Strona 1 z 2
Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 7 sty 2026, o 19:49
autor: Uchiha Tsuyoshi
W południowej części zachodniego Sogen rozciąga się Mori no Kaze, czyli Las Wiatru. Zawdzięcza on swoją nazwę często hulającym między pniami drzew sogeńskim wiatrom. Zajmuje powierzchnię kilku tysięcy kilometrów kwadratowych i jest on jedyną tak dużą, zwartą formacją leśną w tych okolicach, a może nawet i w całym dawnym Sogen. Na południe od niego rozciąga się już Prastary Las.
Las rozciąga się kilka kilometrów od głównego traktu prowadzącego do wioski. Nie jest szczególnie gęsty, ale wystarczająco rozległy, by łatwo stracić orientację, jeśli zejdzie się ze ścieżki. Dominują w nim wysokie drzewa liściaste o szerokich koronach, między którymi sączy się światło słoneczne. Gałęzie drzew są znacznie częściej niż w innych takich miejscach powykrzywiane - jest to efekt wspomnianych częstych wiatrów. Ich skutkiem jest jednak także rozbudowany system korzeniowy drzew. Kolejną cechą charakterystyczną Mori no Kaze jest duża liczba wąwozów, parowów i jarów, które go przecinają. Poza głównymi traktami stanowi on zatem stosunkowo trudną do przebycia przeszkodę naturalną; daje jednak możliwość ukrycia się (zgubienia pościgu), ale również bardzo łatwego zastawienia pułapki na ewentualną ofiarę. Poza tym las niczym się nie wyróżnia. Panuje w nim stały, spokojny, a może nawet leniwy rytm. Słychać ptaki, szelest gałęzi poruszanych wiatrem i odległe odgłosy drobnych zwierząt. Co jakiś czas można natknąć się na ślady jeleni lub dzików, a przy strumieniach – na zdeptane brzegi, gdzie zwierzęta przychodzą pić wodę.
Choć las nie kryje w sobie żadnych szczególnych tajemnic, potrafi być zdradliwy. Po deszczu ścieżki zamieniają się w błoto (jak to w dawnym Sogen), a o poranku często można się natknąć na gęste mgły, znacznie ograniczające widoczność. Dla doświadczonych ninja to zwykły teren, ale dla cywilów lub niedoświadczonych dōkō - miejsce, w którym łatwo popełnić błąd.
Mapka z zaznaczonym położeniem lokalizacji:
Ważne, bliskie lokalizacje
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 8 sty 2026, o 19:21
autor: Sosuke
-Dziękujemy, z całą pewnością nam się przyda - Nie zareagował na wzmiankę o braku Sensora. Tego się spodziewał, więc jakakolwiek reakcja była tutaj zbędna. Kiwnął lekko głową w podzięce za świeże konie, a na koniec ukłonił się uroczyście. Choć misja nie należała do najprzyjemniejszych, sytuacja ich kraju była tragiczna, to poczuł się odrobinę lepiej widząc, że osobami decyzyjnymi wciąż byli ludzie, którzy znali się na swojej robocie. Póki tacy Uchiha sprawowali władzą, wciąż istniała szansa, aby odwrócić losy tej wojny i zepchnąć Dzikich ponownie do ich nor za resztkami tego, co niegdyś było murem.
Podróż przebiegała sprawnie, ukazując im jedynie piękno Sogen, które jeszcze nie zostało zbezczeszczone przez najazd wrogich sił. Wojna jeszcze tutaj nie dotarła, chociaż to była jedynie kwestia czasu, zanim z tego lasu zostaną tylko zgliszcza. Ale podobnie jak po wielu podobnych wojnach wcześniej, las się znów odrodzi z popiołów. Ich klan musi iść za tym przykładem i również odrodzić się z popiołów, aby znów stać się taką siłą jaką byli niegdyś.
-Prawie trafiliśmy na pierwsze patrole albo raczej jakichś bardziej aktywnych Dzikich, którzy postanowili za daleko się wysunąć. Ruszajmy dalej - Przeczesywanie każdego jednego drzewa, każdej polany, każdej jamy czy innych miejsc w poszukiwaniu śladów mogłoby im zająć tygodnie. Możliwe, że grupa uchodźców musiała się tutaj rozdzielić, każdy ruszył w swoją stronę i chowają się gdzie tylko można aby nie trafić na Dzikich. Niestety szukanie i ratowanie takich potencjalnych zagubionych nie było planem optymalnym. Musieli próbować dalej, wykryć jak największą grupę. Nie był z tego powodu zadowolony, ale przyspieszył ich podróż przez północną część. Musieli zbadać jej stosunkowo jak najbardziej wysunięte fragmenty, zanim trafią tam Dzicy. Zwłaszcza, że wciąż pamiętał o tym gdzie musieli się dostać, blisko Awakury. Wtedy będą mogli zawrócić, sprawdzić centralną część lasu, licząc na to, że może ktoś z tamtych ludzi znałby nieco te tereny i próbowałby ich poprowadzić teoretycznie najbezpieczniejszą drogą przez środek, możliwie jak najdalej od jednej i drugiej strony. Niestety największa wada tego planu, pozostawienie południowej strony jako ostatniej wciąż martwiły Sosuke. Nie powiedział tego, ale liczył się z faktem, że uchodźcy nie są zorientowani o siłach Kaminari w tamtym rejonie. To by oznaczało, że uciekając przed Dzikimi spróbują raczej ruszyć w stronę Midori. Tak czy inaczej, to będzie coś z czym przyjdzie mu się zmierzyć później. Póki co pozostało mu liczyć, że do tego nie dojdzie. Trzymali się więc północnej części lasu, jedynie zbaczając nieco na południe, gdy wykryliby Dzikich, kierując się na zachód.
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 8 sty 2026, o 20:37
autor: Uchiha Tsuyoshi
~21/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~
Podróżowaliście zatem dalej, tym razem kierując się prosto na zachód. Do zachodu słońca zdołaliście pokonać jeszcze spory dystans, tak że następnego dnia wjechaliście już bezpośrednie w zachodnią część lasu. Spotkania z Dzikimi - nawet te dalekie - wprowadziły jednak wyraźny element nerwowości i napięcia, przynajmniej u Twoich podopiecznych. Akado stał się małomówny, a Hotaru znacznie częściej rozglądała się na boki. W końcu jednak chowane emocje znalazły ujście w pytaniach, które Ci zadali.
Najpierw, jeszcze przed rozbiciem obozu, Akado ni z tego ni z owego wypalił:
- Sosuke-sama, jeśli coś zacznie się sypać, to czy będziemy musieli poświęcić jakichś uchodźców? Żeby uniknąć utraty wszystkich? - po tych słowach popatrzył na Ciebie. Szybko zorientował się, że pytanie było chyba zbyt odważne, ale było za późno żeby się wycofać. Było też bardzo abstrakcyjne, bo przecież sytuacja nie wskazywała na to, że będzie taka konieczność. Przynajmniej... na razie. Jednak treść pytania zdradzała, że Akado najwyraźniej walczy sam ze sobą.
Druga była Hotaru. Kiedy jedliście kolację przy słabo tlącym się ognisku (żeby nie generować dymu, który mógł ściągnąć czyjąś uwagę), zapytała:
- Sosuke-sama, jak często misje tej rangi kończą się bez strat?
Oczywiście, nie były to ich jedynie pytania, ani interakcje między Wami. Poza tym toczyły się również bardziej swobodne rozmowy, oczywiście z uwzględnieniem tego, że musieliście zachować skupienie na podstawowym celu, jakim było znalezienie grupy uchodźców, o której wspominali Orochi oraz Airi.
Mapa:
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 9 sty 2026, o 20:01
autor: Sosuke
Podróż przez takie tereny z wizją tego, że za każdym krzakiem może czaić się wróg i w każdej chwili możesz odnaleźć uchodźców całkowicie wybitych, z całą pewnością nie należała do przyjemnych. Nawet Sosuke mocniej ścisnął dłonie na lejcach, żeby nie było widać lekkiego drżenia. Uważnie również obserwował okolicę, był rozważny, ale wiedział, że każdym ich krokiem sporo tutaj ryzykowali. To jednak nie wystarczało, aby sprawnie znaleźli grupę uchodźców. Mijali kolejne drzewa, kolejne sprawdzone polany i kolejne minięte parowy, a ich cel zdawał się nawet nie przybliżyć. Nic dziwnego, że atmosfera w obozie była raczej kiepska, a pytania, które każdy z nich sobie zadawał, raczej nie były o niczym miłym.
-Pamiętajcie jaka jest nasza misja. Bez naszej pomocy nikt z tych uchodźców nie miałby szans na przetrwanie. Naszym celem jest uratowanie kogo się da. Każda jedna osoba będzie ogromnym sukcesem. Czy czekają nas ciężkie chwile? Owszem. Jesteśmy w samym środku wojny, z najeźdźcą, który dopuszcza się najokrutniejszych rzeczy oraz naszym odwiecznym wrogiem, który wykorzysta każdą naszą słabość. Ci ludzie cierpią na tym najbardziej. Wielu już zostało zabranych, Susano jeden wie ilu jeszcze będzie musiało zginąć. Nie możemy skupiać się na tym ile ludzi poniesie jeszcze śmierć. Zróbmy co w naszej mocy, aby jak najwięcej przeżyło - Przez chwilę w ciszy wpatrywał się w delikatny ogień ich ogniska. Nie szukał w nim siły, nie szukał w nim ukojenia. Widział w nim (podobnie jak w każdym innym ogniu) spaloną wioskę, w której mieszkał. Niemal doszczętnie spalony budynek, który nazywał domem. Widział... Za dużo. Słowa przyszły do niego same, próbował wyjaśnić młodzieży jak powinni postępować i na czym się skupiać. Wydawał się być szczery. Prawda była taka, że mówił również do samego siebie. On także musiał zrozumieć, że przeszłość i ci, którzy odeszli to sprawy, którymi nie można się zadręczać do końca swoich dni. Na całe szczęście ta rozmowa nie trwała zbyt długo i równie szybko jak się zaczęła, tak też zeszła na inne, bardziej przyziemne tematy. Każdy podzielił się jakąś historyjką. Sosuke opowiadał o zgrai dzieciaków, które należało do jego rodzeństwa. O ich zabawach i tym jaki harmider, ale i dobrą atmosferę, wprowadzali do rodzinnego domu. Dopiero pod koniec do niego dotarło, że Hotaru i Akado powinni być w wieku zbliżonym do Tsuyoshiego, Kenjiego czy Hiroto.
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 10 sty 2026, o 09:09
autor: Uchiha Tsuyoshi
~22/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~
Twoja odpowiedź udzielona Hotaru i Akado zdawała się jednocześnie wystarczać i nie wystarczać. Wystarczać, bo powiedziałeś dokładnie jak jest, będąc przy tym szczerym i autentycznym. Nie wystarczać, bo de facto nie odpowiedziałeś wprost na żadną ze zgłoszonych wątpliwości. Z drugiej jednak strony, czy istniały dobre odpowiedzi na zadane pytania? Czy zagłębianie się w spekulacje i kreślenie teoretycznych scenariuszy mogło przynieść w tej chwili coś dobrego?
Następnego dnia, długo po wyruszeniu, ale również w porze, której daleko było do południa, jechaliście jedną z bocznych dróg, która prowadziła na zachód, pozwalając jednocześnie nieco ukryć Waszą obecność. W pewnym momencie Akado, jadący na lewej flance, ściągnął lejce i gwałtownie zatrzymał konia. Kiedy obróciliście z Hotaru głowę w jego kierunku, zauważyliście, że jest bardzo intensywnie w coś wpatrzony.
- Chyba coś znalazłem. Jakieś ślady - powiedział i skierował się w Wasze lewo, zbaczając lekko na południe. Szybko zrozumiałeś o czym mówił - na miękkiej ziemi widoczne były ślady stóp. Należały one co najmniej do kilku (a może nawet większej liczby) ludzi. Ludzi, którzy sądząc po śladach, nie poruszali się jak shinobi, bo ślady były chaotyczne. I niezamaskowane.
Nie czekając nawet na Twoje polecenie, Akado podążył za śladami. W pewnym momencie Waszych uszu dobiegły odgłosy ludzkiej obecności. Były rozproszone, ale musiały należeć do większej grup ludzi. Gdzieś między drzewami, w dużym oddaleniu zaczęły Wam migać pojedyncze sylwetki.
Mapa:
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 12 sty 2026, o 14:52
autor: Sosuke
Dobre czy złe, takie pytania były częścią pracy shinobich. Będą je sobie zadawali jeszcze nie jeden raz. Sosuke chciałby mieć dla nich jakąś ładną odpowiedź, ale nawet w swoich dobrych dniach wiedział, że takiej po prostu nie będzie miał. To co próbował im (oraz sobie) przekazać było skupienie się jedynie na tym co są w stanie osiągnąć, a nie tym co będzie przez to poświęcone. Całego świata nie zbawią, każdego życia nie uratują, ale mogą próbować odmienić przynajmniej jedno. Kroczek po kroczku takie małe sukcesy z całą pewnością zaowocują. O ile będą wytrwali w swoich postanowieniach oraz pracy. To jednak była ta trudna część, bo przecież to gdzie ponieśli porażkę widać jak na dłoni. Każdego zabitego, którego zostawią za sobą będą pamiętać do końca życia, a nie zawsze zostanie im w głowie to ile osób udało im się uratować z zagrożonych terenów.
Wszystkie te rozmyślania odeszły jak za dotknięciem chakrowego talizmanu, gdy wreszcie coś wykryli. Akado coś dostrzegł, więc Sosuke w pierwszej chwili chciał spojrzeć w tamtą stronę, aby na szybko ocenić sytuację. Następnym było upewnienie się, że Airi również była świadoma tego co się dzieje (a jeśli nie, to gwizdnięciem i kiwnięciem głową wskazać jej odpowiedni kierunek), dopiero później mógł przystąpić do właściwego działania. Na całe szczęście cały ten początkowy etap zadział się u niego niemalże instynktownie. Mięśnie wyćwiczone na dziesiątkach misji, nawet po takim czasie i przebojach, wciąż czekały gotowe. Nieco odrobinę zardzewiały, ale na cale szczęście to nie była zasadzka. Przynajmniej na ten moment nie byli jeszcze atakowani.
Kiwnął głową do Akadao, aby ten ruszył śladami, ale ten był szybszy i bardziej napalony na sprawdzenie co takiego ich czeka. To zrozumiałe, że po tylu dniach spędzonych na poszukiwaniach chciał wreszcie odnaleźć tych uchodźców, ale w tych lasach mogło się kryć znacznie więcej osób oraz stworzeń. Nawet jeśli sylwetki, które dostrzegali wyglądały na ludzkie. Oczy Sosuke momentalnie zaświeciły się szkarłatem, aby dokładniej móc przyjrzeć się temu co jest w oddali. Zeskoczył też z konia, licząc na to, że jeśli dostrzeże wystarczająco, będzie mógł nadgonić Akado w jego podążaniu za śladami. Jeśli jednak cokolwiek wzbudzi w nim podejrzenia, natychmiast wykonuje przeskok na gałąź jednego drzewa, a następnie kolejnego, aby w szybkim tempem wyprzedzić swojego podopiecznego, a przy tym mieć dobrą pozycję do obserwacji.
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 12 sty 2026, o 19:20
autor: Uchiha Tsuyoshi
~23/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~
Akado zatrzymał się niemalże w miejscu, gdy zauważył, że gdzieś w oddali ktoś jest. Ty natomiast aktywowałeś sharingana i zsiadłeś z konia. Jako że nie mogliście dojrzeć z bezpiecznej odległości z kim macie do czynienia, wskoczyłeś na gałąź jednego z drzew, by zaraz potem jeszcze się zbliżyć. Hotaru po chwili dotarła do Akado.
To, co zauważyłeś to dwójka uzbrojonych mężczyzn, którzy chyba właśnie dostrzegli Akado i Hotaru, bo zatrzymali się i przykucnęli, patrząc w Waszą stronę. Była jednak jeszcze jedna, bardzo ważna obserwacja. Dzięki temu, że wskoczyłeś na drzewo, widziałeś znacznie więcej, niż młodzieńcy na dole, którzy pozostali na swoich koniach. Rzuciło Ci się w oczy mianowicie spore zgrupowanie ludzi (co najmniej kilkudziesięciu), którzy obozowali w lesie, między drzewami, dobrych pięćdziesiąt-siedemdziesiąt metrów dalej. Nie dostrzegłeś jednak żadnych ognisk, nie dostrzegłeś też żadnych namiotów, ani nawet wozów. Uzbrojenia również, ale... było dość daleko. Sharingan wskazywał z kolei na "zwyczajne" skupiska chakry. Wnioski z tej sytuacji musiałeś wysnuć sam.
A musiałeś działać szybko, bo jeden z dwójki, która Was dostrzegła właśnie popędził zgięty w pół w kierunku skupiska ludzi. Drugi zaczął się z kolei powoli wycofywać, ale twarzą do Akado i Hotaru, którzy tymczasem zsiedli z koni.
Mapa:
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 13 sty 2026, o 14:56
autor: Sosuke
Sytuacja mogła bardzo szybko się zmienić. Mogli natrafić na uchodźców, a mogli też na trafić na część armii jednej bądź drugiej strony. Byli na tyle daleko na zachód, że zarówno Dzicy jak i Kaminari mogli się już tutaj pałętać. Wszystko wchodziło w grę i z początku należało się dobrze zapoznać z sytuacją. Skan sharinganem pozwalał na określenie tego co najważniejsze, a wyciągnięcie z tego wstępnych wniosków oraz ustalenie możliwych zagrożeń nie trwało długo.
-Uchiha. Przysłali nas Uchiha. Jesteśmy tutaj żeby pomóc - Wykonał szybki skok z drzewa, możliwie jak najdalej, aby obaj uzbrojeni mężczyźni byli w stanie zobaczyć, że coś się ruszyło (nawet jeśli całego jego ruchu nie byli w stanie dokładnie zarejestrować) a także usłyszeć. Lekko ugiął kolana przy lądowaniu, ale potem stanął wyprostowany z rękami lekko rozłożonymi na boki na wysokości ramion. Wiedział, że sam ruch już ich wystarczająco może przestraszyć i skłonić do nieprzemyślanych i instynktownych odruchów. Mówił spokojnym głosem, ale starał się brzmieć na pewnego siebie.
-Jesteście tą grupą, która ucieka przed wojskiem dzikich, prawda? - Kontynuował, licząc na to, że podzielenie się takimi informacjami, a do tego jego wciąż aktywny sharingan pozwolą na szybsze dojście do porozumienia i przekazania tej "przedniej straży", że nie muszą się obawiać. Oczywiście wizja potencjalnej walki wisiała w powietrzu, ale Sosuke powolnym gestem dłonią nakazał Akado i Airi się zatrzymać i nie interweniować.
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 14 sty 2026, o 17:43
autor: Uchiha Tsuyoshi
~24/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~
Zareagowałeś bardzo szybko - tak, że obaj uzbrojeni mężczyźni byli jeszcze na tyle blisko siebie, żeby rozmawiać z nimi obydwoma na raz. Obaj sięgnęli odruchowo po broń, ale słysząc co powiedziałeś oraz - przede wszystkim - widząc Twoje oczy, jeszcze szybciej ją schowali.
- Na bogów! A więc są! - wyrwało się temu, który miał biec do reszty grupy. Był młodszy, mniej więcej w wieku Akado i Hotaru.
- Uchiha-sama! Wasze przybycie jest wybawieniem! Z każdym dniem patrole Kaminari i bandy Dzikich kręcą się coraz bliżej. Jak dobrze, że w końcu będziemy mogli ruszyć! - powiedział drugi, starszy nawet od Ciebie, mężczyzna. Nie przedstawili się, nie powiedzieli też nic o sobie, ale ich reakcja mówiła sama za siebie. Znaleźliście grupę uchodźców z zachodniego Sogen, której eskorta była celem Waszej misji.
- Chodźcie za nami, zawołamy kapitana. On wam powie o wszystkim - dodał starszy.
Zaczęliście podążać za nimi, zbliżając się do wspomnianej już, dużej grupy ludzi. Rzeczywiście, byli to uchodźcy, którzy rozbili prowizoryczny obóz w lesie. Mieli tylko kilka koni i niezbyt dużo bagażu - najwyraźniej każdy wziął tylko to, co był w stanie unieść. Im bardziej się zbliżaliście, tym więcej ciekawych spojrzeń Wam towarzyszyło. Twarze niektórych przepełniała nadzieja i optymizm, inni byli zbyt zmęczeni, żeby się cieszyć. Nie było jednak czasu na to, żeby to analizować, bo obóz był raczej mały i po krótkiej chwili staliście już przed łysym mężczyzną koło trzydziestki, który jak Wasi przewodnicy ubrany i uzbrojony był jak członek sił zbrojnych Sogen.
- Witaj Uchiha-sama, witajcie wszyscy. Bardzo się cieszymy z Waszego przybycia. Dowodzę... do tego momentu dowodziłem tą grupą - powiedział i od razu przeszedł do dalszego raportu - zakładam, że to właśnie was przysłano, żeby nas przeprowadzić na wschód, w bezpieczne rejony. Cóż, sytuacja wśród uchodźców jest naprawdę niezła. Mamy wszystkich, których mieliśmy ewakuować, obyło się bez strat i bez zauważenia nas... przynajmniej na razie. Ale żeby nie było tak wesoło, to kurczą się nam zapasy, Kaminari i Dzicy są już coraz bliżej. Podejrzewamy, że to kwestia jednej doby, zanim odkryją naszą obecność. To prawdziwy cud od Susanoo, że jeszcze tego nie zrobili, bo ja i tuzin moich ludzi nie mielibyśmy szans w powstrzymaniu nawet najmniejszych oddziałów jednej i drugiej strony.
- To nie żaden cud, tylko zasługa dowodzenia pana komendanta, który nas wyciągnął z Awakury! - wtrącił się drugi ze strażników.
- Nie przerywaj, Tokaru. Teraz najważniejsze. Z informacji, jakimi dysponujemy wynika, że mamy trzy drogi do Fudai. Pierwsza, północna, prowadzi bliżej terenów Dzikich. Druga wiedzie przez środek lasu, a trzecia przez południe. Na północnej najłatwiej natkniemy się na siły wroga, na południowej też, ale trochę mniej. Centralna jest najbezpieczniejsza pod tym względem.
- Ale też najtrudniejsza, bo w centralnej części Lasu Wiatru jest najwięcej wąwozów, jarów i parowów - wtrąciła się Hotaru - więc najdłużej nam zejdzie. Na północy poszłoby nam najszybciej, a na południu... pośrednio, bo w pewnych miejscach las jest tak gęsty, że trudno się idzie - podzieliła się swoimi doświadczeniami dziewczyna, która - jak zapewne pamiętasz - pochodziła właśnie z zachodniego Sogen.
- Dodatkowo, Uchiha-sama, od teraz to ty dowodzisz. Musisz zorganizować nam sposób przemarszu, rozstawić oddziały, wyznaczyć zasady obozowania. Trzeba będzie też określić tempo - czy dostosowujemy się do najwolniejszych, czy próbujemy ich poganiać, ale szybciej się wydostać z tego parszywego lasu. Oczywiście, ja i moi ludzie jesteśmy do twojej dyspozycji, także jeśli chodzi o służenie radą - zaoferował się znowu kapitan. Oprócz tego co powiedział, prawdopodobnie powinieneś też rozważyć takie rzeczy jak to, czy podzielić grupę cywilów na mniejsze podgrupy, by zwiększyć szanse na przeżycie części z nich, czy też poruszać się w jednym, dużym, osłanianym zewsząd konwoju. No i kiedy wyruszacie.
Zupełnie niespodziewanie, podbiegł do Was zziajany jeszcze jeden, zupełnie inny strażnik.
- Panie kapitanie, niestety melduję, że jest szansa, że Dzicy nas zauważyli. Nasz patrol natrafił na patrol wroga, który szybko się wycofał. Nie wiem, czy widzieli obóz.
Mapa:
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 14 sty 2026, o 20:39
autor: Sosuke
Obóz, czy też raczej karawana została wreszcie odnaleziona. Po tylu dniach wreszcie mogli odhaczyć pierwszy mały sukces na swojej liście. Sosuke przymknął oczy i powoli wypuścił powietrze. Gdy je otworzył, nie było już widać ani czerwieni, ani trzech charakterystycznych łez. Jego oczy ponownie były całe czarne. Dla niewprawnego oka mogło się wydawać, że był to raczej rytuał wyłączania Sharingana, ale prawda była taka, że odczuł wyraźną ulgę widząc tylu żywych. Na tych terenach wszystko było już możliwe i wydawało mu się, że jego misja może być z góry skazana na porażkę. Spodziewał się i nie był na to absolutnie gotowy, żeby zaznać widoków takich jak na północy. Spalona ziemia, ciała martwych pozostawione tam gdzie ich zabito albo wrzucone na jedną stertę.
Nie mogli jednak spocząć na laurach. Ten krótki spacer przez obóz szybko uświadomiłby każdego, że stawka nadal jest ogromna, a tych ludzi wciąż trzeba będzie stąd wyprowadzić. Z grubsza określił sobie ich liczbę, a następnie przystąpił do wysłuchania tego co tutejszy kapitan miał do powiedzenia. Nie władali oni może chakrą, ale ich ubiór oraz sposób bycia jasno wskazywał, że są to wojownicy posiadające jakieś doświadczenie. Oczywiście nie w sytuacji takiej jak ta. Uchiha, nie pewnie żadna inna siła tego kontynentu, nie posiadała jednostek wyspecjalizowanych w eskortowaniu całej karawany zwykłych ludzi. Zdarzało się, że ninja eskortowali kupców, nawet były sytuacje, że podróżowaliby przez lasy i mniej uczęszczane drogi. Ale wizja napotkania bandytów to zdecydowanie co innego niż praktycznie pewne spotkanie ze stadem dzikusów, którzy przyszli zza muru.
-Ai... Akadao, Hotaru. Zabezpieczcie okolice i dajcie nam natychmiast znać, gdyby ktoś się zbliżał do obozu - Prawie pomylił się z imieniem swojej protegowanej, ale na całe szczęście szybko jakoś z tego wybrnął i kontynuował dalej. Teraz był czas na wydanie pierwszych rozkazów. Wizja tego, że Dzicy mogą w każdej chwili zjawić się w okolicy nie była zbyt dobra, dlatego powinni zacząć się pakować i wyruszać w dalszą drogę niemalże natychmiast. Bezpieczeństwo było jednak podstawą, bo gdyby barbarzyńcy wpadli bez zapowiedzi w połowie przygotowań, to byłaby istna masakra. Dlatego posłał dwójkę ninja, aby zbadali teren i w ukrycie wypatrywali zagrożenia. Podobny rozkaz skierował do dwóch strażników, jednak dając im najpierw czas na wstępne przygotowania, a następnie dołączenie do patrolowania terenu. Inne kierunki również musiały być zabezpieczone. Kaminari także mogli się przecież pokazać, po prostu nie byli aż tak nieuchronnym zagrożeniem.
-Przygotuj ludzi do wymarszu. Część bagaży załadujcie na moje konie, może chociaż odciąży to tych, którym będzie najtrudniej. Nie ma co zostawać tutaj ani chwili dłużej niż to potrzebne - Skoro o jedną rzecz zadbał, mógł wydawać kolejne rozkazy. Przekazał je kapitanowi, mówiąc przy tym nieco głośniej, aby i ludzie już usłyszeli. Plotki i szepty rozejdą się szybciej, nawet niż najlepiej przekazany rozkaz. Nie mogli się ociągać, a skoro Sosuke nie mógł dołączyć do swoich ludzi na patrolu, pomagał najstarszym i najsłabszym w pakowaniu się. Zaoferował również swojego konia jako pomoc w transporcie tobołów, a nawet udostępnił miejsce w siodle dla kogoś, kto wyraźnie tego potrzebował. Sam nie potrzebował siedzieć w siodle. Marsz z takim tłumem i tak będzie powolny, a skoro będę musieli dostosować tempo podróży do najsłabszych, to i on sam będzie w stanie kontynuować piechotą, bez większych różnic we własnej gotowości bojowej. Nie zrobił tego jednak z końmi pozostałej dwójki. Te w dalszym ciągu były lekko oporządzone, nadal bardziej sprawne i z szansą na zachowanie większych sił. Podobnie jak i ich jeźdźcy, którymi w dalszym ciągu pozostawali młodzi ninja
Nie było to może najsprawniejsze przygotowanie do marszu, ale nikomu nie zależało aby zostać w tylu. Byli już po prostu zmęczeni dotychczasową ucieczką. Najstarszy z Uchiha wydawał kolejne rozkazy, najpierw w mniejszym gronie swoich ludzi, kapitana oraz jego strażników. Umieścił Hotaru na przodzie, aby prowadziła całą karawanę. Była z tych terenów, znała te lasy lepiej niż ktokolwiek inny z tej grupy. Na końcu umieszczony został Akado. Jako ninja potrzebny był ktoś, kto będzie dbał o ich plecy przed goniącym ich zagrożeniem. Dzicy już ich wykryli, a siły z Awakury mogły ruszyć za nimi. Boki musiały być zabezpieczone przez trójkę strażników, uzupełnianych do symetrycznej formacji przez Sosuke. Wybrana ścieżka? Najbezpieczniejsza, ale też najwolniejsza. Prosto przez sam środek. Północ już w dużo mniejszym składzie była wystarczająco niebezpieczna. Z takim tłumem nie było opcji, aby zrobić to wystarczająco szybko. Południe może i było potencjalnie bardziej odpowiednie, ale wizja, że zostaną na łasce Kaminarich również mu się nie uśmiechała.
Ucieczka rozpoczęła się. Wszyscy wyruszyli, a zanim się obejrzeli, minęło już wiele godzin i czekało ich rozłożenie obozu na noc. To również miał już Sosuke z grubsza rozplanowane. Nie było ich zbyt dużo, aby zmieniać się na wartach, a jednocześnie móc pilnować obozu z każdej strony. Niestety trzeba było iść na kolejne kompromisy. Żeby zachować maksimum możliwego bezpieczeństwa, przy warunkach jakie posiadali podzielił nocną wartę na trzy etapy. Każdy ninja w towarzystwie jednego strażnika będą trzymali wartę. W ten sposób miał trzy warty, które powinny w miarę dać czas każdemu z nich znowu nabrać sił, jako tako zabezpieczyć obóz, pozostając wciąż w kontakcie wzrokowym. Szczególnie uczulił każdego z nich, żeby w razie jakiejkolwiek wątpliwości nie bali się obudzić pozostałych. Lepiej być nagle obudzonym i niewyspanym, niż zabitym w nocy przez kogoś, kto by się po cichu podkradł. Wszystkie te rozkazy, które do tej pory wydawał, były raczej takimi jakich można się było spodziewać. Bezpiecznymi aż do przesady. Dopiero następny dzień miał przynieść małe zaskoczenie.
-Kapitanie, wybierz jednego ze swoich ludzi. Rozdzielamy się. Hotaru i Akadao, wraz z dwójką osób od was, wezmą konie oraz wszystkich, którzy będą w stanie utrzymać szybsze tempo. W ten sposób będzie szansa, że przynajmniej części z ludzi uda się uratować. Dzicy coraz bardziej depczą nam na ogonie, kto wie, możliwe, że kontynuowali marsz nawet przez noc. Któż może wiedzieć do czego zdolne są te zwierzęta. Ja i wybrany przez pana, panie kapitanie, zostaniemy z resztą. Zapewnie tym ludziom najbezpieczniejszą ochronę jaką tylko będę w stanie, jeśli będzie trzeba, zatrzymam nawet siły nieprzyjaciela na jakiś czas, ale ktoś jeszcze musi zostać, żeby ich wtedy dalej poprowadzić. - Z rana wziął kapitana na stronę, aby mu jako pierwszemu przekazać rozkazy na nowy dzień. Dotychczasowy plan podróży od samego początku był tymczasowy. Wiedział, że takie podzielenie może źle wpłynąć na morale obozu, dlatego najpierw chciał mieć przynajmniej kapitana po swojej stronie.
-Ruszacie przodem. Bierzecie tych, którzy dadzą radę i trzymając dobre tempo zmierzacie prosto do Fudai. Żadnego zbaczania z trasy, żadnych heroicznych gestów i co ważniejsze, żadnego oglądania się za nami. Pamiętajcie. Mamy uratować kogo się da i to od was będzie zależeć ich życie. Nie możemy wszyscy czekać aż stado dzikich oblezie nas wszystkich, a z całą pewnością prześcigają nas dotychczasowy marsz. Postój tylko gdy się ściemni i ruszacie dalej o świcie. Zanim słońce będzie w zenicie powinniście być już na miejscu. Wtedy. I tylko wtedy możecie się wrócić. Macie szukać uchodźców i odstawić drugą grupę na miejsce. Nie zapuszczacie się dalej niż trzeba. Nie ratujecie wszystkich, tylko tego kogo się uda. Nie szukacie pojedynczych osób. Nawet gdyby chodziło o mnie. Czy to jasne? - Zostawił kapitana, do spokojnego namysłu, którego ze swoich ludzi zostawić niemalże na śmierć, a sam ruszył do swoich podopiecznych, tym razem w bardziej dosadniejszych słowach (ale również bez unoszenia się, aby nie alarmować ludzi) wyjaśnił im jakie czeka na nich zadanie. Gdyby widział, że usta któregoś z nich otwierają się zanim skończy, szybko ucinał ich próby, kontynuując swój wywód. Był zdecydowanie bardziej surowy, aniżeli to do czego mogli przywyknąć w jego towarzystwie. Nie był specjalnie miły do tej pory, ale było widać, że się troszczył. Teraz już mniej chodziło o nich samych, a o innych. Misja wchodziła w najważniejszy etap, a Sosuke wierzył, że skoro ta dwójka chciała być porządnymi ninja, to tego typu brzemię będą musieli jeszcze po wielokroć dźwigać. I był przekonany, że dadzą radę.
-Proszę wszystkich o uwagę! Pakujemy się i ruszamy w dalszą drogę. Przodem pójdzie pierwsza grupa, zabierze część z was i ruszy ku Fudai, obozie Uchiha, który jest silnie strzeżony. Stamtąd ruszycie już bezpieczniejszymi szlakami na terenach, które jeszcze nie są okupowane. Niestety grupa ta nie będzie na nikogo czekać. Ruszyć z nimi może tylko ten, kto będzie w stanie utrzymać tempo. Odłączenie się od nich później oznaczać będzie samotną wędrówkę. Druga grupa również skieruje się do Fudai, tak jak szliśmy do tej pory. Zostanę z wami i zadbam o bezpieczeństwo każdego z was, kto z różnych powodów nie będzie w stanie dołączyć do pierwszej grupy. Gdy tamci dotrą do celu, moi towarzysze wrócą nam z pomocą. Obiecuję, że nikogo nie zostawię w tyle - Tutaj już musiał trochę spuścić z tonu. Dla dwójki wyszkolonych ninja mógł być surowy, ale do zgrai zwykłych ludzi, zmęczonych, głodnych i/lub przerażonych musiał mówić inaczej. Jakoś musiał im dać do zrozumienia, że nie są porzuceni. Fatalna pozycja negocjacyjna dla Sosuke i nie był zadowolony z własnej decyzji, ale musiał tak postąpić. Nie próbował nikogo uciszać, nie groził nikomu gestami, ale próbował przynajmniej mówić nieco głośniej, aby był słyszany przez te wszystkie pomruki niezadowolenia. A potem? Potem już trzeba było tylko wskazać tych, którzy będą się nadawać do pierwszej grupy. Sosuke zrobił to osobiście. Nie z takiego powodu, że chciał, aby to zostało zrobione w najbardziej właściwy sposób, ale dlatego, że wolał ten przykry obowiązek zostawić na swoich barkach. Grupy, z początku idąc prawie że wspólnie, z czasem musiały się rozdzielić. Zostało tylko kontynuować marsz i liczyć na to, że możliwie jak największą część trasy przebędą zanim ponownie poczują ogon na swoich plecach.
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 14 sty 2026, o 22:19
autor: Uchiha Tsuyoshi
~25/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~ Wiele decyzji, trudnych decyzji stanęło przed Tobą. Jak się okazało, rozwiązania gwarantujące największą szansę na sukces nie były często tymi rozwiązaniami, które były najłatwiejsze do zakomunikowania i wykonania. Ale czy nie od tego jest właśnie shinobi? Od podejmowania niepopularnych decyzji w trosce o innych? Nie uprzedzajmy jednak faktów.
Akado i Hotaru posłusznie wypełnili polecenie zabezpieczenie okolic obozu. Później cała karawana ruszyła, zorganizowana zgodnie z Twoimi poleceniami, które wykonywane były zaskakująco sprawnie, jak na to, że ogromna większość uchodźców to cywile, nie mający nic wspólnego z wojskiem. Najwyraźniej jednak ludzie tak bardzo chcieli już opuścić te tereny, że byli gotowi na pierwszy sygnał wymarszu, jaki otrzymali. Uwadze uchodźców i strażników, ale również i Twoich podopiecznych shinobi i kunoichi nie uszło też to, że oferowałeś konie zbiegom i że pomogłeś im się pakować. Nie było co prawda czasu na wylewne gesty, bo wszystko odbywało się w gorączkowym pośpiechu, ale jednego mogłeś być pewien: ci ludzie Ci tego nie zapomną.
Ten dzień, jak i noc upłynęły już jednakże w największym spokoju. Czujki nic nie wykryły, ani od południa, ani od północy, ani od zachodu. O świcie nastał jednak czas trudnych decyzji.
- Jak sobie życzysz, Uchiha-sama - powiedział, choć był wyraźnie zmieszany Twoimi słowami. Raczej nie dlatego, że pomysł był zły. Może właśnie przeciwnie - że był to jedyny sposób na zminimalizowanie strat. Że trzeba było się uciekać do tak desperackich kroków - Ja pójdę z Tobą, Uchiha-sama. Jest nas tuzin i ja, więc wezmę jeszcze ze trzech ludzi. Reszta, w tym mój zastępca pójdą z dwójką shinobi od Was i większością cywili - stwierdził, teraz już nieco bardziej ochoczo. Najwyraźniej, jak prawdziwy żołnierz, szybko otrząsnął się po pierwszym szoku.
Hotaru w pełni zrozumiała, co i dlaczego zamierzasz. Akado też, ale próbował jeszcze zgłosić się na ochotnika, co zostało przez Ciebie szybko ucięte. Nie próbował protestować i dostosował się do poleceń. Nieco większe poruszenie wywołała Twoja decyzja wśród cywilów. Część z nich zgodziła się z tą decyzją, szczególnie młodszych rodzin, które były w stanie podróżować szybciej. Starsi kręcili nosami, zdarzyło się nawet kilka cierpkich komentarzy, ale nikt w obliczu tego kryzysu nie odważył się otwarcie zgłosić żadnych zastrzeżeń. Dużą rolę odegrało to, że to właśnie Ty miałeś ochraniać wolniejszą grupę. Sprawiałeś wrażenie doświadczonego shinobiego i budziłeś szacunek - co przynajmniej część z tych ludzi wzięła za dobrą monetę. Monetę, która przykrywała fatalne wrażenie przynęty, jakie mogła stanowić "słabsza" grupa. Było to jednak tylko wrażenie, bo trudno było się nie zgodzić z Twoją analizą i podjętymi na jej skutek decyzjami. To dlatego właśnie ani kapitan straży, ani Hotaru czy Akado nie protestowali.
Kontynuowaliście więc swoją podróż. Grupa szybsza po pożegnaniu, które miejscami przybrało wręcz łzawy obrót wyruszyła jakiś kwadrans przed grupą wolniejszą, żeby już na starcie wyraźnie się oddzielić. Przez jakiś czas widać ich było jeszcze momentami między drzewami, ale dość szybko zniknęli Wam z oczu. Uderzyła Was pustka i samotność, która zapanowała po wyruszeniu znacznej większości ludzi. Nie byliście sami - wciąż było Was bez mała dwadzieścioro kilkoro, ale... to nie to samo. Na szczęście miałeś obok jeszcze kapitana.
- To dobra decyzja. Oni na pewno dadzą radę. My... być może. Ale obronimy się przed zwykłymi patrolami. Gorzej, jak trafimy na jakiś silny oddział. Ale jest szansa, że to się nie stanie - pozwolił sobie na komentarz w pewnym momencie. Mogłeś z nim trochę porozmawiać, co mogło nieco poprawić nastrój.
Co ciekawe, Cały kolejny dzień również minął spokojnie. Szliście jednak niestety dość wolno, i to nie tylko ze względu na grupę, w której się znajdowaliście. Poza tym obraliście też najtrudniejszą drogę. Często trzeba było pomagać ludziom przechodzić przez wąwozy i inne tego typu przeszkody terenowe, bo zwyczajnie sobie nie radzili z ich pokonywaniem, a szukanie obejść spowodowałoby wydłużenie podróży o całe tygodnie. Tak czy inaczej, drugi dzień wędrówki minął spokojnie. Przynajmniej dla Waszej grupy. Jeszcze większym zaskoczeniem mogło być to, że również trzeci dzień minął bez żadnych incydentów. Żadnych patroli czy śledzących Was wojsk. Czyżby ta trasa była strzałem w dziesiątkę?
Niestety, nie trwało to bez końca. Według Waszych obliczeń (skorygowanych przez kapitana), szybsza grupa powinna być w Fudai czwartego dnia o poranku, a Wasza grupa tego samego dnia, ale dużo później, przed zachodem. I tegoż właśnie czwartego dnia, sprawy zaczęły się komplikować...
W pewnym momencie poczułeś, że coś jest nie tak. Zaraz potem poczuł to kapitan. Po krótkiej obserwacji terenu dostrzegłeś ruch w kilku miejscach na raz. Znajdowaliście się w głębokim lesie, między drzewami, osłaniani częściowo przez zarośla i to właśnie one poruszały się w kilku miejscach mimo bezwietrznej pogody. Podczas wpatrywania się w jedno z nich, zauważyłeś nadlatującą strzałę. Uchyliłeś się bez trudu, ale wiedziałeś już, że zostaliście zaatakowani, co kapitan obwieścił krzykiem reszcie eskorty. Zaraz potem z zarośli wypadło wielu wojowników Dzikich. Mieli nad Wami przewagę liczebną, ale starcie dopiero się rozpoczynało. Kiedy zbierałeś się do tego, żeby odruchowo pomóc jednemu ze strażników konwoju, przed Twoimi oczami, jakieś 10 metrów od Ciebie, ukazała się sylwetka młodego mężczyzny, którego twarz wykrzywiona była w diabolicznym wręcz uśmiechu. Miał jasne włosy i nosił na sobie bardzo proste, brudne ciemnozielone szaty. Wyglądał na naznaczonego trudami podróży. Cechą, która rzuciła Ci się w oczy były dwie kosy skrzyżowane na plecach. Po co komu aż dwie kosy?
- Trudno było was znaleźć, ale ułatwiliście robotę niezacieraniem śladów - powiedział tonem, który zwykłą osobę mógłby przyprawić o ciarki. Miał w sobie coś... demonicznego. Trudnego do uchwycenia. Nagle jednak na jego twarzy zarysowało się zaskoczenie. Zamarł na moment, wyglądał jakby bardzo intensywnie się w Ciebie wpatrywał.
- No, no... te wasze zamurskie ziemie wcale nie są takie wielkie, Uchiha - powiedział enigmatycznie, po czym na jego twarz wrócił demoniczny uśmiech - Nie spodziewaliśmy się, że cię spotkamy, prawda Rasetsu? - po tych słowach z jego lewego boku zaczął wyłaniać się kształt, który szybko uformował się w innego człowieka, bliźniaczo podobnego do niego. Kształt ten całkowicie opuścił jego ciało i stanął obok.
- Prawda, Shisetsu - powiedział bliźniak głosem o ton niższym, a przez to jeszcze mniej przyjemnym dla ucha - W ogóle się nie spodziewaliśmy, że kiedykolwiek cię spotkamy. Najwyraźniej szybko uciekałeś, Uchihowe ścierwo... szkoda, że inni nie mieli tak szybkich nóg - zachichotał nieprzyjemnie. W tej samej chwili obaj zaczęli na Ciebie nacierać (każdy ze swoją kosą), po łuku, z dwóch stron.
Mapa:
Ukryty tekst
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 15 sty 2026, o 13:47
autor: Sosuke
-Dziękuję, doceniam ten gest - Kapitan zasłużył sobie na słowa uznania za decyzję którą podjął i choć Sosuke wolałby resztę strażników posłać z pierwszą grupą, tak nie dyskutował. Kłótnie nie wchodziły tutaj w grę, a i dodatkowe pary oczu na flankach z całą pewnością przydadzą się podczas dalszej wędrówki. Rozmowa z kapitanem oraz rozmowa z podopiecznymi przebiegły dobrze, rozmowa z ludźmi nieco już gorzej, choć i tak trzeba było przyznać, że mogło się to potoczyć znacznie mniej miło. Jego obecność może i pomagała zachować spokój, ale w gruncie rzeczy wiedział, że na sporą część tej grupy skazał na śmierć, za cenę życia osób z grupy idącej przodem.
-Dobrze mieć pana, panie kapitanie. Nie jestem pewien czy pełny oddział zapuściłby się aż tak daleko, ale to dzicy, mogą po prostu złapać trop i nie puścić go aż do samego Sarufutsu. Dla Kaminarich to byłoby już chyba zbyt ryzykowne na posyłanie czegoś więcej niż tylko kilkuosobowego zwiadu. Ale jeśli będzie trzeba, będzie pan musiał ruszyć dalej. Ja zatrzymam ich tak długo jak to będzie można. Do tego czasu moi towarzysze powinni już dotrzeć do Fudai i próbować was znaleźć - W trakcie wspólnej podróży, zrównał się na chwilę z kapitanem, aby przekazać mu tą wiadomość. Do tej pory Sosuke trzymał się tyłów, zajmując miejsce nieobecnego Akado, pozostawiając kapitana i jego kilku strażników na pozostałych pozycjach wokół karawany. Przynajmniej w czasie, gdy wszyscy w miarę sprawnie podróżowali samodzielnie, gdy trafiali na miejsca, gdzie trzeba było pomóc, ich rozmieszczenie oczywiście musiało się zmienić, aby wspomóc potrzebujących w pokonaniu przeszkód.
-Ruszajcie! - Wydał rozkaz do kapitana oraz wszystkich ludzi z grupy, aby ci oddalili się póki jeszcze mogli. Podejrzany ruch w okolicy mógł być nadchodzącą pomocą z Fudai, ale tym nie mógł ryzykować, dlatego pospieszył wszystkich zanim jeszcze miał okazję dostrzec co nadeszło.
-Cieszcie się póki możecie. Wkrótce zostanie z was tylko popiół - Nie miał zamiaru wdawać się w dyskusje z dzikimi, na jego twarzy od razu było widać obrzydzenie z powodu tego co zobaczył. Jeden z bliźniaków całkowicie schowany, teraz opuścił ciało drugiego. Tylko słyszał plotki o czymś takim, ale na żywo wydawało mu się to jeszcze bardziej paskudne. Niestety musiał na to patrzeć i to patrzeć dużo dokładniej, bo jego oczy ponownie zostały aktywowane. To pozwalało dostrzec dużo więcej szczegółów, ale w konsekwencji również przyjrzeć się tym stworom. Nie stał jednak jak kołek, bo szybko jego dłonie uformowały pieczęć, która poskutkowała powstaniem płomienia na jego nodze, który wkrótce rozrósł się w sporej wielkości okrąg. Ognista ściana otoczyła uchodźców, odcinając bezpośredni dostęp wrogim oddziałom. Jedynie przesmyk od strony Fudai zgasł, pozostawiając przejście dla uciekających ludzi. Pozostała część momentalnie urosła do trzymetrowej ściany, mocno utrudniając przejście, a także możliwość patrzenia przez nią. Nie było to jednak wszystko, chwilę po tej pieczęci, Sosuke przystąpił do składania kolejnych, tworząc kolejny płomień i rozrzucając sześć shurikenów, które zapaliły się od wypuszczone ognia. Trajektoria tych rzutów miała być trudna do przewidzenia, bo i same gwiazdki w kluczowych momentach miały się od siebie odbić i wbić w ciała wrogów. Zamiast zająć się najpierw swoim bezpieczeństwem i zlikwidować niebezpieczeństwo nadchodzące prosto na niego, postanowił najpierw zredukować maksymalnie niebezpieczeństwo grożące uchodźcom. A skoro tak był skupiony na atakowaniu innych, przed swoich napastnikiem musiał się ratować skokami w tył oraz unikami na boki.
Ukryty tekst
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 15 sty 2026, o 17:33
autor: Uchiha Tsuyoshi
~26/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~
Postanowiłeś ponad wszelką cenę chronić cywilów i strażników, w tym kapitana. Był to bardzo szlachetny gest, szczególnie że stałeś oko w oko z paskudnym wrogiem. Hibashiri zadziałało jednak dokładnie tak, jak powinno i dostęp do karawany oraz broniących ją strażników został zablokowany. Przynajmniej na moment, bo skonfundowani wrogowie z pewnością okrążą płomień i dobiorą się od drugiej strony do karawany. Kupiłeś im jednak chwilę czasu, chwilę podczas której strażnicy mogli się zreorganizować i uformować szyk obrony. Gest ten jednak nie pozostał bez negatywnych konsekwencji dla Ciebie samego. Nie zdążyłeś zrobić już nic więcej, zanim...
- Z NAMI WALCZYSZ, ŚMIECIU - usłyszałeś tylko krzyk wściekłego bliźniaka i w następnym ułamku sekundy poczułeś głębokie i bolesne cięcie w lewe ramię. Kosa jednego z wrogów jedynie o centymetry minęła Twoją szyję, bez sharingana i odruchowego uchylenia się walka byłaby dla Ciebie prawdopodobnie skończona. Zaraz później nadszedł kolejny cios, którego nie byłeś w stanie uniknąć. Drugi z bliźniaków ciął Cię w poprzek klatki piersiowej, równie boleśnie co jego brat. Kolejny cios (znowu wyprowadzony przez pierwszego z bliźniaków) nie dosięgnął jednak celu, bo zdołałeś odskoczyć, co ledwo Cię uratowało. Tak było z kolejnym i kolejnym ciosem. Furia sprowokowanych Dzikich nie ustawała, jednak jakimś cudem udało Ci się odskoczyć na tyle sprawnie, by złapać te kilka metrów dystansu. Braca, dysząc, wpatrywali się w Ciebie. Teraz dopiero dostrzegłeś, że jeden z nich nadal miał na twarzy wyrysowaną nieludzką wręcz złość, a drugi odmiennie, obdarzył Cię ironicznym uśmiechem i patrząc na cieknącą Ci po ramieniu i klatce piersiowej krew, powiedział:
- Słaby, delikatny jak wszyscy ci Uchiha. Gdyby był tam wtedy, to bracia rozszarpaliby go przy nas tak samo, jak... - Soma dokończył zdanie, ale miałeś wrażenie, że na moment świat zawirował Ci przed oczami. Początkowo Twój umysł wydawał się w ogóle nie przyjąć, odrzucić to, co usłyszał. Dopiero po kilku sekundach doszło do Ciebie, co powiedział jeden z demonicznego rodzeństwa - ...tak samo, jak jego rodzinę - obaj ponownie zaśmiali się złowieszczo, jak gdyby naprawdę mieli w sobie domieszkę krwi jakiegoś złowrogiego bytu nie z tego świata.
Demoniczni bliźniacy szykowali się do kolejnego ataku.
Ukryty tekst
Mapa:
Ukryty tekst
Ukryty tekst
Ukryty tekst
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 16 sty 2026, o 13:35
autor: Sosuke
Metodyczne i dokładnie zaplanowane pierwsze sekundy walki przebiegały w miarę tak jak Sosuke się tego spodziewał. Karawana została częściowo osłonięta, odcinając do niej dostęp, ale z racji, że ludzie musieli jakoś uciekać, również i do nich można było się dostać. Niestety kolejne ruchy zostały już pokrzyżowane. Wróg okazał się bardziej zajadły i agresywny niż Sentoki mógł przypuszczać. Trzeba było jednak zachować zimną krew i kontynuować wszystko to co sobie założył. Ochrona, odgrodzenie rywala, eliminowanie kolejnych najsłabszych wrogów, a przy tym tych, którzy śmiertelnie zagrażali każdemu z karawany. I takie były założenia, nie zważając na ataki, przed którymi sam jest ledwo w stanie się bronić. Do czasu.
-Zamknij pysk! Nic nie wiesz o mojej rodzinie! - Nawet pomimo działającego sharingana, dało się dostrzec prawdziwą furię w oczach mężczyzny. Jeden prosty tekst, ale Uchiha poczuł jakby to było ukłucie prosto w serce najostrzejszym mieczem. Momentalnie jego wszystkie taktyki, plany i przemyślenia wyparowały. Ludzie przestali się liczyć, teraz był tylko Uchiha kontra dwójka Dzikich. Wcześniej sądził, że mówią o nim jak o jakimś Uchiha. I to na niego nie podziałało, ale już wspomnienie o rodzinie przebudziło wszystkie najgorsze emocje, które do tej pory starał się skrywać jak najgłębiej. Nie był jeszcze w tym zbyt dobry, więc jeden taki tekst wystarczył, aby przelać czarę i wypuścić prawdziwą ognistą furię.
Trzy pieczęci, bardzo dobrze mu znane, niegdyś sporo ich używał, mimo że nie była to nigdy jego ulubiona technika. Teraz pierwszy raz od wielu lat jej używał i cały czas jego ciało pamiętało doskonale jak się to robi. Pocisk ognia wyleciał z jego ust z ogromną szybkością, mknąc prosto w kierunku bliźniaków. Nie celował w nich bezpośrednio, raczej w ich nogi oraz ziemię pod nimi. Nie potrzebował bezpośredniego trafienia i nie ryzykował możliwym unikiem. Jeśli uskoczą, pocisk i tak spotka się z gruntem, uwalniając prawdziwe piekło wszędzie wokół. Ostrzegał, że zostawi z nich tylko popiół. Teraz będą mieli okazję się przekonać, że nie rzucił słów na wiatr. Jego oczy analizowały każdy ich najdrobniejszy ruch, a ciało było gotowe do wykonania uskoku, gdyby jednak przekalkulował dystans na jaki rozleje się jego katon, bądź nastąpił kolejny rzut kosą. Wiedział, że Sharingan pozwalał mu bardzo dobrze poznać ruchy przeciwnika i choć sam z siebie nie był mistrzem walki kosą, tak znajomość ruchów wroga z całą pewnością może mu się przydać, gdy ten postanowi je powtórzyć.
Ukryty tekst
Re: Mori no Kaze (Las Wiatru)
: 16 sty 2026, o 17:11
autor: Uchiha Tsuyoshi
~27/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~
Wściekłość, jaką wywołały w Tobie słowa Dzikich, od razu przekułeś w rzeczywistość. Nie czekając ani chwili, wystrzeliłeś z płuc ognisty pocisk, który pomknął z ogromną szybkością między bliźniaków. Z szybkością, na którą nie mieli szans zareagować, bo zdążyli zrobić zaledwie dwa kroki w Twoją stronę, zanim pocisk nie eksplodował. Niestety jednak, stojąc zaledwie kilka metrów od epicentrum wybuchu, Ty również nie zdołałeś umknąć na czas. Odskakując, obróciłeś się za siebie, ale już w następnej sekundzie poczułeś palące gorąco na plecach i potężną siłę, która odrzuciła Cię dobrych kilkanaście metrów do przodu. Sunąłeś jeszcze klatką piersiową po ziemi, by w końcu się zatrzymać. Z początku byłeś tak oszołomiony, że nie wiedziałeś, gdzie jest góra, a gdzie dół, ale po chwili udało Ci się podnieść na czworaka, a nawet - z dużym wysiłkiem - do pozycji wertykalnej. Z zaskoczeniem zauważyłeś, że przed Tobą leży jeden z bliźniaków Soma. Oczywiście nie wiedziałeś, który z nich.
- A niech to... aaaa... - powiedział, choć mówienie sprawiało mu duży problem. Oberwał znacznie mocniej od Ciebie, był w agonii i prawie skowyczał z bólu - bracia... spisali się lepiej od nas, zabijając tamtą jedzę i wasz pomiot... bądź... przeklęty... Uchiha Sosuke - wydusił z siebie, po czym zastygł w grymasie bólu, który był niezbyt przyjemny do oglądania. Nie, żeby był to jednak Twój największy problem w tej chwili. Drugiego bliźniaka nie dostrzegłeś, ale zauważyłeś, że kawałek dalej leży coś, co mogło być jego pozostałościami. Wyglądało więc na to, że skutecznie zneutralizowałeś zagrożenie i pozbyłeś się demonicznego duo.
I gdy zaczęło to do Ciebie docierać, poziom adrenaliny w Twojej krwi chyba nieco spadł, bo poczułeś jak tylną część Twojego ciała zaczyna ogarniać straszliwe pieczenie. Z oczywistych względów nie mogłeś zobaczyć się zza siebie, ale obróciłeś ramiona i zerknąłeś na nogi, które były bardzo poparzone. Co najgorsze, ból nasilał się z każdą sekundą i to w bardzo szybkim tempie. Tak szybkim, że minęło jakieś pół minuty i straciłeś przytomność.
***
Poczułeś, jak Twoje ciało podskakuje na jakiejś nierówności. Nierówności, którą pokonuje cokolwiek, na czym się znajdowałeś. Z dźwięków, które powoli zaczęły do Ciebie dochodzić, wnioskowałeś, że leżysz na wozie, przykryty czymś. Poza tym (oraz wolno niknącymi dźwiękami lasu) nic więcej nie słyszałeś.
Kiedy otworzyłeś oczy, widziałeś jak za mgłą. Musiałeś zamrugać kilka razy, że odzyskać ostrość widzenia. Wtedy też usłyszałeś:
- Uchiha-sama. W końcu się obudziłeś - a Twoim oczom ukazał się następujący obraz:
Ukryty tekst