Znaleziono 4129 wyników
Wyszukiwanie zaawansowane
autor: Ichirou
wczoraj, o 12:49
Forum: Kaigan
Temat: Stare porcisko
Odpowiedzi: 7
Odsłony: 715
Wyprawa rangi B
Himeji, Shachi
3/17 Sytuacja w starym porcisku utknęła w impasie na kilka dłuższych chwil. Shachi chętnie podłapywała każdy temat, szukając furtki do wciśnięcia się na podkład, dwóch drabów agresywnie okazywało niechęć, Himeji jak najprawdziwsza syrena koiła marynarzy swoim głosem, z kolei siwy kapitan był w coraz większej rozterce, chcąc połapać się w sytuacji i znaleźć jej sensowne rozwiązanie. A nad tym wszystkim (dosłownie i w przenośni) stał drugi dziadek o lwiej grzywie, którego rola w całym tym przedsięwzięciu była najmniej jasna, jednak na pewno istotna.
Genzo pokręcił przecząco głową na pytanie, czy porcisko jest ich własnością i ograniczył się od dalszych dygresji. Chyba ponaglenie przez starca na statku zadziałało.
- Cóż, prawdę mówiąc, to wszystkie role w załodze mamy obsadzone, choć przyznam, że wyglądacie dość poważnie... - stwierdził, drapiąc się intensywnie po brodzie, sygnalizując intensywne myślenie. Na koniec zerknął sugestywnie na wielkie mieczysko Shachi, które z pewnością budziło respekt i zdradzało profesję właścicielki.
- No bez jaj, baby na pokładzie to pech gwarantowany. Po co wam one? - wtrącił się drugi z drabów, który do tej pory się nie odzywał. Chyba chciał szybko przeciągnąć na stronę kapitana, widząc, że ten jest w sporym dylemacie i rozważa wszelkie opcje.
- Mamy czwarty wiek, no błagam. Kto by wierzył w te zabobony? - odpowiedział mu z rozbawieniem od razu kapitan, nie dając się zbić tropu. W jego tonie było sporo kpiny. Wrócił szybko do namysłów, zerknął to na dwie morskie zjawy, potem na duet drabów, potem znowu na baby, potem znowu na chłopów... Parę sekund później chyba na coś wpadł. Przeniósł wtedy wzrok w stronę statku z psią głową na dziobie, gdzie wciąż stał mężczyzna o majestatycznej grzywie. Uśmiechnął się do niego, ale nic nie odpowiedział. Tak, jakby dogadywali się bez słów. Starzec na statku bowiem wtedy skinął głową wymownie i obwieścił zgromadzonym swoje postanowienie.
- A więc... czas na zakład - zaczął enigmatycznie, po czym klasnął w dłonie z ekscytacją. Dotychczas był raczej spokojny, co najwyżej lekko znudzony lub poirytowany zbędną zwłoką, jednak hasło o zakładzie wzbudziło w nim jakąś dziwną ekscytację.
A potem to ten drugi na dole - czyli kapitan Genzo - zaczął wyjaśniać szczegóły.
- Rozstrzygniemy to w klasyczny sposób. Szybki sparing, jeden na jeden. Zobaczymy, kto się lepiej nada jako ochroniarz, hehe. Każda strona wystawia jedną osobę i robimy szybki pojedynek, ale bez poważnych obrażeń ma się rozumieć. Szanowne panie, jeśli wygracie, zapraszam na pokład. Panowie, jeśli wygracie, zachowujecie swoją rolę i podnoszę wam wynagrodzenie. To co, co wy na to? - zapytał zadziornie, szczerząc się szeroko, eksponując odrobinę niekompletne uzębienie. Spojrzał wymownie to na jedną, to na drugą stronę sporu.
- No to szykuj kasę, dziadku - odezwał się pewny siebie osiłek, trzymający wciąż dłoń na ostrzu przy pasie. Zrobił krok do przodu, a jego postawa jak i twarz emanowały ogromną pewnością siebie.
Teraz piłeczka była po stronie bab wodnych.
Reszta pracowników w tym czasie jeszcze bardziej zwolniła lub wstrzymała swoje prace. Co ciekawe, gdyby spojrzeć na pokład cumującego obok statku, pan o lwiej grzywie zaczął robić jakieś notatki, ustalać coś z pobliskimi marynarzami, przeliczać monety... Ktoś mający choćby minimalne pojęcie o hazardzie mógłby jasno wywnioskować, że na statku właśnie trwa obstawiane potencjalnego starcia, choć rękawica po jednej stronie konfliktu jeszcze nie została podjęta.
W przypadku podjęcia tej rękawicy, Genzo miał rozstawić walczących parę metrów przed sobą i ogłosić start.
W przypadku podjęcia się wyzwania proszę o wybraną osobę o jakąś wstępną taktykę na początek walki.
autor: Ichirou
wczoraj, o 12:00
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 230
Odsłony: 32137
Westchnął ciężko, niemal teatralnie, kiedy białowłosy okazał się bardziej wybredny, niż można było się tego spodziewać. W ich przypadku normalność oznaczała zupełnie różne rzeczy. Ichirou co prawda z jabłkiem czy gruszką miał styczność nie raz, bo w końcu bywał w różnych stronach świata, jednak na co dzień owoce to były dla niego... egzotyczne tak samo jak kokos czy ananas dla Soueia.
- Będzie z melona - odpowiedział stanowczo, nie dając już pola do wyboru. Nie miał niczego normalniejszego dla przybysza z Shigashi. Sok z melona wydawał mu się trochę bardziej neutralny od pozostałych na stanie. W ostateczności była jeszcze woda jak dla wielbłąda.
Wrócił do stołu, wysłuchując dalszych wieści o mafii. Nie było może szczegółów, bo sam Souei ze względu na dłuższy pobyt pustyni nie był w nie wtajemniczony, ale kurs działań Akiyamy był nakreślony. Trzeba przyznać, że ten był on nieco zaskakujący.
- No proszę. Z cienia prosto na świecznik. Całkiem odważna ta Hibiki. Tylko jak chce zapanować nad opinią publiczną? Wcale nie tak łatwo o przychylność ludu. Coś o tym wiem... - wtrącił z grymasem na twarzy. Doszedł jednak szybko do refleksji, że trudno porównać obie prowincje - zupełnie inny klimat polityczny, zupełnie inne problemy. Wrócił więc szybko na tory dyskusji.
Propozycja była jednak ciekawa. Kupiecka osada odgrywała istotną rolę na całym kontynencie. Dotychczasowe relacje były raczej jako-takie. Niby dobre, ale nic specjalnego i raczej na tych samych zasadach jak pozostałe regiony. Z Hibiki u władzy była szansa na bliższy sojusz. I trzeba przyznać, w obliczu obecnego nieurodzaju na Wydmach żaden grosz nie śmierdział.
Podumał chwilę lub dwie, sącząc przy tym sok z granata, by wreszcie wygłosić dość stonowaną deklarację.
- Rozważę, rozważę. Jak mniemam, należałoby się z nią znowu spotkać i pogadać o szczegółach. Jak będziesz miał okazję, możesz przekazać moje wstępne zainteresowanie. - Nie zamierzał na dzień dobry ujawniać większego zaintrygowania sprawą. Podpalanie się przy politykowaniu było absolutnym błędem, ale był jak najbardziej skłonny pociągnąć dalej temat potencjalnego sojuszu. Trochę czasu już zresztą minęło, odkąd objął stołek lidera. Wypadało zrobić coś konkretniejszego, a nie tylko zajmować bieżącymi sprawami i podpisywać się pod megalomańskimi zapędami rządów Jou, które chyba coraz mniej podobały się ogłówi.
Temat mafijny był chyba zamknięty - przynajmniej na ten moment. Ichirou przeszedł potem do paru luźnych dygresji, nawijając o tym i tamtym, czyli w sumie o niczym szczególnym. W pewnym momencie wrócił jednak do spraw ważniejszych. Bez zapowiedzi wyłożył wtedy dość charakterystyczny wisiorek w kształcie płatka w kolorze ognistej czerwieni.
- Kyoushi mnie ostatnio odwiedził, a raczej zostawił mały liścik. Chyba znowu coś go pochłonęło, ale zostawił to nam, żebyśmy mieli komplet do planowanej wycieczki - wyjaśnił, zdradzając tym samym cel zebrania Klepsydry. Nie wspomniał bowiem wcześniej o zamiarze wyruszenia w wyprawę, a taki był właśnie zamiar obecnego spotkania.
autor: Ichirou
9 sty 2026, o 09:50
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 230
Odsłony: 32137
Ichirou siedział spokojnie przy jednym ze stolików, w najlepszym miejscu lokalu - z widokiem na wejście i okna wychodzące na główną uliczkę wioski. Nie spodziewał się tłumów, ale przynajmniej chciał widzieć, kto przybywa. Lokal jak na te małą wioskę był przyzwoity, choć rzecz jasna jak na jego gust trochę za skromny. Nie było jednak lepszej opcji. Przynajmniej tyle, że było czysto, spokojnie i bez zbędnego rozgłosu.
Gdy drzwi otworzyły się i do środka wszedł Souei, Ichirou uniósł lekko brew, ale szybko na jego twarzy pojawił się dyskretny uśmiech. Pierwszy gość (i oby nie ostatni...). Podniósł się z miejsca, by przywitać przybyłego, po czym wskazał mu miejsce przy dużym stole.
- Jak twój pobyt na pustyni? Zatęskniłeś bardziej za prowadzeniem knajpy czy eliminowaniem wrogów Akiyamy? - rzucił swobodnie na początek. Przypuszczał, że dla Matsudy - doświadczonego, mafijnego zakapiora - ubijanie wrogiej organizacji było równie rutynowe co gotowanie zupy w Fugu.
- Czego się napijesz? Jest woda kokosowa, sok z granata, mleko wielbłąda, daktylówka... - kontynuował, wymieniając mniej lub bardziej egzotyczne i lokalne napoje, póki białowłosy nie wybrał dla siebie czegoś dobrego. A potem spełnił jego życzenie, zahaczając o bar, by później postawić na blacie butelkę i odpowiednie naczynie do wybranego napoju.
- Och, a to ciekawe. Bo ja miałem w zamiarze ruszyć sprawę Klepsydry i zebrać ekipę wypadową... No ale o tym może później. Skoro nie ma jeszcze innych, możesz spokojnie wyłożyć, co tam masz dla mnie... - odparł spokojnie, zasiadając ponownie na swoim miejscu. Spodziewał się, że Soueiowi chodziło o jakieś mafijne sprawy, więc na ten moment kameralna atmosfera była odpowiednia, by w cztery oczy omówić lub przynajmniej zacząć ten temat.
Sam sączył sok z granata i raz na jakiś czas raczył się wystawionymi na stole przekąskami, jak suszone daktyle i inne regionalne przysmaki. Wewnątrz lokalu panowała spokojna, wręcz leniwa atmosfera. Nawet dla kogoś tak lubiącego tłumy i przepych jak Ichirou była to całkiem miła, chwilowa odskoczenia na wzięcie oddechu.
autor: Ichirou
8 sty 2026, o 19:50
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 230
Odsłony: 32137
Kiedy uznał porę za odpowiednią, spróbował skontaktować się z każdym ze znajomych z Klepsydry. Nie przetrzepał może kontynentu do góry nogami, ale posłał jakiś liścik, popytał gdzie trzeba, dal znać o swoim zaproszeniu. O ile nikt nie zapadł się akurat pod ziemię, zaproszenie powinno raczej dotrzeć. Ichirou i tak nie spodziewał się kompletu ekipy. To było wręcz niemożliwe, biorąc pod uwagę, jak bardzo różnymi ludźmi byli, jak bardzo różniły się ich funkcje, codzienne sprawy, czy miejsce zamieszkania. Dał im jednak trochę czasu i szansę, więc jeżeli ktokolwiek miał czas i chęć, mógł wziąć udział w planowanym przedsięwzięciu. A jeżeli nie, to trudno i tyle. Asahi nie zamierzał układać się pod każdego, a przeciąganie sprawy w nieskończoność nie miało sensu. Nawet i solo ruszyłby ku realizacji dawnego marzenia, a zaproszenie do współudziału traktował jako formę szacunku.
Zebranie ludzi w wiosce nazwanej na jego cześć może nie było czymś zaskakującym, ale przynajmniej odrobinę łechtało ego bohatera pustyni i podsumowywało jego wkład w dokonania regionu. Była to wyraźnie mniejsza osada od samej stolicy, więc sławny Sabaku mógł opędzić się tu od tłumów, ale przy tym było blisko Kinkotsu i miejsca jego codziennego urzędowania i pełnienia obowiązków lidera. Nie można było więc zarzucić, ze wybór miejsca spotkania był wyłącznie dla szpanu.
Wybrał najlepszy lokal w tym miejscu i wynajął na wyłączność na cały dzień lub na tyle dni, ile było to potrzebne, jeżeli pojawiliby się jacyś przyjezdni i potrzebowali noclegu na dłużej. Miał dylemat, czy pojawić się pierwszy - jako dobry gospodarz, czy jako ostatni - jako gwiazda wieczoru, jednak wybrał tę pierwszą opcję. Nie wiedział, na ile osób może liczyć (a co do niektórych miał już pewne podejrzenia), ale nie narzucał sobie jakichś nadziei i oczekiwań. Ile będzie, tyle będzie.
No chyba, że nie pojawi się nikt, to wtedy rozwiązuje te klepę w pierony i sam se idzie dalej w przygodę.
autor: Ichirou
8 sty 2026, o 19:32
Forum: Domy mieszkalne
Temat: Rezydencja Ichirou
Odpowiedzi: 123
Odsłony: 30550
Kolejny dzień politykowania i radzenia sobie z problemami pustyni, który utwierdzał tylko w przekonaniu, że funkcja lidera klanu wcale nie jest taka cudowna i bywa bardziej uciążliwa niż satysfakcjonująca. Ale nie o tym teraz.
Ważniejsze w tym dniu to, co czekało na niego w domu. Ot, kawałek biżuterii, który na pozór nie wyróżniał się szczególnie niczym ponad to, co było w posiadaniu Ichirou, czy co można było nabyć w lokalu piętro niżej. Tak naprawdę jednak krył w sobie coś więcej, co wiedział wtajemniczony krąg znajomych. Oprócz tego notatka, trochę enigmatyczna, ale nawiązanie do pijaństwa potwierdzało podpis autora. Kyoushi zostawił kolegom element klucza, najwyraźniej samemu planując w najbliższym czasie jakieś inne rzeczy. Zebranie całej grupy w jednym miejscu było nie lada wyzwaniem, biorąc pod uwagę że byli zbieraniną z całego świata, gdzie większość na swoim terenie odgrywała istotne role, więc podarunek był dość wymowny i oznaczał zgodę na popchnięcie wspólnej sprawy naprzód.
Przez kolejne dni czy nawet tygodnie skupił się na tym, by nadać rytm wszystkim ważnym klanowym sprawom. Planował jeszcze jedną, małą nieobecność, by dokończyć klepsydrowy cel. W związku z tym odezwał się do wszystkich znajomych, o ile było to rzecz jasna możliwe, by chętni wkrótce stawili się na jego zaproszenie.
[zt]
autor: Ichirou
6 sty 2026, o 23:26
Forum: Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku i Maji)
Temat: Plac treningowy
Odpowiedzi: 66
Odsłony: 11512
Przez kilka, może kilkanaście dni w przerwach od obowiązków i dla rozwiania rutyny pojawiał się na placu treningowym, gdzie rezerwował sobie prywatnie niedużą, odizolowaną od głównego placu salkę, w której mógł popracować w spokoju i bez gapiów. Mimo pozycji Shirei-kana i rangi Seinina nie chciał zatrzymywać się w rozwoju. W przeciwieństwie od poprzednika, nie zamierzał zapuszczać korzeni na fotelu lidera, lecz wciąż aktywnie pełnić rolę shinobi.
autor: Ichirou
6 sty 2026, o 22:56
Forum: Domy mieszkalne
Temat: Rezydencja Ichirou
Odpowiedzi: 123
Odsłony: 30550
Powrót do domu był spokojny, niemal banalny w swojej codzienności. Ichirou zostawił za sobą Kirahji z jej kurzem, smrodem i biedą, wracając do lepszej części miasta, gdzie powietrze pachniało nieco świeżej, a budynki nie wyglądały jakby miały zawalić się lada moment. Sytuacja się uspokoiła. Więzień trafił tam, gdzie jego miejsce, strażnicy zajęli się procedurami, a cała sprawa powoli zaczynała znikać z codziennych rozmów mieszkańców.
Kuroi, jak można było się spodziewać, zniknął bez słowa. W swoim stylu - cicho, dyskretnie, nie zostawiając nawet śladu. Ichirou spróbował go odnaleźć, ale bezskutecznie. Niedźwiedź znowu poszedł własnymi ścieżkami. Mimo to Seinin był gotowy na ewentualne spotkanie. Przygotował w głowie wszystkie wnioski, fakty, szczegóły. Gdyby Kuroi się pojawił, mógłby mu wyłożyć całą sprawę od początku do końca, alle najwyraźniej to nie był jeszcze ten moment.
Kilka dni później odbyła się publiczna chłosta. Ichirou pojawił się osobiście, jak obiecał, stojąc w widocznym miejscu wśród zgromadzonych mieszkańców. Nie tylko po to, by się pławić w spektaklu czy demonstrować swoją władzę dla samej satysfakcji, ale by pokazać, że słowa lidera mają wagę. Że gdy coś zapowiada, to się dzieje. Liczył, że ludzie to zauważyli. To było ważne - budowanie wizerunku, utrwalanie autorytetu, pokazanie konsekwencji za naruszenie ładu społecznego i podniesienie ręki na przywódcę. Polityka, nawet ta najbardziej przyziemna, wymagała takich gestów.
Potem, gdy tłum się rozszedł i emocje opadły, Ichirou dopilnował jeszcze jednej rzeczy. Bez publiki, bez świadków, bez rozgłosu - egzekucja. Człowiek z blizną, członek Szakali, przestał istnieć. Cicho, sprawnie, bez zbędnych ceregieli. Sprawa została zamknięta na dobre.
Kilka dni później, gdy życie powróciło na swoje dawne tory, w ręce Ichirou trafił list. Otworzył go spokojnie, stojąc przy oknie swojego apartamentu, gdzie słońce wpadało przez uchylone zasłony, rzucając smugi światła na drewnianą stolik. Treść była lakoniczną, z dozą tajemniczości. To musiał być prawdziwy Kuma.
Ichirou złożył list powoli i odłożył na pobliski stolik. Przez moment stał w milczeniu, wpatrując się w kartkę papieru, jakby mógł z niej wyciągnąć coś więcej niż te kilka prostych zdań. Sprawa była już ciężka od samego początku: zaginięcie, śmierć i - jak się później okazało - powiązania z przestępczą organizacją. A zakończenie? Cóż, trudno było powiedzieć, żeby mogło być satysfakcjonujące. Ale raczej na to skazana była ta sprawa od początku, bo życia Tomiko nie dało się już przywrócić. Toshimaru również nie żył. Sprawca poniósł karę, ale to nie zmieniało faktu, że dwie osoby zginęły z powodu desperacji, chciwości i złych wyborów. Prawda wyszła na jaw. To musiało wystarczyć.
Znając starego drucha, Kuroi pewnie teraz zaszył się gdzieś, żeby przetrawić te rzeczy w samotności. Potrzebował czasu - zawsze potrzebował czasu. Ale w swoim czasie, gdy będzie gotowy, znowu się pojawi. Tak to z nim było. Ichirou nie zamierzał się tym przejmować. Kuroi wiedział, gdzie go znaleźć, jeśli będzie potrzebował czegokolwiek.
Westchnął cicho i odwrócił się od okna. Na biurku czekały kolejne dokumenty, kolejne sprawy wymagające uwagi. Czas wracać do rzeczywistości, do liderowania, do podejmowania decyzji, do codziennych obowiązków, które nigdy się nie kończyły. Rutyna, monotonia, papierkowa robota. Wszystko to, co składało się na życie Shirei-kana. Ale jeszcze na biurku sposród nudnych papierzysk była jeszcze jedna rzecz - prezent od Kuroia, który dostał zawczasu, ale nie miał jeszcze okazji się z nim zapoznać.
autor: Ichirou
5 sty 2026, o 09:07
Forum: Misje i Fabuły
Temat: Wynagrodzenie za misje
Odpowiedzi: 4172
Odsłony: 785241
Nick prowadzącego: Ichirou
Nick biorącego/biorących udział: Misane
Rodzaj misji: Wyprawa A (nie skończona
)
Streszczenie misji: Misane podczas treningu z nauczycielem spotkała jeźdźca, który przywiózł do wioski podejrzane zwłoki - bez obrażeń, ale pozbawione energii życiowej. Misane udaje się do wioski Shikkui na bagnach, w pobliżu której znaleziono zwłoki, by zbadać sprawę. Na miejscu rozpoczyna śledztwo. W osadzie na pozór wszystko wydaje się normalne, ale pojawiają się z różnych stron informacje o paru zniknięciach. Misane w nocy zakrada się do domostwa nieobecnego zarządcy wioski, gdzie dociera do dziwnej korespondencji. Trop prowadzi na bagna, gdzie po mozolnych przeszukiwaniach dociera na tereny, na których zostaje zaatakowana przez chmarę robactwa. Misja urywa się w trakcie starcia.
Link do misji: Zachodnia Brama, Wioska Shikkui
Ilość postów: 16/19 (MG)
Rozpoznawalność po misji*: -
Wynagrodzenie dla gracza *: -
Prośba o podwyższenie uprawnień*: no chciałbym na S ale nie dokończyłem
autor: Ichirou
4 sty 2026, o 18:14
Forum: Kaigan
Temat: Stare porcisko
Odpowiedzi: 7
Odsłony: 715
Wyprawa rangi B
Himeji, Shachi
2/17 Pojawienie się dwóch mokrych postaci, wyłaniających się wprost z oceanu niczym jakieś morskie zjawiska, sprawiło, że gorączkowy załadunek niemal zamarł w miejscu. Cisza, jaka nagle zapanowała, była niemal namacalna, przerywał ją jedynie szum fal i odgłos starych, drewnianych desek pomostu, które skrzypiały pod ciężarem ludzi i ładunku.
Mężczyźni z towarem w rękach - skrzyniami, kuframi i beczkami, które mogły zawierać wszystko od suszonych ryb po znacznie bardziej intratne dobra - zwolnili lub zatrzymali się w pół ruchu. Ich twarze malowały zaskoczenie, a miejscami wręcz niedowierzanie. Część ładunku wyglądała zwyczajnie: worki z ziarnem, beczki po brzegi wypełnione czymś ciężkim, może solą albo wodą. Ale większość skrzyń była starannie zamknięta, okuta metalem, a ich zawartość pozostawała tajemnicą. Niektóre wyglądały na szczególnie ciężkie - dwóch tragarzy dźwigało jedną z nich razem, z wysiłkiem malującym się na twarzach.
- Co do ciula... - mruknął ktoś z tyłu, ale urwał w połowie zdania.
Siwy kapitan - mężczyzna może po pięćdziesiątce, o pooranej zmarszczkami twarzy, która widziała wiele sezonów na morzu - odwrócił się powoli do bohaterek i zmierzył je długim, badawczym spojrzeniem. Jego krzaczaste brwi uniosły się w zdziwieniu. Dwie baby wychodzące sobie z oceanu w tym zapomnianym przez bogów i ludzi miejscu? To nie był widok, który zdarzał się codziennie. Przez moment w jego oczach błysnęło autentyczne zdumienie, ale równie szybko ustąpiło miejsca podejrzliwości. Kąciki jego ust opadły, a szczęka zacisnęła się nieznacznie.
Kiedy Shachi uniosła swój bukłak i bezceremonialnie poprosiła o wodę, na ustach kapitana pojawił się krzywy, sarkastyczny uśmieszek. Niemal ironiczny.
- Kacyk suszy, co? - rzucił, drapiąc się po podbródku pokrytym kilkudniowym zarostem. Jego ton nie pozostawiał złudzeń - nie był przekonany co do szczerości pytania nieznajomej. - Może jeszcze powiecie, że ocean był za słony?
Zanim jednak zdążył powiedzieć coś więcej, jeden z drabów - wyższy mężczyzna z pokaźnym nożem zwisającym u pasa i brzydką blizną przecinającą lewy policzek - podszedł o krok bliżej. Nachylił się lekko w stronę kapitana, nie odrywając wzroku od dwójki intruzek.
- Może mam odpędzić te baby? - zapytał zadziornie drab, niby do kapitana, ale głośno i słyszalnie również dla morskich zjaw. Jego dłoń mimowolnie powędrowała w kierunku rękojeści krótkiego ostrza, palce musnęły owinięty skórą trzonek. Gest był drobny, ale wymowny.
Zanim kapitan zdążył odpowiedzieć, z pokładu statku dobiegł trzeci głos - spokojniejszy, ale niosący w sobie nutę zniecierpliwienia.
- Wszystko w porządku, Genzo? - Na pokładzie łodzi wyłonił się kolejny mężczyzna . Starszy, w wieku zbliżonym do kapitana, ale o zupełnie innym wyglądzie, a nawet o innej aurze. Nosił porządny, dobrze skrojony strój podróżny, na który zarzucony był czarny płaszcz ze złotymi przeszyciami. Jego bujna czupryna siwobiałych włosów mogła przypominać grzywę lwa. Spojrzenie miał spokojne, ale na twarzy jawiło się lekkie zniecierpliwienie. Spojrzał niemal zmęczoną miną na całą scenę rozgrywającą się na pomoście - mokre kobiety, zakłócony załadunek, tragarze stojący z towarem w rękach w lekkim napięciu. Westchnął cicho i potarł skroń, jakby próbując odpędzić narastający ból głowy.
- Genzo - powtórzył, tym razem z wyraźniejszą nutą niecierpliwości w głosie - powinniśmy już ruszać. Co tu się, do diabła, dzieje?
Kapitan odchrząknął, gestami nakazał pracownikom wznowić wnoszenie tobołów, a następnie spojrzał z powrotem na Himeji i Shachi. Wyraźnie nie miał czasu na gry, zagadki ani uprzejmości. Skrzyżował ramiona na piersi i wyprostował się, nabierając oficjalnego, bezceremonialnego tonu.
- Dobra, dosyć gierek - rzucił w końcu, przenosząc wzrok z jednej kobiety na drugą. - Z jakiego konkretnie powodu tu przyszłyście?
Zrobił pauzę, jakby pozwalając słowom zawisnąć w powietrzu. Praca wokół została w tym czasie wznowiona, choć oczywiście marynarze zerkali na scenkę z zaciekawieniem. Jedynie dwóch drabów zostało w pobliżu kapitana i bohaterek, jakby zachowując gotowość do ewentualnej reakcji. Mężczyzna o lwiej grzywie obserwował scenkę z wysokości, ze statku, a w jego oczach pojawił się chyba nawet błysk zaciekawienia.
autor: Ichirou
3 sty 2026, o 15:46
Forum: Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku i Maji)
Temat: Dzielnica Biedoty - Kirahji
Odpowiedzi: 83
Odsłony: 12284
Ichirou wysłuchał wyznania w milczeniu, nie przerywając, nie komentując. Jego twarz pozostała spokojna, niemal obojętna, ale za bursztynowymi oczami pracował umysł, układając informacje w logiczną całość. Technika robiła swoje, wyciągając z więźnia prawdę słowo po słowie, bez ozdobników, bez kłamstw. Tomiko. Posążek. Zdrada Toshiego. Wszystko zaczynało nabierać sensu, choć obraz, który się wyłaniał, nie był przyjemny.
Tak jak podejrzewał - Toshimaru wplątał się w coś, czego nie potrafił kontrolować. Desperacja i chciwość pchnęły go do współpracy z niewłaściwymi ludźmi. A potem, gdy próbował ich przechytrzyć, zapłacił najwyższą cenę. Razem ze swoją żoną, która prawdopodobnie nawet nie wiedziała, w co jej mąż się pakuje. Historia stara jak świat - człowiek goni za lepszym życiem, gubi się po drodze i ciągnie za sobą w przepaść tych, na których mu zależy. Dość przykre na swój sposób. Nawet Ichirou, który był bardziej chłodny niż empatyczny, był w stanie to przyznać. Nie znał jednak tych ludzi osobiście, więc trudno było o większe przejęcie się sprawą.
Gdy strażnicy w końcu przybiegli na miejsce, przedzierając się przez małe zgromadzenie gapiów, którzy zdążyli się zebrać przy wejściu do zaułka, Ichirou wyprostował się i cofnął dłoń od głowy więźnia. Technika została przerwana - informacje, których potrzebował, już miał. Spojrzał na dwóch mężczyzn w mundurach służb porządkowych, którzy zastali dość nietypową scenę. W końcu Shirei-kan nie na co dzień zajmował się łapaniem jakichś z pozoru drobnych przestępców. Schwytany typ jednak nie był taki drobny. Jeszcze parę chwil temu Sabaku był w stanie poczuć przed piaskiem potężną siłę wybuchów, które byłyby w stanie zdemolować o wiele więcej niż podrzędna knajpa.
Jak się okazało, pojmany był im znajomy.
Ichirou skinął głową, nie okazując zdziwienia. Szakale. Organizacja przestępcza, znana z bezwzględności, szerokiego zasięgu działania i braku skrupułów. Miał z nimi na pieńku już od wielu lat. Jeśli ten typ do nich należał, to cała sprawa mogła być poważniejsza, niż mogło się początkowo wydawać. Ale na razie wystarczyło. Miał już dość informacji, żeby zamknąć ten konkretny wątek i przekazać wieści Kuroiowi. Reszta - większy obraz, powiązania Szakali, ich cele - to mogły być sprawy na później. Albo nawet w ogóle nie jego sprawy, jeśli strażnicy poradzą sobie sami.
- Zajmijcie się nim - powiedział spokojnie, wskazując gestem dłoni na unieruchomionego mężczyznę. Jego ton był chłodny, rzeczowy, nie pozostawiał miejsca na dyskusję ani pytania. - Ma trafić do aresztu. I żeby było jasne - dodał po chwili, patrząc strażnikom prosto w oczy, każde słowo wypowiadając z wagą - jutro ma być zorganizowana publiczna chłosta. Chcę ją widzieć osobiście.
- Próbował naruszyć ład społeczny - kontynuował Sabaku, jego głos wciąż spokojny, ale stanowczy, niemal edukacyjny. Chciał, żeby strażnicy i zebrani cywile zrozumieli powagę sytuacji. - Zaatakował niewinnych ludzi, wziął zakładników i podniósł rękę na lidera. Należy mu się surowa kara. Najsurowsza. Niech to będzie przykład dla innych, którzy myślą, że mogą bezkarnie siać zamęt w Kinkotsu.
Przekazując im jeńca, gdy ci byli bliżej, szepnął im jeszcze jeden rozkaz.
- A po tym wszystkim... egzekucja. - Biorąc pod uwagę recydywę i jego występki, nie widział innego rozwiązania.
A potem opuścił uliczkę i całe to zbiegowisko.
Westchnął cicho, idąc przez coraz węziej zabudowane ulice Kirahji w stronę lepszej dzielnicy. Słońce powoli powoli przesuwało się po nieboskłonie, rzucając długie cienie na brudne fasady budynków. Powietrze wciąż było gorące, duszne, przesiąknięte zapachami, które trudno było nazwać przyjemnymi. Ale przynajmniej cała ta zagmatwana sprawa w końcu się wyjaśniła. Był to swego rodzaju oddech ulgi - niekoniecznie satysfakcji, ale przynajmniej poczucie zamknięcia pewnego rozdziału.
Teraz pozostało tylko powiedzieć Kuroiemu prawdę. Tak jak obiecał. Poszukał znajomego i zaprosił go do siebie - nie chciał tak po prostu gdzieś na ulicy wyjawić mu całej sprawy.
[zt]