromi chciała wyciągnąć toksynę. Ale toksyny nie było. Zaatakowany został układ chakry, który… coś robił. Degradował komórki, nie współgrał z nimi. Chyba… coś było bardzo nie tak. Coś było bardzo złego. Strasznego.
Ale dziecko żyło.
Na razie.
Hiromi odstąpiła i dotknęła dłoni dziecka, jakby chciała je uspokoić. Następnie odwróciła się i spojrzała poważnie na kobietę, która zaraz ją przytuliła. Hiromi jej na to pozwoliła. Typowe zachowanie wdzięcznych członków rodziny. Do Amayi pokręciła tylko głową.
- Mogłabym panią prosić na chwilę - powiedziała do matki i delikatnie ją wyprowadziła z namiotu. Reszta mogła chwilę poczekać. Musiała z kobietą porozmawiać w samotności. - Proszę pani. Na razie udało mi się ustabilizować stan pani dziecka, ale nie byłam w stanie całkowicie jej wyleczyć - powiedziała wprost. - Dzień lub dwa i znów to się stanie i nie wiem, jak źle będzie następnym razem. Nie wiem, czy będę w stanie pomóc ponownie. Nie mamy żadnego lekarstwa na to. Proszę spędzić czas ze swoim dzieckiem i przygotować się na najgorsze. A ja spróbuję zrobić, co się będzie dało.
Hiromi wiedziała, że będzie to bardzo trudne, ale nie chciała dawać kobiecie złudnej nadziei. Musiała wiedzieć co i jak. Przygotować się. Bo nawet jeżeli Hiromi wzięłaby dziecko ze sobą… jeszcze nie wiedziała, co powinna zrobić.
Pozwoliła kobiecie na jej emocje, odpowiedziała na pytania, jeżeli ta miała jakieś, a następnie wróciła do namiotu.
- Połóżcie dziecko jednym z namiotów - stwierdziła Hiromi. - I proszę, obserwujcie. A my możemy wyruszyć do mogił. Nie wiem, czy dużo pani zobaczy, Amaya-san, teraz, jak będzie ciemno. Ale jesteśmy gotowe, żeby wyruszyć ponownie.
Kiedy znalazła się blisko Yoshiry, skinęła do niej głową.
- Dziękuję, Yoshira-senpai. Fantastycznie szybka reakcja. Dziękuję, że jesteś tu ze mną.
Ukryty tekst
Re: Pomniejsze szlaki
: 9 mar 2026, o 18:08
autor: Nizan
Mogiły Tenranu
Misja A - Hiromi
Posty
Kolejka 14/X
Dziecko żyło, a Hiromi kupiła sobie mniej więcej dwa dni, nim sytuacja z dzieckiem się powtórzy. Czy nawrót będzie silniejszy? Czy tym razem iryojutsu nie zadziała? Tego nie wiedziała, ale zdecydowanie były to pytania, które wypadałoby sobie zadać. Na ten moment, Hiromi powiedziała kobiecie, żeby mogła przygotować się na najgorsze. Siebie i dziecko. Jednak ewidentnie, ta nie wzięła sobie słów Hiromi do serca, bo dla niej właśnie była świadkiem cudu. Dzieciak wydawał się jakby obudził się z zimowego snu i zaraz miał ruszyć do zabawy.
- Co Pani opowiada? Nigdy nie był w tak dobrej formie, jak teraz! - powiedziała jedynie, wymijając Hiromi i zgodnie z tym, co zapowiedziała medyczka, ta została przydzielona do jednego namiotów pod pretekstem obserwacji.
Oczywiście, wszyscy, którzy wcześniej byli w namiocie z niego wyszli, traktując matkę z dzieckiem jak jakąś trędowatą, za to na Hiromi i jej zespół paramedyczny dostał oddział 5 mężczyzn, który miał pełnić rolę przewodnika, jak i chyba jakiejś takiej podstawowej obrony, ponieważ wyruszali w trasę koło dwudziestej - było już ciemno.
Amaya miała swojego konia, Yoshira i Hiromi wzięły stare, a oddział był pieszy, więc i tak za bardzo nie mogłyście galopować, chociaż ewidentnie strażnicy byli dobrze wyszkoleni, bo poruszali się dość sprawnie.
Nie mniej, mimo tego, że nie odzywali się w ogóle do was, tylko nawigowali was po drodze, jak tylko odjechałyście chociaż trochę dalej, to słyszałaś pomruki, że podróżowanie w nocy to jest pakowanie się w kłopoty i potencjalne napotkanie Białej Damy.
Ominęłyście kłody, które były charakterystycznym etapem wcześniejszej podróży, jednak teraz nie jechałyście na wprost, tylko skręciłyście w wydeptaną ścieżkę. Wjechałyście w jeszcze bardziej gęsty las i tutaj ponownie, było bardzo mrocznie i dziwnie. Zaświeciłyście pochodnie, chociaż Amaya, która prowadziła pierwsza pochód, jechała wyprostowana i zupełnie spokojna, jakby totalnie nie bała się niczego. Tym bardziej, jechała bez pochodni.
- Hiromi-kun, musisz… musisz jakoś uchronić to dziecko. - zaczęła powoli Yoshira. - Oni nie są świadomi tego, ale ja też to wyczułam… że on umiera. Nie umiem tego opisać, nie jestem medykiem. A jednak czuję. Czuję to całą sobą. - wyszeptała.
Wtedy Amaya zbliżyła się do Was na koniach.
- Wiesz, czemu powiedziałam Ci, że Twoje notatki są do dupy? - zapytała Amaya, unosząc delikatnie brew, jakby badając Twoją reakcję. Wyczuwałaś już, że Yoshiry zupełnie nie traktuje poważnie, a do Ciebie jeszcze nie była przekonana. Jakby… ciągle nie zdecydowała. - Nawet nie patrzyłam na to co rysowałaś. Chodzi o to, że miejsce rytuału jest przepełnione pewnego rodzaju aurą. Rytuał polega na poświęceniu czegoś za coś. Najczęściej. Tworzy się energia, którą się po coś kumuluje. Czasem, można ją przekierować, ukształtować. Czasem, można dokonać cudu. Czasem zaś… - spojrzała na Yoshirę. -... grzechu. - kobieta powiedziała to tak, że aż zjeżył się Wam włos. - W każdym razie, jeżeli ktokolwiek tworzy te mogiły w kontekście religijnym, to wysokie prawdopodobieństwo, że pracuje nad nim w nocy. Dlatego jedziemy w nocy. Tym bardziej, że umarli w nocy śpiewają głośniej. - kobieta dotknęła swojego ucha. - Nasłuchujcie, a może któreś pozwoli Wam się dostrzec.
Amaya mówiła pewnego rodzaju zagadkami, które… no, bez szerszego kontekstu, mogły chuja znaczyć. Widząc pewnego rodzaju zmieszanie na Waszych twarzach, głęboko westchnęła.
- Przynajmniej pogaście te pochodnie, bo jesteśmy nadal na terenach spornych. Świecicie się jak dom publiczny w Sogen. Jeżeli ktokolwiek czyha z zasadzką, to ma Was wystawionego.
Reszta trasy minęła dość spokojnie, ale rzeczywiście, długo jechaliście. Nawet dwie godziny. Wreszcie, na horyzoncie pojawiła się osada. Strażnicy nic nie mówiąc, wskazali Wam palcem. Mogiła była w środku osady?
Wjechałyście do środka…
… i wtedy to zobaczyłyście.
Na środku osady była wielka, wręcz gigantyczna mogiła. Tym razem, nie był to kopczyk, a mierzący ponad dwa i pół metra, a nawet trzy metry stos ciał, porastający blobem. Co więcej - było to już w tak rozwiniętym stanie, że blob rozciągał się na pobliskie domostwa i wpadał przez otwarte drzwi do środka niektórych domów.
W środku mogiły mogło byc… nawet i pięćdziesiąt ciał.
Yoshira Uchiha - Klik
Takeshi Uchiha -
Tamachi Uchiha
Amaya Kioto - Klik