Znaleziono 20 wyników
Wyszukiwanie zaawansowane
autor: Kokuyo Akagane
11 lut 2026, o 16:20
Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
Temat: Ulice Atarashi
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 6106
No no no, jej występ był naprawdę całkiem niezły, co prawda musiała się jeszcze trochę nauczyć, ale przecież też nie od razu Atarashi zbudowano, prawda? No i też trzeba było pamiętać o tym, że może niekoniecznie musieć w przyszłości grać z kimś innym, niektórzy faktycznie lepiej działali solo. Choć oczywiście nie zaszkodzi umiejętność. Natomiast no jeśli chodzi o Yuki to wydawało się, że raczej sama jej osobowość nie będzie pasowała do takiego podejścia. No ale była jeszcze młoda, miała potencjalnie jeszcze całe życie przed sobą, więc wiele mogło sie tutaj zmienić.
-Nie trudne, tylko trzeba nie wyskakiwać ciągle przed szereg. - rzuciła z uniesioną brwią, ale nie utrzymała na sobie żadnego wyrazu dezaprobaty czy pasującego tonu, nie miała zamiaru krytykować czy tym bardziej karcić dziewuszki - Ale akurat tym to się zbytnio nie przejmuj, każdy ma swoje metody, byle działały. - no nie była purystką szczególną, choć pojawiały się u niej pewne sentymenty typowe artystom to przede wszystkim liczyła się dla niej skuteczność. A Yuki wydawała się kimś, kto będzie skuteczny. Ostatecznie, bo nie od razu, ale podstawy miała dobre i musiała tylko je rozwinąć. Czyli ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Najgorsza część całego tego ambarasu, ale jak się weszło w odpowiedni stan umysłu to mogło to być relaksujące czy nawet wręcz przyjemne.
-Ano przypałętał się, ale to trochę dłuższa historia. - poklepując z pewną afekcją Dokiego po ramieniu, rzuciła te słowa, których zawsze używali dorośli, kiedy uznawali, że nie ma sensu czegoś tłumaczyć dziecku. Aczkolwiek choć faktycznie nie miała wielkiej ochoty na dzielenie się swoją historią, jej ton wskazywał raczej na "może innym razem " niż "i tak nie zrozumiesz, gówniarzu ". Na razie byli na etapie, gdzie skupiali się na Yuki, a nie na Kokuyo i nie było chyba pożytku w tym, by zagłębiali się w jej przeszłość.
I tu faktycznie pokazywała się siła woli, którą już wcześniej eksponowała dziewczynka. W tym tempie, skoro ma tyle siły już w tak młodym wieku, jako dorosła będzie mogła zajść naprawdę daleko, osiągając najwyższe pozycje jako ninja czy wręcz przejmując władzę. Ale to na ten moment były tylko mrzonki, o których nie warto było póki co rozprawiać - było zbyt dużo zmiennych, by takie przewidywania miały jakikolwiek sens. Na razie dałaby radę przezwyciężyć jej opór, ale to że ten miał już taką moc było zaskoczeniem zaskoczeniem nawet dla Kokuyo. Jeśli choć część dzieci tutaj miała taki potencjał, jaki wykazywała Yuki, nadchodziły dobre czasy dla Atarashi. Oczywiście jeśli te talenty będą odpowiednio pielęgnowane, a nie zostawione same sobie - w takich warunkach mało kto rozkwitał do pełni swoich możliwości.
-No cóż, dawałam Ci jeszcze szansę na spędzenie wieczoru ze mną, ale jak wolisz tamtą to nic przecież nie poradzę. - odparła z humorem. I pewnym skrytym zakłopotaniem - no bo przecież nie przyzna się, że zajmując się ośmiolatką zupełnie zapomniała o wcześniej zaaranżowanych planach Kumo. Nie żeby był tam jakoś bardzo potrzebny, ktokolwiek mógł się tym zająć, natomiast był to wyraźny znak tego, że chłopak nie był na jej każde zawołanie - niestety. Strasznie irytowały ją sytuacje, kiedy ktoś jej czegoś odmawiał - zupełnie nie była do tego przyzwyczajona. Natomiast nie zamierzała dać po sobie tego poznać, to w końcu byłoby jeszcze gorsze.
Natomiast teraz miała inne zadanie - musiała przygotować się do tego całego rytuału. W teorii brzmiało to prosto, nawet nie powinna mieć problemu sama zaimprowizować coś, co przekonałoby Yuki i ewentualnego postronnego obserwatora, który ją przyprowadzi, że tak to powinno wyglądać - w końcu ważne było przywołanie Dokiego, a nie cała tego rytualna otoczka. Problem pojawi się jednak, kiedy postanowi się podzielić z kimś, co się działo, potem pójdzie to dalej i usłyszy to ktoś, kto faktycznie przeżył taki rytuał. Swoją drogą, czemu właśnie ona? Mało to Matekich tu było? W każdym razie musiała wiedzieć jak to powinno wyglądać, a że tutaj nie polegano za bardzo na zapisach pisemnych, musiała polegać na przekazie ustnym. I Kaminoe było najlepszym miejscem, w jakim ten mogła uzyskać. I do tego pewnie najdokładniejszym. Tutaj relacja z pewnością będzie najbardziej zbliżona do rzeczywistości tradycji, z jaką spotka się gdziekolwiek w okolicy.
-Chciałam posłuchać o rytuale przywiązania pierwszego Dokiego. Sama go nigdy nie przeżyłam, a jedna dziewczynka potrzebuje z nim pomocy. - zdecydowała się od razu wyłożyć nie tylko swoją sprawę, ale też jej uzasadnienie. Widząc staruszka już w pierwszej chwili miała wrażenie, że trzeba będzie go przekonać do wsparcia. Niby dzielenie się wiedzą to był ich modus operandi, ale wyjaśnienie, czy nawet usprawiedliwienie się wydawało się właściwe pod jego wzrokiem - w końcu nie wydawał się on do końca...bezpieczny. To może złe określenie, ale jakoś po prostu nie chciała mu się za bardzo narazić - jak normalnie dosyć łatwo przychodziło jej przewidzenie reakcji innych, tak ten wydawał się zupełnie nieobliczalny, mimo że na razie przecież nie zrobił nic podejrzanego.
/trochę to zajęło, ale w końcu udało mi się przełamać writer's block
autor: Kokuyo Akagane
16 sty 2026, o 22:46
Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
Temat: Ulice Atarashi
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 6106
Z jednej strony rozbawiły ją zakłady chłopaków a propo jej życia uczuciowego i jak wiedząc o nich mogła szybko w nich namieszać, z drugiej strony trochę jak śmieli. Trzeba będzie im dać w związku z tym jakąś nauczkę. Tylko jaką? Będzie musiała się nad tym poważnie zastanowić, bo musiała być ona trochę poważniejsza niż codzienne podśmiechujki i przekomarzania się. Ale póki co nie ma co chłopaków uprzedzać. Zrobi tylko pokazowo niezadowoloną minę, by dać znać Kumo, że to nie był dobry pomysł. A porządnie przyswoić ten fakt na pewno będzie miał okazję później.
-No i widzisz, nie zakładaj się o moje decyzje, bo tylko będziesz przegrywać. - rzuciła bez śladu irytacji w głosie, by nie zdradzać się za bardzo na ten moment. Co wyjątkowe, nie skomentowała za to napomknięcia o znajomym zielarzu, co oczywiście Kumo mógł zidentyfikować jako mały sukces, ale i jako trwanie w swoim przekonaniu i decyzji, co byłoby z nią bardzo zgodne. A fakt faktem, nie wykluczała tego, że jakby jakieś jego specyfiki skutecznie podziałały to efekt na chłopaku mógłby nie być wcale taki zły. Ale nie zamierzała mu tego wcale ułatwiać i wciąż będzie musiał się mocno tłumaczyć, chyba że będzie chciał poczuć nóż w jej ręku tym razem bliżej oczu - wątpliwa decyzja, ale... przecież miał wolną wolę. Należało tylko pamiętać o jej konsekwencjach, które w końcu mogły być poważne.
Natomiast nie mogłaby nie przyznać, że o ile wybory Kumo a propo własnego stylu były przynajmniej wątpliwe, tak poza tym był całkiem niezłą partią. Czy oczywiste było, że powinien był ją przenieść przez tamtą kałużę? No pewnie, że tak, ale większość facetów nawet by o tym nie pomyślała, zwłaszcza nie tych w tym wieku. A jego nawet nie musiała mniej lub bardziej dyskretnie upomnieć. No i starczyło mu siły, by to zrobić, chociaż u shinobi akurat nie było to w żadnym razie zaskakujące, zwłaszcza przy jej wadze, ale mogła też docenić jego wyrobione mięśnie. Nie żeby miała jakąkolwiek ochotę odbijać go dziewczynie, z którą się umówił, ich dwójka wystarczająco dobrze funkcjonowała w tej dynamice by trzeba było cokolwiek zmieniać.
Ledwo powstrzymała uśmieszek, sam cisnący się na usta, gdy obserwowała drobną dziewczynkę próbującą przyłożyć rosłemu yokai. To że nie przestraszyła się Gankiego też dobrze o niej świadczyło na przyszłość. Nie za wiele byłoby sensu uczyć ją przywoływania podobnych istot, jeśli musiałaby się przed nimi chować po kątach. Tyle że... nie była pewna na ile temperament i skłonności Yuki dobrze się zgrywają z tym, czego ją tak właściwie miała nauczyć. Jeśli wolała używać własnych pięści - cóż, trudno będzie jej zajmować się kontrolą tego, co przywoła. Ale to jest coś, do czego będą mogły dojść trochę później. Skoro miała ją tego nauczyć to to zrobi, a potem najwyżej będą radzić sobie z tym, co w zasadzie zrobić dalej. Natomiast, co trzeba było dziewczynce przyznać to to, że dobrze radziła sobie z bębenkami. Ostatni etap całego tego ambrasu mogła uznać, że miały w kieszeni. Pozwalając palcom zadziałać zgodnie z jej instynktem, zaczęła wygrywać melodię komplementarną do tej tworzonej zaraz obok. Chciała zobaczyć na ile nadążenie za nią będzie dla niej problemem i trochę oczywiście też pokazać bardziej swoje umiejętności, by Yuki nie myślała sobie od razu jaka to dobra w tym nie jest. Wspólny rytm złapać będzie łatwo, ale chciała też dowodu, że jej nowa chwilowa podopieczna będzie w stanie zareagować na pozorne dysonanse, które wprowadzi w melodię i doprowadzić ją do harmonii. Nawet taką harmonię można było oczywiście przytłoczyć czystą siłą, ale nie na tym obie Mateki miały się w tym skupić, a na technice. Samodzielnie dziewczyna namalowała porządny obraz, ale co z tego jeśli nie przetrwa on spotkania z rzeczywistością.
-Nie jestem całkowicie pewna. - rzuciła trochę niezadowolona, ale uznała, że w tym wypadku należało być szczerym - Sama takiego akurat rytuału nie robiłam, bo nikt mnie nie nauczył, ale nie powinien to być zbyt duży problem. Ale zanim do tego przejdziemy, muszę się upewnić, że będziesz w stanie przejąć kontrolę nad yokaiem, którego przywołamy. Pokaż mi, że w głowie jesteś tak samo mocna jak w pięściach. - i bez dalszej zwłoki rzuciła na nią jedno z najprostszych genjutsu, jakie znała - Suzu no Oto. Dlatego Ganki w czasie małego "pojedynku muzycznego" na moment się oddalił, na co Yuki pewnie nawet nie zwróciła uwagi i podniósł z podłogi porzucone dzwoneczki. Fajny był ten sierociniec, wszystko co potrzebne można było szybko znaleźć. Miała oczywiście jakieś we własnej torbie, ale nie zamierzała robić tego zbyt łatwego i uprzedzać jej, co się dokładnie stanie. To była bardzo podstawowa technika, nie rzuciła się wcale na dziewczynę z wielką siłą, chciała tylko zobaczyć, czy będzie ona w stanie odeprzeć jej mentalny atak, a nawet jeśli nie, to jak duży opór stawi. Mogło się wydawać, że to tylko odpowiednia melodia i Doki robi, czego tylko się zapragnie, ale prawda była inna - było to starcie ich umysłów, które wymagało wysiłku - Doki nie akceptowały słabych panów. Ani pań, jeśli już o tym mowa.
-Za murami. Tak na wszelki wypadek. Nie żeby coś miało się stać. - dała znać Kumo już w trakcie oceniania dziewczyny, ale dopiero po skończonym teście będzie mogła zdecydować. To oczywiście była kwestia głównie tego, co będzie w stanie kontrolować, a nie czy w ogóle, ale jeśli będą miały do czynienia z największym popychadłem wśród yokai, to nawet nie zamierzała przykładać do tego ręki i wróci jak już Yuki się trochę rozwinie. Ale jeśli jej początkowa ocena była słuszna i w takim starciu również dziewczyna szybko nie odpuści - mimo że Kokuyo na pewno była zdecydowanie silniejsza - to doda tylko:
-Coś z niej będzie. Przyprowadź ją na pół godziny przed zmierzchem do bramy, a ja wszystko przygotuję. - a sama będzie miała trochę roboty, bo trzeba będzie w bibliotece poszukać opisów rytuału albo chociaż zeznań jego świadków i wyposażyć się w niezbędny sprzęt.
autor: Kokuyo Akagane
12 sty 2026, o 12:33
Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
Temat: Ulice Atarashi
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 6106
-Po pierwsze to najpierw mógłbyś się odrobinę przyłożyć. Wiesz, jakbym dostała ładne kwiaty chociaż to może bym się dała przekonać, ale nie pamiętam żebyś mi jakieś kiedyś przyniósł. Zima się skończyła to nawet mógłbyś spróbować własnoręcznie nazbierać bukiecik, wysilenie się zamiast kupienia to zawsze dodatkowe punkty. Mam nadzieję, że chociaż tę dzisiejszą pannę lepiej traktujesz niż mnie. - teatralnie westchnęła. - A coś zasugerowałeś Sayukiemu czy nic? Jak nie to możesz mu powiedzieć, że danie może być dowolne, ale ma smakować przynajmniej tak dobrze jak "Dziurawym żaglu". I to jest właśnie to o czym mówiłam - staranie się. Jak mi zaproponuje własnoręcznie przygotowaną kolację to będę pod większym wrażeniem niż przy zaproszeniu gdzieś na miasto. - wbrew pozorom raczej obskurnego miejsca, które sprawiała nazwa karczmy, miejsce miało wysoki poziom i naprawdę dobrego, choć nie wybitnego kucharza. Choć jej ulubionym elementem był podniszczony szyld, który cudem przetrwał bitwę o to miejsce i został wykorzystany ponownie przy odbudowie, i od którego siłą rzeczy pochodziła nazwa przybytku. Kto wie, może wcześniej faktycznie należał do jakiejś nędznej tawerny z cowieczorną bijatyką marynarzy? Mogła udawać, że nie rusza jej to i zdecydowanie nie przyznałaby się, że jest inaczej, ale był to naprawdę podnoszący na duchu symbol przetrwania i odnowy, dlatego stosunkowo często tam się stołowała, a smak był tylko bardzo przyjemnym i pożądanym, ale jednak dodatkiem.
Zatrzymała się nagle, zmuszając Kumo do tego samego. Puści jego rękę i przesunie się przed niego, by też spojrzał na nią uważnie. Będzie mógł zauważyć wąską kreskę, w jaką zacisnęły się jej usta i odrobinę zmarszczone brwi, które dopełniały wrażenia dezaprobaty wywodzącego się z jej przenikliwego spojrzenia.
-Jeśli spróbujesz wrócić do tych wąsów, niezależnie od tego jak je pofarbujesz, nie odezwę się do Ciebie dopóki nie zrezygnujesz z tego pomysłu. Zrozumiano? - poświdruje go wzrokiem przez parę chwil, aż potwierdzi. I tu nie było miejsca na żadne sprzeciwy czy negocjacje, postawiła sprawę jasno i twardo będzie się tego trzymać. Oczywiście pewnie zacznie się małym buntem, ale to wytrzyma po prostu z tym samym wyrazem twarzy, a jeśli faktycznie długo zajmie mu pogodzenie się z tym, zwyczajnie się obróci, gotowa zostawić go na środku ulicy. Co prawda nie wiedziała gdzie jest dokładnie ten sierociniec, ale to zawsze działało. Nie powinna nawet zdążyć postawić kroku zanim Kumo przyzna jej rację. A po tym uśmiechnie się szeroko i ponownie chwyci go pod ramię.
-Pamiętaj, że robię to dla Twojego dobra. - dodała pogodnie, kontynuując drogę. A przy okazji będzie mogła posłuchać komplementów na swój temat. Czy trochę zepsuł je wspominając o rozmiarze piersi? No odrobinkę, ale zdawała sobie sprawę ze swoich ograniczeń i nie było co się jakoś bardzo oburzać czy załamywać, wystarczająco wiele osób się za nią oglądało. I... jakby się postarała to była pewna, że zdołałaby zmienić jego zdanie. Chociaż na razie musiała powinna skupić się na czymś innym - mianowicie na dzieciach, a konkretniej jednym szczególnym. Zidentyfikowanie jej nie wymagało wiele wysiłku, ba, praktycznie żadnego.
-Już ją lubię, nie daje sobie w kaszę dmuchać. - rzuciła do swojego kompana i zaraz przywołała swojego Doki, by po zagraniu paru dźwięków podszedł do dziewczynki i podniósł ją z jej ofiary. Nie spieszyła się szczególnie, chłopak mógł oberwać jeszcze parę razy. Co go nie zabije to go wzmocni. Mówiąc szczerze bardziej mogła się martwić o reakcję dzieciaków na widok powykręcanego demona, ale i to nie zaprzątało jej jakoś bardzo głowy. Gorsze rzeczy zdecydowanie widzieli, pewnie nawet i w trakcie treningu, a tu byli w środku miasta i otoczeni przez shinobi, nie za wiele mogło im się złego stać. Każe Gankiemu przynieść ją do siebie, choć jeszcze nie odstawiać, by miały twarze na tej samej wysokości - no mniej więcej, na tyle by wciąż mogła patrzeć na nią trochę z góry.
-Ty musisz być Yuki. Będziemy trochę współpracować. Powiedz mi co umiesz. I w sumie pokaż też. - dopiero po chwili pozwoli Gankiemu odstawić dziewczynkę z powrotem na ziemię. Wolała trochę, by najpierw zaczęła mówić, a nie czekała urażona, by tym razem na nią rzucić się z pięściami, kiedy tylko wyląduje znowu na podłożu. Oczywiście nie wątpiła że poradziłaby sobie z dziewczynką, ba, sam Ganki by to zrobił, ale po co? Można było dać dziewczynie się uspokoić jeszcze wisząc w powietrzu. Zresztą też po to pozwoliła się jej trochę bardziej wyszaleć na drugim chłopaku niż zrobiłaby to większość odpowiedzialnych, dorosłych ludzi. Ale na szczęście nigdy się sama taką nie określała.
-Ja jestem Kokuyo i nie oczekuję żebyś nazywała mnie sensei czy nic takiego, pomogę Ci trochę z pierwszym przywołaniem i następstwami, a potem każda idzie w swoją stronę i co najwyżej czasami zobaczymy się przypadkiem na mieście. Umowa stoi? - w sumie ten moment to był pojedynczy najbardziej prawdopodobny do porażki element. Nie zamierzała jej do niczego zmuszać i po usłyszeniu odmownej odpowiedzi może przejmie się na tyle by wysłuchać powodów, ale była duża szansa na to, że po prostu zostawi dziewczynkę samą sobie. Jak nie będzie chciała to po prostu nie i tyle.
/pozwoliłem sobie nie wstawiać statów, bo to tylko misja D, ale jak będzie trzeba to daj znać
autor: Kokuyo Akagane
23 gru 2025, o 10:59
Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
Temat: Ulice Atarashi
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 6106
-No i słusznie. Zwłaszcza jeśli ci koledzy zasłużyli. - może faktycznie uda się jej dogadać z dziewczynką, przynajmniej brzmiała na interesującą. Nieszczególnie miałaby ochotę zajmować się kimś bojącym się własnego cienia. Zwłaszcza w okolicznościach w jakich obecnie żyli kobiety musiały wiedzieć jak sobie poradzić z facetami. Problem za to był troszeczkę inny. Bębenki? Naprawdę? Rozumiała, że można mieć różne gusta, ale bębenki? Dosyć wątpliwy wybór instrumentu z jej perspektywy, bo prezentował zupełnie inne podejście do muzyki niż miała Kokuyo. Jak za pomocą bębna wyrazić subtelny stan ducha? Gdzie pozostawić w melodii miejsce na ciszę, gdy wibracje jeszcze się utrzymują? Czy zresztą w ogóle można mówić o melodii przy użyciu bębnów, czy jednak będzie to trochę inna kategoria? Nie było co się wgłębiać w definicje, ale jednak czym innym było operowanie na wysokości dźwięku niż głównie na rytmie i barwie. Nie chciała operować stereotypami, ale myśląc o bębniarzu wyobrażałaby sobie bardziej kogoś prostolinijnego, skupionego raczej na fizyczności niż delikatnego i przebiegłego. Więc zobaczy czy dziewczynka zaskoczy ją raczej pozytywnie czy negatywnie.
Całe szczęście, że chłopak bez oporów poddał się jej zabiegowi upiększającemu. No, opory pojawiły się później, na szczęście w momencie gdy już nie dało się jej zatrzymać, bo okropna grzywka znikła bez śladu. Co prawda nie wszystko było idealnie, można było jeszcze trochę wyrównać miejsce cięcia, ale była to raczej drobnostka niż faktyczna potrzeba. Tyle że... no nie lubiła zostawiać spraw niedokończonych. Zrobiła niezadowoloną minę, co w połączeniu z ostrym narzędziem w jej ręce mogło sprawiać naprawdę groźne wrażenie, mimo że posługiwanie się kunaiem przez nią pozostawiało wiele do życzenia a do tego nie była jakoś niezwykle silna, wręcz przeciwnie.
-Wracaj tutaj, muszę jeszcze trochę poprawić. - odpowiedziała na jego rzucenie się do oglądania swojego odbicia. Naprawdę, odrobiny cierpliwości nie ma, a tak to już wszystko byłoby skończone. -A pannie możesz przekazać, że nie musi mi dziękować. Ją pewnie też by kusiło jakbyś się pokazał tak jak chodziłeś. - tu zrobiła krótką pauzę, by po chwili dodać dobitnie - Dla jasności, nie przekazuj jej tego! Niech myśli, że sam sobie wyrobiłeś tę odrobinę dobrego smaku! - to powinno być oczywiste, ale faceci praktycznie nigdy nie podejmują dobrych decyzji. Chociaż z drugiej strony, jakby tamta dowiedziała się, że kręci się wokół Kumo jakaś inna dziewczyna? Tu na dwoje babka wróżyła, bo mogłaby sobie odpuścić, ale z drugiej strony odrobina zazdrości? Mogła zachęcić ją do bardziej odważnego podejścia. Hmmm... Nie, lepiej nie ryzykować. Już i tak podbiła wyżej szanse chłopaka na tej randce, nie ma co ryzykować ich zaprzepaszczeniem.
-Jak mnie chcesz zaprosić na kolację to musisz się bardziej postarać. No ale nie powiem, w tej nowej stylizacji miałbyś większe szanse niż wcześniej. A w porównaniu do czasów jak eksperymentowałeś z wąsami to już kolosalne. - no ale wracając do rzeczy istotnych. Przywołała go ponownie gestem, by jeszcze trochę wyrównać mu tę stylową fryzurę. - A poza tym to uważaj z ruszaniem się jak ktoś Ci kunai trzyma przy głowie, bo się skończy tragedią. Ale żeby nie było, niektóre lecą na blizny. Tyle że bojowe, a jak dostaniesz ją tu na środku ulicy to może się rozejść, że to nie taka. - oddała mu w końcu narzędzie i trochę jeszcze zwichrzyła jego włosy dłońmi, póki jeszcze był pochylony i nie musiała za daleko sięgać. Celowała w zrobienie na jego głowie takiego umiarkowanego nieładu, który najbardziej by do niego pasował.
A potem, kiedy jej towarzysz wreszcie wyglądał jak człowiek, mogli w końcu ruszyć do sierocińca. Chwyci go pod ramię i pozwoli się poprowadzić, w końcu to drugi Dziki znał drogę, nie ona. Tylko czasami pewnie będzie musiała dyskretnie przejąć kontrolę nad kierunkiem, żeby ominąć kałuże błota czy podobne przeszkody, ale korzystając tylko z delikatnego nacisku oraz zwalniania i przyspieszania by się obrócić, by Kumo nie zorientował się, że to robi i nie poczuł się za mało męsko. Nie była pewna na ile będzie uważał na jej komfort przy prowadzeniu, czy pozwoli jej zabrudzić sobie buty i kimono, ale nie zamierzała na to pozwolić, więc musiała być czujna w czasie drogi. Trochę obawiała się spotkania z młodą Mateki i przy okazji mogła zająć czymś innym swoje myśli. Jak będzie skupiona na czymś innym to trudniej jej będzie stresować się czy tamta ją w ogóle polubi i czy wyjdzie z tego coś owocnego. Ale w zasadzie, był zaraz przy niej jeszcze lepszy sposób na odwrócenie uwagi.
-Właśnie, opowiedz o tej pannie, z którą się dzisiaj widzisz. Jest chociaż w połowie tak ładna jak ja? - no, ciekawe jak Kumo z tego wybrnie. Rzuciła go trochę na głębszą wodę, ale musiał trochę poćwiczyć przed randką. Sprawienie że się odrobinę spoci bardziej zajmie jej uwagę. A przy okazji faktycznie była trochę ciekawa. Nie urody dziewczyny - wiedziała że i tak nie będzie musiała z nią konkurować pod tym względem - ale raczej tego jaki w ogóle był typ chłopaka.
autor: Kokuyo Akagane
18 gru 2025, o 16:34
Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
Temat: Ulice Atarashi
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 6106
No jak on w ogóle śmiał śmieć?!?! Już tylko czekała na jakąś głupotę, którą będzie mogła bez zawahania odrzucić, tymczasem Kumo bezlitośnie uderzył w tony, z którymi zdecydowanie sympatyzowała i złożył jej propozycję, po której bardzo ciężko jej będzie mu odmówić. Mogła to oczywiście ukrywać, ale fakt faktem mogła się utożsamić z tą całą sytuacją - bądź co bądź ona również straciła rodzinę, jej też nie miał kto pokazać co i jak i musiała wszystko odkrywać sama i, co ważniejsze, dla niej również ktoś postanowił się poświęcić. Nie mogła tak po prostu udać, że ta rozmowa się nie wydarzyła i zostawić dziewczynkę samą sobie. Zdecydowanie łatwiej byłoby mieć serce z kamienia, ale wbrew pozorom jakie starała się sprawiać, wcale takiego nie miała.
Spojrzała na chłopaka z pewnym wyrzutem, że uniemożliwił jej odpoczynek, no ale cóż, teraz przecież już nie odmówi. Ale chociaż potrzyma go chwilę bez odpowiedzi, w takiej małej niepewności czy się zgodzi. Chyba jeszcze nie potrafił z niej czytać na tyle, by domyślić się, jaka będzie jej decyzja. Szczyciła się trochę swoją pokerową twarzą, ale jak przychodziło do kwestii młodziutkich sierot to i takiej królowej lodu jak Akagane można było trochę stopić zamarznięte serce. Przy takiej sprawie to długo tej pokerowej twarzy nie utrzyma. Przewróci oczyma, westchnie ciężko i dopiero się odezwie:
-No wiem, że chujowa sytuacja. Niech Ci będzie, że jej pomogę. Ale jak się okaże, że jeszcze nie ogarnia wszystkiego na tyle, żeby zrobić rytuał to się wypisuję i będzie go robić na kolejne urodziny albo z kimś innym! - musiała przecież chociaż odrobinę postawić na swoim, nawet jeśli nie była to jakaś istotna kwestia. Niech sobie chłopak nie myśli, że to on tu rozdaje karty! Właśnie, a propo tego, nasuwała się jeszcze jedna istotna kwestia, którą trzeba będzie załatwić, zanim pójdą do tego sierocińca. I nie, nie chodziło wcale o rytuał - chociaż w tej kwestii też musiałaby się najpierw doszkolić, bo jej to wszystko przyszło naturalnie, żadnego rytuału wcale nie potrzebowała. Ganki po prostu ją sam znalazł. Nie, chodziło o coś zdecydowanie poważniejszego.
-I ty, Kumo, też tam idziesz pomagać, tak? Nie, że zaprowadzisz mnie, a potem sobie pójdziesz? - zmieniła oczywiście ton na taki delikatniejszy, bardziej pasujący damie w opałach - no, to może było za dużo powiedziane, raczej zestresowanej damie, której przyda się czy to pomocna dłoń czy chociaż wsparcie emocjonalne. Nie wiedziała czy Soma da się na to nabrać, ale spróbować nie zaszkodzi. Zbije chociaż troszeczkę jego czujność - albo bardziej ją podniesie, na dwoje babka wróżyła. Na swoją obronę mogła tylko powiedzieć, że ta drobniutka, naprawdę nic nie znacząca manipulacja działa się teraz tylko dla dobra tego chłopaka. I jej. Jej przede wszystkim. Ale o tym nikt nie musiał wiedzieć.
-To musisz mi najpierw pożyczyć na chwilę coś ostrego. Może być po prostu kunai, chyba że masz coś innego. - oczywiście ten temat zaczęła tylko jeśli odpowiedź była twierdząca, inaczej mogła sobie tę całą kwestię darować. Na razie oczywiście, zawsze to lepiej jeśli ktoś sam zrozumie, że popełnił błąd, korygować trzeba było jeśli coś miało zajść za daleko. Ale konieczność pokazania się z nim gdzieś kiedy nie wygląda najlepiej jak to możliwe, zdecydowanie zaliczała się do kategorii "zajścia zbyt daleko". - I pochyl się trochę, nie będę przecież skakać. - głosem nieznoszącym sprzeciwu będzie kontynuować, jeśli spełni pierwszą prośbę. Druga może wymagać trochę więcej zaufania, zwłaszcza kiedy trzyma w ręce ostry przedmiot, ale z drugiej strony jak się już powiedziało "A", to można powiedzieć i "B", prawda?
W razie potrzeby spiorunuje Kumo wzrokiem i będzie patrzeć z dezaprobatą, aż jej posłucha. Wtedy w końcu będzie mogła go trochę podstrzyc. Tak, na środku ulicy, drastyczne wypadki potrzebują drastycznych rozwiązań. Mówiąc szczerze, jakby się nie pochylił to też by sięgnęła, ale tak miała lepszą widoczność i mniejsze ryzyko, że nagle zaniepokojony się ruszy i przez przypadek go pochlasta własnym kunaiem. A jakby próbował jej przeszkadzać, to zdzieli go w tył głowy. Na całe szczęście chłopak nie potrzebował za dużo poprawek fryzjerskich, wystarczyło się pozbyć tej okropnej grzywki, a niewielka przewidziana niechlujność strzyżenia tylko doda mu odrobinę takiego zawadiackiego uroku, za którym niektórzy szaleli.
-No, nie mogłabym się tak z Tobą pokazać. Wyglądasz już o wiele lepiej. - rzuci po zakończeniu pracy i zwróceniu sztyletu, ale nie przed zmierzeniem go wzrokiem i dokładnym ocenieniem swojej pracy. Jak już miała zrobić go na bóstwo, to raz a porządnie, a nie tak, żeby zaraz musiała coś jeszcze poprawiać. Oczywiście nie mogła przesadzić, jakby spróbowała nałożyć mu delikatny makijaż, który tylko podkreśli jego najlepsze cechy, to z pewnością by się zbuntował. Mierz siły na zamiary, jak to mówią. Ale musiała przyznać, że efekt był naprawdę zadowalający, zwłaszcza jak na takie szybkie poprawki, a nie coś zaplanowanego i dokładnego - Teraz już możemy iść. Prowadź.
autor: Kokuyo Akagane
18 gru 2025, o 11:13
Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
Temat: Ulice Atarashi
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 6106
Piękne były widoki po roztopach, nie ma co. Wszystko w ekspresowym tempie wracało do życia w niekończącym się cyklu natury. Co by to było gdyby z ludźmi było podobnie? Zamiast nieuchronnej śmierci czas ciszy i odpoczynku, a potem powrót do życia. Czasami pojawiały się u niej takie abstrakcyjne myśli, mimo że co do zasady nie była wcale taka melancholijna, tylko okazjonalnie wspominała życie w Yobigoe. Wielką myślicielką też raczej by się nie nazwała, ale tak chyba trochę działało na ludzi piękno, prawda? Zmuszało nie tylko do podziwiania go, ale czasem i refleksji, jak sztuka wykonana nie ludzkimi rękami, a raczej zaprojektowana przez same bóstwa tego świata. W sumie ciekawa czy ona sama też miała taki efekt na ludzi? Z podziwianiem na pewno, nie zliczyłaby już nawet ilukrotnie oglądali się za nią mężczyźni, a i również niemała liczba kobiet. Czy zmuszała do refleksji? Tego akurat nie wiedziała, ale był to dosyć ciekawy tok myślowy, w którym się zagłębiła, wciąż z gracją przechadzając się po Atarashi. Można było dostrzec, że niektórym roztopy to znacząco utrudniały, lecz dziewczyna bez potrzeby nawet większego zastanowienia zwyczajnie omijała błoto, na które trafiało się coraz częściej w ostatnich dniach, zwłaszcza poza głównymi ulicami.
Całkiem przyjemne rozważania o tym, jak bardzo jej uroda wpływała na innych zostały niestety bardzo brutalnie przerwane. Jedyną rzeczą, która uratowała winowajcę, było to, że zdążyli się już wcześniej poznać i nawet trochę zaprzyjaźnić. No dobrze: faktycznie swoje robiło to, że zadbał o siebie wreszcie i pozbył się wybitnie niekomplementującego jego wyglądu zarostu. Dobrze, bo jeśli jeszcze raz zobaczyłaby tę absurdalną bródkę to zagroziłaby mu, że nie odezwie się do niego, póki się jej nie pozbędzie. Albo wzięłaby sztylet i sama ją usunęła, zależy w jakim dokładnie humorze by była. Wciąż zostawała sprawa grzywki, ale widać było progres. Pytanie tylko kiedy zorientuje się, że to także było coś, co wymagało poprawki. Naprawdę, jakby przyłożył się do swojego wyglądu - a raczej jakby ktoś bardziej rozgarnięty w tych sprawach zrobił to za niego - mógłby łatwo złamać parę serc. No chyba że po prostu celował w wygląd odrobinę głupkowaty - raczej wątpliwa strategia, ale znalazłyby się przecież osoby, które mogłoby to przyciągnąć, bo chciałyby się nim zaopiekować.
Chłopak miał przynajmniej na tyle dużo rozsądku, by nie rzucić sztandarowym idiotycznym tekstem, którym już tak często próbowano ją wkręcić w jakieś mniej lub bardziej idiotyczne przysługi. "Czy miałabyś ochotę pomoć?". No naprawdę, a czemu miałaby mieć? Kto w ogóle miewał ochotę pomagania ludziom tak sam z siebie? Mogła pomóc, nie była na tyle arogancka by odrzucać wszystkie te zawoalowane w small talku oferty, ale na wszystkie Yokai, nie będzie udawać że robi to z jakimś entuzjazmem czy tym bardziej z własnej inicjatywy. No i oczywiście odrzucała te najdurniejsze, bo miała jednak swoje granice. Nikt jej nigdy nie zmusi do wyłapywania szczurów ze swojej piwnicy! Koniec! Basta! Po tej prośbie nie wychodziła na zewnątrz przez dwa dni, w obawie że wszyscy w tej przeklętej osadzie zdążyli już do reszty powariować. Dlaczego jak się było shinobi albo kunoichi ale jeszcze bez większego doświadczenia bojowego, wszystkim cywilom wydawało się, że ktoś jest od spełniania ich zachcianek? Jeśli Kumo miał chociaż w połowie tak głupią lub obrzydliwą to zdzieli go jeszcze przez ten pusty łeb zanim sobie stąd pójdzie. W zasadzie ciekawe czy jemu też próbowali wcisnąć takie drobne prośby, czy był już ponad to? Facetów zwykle traktowano jednak trochę inaczej.
-Niby nie, ale to zależy czego dokładnie chcesz. - rzuciła wprost. Bądź co bądź chłopak był jej towarzyszem broni, nie widziała potrzeby owijania w bawełnę. W razie potrzeby po prostu odmówi, nie miałaby z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Za to wspólne narażanie życia sprawiło, że mogłaby wesprzeć go w drobniejszych problemach. W końcu miał też pewne umiejętności, przysługa u niego zawsze mogła się później przydać. - Ale uprzedzam, jestem gotowa w każdej chwili powiedzieć, że nie wiem w co ręce włożyć przez najbliższe dwa tygodnie.
Spojrzała na chłopaka badawczo, czekając co dokładnie jej powie, a w międzyczasie próbując wyczytać z jego twarzy coś więcej. Oczywiście nie domyśli się wszystkiego, wbrew temu co niektórzy podejrzewali, nie miała żadnych nadnaturalnych mocy - ani odganiania Yokai ani tym bardziej przewidywania przyszłości. Mogła jednak zawęzić swoje podejrzenia do paru opcji. Wbrew pierwszym swoim obawom, szczerze wątpiła, by prośba chłopaka była jakaś bardzo niestosowna czy nieprzystająca do jej standardów. Pozostawało więc główne pytanie czy mogła być niebezpieczna? Nie czuła się jeszcze szczególnie dobrze w walce, ale i to potrafiła, choć o tym na co dokładnie by się zgodziła zadecydowałyby szczegóły. No oczywiście pozostawały też drobiazgi, nie szczególnie niebezpieczne ale wymagające czy to pomyślunku czy też jakichś bardziej niestandardowych umiejętności. W sumie, rozruszanie się nie zaszkodzi zanim zdecyduje się zrobić coś ciekawszego.
autor: Kokuyo Akagane
17 gru 2025, o 13:48
Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
Temat: Ulice Atarashi
Odpowiedzi: 44
Odsłony: 6106
Przechadzała się swoim zwyczajem po Atarashi, wciąż nieprzyzwyczajona do życia w tym miejscu. Trochę czasu już minęło, a jednak. Czy tęskniła za życiem za Murem? W pewnym sensie tak. Choć może nie stricte za życiem tam, a za życiem w Yobigoe. Po tym kiedy musiała uciekać ze swojej wioski, życie nie było już wcale tak kolorowe - co oczywiście osiedlenie w Atarashi zupełnie zmieniło. Sama jednak nie miała wiele doświadczeń z niebezpieczeństw, jakie wiązały się z tamtym miejscem, a spora część życia upłynęła jej dokładnie tak, jakby nie było budowli, której tak wiele wolnych ludzi intensywnie nienawidziło. Pewnie i dobrze, bo jej przybrana rodzina nie miała żadnych sposobów do obrony przed Yokai poza rytuałami, których ją nauczyli. Gdyby faktycznie jakiś kiedyś pojawił się w jej wiosce, nie było wcale wykluczone, że absolutnie wszyscy by zginęli. Oczywiście ostatecznie taki los czekał ich z rąk wydawałoby się takich samych ludzi jak oni, jedynie lepiej zorganizowanych i wyszkolonych.
Wciąż zdarzało się, że przypominał się jej ten straszny dzień, krzyki, zapach dymu z płonących chat. I drobna dziewczyna, która wcześniej rozpieszczana i trzymana pod kloszem musiała nagle dorosnąć. Nawet jej talent ani pomoc Gankiego nie były w stanie zmienić losu Yobigoe - ledwo wystarczyły, by pozwolić uciec jej samej w dzicz. I zamordować kobietę, która rzuciła się za nią w pogoń. Chociaż to akurat było głównie kwestią ogromnego szczęścia i jeszcze bardziej nieuwagi tamtej w spotkaniu z bądź co bądź dzieckiem, nawet jeśli technicznie była już dojrzała. Nie miała wcześniej do czynienia ze śmiercią, przynajmniej nie tak brutalną. Nie pokazano jej nigdy ciała, które znaleziono w lesie po jej dziesiątych urodzinach.
Otrząsnęła się po chwili, odrzucając z głowy zarówno krzyki swoich bliskich jak i widok ich masakrowanych ciał. Wydarzyło się to całe lata temu, ale potrzebowała ledwie milisekundy, by ponownie przywołać sobie ten obraz przed oczy, nigdy tak naprawdę do końca nie zniknął. Ale miała dla siebie nowe miejsce. Czy nazwałaby je domem? Nie, nie była do niego szczególnie przywiązana, tak samo jak nie była przywiązana do osady, w której zamieszkała po zniszczeniu Yobigoe, a przed atakiem na Kotei. W sumie atakiem to słabe określenie, to była wręcz inwazja. Ale musiała taką być, żeby mieli w ogóle szansę wygrać, inaczej zostaliby wypchnięci z powrotem za Mur, może poza pojedynczymi ludźmi, którzy zdołaliby się przedostać przez armie wroga, a tam skąd przyszli nikt nie chciał wracać. Dlatego zresztą bitwa była tak bardzo zacięta. Przynajmniej nie tak traumatyczna dla Akagane, chociaż były momenty, w których prawie zginęła, a Ganki do końca dotrwał pewnie cudem. Dobra, nie cudem, to było niedocenienie działań jej towarzyszy.
Ale powiodło się. Wygrali. Nie do końca, rzadko kiedy wygrywa się do końca. Było jeszcze mnóstwo roboty do wykonania zanim będą w bardziej komfortowej pozycji, zanim tak osiedlą się w tej części kontynentu że wyplenienie ich będzie niemożliwe. Na razie doszli do tego, że byłoby to bardzo trudne, ale to było za mało. To swoją drogą powodowało ciekawy dysonans, kiedy obserwowało się mieszkańcow Atarashi, bo można było zauważyć dwa zupełnie różne podejścia do życia tutaj. Jedni już wyraźnie osiedli na laurach, cieszyli się, że osiągneli taką pozycję i chcieli nacieszyć się wolnością od prześladujących ich wcześniej Yokaiów czy Shinsengumi. Innych porywał wigor, nawet po czasie jaki zdążył już minąć. Wigor do dalszego działania na rzecz wolnych ludów. W związku z czym w tym samym czasie gdy widziała ludzi biegnących w różne strony prawie że dosłownie z obłędem w oczach, temu widokowi towarzyszyły także spokojne spacery czy popijanie herbaty.
A ona? Ona byłagdzieś pomiędzy tymi opcjami. Nie miała absolutnie takiego zapału do pracy jak niektórzy, jedynie robiła to, co było trzeba, by utrzymać swój obecny komfort życia. Dzisiaj odpoczywała, trochę pogrążona w stosunkowej sielance, tylko od czasu do czasu dostrzegając jakiś burzący ją widok. Trzeba będzie niedługo zająć się czymś poważniejszym - co jak co, ale nie pokładała w otaczających ją ludziach tak wiele zaufania ile dawali go im ci, którzy już postanowili odpuścić sobie walkę o lepszy byt. Ostatecznie jej byt zależał od niej samej, inni mogli go jej tylko i wyłącznie zepsuć, jeśli nie weźmie części spraw w swoje ręce. Czy przemawiała przez nią arogancja? Częściowo tak, ale równocześnie zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że nie była w stanie zrobić wszystkiego, a możliwości ludzi bardziej wyćwiczonych w sztukach ninja znacząco przekraczały to, co mogła zrobić ona. Serio, po zobaczeniu technik, jakich potrafili używać obrońcy Kotei, miała ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie - doskonale wiedząc, że gdyby została złapana w zasięg którejś z nich nie powinna z niej zostać nawet mokra plama na ziemi. Ale oczywiście dobry odpoczynek pomiędzy tym był prawie że niezbędny - co z tego, że spróbuje zrobić coś trudniejszego jeśli da się w międzyczasie zabić? To tylko strata, z jakiej strony by na to nie patrzeć.
autor: Kokuyo Akagane
17 gru 2025, o 11:01
Forum: Zaakceptowane karty
Temat: Kokuyo Akagane
Odpowiedzi: 11
Odsłony: 1042
Jawa pisze: ↑ 16 gru 2025, o 11:46
Kokuyo Akagane pisze: ↑ 15 gru 2025, o 23:17
Sprawa: Proszę o weryfikację przez administrację działań Zakaty jako moda względem mnie z ostatnich paru dni
Uzasadnienie: z zupełnie nieznanego mi powodu (nie graliśmy ze sobą do tej pory, możliwe że przeprowadziliśmy jakąś rozmowę na czaciku, ale jeśli tak była z mojej strony zupełnie nie zapadająca w pamięć i nie potrafię sobie jej przypomnieć) uwziął się na mnie i od momentu stworzenia przeze mnie multikonta usilnie utrudnia mi grę, wpierw przez parę dni blokując mi akceptację karty postaci nie potrafiąc podać cytatów z mechaniki, które by tę blokadę uzasadniały, a następnie kiedy nie poddałem się temu nękanie zwyczajnie zmienił mechanikę, by móc uzasadnić swoje żądania (co oczywiście z pewnością odbyło się za zgodą wyższej instancji, gdzie nie wiem oczywiście jak wyglądała rozmowa, natomiast należy poddać w wątpliwość słuszność tej zmiany skoro wydaje się wynikać ze złych intencji wobec jednego z graczy)
Zapoznałem się dokładnie z całą sytuacją i jakkolwiek uporczywe może się wydawać blokowanie Dokich na szybkości którą możesz kontrolować swoją szybkością postaci, tak uważam że jest to słuszna decyzja, ponieważ ułatwia potencjalne interpretowanie rzeczy przez MG, który będzie prowadził Tobie misję, dlatego też proszę Cię o poprawę tych statystyk, tak aby wszystko się zgadzało.
zmieniłem - w związku z tymi zmianami weszła też zmiana moich statystyk
autor: Kokuyo Akagane
17 gru 2025, o 10:58
Forum: Ogłoszenia Administracyjne
Temat: Mikołajki 2025
Odpowiedzi: 34
Odsłony: 4861
Mógłbym wziąć tego kociaka na Kokuyo zamiast na Yuu? Do niego zupełnie nie pasuje niedrewniany zwierzak (chyba że mam w ramach tego wrzucić na szybko do kuźni i dostać za darmo marionetkę kota :P )
autor: Kokuyo Akagane
15 gru 2025, o 23:17
Forum: Ogłoszenia i Kontakt z Administracją
Temat: Prośby do administracji
Odpowiedzi: 2518
Odsłony: 427431
Sprawa: Proszę o weryfikację przez administrację działań Zakaty jako moda względem mnie z ostatnich paru dni
Uzasadnienie: z zupełnie nieznanego mi powodu (nie graliśmy ze sobą do tej pory, możliwe że przeprowadziliśmy jakąś rozmowę na czaciku, ale jeśli tak była z mojej strony zupełnie nie zapadająca w pamięć i nie potrafię sobie jej przypomnieć) uwziął się na mnie i od momentu stworzenia przeze mnie multikonta usilnie utrudnia mi grę, wpierw przez parę dni blokując mi akceptację karty postaci nie potrafiąc podać cytatów z mechaniki, które by tę blokadę uzasadniały, a następnie kiedy nie poddałem się temu nękanie zwyczajnie zmienił mechanikę, by móc uzasadnić swoje żądania (co oczywiście z pewnością odbyło się za zgodą wyższej instancji, gdzie nie wiem oczywiście jak wyglądała rozmowa, natomiast należy poddać w wątpliwość słuszność tej zmiany skoro wydaje się wynikać ze złych intencji wobec jednego z graczy)
autor: Kokuyo Akagane
15 gru 2025, o 14:34
Forum: Zaakceptowane karty
Temat: Kokuyo Akagane
Odpowiedzi: 11
Odsłony: 1042
Świetnie, mój Doki ma statystyki zgodne z moim poziomem kontroli - D. Żadna nie przekracza 60-ciu. Proszę o akcept
autor: Kokuyo Akagane
12 gru 2025, o 14:50
Forum: Zaakceptowane karty
Temat: Kokuyo Akagane
Odpowiedzi: 11
Odsłony: 1042
Do dania Dokiemu PA w ilości Psychika*3, z zachowaniem wymaganych limitów oczywiście
Jakby, naprawdę uważasz że sensowniej będzie jeśli teraz mu obniżę tego speeda, poczekam na przeniesienie i potem przywrócę prawidłową wartość? W końcu
możesz sobie zmienić w DOWOLNYM momencie rozwoju postaci
Ja to osobiście uważam za głupie.