Północno - wschodnie wybrzeże
- Kujaku Haruka
- Posty: 600
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Anzou był raczej na straconej pozycji, ale próbował uzasadniać swoje działania i jakkolwiek odbijać piłeczkę zarzutów, która stale leciała w jego stronę. Bycie w klanie Kaminari z całą pewnością można opisać jako stałe bycie pod nadzorem oraz ryzkiem otrzymania opierdolu, niezależnie od tego czy wykonywało się swoje obowiązki należycie - zawsze można było to zrobić jeszcze lepiej, zawsze jest jakiś element do poprawy. Chłopak na całe szczęście już do tego przywykł i potrafił filtrować te informacje, przez co za bardzo nie zatrważał się takimi wybuchami krzyku. Tutaj jednak sam też dał ciała i wiedział, że sprawy zarówno oka jak i protezy zawalił koncertowo... o ile można to nazwać zawaleniem, ponieważ najzwyczajniej w świecie... jeszcze się za to nie zabrał. Nastolatek zrozumiał Chino, która nie chciała, aby sama medyczka z Kujaku przy niej 'majstrowała'.
- Rozumiem, bardzo dobrze, że posiadamy medyków.
Skomentował jedynie Anzou i wtedy ponownie był pod odstrzałem, tym razem do rozmowy włączyła się sama Kagada, która nawiązała do wypowiedzi nastolatka, który to rzekomo nie powinien sugerować, że Chino niepotrzebnie ratowała. Cześć i chwała bohaterom. Owszem, tylko czasami lepiej poświęcić słabsze jednostki, aby te silniejsze mogły dalej robić jakąś różnicę na polu bitwy. Tylko i wyłącznie to miał na myśli Władca Piorunów, który spojrzał na ewidentnie zdenerwowaną Kagadę.
- Nie podważam decyzji, w żadnym stopniu, jestem daleki od oceniania kogokolwiek. Oczywiście - znam tą drogę i sam na każdym kroku próbuję się poświęcać dla tych zwykłych ludzi, dla cywili i ich chronić.
Odpowiedział Anzou spokojnym tonem próbując nieco uzasadnić swoje zachowanie i wyjaśnić Kagadzie swój punkt widzenia, oczywiście - o ile ten w ogóle ją obchodził, ponieważ kobieta zwykle nie była za bardzo zainteresowana tym, co ma do przekazania nastolatek z klanu Kaminari. Anzou skinął głową słysząc słowa Chino, a miecz... no cóż, może uda się coś załatwić w tej materii. Jakaś dobra kuźnia powinna załatwić tą sprawę.
- Kiedyś chyba w trakcie walki na Murze spotkałem jednego z kuglarzy, jak dobrze pamiętam nazywał się... Ario? Może on będzie w stanie stworzyć odpowiednią protezę. Ruszę od razu, w momencie, gdy sytuacja tutaj się unormuje i nie będę dalej potrzebny.
Odpowiedział Anzou, teraz nie było już odwrotu. Musiał się wywiązać ze swoich słów. Musiał dowiedzieć się więcej o tych kuglarzach, o ich kunszcie inżynierii, dzięki temu będzie mógł spłacić swój dług, a przynajmniej jego część. Dalej kobiety przeszły już do rozmów na temat obecnej sytuacji, na temat potencjalnych ruchów i ich konsekwencji. Matka Chino ewidentnie była wychowana według starej szkoły, była skłonna poświęcić osadę, aby osiągnąć większe, bardziej dalekosiężne cele. Na pewno była to jedna z dostępnych opcji, miała swoje plusy i minuty - Kaminari nie mogli ślepo wierzyć w to, co mówi klan Pawia, nie było pewności jak szybko uda się 'odzyskać' poprzedni stan na zatrutych terenach. Zlikwidowanie przez bestię tego ich całego meteorytu dałoby z pewnością dużą przewagę dla klanu. Interesujące również były słowa na temat samej bestii, że Jinchuriki jest słabszy niż taka dzika bestia, która nie ma limitów ciała. Sanbi to był twardy orzech do zgryzienia, na którym można połamać sobie nie tylko zęby. Dyskusja trwała w najlepsze i wtedy odezwała się ona, Bestia z Atarashi, która kategorycznie nie zgodziła się z tym, co mówiła matka Chino. Nie pozwala na zniszczenie osady. Była stąd, znała tych ludzi, była lokalną legendą, więc jej punkt widzenia był całkiem zrozumiały, przynajmniej dla Anzou. Sam uważał podobnie, dalszy rozlew krwi jest bez celowy. Anzou stał wyprostowany i słuchał dalej. Opcja małżeństwa również miała swoje plusy i minusy. Poświęcanie wysoko postawionej kobiety jest ryzykowne, poza tym... kto mógłby nią być? Do tego jak trwałe jest coś takiego... chyba patrząc na historię - nie za bardzo. Nastolatek zmarszczył brwi, gdy usłyszał o Shirze, o tym, aby ktoś poślubił Shirę - wtedy raczej cała reszta Sióstr Nocy stanęłaby za nią, a to istotny element i ogromna siła samego klanu. Takie rozwiązanie ma sens, tylko pytanie... kto? I wtedy rozmyślania Anzou przerwała Kagada, która rzuciła całe światło uwagi na Anzou. Ten spojrzał na rozmówczynie, podrapał się po głowie, chwilę zastanowił.
- Sam nie wiem. Nie spędziłem z nią tak wiele czasu. Na pewno jest to kobieta, której słuchają się pozostałe Siostry. Owszem, czasami dochodzi do jakiegoś starcia, jakiegoś nieporozumienia, ale finalnie - wykonują jej rozkazy i robią to, co trzeba. Na pewno ma autorytet i charyzmę. Ufają jej, zwłaszcza Fugata. Broni jej jak lwica, a to kobieta honoru, w trakcie walki mogłem się o tym przekonać na własnej skórze. Jest młodsza od niektórych Sióstr, ale koniec końców... chyba jej też zależy na tym, aby zwykli ludzie byli bezpieczni. Same Siostry Nocy, z tego co rozumiem powstały po to, aby chronić ludzi przez Yokai, z którymi walczyły tam za Murem. O więcej to chyba bym musiał dopytać Harukę...
Odpowiedział Anzou pewnym głosem, ale jego wiedza na temat Shiry nie była taka, jaką można sobie życzyć. Na pierwszy rzut oka wydawała się całkiem dobrą kobietą, która próbuje dbać o swoich ludzi. Jak było faktycznie? Jaka była tak... poza relacjami z Kaminari? Tego nie wie raczej nikt z klanu, który reprezentował Niebieskooki.
- Rozumiem, bardzo dobrze, że posiadamy medyków.
Skomentował jedynie Anzou i wtedy ponownie był pod odstrzałem, tym razem do rozmowy włączyła się sama Kagada, która nawiązała do wypowiedzi nastolatka, który to rzekomo nie powinien sugerować, że Chino niepotrzebnie ratowała. Cześć i chwała bohaterom. Owszem, tylko czasami lepiej poświęcić słabsze jednostki, aby te silniejsze mogły dalej robić jakąś różnicę na polu bitwy. Tylko i wyłącznie to miał na myśli Władca Piorunów, który spojrzał na ewidentnie zdenerwowaną Kagadę.
- Nie podważam decyzji, w żadnym stopniu, jestem daleki od oceniania kogokolwiek. Oczywiście - znam tą drogę i sam na każdym kroku próbuję się poświęcać dla tych zwykłych ludzi, dla cywili i ich chronić.
Odpowiedział Anzou spokojnym tonem próbując nieco uzasadnić swoje zachowanie i wyjaśnić Kagadzie swój punkt widzenia, oczywiście - o ile ten w ogóle ją obchodził, ponieważ kobieta zwykle nie była za bardzo zainteresowana tym, co ma do przekazania nastolatek z klanu Kaminari. Anzou skinął głową słysząc słowa Chino, a miecz... no cóż, może uda się coś załatwić w tej materii. Jakaś dobra kuźnia powinna załatwić tą sprawę.
- Kiedyś chyba w trakcie walki na Murze spotkałem jednego z kuglarzy, jak dobrze pamiętam nazywał się... Ario? Może on będzie w stanie stworzyć odpowiednią protezę. Ruszę od razu, w momencie, gdy sytuacja tutaj się unormuje i nie będę dalej potrzebny.
Odpowiedział Anzou, teraz nie było już odwrotu. Musiał się wywiązać ze swoich słów. Musiał dowiedzieć się więcej o tych kuglarzach, o ich kunszcie inżynierii, dzięki temu będzie mógł spłacić swój dług, a przynajmniej jego część. Dalej kobiety przeszły już do rozmów na temat obecnej sytuacji, na temat potencjalnych ruchów i ich konsekwencji. Matka Chino ewidentnie była wychowana według starej szkoły, była skłonna poświęcić osadę, aby osiągnąć większe, bardziej dalekosiężne cele. Na pewno była to jedna z dostępnych opcji, miała swoje plusy i minuty - Kaminari nie mogli ślepo wierzyć w to, co mówi klan Pawia, nie było pewności jak szybko uda się 'odzyskać' poprzedni stan na zatrutych terenach. Zlikwidowanie przez bestię tego ich całego meteorytu dałoby z pewnością dużą przewagę dla klanu. Interesujące również były słowa na temat samej bestii, że Jinchuriki jest słabszy niż taka dzika bestia, która nie ma limitów ciała. Sanbi to był twardy orzech do zgryzienia, na którym można połamać sobie nie tylko zęby. Dyskusja trwała w najlepsze i wtedy odezwała się ona, Bestia z Atarashi, która kategorycznie nie zgodziła się z tym, co mówiła matka Chino. Nie pozwala na zniszczenie osady. Była stąd, znała tych ludzi, była lokalną legendą, więc jej punkt widzenia był całkiem zrozumiały, przynajmniej dla Anzou. Sam uważał podobnie, dalszy rozlew krwi jest bez celowy. Anzou stał wyprostowany i słuchał dalej. Opcja małżeństwa również miała swoje plusy i minusy. Poświęcanie wysoko postawionej kobiety jest ryzykowne, poza tym... kto mógłby nią być? Do tego jak trwałe jest coś takiego... chyba patrząc na historię - nie za bardzo. Nastolatek zmarszczył brwi, gdy usłyszał o Shirze, o tym, aby ktoś poślubił Shirę - wtedy raczej cała reszta Sióstr Nocy stanęłaby za nią, a to istotny element i ogromna siła samego klanu. Takie rozwiązanie ma sens, tylko pytanie... kto? I wtedy rozmyślania Anzou przerwała Kagada, która rzuciła całe światło uwagi na Anzou. Ten spojrzał na rozmówczynie, podrapał się po głowie, chwilę zastanowił.
- Sam nie wiem. Nie spędziłem z nią tak wiele czasu. Na pewno jest to kobieta, której słuchają się pozostałe Siostry. Owszem, czasami dochodzi do jakiegoś starcia, jakiegoś nieporozumienia, ale finalnie - wykonują jej rozkazy i robią to, co trzeba. Na pewno ma autorytet i charyzmę. Ufają jej, zwłaszcza Fugata. Broni jej jak lwica, a to kobieta honoru, w trakcie walki mogłem się o tym przekonać na własnej skórze. Jest młodsza od niektórych Sióstr, ale koniec końców... chyba jej też zależy na tym, aby zwykli ludzie byli bezpieczni. Same Siostry Nocy, z tego co rozumiem powstały po to, aby chronić ludzi przez Yokai, z którymi walczyły tam za Murem. O więcej to chyba bym musiał dopytać Harukę...
Odpowiedział Anzou pewnym głosem, ale jego wiedza na temat Shiry nie była taka, jaką można sobie życzyć. Na pierwszy rzut oka wydawała się całkiem dobrą kobietą, która próbuje dbać o swoich ludzi. Jak było faktycznie? Jaka była tak... poza relacjami z Kaminari? Tego nie wie raczej nikt z klanu, który reprezentował Niebieskooki.
0 x

- Nizan
- Posty: 119
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Chino najwyraźniej w jakiś sposób również kojarzyła Ario. To był jakiś wspólny element, jakiś punkt zaczepienia w klanie kuglarzy, który spróbuje odnaleźć Władca Piorunów jak sprawy tutaj na miejscu się unormują. W razie ewentualnych problemów do głowy Anzou przyszedł jeszcze jeden pomysł, jeszcze jeden kontakt, z którym dość dawno, jakiś czas temu miał styczność nastolatek z klanu Kaminari. Niejaki Yuu. Władca Piorunów wykonywał z nim jakieś zadanie, jeszcze gdy w głowie miał potencjalną służbę na Murze. On też miał te marionetki, minęło trochę lat, więc jego kunszt zapewne również się poprawił.
- Tak, był rudy, jak dobrze pamiętam. Jak tylko się tutaj sytuacja unormuje, ruszę w odpowiednim kierunku, tam, gdzie są Kuklarze i nie wrócę z pustymi rękami. Jeżeli nie uda mi się znaleźć Ario - odnajdę kogoś równie kompetentnego w tej kwestii. Znam jeszcze jedną osobę, nazywał się Yuu, służył na Murze. Jak nie Ario, to Yuu. Coś wymyślę.
Nastolatek miał jakieś opcje. Wiedział, co ma zrobić i już nie mógł się doczekać, aż wyruszy w swoją wielką podróż, która będzie się składać z kilku elementów, wszystkie mają jeden cel: sprawić, aby Chino była potężna, aby stała się przodowniczką klanu i siała postrach na polu bitwy. Tak jak lubi. Anzou wiele jej zawdzięcza, a do tego... zwyczajnie ją lubił. Była wybuchowa, była piekielnie silna, ale w tym wszystkim była ludzka. Zwłaszcza jak na Kaminari. Chłopak powiedział co wiedział na temat Sióstr Nocy, a przynajmniej o Shirze, napomknął o Fugacie i dostrzegł swego rodzaju grymas na twarzy Chino. Nie miał pojęcia czemu, czyżby miała jakiś problem, że Shira posiadała kogoś oddanego, kogoś... kto jej ufa? Czyżby była tu pewnego rodzaju analogia? Chodziło o to, że chciałaby mieć kogoś tak oddanego, ktoś kto pała takim zaufaniem do niej? Chodzi o Anzou? A może to totalny zbieg okoliczności... Nie było za wiele czasu na rozmyślanie, ponieważ kobiety przeszły do dalszej dyskusji. Chwila rozmowy trwała o tych Yokai. Dalej te istoty nie były za bardzo popularne w tym rejonie, a wiedza nastolatka... była praktycznie zerowa. Poza tym, że Gzik potencjalnie może być jednym z nich. Zabawny był jednak moment, gdy matka Chino upomniała Kagadę o etyce, o tym, aby zachowywała się jak dama. Nastolatek w głowie cholernie się roześmiał, jednak jego ciało za grosz tego nie zdradzało. Nie mogło. Wiązałoby się to ze śmiercią i to w męczarniach. Widać było, że obie Kaminari czują duży szacunek to matki Chino. Widać, że to ona była głównym mózgiem klanu, co nie jest dziwne, była doświadczona życiowo, wiedziała czego chce, wiedziała też jak jest skonstruowany świat. Ogólnie to miłe oglądać Kagadę w takich okolicznościach, gdzie można dostrzec, że też jest człowiekiem, który posiada uczucia i emocje, oczywiście dalej przeplatane tymi wybuchami. Małżeństwo odpadało. Tak przynajmniej wywnioskował Kaminari. Tutaj jednak z biegiem dyskusji wychodzi na to, że nie będzie głaskania po plecach. Jeden niewłaściwy ruch i rozpęta się piekło. Pójście na żywioł. Anzou dostrzegł pewną iskierkę w oczach Kagady i Chino. Kości zostały rzucone. Nie ma miękkiej gry i Anzou również jest na to gotowy. Coby się nie działo - wszystko dla klanu. Anzou uśmiechnął się delikatnie, natomiast miał jedno czerwone światełko z tyłu swojej głowy, która na szczęście wyglądała na taką jak należy dzięki jednej z Sióstr Nocy. Mianowicie... ogoniasta bestia. Mimo to... może uda się jakoś jej nie prowokować i dojść do porozumienia. Ponownie na rozmyślanie nie było wiele czasu, Niebieskooki został wywołany do odpowiedz, skierował swój wzrok na matkę Chino.
- Oczywiście, postaram się opisać to co wiem, myślę, że Yai też wie już zdecydowanie więcej, tylko jak to on... za mało konkretnie gada. Wracając jednak... same Siostry Nocy poruszają się z wykorzystaniem skrzydeł i jakiegoś dziwnego stroju, który umożliwia im manewrowanie. Za element ich ekwipunku odpowiada jedna z nich, chyba Urasano. Nie było jej w trakcie bitwy, więc nie wiem jak walczy. Jest też nowa rekrutka, Haruka, która miała ceremonię. Ona raczej nie stanowi większego zagrożenia, ale też dała radę, ponieważ nie wystraszyła się Ogoniastej Bestii i dzięki niej mogłem zrzucić tą ich... bombę na Sanbiego. Dalej jest Fugata, walczy głównie mieczem, ma jakiś swego rodzaju kodeks honorowy, nie posuwa się do tanich zagrywek w trakcie walki, szybka i wytrzymała, dalej walczyła po ugryzieniu przez Kuropansę i przebicie wiązką boku. Jest też medyczka, Muwara, która wszczepiła oko Haruce i poskładała naszą większość do kupy. Yadasu - chyba Yadasu, jak nie pomyliłem imienia, ona głównie rozmawia z Zaku, chyba... tak myślę, że coś ich łączy, z tego co wiem to walczy Suitonem. Pozostałych chyba w walce nie widziałem, ale wiem, że jest jeszcze Waba, nieco starsza i ona... jakby często podważa autorytet Shiry, zwłaszcza przy innych. Nie wiem, czy czegoś nie kombinuje na boku, raz doszło do kłótni pomiędzy nimi, w którą włączyła się też Hisamida... jak mam być szczery - te relacje między nimi są nieco pokręcone. Co więcej, Waba prowadzi chyba też finanse dla Musana, czyli tego, który jest przewodnikiem... oddzielnej frakcji, z którą Siostry jakby walczą o wpływy?
Władca Piorunów chyba przekazał dość wiele, nie do końca odnajdywał się w tych wszystkich relacjach, zwłaszcza pomiędzy samymi Siostrami. Niemniej, to nie był pełen obraz układanki. Anzou dalej z tyłu głowy miał Gzika, którego temat zbagatelizowała Kagada. Chłopak spojrzał na swoje rozmówczynie i kontynuował.
- Ponoć teraz, gdzieś w osadzie ludzie Musana już są. Jeden z nich, Osanen, czy jak mu tam... nie wiem co kombinują, jak długo tu są i co robią. Same Siostry nie są do końca z tego zadowolone, ale wspomniały, że to ich sprawa i nie chcą nikogo w to mieszać. Jest jeszcze... jedna osoba, postać, Yokai, nie wiem. Przedstawił mi się jako Gzik. Pierwszy raz spotkałem go na miejscu, gdzie odbywała się bitwa, szukał czegoś i wpadł do skrzynki. Taki małolat, czarne włosy, nic szczególnego, nieco niesforny. Przedstawił się właśnie jako Gzik, mówił, że pisze powieść i że chce podbić nią świat. Nie ma w tym nic szczególnego, zwykła sprawa. Jedyne co mnie niepokoi to fakt, że potrafi się pojawić bardzo szybko, w dowolnym dla siebie momencie. Jest, a po chwili go nie ma. Nie tylko ja go widziałem, również Haruka, która przez przypadek do uderzyła i ten krwawił, myślałem, że to sprawia, że nie może być Yokaiem, ale te ponoć mogą przyjmować też ludzką formę... Pojawia się w różnych momentach, znikąd, coś powie, czasami coś pomoże, rysuje. Mówił, że widzi jakieś jasne punkty, wyobraża je sobie i że... nagle się przy nich znajduje. Wiem, że brzmi to idiotycznie, ale coś mi w tym wszystkim nie pasuje. Sama Haruka też go nie kojarzy, ale kto wie - może to jeden z ludzi Musana? Albo ktokolwiek spoza? Albo jakiś dawny Shinobi... Z tego co się orientuję jeszcze - Haruka miała iść na spotkanie z tym całym Osanenem. Po co i dlaczego - nie mam pojęcia, ale chyba ono trwa właśnie teraz, nie wiem gdzie.
Anzou liczył, że ktokolwiek podchwyci ten wątek. Nie miał pojęcia kim jest Gzik i czyje interesy reprezentuje. Anzou nie zdradził Kagady, że ta go zlała. Nie miał w tym najmniejszego interesu. Powiedział, co wiedział. Co dalej? Się okaże.
- Tak, był rudy, jak dobrze pamiętam. Jak tylko się tutaj sytuacja unormuje, ruszę w odpowiednim kierunku, tam, gdzie są Kuklarze i nie wrócę z pustymi rękami. Jeżeli nie uda mi się znaleźć Ario - odnajdę kogoś równie kompetentnego w tej kwestii. Znam jeszcze jedną osobę, nazywał się Yuu, służył na Murze. Jak nie Ario, to Yuu. Coś wymyślę.
Nastolatek miał jakieś opcje. Wiedział, co ma zrobić i już nie mógł się doczekać, aż wyruszy w swoją wielką podróż, która będzie się składać z kilku elementów, wszystkie mają jeden cel: sprawić, aby Chino była potężna, aby stała się przodowniczką klanu i siała postrach na polu bitwy. Tak jak lubi. Anzou wiele jej zawdzięcza, a do tego... zwyczajnie ją lubił. Była wybuchowa, była piekielnie silna, ale w tym wszystkim była ludzka. Zwłaszcza jak na Kaminari. Chłopak powiedział co wiedział na temat Sióstr Nocy, a przynajmniej o Shirze, napomknął o Fugacie i dostrzegł swego rodzaju grymas na twarzy Chino. Nie miał pojęcia czemu, czyżby miała jakiś problem, że Shira posiadała kogoś oddanego, kogoś... kto jej ufa? Czyżby była tu pewnego rodzaju analogia? Chodziło o to, że chciałaby mieć kogoś tak oddanego, ktoś kto pała takim zaufaniem do niej? Chodzi o Anzou? A może to totalny zbieg okoliczności... Nie było za wiele czasu na rozmyślanie, ponieważ kobiety przeszły do dalszej dyskusji. Chwila rozmowy trwała o tych Yokai. Dalej te istoty nie były za bardzo popularne w tym rejonie, a wiedza nastolatka... była praktycznie zerowa. Poza tym, że Gzik potencjalnie może być jednym z nich. Zabawny był jednak moment, gdy matka Chino upomniała Kagadę o etyce, o tym, aby zachowywała się jak dama. Nastolatek w głowie cholernie się roześmiał, jednak jego ciało za grosz tego nie zdradzało. Nie mogło. Wiązałoby się to ze śmiercią i to w męczarniach. Widać było, że obie Kaminari czują duży szacunek to matki Chino. Widać, że to ona była głównym mózgiem klanu, co nie jest dziwne, była doświadczona życiowo, wiedziała czego chce, wiedziała też jak jest skonstruowany świat. Ogólnie to miłe oglądać Kagadę w takich okolicznościach, gdzie można dostrzec, że też jest człowiekiem, który posiada uczucia i emocje, oczywiście dalej przeplatane tymi wybuchami. Małżeństwo odpadało. Tak przynajmniej wywnioskował Kaminari. Tutaj jednak z biegiem dyskusji wychodzi na to, że nie będzie głaskania po plecach. Jeden niewłaściwy ruch i rozpęta się piekło. Pójście na żywioł. Anzou dostrzegł pewną iskierkę w oczach Kagady i Chino. Kości zostały rzucone. Nie ma miękkiej gry i Anzou również jest na to gotowy. Coby się nie działo - wszystko dla klanu. Anzou uśmiechnął się delikatnie, natomiast miał jedno czerwone światełko z tyłu swojej głowy, która na szczęście wyglądała na taką jak należy dzięki jednej z Sióstr Nocy. Mianowicie... ogoniasta bestia. Mimo to... może uda się jakoś jej nie prowokować i dojść do porozumienia. Ponownie na rozmyślanie nie było wiele czasu, Niebieskooki został wywołany do odpowiedz, skierował swój wzrok na matkę Chino.
- Oczywiście, postaram się opisać to co wiem, myślę, że Yai też wie już zdecydowanie więcej, tylko jak to on... za mało konkretnie gada. Wracając jednak... same Siostry Nocy poruszają się z wykorzystaniem skrzydeł i jakiegoś dziwnego stroju, który umożliwia im manewrowanie. Za element ich ekwipunku odpowiada jedna z nich, chyba Urasano. Nie było jej w trakcie bitwy, więc nie wiem jak walczy. Jest też nowa rekrutka, Haruka, która miała ceremonię. Ona raczej nie stanowi większego zagrożenia, ale też dała radę, ponieważ nie wystraszyła się Ogoniastej Bestii i dzięki niej mogłem zrzucić tą ich... bombę na Sanbiego. Dalej jest Fugata, walczy głównie mieczem, ma jakiś swego rodzaju kodeks honorowy, nie posuwa się do tanich zagrywek w trakcie walki, szybka i wytrzymała, dalej walczyła po ugryzieniu przez Kuropansę i przebicie wiązką boku. Jest też medyczka, Muwara, która wszczepiła oko Haruce i poskładała naszą większość do kupy. Yadasu - chyba Yadasu, jak nie pomyliłem imienia, ona głównie rozmawia z Zaku, chyba... tak myślę, że coś ich łączy, z tego co wiem to walczy Suitonem. Pozostałych chyba w walce nie widziałem, ale wiem, że jest jeszcze Waba, nieco starsza i ona... jakby często podważa autorytet Shiry, zwłaszcza przy innych. Nie wiem, czy czegoś nie kombinuje na boku, raz doszło do kłótni pomiędzy nimi, w którą włączyła się też Hisamida... jak mam być szczery - te relacje między nimi są nieco pokręcone. Co więcej, Waba prowadzi chyba też finanse dla Musana, czyli tego, który jest przewodnikiem... oddzielnej frakcji, z którą Siostry jakby walczą o wpływy?
Władca Piorunów chyba przekazał dość wiele, nie do końca odnajdywał się w tych wszystkich relacjach, zwłaszcza pomiędzy samymi Siostrami. Niemniej, to nie był pełen obraz układanki. Anzou dalej z tyłu głowy miał Gzika, którego temat zbagatelizowała Kagada. Chłopak spojrzał na swoje rozmówczynie i kontynuował.
- Ponoć teraz, gdzieś w osadzie ludzie Musana już są. Jeden z nich, Osanen, czy jak mu tam... nie wiem co kombinują, jak długo tu są i co robią. Same Siostry nie są do końca z tego zadowolone, ale wspomniały, że to ich sprawa i nie chcą nikogo w to mieszać. Jest jeszcze... jedna osoba, postać, Yokai, nie wiem. Przedstawił mi się jako Gzik. Pierwszy raz spotkałem go na miejscu, gdzie odbywała się bitwa, szukał czegoś i wpadł do skrzynki. Taki małolat, czarne włosy, nic szczególnego, nieco niesforny. Przedstawił się właśnie jako Gzik, mówił, że pisze powieść i że chce podbić nią świat. Nie ma w tym nic szczególnego, zwykła sprawa. Jedyne co mnie niepokoi to fakt, że potrafi się pojawić bardzo szybko, w dowolnym dla siebie momencie. Jest, a po chwili go nie ma. Nie tylko ja go widziałem, również Haruka, która przez przypadek do uderzyła i ten krwawił, myślałem, że to sprawia, że nie może być Yokaiem, ale te ponoć mogą przyjmować też ludzką formę... Pojawia się w różnych momentach, znikąd, coś powie, czasami coś pomoże, rysuje. Mówił, że widzi jakieś jasne punkty, wyobraża je sobie i że... nagle się przy nich znajduje. Wiem, że brzmi to idiotycznie, ale coś mi w tym wszystkim nie pasuje. Sama Haruka też go nie kojarzy, ale kto wie - może to jeden z ludzi Musana? Albo ktokolwiek spoza? Albo jakiś dawny Shinobi... Z tego co się orientuję jeszcze - Haruka miała iść na spotkanie z tym całym Osanenem. Po co i dlaczego - nie mam pojęcia, ale chyba ono trwa właśnie teraz, nie wiem gdzie.
Anzou liczył, że ktokolwiek podchwyci ten wątek. Nie miał pojęcia kim jest Gzik i czyje interesy reprezentuje. Anzou nie zdradził Kagady, że ta go zlała. Nie miał w tym najmniejszego interesu. Powiedział, co wiedział. Co dalej? Się okaże.
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 600
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Osanen więcej nie mówił - a przynajmniej nie do niej samej, co już ostatecznie potwierdziło jej, że gdy tylko nie dała się wciągnąć w jego machinacje z meteorytem - przestała mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie, a na pierwszy plan wyszło... w sumie nie była pewna co dokładnie. Jeśli sprowokowanie Fugaty... to mu się to udało, do tego - chyba z większym sukcesem, niż zakładał. Nie widziała jeszcze swojej mentorki tak... zdeterminowanej, żeby kogoś zgładzić. Nawet w walce z Kaminari miała wrażenie, że się trochę... powstrzymywała? A teraz - inny sposób chwycenia miecza, cała postawa - wszystko świadczyło o tym, że nie miała zamiaru dać pardonu Osanenowi. I, co ciekawe, jego techniki genjutsu... nie do końca działały na jej mentorkę. Czy też - dawały mężczyźnie jedynie ułamki sekund przerwy od jej ataków, zaraz potem udawało jej się z nich wyplątać.
Siła woli Fugaty nie przestawała jej zadziwiać.
- Spróbuję, ale wiesz, gdzieś tutaj... szlag, no właśnie. - zaczęła odpowiadać Niyomi, ale ta już ruszyła na swojego przeciwnika, wprowadzając w ruch swoją własną broń, którą posługiwała się chyba z równym mistrzostwem, co Fugata swoją kataną. Haruka aż gwizdnęła cicho, widząc, jak udaje jej się raz po raz owijać "ucznia" Osanena, ciskając nim jak jakąś... lalką.
Kolejna siostra, która ją przerastała umiejętnościami... i kolejna, którą będzie musiała prześcignąć. Skoro jednak Siostry zajęły się swoimi przeciwnikami, ona skupiła się na własnym. Nie zamierzała pozostawać wiecznie w tyle.
Szybując w górę, była zadowolona, że wybrała najbardziej obcisły ze strojów. Nie był może tak wygodny, jak ich kombinezony, ale... wystarczający na jej obecne potrzeby, nie przeszkadzał zbytnio w locie. Przy okazji, gdzieś na jednym z dachów mignął jej nagle... Gzik. Gdyby nie to, że była skupiona na walce, to pewnie by podleciała do niego spytać, co tam robi - tym bardziej, że poza i mina - którą może sobie jednak tylko wyobraziła - była... bardzo nie-Gzikowa. Po raz pierwszy ukłuła ją myśl, że może... nie jest on tak nieszkodliwy, jakby należało przypuszczać. To jednak, co było istotne - to że nie pomagała ludziom Musana.
Nagle pieczęć na jej ramieniu zniknęła.
- Szlag. Nesaku-kami... chroń mnie. - mruknęła pod nosem, po czym szybko przenalizowała sytuację. Widziała, że Niyomi została zraniona, ale to i tak chyba była tylko lekka rana w porównaniu z tym, co właśnie urządzała swojemu przeciwnikowi. Podobnie Fugata, dalej napierała na Osanena. Co oznaczało, że ona sama najbardziej im pomoże, nie dając się złapać w kolejne genjutsu... i skupi na swojej walce. Co oznaczało, że musi w pierwszej kolejności odciągnąć swojego przeciwnika - z dala od jego szefa, to raz... i z dala od osady.
Obróciła się w powietrzu, przyspieszając i idąc w górę, by nagle zrobić gwałtowny obrót i cisnąć garścią shurikenów, które jeszcze jej zostały, w przeciwnika. Przede wszystkim jednak chciała sprawdzić jego szybkość reakcji oraz to, jak sprawnie porusza się w powietrzu. Napatrzyła się już na Siostry, znała też już swoje własne ograniczenia.
Czas było przetestować sprawność ludzi Musana w powietrzu i to, jak szybko są w stanie unikać pocisków oraz pikować w dół, by w ostatnim momencie wzbić się znowu w górę. Jej pierwszą taktyką było wykorzystanie tego, co już zdążyła poćwiczyć w trakcie bitwy oraz treningów z Siostrami - nawet, jeśli nie było ich wiele, to prawdopodobnie i tak miała o wiele większe szanse wykonać precyzyjny manewr, niż ludzie Musana. Tym bardziej, że nie miała na razie w swoim arsenale innych technik.... co będzie musiała z czasem nadrobić.
Przy okazji, spróbowała przywołać w swoim ciele pamięć tamtych... tamtych skrzydeł, których użyła w walce z Bijuu. Jeżeli tylko w kluczowym momencie znowu udałoby jej się ich użyć - była pewna, że osiągnie przewagę w powietrzu i zmusi przeciwnika do gwałtownego lądowania.
Ukryty tekst
0 x
- Nizan
- Posty: 119
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Ustalenie tego, że Ario jest idealnym kandydatem na osobę, która zrobi protezę Chino poszło gładko. Ba, Anzou nawet był przygotowany na to, że gdyby nie odnalazł Rudego Kuglarza, to miał jeszcze w zapasie Yuu, którego poznał na murze. Dalej, Anzou opowiedział o tym, co wie o Siostrach. Wspomniał o Haruce, o wyposażeniu, o Urasano, o Fugacie i Yadasu. Co jednak najciekawsze, było to wspomnienie o tym, że ich klan jest podzielony na dwie frakcje. To ewidentnie zainteresowało Ebishiro.
- Dwie frakcje? Jak to? - zapytała spoglądając na Kagadę. Ta pokiwała głową.
- Zgadza się. Jedną z nich są te Siostry Nocy, a drugą jest... nawet nie wiem jak ich nazwać. Wiem, że przysłali do mnie swojego wysłannika.
- Czego chciał? - zapytał.
- Żebym zabiła chud... Shirę.
Nastała cisza. Chino popatrzyła na matkę, która westchnęła.
- Wyeliminowanie przeciwnego seinina byłoby nam na rękę. Można powiedzieć, że kimkolwiek jest ta druga frakcja, to mogą dobrze namieszać. To działa na naszą korzyść.
- Nie. - powiedziała nagle Kagada, która uniosła brodę. - Nie w ten sposób. Nie jestem jakąś... kurwa skrytobójczynią. Jestem pierdolonym wojownikiem klanu Kaminari i tak samo będę się zachowywać.
- Ehh... dziewczyno, weź Ty się czasem posłuchaj. - powiedziała, po czym pokiwała głową. - Masz na wyciągnięcie ręki osłabienie ich klanu. Tym bardziej, że z tego co mówi Anzou, korzystają z dobrego sprzętu. Lepszego niż nasz. Musimy zyskiwać przewagę wszędzie gdzie możemy. Przynajmniej dopóki... - odwróciła głowę w kierunku Chino. - ... moja córka nie wróci do pełni sprawności.
- Przecież jestem w pełni sprawna. - odparła.
- Kogo Ty chcesz oszukać? Sama w to nie wierzysz.
Potem Anzou zmienił temat. Opowiedział o Gziku, którego podejrzewał, że ten jest jakimś yokai. Ebishiro spojrzała na Ciebie zdziwiona.
- Yokai... czyli duch? - zapytała zmieszana.
- KURWA! - krzyknęła Kagada. - Co Ty masz z tym GZIKIEM! - wydarła się patrząc na Ciebie zdenerwowana.
- Gzik czyli... ziemniak w śmietanie? - zapytała Chino zdziwiona.
- Nie słuchajcie tego pierdolenia. Gada głupoty. - machnęła ręką.
- Nie wiem. Ale ten drugi temat jest ciekawszy. Skoro Siostry Nocy spotykają się z drugą frakcją, to... zaczynają kombinować. Musimy być przygotowani na wszystko. - cicho westchnęła. - No dobrze, musicie się wyspać na jutro. Przygotujcie się. Nie wiadomo, co się wydarzy. Widzimy się jutro na wieczór w siedzibie władzy. Chciałabym Kagado, żebyś wprowadziła Chino do osady. Niech ludzie widzą, jak idzie w Twoim towarzystwie.
Walka Fugaty i Osanena toczyła się w najlepsze. Kobieta ganiała przeciwnika po całej planszy, niczym wściekła osa. Na jej ciele pojawiło się kilka siniaków i zadrapań, ale to Osanen krwawił i to obficie. Jeżeli tak dalej pójdzie, to nie będzie miał szans z Szóstym Piórem Sióstr Nocy. W pewnej chwili jednak gwizdnął na palcach i na mur wskoczyło jeszcze trzech zamaskowanych ninja.
Dwóch ruszyło w kierunku Fugaty, lecz widząc to Niyomi, wyszarpnęła kunai ze stopy i ruszyła w kierunku swojej towarzyszki by jej pomóc. Była jednak za daleko. Nagle Osanen złapał za fraki Fugatę, poświęcając dodatkową ranę przyjmując obrażenia od katany, jednak stabilnie zatrzymując Fugatę w miejscu. Dzięki temu... dwóch shinobi doskoczyło do Fugaty i przebili jej ciało na wylot mieczem, a drugi podciął jej gardło. Krew trysnęła na boki, a Osanen uśmiechnął się szeroko.
Nagle jednak ciało Fugaty wybuchnęło białym dymem, a na miejscu, w którym się wcześniej znajdowała, upadła kłoda. Osanen rozejrzał się przerażony i nagle z nieba niczym pocisk wystrzeliła rzucona katana, która przebiła na wylot jednego z ninja. Niczym jastrząb, Fugata spadła na przeciwnika, przekręcając katanę i wyrywając ją z ciała przeciwnika, zabijając go na miejscu. Tym razem, krew naprawdę rozlała się na boki. Niyomi doskoczyła do samurajki, łapiąc szyję wroga w linę. Zakręciła się w powietrzu i z całej siły szarpneła liną. Głowa shinobiego wykręciła się pod nienaturalnym kątem i nastąpiło chrząkniecie. Kolejny trup leżał na ziemi.
Osanen jednak nie czekał i zamachnął się ręką w kierunku Fugaty. Kobieta stanęła dęba, co znaczyło, że poraz kolejny znalazła się pod wpływem genjutsu. Tym razem Osanen nie celował w Fugatę, a zamachnął się wachlarzem w dłoń Fugaty. Dziewczyna w ostatniej chwili odzyskała rezon i zablokowała uderzenie, bo straciłaby palce. Nastąpił brzdęk stali i katana Fugaty wypadła jej z rąk, lecąc gdzieś poza mury. Kobieta teraz nie miała żadnego narzędzia w ręku.
Co gorsza, kolejnych dwóch zamaskowanych ludzi wskoczyło na mur, stając pomiędzy Fugatą i Niyomi. Druga z kobiet sięgnęła za pazuchę i wyjęła zwój, rzucając go w kierunku Fugaty. Samurajka niewiadomo skąd, ale dostrzegła lecący w jej kierunku zwój i odskakując do tyłu, złapała go w locie, unikając przy okazji ataków Osanena wachlarzami. Fugata rozwinęła zwój, nastąpił biały wybuch i w jej dłoni pojawił się... chakram. Fugata rzuciła nim przed siebie i wyhamowała szarżującego Osanena, który musiał zablokować atak.
Niyomi przeszła do ataku, wykorzystując swoją grację. Jej broń była bardzo skuteczna i dawała jej dość duży zasięg ataku. Jednak... przeciwnicy chyba nie byli w stanie za bardzo nawet za nią nadążyć. Kunai wbił się w gardło jednego z ninja, po czym pociągnęła linę do siebie, a z gardła wystrzeiła krew pod dużym ciśnieniem. Drugi mężczyzna wyskoczył z mieczem i zamachnął się, przecinając linę Niyomi i tym samym sprawiając, że jej broń przestała być użyteczna. Niyomi jednak nie zrobiła sobie nic z tego, bo momentalnie odrzuciła broń i wyskoczyła do chłopa z pięściami. Zamachnęla się sierpowym, na co był przygotowany jej przeciwnik, jednak potem wystartowała trzy proste ciosy przed siebie. Ninja zrobił gardę, a Niyomi z niesamowitą precyzją wykurwiła mu podbródkowy pomiędzy trzymaną gardę. Głowa shinobiego odskoczyła w tył, a ona wyskoczyła i zamachnęła się piętą, markując atak, lecz nagle w powietrzu zmieniła trajektorię lotu, robiąc jakiegoś potrójnego tornado kicka i z całym impetem trafiając go w twarz. Chłop padł niczym rażony piorunem i ewidentnie był to dla niego koniec walki. Niyomi miała bardzo uliczny styl walki, ale był fenomenalny.
- Co jest kurwa! Wstawać do chuja, toż się rozgrzałam dopiero i koniec!? - krzyknęła załamana, jednak na murze pojawił się jeszcze jeden oponent, który ruszył w kierunku Niyomi.
Osanen widząc, co się dzieje, próbował walczyć z Fugatą, lecz chakram w jej rękach był równie niebezpiecznym narzędziem, jak katana. Jak Fugata mówiła, że "zna podstawy" to robiła Harukę ewidentnie w chuja. Walczyła prawie tak dobrze chakramem jak Shira. Nagle Osanen jednak wyskoczył za mur i na jego plecach pojawiła się różowa chakra, a on sam wzbił się w powietrze. To jednak nie wystarczyło, bo Fugata nagle rozwinęła swoje skrzydła i ruszyła w pościg za nim po niebie.
W tym samym czasie, Haruka uciekała przed swoim oponentem. Rzuciła w niego garścią shurikenów, lecz tamten bez problemu je sparował, odbijając na boki. Sytuacja była dla Haruki średnia, bo tamten ewidentnie zbliżał się do dziewczyny. Tydzień temu Haruka byłaby zdana na łaskę i niełaskę przeciwnika, jednak... teraz była Siostrą Nocy. Co więcej, zamierzała wykorzystać manewr, którego się uczyła. Haruka wiedziała doskonale jedno.
Walka w powietrzu to była domena Sióstr Nocy. Nikogo innego. Dziewczyna starała się użyć skrzydeł, które pojawiły się na jej plecach podczas walki z bijuu, jednak tym razem nic się nie pojawiło. W związku z tym, zapikowała w dół niczym pocisk i leciała tak, jak uczyła ją wcześniej Fugata. Mężczyzna uznał, że jak dopadnie Harukę to i tak ona przyjmie całe obrażenia przy zderzeniu z ziemią, więc... nie miał nic do stracenia. Haruka leciała mrużąc oczy, bo prędkość którą osiągnęła była jej znajoma. Trzy...cztery sekundy. Znała to.
Gdy Haruka zbliżyła do ziemi, dosłownie w ostatniej chwili poderwała się do góry, odbijając w bok. Chłop który ją gonił już witał się z gąską, bo Haruka poczuła na swoich plecach jej dotyk... i ninja dosłownie rozbił się z hukiem o ziemię. Haruka odwróciła się i spojrzała na jego ciało. Chyba był martwy, bo leżał nienaturalnie wygięty.
Haruka gdy spojrzała w górę stwierdziła, że Gzika już nie ma na miejscu. Gdzie był!? Na murze Niyomi zbliżała się do ostatniego oponenta, a Fugata goniła po niebie za Osanenem. Jednak nie to było tym, co przykuło uwagę Haruki.
Na południowej stronie pojawiło się światło. Mnóstwo światła.
Przybył Jirou z armią Kujaku.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
0 x
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Nastolatek rozpoczął od małego wykładu na temat Sióstr Nocy. Nie wiedział wiele, jego wiedza była stosunkowo mocno ograniczona, ale próbował na tyle ile oczywiście mógł przełożyć swoje informacje w miarę przystępny i konkretny sposób. Dzięki temu chyba faktycznie zainteresował poniekąd matkę Chino, która jak przystało na doświadczoną polityczkę... od razu zwęszyła tutaj szansę, jakieś okienko na zadanie ciosu klanu Pawia. Chłopak starał sobie jeszcze przypomnieć nieco więcej na temat tego rozłamu w samym klanie.
- Nie wiem ilu ludzi ma ten cały Musan, ale z tego co wiem jest dużo bardziej brutalny niż same Siostry. Ten jego wysłannik... Osanen, czy jak mu tam - miał spotkać się z tą Haruką, ale w jakim celu też nie do końca wiem. Same Siostry mówiły też, że jakby nie do końca wiedzą po co jest ten konflikt, twardo utrzymują też to, że negatywnych skutków meteorytu nie da się odwrócić. Nie wiem na ile jest to prawda. Przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. Mianowicie... chodzi o ten ich gaz, pył, cokolwiek co rozpylają. Noszą te maski, dzięki czemu nie wywołuje to na nich żadnych negatywnych efektów. Dopytałem jedną z tych Sióstr w trakcie zbierania pozostałości po bitwie. Okazuje się, że nie trzeba być wcale z klanu Pawia. Posiadając taką maskę jesteśmy bezpieczni i to całe ustrojstwo, które produkują okazuje się wtedy niegroźne. Nie wiem jednak z czego są wytworzone, ale gdybyśmy byli w stanie posiadać taki sprzęt lub cokolwiek, co filtruje to powietrze - możemy mieć kolejnego asa w rękawie i niwelować negatywne skutki gazu, od którego zginęło wielu naszych na tej bitwie...
To mogła być również dość ważna informacja. Posiadanie odpowiedniego ekwipunku może uratować życie. Dobra zbroja na Anzou zapewne ochroniłaby go przed tymi cięciami kataną Fugaty. Anzou mógł być bardziej ostrożny, mógł trenować ciężej, aby czynić jeszcze większą różnicę na polu bitwy. Nastolatek skierował jeszcze raz wzrok na rozmówczynie.
- Jednak czuję, że z tego spotkania nie będzie nic dobrego, że dojdzie do jakiegoś starcia, w osadzie, poza, nie wiem, ale to rozwścieczy Ogoniastą Bestię. Co, jeżeli teraz walczą i zaraz rozpęta się tutaj piekło? Jaki jest wtedy plan?
Może pytania, które zadaje nastolatek są skrajne, ale to nie jest wcale nieprawdopodobne. Jest taka szansa. Jest taka możliwość, że frakcje walczą, że widzi to Bestia i że zaraz się ponownie uaktywni. To nie jest dobra informacja i jest to istotne ryzyko dla wielu istnień. Motyw Gzika całkowicie został olany, Anzou nie wiedział jak może przekazać tutaj istotę tej informacji. Trudno.
- Żadna potrawa... nieważne... oby faktycznie był tylko pisarzem.
Na tym skończył dywagacje na ten temat. Nikt nie podłapał tego wątku, więc nie było sensu go ciągnąć. Sumienie w każdym razie miał czyste, przekazał to co wiedział, niczego nie zataił i zrobił to nawet dwukrotnie. Dalej nie padło już więcej nic konkretnego, raczej sytuacja została obgadana. Negocjacje mają zacząć się jutro, tylko... jaka jest rola i co do tej pory jak i w trakcie ma robić Anzou? Warto się tego dowiedzieć.
- Czy są wobec mnie jakieś oczekiwania? Co mam zrobić dzisiaj, jutro, w trakcie tych negocjacji? Czy zwyczajnie - mam się udać do tymczasowej Siedziby, spróbować dowiedzieć jeszcze czegoś o tych Siostrach, rozłamach?
Zapytał chłopak poważnym głosem wszystkich w pomieszczeniu. Nie miał pojęcia czy nie wychyla się na jakąś krytykę, ale do tego przywykł. Musi wiedzieć co ma robić, negocjować nie będzie, ale może być gdzieś w pobliżu, aby wraz z resztą reagować i eliminować wroga, gdy zajdzie taka potrzeba.
- Nie wiem ilu ludzi ma ten cały Musan, ale z tego co wiem jest dużo bardziej brutalny niż same Siostry. Ten jego wysłannik... Osanen, czy jak mu tam - miał spotkać się z tą Haruką, ale w jakim celu też nie do końca wiem. Same Siostry mówiły też, że jakby nie do końca wiedzą po co jest ten konflikt, twardo utrzymują też to, że negatywnych skutków meteorytu nie da się odwrócić. Nie wiem na ile jest to prawda. Przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. Mianowicie... chodzi o ten ich gaz, pył, cokolwiek co rozpylają. Noszą te maski, dzięki czemu nie wywołuje to na nich żadnych negatywnych efektów. Dopytałem jedną z tych Sióstr w trakcie zbierania pozostałości po bitwie. Okazuje się, że nie trzeba być wcale z klanu Pawia. Posiadając taką maskę jesteśmy bezpieczni i to całe ustrojstwo, które produkują okazuje się wtedy niegroźne. Nie wiem jednak z czego są wytworzone, ale gdybyśmy byli w stanie posiadać taki sprzęt lub cokolwiek, co filtruje to powietrze - możemy mieć kolejnego asa w rękawie i niwelować negatywne skutki gazu, od którego zginęło wielu naszych na tej bitwie...
To mogła być również dość ważna informacja. Posiadanie odpowiedniego ekwipunku może uratować życie. Dobra zbroja na Anzou zapewne ochroniłaby go przed tymi cięciami kataną Fugaty. Anzou mógł być bardziej ostrożny, mógł trenować ciężej, aby czynić jeszcze większą różnicę na polu bitwy. Nastolatek skierował jeszcze raz wzrok na rozmówczynie.
- Jednak czuję, że z tego spotkania nie będzie nic dobrego, że dojdzie do jakiegoś starcia, w osadzie, poza, nie wiem, ale to rozwścieczy Ogoniastą Bestię. Co, jeżeli teraz walczą i zaraz rozpęta się tutaj piekło? Jaki jest wtedy plan?
Może pytania, które zadaje nastolatek są skrajne, ale to nie jest wcale nieprawdopodobne. Jest taka szansa. Jest taka możliwość, że frakcje walczą, że widzi to Bestia i że zaraz się ponownie uaktywni. To nie jest dobra informacja i jest to istotne ryzyko dla wielu istnień. Motyw Gzika całkowicie został olany, Anzou nie wiedział jak może przekazać tutaj istotę tej informacji. Trudno.
- Żadna potrawa... nieważne... oby faktycznie był tylko pisarzem.
Na tym skończył dywagacje na ten temat. Nikt nie podłapał tego wątku, więc nie było sensu go ciągnąć. Sumienie w każdym razie miał czyste, przekazał to co wiedział, niczego nie zataił i zrobił to nawet dwukrotnie. Dalej nie padło już więcej nic konkretnego, raczej sytuacja została obgadana. Negocjacje mają zacząć się jutro, tylko... jaka jest rola i co do tej pory jak i w trakcie ma robić Anzou? Warto się tego dowiedzieć.
- Czy są wobec mnie jakieś oczekiwania? Co mam zrobić dzisiaj, jutro, w trakcie tych negocjacji? Czy zwyczajnie - mam się udać do tymczasowej Siedziby, spróbować dowiedzieć jeszcze czegoś o tych Siostrach, rozłamach?
Zapytał chłopak poważnym głosem wszystkich w pomieszczeniu. Nie miał pojęcia czy nie wychyla się na jakąś krytykę, ale do tego przywykł. Musi wiedzieć co ma robić, negocjować nie będzie, ale może być gdzieś w pobliżu, aby wraz z resztą reagować i eliminować wroga, gdy zajdzie taka potrzeba.
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 600
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Gdyby nie to, że była zajęta pilnowaniem własnych pleców i tym, by nie zginąć... to zapewne serce by jej stanęło widząc, jak Fugata zostaje przebita na wylot przez kolejnych shinobi, jakich najwyraźniej zabrał ze sobą Osanen na spotkanie. Już i tak była przerażona tym, że muszą walczyć z przedstawicielami własnego klanu. Gdyby jeszcze ujrzała, że to nie ostrze Kaminari, lecz jakichś... sługusów Musana zabija jej mentorkę, nie zniosłaby tego. Na szczęście, Osanen najwyraźniej przeliczył się, polegając na swoich własnych zdolnościach oraz zdolnościach zamaskowanych "uczniów". Wraz ze wsparciem Niyomi, której specyficzny, wężowo-uliczny styl chyba zupełnie zaskoczył przeciwników, posłańcy Musana nagle znaleźli się w rozsypce. W zasadzie wydawało się, że jedynym, który mógł dorównać - z trudem - samej Fugacie był Onasen, ale nawet on... został zmuszony do odwrotu, chociaż kosztowało to Fugatę utratę broni. Katana błysnęła gdzieś z boku, lecąc poza mur, jednak jej mentorka błyskawicznie zmieniła broń na chakram podrzucony w zwoju przez Niyomi i... szybko się okazało, że ta broń także "śpiewa" w rękach Fugaty tak skutecznie, że Osanen widząc, co się dzieje nie miał wyboru i sam rozwinął skrzydła, szykując się chyba do ucieczki.
Zostawiając bez zastanowienia swoich podwładnych.
Tych, których najwyraźniej Niyomi całkowicie zdeklasowała, sądząc po jej pełnych ekscytacji okrzykach. Dziewczyna była może mniej doświadczona, ale widać było, że walka to jej żywioł - do tego chyba długo czekała na okazję, żeby się sprawdzić i popisać. Najwyraźniej nie miało też dla niej znaczenia, że zabiła właśnie kilku członków własnego klanu. Harukę ten fakt smucił, ale też... wiedziała, że tamci byli gotowi zrobić to samo.
Dlatego też, kiedy jej shurikeny zostały - zgodnie z przewidywaniami uniknięte, ale przeciwnik nie zdecydował się użyć żadnej dystansowej techniki - najwyraźniej sam skupiając się na bliskim dystansie - Haruka wykorzystała to, czego się nauczyła. Nawet, jeśli ogromne, nowe skrzydła nie przyszły jej teraz z pomocą - będzie musiała dopiero popracować nad ich ponownym wybudzeniem - to nie miała zamiaru być pierwszą z Sióstr Nocy, która odda pole komukolwiek w walce w powietrzu. Skupiła się, walcząc z wiatrem, ale czując całym ciałem znajome przeciążenie i zbliżającą się podczas nurkowania z maksymalnego pułapu ziemię, czując na plecach shinobi, który wyraźnie liczył na to, że się rozbije o ziemię...
I nagle, w ostatniej sekundzie poderwała się tak, jak podczas nalotów i treningu, schodząc z drogi i posyłając oponenta prosto w objęcia tej samej ziemi, w której nie tak dawno zasnęli zarówno ich właśni żołnierze, jak i ci Kaminari. Patrząc po nienaturalnym ułożeniu ciała, udało jej się - dla pewności jednak posłała jeszcze trzy kunaie w dół, celując w głowę, gardło i serce. Dopiero potem odważyła się spojrzeć na Fugatę i Osanena oraz... na światło z południa.
Armia Kujaku. Jirou-sama przybył.
Marzyła o tym, by położył kres knowaniom Musana, lecz... wiedziała, że nadchodzące godziny będą potwornie ciężkie. Na razie jednak musiały... posprzątać tutaj. Fugata ścigała w powietrzu Osanena - tutaj Haruka się nie przyda, jej jedynym obowiązkiem było zamiast tego nie dać złapać się przypadkiem w genjutsu. Skręciła zatem ku Niyomi, w locie oceniając sprawność jej ostatniego przeciwnika i to, czy potrzebuje pomocy. Jeżeli nadążałaby za ruchami tamtego, a jej Siostra potrzebowałaby pomocy - miała zamiar skupić się na drugiej ze swoich silnych stron, czyli wylądować i ogonami trzymać tamtego na dystans, przeszkadzając mu ile wlezie, albo wręcz okrążyć go i z zaskoczenia wbić w niego ogon z bezpiecznego dystansu, gdy ten będzie próbował uciec przed atakami Niyomi. Jeżeli jednak tamten też byłby o klasę wyżej od niej, nie ryzykowała, zamiast tego po prostu odnajdując porzuconą katanę Fugaty i dopiero oceniając sytuację.
Ukryty tekst
0 x
- Nizan
- Posty: 119
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Anzou spędzał czas ze swoją liderką, Kagadą i jeszcze matką Chino, która wydawała się być mózgiem całej operacji. Kobieta miała chłodne podejście, ale też i dawała jasny punkt widzenia na to, jak powinni działać Kaminari. To jednak nie podobało się Kagadzie, która i tak była dość zachowawcza w tym jak się zachowywała.
- Nie kupuję tego, że nie da cofnąć się skutków meteorytu. Wszystko da się cofnąć. - powiedziała dość pewnie. - Te maski o których mówisz, warto, żebyśmy je wzięli. Albo przynajmniej mieli jedną czy dwie sztuki. Jeżeli zdecydują się zaatakować miasto, Chino musisz być w stanie ratować swoje życie.
- Dam sobie radę z maską czy bez maski. Poza tym, nie sądzę, by zaatakowali osadę gazem czy trucizną. To już byłaby zbrodnia wojenna.
- No byłaby. I co z tego? - zapytała Ebishiro. - Komu się poskarżysz? Dziewczyno, tutaj żarty się dawno skończyły. Dlatego próbuje Wam tłumaczyć, że świat ma mało wspólnego z honorem czy w co Wy tam we dwie wierzycie. Świat kształtują najsilniejsi. Prawa, które mamy, działają tylko dlatego, bo najsilniejsi mają chęć ich przestrzegać. Zapamiętajcie to.
- W takim razie stanę się najsilniejsza. O ile jeszcze nie jestem.
Ebishiro na te słowa spiorunowała dziewczynę wzrokiem.
- Nie jesteś. I odrazu Ci mówię, byś nawet nie myślała, że jesteś w czołówce. Widziałam za swojego życia wielu dużo potężniejszych ludzi od Ciebie. - powiedziała. - Jednak jesteś na dobrej drodze by nią zostać.
- Musimy mieć plan ataku. W razie czego. Dobrze mówię, mamo? - zapytała Chino.
- Bardzo dobrze. Tylko w takich sytuacjach ważne jest jedno. Czy traktujemy osadę jako nasza, czy ich. Czy nikogo.
- Jako naszą oczywiście.
- Też tak uważam.
Najstarsza kobieta pokiwała głową.
- To niedobrze. To utrudnia wiele spraw. Jednak, jeżeli chcecie, to już wasza decyzja. W porządku. W takim razie, musimy zacząć od podstaw. Skoro osada jest nasza, trzeba sprawiać takie wrażenie. To oni przychodzą do nas, nie my do nich. - Ebishiro spojrzała na Chino. - Jutro w południe zrobicie oficjalne wejście do osady. Z pełnymi honorami dla mojej córki. Kagado, to Twoje zadanie wszystko przygotować. - kobieta rzuciła jej spojrzenie. - Następnie, to TY Chino, wyjdziesz do Kujaku i łaskawie pozwolisz im wejść na negocjację. Rozumiesz? To Ty jesteś tutaj gospodarzem, a nie oni.
- Rozumiem.
- Świetnie. Wpuszczamy tylko delegację, nikogo więcej. Armie pod osadą to pokaz siły, ale my się akurat nie będziemy bać.
Następnie Anzou zadał pytanie, co on powinien robić, ale tym razem to Kagada spojrzała na niego.
- Będziesz obstawiać wejście i dbać o to, żeby nikt nie wszedł na negocjacje, a tym bardziej, żeby ich nie zakłócił. Reszta przygłupów tak samo dostanie zadania, ale to wyjaśnię wam jutro. - powiedziała.
Wtedy do środka wpadł zdyszany żołnierz. Poprawił prędko hełm na jego głowie.
- P-pani Chino! Wroga armia! Już tu są! Przybyli! - wydyszał, a na te słowa wszystkie trzy kobiety popatrzyły na siebie.
- A więc to się dzieje. Jutro rozstrzygnie się czy bębny wojny zabiją jeszcze raz.
Kagada podniosła się i skinęła głową.
- Wracam do siebie. Muszę upewnić się, że chuda suka nic nie kombinuje. Anzou, żegnaj się i idziemy. - powiedziała, po czym ruszyła w kierunku wyjścia z namiotu.
Fugata leciała za Osanenem niczym strzała, goniąc po go niebie i rzucając w jego stronę co rusz chakramem. Jej przeciwnik starał się odbijać ataki, jednak ewidentnie był w zupełnym już odwrocie. Sprowokowanie Fugaty było najwidoczniej najgorszym pomysłem, na jaki dziś mógł wpaść, bo tym razem Haruka miała pewność co do jednego. Fugata pierwszy raz walczyła tak, by zabić. I tutaj nie było mowy o pomyłce. Nawet widać było to w jej ruchach. Gdy tylko miała okazję, starała się otoczyć lub przeciąć drogę Osanenowi, lecz ten też był zwinny w powietrzu. Jednak nie na tyle zwinny i szybki, by rzucić wyzwanie dziewczynie, której dosłownie specjalizacją była walka z powietrza. Jak zresztą wszystkich Sióstr Nocy. To pole należało i będzie należeć do nich.
Osanenowi kończyły się pomysły. Raz rzucił w Fugatę genjutsu a ta przez chwilę zapikowała w dół, lecz nagle wzbiła się ponownie w powietrze, tracąc jedynie kilka chwil do Osanena. Z dłoni Fugaty wystrzeliła nagle różowa nić, która pochwyciła jakąś leżacą cegłówkę na ziemi, po czym zamachnęła się i rzuciła nią w Osanena. Ten uniknął ataku, jednak Fugata nie zamierzała go trafić, tylko sprowokować do tego, by uniknął w konkretne miejsce. Jak tylko się jej to udało, wystrzeiła chakramem w tamte miejsce. Tym razem, gdy Osanen był gotowy do sparowania ataku, dziewczyna cofnęła linkę i zmieniła trajektorię lotu chakrama. Przedziwną parabolą poleciał chakram, w taki sposób, że ominął obronę Osanena. Tym razem, atak doszedł do skutku. Chakram wbił się w bok Osanena, a Fugata szarpneła linką, jeszcze bardziej wżynając się w jego cielsko.
To co widziała Haruka, mogło sprawić, że włos jej się zjeżył. Fugata naprawdę zaraz wykończy jednego z Króli Musana.
W tym samym czasie Haruka rzuciła na dobitkę trzy kunaie w leżącego przeciwnika - które bez problemu doszły do celu. Owszem, prowadzili teraz wewnątrz klanowy pojedynek, ale to co zauważyła dziewczyna było prawdą. Oni nie kalkulowali. Oni też chcieli je dopaść.
O tyle, o ile Fugata radziła sobie doskonale z Osanenem, tak nowy przeciwnik Niyomi był... dużo większy od niej. Szedł w jej kierunku powoli, jakby patrząc co zrobi dziewczyna. Niyomi zaś wyprostowała się, przekręciła głowę to w lewo to w prawo, wydając charakterystyczne strzyknięcia karku, po czym wystrzeliła biegiem do idącego przeciwnika. Rywal zamachnął się, a Niyomi wbiegła po ścianie, po czym z całej siły wystrzeliła z kopa w głowę oponenta. Chłop przyjął uderzenie jednak tym razem nie runął odrazu na ziemię. Co gorsza, złapał chyba zaskoczoną dziewczynę i rzucił nią o ścianę. Niyomi wpadła na mur, a ten doskoczył do niej i wykonał trzy ciosy na brzuch i w głowę. Uderzenie było dość silne, bo Niyomi zachwiała się i upadła na bok.
Haruka wystrzeliła w jej kierunku, już formuując ogon by jej pomoc, bo sytuacja nie wyglądała ciekawie. Shinobi doskoczył do Niyomi by dobić ją na ziemi, a dziewczyna ponownie wykonała jakiś przedziwny piruet na ziemi, kopiąc go w twarz i odskakując jednocześnie. Niyomi widząc co robisz machnęła Ci ręką.
- Ty Haruka weź spierdalaj co! - krzyknęła, po czym wyszczerzyła się do Ciebie, a spod jej nosa leciała krew. - Znajdź se swój worek treningowy! Ten jest mój. - powiedziała, po czym otworzyła dłoń i uderzyła w nią pieść. - Dobra kutasiarzu, runda druga. Zaskoczyłes mnie, że wystałeś.
- Dawaj medalion to Cię aż tak nie zleję. - powiedział grubym głosem.
- Hahahahaha! - zaśmiała się. - Dobra, teraz wjeżdzam w Ciebie na serio byczku. - powiedziała i wystrzeliła w jego kierunku.
Mężczyzna zamachnął się pięścią, a Niyomi nagle zgięła łokieć i przyjęła centralnie atak na niego. Pieść trafiła na wystający łokieć, nastąpiło chrupnięcie, a Niyomi wykonała trzy ataki w pozycji stojącej nogą. Dziewczyna trafiła go w dwa kolana, rozszerzając jego postawę, a potem w twarz. Chłop złapał dziewczynę za głowę i z całej siły walnął jej z główki. Głowa Niyomi odskoczyła, ale dziewczyna momentalnie wróciła do pozycji i wyszczerzyła się. Przeciwnik zdziwił się, po czym Niyomi sama złapała go za fraki i wyjebała mu centralnie z dynki między oczy. Jednak po ataku dziewczyny, nos rywala przestawił się w bok, a ona sama będąc w bliskim dystansie, zaczęła po prostu bujać się na boki i walić go serią ataków po brzuchu. Shinobi nie miał już tchu, więc postanowił zrobić ostatni atak, w którym chciał kopnąć kobietę, lecz ta zgięła kolano i tak jak wcześniej, przyjęła kopnięcie na wystającą kość. Niyomi zrobiła dwa kroki do tyłu, po czym przykucnęła, zakręciła się na ręku, a następnie wyskoczyła w powietrze, kręcąc się i... gdy zrobiła dwa obroty wokół własnej osi, kopnęła shinobiego centralnie w głowę. Siła kopnięcia znokautowała chłopa na miejscu, bo ten padł na ziemię i już się nie ruszał.
- GOOOOOL! - krzyknęła zadowolona unosząc ręce do góry w geście zwycięstwa.
W tym czasie poleciałaś po katanę Fugaty, którą znalazłaś bez problemu. Gdy wróciłaś na mur, Niyomi do Ciebie pomachała, biorąc podnosząc za głowę tego przeciwnika, którego właśnie zbiła. Złapała go za włosy i podniosła do góry.
- Dawaj, zajeb mu teraz Ty za te wszystkie niemiłe rzeczy, które nam zrobili! - powiedziała, trzymając nieprzytomnego chłopa tak, byś - jak będziesz chciała - mogła mu wypłacić z pięści.
Nagle Osanen spadł na mur jak rażony piorunem. Wyglądał bardzo źle. Trzymał się za obficie krwawiący bok i podczołgał się do muru, opierając o niego plecami. Fugata wylądowała z impetem na ziemi i stanęła przed Osanenem.
- Ty... Ty kurwo, nie daruję Ci tego.
- Morda psie.
- Zajebię Cię... zobaczysz, zapierdolę Cię. Obiecuję Ci to, że Cię zajebię. - Osanen już nie był szarmancki ani nawet nie udawał. Zdjął maskę. Teraz był przestraszonym chłopcem.
Fugata wystrzeliła do przodu i wbiła stopę w bok mężczyzny, przytrzymując go w ścianie. Osanen zawył z bólu.
- ZAJEBIĘ CIEEEEEEE!!! - wydarł się, a Fugata... nachyliła się do niego, po czym spoliczkowała go. Bardzo, ale to bardzo delikatnie.
Osanen złapał się za polik zdziwiony, po czym zebrał ślinę i splunął Fugacie w twarz mieszanką z krwią. Fugata jednak była niezmącona. Nachyliła się nad chłopakiem i... zaczęła go policzkować. Raz po raz. Jak jakąś taką... najgorszą dziwkę. Osanen nie mógł się ruszyć więc zaczął przyjmować uderzenie za uderzeniem i zaraz wyglądało to tak, jakby miał się popłakać.
- Czyli tam w środku jesteś tylko małym, przestraszonym chłopczykiem. Smutne. - powiedziała Fugata, policzkując go raz po raz. - Nie miałeś matki, ale ja Cię wychowam na porządnego człowieka. - dodała i wnet, waliła go raz po raz z otwartej dłoni w polik. Twarz Osanena jednak po chwili zaczęła puchnąć. - Chociaż chyba wolę Cię zabić. Nikt po Tobie i tak nie zapłacze, więc co to za różnica. Takich kanalii szkoda zostawiać przy życiu.
Powiedziała, po czym złożyła rękę w pięść i chciała uderzyć Osanena. Ten zamknął oczy gotowy na uderzenie, lecz nagle za plecami Fugaty pojawił się... nikt inny jak Asaro. Chłopak złapał Fugatę za dłoń.
- Ma...sa...kra..... - powiedział, patrząc z politowaniem na to co się zadziało.
Fugata przestraszyła się, bo momentalnie chciała zerwać uścisk na swojej dłoni, lecz... nie była w stanie. Asaro trzymał ją mocno i nie zamierzał puścić. Fugata szarpneła jeszcze dwa razy, jednak Asaro uniósł brew do góry pytająco i... puścił jej dłoń. Drugą dłoń trzymał w kieszeni. Wyglądał na bardzo spokojnego.
Niyomi widząc to, zjeżyła się jak kot i tym razem nawet Haruka widziała, że żarty się skończyły. Jeden na jednego z królem to ok, ale... teraz Fugata też była wyczerpana ganianiem Osanena, a Niyomi trochę ranna po pojedynku. Walka z kolejnym królem? Nie był to dobry pomysł.
Fugata odskoczyła w kierunku Niyomi, jednak Asaro nie gonił jej.
- Co-co tak późno, debilu! Widzisz co się stało!? - krzyknął zdenerwowany Osanen.
- Hehe...hehehe...ale....cię....zlała...jak...dziwkę....ma...sa...kra.... - powiedział w swoim stylu Asaro.
Fugata sięgnęła do Haruki, biorąc od niej katanę i przyjmując pozycję do walki, na co Asaro spojrzał w jej kierunku.
- Nie...dasz...rady...zresztą... - skinął głową na trupy dookoła. - Jeszcze...Ci...mało....?
- Dobra, Fugata mogę? Najebię mu.
- Nie. Z nim nie. - powiedziała cicho Fugata.
- Słuszny...wybór... - powiedział. - Posprzątajcie...tu...a....my....idziemy... - dodał, po czym przerzucił Osanena na bark i wystrzelił w kierunku zbliżających się wojsk Kujaku.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
0 x
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Dyskusje w namiocie przywódczyni klanu Kaminari trwały w najlepsze. Anzou dołożył nieco swoich informacji na temat skażenia oraz masek, których używają Ci z klanu Pawia. Zanotował informacje o tym, aby spróbować zdobyć jedną z nich. Może odpowiednia rozmowa czy też mała łapówka dla którejś z Sióstr Nocy przyniesie pożądany efekt. Matka Chino dalej twardo stała przy swoim, nie wierzyła w to co mówią o tym skażeniu, negowała też potencjał pokojowych negocjacji. Była raczej z tych, którą doświadczenia z przeszłości rzutowały na obecne postrzeganie świata, a ten... stale się zmieniał, stale się dostosowywał, a co za tym idzie - ludzie również. Kagada chyba podzielała to, co uważa Anzou - nie warto walczyć, a na pewno nie można ryzykować życia tych ludzi, osady dla pokazu siły. Armia Kaminari była ogromna, ale to o niczym nie świadczy. Przecież Kujaku też mieli wojska, a co gorsza - dysponowali dziwnymi technologiami, które... raczej są inne i na bardziej zaawansowanym poziomie.
- Jeżeli mogę się wtrącić... Na sam koniec chcę jednak dodać, że ten klan nie jest tak Dziki, za jaki go do tej pory mogliśmy postrzegać. Oczywiście, żyli za Murem, ale... nie są tacy, jak można było sobie ich wyobrazić. Argumentem, który popiera to, co mówię jest to, że mają swoją kulturę, jakieś rytuały, zwyczaje... Tak Dzicy się nie zachowują. Do tego... te ich stroje, maski, bomby... to też świadczy o tym, że posiadają jakąś inteligencję, ludzi, którzy stale nad tym pracują. Nie lekceważmy ich, nie traktujmy ich też jak typowych Dzikich. Już raz świat zlekceważył zagrożenie, w wielkiej bitwie na Murze i skończyło się to fatalnie, ze skutkami nadal musimy się borykać, do dziś...
Czy Anzou powinien to mówić? Czy kogokolwiek w namiocie interesuje jego opinia? Pewności nie ma, ale chłopak zrzucił z siebie to, co czuł na barkach. Mówił pewnie, spokojnie, odpowiednio gestykulując dłoniami. Anzou lekko się zdziwił słysząc, że Kagada nie jest w ścisłej elicie pod kątem siły, ale pocieszający był fakt, że jest na dobrej drodze. To jest osada Kaminari. To Anzou, Kagada i ekipa ją odbili, z trudem, ale odbili. To Kaminari trzymają tu władzę i tak też będzie. Siostry Nocy raczej to zrozumieją i nie będą komplikować. Anzou zanotował tą informację i dalej słuchał rozmów pomiędzy elitą klanu. Czy to, że znajdował się w tym namiocie, miał prawo głosu... sprawiało, że też był ważny? Czy to zwykły przypadek? Wiele pytań. Nastolatek usłyszał instrukcje.
- Tak jest. Nikt nie wejdzie. Czy mam to robić sam, czy z kimś z naszego oddziału? Czy... ewentualnie z którąś z Sióstr? Jakkolwiek to nie zabrzmi, chyba dobrze mieć którąś obok, może rozpoznać tych pomocników Musana...
Anzou rzucił pytaniem i był gotowy zgodnie z rozkazem do opuszczenia namiotu. Armia Kujaku zgodnie z zeznaniami żołnierza już tu była. Nie było więc wiele czasu, kolejne elementy układanki łączyły się i nadchodziło nieuniknione. Negocjacje, które są wielkim znakiem zapytania, pod kątem ich przebiegu i finalnego ustalenia. Kilkanaście godzin dzieli kształtowanie losu wielu ludzi. Nastolatek początkowo pożegnał się ukłonem z Matką Chino, a następnie podszedł do Shirei-kan.
- Uważaj proszę na siebie jutro... a ja... jeszcze raz Ciebie przepraszam, ale wiem... wiem co robić. Nie zawiodę.
Anzou mówił to stosunkowo cicho, tak, aby tylko zainteresowana to usłyszała. Jego głos był przepełniony emocjami, nawet delikatnie zadrżał na samym początku. Chłopak ufał Chino, chciał być dla niej oparciem i jutro będzie miał pierwszą okazję, aby to udowodnić, choćby poświęcając swoje życie jeżeli zajdzie taka potrzeba. Nastolatek opuścił namiot i ruszył za Kagadą.
- I co o tym wszystkim myślisz? Dla mnie szczerze to eliminacja tego całego Musana byłaby najlepszym rozwiązaniem i fundamentem pod jakiś względny... spokój. Nie po to kurwa odbijaliśmy tą osadę, to wszystko, aby teraz znowu ryzykować życiem ludzi. Zastanawiam się tylko... czy Siostry Nocy nie blefują, ale nie wydają się takie być.
Anzou postanowił zadać dość otwarte pytania Kagadzie. Nie miał bladego pojęcia jak zareaguje, co powie, ale czuł, że może sobie pozwolić na takie pytania i wyrażenie swojej opinii. On jej ufał, bezgranicznie. Pytanie tylko - czy ona dba o cokolwiek innego jak o czystą siłę i moc?
- Jeżeli mogę się wtrącić... Na sam koniec chcę jednak dodać, że ten klan nie jest tak Dziki, za jaki go do tej pory mogliśmy postrzegać. Oczywiście, żyli za Murem, ale... nie są tacy, jak można było sobie ich wyobrazić. Argumentem, który popiera to, co mówię jest to, że mają swoją kulturę, jakieś rytuały, zwyczaje... Tak Dzicy się nie zachowują. Do tego... te ich stroje, maski, bomby... to też świadczy o tym, że posiadają jakąś inteligencję, ludzi, którzy stale nad tym pracują. Nie lekceważmy ich, nie traktujmy ich też jak typowych Dzikich. Już raz świat zlekceważył zagrożenie, w wielkiej bitwie na Murze i skończyło się to fatalnie, ze skutkami nadal musimy się borykać, do dziś...
Czy Anzou powinien to mówić? Czy kogokolwiek w namiocie interesuje jego opinia? Pewności nie ma, ale chłopak zrzucił z siebie to, co czuł na barkach. Mówił pewnie, spokojnie, odpowiednio gestykulując dłoniami. Anzou lekko się zdziwił słysząc, że Kagada nie jest w ścisłej elicie pod kątem siły, ale pocieszający był fakt, że jest na dobrej drodze. To jest osada Kaminari. To Anzou, Kagada i ekipa ją odbili, z trudem, ale odbili. To Kaminari trzymają tu władzę i tak też będzie. Siostry Nocy raczej to zrozumieją i nie będą komplikować. Anzou zanotował tą informację i dalej słuchał rozmów pomiędzy elitą klanu. Czy to, że znajdował się w tym namiocie, miał prawo głosu... sprawiało, że też był ważny? Czy to zwykły przypadek? Wiele pytań. Nastolatek usłyszał instrukcje.
- Tak jest. Nikt nie wejdzie. Czy mam to robić sam, czy z kimś z naszego oddziału? Czy... ewentualnie z którąś z Sióstr? Jakkolwiek to nie zabrzmi, chyba dobrze mieć którąś obok, może rozpoznać tych pomocników Musana...
Anzou rzucił pytaniem i był gotowy zgodnie z rozkazem do opuszczenia namiotu. Armia Kujaku zgodnie z zeznaniami żołnierza już tu była. Nie było więc wiele czasu, kolejne elementy układanki łączyły się i nadchodziło nieuniknione. Negocjacje, które są wielkim znakiem zapytania, pod kątem ich przebiegu i finalnego ustalenia. Kilkanaście godzin dzieli kształtowanie losu wielu ludzi. Nastolatek początkowo pożegnał się ukłonem z Matką Chino, a następnie podszedł do Shirei-kan.
- Uważaj proszę na siebie jutro... a ja... jeszcze raz Ciebie przepraszam, ale wiem... wiem co robić. Nie zawiodę.
Anzou mówił to stosunkowo cicho, tak, aby tylko zainteresowana to usłyszała. Jego głos był przepełniony emocjami, nawet delikatnie zadrżał na samym początku. Chłopak ufał Chino, chciał być dla niej oparciem i jutro będzie miał pierwszą okazję, aby to udowodnić, choćby poświęcając swoje życie jeżeli zajdzie taka potrzeba. Nastolatek opuścił namiot i ruszył za Kagadą.
- I co o tym wszystkim myślisz? Dla mnie szczerze to eliminacja tego całego Musana byłaby najlepszym rozwiązaniem i fundamentem pod jakiś względny... spokój. Nie po to kurwa odbijaliśmy tą osadę, to wszystko, aby teraz znowu ryzykować życiem ludzi. Zastanawiam się tylko... czy Siostry Nocy nie blefują, ale nie wydają się takie być.
Anzou postanowił zadać dość otwarte pytania Kagadzie. Nie miał bladego pojęcia jak zareaguje, co powie, ale czuł, że może sobie pozwolić na takie pytania i wyrażenie swojej opinii. On jej ufał, bezgranicznie. Pytanie tylko - czy ona dba o cokolwiek innego jak o czystą siłę i moc?
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 600
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Zdecydowanie - cokolwiek Onasen planował, jego kalkulacje nie uwzględniły w pełni ani zdolności, ani determinacji Fugaty. Próba walki z jej mentorką w powietrzu okazała się być tylko ostatecznym dowodem na to, że Król Musana był... zdesperowany. Co więcej, nawet jeśli liczył na to, że "uczniowie" poradzą sobie z nią i z Niyomi - nawet tutaj się pomylił. Niyomi, mimo bycia "jedynie" trzecim Piórem, wyraźnie była już doświadczoną wojowniczką, do tego - wydawała się ekspertką od walki w średnim i bliskim kontakcie. Nawet kiedy odłożyła swoją specyficzną linkę, jej kopniaki i pięści kładły kolejnych pachołków Musana. Nawet kiedy przyszło jej się zmierzyć z najtwardszym do tej pory przeciwnikiem, który zdołał jej się odwdzięczyć kilkoma ciosami, co sprawiło, że Haruka była już gotowa przebić go od tyłu swoimi ogonami, ta podniosła się od razu i tylko kazała jej się cofnąć.
Uśmiechnęła się, widząc determinację i pewność siebie najbardziej "luzackiej" z Sióstr.
Zgodnie z poleceniem, wycofała się na bezpieczny dystans, obserwując nadal sytuację dookoła, ale... rzeczywiście. Jej pomoc zupełnie nie była potrzebna. Niyomi okazała się być równie - a nawet bardziej - twarda i odporna na ciosy, niż jej wielki przeciwnik. Nie miała pojęcia jak to zrobiła, ale kopniak z podwójnego obrotu zakończył to starcie, nokautując - a chyba nawet zabijając - przeciwnika. Widząc to, Haruka szybko zanurkowała po katanę mentorki, na szczęście wracając z nią błyskawicznie na miejsce walki. Widząc nieprzytomnego przeciwnika, już zacisnęła pięść, gotowa mu rzeczywiście przywalić, ale... ale potem dotarło do niej, że osobą, którą ma ochotę uderzyć, nie był bezimienny pachołek Musana.
Byli nimi jego Królowie.
Zwłaszcza Osanen, ze swoim pewnym siebie uśmieszkiem.
- Nie będę sobie brudzić rąk tą nieprzytomną gnidą. Ale jak wstanie i jeszcze będzie fikać, chętnie mu przypomnę, na czym polega walka Kujaku. - odparła Niyomi, patrząc z pogardą na mężczyznę, a jej ogony zafalowały, niemal przyjmując formę otwartej szczęki Yeny.
Nagle obok nich pojawił się Osanen... i teraz już nie był tym, kim był parę chwil temu. Teraz był przestraszony. Fugata pozbawiła go wszystkich masek skuteczniej, niż być może ktokolwiek wcześniej. Haruka patrzyła na Króla zimnym, beznamiętnym wzrokiem. Jeszcze idąc na spotkanie chciała mieć nadzieję, że być może przynajmniej on spośród Króli jest tym, z kim można rozmawiać, ale... nie. Okazało się tylko, że w głębi serca jest tylko małym, przerażonym i desperacko pragnącym kontroli nad innymi dzieciakiem.
Byłoby jej go może nawet żal, gdyby nie fala pogardy, którą do niego czuła.
Obserwowała, jak jej mentorka policzkuje go. Czekała, aż zada mu ostatni cios, jednak nim ten zdążył nastąpić... pojawił się Asaro. Ogony Haruki zafalowały, a ona sama najeżyła się, niemal identycznie, jak Niyomi obok. Razem pewnie wyglądały jak dwa wściekłe koty, obserwujące węża przed sobą. Słysząc jego głos i przeciągane sylaby i słowa, przemknęło jej przez głowę, żeby spytać Shiry, jak dawała radę z nim wytrzymać. Jej już teraz działał na nerwy. Chętnie by go też zaatakowała jednak... walka ze świeżym, wypoczętym Królem, kiedy wszystkie były jednak ranne i dość zmęczone... nie była dobrym pomysłem. Fugata to widziała, chociaż oczywiście duch bojowy Niyomi absolutnie nie przyjmował wyniku tego równania do świadomości.
- Skurwysyn. Jeden z drugim. - warknęła cicho, patrząc za oddalającymi się Królami. Ścisnęła w dłoni medalion, po czym popatrzyła dookoła... w tym na nieprzytomnego mężczyznę, którego znokautowała Niyomi.
- Co z nimi zrobić, Fugata-senpai? To gnidy Musana, ale... pasowałoby oddać ich z powrotem meteorytowi. Poza tym, może ten tutaj ma jakieś informacje. - wskazała na nieprzytomnego, a w jej pamięci mignął obraz tajnego obozu, gdzie przesłuchiwała - krótko, ale nadal - więźniów Kaminari. Czy byłaby w stanie zrobić to samo pobratymcowi? Nie była pewna.
Jej wzrok przesunął się po zwłokach shinobiego, którego sama zabiła. Może jednak mogła.
Wróciła do Sióstr, skłaniając im się jeszcze z wdzięcznością.
- Dziękuję wam za pomoc. Gdyby nie wy, pewnie bardzo źle by się to dla mnie skończyło. -
0 x
- Nizan
- Posty: 119
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Nim przyszło do pożegnania, zamierzałeś wypowiedzieć się jeszcze nie tylko o samych Siostrach, ale też o tym, co chodziło Ci po głowie. A więc... po pierwsze to, że nie są aż takie Dzikie, po drugie to, że mieli swoją kulturę i zwyczaje, a po trzecie, że byli przygotowani. Prosiłeś, by ich nie lekceważyć.
- Nie interesuje mnie skąd pochodzą i jacy są. Są realnym zagrożeniem, które w cztery klany przeszło się po Sogen jak po plaży. Jeżeli ktokolwiek ich lekceważy, powinien spojrzeć na to, gdzie wylądowali Uchiha. - prychnęła. - Dlatego ja tym bardziej traktuję ich bardzo, ale to bardzo poważnie. O to możesz być spokojny.
Dalej chciałeś pożegnać się z Chino, ale widziałeś po jej twarzy, że albo nie jest to ta sama Chino co wcześniej, albo... po prostu zmieniła nastawienie. Ona również dorastała, przeżyła niemało i przestawała być nastolatką, a zaczynała kobietą na szczycie całego rodu.
- Oko, noga i miecz. - powiedziała w Twoim kierunku, po czym skinęła głową do Kagady. We dwójkę wyszliście z namiotów i ruszyliście w kierunku siedziby Kujanari.
Gdy tylko wyszliście z obozowiska, zapytałeś wprost co Kagada sądzi o tym. Było to w sumie chyba pierwsze Twoje spotkanie z Kagadą jeden na jednego, nie licząc historii, gdzie przerzuciła Cię ze stolikiem przez ścianę. Chociaż wtedy byliście w tawernie, a teraz... cóż. Tylko wy i cisza.
- Czemu przejmujesz się jakimś człowiekiem, którego nawet na oczy nie widziałeś? - zapytała nagle Kagada, gdy skończyłeś wywód. - Dorośnij, kurwa. Wszystko, co Ci powiedziały, może być blefem. Toczymy wojnę. - powiedziała i spojrzała na Ciebie spod ukosa. - Zamiast zastanawiać się nad tym, co byłoby najlepszym fundamentem pod względny spokój, spójrz przed siebie. Tam, w morze. - powiedziała i skinęła głową. - Tam masz coś, co nie jest blefem. Dwie osoby w randze Seinina i około ośmiu Kogo. I nawet skurwysyn się nie zająknął. Rozumiesz z czym się mierzymy? - zapytała i ruszyła dalej. - To jest REALNE zagrożenie, a nie jakiś chłop z ich opowiastek, bo nie mam kurwa totalnie pojęcia, jak pokonać demona. Nie wiem jak mój przodek mój z nim sparować. SPAROWAĆ, ROZUMIESZ? - po czym odwróciła się do Ciebie i spojrzała z góry. - Ja z nim walczyłam za cenę życia i śmierci, a Sumo Kaminari sobie z nim... sparował. Po prostu. A jeżeli jeszcze raz usłyszę od Ciebie coś w temacie Sióstr Nocy, czy innych cip Kujaku, to osobiście wezmę Cię i wyrzucę w kierunku ich stolicy. Twoje pytanie powinno brzmieć skąd masz kurwa wziąć sharingana, protezę i przede wszystkim artefakt, który kazała Ci przynieść Chino. I prawilnie polecam Ci się nad tym zacząć zastanawiać, bo to, że jesteś weteranem nie jednej wojny to wszystko rozumiem, ale potrzebujemy jej sprawnej. Nie chcesz, by znalazła sobie innego shinobiego, który przyniesie jej dary prędzej od Ciebie. - i chociaż Kagada nie darła się na Ciebie jak zawsze, tak była równie stanowcza co zwykle.
Wtedy też doszliście do Siedziby Kujanari i weszliście do środka. Na dole było... coś w rodzaju kolacji, ale takiej już prawie skończonej. Siedziała Shira, Hisamida, Waba i Moshi z Sandą. Reszty nie było widać. Gdy tylko Kagada zrobiła krok w butach, Hisamida przestała pić i spojrzała na nią gniewie, na co Kagada ponownie - ostentacyjnie - zdjęła buty i rozrzuciła je na boki, przesuwając buty innych. Tym razem nie wzięła jednak kapci i weszła boso.
- Ooo jest i Seinin klanu Kaminari! - powiedziała zadowolona Shira. - Jak było?
Kagada podeszła i stanęła nad stołem, gdzie reszta piła herbatę i... grali w jakąś grę. Chyba kości.
- Chuj. Cię. To. Obchodzi. - zaakcentowała każde słowo Kagada. - Pozbyłaś się problemu?
- Matko, pytam tylko. Nie musisz być taka opryskliwa za każdym razem.
- Wkurwiasz mnie więc dostajesz to na co zasługujesz. Jak zajęłaś się problemem, to ostrzegam Cię, że teraz jak zobaczę kogokolwiek od Was, to mam w dupie tą armię pod bramą i wjeżdzam tam z buta. Rozumiesz?
- Armia już jest? - zapytała Shira i westchnęła. - Nie chce mi się dziś tam lecieć. Jutro pójdę z rana. Negocjacje jutro?
Kagada zastanawiała się jak odpowiedzieć na to pytanie. Wyglądało na to, że na stole ma opcje "mam to w dupie", a "co Ci do tego", ale... stało się coś innego.
- Tak.
- Jak się ubierasz? - zapytała poważnie Shira.
No i Kagada zrobiła minę, jak wtedy gdy Shira oddała jej przewodnictwo w planie. Shira przewróciła oczami.
- No nie patrz się jak dzik w żołędzie tylko powiedz, to normalne pytanie.
- Wyjaśnij mi... na... CHUJ Ci ta wiedza? - zapytała, a głowa Kagady zaczęła parować.
- No bo mogę wyskoczyć w naszym kombinezonie, ale chyba nie jest to najlepszy pomysł. Z drugiej strony, jak nie masz jakiegoś specjalnego planu, to Urasano nam może uszyć podobne stroje. Ty wtedy zarzucisz swój płaszczyk Seinina, ja swój i będziemy wyglądać niewyzywająco dla całej sytuacji, ale nadal oddzielnie. Powinnyśmy dać przykład, że nasze klany mogą się dogadać.
Nastała cisza.
- Nie interesuje mnie to. Mnie interesuje tylko jak...
- ... jak pokonać bijuu, tak wiem, słyszałam. Matko, czy z Tobą da się przez chwilę NORMALNIE porozmawiać, czy muszę do Ciebie mówić wielkimi literami. Nie interesuje Cię bijuu, tylko interesuje Cię ochrona ludzi, tak jak i mnie. A dopóki nie znajdziemy sposobu, jak pokonać bijuu, nie możemy wznowić walk. Jak jutro wybuchnie wojna i wrócimy do walki, to Wy się wycofacie, my się wycofamy i stracimy ludzi. Niewinnych.
- My się nie wycofamy.
- Tak? A ja byłam przekonana, że macie większą wojnę na południu Waszych ziem. Skoro przysłaliście tutaj całą armię i jesteście gotowi podjąć bijuu, to co jest tam? Kto tam został? - zapytała unosząc brew. - Co Ty myślisz, że ja seininem zostałam bo medalion w paczce ryżu znalazłam? Też przestań na chwilę udawać durnia i skup się na tym co do Ciebie mówię.
Kagada uniosła głowę i fuknęła tylko.
- Zrobię co trzeba. Ty zajmij się świeceniem dupą na negocjacjach, ja zajmę się planem co zrobić z bijuu. - powiedziała i ruszyła w kierunku piwnicy. Zniknęła Wam z oczu.
Wtedy Hisamida spojrzała na wszystkich.
- Kogo teraz kolej? Chyba Sando Twoja. - i podała jej kości do rzutu. Wtedy jednak... nagle słychać było kroki. Kagada wróciła na górę i niosła ze sobą skrzynkę. Dość sporą? Podeszła do drzwi i położyła ją w przejściu.
- Wszystkie przygłupy za mną. - powiedziała. - Jak który się spóźni nim dojdę do zakrętu, to nie dożyje rana. - powiedziała, po czym wyszła z siedziby Kujanari. Sanda odwróciła się i krzyknęła do Yaia i Zaku, którzy chyba byli na górze, a sama pośpiesznie z Moshim zaczęła ubierać obuwie.
Nim jeszcze pojawił się Asaro, przekazałaś Niyomi informację, że nie będziesz sobie brudzić rąk nieprzytomną gnidą. Jednak, gdyby miał wstać, to byłaś gotowa mu sieknąć. Niyomi przechyliła pytająco głowę.
- Nie no, nie wstanie. Czysto mi siadło. - powiedziała, po czym wypluła grzybka i wzięła nowego do ust.
Wtedy pojawił się Asaro, wszystkie trzy zjeżyłyście się, ale ewidentnie były facet Shiry nie miał zamiaru z Wami walczyć. Osanen jeszcze coś tam krzyknął gdy odlatywali, a Fugata schowała do pochwy katanę, wcześniej strzepując ją z resztek krwi. Następnie Fugata rozejrzała się dookoła i... Haruka zapytała co mają zrobić. Jednak jej wzrok był skupiony na czymś innym.
Osanen zostawił meteoryt i to do niego podeszła w pierwszej kolejności Fugata, a za nią Niyomi. Samurajka schyliła się i podniosła go. Pod światłem był zdecydowanie inny. Był dość... blady? Fugata rozszerzyła oczy.
- Niemożliwe... to jest... - powiedziała i spojrzała w kierunku Niyomi. Trzecie pióro wzruszyło ramionami.
- Aaa... no zapomniałam Ci przewinąć. Chocho kopnęła w kalendarz. U nas na tej pufie w salonie Sióstr. Usnęła i już nie wstała.
Oczy Fugaty rozszerzyły się i powoli spojrzała na to... co trzymała w ręku. Widziałaś jak... mina Fugaty zmienia się. Jej oczy zmrużyły się, a zęby zacisnęły. Jeżeli była neutralna, to pierwszy raz, gdy dała taki upust swoim emocjom. Była wściekła. Nie, wściekła była na Hisamide i Wabę. Tutaj była wkurwiona.
- Czej, tylko nim coś odpierdolisz, to... - Niyomi podeszła do niej, lecz Fugata uniosła rękę, by ją zatrzymać.
- Gdybym wiedziała minutę temu... że te kundle zbezcześcili meteoryt Pani Chocho... to... to... - Fugata aż zamknęła oczy i odchyliła głowę, tak by płatki śniegu spadały na jej twarz.
- Ty stara, beka beką, ale nie wiem czy na Asaro byśmy dały radę. Może lepiej, że stało się jak się stało. - mruknęła Niyomi. - Poza tym, chuj z nami, ale jeszcze tutaj Haruka jest.
Fugata jednak nie odpowiedziała, po prostu zamarła tak przez chwilę. Dopiero w pewnej chwili wzięła głęboki oddech, a meteoryt w pojemniku schowała za pazuchę swojego hiori.
- Niyomi, weź ich i spal gdzieś, żeby nikt nie widział. - powiedziała nagle Fugata. - Podobijaj tych, co przeżyli. Nie zasługują na ceremonialne pożegnanie. - opuściła głowę, a jej mimika wróciła już do normy.
- Luźno. Ja to tam religijna za bardzo nie jestem, to jak chcesz to mogę się jeszcze odlać na nich. - powiedziała zadziornie.
I kiedy Fugata miałaby pewnie ją zrugać, ta delikatnie skinęła głową.
- Jak chcesz. Ja o niczym nie wiem. - powiedziała, po czym Fugata podeszła do Niyomi i skinęła głową. - Bardzo ładnie walczyłaś. Jestem pod wrażeniem. - Fugata uniosła rękę i... położyła plasko na głowie Niyomi. - Dobra robota, Niyomi.
Na twarzy Niyomi nagle pojawił się... gigantyczny rumieniec. Dziewczyna uśmiechnęła się od ucha do ucha, zapiszczała i rozszerzyła ręce tak, by złapać Fugatę i przytulić ją... jednak Fugata była szybsza i silniejsza. Wystawiła rękę do przodu i złapała głowę Niyomi, tak by nie dopuścić do przytulenia.
- Bez przesady. - powiedziała. Jak widać, tylko Shira umiała obejść obronę Fugaty przed przytulaniem.
- Ej no... nawet przytulas nie?
- Poklepałam Cię po głowie, to już i tak dużo.
- W sumie. Dobra, a wy co?
Fugata obejrzała się na Harukę.
- My się przejdziemy. Chodź. - powiedziała Fugata, po czym zerknęła na Niyomi. - Za piętnaście minut w siedzibie. Ja o wszystkim melduję, ale bądź gotowa, bo nawet ja nie wiem, jak zareaguje. - powiedziała Fugata, a Niyomi zmieniła minę na poważną i skinęła głowa.
Następnie Fugata zeskoczyła z murku i dość powolnym krokiem zamierzała iść gdzieś po osadzie z Haruką. Dziewczyna ewidentnie zwolniła.
- Nie rozumiałam, czemu chciał się z Tobą spotkać, ale już rozumiem. - zaczęła. - Chciał zwrócić meteoryt. Rzadko zdarza się, że po śmierci meteorytu można użyć drugi raz. Ale wiem, że się zdarza. Zakładam, że Muwara z Shirą muszą to ocenić. - spojrzała na Ciebie przez chwilę. - Od początku była to farsa w celu przekazania nam meteorytu.
Weszłyście w jedną z uliczek.
- Jednak nie to jest... - zaczęła. - ... to będzie trudne. Nie wiem od czego zacząć. - mimo jej kamiennej twarzy, widziałaś, że targają nią różne emocje. Dziewczyna stanęła i odwróciła się w Twoim kierunku. - Widziałam manewr który wykonałaś. Powietrzny manewr, który zastosowałaś ma na celu bombardowanie celów, a nie oszukanie kogoś, kto Cię goni. Bombardowanie z powietrza, a walka w powietrzu z innymi latającymi przeciwnikami to dwa różne tematy. Jednak, z jakiegoś powodu udało Ci się. - patrzyła na Ciebie tymi swoimi beznamiętnymi oczami i nie wiedziałaś jaka jest jej reakcja. - Shira jednak naprawdę jest geniuszem. Dwa treningi, jedna walka, a Ty używasz tego co się nauczyłaś w bitwie i nie kalkulujesz. A może właśnie kalkulujesz. Może działasz instynktownie. - odwróciła głowę na wprost, jakby miała iść dalej. - Nie wiem skąd ona wiedziała, ale też zaczynam to czuć. - zrobiła pauzę. - Przerośniesz nas wszystkie. Ruszajmy.
Czy to... co usłyszałaś to fikcja? Czy Fugata właśnie...? Nie miałaś czasu nad tym się zastanawiać, bo Fugata odrazu zaczęła dalej temat.
- To co Ci zaraz opowiem jest bardzo ważne. Tylko muszę zastanowić się, jak to ugryźć. Bo widzisz, Chocho-dono... - i nagle Fugatą zachwiało. Dziewczyna potkneła się i wpadła na ławkę, łapiąc się za głowę. Wyglądało to groźnie, jednak kobieta wyprostowała dłoń w Twoim kierunku, byś jej nie pomagała. - ... skutki genjutsu. Dużo razy dostałam. Poczekajmy, zaraz mi minie. - powiedziała, a sama przesunęła się i usiadła na ławce, by złapać chwilę oddechu.
Zza rogu wyszła ekipa Kaminari - Kagada szła gdzieś w kierunku morza z całą swoją brygadą. Niosła jakąś dziwną skrzynkę.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
1 x
- Anzou
- Posty: 1127
- Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Kogo
- Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=6941
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Bycie Kaminari ogólnie rzecz ujmując do łatwych nie należy. Ten klan posiada wyjątkowo wybuchowy temperament. Anzou przekonywał się o tym praktycznie w momencie każdej interakcji z kimś z klanu, jedynym człowiekiem, który taki nie był chyba nosi imienie Zaku. Chino i Kagada nieustannie robiły sobie używanie z Władcy Piorunów. Nie było lekko, nastolatek musiał spełniać oczekiwania wielu osób na raz, a czegokolwiek nie zrobi - zawsze istnieje coś, co mógł zrobić lepiej. To bardzo komplikuje taki stabilny i spokojny rozwój, chłopak w miarę radzi sobie z tą presją, ale ile można? W głębi, w samym środku go to bolało. Robił co mógł, dwoił się, troił, ryzykował życiem i... co z tego? Odrobina pozytywnej energii nie zaszkodziłaby klanowi. W tej materii klan Pawia może służyć jako przykład. Władca Piorunów opuścił namiot, w którym była Chino i wyszedł z Kagadą. Mieli robotę do zrobienia. Kagada od razu przeszła ponownie do ofensywy. Anzou nie miał już nawet sił jakkolwiek tego negować, polemizować, wiedział, że to walka z wiatrakami. Kobieta ewidentnie stawiała na siłę i to był jej argument. Teraz chyba oszalała na punkcie tej ogoniastej bestii, tego, że nie była w stanie go pokonać, gdy Sumo Kaminari normalnie z nią sparingował. Wszystko być może jeszcze przed nią.
- Powiedzieć, że się nim przejmuję to za wiele. Przejmuję się klanem. Ludźmi, którzy są w osadzie. Przejmuję się tą pierdoloną bestią, do której nie mam podjazdu. To są moje realne problemy. Siły nie zdobędę tak szybko jak chcę, nie znam takich metod, jeżeli Ty wiesz jak to mogę zrobić - słucham. Wszystko przekuję w realne działania.
Anzou był ciekawy potencjalnych porad swojej rozmówczyni. Mówił pewnie, wyprostowany, tak jak przystało na Kaminari. Nie bał się konsekwencji. Chyba już było mu wszystko jedno czy każe mu trenować, czy go uderzy. To na niego nie działało. Strach może i był, ale w obecnej chwili nie był on czymś, co sprawia, że Anzou gryzie się w język. Dalej Kagada wspomniała o Sharinganie, protezie i jeszcze tym mieczu. Wiele rzeczy da się załatwić posiadając odpowiednią liczbę pieniędzy. Tym raczej dysponował Niebieskooki.
- Sharingan to raczej wiadomo gdzie szukać, muszę ustalić jak zachować ciało, to oko, jak je przechowywać, aby organ był sprawny. Na pozostałe rzeczy też mam plan, może gdyby nie ta pierdolona wojna to sprawy miałyby się inaczej.
Nastolatek na tym skończył, wędrował dalej za Kagadą aż dotarli do tymczasowej siedziby Kujanari. Tam klasycznie doszło już do pewnego rodzaju konfrontacji Seinin dwóch klanów. Dyskusja jak zawsze żywiołowa, pełna swego rodzaju ironii i przekąsu. Kolejny element, który można powiedzieć, że jest już cechą charakterystyczną, nawet zwyczajem dla tych kobiet. Anzou mimo to starał się wyłapywać coś pomiędzy, Shira dość słusznie wypunktowała Kagadę, co nie spotkało się chyba z jej aprobatą. Poniekąd, liderka Sióstr Nocy miała racje. Obecność dużej armii tutaj sprawia, że inne odcinki frontu są zagrożone. Oczywiście tyczy się to też klanu Pawia, natomiast utrata tych ludzi to praktycznie koniec dla samego klanu. Wszystko ma znaczenie. Tutaj toczy się gra nie tylko o jakieś wpływy, ale przede wszystkim o przetrwanie. Żarty się skończyły. Nastolatek zastanawiał się też gdzie jest Gzik i do cholery kim on jest. Czy to człowiek? Jego myśli zostały jednak przerwane. Kagada postanowiła ponownie wszystkich publicznie obrazić i wezwać za sobą. Anzou ruszył zgodnie z jej instrukcją, ale nie spodobało mu się to publiczne wyzywanie. Po co to robić? Przecież oni są zwykłymi ludźmi, raczej przetrwanie tak otwartego konfliktu świadczy o tym, że raczej też nie są przygłupi. Kagada niosła jakąś skrzynię, Anzou dostrzegł też Siostry Nocy, jednak w żaden sposób nie nawiązał z nimi kontaktu, nie machnął, nie skupiał na nich swojej uwagi. Ciekawiło go, co takiego taszczy Kagada i dlaczego wszyscy idą nad Morze. Czy ona nie kombinuje czegoś... odklejonego?
- Powiedzieć, że się nim przejmuję to za wiele. Przejmuję się klanem. Ludźmi, którzy są w osadzie. Przejmuję się tą pierdoloną bestią, do której nie mam podjazdu. To są moje realne problemy. Siły nie zdobędę tak szybko jak chcę, nie znam takich metod, jeżeli Ty wiesz jak to mogę zrobić - słucham. Wszystko przekuję w realne działania.
Anzou był ciekawy potencjalnych porad swojej rozmówczyni. Mówił pewnie, wyprostowany, tak jak przystało na Kaminari. Nie bał się konsekwencji. Chyba już było mu wszystko jedno czy każe mu trenować, czy go uderzy. To na niego nie działało. Strach może i był, ale w obecnej chwili nie był on czymś, co sprawia, że Anzou gryzie się w język. Dalej Kagada wspomniała o Sharinganie, protezie i jeszcze tym mieczu. Wiele rzeczy da się załatwić posiadając odpowiednią liczbę pieniędzy. Tym raczej dysponował Niebieskooki.
- Sharingan to raczej wiadomo gdzie szukać, muszę ustalić jak zachować ciało, to oko, jak je przechowywać, aby organ był sprawny. Na pozostałe rzeczy też mam plan, może gdyby nie ta pierdolona wojna to sprawy miałyby się inaczej.
Nastolatek na tym skończył, wędrował dalej za Kagadą aż dotarli do tymczasowej siedziby Kujanari. Tam klasycznie doszło już do pewnego rodzaju konfrontacji Seinin dwóch klanów. Dyskusja jak zawsze żywiołowa, pełna swego rodzaju ironii i przekąsu. Kolejny element, który można powiedzieć, że jest już cechą charakterystyczną, nawet zwyczajem dla tych kobiet. Anzou mimo to starał się wyłapywać coś pomiędzy, Shira dość słusznie wypunktowała Kagadę, co nie spotkało się chyba z jej aprobatą. Poniekąd, liderka Sióstr Nocy miała racje. Obecność dużej armii tutaj sprawia, że inne odcinki frontu są zagrożone. Oczywiście tyczy się to też klanu Pawia, natomiast utrata tych ludzi to praktycznie koniec dla samego klanu. Wszystko ma znaczenie. Tutaj toczy się gra nie tylko o jakieś wpływy, ale przede wszystkim o przetrwanie. Żarty się skończyły. Nastolatek zastanawiał się też gdzie jest Gzik i do cholery kim on jest. Czy to człowiek? Jego myśli zostały jednak przerwane. Kagada postanowiła ponownie wszystkich publicznie obrazić i wezwać za sobą. Anzou ruszył zgodnie z jej instrukcją, ale nie spodobało mu się to publiczne wyzywanie. Po co to robić? Przecież oni są zwykłymi ludźmi, raczej przetrwanie tak otwartego konfliktu świadczy o tym, że raczej też nie są przygłupi. Kagada niosła jakąś skrzynię, Anzou dostrzegł też Siostry Nocy, jednak w żaden sposób nie nawiązał z nimi kontaktu, nie machnął, nie skupiał na nich swojej uwagi. Ciekawiło go, co takiego taszczy Kagada i dlaczego wszyscy idą nad Morze. Czy ona nie kombinuje czegoś... odklejonego?
0 x

- Kujaku Haruka
- Posty: 600
- Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 17#p224917
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
- No i bardzo dobrze. - skwitowała to, że ostatni z przeciwników Niyomi nie powróci już raczej do nich. Jednocześnie wyciągnęła dłoń, częstując się grzybkiem od trzeciego Pióra. Potrzebowała coś porzuć i się nieco uspokoić po tym wszystkim, co właśnie się stało. Tym bardziej, że dotarło do niej, że przed sobą ma... odłamek meteorytu, który pozostawił Osanen. Nie była pewna, czy to dobrze, czy źle, ale nim zdążyła w ogóle to przemyśleć, dowiedziała się nagle... czyj to był odłamek.
Chocho.
Odruchowo złożyła dłonie, wypowiadając krótką modlitwę do Nesaku, by Chocho mogła dołączyć do grona gwiazd i przodków, którzy czuwali nad klanem Kujaku. Kiedy jednak zrozumiała, co takiego musieli zrobić Królowie, aby odzyskać meteoryt... jej pięści ponownie się zacisnęły. Dopiero po kilku oddechach zdołała uzyskać z powrotem równowagę. Kiedy Niyomi przypomniała Fugacie, że nie mogły się zmierzyć jeszcze z Asaro, poczuła ukłucie wstydu. Ponownie miała wrażenie, że gdyby wybrano Misuno, a nie ją... to dzisiejsze spotkanie mogłoby się zupełnie inaczej potoczyć. Ale czy w ogóle by do niego doszło? Czy może kuzynka... przyjęłaby dar?
Nie. Nie wierzyła, że Misuno by tak bardzo ominęła zasady klanu.
- Fugata-senpai. Wybacz, że was spowalniałam. Zrobię co w mojej mocy, by wam dorównać. Żeby nie trzeba było... ustępować tym psom ze względu na mnie. - ukłoniła się przed Fugatą.
Potem już stała z boku, patrząc jak Niyomi skacze ze szczęścia, słysząc pochwałę od jej mentorki. Uśmiechnęła się. Już wiedziała, że zdobycie uznania Fugaty jest bardzo trudne - może nie tak trudne, jak Chishiby, ale chyba najtrudniejsze spośród którejkolwiek z pozostałych Sióstr, może z wyjątkiem Waby. Kiedy ruszyła za samurajką, obróciła się jeszcze tylko na moment do Niyomi, machając jej dłonią.
Ze słów i tonu mentorki wynikało, że reakcja Shiry na obecność odłamka meteorytu - do tego należącego do Chocho - może spowodować... w zasadzie dowolną reakcję. Wliczając w to powrót cienia Chishiby, żyjącego gdzieś w głębi umysłu ich liderki. Potem przenalizowała szybko to, co padło i zmarszczyła brwi.
- Ale... dlaczego mnie? Dlaczego nie Shirze? Obawiali się, że się wścieknie, czy... czy zależało im z jakiegoś powodu na tym, żeby nam to podrzucić? Boję się, że pomimo tej jatki... i tak dopięli jakiegoś swojego celu. A jednocześnie, jeśli to odłamek Chocho-sama... to powinien znaleźć się pośród Sióstr. Albo u Shiry, albo u innej Siostry, którą wyznaczy... albo wrócić do Jirou-sama. A nie być podbierany przez Musana i jego sługusów, a potem przekazany chyłkiem jak jakiś... towar... świeżo upieczonej rekrutce! - fuknęła, wylewając z siebie swoje wątpliwości i obawy, których nadal było sporo.
A potem jej oczy się rozszerzyły, kiedy dotarło do niej, że jej mentorka... pochwaliła ją. I to tak... otwarcie.
- To genjutsu chyba było mocniejsze, niż myślałam... - zażartowała, chociaż po tym, jak Fugata nagle się zatoczyła, szybko spoważniała. Z troską spojrzała na Fugatę, siadając obok niej na ławce. - Przepraszam. I dziękuję, to... miłe słowa, zwłaszcza jeśli płyną od ciebie, senpai. Na początek postaram się po prostu wam dorównać. Na początek Yadasu, a potem kolejnym Siostrom. Ta walka w powietrzu... to była i kalkulacja, i odruch. Każda z was poza skrzydłami umie do tego dołączyć... coś. Ja jeszcze tego nie potrafię, ale to co już poznałam - chociaż odrobinę - to bombardowanie, dlatego uznałam to za swoją najlepszą szansę. Poza tym podejrzewałam, że... no... możliwe, że "uczeń" Osanena mnie po prostu nie doceni. I chyba tak było. -
Jej ton był skromny, ale jednocześnie przebijała z niego drobna, bardzo powoli budowana pewność siebie. Starała się jak najuczciwiej ocenić swoje decyzje, czując, że to właśnie najbardziej doceni jej mentorka. Jednocześnie czekała, co takiego ma jej do przekazania, szczerze zaintrygowana... tak samo jak tym, co właśnie zobaczyła - Kaminarich, idących gdzieś z jakąś skrzynką? Co to miało być? Bomby to była raczej ich domena.
Może pozostałe Siostry coś wiedzą?
0 x
- Nizan
- Posty: 119
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: https://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=3 ... 94#p231394
- GG/Discord: boyos
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Jeszcze gdy Anzou szedł z Kagadą, czuł, że był w jakiejś krzyżowej wymianie ognia pomiędzy Kagadą, Ebishiro i Chino. Finalnie jednak, to Kagada jako jedyna trochę wstawiła się za chłopakiem. Nie za dużo, ale to i tak było sporo jak na nią. Dlatego gdy ten miał okazję porozmawiać z Bestią z Atarashi, ta spojrzała na niego z ukosa.
- Mało razy pokazałam Ci jak trenować? - zapytała. - Jesteś tak silny jak Twoje ograniczenia, więc żeby stać się silniejszym, trzeba je po prostu przesuwać. Nie ma na to kurwa złotej rady. Jak jesteś pizda jak suki pawiowe, to nosisz jakieś gównosprzęty ze sobą i inne kółka na lince, ale finalnie sprowadza się to jednego. - spojrzała przed siebie. - Czy wstaniesz gdy opuszcza Cię wszystkie siły.
Następnie Kagada zebrała wszystkich Kaminari i ruszyliście za nią w osadę. Oczywiście, nikt się nie spóźnił i wszyscy szli gęsiego za szefową zespołu. W pewnej chwili gdy mijaliście skrzyżowanie, zobaczyliście jak Fugata siada na jednej z ośnieżonych ławek z Haruką. Kobiety patrzyły na Was, jak przechodzicie dalej w kierunku portu, a raczej tego, co z niego zostału.
Było już dość ciemno, a co najciekawsze, Kagada nadal miała na sobie swój oficjalny płaszcz seinina.
Dotarliście do miejsca, gdzie kończył się pomost, a zaczynała już woda. Tym razem nie było chmur, a niebo było gwieździste, mimo tego, że prószył z niego śnieg. Kagada zrzuciła z impetem skrzynię na pomost i oparła ręce na biodra. Patrzyła gdzieś w dal. Czuliście pismo nosem i prawdopodobnie oznaczało to, że czeka Was jakiś nocny trening. Jednak w pewnej chwili kobieta odwróciła się do Was i popatrzyła na każdego z Was.
- Wiem, że napatrzyliście się wszyscy na te suki pawiowe, ale klan Kaminari działa inaczej. My nie mamy jakichś takich dziwnych tradycji, w których jakieś liderki przekazywały sobie chuj wie co i tak dalej. Klan Kaminari, to klan w którym od lat przelewaliśmy krew za naszą ojczyznę. Szczególnie walcząc z Uchiha. To jest nasza historia. - powiedziała, po czym kopnęła skrzynkę i ta otworzyła się z impetem. Kagada zerknęła do środka, po czym na Was. Nie widzieliście co jest w środku.
- Posłuchać mnie uważnie przygłupy. - wyprostowała się. - W dniu dzisiejszym rozwiązuję mój zespół.
Słowa, które wypowiedziała... mogły być... jak cios. Wszyscy stanęliście na baczność i nie byliście świadomi tego co się właśnie działo. Jak... jak Kagada mogła rozwiązać swój zespół?
- Ale...ale Pani Kagado... ja... m-my... - zaczęła Sanda, patrząc po Was przerażona. - Będziemy trenować jeszcze więcej! Przepraszamy jak Panią uraziliśmy! Dawaliśmy z siebie wszystko! Już więcej nie pójdę do szpitala! Będę tylko trenować!
- Ja też już nawet nie spojrzę w stronę tych suk z Kujaku!
- Pani Kagado, to moja wina? Dlatego bo się spoufalałem z tym... tą dziewczyną?
Jedynie Yai milczał. Kagada słysząc co mówicie, odwróciła się do Was plecami, po czym jeszcze raz spojrzała w morze.
- Nie. - powiedziała krótko. Kagada była jakaś... inna. - W dniu dzisiejszym klan Kaminari stoi nad jednym z największych kryzysów w swoim czasie. Nasza shirei-kan nie nadaje się do walki i nie jest gotowa nas wesprzeć. Ja się też nie rozdwoję i nie będę w każdym miejscu na mapie. Mamy dwa otwarte konflikty i nadal nie wylizaliśmy ran po ostatnich walkach i wojnach.
Odwróciła się do Was.
- Nauczyłam Was wszystkiego i pokazałam Wam wszystko, co potrafiłam. Widzieliście jak działam. Widzieliście, gdzie są limity Waszej siły, gdzie są limity siły waszych przeciwników, a nawet spotkaliście dwa razy bijuu. Inaczej mówiąc, jesteście w pełni weteranami wojennymi.
Kagada schyliła się i odwróciła skrzynkę w Waszą stronę. Było tam pięć klanowych kurtek i trójkunai na każdym z nich położony medalion.
- Po kolei będę Was wzywać i macie podchodzić. Zaku, od Ciebie zacznę. Podejdź. - powiedziała, a Zaku wystrzelił jak z procy stając przed nią na baczność. - Jesteś mistrzowskim użytkownikiem suitonu i nie podpalasz się w walce. Potrafisz dobrze kalkulować i charakteryzujesz się tym, co definiuje klan Kaminari. Lojalność, braterstwo a przede wszystkim - honor. To, że potrafiłeś dogadać się z tą dziewczyną z różowymi włosami to jedno. Ale to, że postawiłeś się w jej obronie pokazuje, że jesteś prawdziwym Kaminari, który jest w stanie umrzeć za swoje przekonania. To jest definicja prawdziwego Kaminari. Technik można się nauczyć, ale nie nauczysz się nigdy tego, jakim masz być, bo to kształtuje sam charakter. - kobieta schyliła się i wyjęła jeden zestaw, po czym podała go Zaku. Chłopak był tak w szoku, że nie wiedział co się dzieje. Po prostu odebrał przekazywany mu sprzęt.
- Eee... dziękuję. Nigdy mnie chyba Pani nie pochwaliła. Czuję się dziwnie.
- Jako jedyny zostaniesz w osadzie po negocjacjach. Przekazuję Ci całe wschodnie wybrzeże. Od teraz, będziesz dbał o nie jako namiestnik ze strony Kaminari. Inaczej mówiąc, to od teraz Twoi ludzie i Twoje ziemie.
Wszystkim opadły kopary. Czy... Kagada w ogóle miała taką władzę? Czy ona nadała Zaku nie osadę... nie dwie... ale całe wybrzeże!?
- C-co? Jak? Że... nie rozumiem.
- Zrozumiesz. Wystosuję specjalne listy do naszych osad i poinformuję, że zostałeś oficjalnym namiestnikiem tych ziem. Teraz od Ciebie zależy powodzenie i życie tych ludzi. - kobieta skinęła głową by się cofnął.
Zaku trzymał ciągle swój zestaw i... cofnął się do szeregu.
- Teraz Yai. - i analogicznie, podszedł do niej Yai. - Jako osoba, która nie potrafi walczyć, nigdy nie bałeś się działać. Nawet jeżeli nie potrafiłeś walczyć sam na sam, to zdecydowałeś się zakraść do obozu wroga samotnie. Wziąłeś na siebie to, co jest najtrudniejsze do dźwignięcia. Odpowiedzialność za nasze decyzje. Wszystkie działania wojenne, przechodziły przez Ciebie. Sam zaplanowałeś jak podbić osadę w pięć osób. Jesteś ukrytym talentem i geniuszem taktycznym, ale miałeś za małe możliwości. Czas to zmienić. - powiedziała, po czym również podała mu zestaw. - Z dniem dzisiejszym stajesz się członkiem Rady Strategicznej Kaminari. Jeszcze dziś wrócisz do stolicy i zgłosisz się do Rady. Czas, byś zaczął decydować nie o podbojach małych osad, tylko o przebiegu całej wojny.
Yai to w ogóle nie rozumiał co słyszy. Był tak zdziwiony, że po prostu odebrał nagrodę, skinął głową i... cofnął się.
- Moshi. - powiedziała, a ten wyskoczył zadowolony.
- Proszę mi powiedzieć, że ja będę mógł za Panią podążać i nie odeśle mnie Pani jak ich! Dałem z siebie naprawdę wszystko!
- MOSHI DURNIU ZAMKNIJ SIĘ JAK PRÓBUJĘ SOBIE PRZYPOMNIEĆ CO OSIĄGNĄŁEŚ! - wydarła się w jego kierunku, a ten potulnie skinął głową. - Nie wiem czym mi najbardziej zaimponowałeś. Tym, że się nie boisz? Tym, że zawsze pojawiałeś się tam, gdzie potrzeba? Z jakiegoś powodu, ten Twój głupi łeb odnajduje się w polach bitwy. Wiesz gdzie być i kiedy. Gdyby nie brak umiejętności, prawdopodobnie zabiłbyś ich medyczkę wtedy. Jednak jako jedynemu udało Ci się ich zaskoczyć. Gdyby nie ich medyczka, teraz ich seinin by nie żyła. - owszem, była to prawda, ale... czy nie żyłaby też Haruka i Anzou? - Dla Ciebie mam specjalne zadanie. Musisz nauczyć się brać odpowiedzialność za to co robisz. Tutaj masz braki. W związku z tym, zostaniesz instruktorem w szkółce ninja. Dostaniesz młodych shinobi, którzy są gotowi oddać życie za klan, tylko trzeba ich dobrze pokierować. Inaczej mówiąc Moshi, Ty masz największą odpowiedzialność ze wszystkich tutaj. Odpowiadasz za to, czy przyszłe pokolenia, będą w stanie nas dogonić, a przede wszystkim, wesprzeć w walce. - kobieta podała mu zestaw - Postaraj się, by nikt nie zginął na Twojej służbie.
- Mam... szkolić dzieci? - zapytał niepewnie, odbierając zestaw płaszczu, trójkunaia i medalionu.
- Nie tylko. Masz stać się najlepszym instruktorem i najsilniejszym jednocześnie. Masz nauczać i sam się uczyć. A ja przyjdę za parę lat i sprawdzę co potrafisz. Tylko wtedy, podejdę do Ciebie tak, jak do seinin Kujaku. Masz być gotowy. - powiedziała, a Moshi kiedy dotarło do niego, że ma widmo wpierdolu za parę lat, cicho westchnął i cofnął się do szeregu, kiwając głową.
- Następny Anzou. - wywołała Władcę Piorunów. - Jesteś z nami najkrócej, ale pokazałeś się jako silny shinobi. Zamiast polegać na czystej sile, polegasz bardziej na żywiole i naszej naturze, jednak nie to jest Twoim głównym plusem. Ty masz charakter, którego nikt tutaj z obecnych nie ma. Jeżeli miałabym określić, Tobie najbliżej jest do tego, jak powinien wyglądać nie tyle Kaminari, co Shinobi. Udało Ci się zapanować nad tłumem, co świadczy, że nie jesteś durniem jak niektórzy, udało Ci się rozłożyć armię i zagospodarować ludzi, co znaczy, że masz cechy przywódcze, ale i potrafiłeś sam poprowadzić oddział 82. i odbić wzgórze na wojnie w kryzysowej sytuacji. Na końcu sam stanąłeś z tą samurajką do walki i chociaż nie udało Ci się jej zabić, to wyłączyłeś ją z walki. Jesteś najbardziej kompletnym i zbalansowanym shinobi ze wszystkich tutaj. - powiedziała, po czym podała Ci Twój zestaw. - Ty wracasz bezpośrednio do Chino. Shirei-kan Kaminari zleciła Ci zadania i nie zamierzam podważać jej zdania. To, co będzie z Tobą dalej, zależy tylko od niej.
Następnie Anzou cofnął się do szeregu i pozostała jedynie Sanda. Łzy dziewczyny leciały po polikach patrząc na to co się dzieje.
- Chodź, teraz Ty.
- Nie...proszę. Nie... nie chcę. Nie chcę się... rozstawać. Nie mogę, jeszcze nie jestem gotowa. Pani Kagado, błagam... - dziewczyna była ewidentnie roztrzęsiona tym, co się działo. Kagada zrobiła krok do przodu.
- Sanda Kaminari. Moje oczko w głowie. - powiedziała, po czym Kagada przykucnęła. Była dużo większa od dziewczyny, więc jak kucnęła, to prawie wyrównała się z nią wzrostem. Kagada złapała ją za dłonie swoimi wielkimi łapami. - Nawet nie wiesz, jaka jestem z ciebie dumna. Po wszystkim co razem przeszłyśmy, wyszkoliłam Cię najlepiej jak potrafiłam. Jesteś taka jak ja, tylko trochę młodsza. Jednak od tej pory, musisz znaleźć swoją ścieżkę...
- Nie... proszę... błagam... będę trenować więcej... niech Pani mnie nie porzuca...
- Trzymanie Ciebie przy sobie byłoby samolubne. Ja tylko pokazałam Ci świat, teraz Twoja kolej by odnaleźć swoją drogę, a co najważniejsze, przekazać to, czego Cię nauczyłam dalszym pokoleniom. Dla Ciebie mam specjalne zadanie. - powiedziała, po czym popatrzyła jej w oczy. - Już dowodziłaś oddziałem Shinobi, więc teraz czas na prawdziwy sprawdzian. - uśmiechnęła się. - Awansuję Cię na tysięcznika Armii Kaminari. Zgłosisz się do sztabu Kaminari i dostaniesz swoich własnych ludzi. Prawdziwy oddział wojenny. Kto wie, może pewnego dnia zostaniesz najsłynniejszą kunoichi dowódcą? Z Ciebie jestem dumna najbardziej. Kocham Cię jak córkę. - powiedziała Kagada, po czym przytuliła Sandę, a ta rozpłakała się na dobre. Taki widok był... niecodzienny.
Nagle Kagada wstała i podała jej ostatni zestaw, a potem Sanda płacząc, wróciła do oddziału.
- Rozwińcie to co dostaliście.
I gdy rozwinęliście płaszcz, wszyscy zamarliście.
- Nauczyłam Was wszystkiego czego mogłam. Jesteście moim pierwszym zespołem, więc nie przynieście mi wstydu. Od teraz wszyscy realnie pomożecie Chino, mnie i reszcie w prowadzeniu klanu.
To nie działo się naprawdę...
- W dniu dzisiejszym, wszyscy zostajecie awansowani do rangi... - ostatnie słowo, które wypowiedziała nie dotarło do waszych uszu.
Na płaszczach był wyryty znak.
"Kogo".
Haruka powiedziała Niyomi, że bardzo dobrze iż jej oponent nie wróci do świadomości. Kobieta skinęła głową i poczęstowała ją grzybkiem, gdy ta chciała wziąć.
Następnie dziewczyna wypowiedziała modlitwę za pierwszą Liderkę Sióstr Nocy. Chocho była... trudno było określić kim była. To dzięki niej tak naprawdę jakkolwiek klan Kujaku przeżył największe tragedie związane z historią. Harpie Wiedźmy, wsparcie Horihimy w budowie drugiego pokolenia Sióstr, pomoc Chishibie w odbudowie oddziału od zera. Nawet ona brała udział w wyznaczeniu Jirou na Lidera Klanu. Jeżeli ktokolwiek wśród wszystkich klanów zza Muru mógł dorównać osiągnięciom Yamamoto, to napewno ona.
W głowie Haruki pojawiły się myśli dotyczące tego, czy nie lepiej by było, żeby jednak to Misuno była na jej miejscu. Czyli jednak Osanen zgodnie z tym co mówiła Shira był zatruwaczem i teraz Haruka miała okazję przekonać się na własnej skórze jak bardzo.
Wtedy też, najmłodsza stażem Siostra Nocy przeprosiła Fugatę, że ich spowalniała. Fugata popatrzyła jedynie w jej kierunku, ale nim zdążyła odpowiedzieć, to wyręczyła ją Niyomi.
- E tam. No jesteś trochę bambik, ale chyba wolę Cię taką, niż jakbyś była jakimś koksem jak Yadasu się zapowiada. Nie muszę się martwić, że mnie za szybko o pióro wyzwiesz, hehehehe. - zaśmiała się zadowolona.
- Jesteśmy świadome Twojej siły. Shira doskonale oszacowała kogo wysłać, żeby nie używać chakry w zwarciu i nie prowokować bijuu. Wszystko poszło zgodnie z jej przewidywaniami... - Fugata spojrzała na meteoryt. - ... no prawie wszystko.
Następnie gdy szłyście już razem z Fugatą i zadałaś jej serię pytań. Dziewczyna pozwoliła Ci wypowiedzieć się w pełni.
- Dlatego, by sprowokować. Po pierwsze, mogli Cię sprawdzać. Jaka jesteś, czy Shira się pomyliła. Pamiętaj, że nadal mimo wieku jesteś bardzo niedoświadczona klanowo i dopiero wszystkiego się uczysz. Jeżeli przyjęłabyś dar, mieliby Cię w garści. Po drugie, mogłaby wytworzyć się narracja, że cokolwiek stało się z Chocho, to Ty zabrałaś jej meteoryt. A po trzecie myślę, że od początku chcieli nam go zwrócić i po prostu zabawili się naszym kosztem w ten sposób. Nikt nie zna Shiry lepiej ode mnie i... niestety Asaro. Wie, że takie coś napewno wyprowadzi ją z równowagi i może zrobić coś głupiego. A teraz jest pod jednym dachem z Kaminari. Co, jeżeli wpadnie w szał i ich zaatakuje? - zapytała. - Widzę jak patrzysz na Shirę i chcę by tak to zostało, dlatego to co Ci opowiem, ma na celu, wprowadzenie się trochę w obraz tego, kim jest Shira, a nie za kogo się przedstawia.
Usiadłyście na ławce, a Ty zażartowałaś, ze genjutsu było silniejsze niż myślałaś. Fugata spojrzała na Ciebie swoim beznamiętnym wzrokiem.
- Bez przesady. Nie widziałaś potężnych użytkowników genjutsu jeszcze. - po czym powiedziałaś, że zamierzasz wszystkim dorównać. Fugata skinęła głową. - Przede wszystkim musisz nauczyć się przywoływać te skrzydła, których użyłaś na wojnie. Jutro zaczniemy trening.
Fugata odchyliła się na ławce. Złączyła nogi i wsadziła ręce pomiędzy uda. Patrzyła się gdzieś w punkt.
- Dla Shiry... Siostry Nocy to ona. Nie umiem tego wyjaśnić. Ona w to wszystko wierzy. Bardzo. To ją określa. Czy to dlatego, bo nie miała innego życia? Ona Siostrą Nocy była od zawsze, jeżeli mogę tak powiedzieć. Jednocześnie nigdy nie miała chyba innego autorytetu, niż historia Siostr Nocy. Jak była młoda, jej matka była najsilniejszą kunoichi w osadzie, która dowodziła oddziałem. - przerwała na chwilę. - My raczej podążamy za Shirą, niż wierzymy w cała tą otoczkę. Szczerze, to ja nie czuję aż bardzo tak tych tradycji. Zostałam siłą wcielona do oddziału w klanie, do którego nawet nie przynależałam. To samo Nagome. Jednak z jakiegoś powodu, Shira potrafi wywoływać emocje z tym związane. Wierzę nie tyle w Siostry Nocy jako oddział, co w Siostry Nocy Shiry. To, jak ona tym wszystkim chce być, jak chce działać. Kiedy Chishiba dowodziła, to byłyśmy narzędziami. Miałyśmy prosty cel. Wypełniać misję i tyle. Jednakże przy Shirze, wiele dziewczyn jest pogubionych. Prosty cel, który stawiała nam Chishiba, nagle stał się skomplikowany. Tak jak Waba, która nie potrafi zupełnie odnaleźć się po latach terroru Chishiby w tym, co się teraz dzieje - i ja się jej nie dziwie. To wszystko w opowieściach jest i tak bardzo... wygładzone. Nie wiemy, co przechodziła Shira w domu. W miejscu, w którym powinna mieć azyl, spokój, miejsce, do którego można wrócić. Wiem, że w domu nie miała łatwo.
Fugata popatrzyła na ziemię.
- Shira kochała Chishibę i jednocześnie jej nienawidziła. Im była młodsza, tym bardziej ją kochała i ufała jej, jak to zwykle swojej rodzicelce. Dzieci ufają rodzicom. Jednak im była starsza, tym bardziej jej nienawidziła. Aż do... ostatniego momentu. Jednak mimo wszystko, nie dawała tego po sobie poznać. Ona od zawsze była sobą, ale od pewnego momentu nauczyłam się ją czytać. - cicho westchnęła. - Shira wiedziała, że Chishiba robi to wszystko, by sprawić, żebyśmy były silne. Znała powody i motywy, ale nie akceptowała tego. Więc powiedz mi Haruko, taka dziewczyna jak Shira, jak myślisz... z kogo mogła brać przykład? Każdy ma kogoś, z kogo chce czerpać. Do kogo chce się porównać. A ona najzwyczajniej w świecie nie miała do kogo. Jej matka była terrorem, którym ona nie chciała być. Nie dlatego, bo biła ludzi. Dlatego, bo według Shiry, Siostry Nocy to nie to, co było za Chishiby. Według Shiry, Siostry Nocy Chishiby to był oddział morderczyń i tyle. Idąc jednak dalej, Hisamida? Shira przerosła ją przed dwudziestką. Mogła od dawna być dziewiątym piórem, jednak nie chciała ani jej, ani Wabie zrobić przykrości, więc zadowalała się siódmym piórem. Jednak każdy wiedział doskonale, że gdyby tylko chciała, dałaby radę. Nawet nie wiem, czy nie dałaby rady z dwoma na raz.
Cicho westchnęła.
- Shira ma w życiu jeden żyjący autorytet. Osobę, która dla niej była wzorem wszystkiego. Osobę, na której zawsze mogła polegać. Wiem, że jak została liderką, to na początku spędzała z nią dużo czasu, ale... w sumie to wybiegłam trochę za daleko. Cofnijmy się jednak do czasów, gdy... byłam jakby to dobrze określić... dzika? Tak, byłam prawdziwie dzika.
Osada klanu Kujaku, Tereny za Murem
8 lat temu To był piękny dzień. Taki, w którym słońce jest wysoko na niebie. W osadzie panował ruch, a na widok idących dziewczyn, zawsze pojawiały się ciche szepty, a przynajmniej przykucie uwagi gapiów. Shira szła z Fugatą środkiem ulicy.
- Mówię Ci, spodoba Ci się. Tylko wiesz, Pani Chocho jest trochę stara, to czasem niedosłyszy czy coś, ale to naprawdę legenda! Ale masz szczęście, że ją poznasz!
Shira i Fugata miały na nadgarstkach kajdany, które sprawiały, że nie mogą się rozdzielić. Tym razem, to Shira miała krótkie włosy, a Fugata piękne długie włosy aż do pasa.
- Mam to gdzieś. - powiedziała Fugata, odwracając głowę i obserwując, że podążaja za nimi w dalekiej odległości dwie zamaskowane postacie. Odkąd Fugata została wcielona do Sióstr Nocy, była non stop spięta kajdanami z Shirą. Dziewczyny razem się myły, spały, wypróżniały. Chishiba nie żartowała. - Jak tylko znajdę sposób, by zerwać kajdany, to odrazu znikam. - powiedziała, na co Shira przewróciła oczami.
- No i widzisz? I dlaczego taka jesteś? Im dłużej będziesz tak robić, tym dłużej będą za nami łazić.
- Dlaczego co robię? Dlaczego zostałam więźniem... nawet, kurwa, nie wiem czego? Nie wiem, Ty mi powiedz. Dlatego, bo byłam za słaba i Cię nie zabiłam, gdy miałam okazję. - spojrzała gniewnie na Shirę. - Teraz byłabym gdzieś nad morzem i co najważniejsza była wolna. A tak, jestem zmuszona by z Tobą wszędzie chodzić jak jakieś... pierdolone zwierzątko na smyczy.
- Aj tam, ja się cieszę. Wkońcu jest jakaś rówieśniczka w Siostrach Nocy, a nie ciągle te stare baby. No i wreszcie mam przyjaciółkę od serca! - Shira spojrzała się na Fugatę z rumieńcami. - Może nawet bliżej. Może jesteśmy już Siostrami? Patrz, jesteśmy spięte kajdanami, to jak kajdany życia, albo losu. Słyszysz Fugato? Los tak chciał!
Fugata szarpneła dłonią, ciągnąc Shirę w dół kajdanami. By sprawić jej ból.
- Jaką przyjaciółką? O czym Ty do mnie mówisz? - powiedziała zdziwiona. - Odebrałaś mi wolność. Przez Ciebie straciłam życie, takie które mi odpowiadało. Nigdy nie zostaniemy żadnymi przyjaciółkami, ani siostrami.
Shira uniosła brew.
- Aaa, gniewasz się, bo skrzydła mi nie wyszły takie ładne jak reszcie? No kurde, jedną ręką robiłam, bo miałam drugą spiętą z Tobą, pamiętasz? - uniosła dłoń do góry z kajdanami. Fugata przewróciła oczami i stęknęła tylko.
- Matko, ale Ty jesteś durna. Mam gdzieś te skrzydła i to wszystko, rozumiesz? To jakaś szopka dla dzieci.
Shira zmarszczyła czoło.
- Przecież złożyłaś przysięgę.
Fugata stanęła w miejscu, po czym odwróciła się do Shiry. Jej twarz była prawie cała w furii.
- BO MNIE KURWA BIŁY I PRZYPALAŁY ŻELAZEM! ZAPOMNIAŁAŚ JUŻ!? - kobieta wskazała palcem na bandaż na twarzy. Tam, gdzie miała obecnie bliznę pod okiem. - TA POJEBANA BABA PRZYPALIŁA MI TWARZ ROZŻAŻONYM MIECZEM! MUSIAŁAM TO POWTARZAĆ!
- Dobra, już dobra, nie unoś się tak. - mruknęła Shira. - No słuchaj, wiem, że warunki jakby nie były idealne, ale hej - zyskałaś nową rodzinę. Nie cieszy Cię to?
- Rodzinę? Czy Ty naprawdę na głowę upadłaś? Może za bardzo Cię wtedy obiłam?! - Fugata załamała ręce. - Dobra, wiesz co. Nie chce mi się z Tobą rozmawiać. Po prostu zróbmy to co mamy zrobić, a ja dalej będę myśleć jak przeciąć te kajdany.
- No, patrząc po tym, jakie postępy robisz, to chyba wychodzi, że nie jesteś typem myśliciela. - mruknęła Shira, a Fugata wzięła zamach, jakby chciała ją uderzyć.
- Drugą rękę mam wolną, mogę Ci zaraz przyłożyc.
- Czy ty naprawdę nie masz w ogóle poczucia humoru w sobie? - zapytała Shira.
Nagle na ich drodze pojawiła się postać. Haradate.
- Ooo hej Shirson, jak tam laski? To ta Twoja nowa koleżanka? - zapytał, oglądając Fugatę od dołu do góry. Fugata widząc to zasyczała w jego kierunku. - O kurde, spokojnie, tak tylko przyszedłem się przywitać.
- Cześć, to moja nowa przyjaciółka Fugata. Zobacz, jakie jej dowalone skrzydła zrobiłam. - powiedziała zadowolona.
Haradate próbował zobaczyć co ma Fugata na plecach, ale dziewczyna nie pozwoliła, by ten jakkolwiek dostał się za jej plecy i kręciła się razem z Shirą w kółko, broniąc przed tym.
- Hah, no chyba nie zobaczę. W każdym razie, Asaro poszedł na misję i pytał, czy no... no wiesz. Czy się widzicie czy coś. Ale chyba ciężka sprawa z tym... co Ty w ogóle robisz? Na spacer ją wyprowadzasz czy co? Haha!
I wtedy Fugata niemalże rzuciła się na Haradate, ale Shira w ostatniej chwili złapała ją za ręce i przytrzymała kajdanami. Chłopak dał radę odskoczyć przerażony, a za nimi przybiegły zamaskowane postacie.
- Żartowałem tylko! Nie denerwuj się tak! - powiedział przerażony.
- Czy Ty naprawdę musisz... się na każdego rzucać odrazu?! - zapytała Shira, utrzymując Fugatę w miejscu. Shira machnęła ręką do zamaskowanych postaci. - Spokojnie, nic się nie dzieje. Możecie odejść.
Shira skinęła do Haradate.
- Powiedz mu, że narazie nie. Odezwę się po wszystkim.
Chłopak wzruszył ramionami.
- No nic. Oby miał dobrą pamięć w takim razie, hah. Trzymajcie się laski. - powiedział, po czym spojrzał na Fugatę. - A Ty ładna jesteś. Daj się kiedyś zaprosić na spacer.
Na te słowa Fugata ponownie syknęła w jego kierunku, na co Shira przewróciła oczami.
Fugata na chwilę przerwała opowieść.
- Wtedy pierwszy raz poznałam Haradate. Jak tak sobie przypominam te wszystkie rzeczy, to mam wrażenie, jakby minęło... bardzo dużo czasu. A to było zaledwie nie tak dawno. Nie mogłam zrozumieć, czemu Shira zmusiła mnie, bym została mentorką. - westchnęła. - Ale zaczynam też rozumieć i ten aspekt. Przebywając z Tobą przeprowadzam własny rachunek sumienia i sama zaczynam się zastanawiać... czym dla mnie są Siostry Nocy.
Shira z Fugatą weszły do dużego, okrągłego budynku. Musiały przejść przez wiele pomieszczeń, a następnie zejść pod ziemię, by znaleźć się w sali która rozmiarem przypominała hol w zamku Sióstr Nocy. Jednak tutaj było dość jasno, paliło się wiele kadzideł, ale też i była wielka biblioteka. Wszędzie stały stoły, jakieś wyposażenia w stylu glewii, zbrój i podobnych rzeczy. Na środku był posąg ukazujący jakąś kobietę w płaszczu. Przed nim klęczała babuszka. Stara kobieta.
- Pani Chocho! To ja, Shira! Przyszłam z przyjaciółką dziś! - krzyknęła na powitanie i zamachała.
Babcinka powoli dźwignęła się na nogi i odwróciła, obserwujac, jak Shira bardziej ciągnie za sobą Fugatę, której zupełnie nie podobało się gdzie jest, jak jest, a przede wszystkim po co jest.
- Czy to nie młoda Shira? - zapytała, uśmiechając się. - Niech no się Ci przyjrzę... znowu urosłaś. Stajesz sie... coraz większa.
- Dużo jem i dużo trenuję. Wszystko zgodnie z zaleceniami. Matka pilnuje, bym nie opuszczała treningów. - powiedziała uradowana.
Chocho uniosła powoli dłoń i złapała Shirę za dłoń. Drugą ręką podwinęła jej rękaw i ujrzała... mnóstwo siniaków. Nawet nie tyle siniaków, co krwiaków. Shira instynktownie cofnęła dłoń za siebie.
- Ehh... naprawdę się uparła... - westchnęła głęboko. - ... poświęcenie własnej córki... ehh... młoda Chishibko, czemu skręciłaś w tę ścieżkę... - Chocho pokiwała głową, po czym zerknęła na Fugatę. Samurajka stała za plecami Shiry, ewidentnie chowając się przed babuszką. - A Ty to ta sławna Córka Gwałciciela, którą Chishiba wcieliła do Sióstr Nocy? Niech no Ci się przyjrzę...
Jednak wtedy Fugata odskoczyła jak porażona prądem i zamachnęła się, by uderzyć, a przynajmniej zablokować ruch babuszki. Shira próbowała ją jakoś opanować, lecz nie udało się i atak poleciał na czoło babci. Pieść trafiła w głowę babci, a ta... stała jak skała. Shira zamarła obserwując pięść Fugaty sklejoną z czołem Chocho, a sama Fugata uniosła w strachu brwi i zrobiła minę, jakby dotarło do niej co się stało. U Fugaty był to odruch, jednak...
... nagle mina Shiry stała się zła. Mroczna. Shira zamachnęła się z całej siły i podcięła Fugatę. Splątanymi rekoma zakołysała w powietrzu i drugą ręką złapała Fugatę za dłoń. Nagle Fugata z impetem runęła na ziemię, a Shira wskoczyła na nią, przygwożdzając ją do ziemi. Fugata wydarła się w niebogłosy, po tym jak Shira wykręcała jej obie dłonie za plecy. Jeszcze moment i Shira wyrwie jej ramiona ze stawów...
- OSZALAŁAŚ!? PODNIOSŁAŚ RĘKĘ NA PANIĄ CHOCHO!? ZAJEBAĆ CIĘ!!!!!!????? - krzyczała. - TY KURWO, TO JA CIĘ TUTAJ RATUJĘ, A TY BIJESZ PANIĄ CHOCHO!? WYRWĘ CI TE ŁAPY JAK NIE UMIESZ NAD SOBĄ PANOWAĆ!
Fugata darła się w niebogłosy i wtedy Chocho podeszła i złapała dłoń Shiry.
- Puść ją. - powiedziała stanowczo, a Shira zdziwiona spojrzała na Panią Chocho, której czole pojawiła się cienka linia krwi.
- ALE ONA PANIĄ UDERZYŁA! - powiedziała wściekła Shira.
- Przed chwilą sama nazwałaś ją przyjaciółką. Tak zachowuje się przyjaciółka? Grożąc, że ją zabije? - zapytała Chocho, po czym uśmiechnęła się. Delikatnie, jak to babcia. - A Ty, młoda Fugato, jesteś dość silna. Mimo wieku, mocno potrafisz uderzyć.
Shira zeszła z Fugaty, jednak posłała jej jeszcze pełne mordu spojrzenie.
- Nie... chciałam Pani bić. - powiedziała, mając w oczach mieszankę łez z bólu po tym, co zaserwowała jej Shira, a wstydu, że podniosła rękę na starszą kobietę.
- To po chuj machasz tymi łapami? Pani Chocho ma prawie... albo ma... już sto lat?
Chocho jednak szeroko się uśmiechała.
- Zaraz, skąd Pani... wie jak się nazywam? - powiedziała gdy dotarło do niej co się stało.
- Ależ to oczywiste. Matka zna wszystkie swoje dzieci. A Ty jesteś też i moim dzieckiem.
- Ale ja nie jestem z tego klanu nawet. Siłą mnie wcielili.
- Klany, drużyny, gildie. To tylko umowne przynależności. - machnęła ręką. - Żyjesz, a to przynależność, dla której ja poświęciłam swoje życie. Ja walczę dla żyjących przeciwko tym, co umarli. Słyszałaś kiedyś o yokai, dziecko?
Shira ciągle patrzyła wściekła w kierunku Fugaty, lecz samurajka była ewidentnie... zaczęła się intrygować postacią Chocho.
- T-tak. Złe duchy.
- W większości, tak. - powiedziała Chocho, kiwając delikatnie głową. - To zbłąkane dusze, które są wypaczone, bo z jakiegoś powodu nie mogą opuścić naszego świata. Zamiast udać się na obiecany, wieczny spoczynek, coś je tu trzyma. Ich ból, czy cierpienie jest niewyobrażalne, nie do opisania. Dlatego rolą Sióstr Nocy, oddziału do którego dołączyłaś, jest przynoszenie ukojenia tym, którym wydawać się może, że nie da się pomóc.
- Nie zostałam żadną Siostrą Nocy. Ta chora idiotka przypalała mnie, by zmusić mnie do dołączenia, ale jak tylko... będę miała okazję, to stąd ucieknę. Nienawidzę tego miejsca i tych ludzi. - teraz Fugata i również odwróciła się i rzuciła Shirze wyzwanie.
Dwie dziewczyny nastroszyły się jak pawie, gotowe się na siebie rzucić.
- Mam Ci poprawić? - wysyczala Shira.
- Chodź, spróbuj. Teraz nie weźmiesz mnie z zaskoczenia. - odpyskowała Fugata i we dwie już były gotowe wznowić walkę, gdy Chocho podeszła i... jednym ruchem dłoni przecięła łańcuch od kajdan. Kobieta mimo tego, że była babuszką, to była potwornie silna, ale i szybka. Dziewczyny nawet nie zanotowały, jak łańcuch przestał je łączyć.
- Proszę. Już nie jesteś więźniem. - powiedziała Chocho uśmiechając się delikatnie.
Fugata rozszerzyła oczy włącznie z Shirą. Samurajka rozejrzała się po pokoju i błyskawicznie doskoczyła do stojących broni. Pochwyciła stojącą tam katanę i zamachnęła się, stając w pozycji do walki, tak jak stanęła do walki z Osanenem. Shira zaś złapała glewię i zablokowała drzwi tak, by Fugata nie mogła opuścić pomieszczenia.
- Pani Chocho! Czemu Pani to zrobiła! Ona nie jest gotowa! - krzyknęła Shira. - Nie możemy tu walczyć!
Fugata zaś zmrużyła oczy.
- Zejdź mi z drogi, bo zetnę Ci łeb. Tym razem się nie powstrzymam.
Shira zamachnęła się bronią i widać było - że mimo różnicy jaką była broń w stylu glewii od chakramu, tą również potrafiła walczyć.
- Nie dam Ci odejść. Nawet nie próbuj.
Fugata zamachnęła się i skoczyła w kierunku Shiry, zaś druga dziewczyna zamachnęła się glewią i... nagle przed nimi znalazła się ponownie Chocho. Kobieta opierała się o lasce, lecz nie przyjęła żadnej pozycji obronnej. Ot, przeteleportowała się jakoś pomiędzy walczące dziewczyny. Kobieta uśmiechała się spokojnie.
Fugata i Shira w ostatniej chwili zatrzymały atak, by nie zranić staruszki. Kobieta najpierw spojrzała na Shirę i uniosła rękę, by ją poklepać po głowie. Shira była w szoku.
- Sama nazwałaś tę dziewczynę swoją przyjaciółką. Tak traktujesz przyjaciół? - zapytała Chocho. - Wyłamujesz im ramiona, rzucasz się na nich z bronią, dlatego, bo mają inne zdanie od Ciebie? - Chocho cofnęła dłoń. - Jeżeli chcesz kiedyś przerosnąć matkę, to nie musisz iść po jej drodze. Odnajdź swoją drogę i wytycz taki szlak, by ludzie chcieli za Tobą podążać.
Shira rozszerzyła oczy i uklęknęła przed Chocho. Odrzuciła glewie na bok.
- Tak jest Pani Chocho. Przepraszam.
- Oh, nie mnie powinnaś przepraszać, dziecko. - ponownie uśmiechnęła się. - Jak chcesz stworzyć więź z kimś, kto od początku był Twoim więźniem? Przyjaciele są sobie równi. A Ty liczyłaś, że samymi słowami sprawisz, że ta dziewczyna Cię uzna? - Chocho uniosła brew. - Myślisz, że ja zostałam Liderką Sióstr Nocy dlatego, bo powiedziałam kobietom, by za mną podążały? - babuszka wzruszyła ramionami. - Nie sprawiaj, by Twoje słowa były puste. Jeżeli naprawdę chcesz zaprzyjaźnić się z Fugatą, to jej to pokaż, a nie ją zwodzisz.
Chocho odwróciła się do Fugaty, która stała i patrzyła na drogę na zewnątrz. Droga do wolności była pusta. Otwarta. Fugata zacisnęła dłoń na katanie.
- Broń którą trzymasz w ręku to Rozjemca Umarłych. Katana, którą moja droga przyjaciółka odprawiła ponad trzysta yokai do świata umarłych. Wszyscy bali się dotknąć jej, bo wierzyli, że ciąży na niej klątwa.
Fugata rozszerzyła oczy i spojrzała na katanę. Teraz dopiero do niej dotarło. Broń była piękna, ale widać było na niej ewidentne ślady użytkowania. Jednak...
- Klątwa...?
- A i owszem. Klątwa. Ludzie, którzy używają oręża do tego, by odsyłać umarłych spowrotem w zaświaty mówią, że broń staje się przeklęta. W tym przypadku, mówi się, że z ta broń... użytkownik tej broni pewnego dnia zabije osobę, którą kocha najbardziej. W przypadku mojej przyjaciółki, było to jej dziecko. - powiedziała, a Fugaty dłoń zaczęła drżeć. - Oh. Dotarło do Ciebie ciężar decyzji, którą chciałaś podjąć? Chciałaś ściąć osobę, która jedyna się za Tobą wstawiła? - ponownie delikatnie się uśmiechnęła. - Shira poświęciła wszystko na co pracowała, by ocalić Twoje życie. Jednakże, nigdy nie byłaś więźniem. Jesteś wolna. Możesz odejść i ruszyć w swoją stronę. - Chocho odwróciła się od niej. - Jeżeli nie boisz się pogłosek, z chęcią przekażę Ci tę katanę. Zawsze byłam ciekawa, czy trafi się ktoś kto... zdoła ponieść brzemię tego oręża. W Twoim przypadku, katana dobrze układa Ci się w dłoniach.
Chocho zaczęła iść w kierunku ołtarza.
- Chodź Shiro, porozmawiamy trochę o yokai i odpowiedzialności.
Shira spojrzała naburmuszona na Fugatę, po czym na łańcuch, a raczej zwisającą jego część z ręki.
- Ale... jak ją puszczę to... moja mat... w sensie Liderka Chishiba...
- Shiro, dziecko. - Chocho odwróciła się z uśmiechem. - Jeżeli jesteś w stanie wydać swoją przyjaciółkę tylko dlatego, bo ktoś Ci czymś zagroził, w życiu nie powinnaś nazywać jej przyjaciółką. A jednak to zrobiłaś. - Chocho uniosła pytająco brew. - Rozumiesz, co pragnę Ci przekazać?
- H-hai... - mruknęła Shira, po czym ruszyła w kierunku Chocho, schodząc z drogi Fugaty, która patrzyła na katanę. Rozjemca Umarłych? Klątwa?
- Fugato Kujaku, ja Chocho Kujaku, na mocy władzy jako najwyższa opiekunka Meteorytu, a także pierwsza Liderka Sióstr Nocy, oficjalnie zwalniam Cię ze służby w oddziale Sióstr Nocy, a także ze służby w klanie Kujaku. Jesteś wolna. - i nagle Chocho niemalże się wydarła. Jej głos był tak donośny, że zatrząsł całym budynkiem. Skąd kobieta miała tyle siły!? - Jednakże nikt Cię nie wygania. Jak nie masz dokąd pójść, możesz zostać tutaj ile chcesz.
Fugata jednakże nie czekała. Odrazu ruszyła w kierunku drzwi wyjściowych, będąc gotowa do walki o przebicie się przez ludzi, którzy pojawią się przy wyjściu. Chocho uśmiechnęła się widząc, jak Shira łapie glewie. Przyszła Liderka Sióstr Nocy doskoczyła do Fugaty. Fugata momentalnie zasłoniła się przed atakiem, lecz ten nie nadszedł. Zamiast tego, Shira położyła rękę na barku Fugaty i spojrzała jej w oczy. Była w nich determinacja.
- Przepraszam Pani Chocho! - krzyknęła uśmiechnięta. - Ale muszę pomóc przyjaciółce odzyskać to, co dla niej ważne. - Shira skierowała wzrok w kierunku wyjścia. - Szykuj się Fugata, bo lekko nie będzie. Ale... jestem z Tobą. Jestem Twoją przyjaciółką.
Fugata siedząc obok Haruki trzymała w rękach pochwę katany. Widziałaś, teraz dopiero widziałaś, że ostrze było naprawdę wiekowe. To było to ostrze. Rozjemca Umarłych.
- Rozumiesz teraz, co staram Ci się... wyjaśnić? - zapytała cicho Fugata. Z jej oka poleciała łza, którą dziewczyna momentalnie wytarła. Albo Ci się wydawało.
Nie byłaś pewna.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Chocho Kujaku - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
2 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

