Północno - wschodnie wybrzeże
- Anzou
- Posty: 1148
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Nastolatek w swoim życiu wykonywał różne zadania. Jedne były proste, drugie nieco bardziej skomplikowane, często też to co robił wiązało się z pewnego rodzaju wyborami moralnymi, Anzou musiał ważyć co jest dla niego istotne, co jest ważniejsze, często też biorąc pod uwagę dobro ogółu. Teraz Władca Piorunów miał prostą instrukcje: nie wpuszczać nikogo do pokoju obrad. Być może... na pierwszy rzut oka wydaje się to proste natomiast patrząc na to z nieco szerszej perspektywy - było to piekielnie trudne, zwłaszcza, że sama Shirei-kan Kaminarich jak i Shirei-Kan klanu Pawia byli tutaj obecni. To tylko podkreśla powagę i istotę sytuacji, w której znalazł się Niebieskooki. Delegacje zjawiły się o czasie, Anzou wykorzystał odpowiedni moment, aby przekazać zdobyte informacje swojej przywódczyni, która... zareagowała w typowo swoim stylu. Możliwe, że sam JInchuriki, informacje o nim nie były istotne, natomiast to, co usłyszał Kaminari nieco zbiło go z tropu. Jak do cholery ma znaleźć Kagadę? Przecież nawet nie wie, gdzie szukać. Anzou spojrzał na Chino, zanim jeszcze ta odeszła. Sam poczuł delikatny dreszcz na swoich plecach gdy Chino stuknęła go palcem. To było bardzo dziwne uczucie. Jakby jakaś wiązka elektryczna delikatnie przeszła przez jego plecy, od góry do dołu.
- A co z obstawianiem drzwi? Przecież... nie mogę zostawić wejścia bez jakiejkolwiek obstawy...
Anzou był zdezorientowany. Za cholerę nie wiedział co zrobić, z jednej strony - padł jasny i klarowny komunikat, który zrozumiałby nawet człowiek z ograniczoną liczbą neuronów. ZNALEŹĆ KAGADĘ, NATYCHMIAST. Z drugiej jednak strony - Anzou miał pilnować wejścia, dbać o to, a przynajmniej dołożyć wszelkich starań, aby Chino Kaminari, potężnej i dostojnej Shirei-kan nie spadł włos z głowy. Te dwa zadania, które miał Anzou w obecnej chwili stanowiły konflikt interesu. Ponownie, Władca Piorunów musiał stanąć przed wyborem. Musiał podjąć decyzje, a żadna z nich nie była dobra. Każda niesie też pewnie jakieś konsekwencje. Obecność Kagady w trakcie negocjacji może być kluczowa. Problem jest taki, że Niebieskooki za cholerę nie wie gdzie szukać. Owszem, może się udać w miejsca, gdzie ta bywała, ale czy to cokolwiek gwarantuje? A co, jeżeli wtedy Musan i jego świta przystąpią do ataku? Chino nie była sama, ale być może nie dałaby rady wyjść z tego bez szwanku. Podobnie jej matka i trzecia kobieta. Opuszczenie miejsca obrad na chwilę obecną raczej nie wchodziło w rachubę. Zwłaszcza, że Shirei-kan klanu Pawia swoją posturą też budził grozę. Do tego, Anzou widział na własne oczy co potrafi Shira, jak walczyła z Kagadą - jak równa z równą. To zdecydowanie za wiele czerwonych flag. Kagada kazała mu pilnować drzwi. Skoro powiedziała, że się spóźni - zapewne tak będzie. Anzou podjął swoją decyzje. Wybrał drogę. Przynajmniej na chwile. Nie posiada żadnych zdolności, dzięki którym może być w dwóch miejscach na raz. Nie ma takich umiejętności. Jeszcze nie. Teraz jednak został przy drzwiach. Pilnował Chino. Tego, aby nikt nie wszedł do środka. Tego, aby zatrzymać każdą osobę, która będzie forsować wejście. Nawet jeśli trzeba - Siłą. Oczywiście, poza samą Kagadą. Anzou liczy, że jej spóźnienie nie będzie tak duże, że mimo wszystko - niedługo się pojawi i dołączy do pozostałych. Chyba, że... jest jakiś inny plan, ona coś kombinuje, coś, o czym nie wie nie tylko Anzou, ale również i Chino? Chociaż raczej przyjaciółki nie mają przed sobą tajemnic. Więź, która łączy te kobiety byłą widoczna i to bardzo. Ich relacja była silna, klarowna, może lekko tajemnicza dla Anzou, ale można powiedzieć, że to przyjaciółki, pełną parą, takie, które łączą wspólne wspomnienia. Takich ludzi się nie zostawia i nie oszukuje. Na to liczy Anzou. Co prawda... gdyby poszedł jej szukać, zapewne miałby wytłumaczenie - padł rozkaz Shirei-kan, pod którą podlega, niemniej... to chyba dobry pomysł. Zostanie na miejscu umożliwia względną reakcje na zagrożenie. Pozostawienie Chino na pastwę Pawie prosi się o pomstę. Kagada... gdziekolwiek jesteś - pospiesz się. Kaminari Ciebie potrzebują. Anzou skupiony obserwuje to, co się dzieje w budynku. Nasłuchiwanie raczej niewiele mu da. Do momentu, gdzie nie ma żadnego zastępstwa, które może znaleźć się 'na bramce' - Anzou pozostanie na miejscu pilnując drzwi. Szkoda, że nie potrafi robić tego jak Gzik. Wyobrazić sobie Kagadę, znaleźć przy niej i... zwyczajnie teleportować. Piękna sprawa.
- A co z obstawianiem drzwi? Przecież... nie mogę zostawić wejścia bez jakiejkolwiek obstawy...
Anzou był zdezorientowany. Za cholerę nie wiedział co zrobić, z jednej strony - padł jasny i klarowny komunikat, który zrozumiałby nawet człowiek z ograniczoną liczbą neuronów. ZNALEŹĆ KAGADĘ, NATYCHMIAST. Z drugiej jednak strony - Anzou miał pilnować wejścia, dbać o to, a przynajmniej dołożyć wszelkich starań, aby Chino Kaminari, potężnej i dostojnej Shirei-kan nie spadł włos z głowy. Te dwa zadania, które miał Anzou w obecnej chwili stanowiły konflikt interesu. Ponownie, Władca Piorunów musiał stanąć przed wyborem. Musiał podjąć decyzje, a żadna z nich nie była dobra. Każda niesie też pewnie jakieś konsekwencje. Obecność Kagady w trakcie negocjacji może być kluczowa. Problem jest taki, że Niebieskooki za cholerę nie wie gdzie szukać. Owszem, może się udać w miejsca, gdzie ta bywała, ale czy to cokolwiek gwarantuje? A co, jeżeli wtedy Musan i jego świta przystąpią do ataku? Chino nie była sama, ale być może nie dałaby rady wyjść z tego bez szwanku. Podobnie jej matka i trzecia kobieta. Opuszczenie miejsca obrad na chwilę obecną raczej nie wchodziło w rachubę. Zwłaszcza, że Shirei-kan klanu Pawia swoją posturą też budził grozę. Do tego, Anzou widział na własne oczy co potrafi Shira, jak walczyła z Kagadą - jak równa z równą. To zdecydowanie za wiele czerwonych flag. Kagada kazała mu pilnować drzwi. Skoro powiedziała, że się spóźni - zapewne tak będzie. Anzou podjął swoją decyzje. Wybrał drogę. Przynajmniej na chwile. Nie posiada żadnych zdolności, dzięki którym może być w dwóch miejscach na raz. Nie ma takich umiejętności. Jeszcze nie. Teraz jednak został przy drzwiach. Pilnował Chino. Tego, aby nikt nie wszedł do środka. Tego, aby zatrzymać każdą osobę, która będzie forsować wejście. Nawet jeśli trzeba - Siłą. Oczywiście, poza samą Kagadą. Anzou liczy, że jej spóźnienie nie będzie tak duże, że mimo wszystko - niedługo się pojawi i dołączy do pozostałych. Chyba, że... jest jakiś inny plan, ona coś kombinuje, coś, o czym nie wie nie tylko Anzou, ale również i Chino? Chociaż raczej przyjaciółki nie mają przed sobą tajemnic. Więź, która łączy te kobiety byłą widoczna i to bardzo. Ich relacja była silna, klarowna, może lekko tajemnicza dla Anzou, ale można powiedzieć, że to przyjaciółki, pełną parą, takie, które łączą wspólne wspomnienia. Takich ludzi się nie zostawia i nie oszukuje. Na to liczy Anzou. Co prawda... gdyby poszedł jej szukać, zapewne miałby wytłumaczenie - padł rozkaz Shirei-kan, pod którą podlega, niemniej... to chyba dobry pomysł. Zostanie na miejscu umożliwia względną reakcje na zagrożenie. Pozostawienie Chino na pastwę Pawie prosi się o pomstę. Kagada... gdziekolwiek jesteś - pospiesz się. Kaminari Ciebie potrzebują. Anzou skupiony obserwuje to, co się dzieje w budynku. Nasłuchiwanie raczej niewiele mu da. Do momentu, gdzie nie ma żadnego zastępstwa, które może znaleźć się 'na bramce' - Anzou pozostanie na miejscu pilnując drzwi. Szkoda, że nie potrafi robić tego jak Gzik. Wyobrazić sobie Kagadę, znaleźć przy niej i... zwyczajnie teleportować. Piękna sprawa.
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 651
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
- Nizan
- Posty: 161
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
- Anzou
- Posty: 1148
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Chłopak z klanu Kaminari miał nie lada orzech do zgryzienia. Każda z opcji posiadała zarówno swoje wady jak i zalety. Plusy i minusy. Każda z opcji wiązała się też z jakimiś konsekwencjami. Większymi, gorszymi. Chłopak przywykł też do tego, że nie wszystkich można zadowolić, nie da się osiągnąć takiego kompromisu. Praktycznie w każdej sytuacji znajdzie się ktoś, komu decyzja nie będzie pasować. W tej sytuacji, jakiej był aktualnie Niebieskooki najlepszym w jego ocenie rozwiązaniem było pozostanie na miejscu, trzymanie warty. Kagada nie łamała swojego słowa. Pewnie miała coś niezwykle istotnego do załatwienia, przez co miała się spóźnić. Protekcja Chino to absolutny priorytet. Czy koniec końców Anzou w ogóle będzie w stanie ją ochronić? Co, gdy dojdzie do takiego zagrożenia, że Anzou finalnie i tak nie będzie w stanie zrobić... nic? Istniała przecież taka możliwość. Na tym świecie są Shinobi, którzy są... potężni. Shira taka jest. Teraz była w środku z Chino, pewnie mogła ją zaatakować, a sam Anzou by nawet nie mrugnął. Wszystko to... skomplikowane. Klamka jednak zapadła, Anzou stał przy drzwiach i pilnował. Był czujny, skupiony, czas leciał, aż... chłopak usłyszał dźwięki. Otwarte drzwi i gwizdanie. Anzou momentalnie się wzdrygnął i skupił, obserwował osobę, która ewidentnie zmierzała w jego kierunku. Czupryna, charakterystyczny znak Gzika. Anzou z jednej strony poczuł ulgę, ale z drugiej... miał ciągle w głowie słowa Shiry. O tym, że jest to niezwykle niebezpieczne... stworzenie? Człowiek? Czy mówiła prawdę? Może. Anzou jednak nie miał obecnie jakiejkolwiek podstawy, aby przystępować do ataku. W dłoni trzymał swój ołówek, kajecik i ewidentnie szkicował. Przywitał się z Niebieskookim.
- Czołem Gzik. Tylko jak możesz... to nieco ciszej, nie generujmy hałasu.
Anzou mówił tak cicho, jak to możliwe. Nie chciał w jakikolwiek sposób ingerować w negocjacje, tworzyć niepotrzebnego hałasu. Nikomu to nie było potrzebne. Stale obserwował swojego tajemniczego kompana. Ten w swoim stylu zadawał pytania, był ciekawski i wręczył Władcy Laserów rysunek, bardzo ładny, który przedstawiał Anzou pilnującego drzwi. Ikoniczny moment. Anzou uśmiechnął się widząc jakość.
- To bardzo ładny rysunek, Gziku. Zachowam to na pamiątkę. Będę mieć co wspominać.
Powiedział Kaminari stojąc i patrząc na swojego towarzysza. Gzik może być niebezpieczny. Może stwarzać zagrożenie. Jego intencje raczej też nie do końca są jasne. Niemniej... Anzou nadal musi grać w jego grę. Być jego towarzyszem. Być jego jasnym punktem. Być może w ten sposób uda mu się wyjść z tego wszystkiego w jednym kawałku. Co zatem robi w tym miejscu Anzou? Chyba można to ujawnić, raczej żadna tajemnica.
- Co tutaj robię? Wykonuję swoje zadanie. Dbam o to, aby był porządek. Dbam o to, aby był spokój. O ile w ogóle to możliwe w tym świecie. A Ty? Co tutaj robisz?
Oko za oko. Pytanie za pytanie. Ton Anzou nadal pozostawał spokojny, chłopak wciąż nie miał najmniejszych podstaw do tego, aby reagować siłą. Czy w ogóle byłby w stanie stawić mu czoła? Skoro sama Shira nie mogła go złapać? Wiązka Anzou raczej też. Sytuacja mogła być beznadziejna, ale być może rozmowa... może właśnie zwykłą rozmowa będzie w stanie tutaj pomóc? Nastolatek postanowił pójść za ciosem.
- Tak sobie stoję tutaj jakiś czas, nie widziałeś może nigdzie Kagady?
Anzou wypalił z kolejnym pytaniem. Może Gzik ją też jakoś wyczuwał, jakoś... wiedział, gdzie jest? Czy się tym z nim podzieli? Szanse niewielkie, niewiadomo też czy w ogóle wie, gdzie jest. Nastolatek bardzo mocno chciał, aby tajemnica Gzika się rozwiązała. Ten brak wiedzy powodował w nim ogromny niedosyt, Kaminari potrzebował domknięcia poznawczego, wiśni na torcie, która sprawi, że w końcu tajemnica zostanie rozwiązana. Aktualnie było kilka podejrzeń: Gzik to Sanbi, Gzik to mocny Yokai, Gzik to człowiek Pawia, który blefuje, Gzik to... Kaminari o którym Anzou nie ma pojęcia lub... Gzik to Uchiha? Włosy... pasują. Interesy? Również. Może szpieguje dla Uchiha? Chociaż był inny klan, Gazo, z którym Anzou kiedyś się już starł, oni potrafili ożywiać rysunki, też miał chyba czarne włosy. Gzik potrafi rysować. Co jeśli... zaraz ożywi rysunek i Anzou dostanie wpierdol od samego Anzou? To byłaby dopiero historia! Chłopak pozostaje w skupieniu i stara się jednak utrzymać konwersacje z Gzikiem i nie dopuszczać do jakiejkolwiek eskalacji. Ciekawe ile zajmą dalej negocjacje. Anzou jest gotowy do względnej obrony, odskoku, podstawowej reakcji.
- Czołem Gzik. Tylko jak możesz... to nieco ciszej, nie generujmy hałasu.
Anzou mówił tak cicho, jak to możliwe. Nie chciał w jakikolwiek sposób ingerować w negocjacje, tworzyć niepotrzebnego hałasu. Nikomu to nie było potrzebne. Stale obserwował swojego tajemniczego kompana. Ten w swoim stylu zadawał pytania, był ciekawski i wręczył Władcy Laserów rysunek, bardzo ładny, który przedstawiał Anzou pilnującego drzwi. Ikoniczny moment. Anzou uśmiechnął się widząc jakość.
- To bardzo ładny rysunek, Gziku. Zachowam to na pamiątkę. Będę mieć co wspominać.
Powiedział Kaminari stojąc i patrząc na swojego towarzysza. Gzik może być niebezpieczny. Może stwarzać zagrożenie. Jego intencje raczej też nie do końca są jasne. Niemniej... Anzou nadal musi grać w jego grę. Być jego towarzyszem. Być jego jasnym punktem. Być może w ten sposób uda mu się wyjść z tego wszystkiego w jednym kawałku. Co zatem robi w tym miejscu Anzou? Chyba można to ujawnić, raczej żadna tajemnica.
- Co tutaj robię? Wykonuję swoje zadanie. Dbam o to, aby był porządek. Dbam o to, aby był spokój. O ile w ogóle to możliwe w tym świecie. A Ty? Co tutaj robisz?
Oko za oko. Pytanie za pytanie. Ton Anzou nadal pozostawał spokojny, chłopak wciąż nie miał najmniejszych podstaw do tego, aby reagować siłą. Czy w ogóle byłby w stanie stawić mu czoła? Skoro sama Shira nie mogła go złapać? Wiązka Anzou raczej też. Sytuacja mogła być beznadziejna, ale być może rozmowa... może właśnie zwykłą rozmowa będzie w stanie tutaj pomóc? Nastolatek postanowił pójść za ciosem.
- Tak sobie stoję tutaj jakiś czas, nie widziałeś może nigdzie Kagady?
Anzou wypalił z kolejnym pytaniem. Może Gzik ją też jakoś wyczuwał, jakoś... wiedział, gdzie jest? Czy się tym z nim podzieli? Szanse niewielkie, niewiadomo też czy w ogóle wie, gdzie jest. Nastolatek bardzo mocno chciał, aby tajemnica Gzika się rozwiązała. Ten brak wiedzy powodował w nim ogromny niedosyt, Kaminari potrzebował domknięcia poznawczego, wiśni na torcie, która sprawi, że w końcu tajemnica zostanie rozwiązana. Aktualnie było kilka podejrzeń: Gzik to Sanbi, Gzik to mocny Yokai, Gzik to człowiek Pawia, który blefuje, Gzik to... Kaminari o którym Anzou nie ma pojęcia lub... Gzik to Uchiha? Włosy... pasują. Interesy? Również. Może szpieguje dla Uchiha? Chociaż był inny klan, Gazo, z którym Anzou kiedyś się już starł, oni potrafili ożywiać rysunki, też miał chyba czarne włosy. Gzik potrafi rysować. Co jeśli... zaraz ożywi rysunek i Anzou dostanie wpierdol od samego Anzou? To byłaby dopiero historia! Chłopak pozostaje w skupieniu i stara się jednak utrzymać konwersacje z Gzikiem i nie dopuszczać do jakiejkolwiek eskalacji. Ciekawe ile zajmą dalej negocjacje. Anzou jest gotowy do względnej obrony, odskoku, podstawowej reakcji.
1 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 651
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
- Gziku, nie chcemy cię krzywdzić! Chcemy tylko wiedzieć, z kim rozmawiamy! I czy możemy ci na pewno ufać, to wszystko! Niektóre Yokai... niektóre Yokai bywają naprawdę, naprawdę niebezpieczne dla ludzi, a my przysięgałyśmy ich chronić. Tych, którzy nie mają dość siły, by obronić się sami! - zapewniła desperacko Gzika, naprawdę czując, jak bardzo ma skrępowane ręce rozkazem Shiry. Nie znosiła tego, że musieli użyć przemocy wobec osobnika, który do tej pory tak naprawdę nie zrobił im nic złego, jedynie był... nieoczekiwaną obecnością. Jednocześnie od dłuższego już czasu czuła, że ta postawa Gzika to tylko jedna z jego masek - tak, jak Shira miała swoje, tak samo było w jego przypadku.
Chyba, że się kompletnie myliła. I właśnie zrobiła sobie niechcący wroga z potężnego, ale jednak kierującego się dziecięcą logiką, poczciwego, małego Yokai. Potrząsnęła lekko głową, jeszcze w tym momencie robiąc sobie nadzieję, że jest inaczej. Skupiła się na czym innym.
- A co do cycków, to akurat nie miałam jak się zakryć, bo przecież miałam robiony tatuaż, i doskonale o tym wiesz... BO TAM BYŁEŚ! I przeszedłeś sobie przede mnie sam, jakby nigdy nic. Już pomijam to, że akurat z nich jestem dumna, powinieneś był mi być wdzięczny za taki widok, a nie protestować. - obruszyła się lekko.
Gzik dalej się szarpał... aż nagle przestał. Ale w jakiś sposób było to jeszcze bardziej niepokojące, niż jego poprzednia szamotanina. Nagle okazało się, że to wszystko była gra - a on traktuje Fugatę jak tylko zbędny balast, mimo oczywistej, ogromnej siły jej mentorki. Co więcej, im więcej mówił, tym bardziej oczywiste było, że je szpiegował - i to od dawna, być może odkąd się tylko pojawił. Jego słowa o medalionach, o słowach w nich ukrytych... poruszyły ją. Czy to, co robiły teraz, rzeczywiście stało w opozycji do nich? Zawahała się. Czemu go schwytały? Dlatego, że bały się nieznanego, czy...?
Nie, zaraz.
Przecież Gzik... tak, Gzik był nieznanym. A łatwość, z jaką się przed nimi ukrywał, z jaką je zaskakiwał - była w oczywisty sposób niebezpieczna. A mimo to, podjęły próbę unieszkodliwienia go, chociaż w zasadzie mogły - i powinny były - założyć, że jest naprawdę potężną istotą, potencjalnie tak silną jak Shira.
O ile nie silniejszą.
- Nie. To nie oszustwo. Dlatego, że ty jesteś niewiadomą, musiałyśmy stanąć przeciwko tobie. Bo jeśli nie my, to kto? To my przysięgałyśmy chronić ludzi przed Yokai. - pokręciła głową, coraz bardziej pewna, że ma przed sobą jakiegoś rodzaju podstępnego demona.
Kiedy się wyprostował, a Fugata wydała jej polecenie, odruchowo przywołała skrzydła, spinając się do lotu... Ale Gzik nie wykonał żadnego agresywnego ruchu. Haruka patrzyła na niego, spięta, ale... ale nie ustępowała. Wiedziała jakoś, że nawet gdyby teraz odskoczyła, to Gzik - nawet z Fugatą na plecach - zdążyłby ją dogonić. Co więcej, wystosował w ich kierunku wyraźne... ostrzeżenie, o ile nie groźbę.
- Jeżeli następnym razem zagrozisz komuś, kto jest pod naszą ochroną - to tak, może być różnie, Gziku. - odparła tylko z poważnym wyrazem twarzy. Czemu to zrobiła? Było przecież zupełnie oczywiste, że był jeszcze silniejszy, niż Osanen, że móglby ją pewnie zmieść jedną techniką, a jednak... jednak jej słowa ukryte w medalionie i przysięga miały dla niej znaczenie. Nawet w obliczu ogromnego zagrożenia muszą przynajmniej spróbować działać.
Patrzyła, jak znika w chmurce dymu. Przynajmniej pierwszy raz ujrzały, w jaki sposób się przemieszcza. Jej oblicze złagodniało tylko w ostatniej sekundzie, gdy demon się uśmiechnął życzliwie. Może było to tylko jej życzenie, ale... chciała wierzyć, że nie był do nich wrogo nastawiony, przynajmniej nie teraz. Mimo to, niepokój szybko powrócił.
Podeszła do mentorki, podając jej dłoń i pomagając wstać.
- Co... co teraz? Nie mamy pojęcia, gdzie się podział, ale do tej pory pojawiał się chyba tylko albo przy mnie, albo przy Anzou... Może powinnam ostrzec pozostałe Siostry? Chociaż... chociaż nie wydawał się do końca wrogi... Ale mam wrażenie, że jest potwornie silny. Jak Shira? - zwróciła się do Fugaty, dopiero teraz czując, jak napięcie z tego krótkiego starcia z niej schodzi, trochę losowo zadając pytania i przekazując pierwsze myśli, które jej przyszły na myśl. Jednocześnie, znowu skupiła się na obserwacji okolicy, wypatrując... kogo? Gzika? Jego kopii? Czy może ludzi Musana, którzy uznali za stosowne zaingerować jakoś w negocjacje?
1 x
- Nizan
- Posty: 161
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Zarówno Anzou jak i Haruka boleśnie dowiedzieli się, że nawet najprostsze zadanie takie jak pilnowanie drzwi czy wejścia do osady - nie zawsze jest najprostsze. O tyle, o ile w przypadku Anzou trudniejsze niż same wykonanie zadania było chyba dowiedzenie się jakie są konkretne oczekiwania względem jego osoby, tak Haruka... cóż, wpuściła kogoś do osady? Nie wpuściła? Trudno było określić, gdzie był teraz Gzik. Nie mniej, pojawienie się duszka, syna musana, seinina, uchiha, gazo czy samego sanbiego nie było dla dziewczyny żadną nowością. Była bardziej niż pewna, że Gzik pojawi się prędzej czy później. W jej przypadku - prędzej.
Anzou widząc Gzika, poinformował go, żeby ten był ciszej. Gzik jakby nigdy nic wyprostował się i zasalutował w kierunku Kaminari.
- Tak jest. - wyszeptał, jednak zaraz po tym wrócił do normalnej swojej formy i gadał już normalnie. - Hmm... trudno w sumie, żeby nie było spokoju, jak nikogo nie ma w osadzie. Patrzyłem trochę, to wszyscy się pochowali. - dodał, drapiąc się po brodzie. - Ale to chyba nawet i lepiej. Popatrz na to z dobrej strony. Masz spokojniejszą służbę czy... coś. - wzruszył ramionami.
Chłopak chodził sobie dookoła i oglądał... budynek? Chyba tak można było założyć. Co jakiś czas wyjmował notes i coś sobie zapisywał, ale póki co w żaden sposób nie wydawał się być agresywny czy coś. Raczej skupiał się na jakichś swoich zajęciach. Dopiero po dłuższym takim jego chodzeniu, wrócił do Anzou.
- Nie i w sumie wolałbym jej nie widzieć. Bestia z Atarashi brzmi przerażająco. - powiedział i zrobił pochmurną minę. - Od takich osób trzeba trzymać się z daleka. Wiem co mówię, Anzou! - ostatnie zdanie niemal krzyknął, jednak po chwili złapał się za usta i udawał, że przeprasza. - Niechcący. - wyszeptał.
Potem podszedł blisko do Anzou i wziął do ręki jego płaszcz.
- Łooo... ale masz fajny płaszcz. Czekaj, awansowałeś do rangi Kogo? Jesteś już weteranem? - zapytał unosząc brew. - Ale super, to teraz moja powieść nabierze wkońcu jeszcze większego rozmachu. - na chwilę zmarszczył czoło. - Zasrane Shinobi Neko, pewnie już ta ich autorka wydaje kolejną powieść, a ja nie mam jeszcze wystarczająco dużo materiału, by ją przebić. Ehh... - wziął głęboki wdech i pokiwał z rezygnacją głowa. - A właśnie, jak to się stało, że zostałeś Weteranem? Dostałeś awans przed negocjacjami? Czy już byłeś weteranem? Nigdy wcześniej nie nosiłeś tego płaszczu. - powiedział ewidentnie zaintrygowany, po czym spojrzał w kierunku drzwi. - Zaraz... skoro nie wiesz, gdzie jest Kagada to znaczy... że jej tam nie ma teraz? Na negocjacjach? Ale jaja. - powiedział, po czym... nagle skierował się w kierunku drzwi. - Dobra, to idę się przywitam, mogę chyba nie? Zawsze trzeba być grzecznym, a grzeczność nakazuje, by się witać. - i normalnie Gzik szedł teraz w kierunku drzwi od sali negocjacyjnej.
Haruka zaś próbowała jeszcze odwrócić kartę na swoją stronę. Powiedziała mu, że nie chcą go skrzywdzić, a jedynie wiedzieć, kim jest. Powiedziała o yokai, jednak reakcja Gzika nie zmieniła się ani przez chwilę. Nawet jak powiedziała o swoich piersiach, tak samo Gzik wydawał się tym niezainteresowany.
Jej reakcja jednak zmieniła się w momencie, gdy ujrzała prawdziwe zagrożenie. Wstający Gzik z Fugatą na plecach sprawił, że Haruka przywołała skrzydła na swoje plecy i była gotowa do odlotu, jednak ewidentnie Gzik nie był zainteresowany by ją gonić. Stał z rękami w kieszeni poza tym jednym momentem, gdzie pieszczotliwie poklepał Fugatę po głowie i szczerzył się obserwując, jak Haruka jest gotowa do ucieczki. Chyba trochę bawiła go sytuacja, w której dziewczyny zaczęły delikatnie panikować, ale nadal nie wykonał żadnego ruchu. Nie odpowiedział na nic więcej Haruce, ani Fugacie. Zniknął, a Fugata upadła na ziemię.
Gdy Haruka podeszła i podała jej dłoń, Fugata wydawała się patrzyć na miejsce, w którym wcześniej stał Gzik. Dopiero po chwili otrząsnęła się i spojrzała na dłoń Haruki, o dziwo ją przyjmując i podnosząc się z ziemi, wraz ze swoją kataną, którą przypięła do pasa.
- Nie wiem. - odparła krótko, rozglądając się dookoła. Ewidentnie była... jak nie ona. Fugata, która zawsze wiedziała co powiedzieć, teraz wydawała się wybita z tropu. Zaczęła chodzić po miejscu incydentu, szukając jakichkolwiek tropów, ale nic nie znalazła. Dopiero gdy obeszła z trzy razy całą strażnicę, obejrzała możliwe wejścia, sprawdziła mury, wróciła do Haruki. - To nic nie da. Jest za silny. - powiedziała. - Ta jego technika czy co to jest, jest zbyt problematyczna. Pierwszy raz coś takiego widzę. - wyjaśniła. - Jeżeli jest to yokai, który potrafi pojawiać się i znikać gdzie chce, to mamy duży problem. Jeżeli jest to ktoś od Musana, to mamy jeszcze większy problem, bo ta siła dorównuje Shirze. Nie wiem, czy nie przewyższa. Napewno Shira dałaby radę tak samo wstać ze mną na plecach, ale... - zatrzymała się na chwilę. - ... nie wiemy co tak naprawdę potrafi ten chłopak. Narazie nie wykonał żadnego agresywnego ruchu, a jedynie zaznaczył swoją moc. - Fugata stała wyprostowana i spoglądała na Harukę. - Nie wiem po co Shira kazała nam go łapać. Jeżeli sprawy by wymknęły się spod kontroli... to... nie rozumiem tej całej prowokacji. My byłyśmy we dwie, a co jeżeli pojawi się u Niyomi czy Urasano? - powiedziała głośno. - Wiem, że mają wzywać wsparcie, ale... nie widzę jeszcze logiki Shiry. Tym bardziej nie widzę logiki tego chłopaka.
Fugata jeszcze rozejrzała się na boki, po czym ponownie stanęła na posterunku i w tej pozycji mogłyście pełnić dalej służbę. Czas mijał bardzo wolno, nawet nie wiedziałaś, ile tam już siedzicie. W pewnej chwili zaczął padać ostrzej śnieg i Fugata postanowiła rozpalić Wam ogień w strażnicy, by dać trochę ciepła.
Kątem oka zobaczyłaś ruch. Spojrzałaś w niebo i widziałaś, jak jakaś czarna postać szybuje w Waszą stronę z północnej strony. Była to Siostra Nocy, ale dopiero po tym, jak zbliżyła się wystarczająco blisko, rozpoznałaś w niej Hisamidę. Kobieta wylądowała na ziemi obok Was, jak gdyby nigdy nic.
- Coś się stało? - zapytała Fugata, grzejąc dłonie o ciepło z rozpalonego ognia.
- I tak... i nie. - powiedziała Hisamida, po czym spojrzała na Harukę, a następnie wróciła wzrokiem do Fugaty. - Robię obchód po posterunkach. Was zostawiłam na koniec. Wszędzie cisza, a jak u Was?
- Pojawił się ten Gzik. Mimo tego, że nie wykonał żadnych agresywnych ruchów, to przeszłam do neutralizacji go i pochwycenia. - wyjaśniła Fugata. - Gdy obezwładniłam go na ziemi, on wstał ze mną na plecach. Zaczęłam go dusić od tyłu, a ten poklepał mnie po głowie, po czym gdy podjęłam decyzję o zabiciu go, ten zmienił się w obłok dymu i zniknął. To nie była technika podmiany, jakaś inna.
Hisamida słuchając raportu Fugaty zmrużyła oczy.
- Wstał z Tobą... na plecach? - dopytała. - Jak go uziemiłaś?
- Tak. - odparła krótko Fugata.
Najstarsza Siostra podrapała się po brodzie.
- Rozumiem. W takim razie to zbyt niebezpieczne, byśmy same go próbowały pochwycić. Zmieniam rozkaz Shiry. Nie będziemy go więcej prowokować. - powiedziała dość poważnym tonem.
- Przyjęłam. - skinęła głową.
- Nic Wam nie jest? Nie wyglądacie na ranne.
- Nie wykazał się agresją.
Hisamida westchnęła.
- Dziwny przypadek. Nie mniej, cieszę się, że jesteście całe. - powiedziała, po czym nastała dłuższa chwila ciszy.
- O co chodzi? - zapytała nagle Fugata.
- Ymm... zamienisz się ze mną... na dłuższą chwilę? Postoisz z Wabą, a ja z Haruką.
Fugata odwróciła się i spojrzała na Hisamidę tym samym wzrokiem co zawsze. Jakby próbowała znaleźć odpowiedzi, które kłębią się jej w głowie.
- Dlaczego? - zapytała nagle Fugata.
- Służba jest spokojna, nie ma raczej podstaw do twierdzenia, że któraś z armii sprowokuje jakiś incydent, a ja chciałam wykorzystać czas i pouczyć Harukę znaków zgodnie z obietnicą. No i też mało czasu z nią spędziłam. - powiedziała, lecz zarówno Ty jak i Fugata czułyście, że to nie jest prawdziwy powód, dla którego Hisamida chciała się zamienić.
- Pokłóciłyście się znowu? - zapytała Fugata, ciut ostrzej niż wcześniej.
- Nieee, zupełnie nie. Po prostu myślę, że lepiej jej zrobi, jak... poprzebywa z Tobą. Od wczoraj jest jakaś dziwna. - mruknęła. - Dziwniejsza niż zawsze.
- Muszę? - zapytała.
- Nie musisz. Proszę Cię o to jako przyjaciółkę. - powiedziała Hisamida.
Fugata popatrzyła na Hisamide, po czym przeniosła wzrok na Harukę.
- Shira kazała mi z nią przebywać jak najwięcej.
- Mówiła, żebyś ją nauczała jak najwięcej. Wsparcie innej Siostry to chyba jest wartość, którą wartą by przekazać uczennicy. - powiedziała spokojnie.
- W porządku. Ale tylko na godzinę. - wyjaśniła, po czym zebrała się do lotu.
- Oblecisz jeszcze Niyomi i Urasano? Powiedz im, żeby nie ruszały tego Gzika.
Fugata skinęła głową i wytworzyła skrzydła, po czym wyskoczyła ze strażnicy i zamachując się skrzydłami, wytworzyła podmuch powietrza, który prawie zdmuchnął rozpalony ogień. Po chwili zniknęła lecąc w kierunku wschodnim. Hisamida upewniła się, że tamta odleciała, po czym odwróciła się do Haruki.
- Co zaszło między Tobą, a Wabą wczoraj? - zapytała bez pardonowo, zakładając skrzyżowane ręce na klatce piersiowej.
Czyli nie chodziło o naukę znaków.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Chocho Kujaku - klik
Chishiba Kujaku - klik
Zarządca Toshikai Hyuto - klik
Jirou Kujaku - klik
Harige Okudo - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
1 x
- Anzou
- Posty: 1148
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Moment pojawienia się Gzika można było uznać za zmianę nudnej warty w prawdziwe zadanie na najwyższym poziomie. Anzou nie miał pojęcia z kim ma do czynienia, kim jest ta tajemnicza istotka, która kryje się gdzieś w tym niepozornym ciele. Sam też nie wyglądał na jakiegoś 'kozaka', ale stały za nim jakieś unikalne umiejętności. Władca Laserów, tudzież Władca Piorunów miał klarowne instrukcje - nie wpuszczać nikogo do środka i chronić Chino. Banalne. Oczywiście do momentu, gdy przychodzi ktoś, kto potrafi się teleportować, zachowuje nietypowo i... przestrzega przed nim sama Shira, czyli osoba, która stawiała czynny opór Bestii z Atarashi. To chyba idealne podsumowanie tej zawiłej sytuacji, w której obecnie był Niebieskooki. Mimo to - prowadził dialog z Gzikiem. W jakiś sposób go lubił, nie znał jego intencji, ale dalej - nie miał najmniejszej podstawy, by sądzić, że jest kimś złym. Przecież... wystarczyłby pewnie jeden ruch i Anzou straciłby życie. Raczej nie miał z nim szans. Gzik zrozumiał Anzou, gdy ten poprosił go o to, żeby był nieco ciszej. Chłopak skwitował to uśmiechem dziękując swojemu rozmówcy za zrozumienie i dostosowanie się do tego, o co prosił go Kaminari. Wtedy rozmowa ukierunkowała się na Kagadę, o którą dopytał go Anzou. Gzik uważał, że lepiej jej unikać i nie ma pojęcia, gdzie jest. Nastolatek zmarszczył czoło słysząc tą odpowiedź, zwłaszcza, gdy powiedział, że wie co mówi. Czyżby... miał już okazję się z nią mierzyć? Anzou dostrzegł swego rodzaju okienko, jakiś blask światła, który może rozwiać jego wątpliwości. Do cholery! Czy Gzik walczył lub też spotkał już Kagadę? O co w tym wszystkim chodzi?
- Kagada to bardzo dobry człowiek. Chroni swoich ludzi, może czasami bywa... wybuchowa, ale dba o tych wszystkich z tej osady. Co masz na myśli mówiąc, że wiesz co mówisz? Nie gadaj, że na Ciebie też już nakrzyczała?
Anzou lekko uśmiechnął się na koniec. Gzik zachowywał się zazwyczaj niepoważnie, z lekkim przekąsem stąd Anzou postanowił grać w to dalej. Brnąć. Skoro należy unikać Kagady to... teoria, że Gzik to Sanbi w ludzkiej postaci nabiera rumieńców. Jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi. Rozmowa wtedy poszła też w nieco inną stronę, skupiła się bardziej na płaszczu Anzou. Fakt, nastolatek nie miał kiedy porozmawiać z Gzikiem o swoim awansie czy też jakimś większym doświadczeniu. Nastolatek spojrzał ponownie na tajemniczego rozmówcę.
- A tak, udało się otrzymać awans. Teraz oficjalnie jestem Kogo. Cieszę się, że Twoja opowieść na tym skorzysta. A co do mojego... bycia weteranem... hm... sprawa jest nieco skomplikowana, w sumie odkąd pamiętam wykonuję różne zadania dla klanu. Niestety, brałem też udział w wojnach, tak jak i teraz... strasznie to męczące, bardzo nie lubię, gdy ludzie cierpią, a koniec końców, to właśnie tacy zwykli ludzie obrywają najmocniej. Tracą rodziny, dach nad głową. Dosłownie wszystko...
Nastolatek mówił spokojnie, a w jego głosie można było wyczuć delikatny smutek. Ile można walczyć, przelewać krwi, ludzie od tak dawna to robią i nie wyciągają z tego jakichś większych wniosków. Bardzo to przykre. Kaminari nie miał jednak okazji do większych rozmyślań, Gzik poruszył ponownie temat Kagady i rozmowa przybrała obrót, którego obawiał się Kaminari. Gzik chce wejść do środka. Anzou automatycznie stanął na jego drodze, dosłownie przed drzwiami. Nie podejmował jeszcze żadnych ruchów, liczył, że uda się jakoś rozmową do niego dotrzeć, że mimo wszystko gdzieś tam jest ktoś rozsądny, choć nieco bojaźliwy.
- Jeszcze jakie jaja... wiadomo, przywitać się należy, ale może poczekajmy na przerwę? Zawsze trzeba być grzecznym, dokładnie, a grzeczni ludzie nie przeszkadzają i czekają na swoją kolej i... nie robią swoim znajomym czy przyjaciołom tego, co niemiłe. Jak wejdziesz do środka, a ja Ciebie nie zatrzymam - będę skreślony. I mam też wrażenie, że... jeżeli zechcesz to i tak wejdziesz. Może jednak poczekajmy na przerwę? Długo już gadają. Powinno tak się zaraz stać.
Anzou uważnie obserwował Gzika. Stał na jego drodze, ale nie wykonywał żadnych technik, żadnego ataku. Nie wiedział, czy to rozsądne zachowanie, ale rozmowa może przynieść wiele dobrego. Teraz nadejdzie moment weryfikacji. Może uda się ustalić kim jest ten Gzik. Jakie ma intencje, co w zasadzie tutaj robi. Czy to wszystko, ta cała powieść, to pic na wodę, jakaś zasłona, jedno wielkie kłamstwo, aby zyskać sympatię Anzou i w jakiś sposób go wykorzystać? Nastolatek naprawdę nie chciał walczyć, nie wiedział nawet czy będzie w stanie powstrzymać tego człowieka przed wejściem do środka. A może... słowa do niego dotrą? Uda się go przekonać, by poczekał na przerwę? Albo... może sam Gzik nie jest taki silny jak go malują? Skoro boi się Bestii z Atarashi i chce wejść, skoro JEJ NIE MA, to znaczy, że się jej boi? Może potrafi się tylko szybko ruszać (i aż), ale nie jest jakimś geniuszem pojedynków i jeden cios i... po Gziku? Wiele niewiadomych, które już za chwilę mogą się rozwiązać. Kierunek spraw może też być praktycznie... każdy. Od tych pozytywnych, do... śmierci wielu osób.
- Kagada to bardzo dobry człowiek. Chroni swoich ludzi, może czasami bywa... wybuchowa, ale dba o tych wszystkich z tej osady. Co masz na myśli mówiąc, że wiesz co mówisz? Nie gadaj, że na Ciebie też już nakrzyczała?
Anzou lekko uśmiechnął się na koniec. Gzik zachowywał się zazwyczaj niepoważnie, z lekkim przekąsem stąd Anzou postanowił grać w to dalej. Brnąć. Skoro należy unikać Kagady to... teoria, że Gzik to Sanbi w ludzkiej postaci nabiera rumieńców. Jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi. Rozmowa wtedy poszła też w nieco inną stronę, skupiła się bardziej na płaszczu Anzou. Fakt, nastolatek nie miał kiedy porozmawiać z Gzikiem o swoim awansie czy też jakimś większym doświadczeniu. Nastolatek spojrzał ponownie na tajemniczego rozmówcę.
- A tak, udało się otrzymać awans. Teraz oficjalnie jestem Kogo. Cieszę się, że Twoja opowieść na tym skorzysta. A co do mojego... bycia weteranem... hm... sprawa jest nieco skomplikowana, w sumie odkąd pamiętam wykonuję różne zadania dla klanu. Niestety, brałem też udział w wojnach, tak jak i teraz... strasznie to męczące, bardzo nie lubię, gdy ludzie cierpią, a koniec końców, to właśnie tacy zwykli ludzie obrywają najmocniej. Tracą rodziny, dach nad głową. Dosłownie wszystko...
Nastolatek mówił spokojnie, a w jego głosie można było wyczuć delikatny smutek. Ile można walczyć, przelewać krwi, ludzie od tak dawna to robią i nie wyciągają z tego jakichś większych wniosków. Bardzo to przykre. Kaminari nie miał jednak okazji do większych rozmyślań, Gzik poruszył ponownie temat Kagady i rozmowa przybrała obrót, którego obawiał się Kaminari. Gzik chce wejść do środka. Anzou automatycznie stanął na jego drodze, dosłownie przed drzwiami. Nie podejmował jeszcze żadnych ruchów, liczył, że uda się jakoś rozmową do niego dotrzeć, że mimo wszystko gdzieś tam jest ktoś rozsądny, choć nieco bojaźliwy.
- Jeszcze jakie jaja... wiadomo, przywitać się należy, ale może poczekajmy na przerwę? Zawsze trzeba być grzecznym, dokładnie, a grzeczni ludzie nie przeszkadzają i czekają na swoją kolej i... nie robią swoim znajomym czy przyjaciołom tego, co niemiłe. Jak wejdziesz do środka, a ja Ciebie nie zatrzymam - będę skreślony. I mam też wrażenie, że... jeżeli zechcesz to i tak wejdziesz. Może jednak poczekajmy na przerwę? Długo już gadają. Powinno tak się zaraz stać.
Anzou uważnie obserwował Gzika. Stał na jego drodze, ale nie wykonywał żadnych technik, żadnego ataku. Nie wiedział, czy to rozsądne zachowanie, ale rozmowa może przynieść wiele dobrego. Teraz nadejdzie moment weryfikacji. Może uda się ustalić kim jest ten Gzik. Jakie ma intencje, co w zasadzie tutaj robi. Czy to wszystko, ta cała powieść, to pic na wodę, jakaś zasłona, jedno wielkie kłamstwo, aby zyskać sympatię Anzou i w jakiś sposób go wykorzystać? Nastolatek naprawdę nie chciał walczyć, nie wiedział nawet czy będzie w stanie powstrzymać tego człowieka przed wejściem do środka. A może... słowa do niego dotrą? Uda się go przekonać, by poczekał na przerwę? Albo... może sam Gzik nie jest taki silny jak go malują? Skoro boi się Bestii z Atarashi i chce wejść, skoro JEJ NIE MA, to znaczy, że się jej boi? Może potrafi się tylko szybko ruszać (i aż), ale nie jest jakimś geniuszem pojedynków i jeden cios i... po Gziku? Wiele niewiadomych, które już za chwilę mogą się rozwiązać. Kierunek spraw może też być praktycznie... każdy. Od tych pozytywnych, do... śmierci wielu osób.
1 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 651
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Gzik... zniknął - i na ten moment nie miały pojęcia, gdzie jest. Jeśli jednak miałaby rzucać kością, to postawiłaby, że jeśli nie jest przy niej - to przeskoczył do Anzou. Do tej pory chyba nie było go nigdzie indziej... no, a przynajmniej nie były tego świadome. Spokoju nie dawały jej też jasne punkty, o których mówił - i teraz, kiedy jak gdyby nigdy nic pokazał im swoją prawdziwą siłę, a przynajmniej jej pewną część - tym bardziej próbowała dojść, jaka jest nić łącząca to wszystko. Skinęła głową, zgadzając się ze wszystkim, co mówi mentorka.
- Wcześniej mówił o jakichś jasnych punktach, które sobie wyobraża i do nich się przenosi. No i do tej pory chyba pojawiał się tylko przy mnie albo Anzou. Ja dostałam od niego rysunek... myślisz, że Anzou też taki ma? Że to może być ten jasny punkt, do którego się przenosi? - spytała jeszcze Fugatę, pokazując jej skrawek papieru. Do głowy przyszła jej kolejna myśl. - Można by taką teorię przetestować, ale musiałabym przekazać komuś innemu ten rysunek. Najlepiej komuś, kto jeszcze ani razu go nie widział, ale jednocześnie miałby szansę uciec. -
Potem jednak nagle na niebie pojawiła się Hisamida. Haruka ukłoniła się uprzejmie starszej Siostrze, gdy ta wylądowała obok, po czym wróciła do obserwacji otoczenia, jednym uchem słuchając rozmowy Sióstr. Ucieszyła się też, że Hisamida zmieniła na ten moment rozkaz liderki - nie widziała na ten moment możliwości, żeby którakolwiek z Sióstr poza Shirą była w stanie sama złapać Gzika. Razem... może. Ale nie osobno, rozrzucone po swoich posterunkach. To, co ją zaintrygowało bardziej, to propozycja Hisamidy, żeby pouczyć jej teraz znaków. Do tego pomysłu nie była do końca przekonana. Bała się, że straci czujność - nawet, jeżeli teraz było spokojnie, to nie znaczyło, że ktoś nie spróbuje się przedostać przez mury. Niemniej, nie było to jej decyzją, zresztą...
...zresztą szybko dotarło do niej, że nie o to chodziło, tylko o Wabę. I ich wczorajszą rozmowę.
- Chętnie nauczę się kilku kolejnych znaków, Fugata-senpai. I obiecuję też nie tracić czujności. - skłoniła się przed Fugatą, by może choć trochę ją uspokoić.
Kiedy zniknęła, Hisamida - zgodnie ze swoim podejściem - od razu przeszła do sedna sprawy. Cóż, Haruka nie zamierzała ukrywać niczego. Zastanowiła się tylko krótką chwilę.
- Wygląda na to, że ja zirytowałam ją, a ona mnie.- zaczęła, wzdychając. Z jakiegoś powodu poczuła zmęczenie na myśl o tamtej rozmowie. Czuła, że kiedy ona mówiła o jednym, Waba rozumiała coś zupełnie innego. Niemniej, podjęła dalej, wbijając wzrok w horyzont i obserwując teren. - Najpierw ja trochę pytałam o nią, o to jak dołączyła do oddziału, ponieważ wiem, że moja rekrutacja była raczej... precedensem, którego nikt się nie spodziewał, wliczając w to mnie samą. Byłam pod wrażeniem, kiedy dotarło do mnie, że to ona jest Kitsune-no-Mikage. Nasz lud mnóstwo jej zawdzięcza. -
Urwała na moment, biorąc oddech i przypominając sobie, co było dalej.
- Potem raz ja, raz ona o coś pytała... chociaż wydaje mi się, że więcej ona. Czułam się trochę jak na prawdziwej rozmowie rekrutacyjnej. Zaczęła od oskar... zasugerowania, że sypiam z Rinem Uchiha. No i czego oczekuję po dołączeniu do Sióstr. Wyjaśniłam jej, że na razie sama nie wiem do końca, czego oczekuję. Ale, że chcę walczyć za klan i za ludzi. Chyba Chocho-sama jest dla mnie bardziej inspirująca, niż sądziłam. Poprawiłam ją też, że nie sypiam z Rinem, choć nie ukrywam, że zaczynam coś do niego czuć. Nie wiem, co dokładnie. Potem drążyła temat, w sumie słusznie, skoro dopiero co walczyłyśmy z ludźmi Osanena. Musan i jego Królowie to problem, który próbuję sobie ułożyć w głowie odkąd dołączyłam - do tej pory nie miałam pojęcia, że między nami jest taka głęboka zadra. Potem... no i w sumie przez całą rozmowę... bardzo drążyła temat Rina. Od razu przechodząc do pytania o rodzenie mu dzieci, kiedy na razie nawet nie wiem, co do niego czuję. Przyznaję, że to mnie trochę zirytowało, ale... ale jest starszą Siostrą i szanuję jej opinię.-
Znowu przerwała, porządkując myśli. Przetarła też twarz, nieco zmęczonym gestem, ale znowu skupiła wzrok na okolicy.
- Starałam się odpowiadać najszczerzej, jak to możliwe. W moich oczach Rin już udowodnił swoją lojalność dla naszego klanu, bo wielokrotnie wykonywał misje ze mną i nie tylko. Uczy Shimanę genjutsu. Uratował mi dwukrotnie życie, narażając własne. Dla mnie to wystarczy i chciałabym, żeby klan również uznał go za swojego - wtedy mogłabym z czystym sumieniem się z nim związać, jeśli bym tego pragnęła. Ale klan stawiam na pierwszym miejscu. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła uciec razem z nim do Uchiha, czy gdziekolwiek indziej. Zresztą... i tak nie zostawiłabym swoich wychowanków. Oni są dla mnie najważniejsi. -
Tutaj jej głos stwardniał. Tak, tego jednego była pewna. Nie porzuciłaby dzieci dla Rina. Jeśli będzie chciał z nią być - a ona z nim - to będzie musiał niestety wybrać w pełni ich klan i to, że raczej nigdy nie wróci do swoich.
- Co jeszcze... pytałam o Musana, o to jaki jest. Według Waby jest zły człowiekiem, ale ma dobre intencje. Zapomniał i zagubił się w tym co robi i po co to robi. Potem jeszcze ostrzegała mnie przed związkiem z Rinem... A, no i jeszcze była mowa o tym, że jestem hipokrytką... chyba dlatego, że wspomniałam, że mogłabym opuścić klan tylko, jeżeli klan by mnie całkiem odrzucił. Ale tego akurat nawet jej nie mam za złe, wydaje mi się, że chyba pomyliłam po prostu znaki i zrozumiała, że gdyby mnie ktoś z klanu uderzył, to bym odeszła - a przecież Osanen i jego ludzie już to zrobili. No, ale to nieistotne aż tak. Wydaje mi się, że sedno problemu pojawiło się pod koniec, kiedy już rozmawiałyśmy w drzwiach. Zeszło na Chishibę, ale nie tylko. -
Tym razem pomasowała skronie.
- Zasadniczo sam koniec naszej rozmowy... Waba bardzo starała się przedstawić mi sytuację, w jakiej znalazła się Chishiba i dlaczego stała się taką osobą, jaką jest w waszych opowieściach. Nie jestem pewna, czy usiłowała mnie przekonać do zmiany zdania na jej temat, czy do czego dokładnie. Na pewno dodała szerszy kontekst dla niej. O tym, że była niemal w wieku Shimany, kiedy musiała odbudować oddział z popiołów. O tym, że nie miała czasu na bycie matką. O tym, że Shira też nie jest święta i potrafiła latać na misje na kacu, że nie kryła się ze swoim związkiem z Asaro i czasami nie stawiała na odprawy. I jasne, że w takich wypadkach powinna była zostać przywołana do porządku. Może nie zmienił on mojej obecnej opinii na temat Chishiby, ale nie sądziłam, żeby moja opinia na jej temat była obecnie jakkolwiek istotna w kontekście oddziału. Dla mnie liczy się Shira i to, jaką ona jest liderką. W każdym razie... to zirytowało Wabę. To znaczy, dwie rzeczy - po pierwsze uważa mnie za zachciankę Shiry, a po drugie podobno wypowiadam się na wszystkie tematy tak, jakbym znała pełny kontekst i doświadczyła wszystkiego... Chociaż wydawało mi się, że raczej głównie pytam i odpowiadam na pytania tak szczerze, jak to możliwe. Nie wtrącam się niepytana, może z wyjątkiem sytuacji przy śniadaniu, kiedy rzeczywiście stanęłam w obronie Yadasu. No i że się jej podlizuję, co było dla mnie trochę szokiem, bo do tej pory wydawało mi się, że staram się każdą Siostrę po prostu traktować z należytym szacunkiem i ciepłem, jakiego bym oczekiwała... cóż, od Siostry. Tyle, że Waba najwyraźniej mnie za Siostrę na razie nie uważa. Niestety, na to nie mogę nic poradzić, mogę jedynie skupić się na treningu i na tym, żeby pokazać jej, że decyzja Shiry była słuszna. Tak samo zresztą jak reszcie z was. I nawet, do cholery, sobie samej.-
Ostatnie zdania wręcz warknęła, czując, że frustracja z wczorajszej rozmowy z niej upływa i musiała wziąć kilka głębszych oddechów, aby się uspokoić. Na dwie sekundy przymknęła oko, po czym wypuściła powietrze.
- Przepraszam Hisamido, nie powinnam się unosić. Najwyraźniej jeszcze... trawię to, co usłyszałam. To, co jeszcze zapewne słusznie mi wypunktowała, to narażenie Fugaty i Niyomi przez spotkanie się z Osanenem. Ale mimo to dalej uważam, że jeśli mam zrozumieć i jakkolwiek odnaleźć się w oddziale, to muszę poznawać też jakoś Króli. Im szybciej tym lepiej, żeby nie popełnić gorszych błędów później. Jeśli Shira by mi jasno zabroniła iść na spotkanie - a nie tylko zasugerowała, że to zły pomysł - w żadnym wypadku bym na nie poszła. Mam nadzieję, że przynajmniej tyle jest oczywiste. -
1 x
- Nizan
- Posty: 161
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
W środku pomieszczenia negocjacji po jednej ze stron siedziała Chino, Ebishiro i Harige. Po drugiej stronie stołu zasiadał Jirou. Po trzeciej stronie Zaku z Yadasu, a na ostatniej Toshikai Hyuto - zarządca osady. Shira stała pod ścianą wyprostowana i co chwile uśmiechała się w kierunku Chino. Najmłodsza Liderka na Kontynencie zerkała na Shirę, co jakiś czas, a gdy tylko jej wzrok wędrował ku niej, Shira przechylała głowę i uśmiechała się jeszcze szerzej. Wtedy, najczęściej Chino wytrącała się z rytmu u nie słuchała co jest mówione na negocjacjach. Z jakiegoś powodu Shira skutecznie przyciągała jej uwagę.
Zaku i Yadasu na tych negocjacjach tworzyli parę która zajmowała się głównie obsługą stołu. Sami nie udzielali się w żaden sposób. Co mieli pod ścianą dużo smakołyków, które donosili i podawali niczym służba, tak samo jak sake i wino ryżowe, jednak z tego drugiego nikt nie korzystał. Chino miała niesamowitą chęć się napić, ale Ebishiro przytomnie przez dwa dni suszyła jej głowę by nawet nie pomyślała o tym, by pić na spotkaniu. Miała pozostawać czujna. Jirou zaś był abstynentem, więc nie ciągnęło go w żaden sposób do alkoholu. W odróżnienia od Chino, Jirou gdy był młodszy od swojej politycznej oponentki - sam formułował struktury klanowe. To Jirou został pierwszym liderem rozrzuconych klaników Kujaku, tworząc jeden duży organizm jakim był obecny stan Kujaku. Jirou miał do pomocy jedynie szestnastoletnią Chishibę, Trzecią Liderkę Sióstr Nocy - która jako jedyna z Sióstr Nocy przeżyła tragedię w kanionie i miała za zadanie odbudować oddział od podstaw - a także Musana. Przyjaciela i wręcz brata w nienawiści do tego, co wydarzyło się wtedy. To wtedy, Horihima - matka Jirou - i również Druga Liderka Sióstr Nocy umarła tragicznie w kanionie.
Jirou był zdecydowanie dużo większym graczem niż Chino zarówno pod kątem doświadczenia, jak i wieku. On to przeżył. Chino zaś w jego perspektywie była małą dziewczynką, która próbowała rozepchać się przy stole i pokazać, że ta pozycja się jej należy. Jako młoda dziewczyna, musiała walczyć o swoje. Shira, która była starsza od Chino o trzy czy cztery lata, miała podobny bagaż doświadczenia w polityce jak dziewczyna. We dwie były liderkami, tylko Shira miała naturalny dryg do tego, by czytać ludzi i dopracowywać do nich strategię. Chino? Nie bardzo.
Jirou wiedział już, że to nie Chino jest jego głównym problemem przy tym stole. Nawet nie była to matka Chino. Cóż... te negocjacje mogłyby pójść zdecydowanie szybciej, gdyby nie fakt, że ta kobieta była bardzo przebiegła. Kim ona była?
Ebishiro odchrząknęła.
- Eckhem... Chino-sama? - zapytała spoglądając na Chino, która znowu zapatrzyła się na Shirę. Chino przekręciła głowę pytająco, a Ebishiro dała jej znak głową. Chino skrzywiła się.
- Mamy więcej armii i to my podeszliśmy do Was. Jesteście na naszych ziemiach. - powiedziała odruchowo Chino wyuczoną wcześniej sentencję. Ebishiro przewidziała, że Chino może się szybko znudzić czy nie być skupioną, dlatego przygotowała dziewczynę na taką ewentualność. Gdy nie wiedziała co zrobić, miała zacytować właśnie te słowa.
Jirou spojrzał na Chino, lecz przez maskę nie było widać jego mimiki.
- Wyjaśniliśmy Wam, że nie da cofnąć się skutków meteorytu. Poza tym, armia to nie wszystko. Nasze oddziały potrafią latać i bombardować cele. Siostry Nocy są w stanie w 3 dni zniszczyć stolicę Kaminari bez straty ani jednej kunoichi.
Wzrok wszystkich trzech kobiet zmarszczył się i Chino aż nabrała powietrza, lecz Jirou uniósł rękę, zahamować nadciągający wybuch agresji.
- Proszę dać mi dokończyć. Nie przyszedłem tutaj Wam grozić. - zaczął. - Jednak jeżeli będziecie rozmawiać w ten sposób, to musicie wiedzieć, że też nie cofnę się przed niczym by zagwarantować mojemu ludowi przeżycie. Nie będzie miało to znaczenia, czy obiekt jest cywilny czy nie. Może brzmi to szorstko, ale za murem by przeżyć, musieliśmy sięgać po bardzo drastyczne środki.
- Tylko, że to Wy jesteście na musie. - wtrąciła nagle Ebishiro. - Przypominam, że spotkaliśmy się tutaj, bo odbiliśmy większą część wybrzeża. Rozmawiamy tylko dlatego, bo Bijuu Trzech Ogonów dał Wam szansę na zatrzymanie naszej ekspansji. Zresztą, prawnie to nasze ziemie, a to Wy jesteście intruzami. - wyjaśniła kobieta.
- Cóż... według raportów, niejaki Moshi Kaminari, jeden z pięciu stacjonujących tutaj shinobich miał zostać zdekapitowany przez Muwarę Kujaku i tym samym osłabić zespół broniących tutaj Shinobich. - powiedział Jirou. - Pojawienie Bijuu oszczędziło Waszego shinobiego. Gdyby nie bijuu, Siostry Nocy mogły wycofać się i przegrupować, a potem zaatakować jeszcze raz. Na przykład w nocy.
- A według naszych raportów, seinin Kagada Kaminari miała właśnie wyrwać głowę Waszej seinin Shirze Kujaku w pojedynku jeden na jednego i pojawienie się bijuu sprawiło, że stojąca za Tobą dziewczyna jeszcze żyje. - Ebishiro uniosła brew. - Seinin za Sentokiego? Przepraszam, że zabrzmi to szorstko, ale bierzemy w ciemno taką wymianę.
- Tylko, że Wasza seinin nie była blisko.
- A Wasza Muwara chciała zdekapitować, jednak nasza seinin jej to uniemożliwiła i pojawienie się bijuu nie ma tutaj nic do rzeczy. - Ebishiro zmieniła ton na dużo ostrzejszy. Złapała Jirou na kłamstwie i shirei-kan cicho Kujaku cicho westchnął. Tak, to Ebishiro była tutaj najtrudniejszym orzechem do zgryzienia i to z nią będzie musiał sobie jakoś poradzić.
- Niech ona powie jak było. - wtrąciła nagle Chino, wskazując głową na Shirę.
Wszyscy ucichli i spojrzeli na Shirę, która na chwilę spoważniała. Jirou odwrócił się do niej i skinął głową. Shira ukłoniła się z gracją.
- Oba klany dały z siebie wszystko walcząc za swoje przekonania. - powiedziała, po czym... nagle sięgnęła za plecy i wyjęła... bombę. Kaminari zerwali się na nogi.
- Co to kurwa ma znaczyć!? Wnosisz tu broń, suko!? - wydarła się największa z kobiet, lecz Shira powolnym krokiem podeszła do stolika i bardzo ostrożnie położyła przedmiot na środku.
- Trujące bomby A933 są w podstawowym wyposażeniu każdej z Sióstr Nocy. - powiedziała, po czym cofnęła się o krok, by Kaminari mogli się przyjrzeć. - Bomby powstały na bagienną odmianę yokai o nazwie Kappa. Mimo tego, że te yokai są dość proste do zabicia, jedna z ich odmian przebywa w dużych grupach i wytworzyła dość nieprzewidywalny styl walki. Dlatego, zamiast podejmować grupy yokai, Siostry Nocy opracowały bomby, by móc je zabijać z powietrza bez narażania życia. Bomby te są tak trujące, że bez problemu działają na ludzi. - Shira spojrzała na Chino, a potem na Ebishiro. - Gdybyśmy chciały zrobić Wam krzywdę, wleciałybyśmy do miasta i zbombardowały tymi bombami obiekty cywilne. Szpital, siedzibę władzy. Następnie byśmy się wycofały i za trzy dni przeprowadziły kolejny nalot. W ten sposób, Wasze wojska nie byłyby w stanie ruszyć się o krok od osady. - uniosła powoli rękę. - Wystarczy jedna Siostra Nocy, by przeprowadzić skuteczny nalot w nocy. - opuściła głowę i ukłoniła się ponownie. - Naszym celem nigdy nie była wojna z Kaminari. Naszym celem jest przeżyć, tak jak i Waszym. Ja ofiarowałam swoje życie walce za ludzi, czy to Kaminari, Uchiha, Kujaku czy Soma. Ja walczę z yokai, a nie z ludźmi. Z tego powodu, moje Siostry Nocy na mocy dobroci klanu Kujaku postanowiły walczyć ramię w ramię z oddziałem seinin Kagady Kaminari, by... walczyć za żywych przeciwko bestii. - spojrzała wyzywająco w kierunku Ebishiro. - Proszę, rozmawiajmy więc o tym, jak moglibyśmy się dogadać. Każda sekunda, każda minuta stracona tutaj, to dla mojego oddziału dziesiątki mniej wyeliminowanych yokai. A dziesiątki mniej wyeliminowanych yokai, to strata ludności cywilnej. Strata życia, za którą przysięgałam walczyć. - Shira ukłoniła się.
Nastała cisza.
- Osada jest wdzięczna za to, że oba klany walczyły w imię ludzi. Jako zarządca dziękuję zarówno klanowi Kaminari, jak i klanowi Kujaku, lecz jesteśmy w sytuacji, gdzie musimy to jakoś rozwiązać. Dlatego pozwolę sobie przedstawić projekt, który wraz z... namiestnikiem tych terenów Zaku, jak i ambasadorką Yadasu opracowaliśmy.
Wszyscy spojrzeli się w kierunku Zaku i Yadasu. Opracowali... plan? Projekt? Jak... kurwa... kiedy?
Zaku patrzył poważnie przed siebie, zaś Yadasu była cała czerwona i patrzyła na ziemię. Nikt nie wiedział, ze para trzyma się mocno za dłonie.
Teraz albo nigdy. Mieli okazję pogodzić zwaśnione klany.
Anzou był świadomy, że raczej nie będzie w stanie wygrać z Gzikiem, a przynajmniej z tym, co robił. Co ważniejsze, młody chłopak był przyjaznie nastawiony do Anzou i chyba go lubił. Jednak gdy Gzik podszedł do drzwi, to serce Anzou stanęło w miejscu. Władca laserów powiedział wtedy, że jeżeli Gzik wejdzie do środka, to będzie skreślony. Ręka Gzika zatrzymała się przed klamką.
- Poważnie? - zapytał.
Nagle Gzik cofnął rękę i wzruszył ramionami.
- Nie no, przecież w życiu bym Ci nie zaszkodził. Jesteśmy przyjaciółmi, prawda? - powiedział, po czym odszedł od drzwi. - No szkoda, myślałem, że zobaczę jak to wygląda, ale no trudno. Jak masz mieć problemy to nie ma potrzeby. - odparł, po czym znowu zaczął chodzić dookoła i wydawało się, że chyba zaczyna się nudzić. - A właśnie, miałem zapytać. Bo Liderka Kaminari straciła nogę i oko na froncie, nie? Na wojnie w sensie. Co tam się zadziało? Byłeś przy tym? Wiesz kto jej to zrobił? - zapytał nagle ni z tego ni z owego.
Gzik kręcił się przed Anzou, ale nie wydawał się w żaden sposób zagrożeniem. Bardziej, jakby stracił zainteresowanie tym miejscem.
Haruka zadała pytania Fugacie, mówiąc jej o jasnych punktach. Mentorka uniosła głowę.
- Są yokai, które potrafią się teleportować. - odparła krótko. - Ale nie zaszkodzi nam przetestować Twoją teorię. Tylko nie teraz. Najpierw musimy wiedzieć, co z Kaminari. Potem będziemy ganiać teleportującego się yokai. - wyjaśniła.
Potem pojawiła się Hisamida, która w sprytny sposób zamieniła się miejscami z Fugatą i po chwili gdy Haruka zorientowała się o co chodzi, dała upust emocjom. Haruka opowiedziała dosłownie wszystko, co działo się wczoraj. Chyba tego potrzebowała, bo jej mimika zmieniała się w rytm tego, co opowiadała. Tym razem Haruka postanowiła zaufać najstarszej z kobiet i wyspowiadać z całego zajścia z wczoraj. Hisamida w pełni wysłuchała kobietę, stojąc ciągle w tej samej pozycji.
Na sam koniec gdy Haruka skończyła mówić, Hisamida głęboko westchnęła.
- Eh... wiedziałam, że to się tak skończy... dlatego nie chciałam, żeby Waba uczyła Cię znaków. Za szybko. - powiedziała, po czym podeszła do krawędzi strażnicy i oparła się o nią, zerkając gdzieś daleko w kierunku obozu Kujaku. Patrzyła tak dość długo. - Nie wiem od czego zacząć.
Kobiety wychyliła głowę i zerknęła na podmurze, a potem odwróciła się i oparła o barierkę. Nagle Hisamida zrobiła coś, czego zapewne nikt się nie spodziewał. Wyjęła fajkę i nabiła ją tytoniem.
- Popalam czasem na służbie. Tylko nie mów innym, bo będą się martwić. Szczególnie Muwarze. - mruknęła, a następnie odpaliła fajkę i zaciągnęła się.
- Jesteś taka jak Waba kiedyś była. Myślę, że widzi w Tobie siebie i dlatego jest zła. Zła na to jak skończyła. Może nawet Ci zazdrościć, bo Ty jeszcze masz szansę. - zaczęła, biorąc dym w usta i wypuszczając. - O Wabie jednak za chwilę. Zacznijmy od początku, bo mam wrażenie, że dziewczyny opowiadają Ci różne historie z różnych okresów i dlatego ciężko Ci się w tym wszystkim połapać. - uniosła głowę. - Nie dziwię się, to jest kawał historii. Miałyśmy wzloty i upadki. Trudno jest to wszystko pojąć tak... odrazu. Nie wiem, czy to się da pojąć z opowieści. Wiesz... to trzeba poczuć. Ile bym Ci nie opowiedziała o Chishibie czy o tym, co było w przeszłości, to Ty już masz pewien obraz zarysowany. Jednak... powiedz szczerze, czy jak Nagome obraziła Cie na dole wczoraj wieczorem, to przejęłaś się tym? - zapytała zaciągając się ponownie fajką. - Czy może dałaś jej jedzenie i zaczęłaś o nią dbać, dlatego, bo wiedziałaś, że w głębi serca, gdzieś tam bardzo bardzo głęboko Nagome by oddała za Ciebie życie i za sprawę w której walczy? - zerknęła na Ciebie. - Czy jak poprawiła Ci oporządzenie, czy jak pomogła Ci w Twoim drugim czy trzecim nalocie, to zmieniłaś do niej podejście? Czy jeżeli teraz podejdzie i powie, że jesteś suką, która ma zamknąć mordę to... urazi Cię to?
Hisamida patrzyła chwilę przed siebie.
- To co próbuję Ci wyjaśnić, to to, co miała na myśli Waba. Ja z Chishibą przeżyłam dwadzieścia lat na służbie, a znałyśmy się ponad trzydzieści. Waba podobnie. Przeżyłyśmy... mnóstwo. Tego, co przeżyłyśmy nie da się opowiedzieć. Ty jesteś na służbie Sióstr Nocy niecały tydzień i... po prostu... Waba może czuć się urażona, jeżeli krytykujesz otwarcie osobę, dla której Waba poświęciła życie. Która ją w pewnej chwili ocaliła. Przynajmniej od niej samej. - uniosła powoli dłoń. - Ta część za moment. I nie, nie próbuję wybielać Chishiby. Ja wiem, że poznałaś niedawno Shirę i ona jest... no aż chce się ją kochać, prawda? Taka jest nasza obecna liderka. I słuchaj, to świetnie, że tak to się skończyło... że wiesz, że jesteś teraz Ty, że chcesz walczyć za naszą malutką Shirkę, która stała się tym kim jest teraz. Jednak to co było kiedyś to część nas. Musisz pozwolić nam, starym emerytkom, dosłużyć do końca nim będziesz oceniać historię. Nim ocenisz to, co zastałaś. Tak jak Ciebie oceni uczennica Twojej uczennicy.
Hisamida wytrzepała popiół z fajki i schowała ją za pazuchę.
- Waba ma rację. Dziewczyny zazdroszczą Ci, że, dostałaś się tak do oddziału. Byłaś nikim i jakimś przedziwnym trafem, ta którą szanujemy najbardziej zwróciła na Ciebie uwagę i dała Ci mnóstwo atencji, o którą każda z nich zabiega. Shira poświęciła Ci cały dzień, by zrekrutować Cię... tak jak chyba należy w dzisiejszych czasach. Owszem, pogodziły się z tym, bo nie tylko dla Ciebie Shira jest kimś... takim. Kimś tak ważnym. Jesteś pierwszą osobą, która widzi Shirę za bycia już liderką. Nie widziałaś jej drogi, więc może dlatego też tym bardziej Ci zazdroszczą. Jednak o samej Shirze porozmawiamy, jak starczy nam czasu.
Hisamida podeszła do rozpalonego ognia i nachyliła się by ogrzać dłonie.
- Waba pochodzi z bardzo ubogiej rodziny. Jej rodzina była w malutkiej osadzie na dziesięć rodzin. Takiej, gdzie tylko uprawiało się ryż i nic więcej. Rodzina musiała odkładać przez kilka lat, by być w stanie zapewnić Wabie nauczyciela. Takiego, który nauczy ją czytać i pisać. - zaczęła. - Od najmłodszych lat pracowała z rodziną w polu, jednak jej matka i ojciec poświęcili wszystko co mieli, by w jakikolwiek sposób wypchnąć córkę z tej biedy i skierować ją do miejsca, gdzie miała jakiekolwiek szanse na rozwój, by nie poszła w ich ślady, czyli skrajnego ubóstwa. Sama Waba była bardzo mądra, więc jak tylko nauczyła się czytać i pisać, zajęła się pracą jako skrybka. Przepisywała różne rzeczy odpłatnie, aż do momentu, gdy okazało się, że umie mieszać chakrę. Wtedy, nastąpił prawdziwy przełom. W każdym razie, ona też tam miała już chyba z dziesięć czy dwanaście lat, więc w takich osadach to normalne, że... zaczęli szykować ją pomału do jakiegoś narzeczeństwa. Jednak jej rodzina nie chciała, by Waba wyszła za jakiegoś rolnika, tylko... za kogoś ważnego. No i tak w historii pojawia się Kimeyo, przyszły mąż Waby. - Hisamida głęboko westchnęła. Waba była bardzo religijna i uczona tradycyjnego podejścia do życia jako kobiety. Co prawda, Kimeyo był wysoko urodzony i jego rodzina pełniła nawet funkcję zarządców jednej z osad. Byli bardzo wpływowi jak na tamte czasy. To było jeszcze przed zjednoczeniem Kujaku. Kimeyo musiał więc wykupić Wabę od rodziny i dzięki temu, rodzina Waby też uciekła z ubóstwa, bo rodzina Kimeyo dała im możliwość osadzenia się w ich miejscowości. Z skrajnego ubóstwa przeskoczyli nagle na... powiedzmy salony.
Hisamida nie wytrzymała i znowu nabiła fajkę, odpalając ją od ognia.
- Ależ ona go kochała. Wyobraź sobie. Piękny, miły facet z wysoko urodzonego domu. Taki, który nie dość, że dał jej szansę, to jeszcze pomógł jej rodzinie. Normalnie Bóg nie człowiek. Waba wtedy została oficjalnie kunoichi i pracowała na misjach, a jej mąż... cóż... zaczynał się nudzić. Waba jednak nie miała czasu, bo w pewnej chwili dała mu córkę - Yokiko, więc albo była na misjach, albo była w domu i opiekowała się młodą dziewczynką. Kimeyo zaś już wtedy prawdopodobnie przyprawiał jej rogi z jakimiś służkami czy coś. Wtedy też Waba starała się o przydział do Sióstr Nocy. Była bardzo radosna i otwarta na świat. Trochę jak Ty. - powiedziała, po czym zaciągnęła się fajką. - Chishiba też ją lubiła. Wtedy jeszcze Chishiba chyba nie była w ciąży z Shirą... albo już była? W każdym razie, Chishiba od razu widziała w Wabie potencjał, tylko, że miała komplet dziewczyn. Nie mniej, Waba po cichu współpracowała z Chishibą. Chishiba też dopiero co założyła Siostry Nocy i w tamtych czasach byłyśmy... takim zwykłym oddziałem. Po tym jak Horihima umarła i cały oddział został zabity, legenda Sióstr Nocy runęła. Nikt nie traktował nas poważnie. Ot, banda dziewczyn co próbuje udawać coś, o czym nie ma pojęcia. Dlatego imię Chishiby w tamtych czasach nie było poważane. Wtedy też nastąpił przełom. - Hisamida wytrzepała znowu fajkę. - Pewnego razu, gdy Waba wróciła do domu, przyłapała męża na współżyciu z kochanką. Nie była w stanie mu tego wybaczyć, więc chciała odejść z córką, lecz gdy rodzina Kimeyo odkryła, że ich córka potrafi mieszać chakrę, nie chcieli jej wydać. Co więcej, struktury klanowe dopiero powstały, a tamci byli bardzo potężni. Oskrażyli więc Wabę o defraudację środków klanowych i wnieśli zarzuty o spiskowanie z klanem Orochi. Przekupili wszystkich i na Wabę został wydany wyrok śmierci. - powiedziała. - Nawet jej własni rodzice odwrócili się od niej, bo przyznanie się do córki oznaczał powrót do ubóstwa. Waba straciła wszystko, na co ciężko pracowała. Straciła miłość, straciła córkę, straciła szacunek, a i miała stracić życie. Nie chciała umierać, bo wiedziała, że to wszystko oszczerstwa. Chciała życ dla córki, bo wiedziała, że skończy jak ona, gdy zostawi ją z tymi ludźmi.
Hisamida podniosła się i spojrzała na Ciebie.
- Przyleciała do Chishiby błagając o pomoc, mimo, że nie była wtedy Siostrą Nocy, a Chishiba nie miała żadnego uznania. Jednak... Chishiba to była Chishiba.
Hisamida zmarszczyła brew i zaczęła opowieść.
Zamek Utter, Siedziba Sióstr Nocy, Tereny za Murem
Około 24 lat temu
Hisamida stała przed manekinem. W dojo, w którym trenowały większość swojego czasu ćwiczyło łącznie z nią 5 dziewczyn. Każda z nich miała własny styl walki, dlatego nie przeszkadzały sobie wzajemnie. Odgłosy w stali to były w większości albo westchnięcia, albo sapnięcia, albo po prostu dźwięki uderzeń. Źródłem swiatła były pochodnie, które oświetlały kamienną posadzkę. Zapach kamienia był tutaj przeszywający na tyle, że nawet pot nie mieszał się aż tak, by być wyczuwalny.
Nagle drzwi do Dojo otworzyły się, a do środka weszła z impetem Chishiba, która szła wyprostowana. Za nią, cała we łzach, brudna i posiniaczona szła Waba. Pojawienie się Liderki sprawiło, że wszystkie przestały ćwiczyć i jednocześnie zasalutowały. Chishiba jednak nie zwróciła na to uwagi i podeszła szybkim krokiem do Hisamidy.
- Hisa, Moco, do mnie. - powiedziała krótko. Już wtedy jej głos potrafił budzić autorytet. Hisamida wraz z inną, dość... okrągłą dziewczyną podbiegły do Chishiby, która stała na środku. - Moco, ubierz dziewczyny i przygotujcie się do walki. Hisamido, ty idziesz ze mną. - wydała rozkaz dziewczyna, która była teraz... w wieku Shiry lub trochę młodsza.
- Co się dzieje? - zapytała nagle Hisamida, patrząc na Chishibę i na Wabę.
- Te skurwysyny wydały wyrok śmierci na Wabę. - powiedziała donośnie, a słowa, które wypowiedziała, przeszyły wszystkich jak ostrze.
- Co... jak? Kto?
- Nie ma czasu na wyjaśnienia. Moco, może tu zjawić się klan, albo oddziały Sakki. - Chishiba uniosła głowę. - Nikt kurwa nie ma prawa przekroczyć wejścia do naszej siedziby nim wrócę. Wchodzicie w pełny tryb bojowy i macie moje przyzwolenie na eliminację każdego, kto będzie śmiał przekroczyć próg. Nawet Jirou. - Moco jedynie skinęła głową i gwizdnęła na palcach, a reszta dziewczyn które ćwiczyły, momentalnie ruszyły biegiem w kierunku wyjścia z sali treningowej. Chishiba odwróciła się do Waby. - Do mojego powrotu masz się stąd nie ruszać. Możesz zająć pokój gościnny. Twoja córka też będzie mogła tutaj zamieszkać. - wyjaśniła krótko, na co Waba rozszerzyła oczy w wdzięczności. - Weź chakram, Hisa.
- Chis...Liderko... dziękuję. To naprawdę dla mnie... wiele znaczy... że Ty się nie odwróciłaś ode mnie...
Chishiba podeszła i położyła dłoń na barku Waby.
- Ogarnij się. Jak wrócę z Twoją córką, nie chcesz, by widziała Cię w takim stanie. - powiedziała i skinęła głową w jej stronę. Waba pokiwała w zrozumieniu.
- Hisa, ruszamy.
- Dopiero w locie Chishiba mi wyjaśniła o co chodziło. Wiesz, to były zupełnie inne czasy. Teraz Shira ma powszechne uznanie i jest seininem. Rangi się przyjęły, jest szanowana. Wtedy Chishiba była... no zdecydowanie mniej uznawana. Ot zwykła kunoichi z bandą lasek. A jednak... nawet przez chwilę nie myślała wtedy o pozycji czy coś. Dla niej Waba była niewinna i tylko to miało sens.
Chishiba szybowała w powietrzu, a za nią Hisamida. Liderka Sióstr Nocy okrążyła duży budynek. Były wysoko pod przykryciem nocy, więc nikt nie miał prawa ich dostrzec.
- Jak chcesz tam się dostać? Mają mnóstwa straży. - zamigała Hisamida. - Nie wiem czy damy radę we dwie. Może powinnyśmy wziąć dziewczyny?
Chishiba jednak krążyła już trzeci raz i dopiero gdy zauważyła miejsce, które ją interesowało, odmigała.
- Leć za mną. Narazie się nie wychylaj.
I nagle Chishiba zapikowała. Kobieta obróciła się o 90 stopni i niczym pocisk runęła w kierunku dachu, a dokładnie jednego z okien. W jej ręku pojawił się kunai. Hisamida widząc to, co zamierza zrobic Chishiba, rozszerzyła usta w niedowierzaniu.
Chishiba w pełni rozpędzona wpadła z hukiem przez okno, lądując na młodym mężczyźnie, który akurat przechodził po pokoju. Impet uderzenia był tak mocny, że podłoga zawaliła się, a wraz z nim Chishiba i mężczyzna spadli na piętro niżej. Wpadli do pokoju pełnych ludzi, którzy spożywali chyba jakąś herbatę w swoim towarzystwie przy kominku. Chishiba zerwała się z miejsca i złapała za włosy mężczyznę, a potem przystawiła mu kunai do szyi.
- Jeżeli którykolwiek się ruszy albo odezwie bez mojej zgody, to wyrżnę Was wszystkich tak jak stoicie. - zadeklarowała. Hisamida dużo spokojniej wylądowała na piętrze nad całym zdarzeniem, obserwując przez dziurę w podłodze co się dzieje.
Liderka Sióstr Nocy spojrzała na twarze przerażonych ludzi, którzy stali i niedowierzali temu co widzą. Momentalnie też zleciały się straże, wpadając do pomieszczenia, jednak Chishiba posłała im mordercze spojrzenie.
- To co zrobiliście Wabie to ja jeszcze wyjaśnię w swoim czasie, ale teraz zabieram jej córkę. - zmarszczyła brwi. - Waba ciężko pracowała na korzyść klanu, a Wy ją... traktujecie jak śmiecia? - zapytała nagle.
- To zwykła suka. W dupie mam ten cały klan. Za kogo Ty sie uważasz dziwko? - wysyczał w jej kierunku zakładnik, czyli nikt inny jak Kimeyo.
Jakież było zdziwienie wszystkich, gdy krew trysnęła, a Chishiba po prostu podcięła gardło mężowi Waby. Chishiba była szybka. W jej ręku pojawił się zwój, który rozwinęła i pojawił się chakram.
- Nie pozwoliłam Ci się odezwać, zdrajco. - odparła, a straż była gotowa do ruszenia na Chishibę, lecz... chakram w jej dłoni wygladał groźnie. - Nie. Radzę. - spojrzała w ich stronę. - Zabiłam ponad setkę Oni nim skończyłam dwadzieścia lat. Przejdę przez Was jak przez pole ryżowe.
Straż się zatrzymała. Nikt nie był w stanie wydusić słowa. Tak właśnie najczęściej kończyli oszusci, gdy na szali było ich życie. Nikt nie zwrócił uwagi, że Hisamida zniknęła.
- Jutro widzę Was wszystkich w siedzibie władzy Kujaku. Przeprowadzimy cały proces od nowa w obecności Jirou i Musana. Jeżeli któreś z Was nie przyjdzie, albo postanowicie uciec, osobiście Was wyłapię. A wierzcie mi, ja potrafię tropić zarówno i yokai, jak i ludzi.
Nagle w dziurze na górze pojawiła się Hisamida z dziewczynką na rękach.
- Mam ją! - krzyknęła.
Chishiba zerknęła na straże, lecz nikt nie śmiał zareagować. Gdy Hisamida odleciała, Chishiba... ruszyła w kierunku mężczyzn, lecz nikt nie był na tyle głupi by sprowokować kobietę. Chishiba wyszła drzwiami, jak gdyby nigdy nic.
Hisamida patrzyła na Harukę i skrzywiła się.
- Córka to jedyne co pozostało wtedy Wabie. Straciła chyba wiarę... we wszystko? Co kochała? Tak mi się wydaje. Myślę, że widząc Ciebie... i Rina, trochę jej się to przypomina. Tak jak Yadasu i Zaku. Na swój sposób prób...
I nagle słychać było gwizd.
Nadszedł ze strony Niyomi.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Chocho Kujaku - klik
Chishiba Kujaku - klik
Zarządca Toshikai Hyuto - klik
Jirou Kujaku - klik
Harige Okudo - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
1 x
- Anzou
- Posty: 1148
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Gra pozorów trwała dalej. Anzou dosłownie stawał na swoich uszach, aby powstrzymać Gzika przed tym, aby ten wszedł do środka i przerwał praktycznie całe negocjacje jednocześnie stawiając Władcę Laserów w niezbyt dobrym świetle. Mimo to, chłopak próbował utrzymywać pozytywne stosunki i dotrzeć do swojego rozmówcy w sposób merytoryczny, co przynajmniej jak wydawało się Anzou - zdawało egzamin, przynajmniej do tej pory. Ogromny ciężar spadł z barków Anzou, gdy Gzik się go posłuchał, Kaminari odetchnął z ulgą i zamierzał dalej kontynuować rozmowy. Na dobrą sprawę, co innego mu zostało? Gzik był raczej tym, który mówił dużo, zadawał wiele pytań, jakby... trochę zachowywał się, jakby... się nudził. Może naprawdę był niesfornym dzieciakiem, z jakąś dziwną zdolnością i przez brak obycia, przez brak takich zwykłych interakcji.
- Jesteśmy. Negocjacje to bardzo poważna sprawa, tam tworzy się jakaś historia, ale musimy uszanować to, że informacje na temat tego przebiegu dowiemy się nieco później. W środku jest mój dobry znajomy, też przyjaciel - Zaku. Został zarządcą tej osady, jak będziemy mieć czas, może go poproszę, to przeprowadzisz z nim wywiad? Co o tym myślisz? Wtedy Twoja opowieść zyska jeszcze więcej w oczach odbiorców!
Chłopak w sumie nie miał nic przeciwko, aby poprosić o to Zaku. Był bardzo ciekawy reakcji Gzika na tą propozycje. Władca Piorunów starał się zachowywać naturalnie i utrzymywać kontakt wzrokowy z Gzikiem. Nie ryzykował, nie prowokował i zachowywał skupienie. Najmniejszy błąd może kosztować go bardzo wiele. Z drugiej strony... w środku znajdowała się elita dwóch klanów, zarówno pod kątem intelektu i siły. Czy Gzik może być aż tak silną istotą, żeby sprawić im realne zagrożenie? Nastolatek nie miał pojęcia, ale nie mógł nad tym też za wiele rozmyślać. Jego rozmówca poszedł dalej z pytaniami, w typowym dla siebie bezpośrednim stylu. Anzou wziął głęboki oddech. Fakt, że Chino nie posiada nogi i oka był raczej powszechnie znany. Powód jednak, dlaczego tak było... to już inna sprawa, raczej nie tak oczywista. Anzou był istotnym elementem tej układanki, był powodem, przez który jego Shirei-kan ucierpiała. To nie było miłe uczucie, zwłaszcza, że ma wobec niej jeszcze inne zobowiązania. Ma misje.
- Tak, na wojnie. Niestety, dołożyłem do tego swoją cegiełkę... Też brałem udział w tej wojnie, nie byłem jednak wystarczająco silny, szybki... zabrakło mi praktycznie wszystkiego, włącznie z doświadczeniem. Poświęciła się i uratowała mnie. To dzięki niej mogę tutaj stać. Bardzo wiele jej zawdzięczam. To wspaniały człowiek.
Anzou mówił powoli z lekkim smutkiem w głosie. Dalej odczuwał pewnego rodzaju dyskomfort, fakt, że przez niego ktoś nie był w pełni sprawny był okropny. Sytuacje pogarszał jeszcze fakt, że to Shirei-kan, osoba, która jest niezwykle silna, która powinna robić przewagę czasami również na froncie, a teraz... nie było to w pełni możliwe. Stało się jednak, a Anzou ma jasny i klarowny plan jak przywrócić pełen blask Chino. Jak sprawić, że będzie silna, ponownie. Jeszcze silniejsza. Młody Kaminari zastanawiał się również gdzie jest Kagada, co takiego kombinuje i kiedy łaskawie się zjawi. Spóźnienie godne gwiazdy. Nie do końca jest to zachowanie, które pochwala Anzou, ale nie miał na to najmniejszego wpływu. Skoncentrował się na Gziku i to z nim rozmawiał, dbał o to, aby nikt nie przeszkadzał, a czas leciał mu nieco szybciej. Sam Anzou był ciekawy historii Gzika. Kim jest, skąd się wział, co robi. Teraz jest doskonała okazja, aby się tego dowiedzieć.
- A Ty, Gziku, jak się w sumie tutaj znalazłeś? Skąd pochodzisz? Nie myślałeś nigdy, by zostać Shinobi? Czy wolisz jednak sztukę, wytwarzanie jej poprzez pisanie i malowanie?
Nastolatek może był nieco bezpośredni, ale w tym raczej była też metoda. Gzik raczej nie lubił owijania w bawełnę, a dotychczasowe doświadczenia sugerują, że taka komunikacja, która jest otwarta - całkiem mu pasuje. Anzou oczekiwał odpowiedzi Gzika, ale również przybycia też Kagady albo... chociaż jakiegoś rychłego zakończenia negocjacji. Ogoniasta Bestia pewnie też gdzieś czai się, aby odpowiednio zareagować w sytuacji... eskalacji.
- Jesteśmy. Negocjacje to bardzo poważna sprawa, tam tworzy się jakaś historia, ale musimy uszanować to, że informacje na temat tego przebiegu dowiemy się nieco później. W środku jest mój dobry znajomy, też przyjaciel - Zaku. Został zarządcą tej osady, jak będziemy mieć czas, może go poproszę, to przeprowadzisz z nim wywiad? Co o tym myślisz? Wtedy Twoja opowieść zyska jeszcze więcej w oczach odbiorców!
Chłopak w sumie nie miał nic przeciwko, aby poprosić o to Zaku. Był bardzo ciekawy reakcji Gzika na tą propozycje. Władca Piorunów starał się zachowywać naturalnie i utrzymywać kontakt wzrokowy z Gzikiem. Nie ryzykował, nie prowokował i zachowywał skupienie. Najmniejszy błąd może kosztować go bardzo wiele. Z drugiej strony... w środku znajdowała się elita dwóch klanów, zarówno pod kątem intelektu i siły. Czy Gzik może być aż tak silną istotą, żeby sprawić im realne zagrożenie? Nastolatek nie miał pojęcia, ale nie mógł nad tym też za wiele rozmyślać. Jego rozmówca poszedł dalej z pytaniami, w typowym dla siebie bezpośrednim stylu. Anzou wziął głęboki oddech. Fakt, że Chino nie posiada nogi i oka był raczej powszechnie znany. Powód jednak, dlaczego tak było... to już inna sprawa, raczej nie tak oczywista. Anzou był istotnym elementem tej układanki, był powodem, przez który jego Shirei-kan ucierpiała. To nie było miłe uczucie, zwłaszcza, że ma wobec niej jeszcze inne zobowiązania. Ma misje.
- Tak, na wojnie. Niestety, dołożyłem do tego swoją cegiełkę... Też brałem udział w tej wojnie, nie byłem jednak wystarczająco silny, szybki... zabrakło mi praktycznie wszystkiego, włącznie z doświadczeniem. Poświęciła się i uratowała mnie. To dzięki niej mogę tutaj stać. Bardzo wiele jej zawdzięczam. To wspaniały człowiek.
Anzou mówił powoli z lekkim smutkiem w głosie. Dalej odczuwał pewnego rodzaju dyskomfort, fakt, że przez niego ktoś nie był w pełni sprawny był okropny. Sytuacje pogarszał jeszcze fakt, że to Shirei-kan, osoba, która jest niezwykle silna, która powinna robić przewagę czasami również na froncie, a teraz... nie było to w pełni możliwe. Stało się jednak, a Anzou ma jasny i klarowny plan jak przywrócić pełen blask Chino. Jak sprawić, że będzie silna, ponownie. Jeszcze silniejsza. Młody Kaminari zastanawiał się również gdzie jest Kagada, co takiego kombinuje i kiedy łaskawie się zjawi. Spóźnienie godne gwiazdy. Nie do końca jest to zachowanie, które pochwala Anzou, ale nie miał na to najmniejszego wpływu. Skoncentrował się na Gziku i to z nim rozmawiał, dbał o to, aby nikt nie przeszkadzał, a czas leciał mu nieco szybciej. Sam Anzou był ciekawy historii Gzika. Kim jest, skąd się wział, co robi. Teraz jest doskonała okazja, aby się tego dowiedzieć.
- A Ty, Gziku, jak się w sumie tutaj znalazłeś? Skąd pochodzisz? Nie myślałeś nigdy, by zostać Shinobi? Czy wolisz jednak sztukę, wytwarzanie jej poprzez pisanie i malowanie?
Nastolatek może był nieco bezpośredni, ale w tym raczej była też metoda. Gzik raczej nie lubił owijania w bawełnę, a dotychczasowe doświadczenia sugerują, że taka komunikacja, która jest otwarta - całkiem mu pasuje. Anzou oczekiwał odpowiedzi Gzika, ale również przybycia też Kagady albo... chociaż jakiegoś rychłego zakończenia negocjacji. Ogoniasta Bestia pewnie też gdzieś czai się, aby odpowiednio zareagować w sytuacji... eskalacji.
1 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 651
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Na całe szczęście, Hisamida nie przyszła tutaj żeby od razu ją złajać, ale rzeczywiście wysłuchała jej żali i pozwoliła jej się wygadać. Dopiero kiedy skończyła, Haruka zrozumiała, że tego potrzebowała - sama była przecież od rana spięta, a to mogło się odbić na jej zachowaniu później i efektywności w trakcie misji. Potem stała w milczeniu, kiwając tylko głową i obserwując horyzont i okolicę - od czasu do czasu jednak przenosząc wzrok na Hisamidę. Na wspomnienie o Nagome i jej relacji z nią skinęła głową.
- Nagome wydaje się być niekiedy... trudna. Ale mimo wszystko miałam poczucie, że szybko mnie zaakceptowała, na swój sposób. I tak, wierzę, że oddałaby za mnie życie. A ja za nią, chociaż nie znamy się długo. - potwierdziła, zgadzając się ze słowami "matki" zespołu. Potem słuchała dalej i znowu kiwała głową, zwłaszcza kiedy pojawiła się w niej Shira i to, jak łatwo za nią podążać.
I wierzyć, że wszystko będzie daijobu.
Potem Hisamida opowiedziała więcej o samej Wabie. Haruka czuła podskórnie, że drażliwość Ósmego Pióra na punkcie jej związku z Rinem może mieć - a w zasadzie na pewno miała - związek z jej własną historią, podejrzewała jednak coś innego. Niemal czekała, aż Hisamida powie, że Waba miała romans z dawnym wrogiem, z kimś z Muru, co odbiło się na niej negatywnie. Tyle, że prawda okazała się w jakiś sposób... jeszcze gorsza? Bo Waba została zdradzona przez własny klan, a przynajmniej przez własne plemię. Pół biedy, gdyby zdradził ją jej mąż - to się zdarzało nie raz i nie dwa. W zasadzie było to prawo stare jak świat. Ale bycie odrzuconym przez wszystkich, fałszywie oskarżoną o działanie na szkodę klanu kiedy tak naprawdę uratowała dziesiątki jego istnień? W Haruce krew się zagotowała i chyba poczuła to samo, co Chishiba tamtego dnia - a przynajmniej takie miała wrażenie. A mimo tej zdrady... Waba dalej pracowała na pożytek klanu. Zapewne dzięki... dzięki Chishibie. Tutaj musiała wreszcie pochwalić postawę dawnej liderki. Jej bezkompromisowość i żelazna wola tym razem zadziałały pozytywnie, chroniąc Wabę i jej córkę. Szkoda, że nie znała tego kontekstu wcześniej - wtedy może rzeczywiście byłaby mniej surowa wobec niej?
Chociaż... ostatecznie chyba nie. Mogła docenić dobre aspekty, ale jednocześnie - potępić i dalej potępiać to, co robiła Shirze. Dalej uważała za cud, że Shira nie skończyła albo całkiem jak swoja matka, pastwiąc się nad wszystkimi dookoła, albo po prostu martwa po tym, jakby się któregoś dnia wyhuśtała na którymś z grzybodrzew. I tak samo oceni ją jej przyszła uczennica, albo jej uczennica. Poza tym... poza tym czy Chishiba paradoksalnie na tym nie skorzystała? Dzięki takiej akcji zaznaczyła mocno determinację i siłę Sióstr, być może po raz pierwszy pokazując, że są siłą polityczną w klanie z którą należy się liczyć. I do tego zyskała fenomenalnie błyskotliwą podopieczną, którą mogła wcielić przy najbliższej okazji do oddziału.
Cóż, mogła mieć tylko nadzieję, że mimo wszystko Chishiba nie była... aż tak cyniczna. I że pomogłaby Wabie niezależnie od okoliczności.
- Dziękuję. Potrzebowałam to usłyszeć. Postaram się być bardziej uważna i... może nieco ostrożniejsza w sądach nad matką Shiry. A przynajmniej poczekam z głośnymi opiniami, aż dowiem się jeszcze więcej. - zdążyła dodać. Potem Hisamida jeszcze kończyła ostatnie zdanie, kiedy usłyszały gwizd.
Niyomi wzywała posiłki.
Wschodnie wejście. Czy Kaminari sprowadzili jednak swoją flotę? Czy... czy znowu czekało ich starcie z Bijuu? Co tam się działo? Czy może... czy może Kagada uznała, że zapoluje sama na Sanbiego? Seinnin Kaminari wydawała się dostatecznie nieobliczalna na taki plan.
Rozłożyła skrzydła.
- Lecieć z tobą, czy zostać tutaj i pilnować, żeby nie okazało się to jakąś dystrakcją i próbą odciągnięcia nas od pozostałych wejść? - spytała szybko Hisamidę, gotowa zrobić zarówno jedno, jak i drugie. Omiotła także wzrokiem po raz kolejny okolicę, próbując wypatrzyć, czy ktoś nie podkrada się, albo przygotowuje do przejścia, czekając aż one znikną z posterunku.
1 x
- Nizan
- Posty: 161
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Nawet, jeżeli Haruka z Anzou tego nie czuli, to czas płynął nieubłagalnie. Anzou tym bardziej tego nie czuł, bo znajdywał się w pomieszczeniu, ale dla Haruki - zdecydowanie szybciej. Słońce minęło już ewidentny punkt południa, a że była zima to i wcześniej robiło się ciemno. Dodatkowo, chyba coś się musiało stać z Fugatą i Wabą, bo po obiecanej godzinie Fugata się nie zjawiła z powrotem. Może rozmawiały we dwie z Wabą?
Nie mniej, Zaku skończył wyjaśniać wszystkim projekt, który... zakładał zdecydowanie część takich rozwiązań, o których żadna ze stron nie pomyślała. Plan, który opracował, zakładał wiele zmian. No i był dość prosty w swoim skomplikowaniu. Chino patrzyła to na Jirou, to na Shirę, zaś Jirou patrzył głównie na Ebishiro.
- Sami to opracowaliście? W jeden wieczór? - zapytała podejrzliwie kobieta, spoglądając na Zaku.
Chłopak potrząsnął głową.
- I tak... i nie. Z Yadasu od dłuższego czasu staraliśmy się wymyślić sposób, w jaki nasze klany mogłyby się dogadać. Tak, aby oba klany dały coś od siebie i jednocześnie coś zyskały. W tym przypadku, Kaminari i Kujaku zyskują. Nic nie tracimy. No, może trochę tracimy, ale co nam z utraty ziem, które i tak są jałowe? Nawet, jeżeli odzyskamy terytorialną władzę na nimi, to nic z tym nie zrobimy. Jest to mała cena za to, co zamierzamy zrobić, a dla klanu Kujaku jest to wyciągnięcie ręki i pogodzenie się. - uniósł ręce w górę. - Dodatkowo, nasz klan będzie mógł skupić się, by odbić sobie to gdzie indziej.
- Tylko, że w tym planie nadal nie rozumiem, dlaczego miałabym oddać moje ziemie za nic. - mruknęła Chino. - Co mnie obchodzi to, że są jałowe. Może nie wiem... za pomocą chakry, da się je jakoś naprawić.
- Intryguje mnie fakt, że Siostra Nocy się pod czymś takim podpisała. - powiedział nagle Jirou, po czym spojrzał na bombę na stole, którą zostawiła wcześniej Shira. Jirou odwrócił się do Shiry. - Czy to Twój plan? - zapytał nagle Liderki Sióstr Nocy.
Shira skrzywiła się, po czym pokiwała przecząco głową.
- Ja nic o tym nie wiem. Yadasu, podpisujesz się pod tym? - zapytała nagle, spoglądając na dziewczynę.
Yadasu stała się momentalnie cała czerwona, a jej dłonie zacisnęły jeszcze mocniej. Krople potu pojawiły się na jej twarzy, lecz Zaku uścisnął jej dłoń i spojrzał ze spokojem w jej twarz. Yadasu popatrzyła w oczy Zaku i głęboko westchnęła.
- Eee.... ja... eee... tak. - wydusiła z siebie. - Eee... nie możemy walczyć ze sobą, bo eee... bijuu zabije wiele ludzi. Eee... powinniśmy skupić się na eliminacji yokai, a nie na walkach z ludźmi.
Jirou spojrzał najpierw na Shirę, a potem na Yadasu.
- I mówisz to, jako Siostra Nocy? - zapytał ciut ostrzej.
- Eee... jako Yadasu Kujaku, pierwsze Pióro Sióstr Nocy jak i Ambasadorka Wschodniego Wybrzeża ze strony klanu Kujaku. - powiedziała, a w jej głosie słychać było nutkę dumy.
- Nie ma czegoś takiego jak ambasadorka. Posługujesz się wymyślonym tytułem, dziewczynko. - mruknęła w jej kierunku Harige.
- Pragnę zauważyć, że nie ma też tytułu namiestnika wybrzeża. Też sobie to wymyśliliście, a jednak siedzimy i rozmawiamy. - powiedziała Shira ciut mocniej, niż wszystko co mówiła wcześniej. Harige ewidentnie się to nie spodobało.
- Insynuujesz coś, dziewko? - zapytała napinając się.
- Tym się różnimy od małp, że mimo wszystko co by się nie stało, możemy się porozumieć werbalnie. Możemy wszystko omówić i dojść do konsensusu.
Przytyk Shiry chyba nie został zrozumiany do końca przez Harige, ale Ebishiro ewidentnie go wyłapała, bo spiorunowała wzrokiem Shirę. Liderka Sióstr zaś odesłała jej miły, ciepły uśmiech.
- Wróćmy do możliwości. - powiedział nagle Jirou. - Pomijając ten... cały projekt... to my mamy jinchurikiego dziewięciu ogonów. Jesteśmy sojusznikiem jednego z czterech klanów. Eliminacja bijuu, lub dogadanie się z nim nie jest z naszej perspektywy tak trudne. Więc, możemy jeszcze ponegocjować, bo warunki zaproponowane przez Waszego shinobiego są dość zbalansowane, ale na moje oko chyba trochę za korzystne dla Was.
- Doprawdy? - zapytała Ebishiro. - Jeżeli bylibyście w stanie zawezwać jinchurikiego dziewięciu ogonów, to by Was tutaj nie było. Nie byłoby tego spotkania. Z tego co wiem, to starzec, któremu zostało zdecydowanie mniej dni życia, jak więcej. To jest wasze jedyne zabezpieczenie przed tym, czemu reszta kontynentu na Was nie ruszyła. Chcecie go wystawić do walki z wolnym demonem? Za kawałek ziemi? - machnęła teatralnie ręką. - Kolejny blef. Taka walka mogłaby być jego ostatnią, więc napewno się nie zgodzicie. Tym bardziej, że zysk byłby tylko po Waszej stronie, a nie wszystkich czterech klanów.
- Tak jak i Ty blefujesz. Gdybyście byli w stanie ściągnąć sojuszników, to już dawno byście to zrobili. Posiadacie jedynie sojusz z klanem Inuzuka, który nie wsparł Was ani na tym froncie, ani na południowym. Jesteście sami jak palec, wyczerpani ciągłymi wojnami. Różnica między nami, a Wami jest taka, że my mamy do kogo zwrócić się o pomoc. Oprócz klanów Soma, Orochi i Mateki, zawsze możemy poprosić o pomoc Cesarstwo. A Wy? - zapytał.
Zapadła cisza. Cóż, tutaj z kolei Jirou wypunktował dobrze kobiety. Chino przegryzła wargę.
- To kontynuujemy ekspansję i zobaczymy gdzie dojdziemy. - warknęła w kierunku Jirou, lecz Ebishiro zastopowała Chino dłonią.
- Chino-sama, oba nasze klany mają podobne położenie i problemy. - skinęła głową do młodszej dziewczyny, po czym zerknęła na Jirou. - Powinniśmy pochylić się nad tym projektem.
- Przejdźmy przez szczegóły jeszcze raz. - powiedział, po czym spojrzał na Yadasu. - Chciałbym, żeby ambasadorka wschodniego wybrzeża opowiedziała jeszcze raz o tym planie.
Posługiwanie się tytułem ambasadorki zdecydowanie zdenerwowało Harige, lecz tym razem nie zdążyła nic powiedzieć, bo Yadasu wzięła zwoje i zaczęła czytac od nowa.
Gzik wysłuchał wszystkiego co powiedział mu Anzou. Pokiwał z uznaniem głową, na to co powiedział.
- W sumie to chyba dobrze? W sensie, silniejsi powinni bronić słabszych, więc Twoja liderka jest bohaterką. Napiszę o niej cały rozdział. Oby tylko te zasrane Shinobi Neko nie wykorzystało tego wątku, bo naprawdę będę zły. - zmrużył oczy. - Na wojnach dzieją się złe rzeczy, więc takie cos się przytrafia. Nie masz co się przejmować. Ważne, by iść do przodu z podniesioną głową.
Następnie Anzou zadał pytanie Gzikowi. A raczej serię pytań.
- A, o to ciekawe pytanie. Można powiedzieć, że z gór, ale w sumie chyba to nie jest za dobra odpowiedź. - chłopak zmarszczył brwi, zamknął oczy i popukał się w głowę, jakby szukał jakiejś dobrej odpowiedzi. -O wiem! - uniósł palec do góry. - Można powiedzieć, że z terenów, gdzie toczy się wojna. Chociaż to też jest słabe wyjaśnienie... ehh... - westchnął. - Bycie shinobim jest słabe, bo musisz być cały czas na polecenie klanu. Lepiej być wolnym jak ptak i... nie być w klatce. Dla mnie wolność jest najcenniejsza. A uwierz mi, wiem co mówię!
Następnie Gzik jeszcze popatrzył się na ściany i podrapał po brodzie.
- W sumie to nie wiem co najbardziej lubię. Ale to się zastanowię. Idę siku. - powiedział, po czym pomachał Ci i zniknął gdzieś w jednym z korytarzy.
Czekałeś jeszcze kilka...dziesiąt? Minut? Gzik jednak nie wrócił.
Nagle jednak drzwi otworzyły się, a na zewnątrz wyszedł Zaku i Yadasu. Drzwi pozostały otwarte, a Ty spoglądając do środka zobaczyłeś, że... jest jakoś luźniej? Chino stała przy ścianie i rozmawiała o czymś z Shirą, Jirou pochylał się nad mapą z Ebishiro, a Harige po prostu siedziała i popijała z zarządcą Sake.
Yadasu usiadła pod ścianą, oparła się plecami i osunęła na ziemię obok Ciebie.
- Mamy chwilę przerwy by odsapnąć. - powiedział Zaku do Ciebie, po czym położył dłoń na Twoim barku. - Ale nie jest źle. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze do uzyskania porozumienia. - wyszczerzył się. - Może się udać, Anzou. Naprawdę.
Yadasu włożyła głowę w ręce i westchnęła głęboko.
- Eee... to nie na moje nerwy. Eee... chyba nie nadaję się do polityki. Eee... cała jestem zestresowana cały czas, że źle coś zrobię i w ogóle. Eee... ale chyba nie mamy wyjścia.
Haruka pozwoliła Hisamidzie opowiedzieć jej historię o Wabie i ponownie, do Haruki dochodziły sprzeczne informacje. Z jednej, Chishiba miała żelazne zasady, którymi kierowała się niezależnie od wszystkiego. Z drugiej strony, była przemocowcem wobec Shiry i reszty dziewczyn i Haruka nie zamierzała w żaden sposób wybaczyć jej tego co robiła.
Hisamida nie skomentowała tego, co powiedziała Haruka na temat Nagome. Jednak gdy Haruka dodała, że postara się być ostrożniejsza w sądach nad matką Shiry, to Hisamida delikatnie skinęła głową.
- Tylko o tyle proszę. Wiesz, to nie jest takie proste. Chishiba nie chciała Shiry w tym oddziale. Ona chciała, by tamta żyła sobie spokojnie. No, od biedy jako Kunoichi w klanie, ale Shira się strasznie uparła. Nie było mowy, że miała nie być Siostrą Nocy. - westchnęła. - To ja ubłagałam Chishibe, by wziąć Shirę do Sióstr. Myślę, że to wtedy też Chishiba zaczęła dużo baczniej patrzyć na to, co robi Shira. A ona jak to ona, osiągnęła cel i... no wiesz. Była zdolna, owszem, ale zbijała bąki. Leniła się. Migała od treningów. Później rzeczywiście, zaczęła pić i robić inne głupoty jak to... nastolatka. I myślę, że Chishiba by jej na to pozwoliła, gdyby nie fakt, że ta została Siostrą Nocy. Nie wiem. Owszem, dyscyplinowała ją bardzo, w pewnej chwili wprost biła, ale Shira też zaczynała przeginać w niektórych momentach. - popatrzyła na chwilę w ognisko. - W pewnej chwili stała się zbyt pewna siebie i zaczęła z tej pewności popełniać błędy. A wiesz... albo w sumie nie wiesz, ale zobaczysz. Myślę, że nawet niedługo. - Hisamida spojrzała na Ciebie. - Zobaczysz co się dzieje, gdy wlecimy w grupę silnych yokai. A potem przypomnij sobie, że Siostra obok Ciebie w formacji jest na kacu. To... to wiesz, to już nawet nie chodzi o to, ale... po prostu czasem to był nawet brak szacunku dla innych Sióstr, które ciężko pracowały. - kobieta złożyła ręce i dmuchnęła w nie, po czym wystawiła do ogniska, by je ogrzać. - To, jak się ta historia zakończyła to... sama jestem w szoku. Do dziś zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam. Czy gdybym nie zmusila Chishiby by wziąć Shirę do Sióstr, to czy Chishiba by żyła? Czy gdyby nie Shira jako Siostra Nocy, Chishiba nie zboczyłaby ze swojej drogi? Czy Shira byłaby teraz szczęśliwsza? Może miałaby męża, dzieci. Wiodłaby naprawdę... bezpieczniejsze życie. Zobacz, ile brakowało byśmy teraz stały nad jej... nasza służba nie jest żartem. Ciągle zadaje sobie te pytania w głowie.
Wtedy gdy nadszedl gwizd, Haruka zadała pytanie. Lecieć, czy zostać? Hisamida zerknęła na pola na południowej części.
- Chodź. Nawet jeśli, to to jest nasza strefa. Jeżeli wedrze się tu Musan, to pół biedy. Ważniejsza jest część Kaminari. - powiedziała szybko. - Jeżeli Niyomi zagwizdała, to sprawa jest poważna.
Wtedy też Hisamida wraz z Haruką - która pozostawała czujna i starała wyszukać się jakiejś próby przeniknięcia na teren osady - rozłożyły skrzydła i ruszyły do Niyomi. Nie było to daleko, więc już po chwili kobiety wylądowały obok Niyomi, która patrzyła w kierunku morza. Momentalnie, za Wami pojawiła się Fugata, która wylądowała zaraz obok Haruki i w cztery patrzyłyście na widok, którego chyba się trochę mogłyście spodziewać.
Ano przed Wami, właśnie pojawiła się Kagada, która szła spokojnie w Waszym kierunku. Chociaż może nie tyle w Waszym co do osady. Jednak Wy byłyście na jej drodze.
Tym razem Kagada była jednak umorusana w jakimś błocie, jej haori z napisem seinin poszarpane, tak jak reszta ubioru, a przede wszystkim była cała mokra. Fugata położyła dłoń na rękojeści katany, a Niyomi sięgnęła po kunai z liną. Hisamida spojrzała kontrolnie na Was wszystkie, a następnie przeniosła wzrok na Kagadę. Ta jak gdyby nigdy nic szła sobie przed siebie. Gdy zbliżyła się wystarczająco blisko, by Was minąć, Hisamida jako pierwsza zareagowała.
- HEJ! - krzyknęła w jej stronę.
Kagada zatrzymała się w miejscu i bardzo powoli obróciła głowę w jej stronę. Patrzyła z wyższością. Nie mniej, w jej oczach widziałaś... zmęczenie? Chyba? Możliwe, że nie była w pełni formy. Skąd w ogóle wracała? Jednak o tyle, o ile Hisamida zwróciła jej uwagę na Was, tak... teraz chyba nie miała dalej planu, co zrobić.
- Skąd wracasz? Gdzie byłaś? - zapytała odruchowo. - Trwają negocjacje. Nikt nie ma prawa wejść do osady. - powiedziała ciut ciszej, jakby sama nie była pewna, czy chce ją prowokować.
Kagada zaś przekręciła już nie tylko głowę, ale i całe ciało w Waszą stronę.
- Czy naprawdę, mam wam - kurwa - zrobić krzywdę? - zapytała szorstko. - Czy mam wam wjebać tak, by ta pizda z czterema piórami na plecach nie była w stanie Was poskładać? - warknęła. - Spierdalać, pókim dobra, bo zaraz wezmę Wasze cztery trupy ze sobą do siedziby i zakończę te negocjacje szybciej niż się zaczęły.
Po czym odwróciła się i ruszyła dalej przed siebie.
- Co robimy? - zapytała cicho Niyomi.
- Kurwa, nie wiem. - odparła Hisamida.
- Technicznie jest osłabiona, to widać. Jakbyśmy ją poraniły i przeciągnęły walkę, to możemy ją wziąć na wyczerpanie. - wyszeptała Fugata, lustrując oddalającą się Kagade.
- To nie takie proste. Ona jest naprawdę silna. Jeden błąd i...
- JA WSZYSTKO KURWA SŁYSZĘ, WY TEMPE DZIDY! - wydarła się, nadal się oddalając.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Chocho Kujaku - klik
Chishiba Kujaku - klik
Zarządca Toshikai Hyuto - klik
Jirou Kujaku - klik
Harige Okudo - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
1 x
- Anzou
- Posty: 1148
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Rozmowa z Gzikiem to była dla Anzou nie lada gratka. Chłopak wspinał się na wyżyny swoich umiejętności, co prawda nie musiał walczyć, nie musiał podejmować ryzyka i używać technik, niemniej... musiał pracować głową, do tego stale zachowywać czujność i gotowość do interwencji siłowej przeciwko... Gzikowi, którego pochodzenie nadal nie jest znane. Anzou przyznał się też, że w trakcie bitwy ratowała go Chino, przez co ucierpiała i do dziś ponosi tego konsekwencje. Reakcja Gzika była jednak pokrzepiająca, sprawiła, że w jego oku pojawił się delikatny błysk, a serce przepełniła pewnego rodzaju pozytywna energia.
- Coś w tym jest... silniejsi powinni troszczyć się o tych słabszych, sprawiać, że będzie żyło im się lepiej, chronić ich przed zagrożeniami, przed tym całym światem... Chino to bohaterka, bez dwóch zdań. Jestem przekonany, że jej obecność w Twojej powieści będzie bardzo interesującym fragmentem. Nie mogę się doczekać, aż to wydasz! Będę mógł wtedy pokazywać Twoje dzieło innym, na całym świecie, tam, gdzie nogi mnie poniosą! Będę chodzącą reklamą.
Anzou Kaminari, mistrz reklamy, dźwignia handlu. Tak mu mówcie. Chłopak jednak pomimo pozytywnego nastawienia i tonu dalej pozostawał w skupieniu. Nie rozluźniał się aż tak. Wiedział, że ryzykuje tutaj wiele, nie tylko swoje życie, ale również reputacje rodu. Negocjacje musiały przebiegać w spokoju, w przeciwnym razie... Sanbi weźmie się za wszystkich na poważnie i nie będzie co zbierać. Przynajmniej tak się zapowiada. Anzou też przeszedł do swojej ofensywy pytań, zadał je Gzikowi bez większych barier, chciał czegokolwiek się o nim dowiedzieć, znaleźć cokolwiek, do czego będzie mógł dołączyć posiadające już informacje, Gzik lekko się zastanawiał na odpowiedzią, ale w końcu wydusił z siebie jakieś słowa, które jednak... nie były zbyt informatywne. Gzik pochodzi z terenów, gdzie toczy się wojna. Ciekawe, a gdzie na świecie nie ma wojny? Dosłownie - to może powiedzieć każdy człowiek, przez świat przechodzi masa konfliktów, różnego rodzaju, więc prawdopodobieństwo życia na terenie, gdzie takowe działania się odbywają jest raczej wysokie. Sam Gzik poszedł krok dalej i powiedział, że bycie Shinobi jest słabe i że preferuje być wolny. Wolny jak ptak. Do tego... że ceni sobie wolność najbardziej, że wie co mówi. Anzou zmarszczył czoło słysząc te słowa. Wiele kropek łączyły się w pewną teorię spiskową. To było coś tak nieoczywistego, tak... szalonego, ale... Anzou musiał to zrobić. Wyszczerzył się jak tylko się da, skierował swój wzrok na Gzika i pokazał na niego palcem w charakterystyczny sposób.
- Wiem, kim jesteś Gziku. Jesteś Ogoniastą Bestią, Sanbim! Nie wiem jak tylko przyjmujesz ludzką postać, ale ma to sens! Patrz, potrafisz przemieszczać się w mgnieniu oka, jesteś z terenów objętych wojną, do tego cenisz sobie wolność i sztukę... rozgryzłem Cie! Gzik, Sanbi - mój przyjaciel.
Anzou mówił to z uśmiechem na twarzy, ciężko było rozszyfrować czy mówi na poważnie, czy na żarty, ale uważnie patrzył na reakcje jego rozmówcy. Gzik ruszył jednak w swoim kierunku, zrobić siku, a Anzou ponownie został sam. Chłopak pomachał swojemu przyjacielowi, ogoniastej bestii na odchodne i dalej pilnował porządku. Nie miał pojęcia ile czasu minęło, ale towarzystwo Gzika sprawiło, że chyba leciał nieco szybciej. Z upływem czasu Anzou odczuwał lekką nudę oraz ciekawość, nie wiedział co dzieje się za drzwiami, na czym stanęło... mimo to, po jakimś czasie drzwi się otworzyły, a jego oczom ukazał się Zaku ze swoją wybranką serca. Anzou słuchał uważnie tego, co mają do powiedzenia, kątem oka dostrzegł Chino, która rozmawia też w środku z Shirą. Była cała i zdrowa, oczywiście pomijając fakt braku nogi i oka. Do czasu.
- Cieszę się! Naprawdę się cieszę, fakt, że nie doszło do jakiejś ogromnej zadymy w środku chyba jest dobrą zapowiedzią, prawda? Nie chcę słyszeć czegoś takiego, że może się udać. Uda się! Wiem to, Zaku. Opowiadaj, jak tam jest?
Władca Laserów kierował te słowa do Zaku, a następnie skierował swój wzrok na jego miłości. Yadasu chyba nie do końca odnajdowała się w roli politycznej, pytanie - czy ktokolwiek w tak krótkim czasie by sobie poradził? Odpowiedzialność była ogromna, presja również, nic dziwnego, że dziewczyna to przeżywa.
- Na pewno świetnie sobie radzisz. Radzicie. Polityka to trudna sprawa, wymaga doświadczenia, a wy zostaliście rzuceni od razu na głęboką wodę. Teraz to ogarniecie, to przed wami chyba już będą tylko łatwiejsze decyzje. Stres to normalna emocja. Nic złego, warto czasami skupić się na tym, jak wykorzystać ten stres i przekuć go w coś pozytywnego. Wtedy zamiast wrogiem staje się naszym sprzymierzeńcem. Trochę jak z naszymi klanami... Jakoś udało się nam dogadać, dotrzeć, przynajmniej w kontekście walki z Bestią. Pomimo stresu, napięcia - wyciągnęliśmy coś dobrego. I niech tak będzie tym razem.
Anzou zakończył swoją wypowiedź uśmiechem, ale dalej nie wiedział kim jest Gzik, jakie ma zamiary, nie miał też pojęcia, gdzie jest Kagada, co robi, co dzieje się na zewnątrz. Wiele pytań nadal pozostało otwartych, tak jak rzekome listy, które nigdy nie zostały wysłane.
- Coś w tym jest... silniejsi powinni troszczyć się o tych słabszych, sprawiać, że będzie żyło im się lepiej, chronić ich przed zagrożeniami, przed tym całym światem... Chino to bohaterka, bez dwóch zdań. Jestem przekonany, że jej obecność w Twojej powieści będzie bardzo interesującym fragmentem. Nie mogę się doczekać, aż to wydasz! Będę mógł wtedy pokazywać Twoje dzieło innym, na całym świecie, tam, gdzie nogi mnie poniosą! Będę chodzącą reklamą.
Anzou Kaminari, mistrz reklamy, dźwignia handlu. Tak mu mówcie. Chłopak jednak pomimo pozytywnego nastawienia i tonu dalej pozostawał w skupieniu. Nie rozluźniał się aż tak. Wiedział, że ryzykuje tutaj wiele, nie tylko swoje życie, ale również reputacje rodu. Negocjacje musiały przebiegać w spokoju, w przeciwnym razie... Sanbi weźmie się za wszystkich na poważnie i nie będzie co zbierać. Przynajmniej tak się zapowiada. Anzou też przeszedł do swojej ofensywy pytań, zadał je Gzikowi bez większych barier, chciał czegokolwiek się o nim dowiedzieć, znaleźć cokolwiek, do czego będzie mógł dołączyć posiadające już informacje, Gzik lekko się zastanawiał na odpowiedzią, ale w końcu wydusił z siebie jakieś słowa, które jednak... nie były zbyt informatywne. Gzik pochodzi z terenów, gdzie toczy się wojna. Ciekawe, a gdzie na świecie nie ma wojny? Dosłownie - to może powiedzieć każdy człowiek, przez świat przechodzi masa konfliktów, różnego rodzaju, więc prawdopodobieństwo życia na terenie, gdzie takowe działania się odbywają jest raczej wysokie. Sam Gzik poszedł krok dalej i powiedział, że bycie Shinobi jest słabe i że preferuje być wolny. Wolny jak ptak. Do tego... że ceni sobie wolność najbardziej, że wie co mówi. Anzou zmarszczył czoło słysząc te słowa. Wiele kropek łączyły się w pewną teorię spiskową. To było coś tak nieoczywistego, tak... szalonego, ale... Anzou musiał to zrobić. Wyszczerzył się jak tylko się da, skierował swój wzrok na Gzika i pokazał na niego palcem w charakterystyczny sposób.
- Wiem, kim jesteś Gziku. Jesteś Ogoniastą Bestią, Sanbim! Nie wiem jak tylko przyjmujesz ludzką postać, ale ma to sens! Patrz, potrafisz przemieszczać się w mgnieniu oka, jesteś z terenów objętych wojną, do tego cenisz sobie wolność i sztukę... rozgryzłem Cie! Gzik, Sanbi - mój przyjaciel.
Anzou mówił to z uśmiechem na twarzy, ciężko było rozszyfrować czy mówi na poważnie, czy na żarty, ale uważnie patrzył na reakcje jego rozmówcy. Gzik ruszył jednak w swoim kierunku, zrobić siku, a Anzou ponownie został sam. Chłopak pomachał swojemu przyjacielowi, ogoniastej bestii na odchodne i dalej pilnował porządku. Nie miał pojęcia ile czasu minęło, ale towarzystwo Gzika sprawiło, że chyba leciał nieco szybciej. Z upływem czasu Anzou odczuwał lekką nudę oraz ciekawość, nie wiedział co dzieje się za drzwiami, na czym stanęło... mimo to, po jakimś czasie drzwi się otworzyły, a jego oczom ukazał się Zaku ze swoją wybranką serca. Anzou słuchał uważnie tego, co mają do powiedzenia, kątem oka dostrzegł Chino, która rozmawia też w środku z Shirą. Była cała i zdrowa, oczywiście pomijając fakt braku nogi i oka. Do czasu.
- Cieszę się! Naprawdę się cieszę, fakt, że nie doszło do jakiejś ogromnej zadymy w środku chyba jest dobrą zapowiedzią, prawda? Nie chcę słyszeć czegoś takiego, że może się udać. Uda się! Wiem to, Zaku. Opowiadaj, jak tam jest?
Władca Laserów kierował te słowa do Zaku, a następnie skierował swój wzrok na jego miłości. Yadasu chyba nie do końca odnajdowała się w roli politycznej, pytanie - czy ktokolwiek w tak krótkim czasie by sobie poradził? Odpowiedzialność była ogromna, presja również, nic dziwnego, że dziewczyna to przeżywa.
- Na pewno świetnie sobie radzisz. Radzicie. Polityka to trudna sprawa, wymaga doświadczenia, a wy zostaliście rzuceni od razu na głęboką wodę. Teraz to ogarniecie, to przed wami chyba już będą tylko łatwiejsze decyzje. Stres to normalna emocja. Nic złego, warto czasami skupić się na tym, jak wykorzystać ten stres i przekuć go w coś pozytywnego. Wtedy zamiast wrogiem staje się naszym sprzymierzeńcem. Trochę jak z naszymi klanami... Jakoś udało się nam dogadać, dotrzeć, przynajmniej w kontekście walki z Bestią. Pomimo stresu, napięcia - wyciągnęliśmy coś dobrego. I niech tak będzie tym razem.
Anzou zakończył swoją wypowiedź uśmiechem, ale dalej nie wiedział kim jest Gzik, jakie ma zamiary, nie miał też pojęcia, gdzie jest Kagada, co robi, co dzieje się na zewnątrz. Wiele pytań nadal pozostało otwartych, tak jak rzekome listy, które nigdy nie zostały wysłane.
1 x

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

