Strona 1 z 1
Ryuzaku no Taki - Fabuła
: 10 lut 2026, o 22:11
autor: Papyrus
Siedziba Uchiha w Hachimantai
Lato 396
Noc była jeszcze młoda, ale w domu rodziny Uchiha z Hachimantai, już od dawna panował ruch, który nie miał nic wspólnego z codziennym życiem. Kamienne latarnie zapalano jedną po drugiej, aż dziedziniec spowity dotąd cieniem rozjaśnił się ciepłym, złotawym światłem. Ich blask odbijał się w polerowanych płytach kamiennych i w lakierowanym drewnie kolumn, nadając miejscu niemal świątynny charakter.
Zgromadzenie klanowe odbywało się w najstarszym budynku kompleksu, wzniesionym jeszcze w czasach, gdy klan Uchiha był jeszcze bardzo młody. Wysokie sufity wspierały masywne belki, nadpalone symbolicznie ogniem podczas dawnych ceremonii. Na ścianach wisiały chorągwie z wachlarzem klanu, a między nimi zwoje z imionami poległych z całego klanu, nie tylko z rodziny, która tu mieszkała. Zwoje te były jednym ze skarbów, które wywiózł z Kotei Sugiyama Kuroyami - mężczyzna, który cenił ludzi, bogactwo i tradycję niemal tak samo mocni.
Sala została przygotowana z bezwzględną precyzją.
Na podwyższeniu, na wprost wejścia, ustawiono długą, niską platformę dla starszyzny i dowództwa. Najbliżej środka znajdowało się miejsce Shirei-kana, za nim miejsca doradców, protektorów i weteranów. Im dalej od podestu, tym niższa ranga: boczne rzędy dla oficerów - Kogo klanu Uchiha, dalej dla wybranych, zaproszonych Sentoki.
Na samym środku sali pozostawiono pustą przestrzeń. Kamień w tym miejscu był jaśniejszy. To tutaj mieli uklęknąć i zasiąść ci, którzy chcieli wypowiedzieć się przed Shirei-kanem i całyk klanem Uchiha. Dziś również miało to nastąpić.
W powietrzu unosił się zapach kadzideł zmieszany z chłodem kamienia. Rozmowy stopniowo milkły. Starsi Uchiha zajmowali swoje miejsca bez pośpiechu. Uchiha Masahiro już był, siedział wyprostowany, poważny, patrzący na swoich ludzi. Wokół niego siedzieli zaufani i ważniejsi shinobi klanu - tacy, których zdanie miało ogromną wagę. Oczywiście, był to Sugiyama Kuroyami, wyprostowany, szeroki w barkach i ze swoimi tak charakterystycznymi wąsami. Siedział po prawej stronie Masahiro. Po lewej stronie Shirei-kana siedział staruszek - Seiki - łagodny i postępowy, zawsze stawiający na dobre stosunki z innymi klanami, szczególnie z klanem Senju, co nigdy nie spotykało się poparciem. Brakowało Uchiha Kurou - doskonałego genusera, który zasiadał w radzie klanu poprzednio, ale zrezygnował i teraz był w rzędzie z innymi Kogo. Brakowało też Yaseichiego zza Muru, reprezentanta Gazo - zmarł niedawno. Jednak w ogóle brakowało reprezentanta Gazo wśród starszyzny, co zostało zauważone. Szepty między sobą to potwierdzały.
Było za to dwóch nowych członków Rady. Uchiha Harida, twardy mężczyzna z Hachimantai - ten, do w którego domu spotykano się i którego rodzina od lat była shinobimi na tej ziemi. Drugim był Suyunami Hashi, Uchiha z Ziem Spornych, którzy nie dali się z nich wypchnąć i działali prężnie, aby utrzymać ziemie w Wolnym Sogen. Obaj mężczyźni wyraźnie na siebie łypali, a klan szeptał do siebie.
Jeszcze dalej, z tyłu, siedzieli najbardziej szanowani starcy klanu. Główni doradcy, którzy już dawno odłożyli miecze, ale nadal oferowali swoje słowo. Kobiety i mężczyźni o niezwykłej wiedzy i doświadczeniu.
Na podeście były trzy wolne miejsca.
Było ich niewielu.
Przy stołach za to siedziało całkiem sporo osób. Większość z nich to byli Kogo Uchiha, posiadaczy Sharingana. Część to byli Uchiha z umiejętnościami posługiwania się pędzlem i atramentem. Część to członkowie klanu, którzy nigdy nie rozwinęli swoich oczu, ale zajęli się doskonaleniem innych sztuk. Kobiety, mężczyźni, starsi, młodsi. Kogo oraz pięcioro Sentokich, wśród których można było dojrzeć Uchiha Tsuyoshiego oraz Uchiha Kenjiego. Piątka została zaproszona na spotkanie niemal w ostatniej chwili, ale było oczywistym, dlaczego tu byli.
Kiedy wszyscy usiedli na swoje miejsca, powoli zapadała cisza. Kiedy odezwał się Uchiha Masahiro, wszyscy go słuchali. Nikt nie ośmielił się mu przerwać.
Po przywitaniu i grzecznościach, Masahiro przeszedł do pierwszego punktu.
- Spotykamy się rzadko, jednak skoro tutaj jesteśmy wszyscy razem, chciałbym, żebyście byli tu ze mną, kiedy uhonorujemy naszych wspaniałych Sentokich za ich trud, który włożyli walkę z naszym wrogiem i ochroną ludzi, którzy są dla nas ważni. Przede wszystkim, chciałbym wspomnieć o Tsuyoshim, dzięki któremu zdobyto most Teppu na rzece Ishikari. Bez tego nie byłoby kampanii na Rantori oraz odbicia naszych ziem. Ale o tym za chwilę.
Masahiro spojrzał na każdego z Sentokich.
- Każde z was wykazało talent do dowodzenia. Każde z was wie, jak ważne jest życie i jak ważna jest misja. Wiecie, jak oceniać sytuację. Każde z was nadaje się na Kogo. I każde z was Kogo zostaje. Wśród wszystkich Kogo naszego klanu - obecnych i nieobecnych, przed naszymi przodkami oraz dla naszych potomków, wyróżniam was awansem. Pamiętajcie tylko, że jest to nie tylko nobilitacja, ale też obowiązek.
Każde z pięciorga Sentokich następnie zostało wezwanych przed Masahiro, gdzie każdy z nich musiał przyklęknąć, ukłonić się i przyjąć klanową odznakę Kogo oraz klanowy mundur - czarne kimono z symbolem Uchiha.
Każdemu złożono hołd, a oni dołączyli do reszty, jako pełnoprawni Kogo Uchiha.
Na tym się jednak nie zakończyło.
- Uchiha Azuma - powiedział Masahiro.
Azuma siedział na skraju jednego ze stołów, blisko podestu. Obok niego siedziała ładna kobieta około czterdziestki, a obok niej jedyny blondyn w pomieszczeniu - Uchiha Takeru. Wywołany młodzieniec musiał teraz wstać i skierować się przed swojego lidera, usiąść na kolanach przed nim i oddać szacunek ukłonem, tak jak chwilę wcześniej zrobił to Tsuyoshi oraz reszta nowych Kogo klanu.
- Twoje umiejętności i zasługi dla Uchiha są nieocenione. Odkąd jestem Shirei-kanem trzymam cię blisko i do tej pory nigdy nie zawiodłeś moich oczekiwań, a wręcz przeciwnie. Rada Uchiha, wszyscy, którzy są tu teraz przed tobą, jednogłośnie opowiedzieli się, że należy przydzielić ci jeden z najważniejszych obowiązków, jaki może spocząć na ramionach jednego człowieka.
Masahiro wstał, biorąc w dłonie czarne haori z wyszytym wzorem płomieni na dolnym jego brzegu, następnie podał mu dłoń i pomógł wstać.
- Uchiha Azuma, Seinin klanu Uchiha.
Hołd jemu też został oddany - ukłony członków klanu były głębokie. Masahiro również zgiął swoją sylwetkę, pochylając głowę przed Azumą. Szacunek do siły i umiejętności oraz do każdego poświęcenia, które Azuma musiał podjąć. I które będzie musiał podjąć.
Shirei-kan jednak nie byłby sobą, gdyby po oficjalnym ogłoszeniu i oddaniu szacunku, nie objął Azumy po bratersku i wskazał mu poduszkę na podeście.
- Witaj w Radzie Klanu, bracie - mruknął do młodzieńca tak, żeby tylko on słyszał. - Jest beznadziejnie.
Kiedy Azuma zajął swoje nowe miejsce - najmłodszy - nie dość, że na podeście, ale również wśród wszystkich zebranych, Masahiro wrócił na swoje miejsce.
- Skoro już przy naszym Seininie jesteśmy, przejdźmy dalej. Zebraliśmy się tutaj przede wszystkim dlatego, że mimo tego, że wielu naszych ludzi się poświęciło, że mimo tego, że zostali zabici lub zamordowani, mimo, że odebrano nam ziemie… odbijamy je. Wbrew wszystkim i wbrew wszystkiemu. Bohaterowie klanu Uchiha obecnie przesunęli front daleko na północ i w tej chwili ponad połowa Zachodniego Sogen wróciła do naszych rąk.
Przez salę przeszedł szmer.
- To oraz, niestety, strata strażnicy na Murze przy morzu oraz stojącego tam portu, spowodowało, że Ryuzaku, które jest naszym zwierzchnikiem, zgodnie z porozumieniem wypracowanym przez Katsumi-sama, opamiętało się. Zrozumieli, że nasze ziemie i nasi ludzie są ważniejsi i lepsi żywi, niż stojący na granicach. Bronimy się z determinacją, z siłą. Ale potrzebujemy więcej ludzi. Ryuzaku wysyła w końcu wojska. Wysyła zapasy. Teraz rozpocznie się prawdziwa wojna, a każde z was będzie miało tam swoje zadanie. Niektórzy jako dowódcy, niektórzy wykonując innego typu misje. Niektórzy pilnując porządku. Każde z was jest ważne.
- Ryuzaku, oczywiście, ma swoje warunki. Takeda-sama oraz ja będziemy negocjować, żeby były jak najlepsze dla naszych ziem i naszych ludzi. - Kiedy Masahiro wspomniał o Takedzie, przez salę przeszedł niezadowolony pomruk, ale Masahiro nie przerywał. Było jak było, nie zamierzał się o to spierać z ludźmi. Były pewne rzeczy, których nie można było zmienić. - Wysyłają swojego dowódcę do sztabu. Amakumo Noritsune. Niektórzy z was może o nim słyszeli. Chcą, żeby zajmował się całą kampanią. Na co nie pozwolę. Nie odrzucam go, ale nie będzie tam sam. Nie tylko on będzie odpowiedzialny za życie Uchiha i Sogeńczyków. Będę tam, w sztabie z nim. Żeby dopilnować, aby żaden Uchiha nie stracił życia przez zaniedbania.
- Oczywiście, wolałbym być na froncie. Niejednokrotnie walczyliśmy ramię w ramię. Ratowaliście moje życie, ja ratowałem wasze. Teraz jednak jestem potrzebny przy mapie.
- Wojskami będzie w polu dowodzić czterech generałów. Z Ryuzaku przybędzie kapłan Rintaro, którego mogliście spotkać w czasie Bitwy o Kotei. Od nas będzie ich trzech. Jeden z oddziałów przejmie nasz Seinin, Uchiha Azuma. Wierzymy w jego umiejętności, ale to będzie jego pierwsza wojna, na której będzie dowodził taką armią, dlatego Sugiyama-san dołączy do niego, jako mentor i doradca.
- Drugim dowódcą zostaje Uchiha Takeru. Takeru-san, proszę tutaj. - Masahiro wskazał dłonią na poduszkę na podwyższeniu obok Azumy. - Takeru-san dowodził przy zdobywaniu Rantori, które udało się odbić mimo przeciwności i niemal tylko z najemnikami. Następnie dzięki jego dowodzeniu, powoli przesuwaliśmy się na północ.
- Trzecim dowódcą zostaje przywrócona z emerytury kunoichi - Uchiha Emi z Hachimantai. Tutaj w Sarufutsu Emi-san obecnie zajmowała się zapasami i logistyką, jednak większość z was pamięta jej strategie dowodzenia w czasie konfliktu z Kaminari i Inuzuka. Emi-san, proszę - wskazał na ostatnią wolną poduszkę.
- Wielu z was dostanie również swoje oddziały i będziecie odpowiadać jednym z dowódców. Rozłożenie wojsk i ludzi zostanie obmyślone i omówione w najbliższym czasie, kiedy przybędą do nas siły z Ryuzaku.
Masahiro na chwilę się uciszył i sięgnął po czarkę z wodą, aby nawilżyć gardło oraz pozwolić szumowi przetoczyć się przez salę. Podjęte decyzje mogły się podobać lub nie. Nie wszyscy byli wszystkim znani, nie wszystko było perfekcyjnie jasne - ale nie mogło być. Masahiro starał się jednak zapewnić jak najwięcej odpowiedzi na pytania, których nikt nie zdążył jeszcze zadać.
- Wschód i port. Ochronę tych ziem zostawimy, oczywiście naszej straży. Harumi-san będzie przeprowadzać dodatkowy pobór do straży wśród Doko i Akoraito, a także ludzi niechakrowych. Dodatkowo, Yuki Mikoto i nasi sprzymierzeńcy z obozu przy Hachimantai będą odpowiedzialni za ochronę granic i odbicie portu i nie pozwolenie Dzikim wykorzystywać go do niecnych celów jak kontakt z Cesarstwem. Pamiętajcie, Yuki Mikoto oraz jej ludzie to nasi ludzie. Nie Uchiha, ale obywatele naszych wspólnych ziem.
- Sztab będzie ustanowiony na terenach Zachodniego Sogen, ale nawet jeżeli by nie był, nie miałbym czasu na zarządzanie klanem. Dlatego przygotowałem już wszystko, żeby wszystko tutaj, w Sarufutsu, działo się tak, jak należy. Siedzibą Władzy i administracją zajmie się syn Sugiyamy-sana, Orochi. Doskonale wiecie, że porusza się sprawnie wśród zwojów i papierów, a i tak wielu z was zatrzymuje się na nim i nie musi dalej docierać do mnie. Stroną ochrony zajmie się Harumi-san oraz Straż. Polityka i relacje to, oczywiście, Takeda-sama. Nasz klan mu ufa, ponieważ on ufa nam. Jednak jeżeli chodzi o doraźne sprawy klanowe - tutaj, na terenie północnego Ryuzaku, Harida-san będzie za nie odpowiedzialny. Na terenie Zachodniego Sogen - Hashi-san. Dopiero oni będą decydować, czy sprawy mają być wysłane do mnie.
Przyszedł czas na pytania. Masahiro pozwolił je zadać, odpowiadał na nie. Czasami odpowiadał Sugiyama, czasami któryś z innych członków Rady. Pytania były zadawane Emi z Hachimantai, Takeru - na temat Rantori i frontu, oraz Azumie - na temat jego dotychczasowych osiągnięć.
Po tym do pokoju weszło kilka kobiet i mężczyzn, którzy zaczęli rozlewać napitki i podawać jedzenie. Nie był to typowy punkt obrad, ale pani domu i reszta domowników uparła się, że się tym zajmą. Większość rodziny kręciła się wśród Kogo, a ci mogli porozmawiać o wszystkim, co tutaj właśnie się zadziało. Oraz zacząć przygotowywać się na to, co miało nadejść.