Risu
Posty: 171 Rejestracja: 9 lip 2025, o 20:08
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Rude, długie włosy spięte w kok bądź rozpuszczone blada cera zielone oczy gładka skóra szczupła delikatne usta mały nosek Risu w zasadzie zawsze ubiera się w kimona. Najczęściej są w kolorze czarnym. Na stopach nosi czarne geta.
Widoczny ekwipunek: Czarna Katana Flet
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=227058#p227058
GG/Discord: MxPl#7094
Multikonta: Sasame | Shinryu | Jawa
Post
autor: Risu » 13 kwie 2026, o 09:53
Choć Atarashi nie mogło się jeszcze cieszyć rzeszą partnerów handlowych, port, który przejęli po Kotei, sprawiał że ludność miała duży dostęp do zasobów morskich. Wszędzie wznosiły się niskie budyneczki magazynowe a wzdłuż przybrzeżnego pomostu były przycumowane mniejsze i większe jednostki pływające, od drobnych kutrów na większych okrętach kończąc.
0 x
Soma Eiji
Posty: 9 Rejestracja: 5 kwie 2026, o 14:11
Wiek postaci: 35
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, szeroki w barkach, surowy, bliznowaty, czujny, niebieskooki, krótkowłosy, lekko utykający, twardy, przytłaczający
Widoczny ekwipunek: Kabura i torba na biodro.
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p237811
Post
autor: Soma Eiji » 14 kwie 2026, o 19:48
Idąc obok Kenjiego, Eiji nie odzywał się po pierwszych słowach. Głównie szedł miarowo, z prawą dłonią schowaną w kieszeni i powoli czując zapach jodu, wodorostów i rybich wnętrzności, kiedy zbliżali się do portu. Spojrzał na maszty statków, czując coś w rodzaju dumy, że ich lud przeszedł tyle, ale jednak udało im się i żyją teraz w bezpieczniejszym miejscu. Gdzie można było bezpiecznie używać statków. Wyjaśniania Kenjiego, jak się wydawało, ignorował. Tak naprawdę jednak - słuchał każdego słowa w milczeniu, żeby wygadał wszystko.
Nic nie działało na chęć zwierzeń bardziej, niż kłopotliwe (dla jednej strony) milczenie.
Eiji zatrzymał się w końcu tuż na granicy drewnianych magazynów. Zmrużył oczy za szkłami okularów, oceniając topografię terenu. Wąskie uliczki między budynkami tworzyły idealne ścieżki ucieczki, a dachy oferowały doskonałą przewagę wysokości, jeżeli umiało się mieszać chakrę.
- Złodzieje medykamentów w czasach wojny to zazwyczaj dwie kategorie ludzi, młody - Eiji odezwał się w końcu, nie zaszczycając chłopaka spojrzeniem. - Zdesperowani cywile, którym umierają bliscy, albo zorganizowani przemytnicy z czarnego rynku, szukający łatwego zarobku. Jeśli plotki o tym, że ktoś porusza się jak shinobi są prawdziwe, mamy do czynienia z profesjonalistą. Kimś, kto wie, jak unikać patroli i nie będzie szukał otwartego konfliktu, ale zabije, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Obrócił powoli głowę, wbijając swój wzrok w młodego strażnika. Nie było w nim już śladu porannej irytacji, ustępując chłodnemu profesjonalizmowi.
- Skoro już tu jesteś i tak rwie cię do działania, sprawdzimy, czy potrafisz robić coś więcej poza słuchaniem plotek. Co jest przydatną umiejętnością, zawsze miej oczy i uszy otwarte - powiedział chłodno Soma, odwracając się w pełni do Kenjiego. - Schowasz ten błyszczący ochraniacz, żeby nie krzyczał z daleka kim jesteś. Pójdziesz w okolice tawerny. Nie pytaj o złodziei. Zgadaj się z tragarzami, postaw komuś herbatę albo gorzałkę. Dowiedz się, czy ktoś obcy nie szukał ostatnio cichego, suchego miejsca na przechowanie delikatnego towaru. Ludzie w dokach wiedzą wszystko, ale nie powiedzą niczego chłopakowi Mateki w czystym mundurze, który zadaje zbyt wiele pytań. Nikt ci nie ufa, nie jesteś z ich plemienia. Więc - udaj, że jesteś.
Spojrzał na jeden z dachów i niemal do siebie westchnął. On chciał poobserwować z góry, rozglądając, aby zrozumieć port.
- I słuchaj uważnie, młody. Jeśli trafisz na jakikolwiek trop, nie zgrywasz bohatera. Nie interweniujesz. Wracasz do nas i raportujesz. Zrozumiano? - powiedział ostro, zapominając, że wcale nie jest połączony z bratem i Akiharu został w domu. - Nawet jeżeli to będą tylko cywile, nie wdawaj się w nic bez zaplanowanego działania, jasne?
Eiji poprawił kołnierz haori, czując, jak chłodna bryza znad morza owiewa jego ciało. Przeniósł dyskretnie ciężar ciała z nogi na nogę, sprawdzając, czy kolana i stawy są gotowe na czekającą ich wspinaczkę. Milczał, wpatrując się w Kenjiego, dając mu ułamek sekundy na przełknięcie tych rozkazów i podjęcie decyzji.
0 x
Risu
Posty: 171 Rejestracja: 9 lip 2025, o 20:08
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Rude, długie włosy spięte w kok bądź rozpuszczone blada cera zielone oczy gładka skóra szczupła delikatne usta mały nosek Risu w zasadzie zawsze ubiera się w kimona. Najczęściej są w kolorze czarnym. Na stopach nosi czarne geta.
Widoczny ekwipunek: Czarna Katana Flet
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?p=227058#p227058
GG/Discord: MxPl#7094
Multikonta: Sasame | Shinryu | Jawa
Post
autor: Risu » wczoraj, o 13:16
~ 3 / 7 ~ ~ Soma Eiji ~
~ Misja Rangi D ~
~ Powiew świeżości ~
Kenji słuchał instrukcji Eijiego z otwartymi ustami, a jego oczy rozszerzały się z każdym słowem. Gdy starszy shinobi wspomniał o zabijaniu, jeśli zajdzie potrzeba, chłopak przełknął głośno ślinę, a jego dłoń bezwiednie powędrowała w stronę rękojeści kunai u pasa. Szybko jednak ją cofnął nie chcąc zostać obiektem karcącego spojrzenia swojego nowego mentora.
- Zrozumiałem, Eiji-san! Żadnego bohaterstwa. Słuchać, stawiać herbatę, być jak cień... znaczy się, jak tragarz. - wydukał, gorączkowo rozwiązując węzeł swojego ochraniacza. Schował błyszczącą blachę głęboko do wewnętrznej kieszeni kamizelki, a potem zaczął celowo brudzić dłonie o pobliską, zakurzoną ścianę magazynu, by nadać sobie bardziej "portowego" wyglądu. - Spotkamy się przy wschodnim falochronie za godzinę? Albo... tam, gdzie pan uzna za stosowne.
Chłopak skłonił się krótko i starając się iść przygarbiony, by ukryć militarną postawę, ruszył w stronę pobliskiej gwarnej tawerny, której szyld był tak brudny, że ciężko było w ogóle doczytać jak się to miejsce nazywało.
Wskoczenie na dach, co niegdyś było dla niego jak mrugnięcie okiem, teraz wymagało kalkulacji i zastanowienia się. Wybranie niższego budynku mogło wiązać się z gorszą widocznością, jednak wyższy budynek stanowił wyzwanie samo w sobie... Po wybraniu i zajęciu odpowiedniego punktu obserwacyjnego, Eiji mógł wreszcie skupić się na obserwacji okolicy. Z tej perspektywy port w Atarashi mógł przywodzić na myśl planszę do gry w shōgi. Wzrok, wyostrzony latami służby, zaczął przemiatać teren. Ignorował pijanych rybaków i rutynowy wyładunek sieci. Tym co jednak wybijało się na tle standardowych procederów portowych działo się w jednym z odleglejszych doków.
Tam, w cieniu szerokiego okapu magazynu, działo się coś, co nie pasowało do rytmu portu. Dwóch mężczyzn, jeden potężny, o wyglądzie najemnika, i drugi, znacznie mniejszy, w obcisłym stroju stało przy niewielkiej choć solidnej skrzyni. To nie mógł być zwykły towar. Skrzynia miała na sobie jakieś oznaczenia, jednak Eiji nie był w stanie dojrzeć dobrze z tej odległości.
Mniejszy z mężczyzn wyciągnął zza pazuchy zwój. Nie rozwijał go jednak tylko wręczył go dryblasowi, który sprawdzał teraz jego zawartość.
W tym samym momencie, gdzieś z dołu, od strony tawerny, do uszu Eijiego dobiegły podniesiony głosy. Kenji najwyraźniej wtapiał się w tłum zbyt gorliwie, bo właśnie słychać było dźwięk tłuczonego szkła i czyjeś soczyste przekleństwo pod adresem "młodych gówniarzy, co nie znają swojego miejsca".
0 x
Soma Eiji
Posty: 9 Rejestracja: 5 kwie 2026, o 14:11
Wiek postaci: 35
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, szeroki w barkach, surowy, bliznowaty, czujny, niebieskooki, krótkowłosy, lekko utykający, twardy, przytłaczający
Widoczny ekwipunek: Kabura i torba na biodro.
Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 11#p237811
Post
autor: Soma Eiji » wczoraj, o 15:45
Słone powietrze było bardzo przyjemne i zdrowe dla jego oddechu, jednak wilgoć wpijała się w jego ciało. Eiji kucnął nisko, niemal zlewając się z szarością nieba. Każdy mięsień w jego prawym boku protestował, wysyłając tępe sygnały bólu przy każdym głębszym oddechu, a kolano, nadwyrężone podczas wspinaczki, pulsowało rytmicznie. Kto by pomyślał, że proste wchodzenie za pomocą chakry na dach będzie tak problematyczne i będzie musiał przy tym zaciskać zęby. Czuł się co najmniej jak siedemdziesięciolatek - chociaż może nawet nie. Yamamoto-sama był nawet starszy, a mknął jak jeleń.
Ech, był bezużyteczny.
Poprawił okulary, dłoń złożył luźno na kunaiu, gotową do działania, choć umysł nakazywał cierpliwość. Port pod nim przypominał mrowisko - brudne, głośne i pełne chaosu. I to go cieszyło. Byli tutaj, w nowym, bezpiecznym miejscu. Mogli być brudni, głośni i chaotyczni.
Jego wzrok skupił się na dwóch postaciach w cieniu okapu. Dryblas o grubym karku i drugi - zwinny, ubrany w fason, który shinobi. Skrzynia, którą trzymali, wydawała się zbyt solidna jak na zwykły transport suszonej ryby. Eiji zmrużył oczy, próbując wyłapać szczegóły oznaczeń na drewnie. Czy to były pieczęcie zabezpieczające? W tym świecie leki były cenniejsze niż złoto, zwłaszcza te skradzione z wojskowych transportów.
Gdy mniejszy z mężczyzn wyciągnął zwój, palce Eijiego mimowolnie drgnęły. To nie była zwykła wymiana handlowa. To była transakcja między profesjonalistami.
Nagle, sielankę obserwacji przerwał jazgot dobiegający z tawerny. Dźwięk tłuczonego szkła przeciął powietrze, a zaraz po nim nastąpiła lawina przekleństw. Eiji nawet nie musiał tam zaglądać, by wiedzieć, co się stało. Kenji.
Wypuścił powoli powietrze, czując, jak wzbiera w nim irytacja.
- Idiota – mruknął pod nosem.
Przeniósł wzrok z powrotem na dwójkę przy magazynie. Zamieszanie w tawernie zawsze przyciągnało uwagę wszystkich w okolicy - tragarze odwracali głowy, strażnicy zaczynali zerkać w stronę wrzawy. To był idealny moment na ucieczkę z trefnym towarem albo na szybkie zakończenie wymiany.
Eiji stał przed jednym z tych wyborów, których nienawidził podejmować. Jeśli zejdzie na dół, by wyciągnąć dzieciaka z tarapatów, straci z oczu skrzynię i ludzi, którzy mogą go doprowadzić do źródła problemu. Jeśli zostanie na dachu, Kenji może skończyć z nożem pod żebrami, zanim jakikolwiek patrol zdąży zareagować. Plemiona nadal na siebie warczały.
Zacisnął dłoń na krawędzi dachu. Czy papierkowa robota była warta skrzyni i tych ludzi, czy powinien zająć się młodym, którego wysłał tam, do karczmy.
Westchnął i zeskoczył z dachu. Ruchy shinobiego były jeszcze w jego krwi, chociaż, kiedy postawił stopy na ziemi, noga drgnęła. Nie mógł zostawić smarkacza, a miał przynajmniej trochę informacji, żeby plotki zmieniły się w śledztwo. Poszedł do karczmy.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość