Strona 1 z 2
Szlak prowadzący na zachód
: 30 gru 2025, o 20:25
autor: Uchiha Tsuyoshi
Szlak prowadzący na zachód, przebiegający przez obszary objęte działaniami wojennymi na terenach spornych. Bierze on swój początek w Sarufusu, po czym odbija nieco na południe, by po kilkunastu kilometrach skręcić niemal idealnie na zachód i dalej biec prostą linią. Początkowo prowadzi przez względnie bezpieczne tereny Północnego Ryuzaku, następnie zaś wkracza na sporne obszary Zachodniego Sogen, kończąc swój bieg na granicy z Sakai. Na długim odcinku przebiega równolegle do szlaku prowadzącego na północny zachód , wiele kilometrów na południe od niego. Jest on mniej istotny od wspomnianego wyżej traktu i pełni głównie funkcję pomocniczą, nie jest jednak pozbawiony znaczenia - stanowi bowiem najkrótszą drogę do niektórych osad i umocnień na zachodzie. Szlak jest na tyle szeroki, by mogły minąć się na nim dwa wozy, oraz odpowiednio utwardzony, dzięki czemu niesprzyjająca pogoda rzadko utrudnia podróż. Wyjątek stanowią niektóre odcinki, które po intensywnych deszczach stają się znacznie trudniejsze do przebycia.
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 31 gru 2025, o 10:40
autor: Sosuke
-Kiedyś walczyłem. Dawno, bardzo dawno temu. Dzicy przeprowadzili atak na Mur, ale nasze siły, połączone z siłami, jeszcze wtedy istniejącego, Shinsengumi udało nam się ich odeprzeć. Tym razem inni postanowili wbić nam kunai w plecy, zamiast przystąpić do obrony kontynentu. Pogłoski o ich nowych możliwościach szybko się rozprzestrzeniły. Nawet wtedy potrafili zaskoczyć nieznanymi nam umiejętnościami. Ale sobie poradziliśmy. Tym razem również Uchiha powinni sobie poradzić z dostosowaniem się do tych barbarzyńskich zdolności - Jego towarzysze, których powinien chyba uważać za podopiecznych, za których odpowiadał, byli bardzo podekscytowani całą sytuacją. Sosuke jednak trzymał nerwy na wodzy, a emocje skrywał głęboko schowane. Melancholijne wspominki wydarzeń sprzed ponad dekady mogły przypomnieć te lepsze chwile z jego życia, ale zaraz potem poczuł jakby mu ktoś szpilę wbił w serce. Wtedy mieli pomoc. Tym razem Uchiha zostali wielokrotnie zdradzeni, a karą za tą pychę i chciwość Kaminari zapłaci cały znany im świat.
-A jakie jest wasze doświadczenie w terenie? Sensei na pewno dalej mocno daje w kość i nie pozwala na zbytnie lenistwo, prawda? Zwłaszcza w takich okolicznościach - Szkolenie następnego pokolenia zawsze była sprawą wysokiej wagi. Teraz jednak dbanie o każdego poszczególnego studenta, dopiero wstępującego na drogę ninja było najwyższym priorytetem. Powierzono mu dwójkę, za których musiał odpowiadać. Ich ranga wskazywała, że coś powinni już umieć, ale biorąc pod uwagę okoliczności mogli po prostu być potrzebni aby wypełnić luki w przerzedzających się siłach Sogen. Z całą pewności musieli się czymś wykazać, ale pytanie czy będzie to wystarczające aby poradzili sobie w starciach z Dzikimi. Nawet Sosuke nie mógł ich za bardzo przygotować, bo sam nie miał jeszcze sposobności walczyć z najeźdźcami. O tym jednak postanowił nie wspominać, bo jego niedawno przeszłość nie jest elementem, którym mógłby się chwalić. Gdy uzyskał już swoją odpowiedź, pospieszył swojego konia, chcąc nadrobić możliwie jak najwięcej drogi przed zmrokiem.
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 31 gru 2025, o 17:10
autor: Uchiha Tsuyoshi
~17/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~
Kiedy opowiadałeś Akado o tym, jak walczyłeś na murze i pozwoliłeś sobie na pewne spostrzeżenia dotyczące sytuacji waszego wspólnego klanu i bardziej ogólnie - geopolityki, mogłeś odnieść wrażenie, chłopak nie odrywał od Ciebie oczu. Chłonął każde słowo, w ciszy analizując co mówiłeś. Najwyraźniej było to dla niego szalenie ciekawe, a Ty prawdopodobnie jawiłeś mu się jak jakiś na pół legendarny heros, który opowiada o zamierzchłych, dawno minionych dziejach. Cóż, to ostatnie twierdzenie było w dużej mierze prawdą - mur należał już do historii, a układ sił w regionie od czasu bitew, o których wspomniałeś, zmienił się całkowicie. Twoje ostatnie słowa spotkały się z potakującym kiwaniem głową, na znak, że faktycznie - Uchiha dadzą sobie radę. W końcu nie mają innego wyboru, bo możliwości dalszego wycofywania się już za bardzo nie było.
- Znam południowo-zachodnie Sogen, Sosuke-sama. Tak jak wspomniałam, wychowywałam się tam, ale po upadku muru mnie tam nie było, bo najpierw wezwano mnie do stolicy, a po bitwie musieliśmy się wycofać prosto do Sarufutsu. Bitwa o Kōtei była moim pierwszym i jak na razie ostatnim działaniem w warunkach wojennych, nie licząc okazyjnych potyczek z Dzikimi jeszcze przed jego upadkiem - odpowiedziała od razu pierwsza Hotaru, patrząc to na Ciebie, to gdzieś w dal. Dziewczyna była całkiem niezła w ukrywaniu swoich emocji, ale mogłeś dostrzec, że za tym co mówiła krył się jeszcze kawał historii, zapewne dramatycznej. Jak chyba u niemal każdego Uchihy od inwazji Dzikich. Rany były bardzo świeże - Ale tak, znam tamtejsze drogi i okolice. Są miejsca, w których można podróżować nie zwracając na siebie uwagi z daleka, są też takie, w których można władować się w niezłe pułapki. Sądzę, że będę mogła pomóc - dodała, po czym poprawiła kołczan na plecach, chyba bardziej odruchowo niż z powodu realnej potrzeby.
- Ja jeszcze nie walczyłem, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz - powiedział pewny siebie Akado, choć... czy na pewno? Uważny obserwator byłby w stanie dostrzec drobne zdenerwowanie w głosie - a co do naszego sensei, to tak, nie ma lekko... ale jest w porządku. Nie każe robić głupich rzeczy, trenujemy tylko to, co faktycznie może nam się przydać - opisał chłopak. Milczenie Hotaru należało odbierać jako zgodę.
Kontynuując rozmowę, pospieszyłeś konia. Dwójka podopiecznych podążyła Twoim śladem i dalszą część trasy pokonaliście w szybszym tempie, cały czas kierując się na zachód. W końcu jednak zaczęło się ściemniać. Niestety, w okolicy nie było żadnego zajazdu ani nawet żołnierskiego obozu, więc musieliście znaleźć coś do nocowania niedaleko drogi. Szczęśliwie, okolice te były raczej spokojne, więc obyło się bez niepotrzebnych przygód. Po całkiem ciepłej nocy spędzonej w namiotach, przy skromnym ognisku na polance w małym zagajniku, ruszyliście dalej.
Drugi dzień upłynął dokładnie tak samo monotonnie, ale dało się zauważyć więcej mijających Was, konnych patroli. Nikt was nie zaczepiał, bo po pierwsze Akado i Hotaru nie kryli się ze swoimi odznakami, a po drugie wyglądało na to, że wszyscy byli niebywale skupieni na swoich obowiązkach, bardzo się spiesząc. Przemierzaliście więc rozległe równiny Północnego Ryuzaku (zwane przez wielu wciąż jeszcze Południowym Sogen), gdzie horyzont zdawał się nie mieć końca. Krajobraz, choć pozornie monotonny, krył w sobie różnorodność: falujące pola uprawne mieniły się odcieniami zieleni i złota, przerywane ciemniejszymi plamami niewielkich lasków oraz połyskliwymi taflami bagien. Powietrze niosło zapach wilgotnej ziemi i traw, a gdzieś w oddali słychać było skrzek ptactwa wodnego. Co jakiś czas waszą drogę przecinały wąskie rzeczki, które zmuszały do zwolnienia kroku i były doskonałym miejscem na napojenie coraz bardziej zmęczonych koni. W końcu jednak dotarliście do niewielkiego, kilkunastoosobowego posterunku ulokowanego na rozstaju dróg, gdzie zatrzymaliście się na nocleg, przyjęci przez żołnierzy Uchiha. Poza zamienieniem kilku słów z jego obsadą nic się jednak nie działo. Wojacy nie mieli żadnych specjalnie interesujących informacji. Front na zachodzie nadal pozostawał chaotyczny i mało kto wiedział, jak dokładnie rozwinie się sytuacja. Tylko jedna rzecz była pewna - trzeba było działać szybko.
Trzeciego dnia podróży przyspieszonym tempem, po południu, kilka kwadransów po przerwie obiadowej, zobaczyliście w końcu w oddali wzgórza. Zaraz potem waszym oczom ukazały się fortyfikacje, które były pospiesznie umacniane i rozbudowywane. Wszystko wskazywało na to, że był to cel waszej podróży (a właściwie pierwszego jej etapu) - Fudai. W końcu też ktoś się wami zainteresował.
- Stać, kim jesteście i dokąd jedziecie? - zapytał rosły mężczyzna koło czterdziestki, w towarzystwie pięciu ludzi z kuszami, którzy zastąpili wam drogę w miejscu, które było czymś, co wyglądało jak bardzo prowizoryczny posterunek kontrolny na drodze do Fudai. W ich zachowaniu nie było agresji, ale biła od nich czujność i pewność siebie oraz gotowość do natychmiastowej reakcji w razie problemów.
Uchiha Shinji
Sugiyama Orochi
Instruktor w Dojo
Sayame Hotaru
Uchiha Akado
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 2 sty 2026, o 12:46
autor: Sosuke
Przydzieleni mu Akoraito byli od siebie bardzo różni i nawet Sosuke, niespecjalnie przejmujący się dokładną analizą towarzyszy, był w stanie to dostrzec. Hotaru miała pierwsze starcia już ze sobą. Choć była "sporo" od niego młodsza, sama też miała na koncie podobne przeżycia. Sosuke odwrócił na chwilę wzrok w jej stronę, na twarzy było widać lekkie zaskoczenie tym co usłyszał. Opuszczenie swoich rodzinnych stron, a następnie walka z dzikimi. Mimowolnie wykonał delikatny, ledwo zauważalne skinięcie głową, zwłaszcza podczas jazdy konnej. Chciał tym przekazać swój szacunek, że bez względu na sytuację była w stanie się odnaleźć i kontynuować swoje obowiązki. Coś co jemu nie przyszło tak prosto. Jej doświadczenie i wiedza z całą pewnością okażą się bardzo pomocne na trakcie. Akado zaś był w takiej sytuacji, o jakiej wcześniej myślał Sosuke. W miarę świeżo po szkoleniach, pełen werwy i potencjału, a także wciąż nieokiełznanej młodzieńczej werwy. Chłonął każde słowo bardziej doświadczonych, przyjmował każdy rozkaz, przy tym wciąż miał na tyle oleju w głowie aby odpowiednio oceniać czego się od niego wymaga.
-Dobrze. To dobrze - Skomentował wreszcie odpowiedzi jakie uzyskał. Tak jakby całkowicie ich nie słuchał albo szybko wypuścił ich słowa drugim uchem. Może byłoby to do usprawiedliwienia, gdyby rzeczywiście był skupiony na innych ważnych w tym momencie rzeczach. Obmyślaniu dalszej drogi, planowaniu szturmu na jakiś punkt, przygotowywaniu obrony przed atakiem dzikich czy wypatrywaniem zagrożenia. Tymczasem on tylko jechał przed siebie. Toczył walkę z samym sobą. Rozmyślania na temat swojej przeszłości prowadziły donikąd, jedynie nakręcając spirale złych myśli. Do tego pierwsza misja, w dodatku tak ważna, w takich czasach. Sporo miał na swoich barkach, ale wiedział, że życia wielu od niego zależy. Jeszcze więcej osób oczekiwało od niego rezultatów i skuteczności. Chciał temu podołać. Ale nie był pewien czy jest w stanie. Ścisnął mocniej lejce, kontynuując podróż. Szybsze tempo nie tylko pozwoliło im nadrobić drogi, ale przede wszystkim skierować jego skupienie na tym co najważniejsze teraz.
-Uchiha Sosuke, towarzyszą mi Sayame Hotaru i Uchiha Akado. Zostaliśmy wysłani z Sarufutsu w celu zorganizowaniu oraz zabezpieczeniu transportu uchodźców z Fudai na tereny Południowego Sogen. Mamy spotkać się z Uchiha Airi, która dowodzi posterunkiem - Przez krótką chwilę obserwował stan umocnień, a następnie spokojnym tonem, bez wykonywania jakichkolwiek zbędnych ruchów przedstawił dość dokładnie swoją drużynę, a także powód ich przybycia. Przyjrzał się również mężczyźnie, który ich zatrzymał, zwłaszcza oznaczeniom jakie nosił. Dzicy mogli kryć się wszędzie i mogli nawet wyglądać na cywilizowanych ludzi, aby zmylić czujnych żołnierzy z klanu Uchiha. Okolica nie wskazywała na to, żeby główne siły wroga już tutaj dotarły, ale pojedyncze grupki mogły już grasować i dezorganizować pracę patroli oraz posterunków. Włącznie z podszywaniem się pod stacjonujących tutaj ninja. Sosuke pokazał również swoją odznakę, po którą jednak nie musiał nawet sięgać. Najwyraźniej trzymał ją już w dłoni przez jakiś czas, nawet jeśli do tej pory to pozostała dwójka legitymowała się w razie potrzeby.
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 2 sty 2026, o 16:18
autor: Uchiha Tsuyoshi
~18/17 ~ ~ Sosuke~
~ Wyprawa rangi ~ B ~ (Zlecenie Specjalne )
~ Powroty ~
Powodów do podejrzewania stojących przed Wami mężczyzn o bycie Dzikimi pod przebraniem raczej nie było. Znajdowaliście się w bezpośredniej bliskości obozu w Fudai, a co sprawniejszy obserwator z pewnością mógł Was stamtąd dostrzec, przebywając na wieżyczce strażniczej. Zresztą samo zachowanie patrolu też na to wskazywało. Stojący przed Wami mężczyzna wykonał lekki skłon głową i skinął na towarzyszy, którzy zeszli z drogi i wrócili na pobocze, do swoich prowizorycznych (i cały czas rozbudowywanych) umocnień.
- Witaj w Fudai, Uchiha-sama. Ishibashi Kenzo, jestem dowódcą tego patrolu. Zapraszamy w takim razie do obozu - powiedział, po czym zwrócił się do jednego z wojaków - Ueda, zaprowadź naszych gości do naszej komendant.
Po tych słowach jeden z żołnierzy, młody chłopak o krótkich, czarnych włosach zatrzymał się, obrócił się na pięcie, powiedział krótkie "tak jest" i wyszedł przed Waszą trójkę.
Dalsza podróż do samego Fudai trwała mniej niż kwadrans. Minęliście linię okopów, niewielką fosę i wjechaliście pod górkę bramą do środka. Sam obóz już na pierwszy rzut oka wyglądał, jakby był przygotowywany na centrum dowodzenia tym odcinkiem frontu. Palisada sprawiała wrażenie solidnej, a choć było tu dużo pokaźnych namiotów, to nadal sporo było jeszcze niezajętej przestrzeni. Krzątało się tutaj sporo uzbrojonych ludzi, ale nie dostrzegłeś nikogo, kto wyglądałby jak shinobi. Najwyraźniej wszyscy byli na misjach, albo po prostu braki były tak duże, że zwyczajnie prawie nikogo mieszającego chakrę tu nie było. Rozciągał się stąd też niezły widok na okolicę, w tym na zachód, gdzie na horyzoncie prawdopodobnie stacjonowały już oddziały Dzikich.
Zaraz za bramą Wasz przewodnik machnął ręką na kogoś, kto zajął się Waszymi koniami. Od razu też zostaliście doprowadzeni do sporego budynku z drewna i kamienia. Po kolejnym wylegitymowaniu zostaliście zaprowadzeni do sporego pomieszczenia znajdującego się na piętrze. Zarówno budynek, jak i samo to pomieszczenie były silnie strzeżone - przed wejściem do jednego i drugiego stała para uzbrojonych strażników.
- Uchiha Sosuke, miło poznać - powiedziała kobieta, która natychmiast po Waszym wejściu wstała zza biurka, rzucając Ci przenikliwe, choć nieco zmęczone spojrzenie - i was również - dodała w kierunku Twoich podopiecznych. Miała na oko ze trzydzieści lat i nie było wątpliwości, że jest rodowitą Uchihą. Miała charakterystyczne dla Twojego klanu długie, proste, kruczoczarne włosy sięgające aż za łopatki, czarne oczy, łagodne rysy twarzy i sprawiała wrażenie zaprawionej w bojach i wysportowanej. Miała na sobie teraz cienki, czarny płaszcz. Jej wyraz twarzy był poważny, ale nie surowy, podobnie jak ton głosu.
- Zapewne mnie przedstawiono już w Sarufutsu. Nazywam się Uchiha Airi i dowodzę w Fudai. Wiem też, z czym przychodzicie, bo obiecano mi wsparcie w sprawie ewakuacji uchodźców. Przepraszam, że przejdę od razu do rzeczy, ale mamy mało czasu, o czym zaraz sami się przekonacie - wyjaśniła i zamaszystym ruchem ręki rozwinęła na sporym stole stojącym obok jej biurka mapę Sogen z wieloma różnymi oznaczeniami, skreśleniami, i tak dalej. Widać było, że sporo się zmieniało, a sama mapa była intensywnie użytkowana.
- Waszą pierwotną misją było udanie się do wioski Awakura, gdzie nasze siły rozbiły prowizoryczny obóz, do którego mieli zmierzać ludzie, których listę z pewnością też macie. Niestety, sytuacja szybko się zmieniła i trzeba było ich ewakuować, bo w okolicy zaskakująco często zaczęto widywać coraz silniejsze oddziały Kaminari i Dzikich. W związku z tym, że uchodźcy w znacznej części rzeczywiście dotarli na miejsce na czas i nie trzeba było w Awakurze na nikogo czekać, dowódca naszego oddziału na miejscu podjął decyzję o tym, żeby ukryć się w pobliskim, rozległym lesie. Ostatni gołąb, jakiego otrzymaliśmy dwa dni temu przyniósł wiadomość, że im się udało i że czekają na przybycie posiłków, bo samodzielne przebijanie się do Fudai w obstawie kilku nie-chakrowych strażników z całą pewnością skończy się tragicznie. Spójrzcie zresztą na mapę. Żółte kropki to obozy Kaminarich, a pomarańczowe - Dzikich.
Zrobiła chwilę przerwy i wyprostowała się, podnosząc twarz znad mapy. Spojrzała gdzieś za okno, dając Wam czas na zapoznanie się z tym, co właśnie powiedziała. Wydawało Ci się, że cicho westchnęła, ale nie byłeś tego pewien.
- Wasze nowe zadanie jest takie. Znaleźć uchodźców w lesie i doprowadzić ich do Fudai, w miarę możliwości bez uszczerbku. Tylko tyle i aż tyle. Czas nagli, bo od dwóch nie otrzymujemy żadnych wiadomości od tej grupy. Nie wiemy czy to dlatego, żeby zachować dyskrecję, czy... sprawy przybrały niekorzystny obrót. - stwierdziła i zamilkła, czekając na ewentualne pytania. Hotaru i Akado na razie milczeli, wpatrując się w mapę, choć Hotaru zdawał się zakończyć jej analizę i czekał na to, aż Ty się odezwiesz (albo w ogóle nie miał uwag, przynajmniej na razie). Akado z kolei była szczególnie skupiona, co było widać po lekkim zmrużeniu oczu i nieodrywaniem od niej wzroku nawet na sekundę.
Mapa:
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 27 sty 2026, o 08:35
autor: Kaito Ishikawa
Wiosna 396
Misja Klanowa B
Suyunami Yuri
"Koła karawany kręcą się"
_____________________________
Posty:
MG: 4
Suyunami Yuri : 3
_____________________________
Opuściliście siedzibę władzy i udaliście się prosto do wyjścia z osady. Po drodze mogliście trafić na dosyć liczną reprezentacje strażników stojących na straży bezpieczeństwa mieszkańców miasteczka Sarufutsu. Jednak nie tylko oni pojawiali się na waszej drodze, mogliście spotkać zarówno zwykłych mieszkańców, handlarzy, najemników czy dzieci, które wesoło biegały bawiąc się świetnie w tylko sobie znane zabawy.
Na szlaku był mały ruch, dzięki czemu mogliście korzystać z jego całej szerokości. Cisza, która z reguły towarzyszyła takim wyprawą, u was nie była w stanie zagościć. Okazało się bowiem, że Kurosawa-san to świetny towarzysz podróży, był to gawędziarz pierwszej wody, mogący godzinami rozmawiać o polityce, ostatniej wystawie Satoshi Kun`a, a nawet o swoim ulubionym przepisie na mochi.
- ...Namoczony ryż gotuje na parze, zwykle w bambusowym koszu nad kotłem. Broń mnie Amaterasu, żebym gotował go w wodzie jak zwykły ryż, on musi być miękki, ale nie rozgotowany. Ugotowany ryż przenoszę do dużej drewnianej misy usu. A wtedy to wiadomo, ubijam go ze swoim bratem, to jedyna osoba na świecie z którą jestem w stanie złapać idealny ryż... - grubasek na chwilę urwał - ... A właśnie, zaraz wrócimy, żebym nie zapomniał, macie jakieś rodzeństwo ? Suyunami-san ? Uchiha-chan ? Shibata-san ?
Przerwał swoją historię o idealnym mochi w połowie, chcąc uzupełnić o was swoją wiedzę. Mogłeś dostrzec jak dziewczyna wzdycha ciężko, najwidoczniej nie w smak jej było takie rozgadane towarzystwo, jednak nie zamierzała narzekać.
Kurosawa Hayato
Archiwum Głosów
Shibata Kōjirō
Uchiha Hikari
Urzędnik
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 27 sty 2026, o 13:12
autor: Suyunami Yuri
Podążał za swoją drużyną, starając się trzymać delikatnie na uboczu, żeby widzieć całą prawą stronę i móc na nią zareagować. Dodatkowo wchodząc na szlak miał bardzo szybki dostęp do ukrycia się w gęstwinach krzewów i drzew. Idealne zabezpieczenie dla kogoś walczącego na średni dystans, prawda? Bandyci też łatwiejsi w dostępie ukrywając się w tych miejscach mogły sprawić, że szybciej wszystko się roztrzygnie... Ale dlaczego od razu pomyślał o bandytach? Przecież, jakby się nie spojrzeć mieli tylko eskortować mnicha chcącego stworzyć swoją świątynie w Sarafutsu.
Całą drogę umilało im gadanie czterdziestolatka, który naprawdę kochał to co robił. Gadał cały czas o gotowaniu. Jego monolog o przygotowywaniu ryżu był... ciekawy. Yuri nic nie rozumiał z tego, co mówił. Nie miał, aż takich umiejętności kucharskich i nie lubił tego na tyle, żeby o tym dywagować przez ostatnie pół godziny. Ale uśmiechał się do grubaska, umilał tym podróżowanie. -Mam trzech braci, dwóch starszych i jednego młodszego ode mnie. - zakuło go, kiedy to mówił. Czy Hasu i Sakuraso mogli być jego braćmi z nazwy? Z krwi to wiadomo... Ale Starszy miał duży wpływ na najmłodszego z nich, który stawał się jego kopią, nienawidzącą słabszych i tych bez Sharingana... Było to bardzo skomplikowane i sam białowłosy nie czuł nic, kiedy o tym myślał.
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 27 sty 2026, o 13:40
autor: Kaito Ishikawa
Wiosna 396
Misja Klanowa B
Suyunami Yuri
"Koła karawany kręcą się"
_____________________________
Posty:
MG: 5
Suyunami Yuri : 4
_____________________________
Hayato był też dobrym słuchaczem, co mogłeś zrozumieć, gdy widziałeś jak z wielkim zainteresowaniem przysłuchuje się temu co mu, a właściwie to całej drużyny, miałeś do powiedzenia. Dostrzegł, lekką zmianę w twojej wypowiedzi, jednak nie ciągnął dalej tematu, najwyraźniej nie wiedząc o co dokładnie może chodzić, założył najgorsze i tym samym od razu przeszedł do dziewczyny...
- Ani tymi mi brat, ani swat... - zrobiła teatralną pauzę po czym dodała -... Misja, skupmy się na misji.
Po słowach Hikari znowu nastała niezręczna cisza, która została przerwana przez Kōjirō:
- Ja mam trzy siostry i dwóch braci hehe...
Reakcja dowódcy, wróciła pozytywny nastrój Hayato, który na chwilę stracił pogodę ducha. Starał nie dał po sobie poznać, że reakcja dziewczyny jakkolwiek go ruszyła i zaczął dalej opowiadać swój przepis na najlepsze mochi:
- Wracając... Gorącą masę wyjmuję i posypuję mąką ryżową, by się nie kleiła. Następnie dzielę ją na kawałki i formuje ręcznie w okrągłe lub lekko spłaszczone placuszki. Jak nic nie spartole to wtedy dodaję słodką pastę z czerwonej fasoli anko. Najlepszą ma mój wuj Ranma, wspaniały facet
Usta Hayato się nie zamykały, gadał cały czas nie zauważając nawet, że przekroczyliście punkt graniczny i już byliście na terenie Ryuzaku no Taki... Jednak co o dziwo przyjęła z ulgą Hikari, stało się coś co skutecznie zamknęło usta grubaskowi... Stado wygłodniałych wilków... Około dziesiątka wybiegła z pobliskiego lasu, zmierzając prosto na was.
- Hikari ! Yuri ! Do przodu
Rzucił dowódca po czym sam, na chwilę kucając stworzył tygrysa, aby po chwili znajdować się już na orle, którego jak się zdawało miał już wcześniej przygotowanego. Dziewczyna wybiegła do przodu wyciągając swoje ostrze, a grubasek z kunaiem w ręku cofnął się do tyłu. A jak ty zamierzałeś podejść do walki ?
Kurosawa Hayato
Shibata Kōjirō
Uchiha Hikari
Archiwum Głosów
Shibata Kōjirō
Uchiha Hikari
Urzędnik
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 27 sty 2026, o 14:07
autor: Suyunami Yuri
Oczywiście. Hikari należała do tych, co były we wszystkim chłodne i na misji widziały tylko jej cel. Nieważne było, że spędzała teraz czas z ludźmi, którzy mogli jej w przyszłości uratować życie, gdyby popełniła jakikolwiek błąd. Yuri odwrócił od niej wzrok, jej niemiłe nastawienie w kierunku Hayato za bardzo przypominało mu jego brata, który odzywał się w taki sam sposób do niego. Ani tymi brat... pokręcił głową, kiedy zrobiła się chwila ciszy przez jej wypowiedź.
Na szczęście ich kapitan nie był tak drętwy i też chciał się z nimi zbliżyć. W końcu kierował teraz ich życiem, więc wypadałoby, aby trochę ich poznał, żeby lepiej się z nimi komunikować. I wrócili do przepisu mochi, na co sam Yuri uśmiechnął się. Zawsze to coś lepszego, niż bieg w ciszy z naburmuszoną Uchihą, która musiała zgrywać najbardziej cierpiącą osobę w towarzystwie.
I nagle przed nimi pojawiła się wataha wilków. Zauważył, jak jego towarzysze od razu nastawiają się na zabicie ich. Yuri przełknął linę i znalazł w swojej torbie na biodrze jedną z bombek. Wskazał palcem zza plecami grubaskowi, żeby wskakiwał między drzewa po ich lewej.
-Nie zabijać i nie atakować! Zamknąć oczy i ruszać przed siebie! - rzucił bobką w kierunku watahy i wleciał między drzewa, przeskakując na gałąź a z niej na następną i następną. Przymknął w tym samym czasie na chwilę oczy, bombka świetlna mogła idealnie unieruchomić i oślepić zwierzęta, w końcu tylko tym były. Nie byli ich przeciwnikami. A jedynie istotami walczącymi o przetrwanie. Jak oni z Dzikimi... Dodatkowo nie mógł zabić Wilków, skoro z takowymi podpisał Pakt. Tamte może były inne, ale nie zamierzał atakować ich pobratymców w żaden sposób.
Ukryty tekst
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 27 sty 2026, o 16:17
autor: Kaito Ishikawa
Wiosna 396
Misja Klanowa B
Suyunami Yuri
"Koła karawany kręcą się"
_____________________________
Posty:
MG: 6
Suyunami Yuri : 5
_____________________________
Chciałeś dobrze, chciałeś uniknąć walki, ale niestety... Zanim zdążyłeś dotrzeć ze swoją prośbą do towarzyszy Hikari zaczęła swoją kataną ubijać pierwsze z wilków, które jej się napatoczyły. Kōjirō zawahał się, ale finalnie również zaatakował rzucając dwa kunaie z notkami wybuchowymi. Wybuch spowodował, oddzielenie drugiej fali wilków od Hikari, która dokończyła dzieła zniszczenia zabijając wszystkie wilki z pierwszej połowy całej pomniejszej watahy.
Następstwem twoich działań były właściwie dwa wydarzenia. Pierwsze, oślepiłeś Kōjirō oraz Hayato. Drugie, dla reszty wilków okazaliście się po prostu za silni. Wybuchy i śmierć pobratymców bez zadania choćby jednego obrażenia dokonały pełnego obrazu sytuacja i reszta stada najzwyczajniej w świecie uciekła.
Gdy emocje już opadły, Kōjirō chciał z tobą porozmawiać, ale zanim odezwał się, Hikari zdążyła go wyprzedzić
- Można wiedzieć, co ty właściwie wyczyniasz ? Przy bandytach, dzikich czy innym zagrożeniu też masz zamiar uciekać ? - chłód i obrzydzenie, aż nadto wybrzmiewały w jej głosie.
Hayato, który właściwie stały cały w miejscu, zasłaniając się ostrzem, pierwszy odpowiedział dziewczynie
- Hikari przesadzasz. Yuri z pewnością ma swoje powody. Nie ma po co od razu tak robić komuś wyrzuty.
Dowódca uniósł ręce na znak spokoju, w samą porę po Uchiha już szykowała się do odpowiedzi.
- Spokój ! - krzyk młodzieńca, mógł wydać się dosyć zabawny - ...Zagrożenia nie ma, Yuri proszę wytłumacz co się stało ?
Wszystkie trzy pary oczu, zwrócone były w twoją stronę.
Kurosawa Hayato
Shibata Kōjirō
Uchiha Hikari
Archiwum Głosów
Shibata Kōjirō
Uchiha Hikari
Urzędnik
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 27 sty 2026, o 19:17
autor: Suyunami Yuri
Spojrzał się, jak wilki były zabijane naprzeciwko niego. Słyszał popiskiwania i chrzęki wypluwanej przez ich paszcze pełna kłów krew. Zakręciło mu się w głowie. Tak naprawdę wszystko zaczęła Hikari, która miała, gdzieś co mówił i ładnie swoim pierwszym cięciem udowodniła, że jest typowym ignorantem społecznym. Następstwa tych wydarzeń tak nim wstrząsnęły, że nawet nie wiedział, jak ich oślepia. Zacisnął jeszcze mocniej pięści.
Od razu go zaatakowała słownie, patrząc się na niego jak na insekta. Kolejny raz bez przemyślenia i bez czegokolwiek - atak był jak cięcie ostrzem. Prosty, zimny. Do całej dyskusji wkroczyła następna dwójka, która nie atakowała a raczej chciała się dowiedzieć skąd jego decyzja wypływała.
-Dziką zwierzynę wystarczy przestraszyć czymś czego nie jest w stanie zrozumieć lub odpowiednim chaosem, dźwiękiem dookoła. Rzuciłem ostrzeżenie, które całkowicie miałaś w dupie i zadałaś pierwszy cios. Nie porównuj dzikiego zwierzęcia bez systemu zachowawczego do człowieka, który tworzy zasadzki.- odpowiedział jej bardzo kompleksowo. Wytrzymał jej wzrok i sam spojrzał się nie co gniewniej. -Bezmyślne machanie ostrzem nigdy nikomu nie służy i uznane może być za głupotę. Chociaż tego powinnaś być świadoma jako droga miecza . Idealna wymówka do bezpodstawnego zabijania i wyzywania się na słabszych.- rzucił jeszcze wprost do niej, która myślała, że jest od kogokolwiek lepsza.
Odwrócił się do swojego kapitana i ukłonił mu się w przeprosinach. -Przepraszam za zaistniałą sytuację. Ale dla mnie zabijanie w momencie, kiedy istnieje wiele opcji na ominięcie tego kroku, jest totalnym marnotrastwem zasobów i sił fizycznych. Machanie ostrzem zabiera dużo energii, straciliśmy notki wybuchowe, dodatkowo czas na staniu tutaj. W moich oczach uniknięcie konfliktu, który był łatwy do osiągnięcia było lepszym rozwiązaniem.
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 27 sty 2026, o 19:50
autor: Kaito Ishikawa
Wiosna 396
Misja Klanowa B
Suyunami Yuri
"Koła karawany kręcą się"
_____________________________
Posty:
MG: 7
Suyunami Yuri : 6
_____________________________
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 29 sty 2026, o 14:54
autor: Kaito Ishikawa
Wiosna 396
Misja Klanowa B
Suyunami Yuri
"Koła karawany kręcą się"
_____________________________
Posty:
MG: 13
Suyunami Yuri : 12
_____________________________
Nie mając wyjścia dalej podróżowaliście w niezmienionym szyku, z całym ciężarem jaki na was spoczął. Pogoda na szczęście dopisywała, co było bardzo dobrym znakiem, gdyby teraz jeszcze się rozpadało...
Godziny upływały, aż przyszedł wieczór, przyszła pora aby rozbić obóz, na szczęście po całodziennym trudzie, mogliście z optymizmem patrzeć na jutrzejszy dzień.
- Tempo tragiczne, ale jesteśmy już od jakiejś godzony na terenie północnego... Zobaczymy, ale mam niejasne przeczucie, że uda nam się dostać jutro przed południem do Sarufutsu - powiedział Kōjirō
Obóz rozłożyliście raz dwa, nim się zorientowałeś to już siedzieliście przy ognisku, zajadając się tym co udało wam się zabrać z klasztoru, dzięki wspaniałomyślności kapłanów.
- Nie było tak źle, nieprawdaż ? - rzucił na głos Dai-Oshō Ashitaka
Bezczelne zachowanie mężczyzny z powodowało, że wszyscy zacisnęli jedynie mocniej szczęki. Nawet Hayato choć już dał się poznać ze swojego gadulstwa i pogodnej osobowości, nie był przyjaźnie nastawiony do mnicha.
- Trochę się wlekliśmy, ale niestety cóż poradzić, osiołek już najmłodszy nie jest. Przydałby się pewnie koń, a może i nawet dwa, ale skąd nasz biedny klasztor miałby wziąć na to pieniądze ? Dobrze, że znaleźli się wpływowi darczyńcy z Ryuzaku, którzy gotowi są ufundować miejsce kultu Bishamona w Sarufutsu. Nieprawdaż ? - zapytał na końcu Ashitaka
Odpowiedziało mu chrząknięcie Kōjirō, który w końcu zabrał głos, a ton jego był oschły
- Prawdaż, prawdaż - skwitował krótko dowódca.
Shibata Kōjirō
Dai-Oshō Ashitaka
Archiwum Głosów
Kurosawa Hayato
Mnich strażnik
Uchiha Hikari
Urzędnik
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 29 sty 2026, o 15:23
autor: Suyunami Yuri
Droga dla nich była utrapieniem. Tempo utrzymywali tragiczne, ich humory nie były w cale lepsze. Mogli jedynie patrzyć się w swoją okolicę, aby omijać wzrok bezczelnego mnicha, który stracił chyba w oczach wszystkich. Mijały godziny, wlekli się, aż nadszedł czas na rozbicie obozu. Każdy zajął się czymś co potrafił. Yuri pomógł przygotować ognisko, nad którym Hayate mógł przygotować jedzenie z tego, co otrzymali od klasztoru. Wszystko robione było w ciszy, ale dopóki. okolicy nie było Ashitoki to każdy miał dość dobry humor. Niestety przed samym ogniskiem siedzieli wszyscy i nawet dobre nastawienie ich dowódcy do tego, że może uda im się dostać odpowiednio szybko do Sarufutsu.
Od razu wszystkim popsuł się humor, gdy mnich zaczął mówić swoje wywody o darczyńcy i wybudowaniu tam świątyni. Wszyscy zaciskali szczęki a Yuri nie wiedząc kiedy, prychnął pod nosem z uniesionymi kącikami ust. Załapał to co zrobił dopiero po kilku sekundach. -Przepraszam. Nie powinienem, wymsknęło mi się. - powiedział do wszystkich schylając lekko głowę do dołu, w wyrażeniu swojej skruchy. -Ale kim był tej Bishamonte, żeby stawiać jego świątynie w Sarafutsu? I jak poradzicie sobie z kolejną świątynią skoro, jak to Dai-Oshō powiedziałeś... Jesteście skromnym zbiorem mnichów bez żadnego wsparcia i nie posiadacie za dużo pieniędzy? - spojrzał się na Ashitokę bardzo zainteresowany jego odpowiedzią. Jego rodzina robiła różne interesy i założenie świątyni, czy czegokolwiek było w jego oczach głupim przepaleniem pieniędzy, które można było wydać w lepszy sposób w aktualnych czasach.
Re: Szlak prowadzący na zachód
: 29 sty 2026, o 16:34
autor: Kaito Ishikawa
Wiosna 396
Misja Klanowa B
Suyunami Yuri
"Koła karawany kręcą się"
_____________________________
Posty:
MG: 14
Suyunami Yuri : 13
_____________________________
Prychnąłeś jednak zanim kapłan zdążył ci odpowiedzieć z krzaków wyleciały dwie bomby dymne, stawiając w ciągu chwili ścianę nieprzeniknionego dymu.
- Atakują !!! Chron... GHA ! - usłyszałeś głos Kōjirō, który w pewnym momencie urwał jakby ktoś dokończył jego żywota.
Usłyszałeś, że któreś z was wstaje i ciężkimi krokami próbuje uciec... To musiał być Hayato, jego nic nie powstrzymało, ale za to *BRZDĘK* *BRZDĘK* i *CIACH* ktoś padł, swój czy nie swój ?
- Uchiha Hikari nie żyje, dzieciak nie żyje, grubasek daleko nie ucieknie... A ty co zrobisz ? Tylko proszę nie płacz... Zabaw mnie chociaż przez chwilę hihihi... - usłyszałeś męski, lekko szalony głos
Oponent znajdował się gdzieś przed tobą, znajac granaty dymne wiedziałeś doskonale gdzie znajduje się granica dymu za twoimi plecami. Zostałeś sam, przeciwnik oddał ci inicjatywę, całkowicie cię lekceważąc. Mnicha co prawda nie widziałeś, ale słyszałeś doskonale, jak leży na ziemi i trzęsię się ze strachu.
- Panie ocal mnie ! Panie ! Błagam ! Nie pozwól, żeby mnie zabił - wyrzucał z siebie słowa, drżąc ze strachu Dai-Oshō Ashitaka.
Dostrzegając w dymie płomienie ogniska, zobaczyłeś jak coś na chwilę przykryło jego światło. Najwidoczniej oponent próbowął cię okrążyć z lewej strony, a przynajmniej tak mogłeś pomyśleć. Jednak pytanie czy to nie była zmyłka ?
Przeciwnik
Shibata Kōjirō
Dai-Oshō Ashitaka
Archiwum Głosów
Kurosawa Hayato
Mnich strażnik
Uchiha Hikari
Urzędnik
DLA ADMINÓW - NIE DLA ARII`EGO Ukryty tekst