Strona 1 z 1
Port
: 13 kwie 2026, o 09:53
autor: Risu
Choć Atarashi nie mogło się jeszcze cieszyć rzeszą partnerów handlowych, port, który przejęli po Kotei, sprawiał że ludność miała duży dostęp do zasobów morskich. Wszędzie wznosiły się niskie budyneczki magazynowe a wzdłuż przybrzeżnego pomostu były przycumowane mniejsze i większe jednostki pływające, od drobnych kutrów na większych okrętach kończąc.
Re: Port
: 14 kwie 2026, o 19:48
autor: Soma Eiji
Idąc obok Kenjiego, Eiji nie odzywał się po pierwszych słowach. Głównie szedł miarowo, z prawą dłonią schowaną w kieszeni i powoli czując zapach jodu, wodorostów i rybich wnętrzności, kiedy zbliżali się do portu. Spojrzał na maszty statków, czując coś w rodzaju dumy, że ich lud przeszedł tyle, ale jednak udało im się i żyją teraz w bezpieczniejszym miejscu. Gdzie można było bezpiecznie używać statków. Wyjaśniania Kenjiego, jak się wydawało, ignorował. Tak naprawdę jednak - słuchał każdego słowa w milczeniu, żeby wygadał wszystko.
Nic nie działało na chęć zwierzeń bardziej, niż kłopotliwe (dla jednej strony) milczenie.
Eiji zatrzymał się w końcu tuż na granicy drewnianych magazynów. Zmrużył oczy za szkłami okularów, oceniając topografię terenu. Wąskie uliczki między budynkami tworzyły idealne ścieżki ucieczki, a dachy oferowały doskonałą przewagę wysokości, jeżeli umiało się mieszać chakrę.
- Złodzieje medykamentów w czasach wojny to zazwyczaj dwie kategorie ludzi, młody - Eiji odezwał się w końcu, nie zaszczycając chłopaka spojrzeniem. - Zdesperowani cywile, którym umierają bliscy, albo zorganizowani przemytnicy z czarnego rynku, szukający łatwego zarobku. Jeśli plotki o tym, że ktoś porusza się jak shinobi są prawdziwe, mamy do czynienia z profesjonalistą. Kimś, kto wie, jak unikać patroli i nie będzie szukał otwartego konfliktu, ale zabije, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Obrócił powoli głowę, wbijając swój wzrok w młodego strażnika. Nie było w nim już śladu porannej irytacji, ustępując chłodnemu profesjonalizmowi.
- Skoro już tu jesteś i tak rwie cię do działania, sprawdzimy, czy potrafisz robić coś więcej poza słuchaniem plotek. Co jest przydatną umiejętnością, zawsze miej oczy i uszy otwarte - powiedział chłodno Soma, odwracając się w pełni do Kenjiego. - Schowasz ten błyszczący ochraniacz, żeby nie krzyczał z daleka kim jesteś. Pójdziesz w okolice tawerny. Nie pytaj o złodziei. Zgadaj się z tragarzami, postaw komuś herbatę albo gorzałkę. Dowiedz się, czy ktoś obcy nie szukał ostatnio cichego, suchego miejsca na przechowanie delikatnego towaru. Ludzie w dokach wiedzą wszystko, ale nie powiedzą niczego chłopakowi Mateki w czystym mundurze, który zadaje zbyt wiele pytań. Nikt ci nie ufa, nie jesteś z ich plemienia. Więc - udaj, że jesteś.
Spojrzał na jeden z dachów i niemal do siebie westchnął. On chciał poobserwować z góry, rozglądając, aby zrozumieć port.
- I słuchaj uważnie, młody. Jeśli trafisz na jakikolwiek trop, nie zgrywasz bohatera. Nie interweniujesz. Wracasz do nas i raportujesz. Zrozumiano? - powiedział ostro, zapominając, że wcale nie jest połączony z bratem i Akiharu został w domu. - Nawet jeżeli to będą tylko cywile, nie wdawaj się w nic bez zaplanowanego działania, jasne?
Eiji poprawił kołnierz haori, czując, jak chłodna bryza znad morza owiewa jego ciało. Przeniósł dyskretnie ciężar ciała z nogi na nogę, sprawdzając, czy kolana i stawy są gotowe na czekającą ich wspinaczkę. Milczał, wpatrując się w Kenjiego, dając mu ułamek sekundy na przełknięcie tych rozkazów i podjęcie decyzji.
Re: Port
: 16 kwie 2026, o 13:16
autor: Risu
~ 3 / 7 ~ ~ Soma Eiji ~
~ Misja Rangi D ~
~ Powiew świeżości ~
Kenji słuchał instrukcji Eijiego z otwartymi ustami, a jego oczy rozszerzały się z każdym słowem. Gdy starszy shinobi wspomniał o zabijaniu, jeśli zajdzie potrzeba, chłopak przełknął głośno ślinę, a jego dłoń bezwiednie powędrowała w stronę rękojeści kunai u pasa. Szybko jednak ją cofnął nie chcąc zostać obiektem karcącego spojrzenia swojego nowego mentora.
- Zrozumiałem, Eiji-san! Żadnego bohaterstwa. Słuchać, stawiać herbatę, być jak cień... znaczy się, jak tragarz. - wydukał, gorączkowo rozwiązując węzeł swojego ochraniacza. Schował błyszczącą blachę głęboko do wewnętrznej kieszeni kamizelki, a potem zaczął celowo brudzić dłonie o pobliską, zakurzoną ścianę magazynu, by nadać sobie bardziej "portowego" wyglądu. - Spotkamy się przy wschodnim falochronie za godzinę? Albo... tam, gdzie pan uzna za stosowne.
Chłopak skłonił się krótko i starając się iść przygarbiony, by ukryć militarną postawę, ruszył w stronę pobliskiej gwarnej tawerny, której szyld był tak brudny, że ciężko było w ogóle doczytać jak się to miejsce nazywało.
Wskoczenie na dach, co niegdyś było dla niego jak mrugnięcie okiem, teraz wymagało kalkulacji i zastanowienia się. Wybranie niższego budynku mogło wiązać się z gorszą widocznością, jednak wyższy budynek stanowił wyzwanie samo w sobie... Po wybraniu i zajęciu odpowiedniego punktu obserwacyjnego, Eiji mógł wreszcie skupić się na obserwacji okolicy. Z tej perspektywy port w Atarashi mógł przywodzić na myśl planszę do gry w shōgi. Wzrok, wyostrzony latami służby, zaczął przemiatać teren. Ignorował pijanych rybaków i rutynowy wyładunek sieci. Tym co jednak wybijało się na tle standardowych procederów portowych działo się w jednym z odleglejszych doków.
Tam, w cieniu szerokiego okapu magazynu, działo się coś, co nie pasowało do rytmu portu. Dwóch mężczyzn, jeden potężny, o wyglądzie najemnika, i drugi, znacznie mniejszy, w obcisłym stroju stało przy niewielkiej choć solidnej skrzyni. To nie mógł być zwykły towar. Skrzynia miała na sobie jakieś oznaczenia, jednak Eiji nie był w stanie dojrzeć dobrze z tej odległości.
Mniejszy z mężczyzn wyciągnął zza pazuchy zwój. Nie rozwijał go jednak tylko wręczył go dryblasowi, który sprawdzał teraz jego zawartość.
W tym samym momencie, gdzieś z dołu, od strony tawerny, do uszu Eijiego dobiegły podniesiony głosy. Kenji najwyraźniej wtapiał się w tłum zbyt gorliwie, bo właśnie słychać było dźwięk tłuczonego szkła i czyjeś soczyste przekleństwo pod adresem "młodych gówniarzy, co nie znają swojego miejsca".
Re: Port
: 16 kwie 2026, o 15:45
autor: Soma Eiji
Słone powietrze było bardzo przyjemne i zdrowe dla jego oddechu, jednak wilgoć wpijała się w jego ciało. Eiji kucnął nisko, niemal zlewając się z szarością nieba. Każdy mięsień w jego prawym boku protestował, wysyłając tępe sygnały bólu przy każdym głębszym oddechu, a kolano, nadwyrężone podczas wspinaczki, pulsowało rytmicznie. Kto by pomyślał, że proste wchodzenie za pomocą chakry na dach będzie tak problematyczne i będzie musiał przy tym zaciskać zęby. Czuł się co najmniej jak siedemdziesięciolatek - chociaż może nawet nie. Yamamoto-sama był nawet starszy, a mknął jak jeleń.
Ech, był bezużyteczny.
Poprawił okulary, dłoń złożył luźno na kunaiu, gotową do działania, choć umysł nakazywał cierpliwość. Port pod nim przypominał mrowisko - brudne, głośne i pełne chaosu. I to go cieszyło. Byli tutaj, w nowym, bezpiecznym miejscu. Mogli być brudni, głośni i chaotyczni.
Jego wzrok skupił się na dwóch postaciach w cieniu okapu. Dryblas o grubym karku i drugi - zwinny, ubrany w fason, który shinobi. Skrzynia, którą trzymali, wydawała się zbyt solidna jak na zwykły transport suszonej ryby. Eiji zmrużył oczy, próbując wyłapać szczegóły oznaczeń na drewnie. Czy to były pieczęcie zabezpieczające? W tym świecie leki były cenniejsze niż złoto, zwłaszcza te skradzione z wojskowych transportów.
Gdy mniejszy z mężczyzn wyciągnął zwój, palce Eijiego mimowolnie drgnęły. To nie była zwykła wymiana handlowa. To była transakcja między profesjonalistami.
Nagle, sielankę obserwacji przerwał jazgot dobiegający z tawerny. Dźwięk tłuczonego szkła przeciął powietrze, a zaraz po nim nastąpiła lawina przekleństw. Eiji nawet nie musiał tam zaglądać, by wiedzieć, co się stało. Kenji.
Wypuścił powoli powietrze, czując, jak wzbiera w nim irytacja.
- Idiota – mruknął pod nosem.
Przeniósł wzrok z powrotem na dwójkę przy magazynie. Zamieszanie w tawernie zawsze przyciągnało uwagę wszystkich w okolicy - tragarze odwracali głowy, strażnicy zaczynali zerkać w stronę wrzawy. To był idealny moment na ucieczkę z trefnym towarem albo na szybkie zakończenie wymiany.
Eiji stał przed jednym z tych wyborów, których nienawidził podejmować. Jeśli zejdzie na dół, by wyciągnąć dzieciaka z tarapatów, straci z oczu skrzynię i ludzi, którzy mogą go doprowadzić do źródła problemu. Jeśli zostanie na dachu, Kenji może skończyć z nożem pod żebrami, zanim jakikolwiek patrol zdąży zareagować. Plemiona nadal na siebie warczały.
Zacisnął dłoń na krawędzi dachu. Czy papierkowa robota była warta skrzyni i tych ludzi, czy powinien zająć się młodym, którego wysłał tam, do karczmy.
Westchnął i zeskoczył z dachu. Ruchy shinobiego były jeszcze w jego krwi, chociaż, kiedy postawił stopy na ziemi, noga drgnęła. Nie mógł zostawić smarkacza, a miał przynajmniej trochę informacji, żeby plotki zmieniły się w śledztwo. Poszedł do karczmy.