Znaleziono 116 wyników
- 10 sty 2026, o 10:52
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 28064
- 10 sty 2026, o 08:55
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1677
Re: Warsztat Kunisaku
Nizan przebywając w piwnicy, oprócz jednej notatki, znalazł także drugą. Było to pod rysunkiem na ścianie i wyglądało jakby ktoś robił notatki. Oj, tutaj zaczynało robić się ciekawie. Ktoś zapisał, że teoria była ślepym punktem i potrzeba było więcej praktyki. To zaś równało się temu, że potrzeba było więcej... obiektów badań. No i oczywiście finansów, sprzęt i miejsca. O tyle o ile miejsce tutaj było, tak reszta była jak najbardziej uzasadniona. Chociaż chwila... czy z tego nie wynikało, że istniała realna szansa, że ktokolwiek tutaj prowadził badania, przeniósł się gdzieś indziej?
Nie to było w tym jednak to, co najbardziej przykuło uwagę Nizana. Skąd brać ludzi? I teraz Nizan nie był pewny, czy skreślone pozycje to były propozycje, czy źródła, które już wyschły. Nawet nie był przekonany, czy chce teraz prowadzić śledztwo z tym związane, bo na samym dole pojawił się zapisek, który jasno świadczył o tym, że cokolwiek tutaj się dzieje, ma to związek z Radą.
Nizan zamknął oczy. Naprawdę, jeżeli jeszcze raz w dniu dzisiejszym usłyszy, że ich bieżąca praca ma cokolwiek wspólnego z Radą, to... argh. Teraz jednak Nizan zastanawiał się, czy zabrać notatkę ze sobą, czy zostawić ją. Potencjalnie, zabranie notatki może wystraszyć osobę, która tu przyjdzie jak go nie będzie. Jakby go capnął, to by miał go na widelcu odrazu. Z drugiej strony warto by było pokazać to Shimie i sprawdzić jej reakcję. A jeszcze z trzeciej strony, to dowód do sprawy.
Kunisaku postanowił finalnie nie zabierać ze sobą notatki. Ta jedna o mieszaniu żywiołów mu wystarczy.
Gdy wyszedł, zastał Aratę, która sama sobie dawała radę z rysunkiem. Co jednak ciekawe - gdy sprawdził jak jej idzie, wyszło, że nawet... kurczę nieźle. Zamiast zwykłych bohomazów, które miała w zwyczaju robić, rzut techniczny nadawał się do... dalszej obróbki. Ciekawe. Może naprawdę zacznie jej coś podzlecać. Gdyby tak się zastanowił, to jego brat Ario był dwa lata młodszy od niej, gdy w pełni zaprojektował marionetkę Salamandry. Chłopak nie był w stanie nawet wymówić słowa. Może Arata-chan szła w stronę wujka, więc... czemu by nie spróbować?
- Nawet nieźle Ci to wyszło. - powiedział zaskoczony Nizan. - Wiesz co, dam Ci coś w warsztacie do narysowania jeszcze. Spróbujemy z projektem marionetki. Marionetki Ayatsuri, czyli z klanu, z którego pochodziła moja matka. - dodał, kiwając głową w uznaniu. No cóż, on sam kiedyś przechodził trening wytwarzania nici chakry, ale zupełnie nie poszedł w tym kierunku. Raczej nie potrafił już tego robić. Będzie musiał poszukać Aracie jakiegoś nauczyciela z klanu Ayatsuri w tym mieście.
- Księżniczka Hamuka? - powtórzył zdziwiony, po czym uniósł głowę, jakby sobie przypomniał. - Aaa... ta z tego Twojego... Shinobi Neko. Pamiętam. - dodał. - Tylko pamiętaj, że jednego kota już masz, drugi Ci nie potrzebny. Tak w razie czego mówię. - Nizan był czujny i nie chciał, by w jego warsztacie kręciło się więcej kotów niż jeden. - Szczurów nie było, ani grzyba też. Ale jak chcesz, to możemy kupić grzyby po drodze na straganie. Nawet cały koszyk. Jednak pod warunkiem, że pomożesz mamie z obiadem dziś. - no i teraz Arata musiała sobie wybrać, czy bardziej jej zależy na rysunku czy wolnym czasie. Nizan trochę liczył, że Arata się rozmyśli z tego rysowania aktów.
W związku z tym, Nizan zamierzał zgodnie z decyzją Araty - albo iść najpierw przez sklep i kupić jej jakiś kosz grzybów, a jak nie to wprost do domu. Przydałoby się jeszcze dać znać Karyou, by miał oko na budynek. Jednak miejsce w którym przebywał nie nadawał się do przyprowadzenia tam Araty.
Jakby znalazł jednak na szybko jakieś zajęcie Aracie, jak naprzykład wpuszczenie jej do środka i pozwolenie eksplorować, to by kupił sobie te dziesięć minut by obrócić w obie strony z Karyou. Kątem oka dostrzegł jednak jakiś cień. Ktoś ich obserwował. No i właśnie w tym momencie szanse Araty na wejście do środka przekreśliły się na amen. Musi ją odprowadzić.
Nie to było w tym jednak to, co najbardziej przykuło uwagę Nizana. Skąd brać ludzi? I teraz Nizan nie był pewny, czy skreślone pozycje to były propozycje, czy źródła, które już wyschły. Nawet nie był przekonany, czy chce teraz prowadzić śledztwo z tym związane, bo na samym dole pojawił się zapisek, który jasno świadczył o tym, że cokolwiek tutaj się dzieje, ma to związek z Radą.
Nizan zamknął oczy. Naprawdę, jeżeli jeszcze raz w dniu dzisiejszym usłyszy, że ich bieżąca praca ma cokolwiek wspólnego z Radą, to... argh. Teraz jednak Nizan zastanawiał się, czy zabrać notatkę ze sobą, czy zostawić ją. Potencjalnie, zabranie notatki może wystraszyć osobę, która tu przyjdzie jak go nie będzie. Jakby go capnął, to by miał go na widelcu odrazu. Z drugiej strony warto by było pokazać to Shimie i sprawdzić jej reakcję. A jeszcze z trzeciej strony, to dowód do sprawy.
Kunisaku postanowił finalnie nie zabierać ze sobą notatki. Ta jedna o mieszaniu żywiołów mu wystarczy.
Gdy wyszedł, zastał Aratę, która sama sobie dawała radę z rysunkiem. Co jednak ciekawe - gdy sprawdził jak jej idzie, wyszło, że nawet... kurczę nieźle. Zamiast zwykłych bohomazów, które miała w zwyczaju robić, rzut techniczny nadawał się do... dalszej obróbki. Ciekawe. Może naprawdę zacznie jej coś podzlecać. Gdyby tak się zastanowił, to jego brat Ario był dwa lata młodszy od niej, gdy w pełni zaprojektował marionetkę Salamandry. Chłopak nie był w stanie nawet wymówić słowa. Może Arata-chan szła w stronę wujka, więc... czemu by nie spróbować?
- Nawet nieźle Ci to wyszło. - powiedział zaskoczony Nizan. - Wiesz co, dam Ci coś w warsztacie do narysowania jeszcze. Spróbujemy z projektem marionetki. Marionetki Ayatsuri, czyli z klanu, z którego pochodziła moja matka. - dodał, kiwając głową w uznaniu. No cóż, on sam kiedyś przechodził trening wytwarzania nici chakry, ale zupełnie nie poszedł w tym kierunku. Raczej nie potrafił już tego robić. Będzie musiał poszukać Aracie jakiegoś nauczyciela z klanu Ayatsuri w tym mieście.
- Księżniczka Hamuka? - powtórzył zdziwiony, po czym uniósł głowę, jakby sobie przypomniał. - Aaa... ta z tego Twojego... Shinobi Neko. Pamiętam. - dodał. - Tylko pamiętaj, że jednego kota już masz, drugi Ci nie potrzebny. Tak w razie czego mówię. - Nizan był czujny i nie chciał, by w jego warsztacie kręciło się więcej kotów niż jeden. - Szczurów nie było, ani grzyba też. Ale jak chcesz, to możemy kupić grzyby po drodze na straganie. Nawet cały koszyk. Jednak pod warunkiem, że pomożesz mamie z obiadem dziś. - no i teraz Arata musiała sobie wybrać, czy bardziej jej zależy na rysunku czy wolnym czasie. Nizan trochę liczył, że Arata się rozmyśli z tego rysowania aktów.
W związku z tym, Nizan zamierzał zgodnie z decyzją Araty - albo iść najpierw przez sklep i kupić jej jakiś kosz grzybów, a jak nie to wprost do domu. Przydałoby się jeszcze dać znać Karyou, by miał oko na budynek. Jednak miejsce w którym przebywał nie nadawał się do przyprowadzenia tam Araty.
Jakby znalazł jednak na szybko jakieś zajęcie Aracie, jak naprzykład wpuszczenie jej do środka i pozwolenie eksplorować, to by kupił sobie te dziesięć minut by obrócić w obie strony z Karyou. Kątem oka dostrzegł jednak jakiś cień. Ktoś ich obserwował. No i właśnie w tym momencie szanse Araty na wejście do środka przekreśliły się na amen. Musi ją odprowadzić.
- 9 sty 2026, o 17:40
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Shinobi Zbijak!
- Odpowiedzi: 32
- Odsłony: 1440
Re: Shinobi Zbijak!
Ayatsuri Yuu pisze: ↑9 sty 2026, o 16:02 Coś było wspomniane o wyrównaniu PHczowym, jak sytuacja wygląda?
- 9 sty 2026, o 12:19
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 28064
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Jeszcze gdy Anzou szedł z Kagadą, czuł, że był w jakiejś krzyżowej wymianie ognia pomiędzy Kagadą, Ebishiro i Chino. Finalnie jednak, to Kagada jako jedyna trochę wstawiła się za chłopakiem. Nie za dużo, ale to i tak było sporo jak na nią. Dlatego gdy ten miał okazję porozmawiać z Bestią z Atarashi, ta spojrzała na niego z ukosa.
- Mało razy pokazałam Ci jak trenować? - zapytała. - Jesteś tak silny jak Twoje ograniczenia, więc żeby stać się silniejszym, trzeba je po prostu przesuwać. Nie ma na to kurwa złotej rady. Jak jesteś pizda jak suki pawiowe, to nosisz jakieś gównosprzęty ze sobą i inne kółka na lince, ale finalnie sprowadza się to jednego. - spojrzała przed siebie. - Czy wstaniesz gdy opuszcza Cię wszystkie siły.
Następnie Kagada zebrała wszystkich Kaminari i ruszyliście za nią w osadę. Oczywiście, nikt się nie spóźnił i wszyscy szli gęsiego za szefową zespołu. W pewnej chwili gdy mijaliście skrzyżowanie, zobaczyliście jak Fugata siada na jednej z ośnieżonych ławek z Haruką. Kobiety patrzyły na Was, jak przechodzicie dalej w kierunku portu, a raczej tego, co z niego zostału.
Było już dość ciemno, a co najciekawsze, Kagada nadal miała na sobie swój oficjalny płaszcz seinina.
Dotarliście do miejsca, gdzie kończył się pomost, a zaczynała już woda. Tym razem nie było chmur, a niebo było gwieździste, mimo tego, że prószył z niego śnieg. Kagada zrzuciła z impetem skrzynię na pomost i oparła ręce na biodra. Patrzyła gdzieś w dal. Czuliście pismo nosem i prawdopodobnie oznaczało to, że czeka Was jakiś nocny trening. Jednak w pewnej chwili kobieta odwróciła się do Was i popatrzyła na każdego z Was.
- Wiem, że napatrzyliście się wszyscy na te suki pawiowe, ale klan Kaminari działa inaczej. My nie mamy jakichś takich dziwnych tradycji, w których jakieś liderki przekazywały sobie chuj wie co i tak dalej. Klan Kaminari, to klan w którym od lat przelewaliśmy krew za naszą ojczyznę. Szczególnie walcząc z Uchiha. To jest nasza historia. - powiedziała, po czym kopnęła skrzynkę i ta otworzyła się z impetem. Kagada zerknęła do środka, po czym na Was. Nie widzieliście co jest w środku.
- Posłuchać mnie uważnie przygłupy. - wyprostowała się. - W dniu dzisiejszym rozwiązuję mój zespół.
Słowa, które wypowiedziała... mogły być... jak cios. Wszyscy stanęliście na baczność i nie byliście świadomi tego co się właśnie działo. Jak... jak Kagada mogła rozwiązać swój zespół?
- Ale...ale Pani Kagado... ja... m-my... - zaczęła Sanda, patrząc po Was przerażona. - Będziemy trenować jeszcze więcej! Przepraszamy jak Panią uraziliśmy! Dawaliśmy z siebie wszystko! Już więcej nie pójdę do szpitala! Będę tylko trenować!
- Ja też już nawet nie spojrzę w stronę tych suk z Kujaku!
- Pani Kagado, to moja wina? Dlatego bo się spoufalałem z tym... tą dziewczyną?
Jedynie Yai milczał. Kagada słysząc co mówicie, odwróciła się do Was plecami, po czym jeszcze raz spojrzała w morze.
- Nie. - powiedziała krótko. Kagada była jakaś... inna. - W dniu dzisiejszym klan Kaminari stoi nad jednym z największych kryzysów w swoim czasie. Nasza shirei-kan nie nadaje się do walki i nie jest gotowa nas wesprzeć. Ja się też nie rozdwoję i nie będę w każdym miejscu na mapie. Mamy dwa otwarte konflikty i nadal nie wylizaliśmy ran po ostatnich walkach i wojnach.
Odwróciła się do Was.
- Nauczyłam Was wszystkiego i pokazałam Wam wszystko, co potrafiłam. Widzieliście jak działam. Widzieliście, gdzie są limity Waszej siły, gdzie są limity siły waszych przeciwników, a nawet spotkaliście dwa razy bijuu. Inaczej mówiąc, jesteście w pełni weteranami wojennymi.
Kagada schyliła się i odwróciła skrzynkę w Waszą stronę. Było tam pięć klanowych kurtek i trójkunai na każdym z nich położony medalion.
- Po kolei będę Was wzywać i macie podchodzić. Zaku, od Ciebie zacznę. Podejdź. - powiedziała, a Zaku wystrzelił jak z procy stając przed nią na baczność. - Jesteś mistrzowskim użytkownikiem suitonu i nie podpalasz się w walce. Potrafisz dobrze kalkulować i charakteryzujesz się tym, co definiuje klan Kaminari. Lojalność, braterstwo a przede wszystkim - honor. To, że potrafiłeś dogadać się z tą dziewczyną z różowymi włosami to jedno. Ale to, że postawiłeś się w jej obronie pokazuje, że jesteś prawdziwym Kaminari, który jest w stanie umrzeć za swoje przekonania. To jest definicja prawdziwego Kaminari. Technik można się nauczyć, ale nie nauczysz się nigdy tego, jakim masz być, bo to kształtuje sam charakter. - kobieta schyliła się i wyjęła jeden zestaw, po czym podała go Zaku. Chłopak był tak w szoku, że nie wiedział co się dzieje. Po prostu odebrał przekazywany mu sprzęt.
- Eee... dziękuję. Nigdy mnie chyba Pani nie pochwaliła. Czuję się dziwnie.
- Jako jedyny zostaniesz w osadzie po negocjacjach. Przekazuję Ci całe wschodnie wybrzeże. Od teraz, będziesz dbał o nie jako namiestnik ze strony Kaminari. Inaczej mówiąc, to od teraz Twoi ludzie i Twoje ziemie.
Wszystkim opadły kopary. Czy... Kagada w ogóle miała taką władzę? Czy ona nadała Zaku nie osadę... nie dwie... ale całe wybrzeże!?
- C-co? Jak? Że... nie rozumiem.
- Zrozumiesz. Wystosuję specjalne listy do naszych osad i poinformuję, że zostałeś oficjalnym namiestnikiem tych ziem. Teraz od Ciebie zależy powodzenie i życie tych ludzi. - kobieta skinęła głową by się cofnął.
Zaku trzymał ciągle swój zestaw i... cofnął się do szeregu.
- Teraz Yai. - i analogicznie, podszedł do niej Yai. - Jako osoba, która nie potrafi walczyć, nigdy nie bałeś się działać. Nawet jeżeli nie potrafiłeś walczyć sam na sam, to zdecydowałeś się zakraść do obozu wroga samotnie. Wziąłeś na siebie to, co jest najtrudniejsze do dźwignięcia. Odpowiedzialność za nasze decyzje. Wszystkie działania wojenne, przechodziły przez Ciebie. Sam zaplanowałeś jak podbić osadę w pięć osób. Jesteś ukrytym talentem i geniuszem taktycznym, ale miałeś za małe możliwości. Czas to zmienić. - powiedziała, po czym również podała mu zestaw. - Z dniem dzisiejszym stajesz się członkiem Rady Strategicznej Kaminari. Jeszcze dziś wrócisz do stolicy i zgłosisz się do Rady. Czas, byś zaczął decydować nie o podbojach małych osad, tylko o przebiegu całej wojny.
Yai to w ogóle nie rozumiał co słyszy. Był tak zdziwiony, że po prostu odebrał nagrodę, skinął głową i... cofnął się.
- Moshi. - powiedziała, a ten wyskoczył zadowolony.
- Proszę mi powiedzieć, że ja będę mógł za Panią podążać i nie odeśle mnie Pani jak ich! Dałem z siebie naprawdę wszystko!
- MOSHI DURNIU ZAMKNIJ SIĘ JAK PRÓBUJĘ SOBIE PRZYPOMNIEĆ CO OSIĄGNĄŁEŚ! - wydarła się w jego kierunku, a ten potulnie skinął głową. - Nie wiem czym mi najbardziej zaimponowałeś. Tym, że się nie boisz? Tym, że zawsze pojawiałeś się tam, gdzie potrzeba? Z jakiegoś powodu, ten Twój głupi łeb odnajduje się w polach bitwy. Wiesz gdzie być i kiedy. Gdyby nie brak umiejętności, prawdopodobnie zabiłbyś ich medyczkę wtedy. Jednak jako jedynemu udało Ci się ich zaskoczyć. Gdyby nie ich medyczka, teraz ich seinin by nie żyła. - owszem, była to prawda, ale... czy nie żyłaby też Haruka i Anzou? - Dla Ciebie mam specjalne zadanie. Musisz nauczyć się brać odpowiedzialność za to co robisz. Tutaj masz braki. W związku z tym, zostaniesz instruktorem w szkółce ninja. Dostaniesz młodych shinobi, którzy są gotowi oddać życie za klan, tylko trzeba ich dobrze pokierować. Inaczej mówiąc Moshi, Ty masz największą odpowiedzialność ze wszystkich tutaj. Odpowiadasz za to, czy przyszłe pokolenia, będą w stanie nas dogonić, a przede wszystkim, wesprzeć w walce. - kobieta podała mu zestaw - Postaraj się, by nikt nie zginął na Twojej służbie.
- Mam... szkolić dzieci? - zapytał niepewnie, odbierając zestaw płaszczu, trójkunaia i medalionu.
- Nie tylko. Masz stać się najlepszym instruktorem i najsilniejszym jednocześnie. Masz nauczać i sam się uczyć. A ja przyjdę za parę lat i sprawdzę co potrafisz. Tylko wtedy, podejdę do Ciebie tak, jak do seinin Kujaku. Masz być gotowy. - powiedziała, a Moshi kiedy dotarło do niego, że ma widmo wpierdolu za parę lat, cicho westchnął i cofnął się do szeregu, kiwając głową.
- Następny Anzou. - wywołała Władcę Piorunów. - Jesteś z nami najkrócej, ale pokazałeś się jako silny shinobi. Zamiast polegać na czystej sile, polegasz bardziej na żywiole i naszej naturze, jednak nie to jest Twoim głównym plusem. Ty masz charakter, którego nikt tutaj z obecnych nie ma. Jeżeli miałabym określić, Tobie najbliżej jest do tego, jak powinien wyglądać nie tyle Kaminari, co Shinobi. Udało Ci się zapanować nad tłumem, co świadczy, że nie jesteś durniem jak niektórzy, udało Ci się rozłożyć armię i zagospodarować ludzi, co znaczy, że masz cechy przywódcze, ale i potrafiłeś sam poprowadzić oddział 82. i odbić wzgórze na wojnie w kryzysowej sytuacji. Na końcu sam stanąłeś z tą samurajką do walki i chociaż nie udało Ci się jej zabić, to wyłączyłeś ją z walki. Jesteś najbardziej kompletnym i zbalansowanym shinobi ze wszystkich tutaj. - powiedziała, po czym podała Ci Twój zestaw. - Ty wracasz bezpośrednio do Chino. Shirei-kan Kaminari zleciła Ci zadania i nie zamierzam podważać jej zdania. To, co będzie z Tobą dalej, zależy tylko od niej.
Następnie Anzou cofnął się do szeregu i pozostała jedynie Sanda. Łzy dziewczyny leciały po polikach patrząc na to co się dzieje.
- Chodź, teraz Ty.
- Nie...proszę. Nie... nie chcę. Nie chcę się... rozstawać. Nie mogę, jeszcze nie jestem gotowa. Pani Kagado, błagam... - dziewczyna była ewidentnie roztrzęsiona tym, co się działo. Kagada zrobiła krok do przodu.
- Sanda Kaminari. Moje oczko w głowie. - powiedziała, po czym Kagada przykucnęła. Była dużo większa od dziewczyny, więc jak kucnęła, to prawie wyrównała się z nią wzrostem. Kagada złapała ją za dłonie swoimi wielkimi łapami. - Nawet nie wiesz, jaka jestem z ciebie dumna. Po wszystkim co razem przeszłyśmy, wyszkoliłam Cię najlepiej jak potrafiłam. Jesteś taka jak ja, tylko trochę młodsza. Jednak od tej pory, musisz znaleźć swoją ścieżkę...
- Nie... proszę... błagam... będę trenować więcej... niech Pani mnie nie porzuca...
- Trzymanie Ciebie przy sobie byłoby samolubne. Ja tylko pokazałam Ci świat, teraz Twoja kolej by odnaleźć swoją drogę, a co najważniejsze, przekazać to, czego Cię nauczyłam dalszym pokoleniom. Dla Ciebie mam specjalne zadanie. - powiedziała, po czym popatrzyła jej w oczy. - Już dowodziłaś oddziałem Shinobi, więc teraz czas na prawdziwy sprawdzian. - uśmiechnęła się. - Awansuję Cię na tysięcznika Armii Kaminari. Zgłosisz się do sztabu Kaminari i dostaniesz swoich własnych ludzi. Prawdziwy oddział wojenny. Kto wie, może pewnego dnia zostaniesz najsłynniejszą kunoichi dowódcą? Z Ciebie jestem dumna najbardziej. Kocham Cię jak córkę. - powiedziała Kagada, po czym przytuliła Sandę, a ta rozpłakała się na dobre. Taki widok był... niecodzienny.
Nagle Kagada wstała i podała jej ostatni zestaw, a potem Sanda płacząc, wróciła do oddziału.
- Rozwińcie to co dostaliście.
I gdy rozwinęliście płaszcz, wszyscy zamarliście.
- Nauczyłam Was wszystkiego czego mogłam. Jesteście moim pierwszym zespołem, więc nie przynieście mi wstydu. Od teraz wszyscy realnie pomożecie Chino, mnie i reszcie w prowadzeniu klanu.
To nie działo się naprawdę...
- W dniu dzisiejszym, wszyscy zostajecie awansowani do rangi... - ostatnie słowo, które wypowiedziała nie dotarło do waszych uszu.
Na płaszczach był wyryty znak.
"Kogo".
Haruka powiedziała Niyomi, że bardzo dobrze iż jej oponent nie wróci do świadomości. Kobieta skinęła głową i poczęstowała ją grzybkiem, gdy ta chciała wziąć.
Następnie dziewczyna wypowiedziała modlitwę za pierwszą Liderkę Sióstr Nocy. Chocho była... trudno było określić kim była. To dzięki niej tak naprawdę jakkolwiek klan Kujaku przeżył największe tragedie związane z historią. Harpie Wiedźmy, wsparcie Horihimy w budowie drugiego pokolenia Sióstr, pomoc Chishibie w odbudowie oddziału od zera. Nawet ona brała udział w wyznaczeniu Jirou na Lidera Klanu. Jeżeli ktokolwiek wśród wszystkich klanów zza Muru mógł dorównać osiągnięciom Yamamoto, to napewno ona.
W głowie Haruki pojawiły się myśli dotyczące tego, czy nie lepiej by było, żeby jednak to Misuno była na jej miejscu. Czyli jednak Osanen zgodnie z tym co mówiła Shira był zatruwaczem i teraz Haruka miała okazję przekonać się na własnej skórze jak bardzo.
Wtedy też, najmłodsza stażem Siostra Nocy przeprosiła Fugatę, że ich spowalniała. Fugata popatrzyła jedynie w jej kierunku, ale nim zdążyła odpowiedzieć, to wyręczyła ją Niyomi.
- E tam. No jesteś trochę bambik, ale chyba wolę Cię taką, niż jakbyś była jakimś koksem jak Yadasu się zapowiada. Nie muszę się martwić, że mnie za szybko o pióro wyzwiesz, hehehehe. - zaśmiała się zadowolona.
- Jesteśmy świadome Twojej siły. Shira doskonale oszacowała kogo wysłać, żeby nie używać chakry w zwarciu i nie prowokować bijuu. Wszystko poszło zgodnie z jej przewidywaniami... - Fugata spojrzała na meteoryt. - ... no prawie wszystko.
Następnie gdy szłyście już razem z Fugatą i zadałaś jej serię pytań. Dziewczyna pozwoliła Ci wypowiedzieć się w pełni.
- Dlatego, by sprowokować. Po pierwsze, mogli Cię sprawdzać. Jaka jesteś, czy Shira się pomyliła. Pamiętaj, że nadal mimo wieku jesteś bardzo niedoświadczona klanowo i dopiero wszystkiego się uczysz. Jeżeli przyjęłabyś dar, mieliby Cię w garści. Po drugie, mogłaby wytworzyć się narracja, że cokolwiek stało się z Chocho, to Ty zabrałaś jej meteoryt. A po trzecie myślę, że od początku chcieli nam go zwrócić i po prostu zabawili się naszym kosztem w ten sposób. Nikt nie zna Shiry lepiej ode mnie i... niestety Asaro. Wie, że takie coś napewno wyprowadzi ją z równowagi i może zrobić coś głupiego. A teraz jest pod jednym dachem z Kaminari. Co, jeżeli wpadnie w szał i ich zaatakuje? - zapytała. - Widzę jak patrzysz na Shirę i chcę by tak to zostało, dlatego to co Ci opowiem, ma na celu, wprowadzenie się trochę w obraz tego, kim jest Shira, a nie za kogo się przedstawia.
Usiadłyście na ławce, a Ty zażartowałaś, ze genjutsu było silniejsze niż myślałaś. Fugata spojrzała na Ciebie swoim beznamiętnym wzrokiem.
- Bez przesady. Nie widziałaś potężnych użytkowników genjutsu jeszcze. - po czym powiedziałaś, że zamierzasz wszystkim dorównać. Fugata skinęła głową. - Przede wszystkim musisz nauczyć się przywoływać te skrzydła, których użyłaś na wojnie. Jutro zaczniemy trening.
Fugata odchyliła się na ławce. Złączyła nogi i wsadziła ręce pomiędzy uda. Patrzyła się gdzieś w punkt.
- Dla Shiry... Siostry Nocy to ona. Nie umiem tego wyjaśnić. Ona w to wszystko wierzy. Bardzo. To ją określa. Czy to dlatego, bo nie miała innego życia? Ona Siostrą Nocy była od zawsze, jeżeli mogę tak powiedzieć. Jednocześnie nigdy nie miała chyba innego autorytetu, niż historia Siostr Nocy. Jak była młoda, jej matka była najsilniejszą kunoichi w osadzie, która dowodziła oddziałem. - przerwała na chwilę. - My raczej podążamy za Shirą, niż wierzymy w cała tą otoczkę. Szczerze, to ja nie czuję aż bardzo tak tych tradycji. Zostałam siłą wcielona do oddziału w klanie, do którego nawet nie przynależałam. To samo Nagome. Jednak z jakiegoś powodu, Shira potrafi wywoływać emocje z tym związane. Wierzę nie tyle w Siostry Nocy jako oddział, co w Siostry Nocy Shiry. To, jak ona tym wszystkim chce być, jak chce działać. Kiedy Chishiba dowodziła, to byłyśmy narzędziami. Miałyśmy prosty cel. Wypełniać misję i tyle. Jednakże przy Shirze, wiele dziewczyn jest pogubionych. Prosty cel, który stawiała nam Chishiba, nagle stał się skomplikowany. Tak jak Waba, która nie potrafi zupełnie odnaleźć się po latach terroru Chishiby w tym, co się teraz dzieje - i ja się jej nie dziwie. To wszystko w opowieściach jest i tak bardzo... wygładzone. Nie wiemy, co przechodziła Shira w domu. W miejscu, w którym powinna mieć azyl, spokój, miejsce, do którego można wrócić. Wiem, że w domu nie miała łatwo.
Fugata popatrzyła na ziemię.
- Shira kochała Chishibę i jednocześnie jej nienawidziła. Im była młodsza, tym bardziej ją kochała i ufała jej, jak to zwykle swojej rodzicelce. Dzieci ufają rodzicom. Jednak im była starsza, tym bardziej jej nienawidziła. Aż do... ostatniego momentu. Jednak mimo wszystko, nie dawała tego po sobie poznać. Ona od zawsze była sobą, ale od pewnego momentu nauczyłam się ją czytać. - cicho westchnęła. - Shira wiedziała, że Chishiba robi to wszystko, by sprawić, żebyśmy były silne. Znała powody i motywy, ale nie akceptowała tego. Więc powiedz mi Haruko, taka dziewczyna jak Shira, jak myślisz... z kogo mogła brać przykład? Każdy ma kogoś, z kogo chce czerpać. Do kogo chce się porównać. A ona najzwyczajniej w świecie nie miała do kogo. Jej matka była terrorem, którym ona nie chciała być. Nie dlatego, bo biła ludzi. Dlatego, bo według Shiry, Siostry Nocy to nie to, co było za Chishiby. Według Shiry, Siostry Nocy Chishiby to był oddział morderczyń i tyle. Idąc jednak dalej, Hisamida? Shira przerosła ją przed dwudziestką. Mogła od dawna być dziewiątym piórem, jednak nie chciała ani jej, ani Wabie zrobić przykrości, więc zadowalała się siódmym piórem. Jednak każdy wiedział doskonale, że gdyby tylko chciała, dałaby radę. Nawet nie wiem, czy nie dałaby rady z dwoma na raz.
Cicho westchnęła.
- Shira ma w życiu jeden żyjący autorytet. Osobę, która dla niej była wzorem wszystkiego. Osobę, na której zawsze mogła polegać. Wiem, że jak została liderką, to na początku spędzała z nią dużo czasu, ale... w sumie to wybiegłam trochę za daleko. Cofnijmy się jednak do czasów, gdy... byłam jakby to dobrze określić... dzika? Tak, byłam prawdziwie dzika.
Osada klanu Kujaku, Tereny za Murem
8 lat temu To był piękny dzień. Taki, w którym słońce jest wysoko na niebie. W osadzie panował ruch, a na widok idących dziewczyn, zawsze pojawiały się ciche szepty, a przynajmniej przykucie uwagi gapiów. Shira szła z Fugatą środkiem ulicy.
- Mówię Ci, spodoba Ci się. Tylko wiesz, Pani Chocho jest trochę stara, to czasem niedosłyszy czy coś, ale to naprawdę legenda! Ale masz szczęście, że ją poznasz!
Shira i Fugata miały na nadgarstkach kajdany, które sprawiały, że nie mogą się rozdzielić. Tym razem, to Shira miała krótkie włosy, a Fugata piękne długie włosy aż do pasa.
- Mam to gdzieś. - powiedziała Fugata, odwracając głowę i obserwując, że podążaja za nimi w dalekiej odległości dwie zamaskowane postacie. Odkąd Fugata została wcielona do Sióstr Nocy, była non stop spięta kajdanami z Shirą. Dziewczyny razem się myły, spały, wypróżniały. Chishiba nie żartowała. - Jak tylko znajdę sposób, by zerwać kajdany, to odrazu znikam. - powiedziała, na co Shira przewróciła oczami.
- No i widzisz? I dlaczego taka jesteś? Im dłużej będziesz tak robić, tym dłużej będą za nami łazić.
- Dlaczego co robię? Dlaczego zostałam więźniem... nawet, kurwa, nie wiem czego? Nie wiem, Ty mi powiedz. Dlatego, bo byłam za słaba i Cię nie zabiłam, gdy miałam okazję. - spojrzała gniewnie na Shirę. - Teraz byłabym gdzieś nad morzem i co najważniejsza była wolna. A tak, jestem zmuszona by z Tobą wszędzie chodzić jak jakieś... pierdolone zwierzątko na smyczy.
- Aj tam, ja się cieszę. Wkońcu jest jakaś rówieśniczka w Siostrach Nocy, a nie ciągle te stare baby. No i wreszcie mam przyjaciółkę od serca! - Shira spojrzała się na Fugatę z rumieńcami. - Może nawet bliżej. Może jesteśmy już Siostrami? Patrz, jesteśmy spięte kajdanami, to jak kajdany życia, albo losu. Słyszysz Fugato? Los tak chciał!
Fugata szarpneła dłonią, ciągnąc Shirę w dół kajdanami. By sprawić jej ból.
- Jaką przyjaciółką? O czym Ty do mnie mówisz? - powiedziała zdziwiona. - Odebrałaś mi wolność. Przez Ciebie straciłam życie, takie które mi odpowiadało. Nigdy nie zostaniemy żadnymi przyjaciółkami, ani siostrami.
Shira uniosła brew.
- Aaa, gniewasz się, bo skrzydła mi nie wyszły takie ładne jak reszcie? No kurde, jedną ręką robiłam, bo miałam drugą spiętą z Tobą, pamiętasz? - uniosła dłoń do góry z kajdanami. Fugata przewróciła oczami i stęknęła tylko.
- Matko, ale Ty jesteś durna. Mam gdzieś te skrzydła i to wszystko, rozumiesz? To jakaś szopka dla dzieci.
Shira zmarszczyła czoło.
- Przecież złożyłaś przysięgę.
Fugata stanęła w miejscu, po czym odwróciła się do Shiry. Jej twarz była prawie cała w furii.
- BO MNIE KURWA BIŁY I PRZYPALAŁY ŻELAZEM! ZAPOMNIAŁAŚ JUŻ!? - kobieta wskazała palcem na bandaż na twarzy. Tam, gdzie miała obecnie bliznę pod okiem. - TA POJEBANA BABA PRZYPALIŁA MI TWARZ ROZŻAŻONYM MIECZEM! MUSIAŁAM TO POWTARZAĆ!
- Dobra, już dobra, nie unoś się tak. - mruknęła Shira. - No słuchaj, wiem, że warunki jakby nie były idealne, ale hej - zyskałaś nową rodzinę. Nie cieszy Cię to?
- Rodzinę? Czy Ty naprawdę na głowę upadłaś? Może za bardzo Cię wtedy obiłam?! - Fugata załamała ręce. - Dobra, wiesz co. Nie chce mi się z Tobą rozmawiać. Po prostu zróbmy to co mamy zrobić, a ja dalej będę myśleć jak przeciąć te kajdany.
- No, patrząc po tym, jakie postępy robisz, to chyba wychodzi, że nie jesteś typem myśliciela. - mruknęła Shira, a Fugata wzięła zamach, jakby chciała ją uderzyć.
- Drugą rękę mam wolną, mogę Ci zaraz przyłożyc.
- Czy ty naprawdę nie masz w ogóle poczucia humoru w sobie? - zapytała Shira.
Nagle na ich drodze pojawiła się postać. Haradate.
- Ooo hej Shirson, jak tam laski? To ta Twoja nowa koleżanka? - zapytał, oglądając Fugatę od dołu do góry. Fugata widząc to zasyczała w jego kierunku. - O kurde, spokojnie, tak tylko przyszedłem się przywitać.
- Cześć, to moja nowa przyjaciółka Fugata. Zobacz, jakie jej dowalone skrzydła zrobiłam. - powiedziała zadowolona.
Haradate próbował zobaczyć co ma Fugata na plecach, ale dziewczyna nie pozwoliła, by ten jakkolwiek dostał się za jej plecy i kręciła się razem z Shirą w kółko, broniąc przed tym.
- Hah, no chyba nie zobaczę. W każdym razie, Asaro poszedł na misję i pytał, czy no... no wiesz. Czy się widzicie czy coś. Ale chyba ciężka sprawa z tym... co Ty w ogóle robisz? Na spacer ją wyprowadzasz czy co? Haha!
I wtedy Fugata niemalże rzuciła się na Haradate, ale Shira w ostatniej chwili złapała ją za ręce i przytrzymała kajdanami. Chłopak dał radę odskoczyć przerażony, a za nimi przybiegły zamaskowane postacie.
- Żartowałem tylko! Nie denerwuj się tak! - powiedział przerażony.
- Czy Ty naprawdę musisz... się na każdego rzucać odrazu?! - zapytała Shira, utrzymując Fugatę w miejscu. Shira machnęła ręką do zamaskowanych postaci. - Spokojnie, nic się nie dzieje. Możecie odejść.
Shira skinęła do Haradate.
- Powiedz mu, że narazie nie. Odezwę się po wszystkim.
Chłopak wzruszył ramionami.
- No nic. Oby miał dobrą pamięć w takim razie, hah. Trzymajcie się laski. - powiedział, po czym spojrzał na Fugatę. - A Ty ładna jesteś. Daj się kiedyś zaprosić na spacer.
Na te słowa Fugata ponownie syknęła w jego kierunku, na co Shira przewróciła oczami.
Fugata na chwilę przerwała opowieść.
- Wtedy pierwszy raz poznałam Haradate. Jak tak sobie przypominam te wszystkie rzeczy, to mam wrażenie, jakby minęło... bardzo dużo czasu. A to było zaledwie nie tak dawno. Nie mogłam zrozumieć, czemu Shira zmusiła mnie, bym została mentorką. - westchnęła. - Ale zaczynam też rozumieć i ten aspekt. Przebywając z Tobą przeprowadzam własny rachunek sumienia i sama zaczynam się zastanawiać... czym dla mnie są Siostry Nocy.
Shira z Fugatą weszły do dużego, okrągłego budynku. Musiały przejść przez wiele pomieszczeń, a następnie zejść pod ziemię, by znaleźć się w sali która rozmiarem przypominała hol w zamku Sióstr Nocy. Jednak tutaj było dość jasno, paliło się wiele kadzideł, ale też i była wielka biblioteka. Wszędzie stały stoły, jakieś wyposażenia w stylu glewii, zbrój i podobnych rzeczy. Na środku był posąg ukazujący jakąś kobietę w płaszczu. Przed nim klęczała babuszka. Stara kobieta.
- Pani Chocho! To ja, Shira! Przyszłam z przyjaciółką dziś! - krzyknęła na powitanie i zamachała.
Babcinka powoli dźwignęła się na nogi i odwróciła, obserwujac, jak Shira bardziej ciągnie za sobą Fugatę, której zupełnie nie podobało się gdzie jest, jak jest, a przede wszystkim po co jest.
- Czy to nie młoda Shira? - zapytała, uśmiechając się. - Niech no się Ci przyjrzę... znowu urosłaś. Stajesz sie... coraz większa.
- Dużo jem i dużo trenuję. Wszystko zgodnie z zaleceniami. Matka pilnuje, bym nie opuszczała treningów. - powiedziała uradowana.
Chocho uniosła powoli dłoń i złapała Shirę za dłoń. Drugą ręką podwinęła jej rękaw i ujrzała... mnóstwo siniaków. Nawet nie tyle siniaków, co krwiaków. Shira instynktownie cofnęła dłoń za siebie.
- Ehh... naprawdę się uparła... - westchnęła głęboko. - ... poświęcenie własnej córki... ehh... młoda Chishibko, czemu skręciłaś w tę ścieżkę... - Chocho pokiwała głową, po czym zerknęła na Fugatę. Samurajka stała za plecami Shiry, ewidentnie chowając się przed babuszką. - A Ty to ta sławna Córka Gwałciciela, którą Chishiba wcieliła do Sióstr Nocy? Niech no Ci się przyjrzę...
Jednak wtedy Fugata odskoczyła jak porażona prądem i zamachnęła się, by uderzyć, a przynajmniej zablokować ruch babuszki. Shira próbowała ją jakoś opanować, lecz nie udało się i atak poleciał na czoło babci. Pieść trafiła w głowę babci, a ta... stała jak skała. Shira zamarła obserwując pięść Fugaty sklejoną z czołem Chocho, a sama Fugata uniosła w strachu brwi i zrobiła minę, jakby dotarło do niej co się stało. U Fugaty był to odruch, jednak...
... nagle mina Shiry stała się zła. Mroczna. Shira zamachnęła się z całej siły i podcięła Fugatę. Splątanymi rekoma zakołysała w powietrzu i drugą ręką złapała Fugatę za dłoń. Nagle Fugata z impetem runęła na ziemię, a Shira wskoczyła na nią, przygwożdzając ją do ziemi. Fugata wydarła się w niebogłosy, po tym jak Shira wykręcała jej obie dłonie za plecy. Jeszcze moment i Shira wyrwie jej ramiona ze stawów...
- OSZALAŁAŚ!? PODNIOSŁAŚ RĘKĘ NA PANIĄ CHOCHO!? ZAJEBAĆ CIĘ!!!!!!????? - krzyczała. - TY KURWO, TO JA CIĘ TUTAJ RATUJĘ, A TY BIJESZ PANIĄ CHOCHO!? WYRWĘ CI TE ŁAPY JAK NIE UMIESZ NAD SOBĄ PANOWAĆ!
Fugata darła się w niebogłosy i wtedy Chocho podeszła i złapała dłoń Shiry.
- Puść ją. - powiedziała stanowczo, a Shira zdziwiona spojrzała na Panią Chocho, której czole pojawiła się cienka linia krwi.
- ALE ONA PANIĄ UDERZYŁA! - powiedziała wściekła Shira.
- Przed chwilą sama nazwałaś ją przyjaciółką. Tak zachowuje się przyjaciółka? Grożąc, że ją zabije? - zapytała Chocho, po czym uśmiechnęła się. Delikatnie, jak to babcia. - A Ty, młoda Fugato, jesteś dość silna. Mimo wieku, mocno potrafisz uderzyć.
Shira zeszła z Fugaty, jednak posłała jej jeszcze pełne mordu spojrzenie.
- Nie... chciałam Pani bić. - powiedziała, mając w oczach mieszankę łez z bólu po tym, co zaserwowała jej Shira, a wstydu, że podniosła rękę na starszą kobietę.
- To po chuj machasz tymi łapami? Pani Chocho ma prawie... albo ma... już sto lat?
Chocho jednak szeroko się uśmiechała.
- Zaraz, skąd Pani... wie jak się nazywam? - powiedziała gdy dotarło do niej co się stało.
- Ależ to oczywiste. Matka zna wszystkie swoje dzieci. A Ty jesteś też i moim dzieckiem.
- Ale ja nie jestem z tego klanu nawet. Siłą mnie wcielili.
- Klany, drużyny, gildie. To tylko umowne przynależności. - machnęła ręką. - Żyjesz, a to przynależność, dla której ja poświęciłam swoje życie. Ja walczę dla żyjących przeciwko tym, co umarli. Słyszałaś kiedyś o yokai, dziecko?
Shira ciągle patrzyła wściekła w kierunku Fugaty, lecz samurajka była ewidentnie... zaczęła się intrygować postacią Chocho.
- T-tak. Złe duchy.
- W większości, tak. - powiedziała Chocho, kiwając delikatnie głową. - To zbłąkane dusze, które są wypaczone, bo z jakiegoś powodu nie mogą opuścić naszego świata. Zamiast udać się na obiecany, wieczny spoczynek, coś je tu trzyma. Ich ból, czy cierpienie jest niewyobrażalne, nie do opisania. Dlatego rolą Sióstr Nocy, oddziału do którego dołączyłaś, jest przynoszenie ukojenia tym, którym wydawać się może, że nie da się pomóc.
- Nie zostałam żadną Siostrą Nocy. Ta chora idiotka przypalała mnie, by zmusić mnie do dołączenia, ale jak tylko... będę miała okazję, to stąd ucieknę. Nienawidzę tego miejsca i tych ludzi. - teraz Fugata i również odwróciła się i rzuciła Shirze wyzwanie.
Dwie dziewczyny nastroszyły się jak pawie, gotowe się na siebie rzucić.
- Mam Ci poprawić? - wysyczala Shira.
- Chodź, spróbuj. Teraz nie weźmiesz mnie z zaskoczenia. - odpyskowała Fugata i we dwie już były gotowe wznowić walkę, gdy Chocho podeszła i... jednym ruchem dłoni przecięła łańcuch od kajdan. Kobieta mimo tego, że była babuszką, to była potwornie silna, ale i szybka. Dziewczyny nawet nie zanotowały, jak łańcuch przestał je łączyć.
- Proszę. Już nie jesteś więźniem. - powiedziała Chocho uśmiechając się delikatnie.
Fugata rozszerzyła oczy włącznie z Shirą. Samurajka rozejrzała się po pokoju i błyskawicznie doskoczyła do stojących broni. Pochwyciła stojącą tam katanę i zamachnęła się, stając w pozycji do walki, tak jak stanęła do walki z Osanenem. Shira zaś złapała glewię i zablokowała drzwi tak, by Fugata nie mogła opuścić pomieszczenia.
- Pani Chocho! Czemu Pani to zrobiła! Ona nie jest gotowa! - krzyknęła Shira. - Nie możemy tu walczyć!
Fugata zaś zmrużyła oczy.
- Zejdź mi z drogi, bo zetnę Ci łeb. Tym razem się nie powstrzymam.
Shira zamachnęła się bronią i widać było - że mimo różnicy jaką była broń w stylu glewii od chakramu, tą również potrafiła walczyć.
- Nie dam Ci odejść. Nawet nie próbuj.
Fugata zamachnęła się i skoczyła w kierunku Shiry, zaś druga dziewczyna zamachnęła się glewią i... nagle przed nimi znalazła się ponownie Chocho. Kobieta opierała się o lasce, lecz nie przyjęła żadnej pozycji obronnej. Ot, przeteleportowała się jakoś pomiędzy walczące dziewczyny. Kobieta uśmiechała się spokojnie.
Fugata i Shira w ostatniej chwili zatrzymały atak, by nie zranić staruszki. Kobieta najpierw spojrzała na Shirę i uniosła rękę, by ją poklepać po głowie. Shira była w szoku.
- Sama nazwałaś tę dziewczynę swoją przyjaciółką. Tak traktujesz przyjaciół? - zapytała Chocho. - Wyłamujesz im ramiona, rzucasz się na nich z bronią, dlatego, bo mają inne zdanie od Ciebie? - Chocho cofnęła dłoń. - Jeżeli chcesz kiedyś przerosnąć matkę, to nie musisz iść po jej drodze. Odnajdź swoją drogę i wytycz taki szlak, by ludzie chcieli za Tobą podążać.
Shira rozszerzyła oczy i uklęknęła przed Chocho. Odrzuciła glewie na bok.
- Tak jest Pani Chocho. Przepraszam.
- Oh, nie mnie powinnaś przepraszać, dziecko. - ponownie uśmiechnęła się. - Jak chcesz stworzyć więź z kimś, kto od początku był Twoim więźniem? Przyjaciele są sobie równi. A Ty liczyłaś, że samymi słowami sprawisz, że ta dziewczyna Cię uzna? - Chocho uniosła brew. - Myślisz, że ja zostałam Liderką Sióstr Nocy dlatego, bo powiedziałam kobietom, by za mną podążały? - babuszka wzruszyła ramionami. - Nie sprawiaj, by Twoje słowa były puste. Jeżeli naprawdę chcesz zaprzyjaźnić się z Fugatą, to jej to pokaż, a nie ją zwodzisz.
Chocho odwróciła się do Fugaty, która stała i patrzyła na drogę na zewnątrz. Droga do wolności była pusta. Otwarta. Fugata zacisnęła dłoń na katanie.
- Broń którą trzymasz w ręku to Rozjemca Umarłych. Katana, którą moja droga przyjaciółka odprawiła ponad trzysta yokai do świata umarłych. Wszyscy bali się dotknąć jej, bo wierzyli, że ciąży na niej klątwa.
Fugata rozszerzyła oczy i spojrzała na katanę. Teraz dopiero do niej dotarło. Broń była piękna, ale widać było na niej ewidentne ślady użytkowania. Jednak...
- Klątwa...?
- A i owszem. Klątwa. Ludzie, którzy używają oręża do tego, by odsyłać umarłych spowrotem w zaświaty mówią, że broń staje się przeklęta. W tym przypadku, mówi się, że z ta broń... użytkownik tej broni pewnego dnia zabije osobę, którą kocha najbardziej. W przypadku mojej przyjaciółki, było to jej dziecko. - powiedziała, a Fugaty dłoń zaczęła drżeć. - Oh. Dotarło do Ciebie ciężar decyzji, którą chciałaś podjąć? Chciałaś ściąć osobę, która jedyna się za Tobą wstawiła? - ponownie delikatnie się uśmiechnęła. - Shira poświęciła wszystko na co pracowała, by ocalić Twoje życie. Jednakże, nigdy nie byłaś więźniem. Jesteś wolna. Możesz odejść i ruszyć w swoją stronę. - Chocho odwróciła się od niej. - Jeżeli nie boisz się pogłosek, z chęcią przekażę Ci tę katanę. Zawsze byłam ciekawa, czy trafi się ktoś kto... zdoła ponieść brzemię tego oręża. W Twoim przypadku, katana dobrze układa Ci się w dłoniach.
Chocho zaczęła iść w kierunku ołtarza.
- Chodź Shiro, porozmawiamy trochę o yokai i odpowiedzialności.
Shira spojrzała naburmuszona na Fugatę, po czym na łańcuch, a raczej zwisającą jego część z ręki.
- Ale... jak ją puszczę to... moja mat... w sensie Liderka Chishiba...
- Shiro, dziecko. - Chocho odwróciła się z uśmiechem. - Jeżeli jesteś w stanie wydać swoją przyjaciółkę tylko dlatego, bo ktoś Ci czymś zagroził, w życiu nie powinnaś nazywać jej przyjaciółką. A jednak to zrobiłaś. - Chocho uniosła pytająco brew. - Rozumiesz, co pragnę Ci przekazać?
- H-hai... - mruknęła Shira, po czym ruszyła w kierunku Chocho, schodząc z drogi Fugaty, która patrzyła na katanę. Rozjemca Umarłych? Klątwa?
- Fugato Kujaku, ja Chocho Kujaku, na mocy władzy jako najwyższa opiekunka Meteorytu, a także pierwsza Liderka Sióstr Nocy, oficjalnie zwalniam Cię ze służby w oddziale Sióstr Nocy, a także ze służby w klanie Kujaku. Jesteś wolna. - i nagle Chocho niemalże się wydarła. Jej głos był tak donośny, że zatrząsł całym budynkiem. Skąd kobieta miała tyle siły!? - Jednakże nikt Cię nie wygania. Jak nie masz dokąd pójść, możesz zostać tutaj ile chcesz.
Fugata jednakże nie czekała. Odrazu ruszyła w kierunku drzwi wyjściowych, będąc gotowa do walki o przebicie się przez ludzi, którzy pojawią się przy wyjściu. Chocho uśmiechnęła się widząc, jak Shira łapie glewie. Przyszła Liderka Sióstr Nocy doskoczyła do Fugaty. Fugata momentalnie zasłoniła się przed atakiem, lecz ten nie nadszedł. Zamiast tego, Shira położyła rękę na barku Fugaty i spojrzała jej w oczy. Była w nich determinacja.
- Przepraszam Pani Chocho! - krzyknęła uśmiechnięta. - Ale muszę pomóc przyjaciółce odzyskać to, co dla niej ważne. - Shira skierowała wzrok w kierunku wyjścia. - Szykuj się Fugata, bo lekko nie będzie. Ale... jestem z Tobą. Jestem Twoją przyjaciółką.
Fugata siedząc obok Haruki trzymała w rękach pochwę katany. Widziałaś, teraz dopiero widziałaś, że ostrze było naprawdę wiekowe. To było to ostrze. Rozjemca Umarłych.
- Rozumiesz teraz, co staram Ci się... wyjaśnić? - zapytała cicho Fugata. Z jej oka poleciała łza, którą dziewczyna momentalnie wytarła. Albo Ci się wydawało.
Nie byłaś pewna.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Chocho Kujaku - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
- 8 sty 2026, o 13:34
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1677
Re: Warsztat Kunisaku
Fakt, że Shimie odpowiadało, gdy Arata-chan rysowała gołe baby to jedno. Fakt, że już chciała, by na tym zarabiała to drugie. Fakt, że zaniżyła cenę Araty, to trzy. Cztery... a nawet nie będzie wyliczał. Te dwie są niereformowalne i ich frywolne podejście do takich spraw wcześniej czy później sprawi, że Arata będzie odważniejsza i... i stanie się to samo co stało się im. A to przecież jego mała księżniczka, więc jak pomyśli sobie, że miałaby obcować z...
... o nie, Nizan zrobił się czerwony i momentalnie wyrzucił ten widok z głowy. Nie chciał ani o tym myśleć, ani TYM bardziej sobie tego wizualizować, więc uznał, że nie powie więcej nic w tym temacie. Koniec, dość, basta. Wyjął fajkę, naładował sobie ją i odpalił, zaciągając się głęboko.
Gdy Arata krzyknęła, że podrzuci Nizanowi starego szczura pod poduszkę, to uznał, że musi jej zrobić jakiś dowcip, bo było ostatnio za spokojnie. Tylko problem w tym, że dziewczynka była chop do przodu i mało czego się bała, więc trudno było ją tak łatwo wystarszyć czymkolwiek, ale... poszuka sposobu.
W samym budynku oprócz pracowni alchemicznej i ciekawego magazynu, znalazł się jeszcze ukryty pokój. W nim z kolei, wydawać się mogło, że nie był tak do końca opuszczony. Czyli, istniała szansa, że ktoś tutaj jeszcze pracował? Nizan nie był tego pewny, ale jeśli tak, to mają w takim razie nieproszonego lokatora, chociaż tamten uzna, że jest zdecydowanie odwrotnie i to Nizan nie powinien tu przebywać.
Korzystając jednak z okazji, poprzeglądał trochę tego, co znalazło się w pokoju. Anatomiczne rysunki? W porządku. Może coś studiował. Zaznaczone przebiegi kanałów chakry? Okeej... jakby Nizan akurat z Iryojutsu był dość średni, więc nie wiedział, czego szukał owy człowiek. Jednakże stół, który przypominał jakiś... do zabiegu? Do tortur? To było już zdecydowanie za wiele. Nie podobało się Nizanowi to, gdzie trafił i tego, w jakim kierunku to wszystko zmierzało. A jeszcze bardziej nie podobało mu się, że zostawił Aratę na górze.
Dlatego też podniósł jeszcze w ostatniej chwili notatki i przeczytał zapiski jakiegoś szaleńca. Ale czy napewno szaleńca? Próbował... co próbował zrobić ten człowiek? Łączyć żywioły? Ale po co? Opracować technikę, która... byłaby w stanie nadrobić zaległości użytkowników względem wytrenowania? Czyli technika, która potrafiła zmienić przebieg walki, ale też była prosta w obejściu.
Jak tak Nizan się zastanowił, to owszem, sam kiedyś kombinował by zrobić coś podobnego, ale nie wychodziło mu i zaprzestał prób i treningów. To co Nizan próbował, to zmusić wszystkie żywioły chakry do połączenia się w kwadrat, ale... za każdym razem kończyło się to wybuchem i nie chciał dalej ryzykować. Nizan zakładał, że patrzy na coś podobnego. Ciekawe.
Nizan schował notatkę do kieszeni i wyszedł z pokoju, zamykając je. Zamierzał wyjść na górę, zawołać Aratę i odprowadzić ją do Shimy, by też zamienić słowo czy dwa z żoną na temat tego, co tutaj zastał.
Na górze już, Nizan zamierzał zawołać Aratę.
- Chodź, zbieramy się. Jak Ci poszło?
... o nie, Nizan zrobił się czerwony i momentalnie wyrzucił ten widok z głowy. Nie chciał ani o tym myśleć, ani TYM bardziej sobie tego wizualizować, więc uznał, że nie powie więcej nic w tym temacie. Koniec, dość, basta. Wyjął fajkę, naładował sobie ją i odpalił, zaciągając się głęboko.
Gdy Arata krzyknęła, że podrzuci Nizanowi starego szczura pod poduszkę, to uznał, że musi jej zrobić jakiś dowcip, bo było ostatnio za spokojnie. Tylko problem w tym, że dziewczynka była chop do przodu i mało czego się bała, więc trudno było ją tak łatwo wystarszyć czymkolwiek, ale... poszuka sposobu.
W samym budynku oprócz pracowni alchemicznej i ciekawego magazynu, znalazł się jeszcze ukryty pokój. W nim z kolei, wydawać się mogło, że nie był tak do końca opuszczony. Czyli, istniała szansa, że ktoś tutaj jeszcze pracował? Nizan nie był tego pewny, ale jeśli tak, to mają w takim razie nieproszonego lokatora, chociaż tamten uzna, że jest zdecydowanie odwrotnie i to Nizan nie powinien tu przebywać.
Korzystając jednak z okazji, poprzeglądał trochę tego, co znalazło się w pokoju. Anatomiczne rysunki? W porządku. Może coś studiował. Zaznaczone przebiegi kanałów chakry? Okeej... jakby Nizan akurat z Iryojutsu był dość średni, więc nie wiedział, czego szukał owy człowiek. Jednakże stół, który przypominał jakiś... do zabiegu? Do tortur? To było już zdecydowanie za wiele. Nie podobało się Nizanowi to, gdzie trafił i tego, w jakim kierunku to wszystko zmierzało. A jeszcze bardziej nie podobało mu się, że zostawił Aratę na górze.
Dlatego też podniósł jeszcze w ostatniej chwili notatki i przeczytał zapiski jakiegoś szaleńca. Ale czy napewno szaleńca? Próbował... co próbował zrobić ten człowiek? Łączyć żywioły? Ale po co? Opracować technikę, która... byłaby w stanie nadrobić zaległości użytkowników względem wytrenowania? Czyli technika, która potrafiła zmienić przebieg walki, ale też była prosta w obejściu.
Jak tak Nizan się zastanowił, to owszem, sam kiedyś kombinował by zrobić coś podobnego, ale nie wychodziło mu i zaprzestał prób i treningów. To co Nizan próbował, to zmusić wszystkie żywioły chakry do połączenia się w kwadrat, ale... za każdym razem kończyło się to wybuchem i nie chciał dalej ryzykować. Nizan zakładał, że patrzy na coś podobnego. Ciekawe.
Nizan schował notatkę do kieszeni i wyszedł z pokoju, zamykając je. Zamierzał wyjść na górę, zawołać Aratę i odprowadzić ją do Shimy, by też zamienić słowo czy dwa z żoną na temat tego, co tutaj zastał.
Na górze już, Nizan zamierzał zawołać Aratę.
- Chodź, zbieramy się. Jak Ci poszło?
- 7 sty 2026, o 17:56
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 28064
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Nim przyszło do pożegnania, zamierzałeś wypowiedzieć się jeszcze nie tylko o samych Siostrach, ale też o tym, co chodziło Ci po głowie. A więc... po pierwsze to, że nie są aż takie Dzikie, po drugie to, że mieli swoją kulturę i zwyczaje, a po trzecie, że byli przygotowani. Prosiłeś, by ich nie lekceważyć.
- Nie interesuje mnie skąd pochodzą i jacy są. Są realnym zagrożeniem, które w cztery klany przeszło się po Sogen jak po plaży. Jeżeli ktokolwiek ich lekceważy, powinien spojrzeć na to, gdzie wylądowali Uchiha. - prychnęła. - Dlatego ja tym bardziej traktuję ich bardzo, ale to bardzo poważnie. O to możesz być spokojny.
Dalej chciałeś pożegnać się z Chino, ale widziałeś po jej twarzy, że albo nie jest to ta sama Chino co wcześniej, albo... po prostu zmieniła nastawienie. Ona również dorastała, przeżyła niemało i przestawała być nastolatką, a zaczynała kobietą na szczycie całego rodu.
- Oko, noga i miecz. - powiedziała w Twoim kierunku, po czym skinęła głową do Kagady. We dwójkę wyszliście z namiotów i ruszyliście w kierunku siedziby Kujanari.
Gdy tylko wyszliście z obozowiska, zapytałeś wprost co Kagada sądzi o tym. Było to w sumie chyba pierwsze Twoje spotkanie z Kagadą jeden na jednego, nie licząc historii, gdzie przerzuciła Cię ze stolikiem przez ścianę. Chociaż wtedy byliście w tawernie, a teraz... cóż. Tylko wy i cisza.
- Czemu przejmujesz się jakimś człowiekiem, którego nawet na oczy nie widziałeś? - zapytała nagle Kagada, gdy skończyłeś wywód. - Dorośnij, kurwa. Wszystko, co Ci powiedziały, może być blefem. Toczymy wojnę. - powiedziała i spojrzała na Ciebie spod ukosa. - Zamiast zastanawiać się nad tym, co byłoby najlepszym fundamentem pod względny spokój, spójrz przed siebie. Tam, w morze. - powiedziała i skinęła głową. - Tam masz coś, co nie jest blefem. Dwie osoby w randze Seinina i około ośmiu Kogo. I nawet skurwysyn się nie zająknął. Rozumiesz z czym się mierzymy? - zapytała i ruszyła dalej. - To jest REALNE zagrożenie, a nie jakiś chłop z ich opowiastek, bo nie mam kurwa totalnie pojęcia, jak pokonać demona. Nie wiem jak mój przodek mój z nim sparować. SPAROWAĆ, ROZUMIESZ? - po czym odwróciła się do Ciebie i spojrzała z góry. - Ja z nim walczyłam za cenę życia i śmierci, a Sumo Kaminari sobie z nim... sparował. Po prostu. A jeżeli jeszcze raz usłyszę od Ciebie coś w temacie Sióstr Nocy, czy innych cip Kujaku, to osobiście wezmę Cię i wyrzucę w kierunku ich stolicy. Twoje pytanie powinno brzmieć skąd masz kurwa wziąć sharingana, protezę i przede wszystkim artefakt, który kazała Ci przynieść Chino. I prawilnie polecam Ci się nad tym zacząć zastanawiać, bo to, że jesteś weteranem nie jednej wojny to wszystko rozumiem, ale potrzebujemy jej sprawnej. Nie chcesz, by znalazła sobie innego shinobiego, który przyniesie jej dary prędzej od Ciebie. - i chociaż Kagada nie darła się na Ciebie jak zawsze, tak była równie stanowcza co zwykle.
Wtedy też doszliście do Siedziby Kujanari i weszliście do środka. Na dole było... coś w rodzaju kolacji, ale takiej już prawie skończonej. Siedziała Shira, Hisamida, Waba i Moshi z Sandą. Reszty nie było widać. Gdy tylko Kagada zrobiła krok w butach, Hisamida przestała pić i spojrzała na nią gniewie, na co Kagada ponownie - ostentacyjnie - zdjęła buty i rozrzuciła je na boki, przesuwając buty innych. Tym razem nie wzięła jednak kapci i weszła boso.
- Ooo jest i Seinin klanu Kaminari! - powiedziała zadowolona Shira. - Jak było?
Kagada podeszła i stanęła nad stołem, gdzie reszta piła herbatę i... grali w jakąś grę. Chyba kości.
- Chuj. Cię. To. Obchodzi. - zaakcentowała każde słowo Kagada. - Pozbyłaś się problemu?
- Matko, pytam tylko. Nie musisz być taka opryskliwa za każdym razem.
- Wkurwiasz mnie więc dostajesz to na co zasługujesz. Jak zajęłaś się problemem, to ostrzegam Cię, że teraz jak zobaczę kogokolwiek od Was, to mam w dupie tą armię pod bramą i wjeżdzam tam z buta. Rozumiesz?
- Armia już jest? - zapytała Shira i westchnęła. - Nie chce mi się dziś tam lecieć. Jutro pójdę z rana. Negocjacje jutro?
Kagada zastanawiała się jak odpowiedzieć na to pytanie. Wyglądało na to, że na stole ma opcje "mam to w dupie", a "co Ci do tego", ale... stało się coś innego.
- Tak.
- Jak się ubierasz? - zapytała poważnie Shira.
No i Kagada zrobiła minę, jak wtedy gdy Shira oddała jej przewodnictwo w planie. Shira przewróciła oczami.
- No nie patrz się jak dzik w żołędzie tylko powiedz, to normalne pytanie.
- Wyjaśnij mi... na... CHUJ Ci ta wiedza? - zapytała, a głowa Kagady zaczęła parować.
- No bo mogę wyskoczyć w naszym kombinezonie, ale chyba nie jest to najlepszy pomysł. Z drugiej strony, jak nie masz jakiegoś specjalnego planu, to Urasano nam może uszyć podobne stroje. Ty wtedy zarzucisz swój płaszczyk Seinina, ja swój i będziemy wyglądać niewyzywająco dla całej sytuacji, ale nadal oddzielnie. Powinnyśmy dać przykład, że nasze klany mogą się dogadać.
Nastała cisza.
- Nie interesuje mnie to. Mnie interesuje tylko jak...
- ... jak pokonać bijuu, tak wiem, słyszałam. Matko, czy z Tobą da się przez chwilę NORMALNIE porozmawiać, czy muszę do Ciebie mówić wielkimi literami. Nie interesuje Cię bijuu, tylko interesuje Cię ochrona ludzi, tak jak i mnie. A dopóki nie znajdziemy sposobu, jak pokonać bijuu, nie możemy wznowić walk. Jak jutro wybuchnie wojna i wrócimy do walki, to Wy się wycofacie, my się wycofamy i stracimy ludzi. Niewinnych.
- My się nie wycofamy.
- Tak? A ja byłam przekonana, że macie większą wojnę na południu Waszych ziem. Skoro przysłaliście tutaj całą armię i jesteście gotowi podjąć bijuu, to co jest tam? Kto tam został? - zapytała unosząc brew. - Co Ty myślisz, że ja seininem zostałam bo medalion w paczce ryżu znalazłam? Też przestań na chwilę udawać durnia i skup się na tym co do Ciebie mówię.
Kagada uniosła głowę i fuknęła tylko.
- Zrobię co trzeba. Ty zajmij się świeceniem dupą na negocjacjach, ja zajmę się planem co zrobić z bijuu. - powiedziała i ruszyła w kierunku piwnicy. Zniknęła Wam z oczu.
Wtedy Hisamida spojrzała na wszystkich.
- Kogo teraz kolej? Chyba Sando Twoja. - i podała jej kości do rzutu. Wtedy jednak... nagle słychać było kroki. Kagada wróciła na górę i niosła ze sobą skrzynkę. Dość sporą? Podeszła do drzwi i położyła ją w przejściu.
- Wszystkie przygłupy za mną. - powiedziała. - Jak który się spóźni nim dojdę do zakrętu, to nie dożyje rana. - powiedziała, po czym wyszła z siedziby Kujanari. Sanda odwróciła się i krzyknęła do Yaia i Zaku, którzy chyba byli na górze, a sama pośpiesznie z Moshim zaczęła ubierać obuwie.
Nim jeszcze pojawił się Asaro, przekazałaś Niyomi informację, że nie będziesz sobie brudzić rąk nieprzytomną gnidą. Jednak, gdyby miał wstać, to byłaś gotowa mu sieknąć. Niyomi przechyliła pytająco głowę.
- Nie no, nie wstanie. Czysto mi siadło. - powiedziała, po czym wypluła grzybka i wzięła nowego do ust.
Wtedy pojawił się Asaro, wszystkie trzy zjeżyłyście się, ale ewidentnie były facet Shiry nie miał zamiaru z Wami walczyć. Osanen jeszcze coś tam krzyknął gdy odlatywali, a Fugata schowała do pochwy katanę, wcześniej strzepując ją z resztek krwi. Następnie Fugata rozejrzała się dookoła i... Haruka zapytała co mają zrobić. Jednak jej wzrok był skupiony na czymś innym.
Osanen zostawił meteoryt i to do niego podeszła w pierwszej kolejności Fugata, a za nią Niyomi. Samurajka schyliła się i podniosła go. Pod światłem był zdecydowanie inny. Był dość... blady? Fugata rozszerzyła oczy.
- Niemożliwe... to jest... - powiedziała i spojrzała w kierunku Niyomi. Trzecie pióro wzruszyło ramionami.
- Aaa... no zapomniałam Ci przewinąć. Chocho kopnęła w kalendarz. U nas na tej pufie w salonie Sióstr. Usnęła i już nie wstała.
Oczy Fugaty rozszerzyły się i powoli spojrzała na to... co trzymała w ręku. Widziałaś jak... mina Fugaty zmienia się. Jej oczy zmrużyły się, a zęby zacisnęły. Jeżeli była neutralna, to pierwszy raz, gdy dała taki upust swoim emocjom. Była wściekła. Nie, wściekła była na Hisamide i Wabę. Tutaj była wkurwiona.
- Czej, tylko nim coś odpierdolisz, to... - Niyomi podeszła do niej, lecz Fugata uniosła rękę, by ją zatrzymać.
- Gdybym wiedziała minutę temu... że te kundle zbezcześcili meteoryt Pani Chocho... to... to... - Fugata aż zamknęła oczy i odchyliła głowę, tak by płatki śniegu spadały na jej twarz.
- Ty stara, beka beką, ale nie wiem czy na Asaro byśmy dały radę. Może lepiej, że stało się jak się stało. - mruknęła Niyomi. - Poza tym, chuj z nami, ale jeszcze tutaj Haruka jest.
Fugata jednak nie odpowiedziała, po prostu zamarła tak przez chwilę. Dopiero w pewnej chwili wzięła głęboki oddech, a meteoryt w pojemniku schowała za pazuchę swojego hiori.
- Niyomi, weź ich i spal gdzieś, żeby nikt nie widział. - powiedziała nagle Fugata. - Podobijaj tych, co przeżyli. Nie zasługują na ceremonialne pożegnanie. - opuściła głowę, a jej mimika wróciła już do normy.
- Luźno. Ja to tam religijna za bardzo nie jestem, to jak chcesz to mogę się jeszcze odlać na nich. - powiedziała zadziornie.
I kiedy Fugata miałaby pewnie ją zrugać, ta delikatnie skinęła głową.
- Jak chcesz. Ja o niczym nie wiem. - powiedziała, po czym Fugata podeszła do Niyomi i skinęła głową. - Bardzo ładnie walczyłaś. Jestem pod wrażeniem. - Fugata uniosła rękę i... położyła plasko na głowie Niyomi. - Dobra robota, Niyomi.
Na twarzy Niyomi nagle pojawił się... gigantyczny rumieniec. Dziewczyna uśmiechnęła się od ucha do ucha, zapiszczała i rozszerzyła ręce tak, by złapać Fugatę i przytulić ją... jednak Fugata była szybsza i silniejsza. Wystawiła rękę do przodu i złapała głowę Niyomi, tak by nie dopuścić do przytulenia.
- Bez przesady. - powiedziała. Jak widać, tylko Shira umiała obejść obronę Fugaty przed przytulaniem.
- Ej no... nawet przytulas nie?
- Poklepałam Cię po głowie, to już i tak dużo.
- W sumie. Dobra, a wy co?
Fugata obejrzała się na Harukę.
- My się przejdziemy. Chodź. - powiedziała Fugata, po czym zerknęła na Niyomi. - Za piętnaście minut w siedzibie. Ja o wszystkim melduję, ale bądź gotowa, bo nawet ja nie wiem, jak zareaguje. - powiedziała Fugata, a Niyomi zmieniła minę na poważną i skinęła głowa.
Następnie Fugata zeskoczyła z murku i dość powolnym krokiem zamierzała iść gdzieś po osadzie z Haruką. Dziewczyna ewidentnie zwolniła.
- Nie rozumiałam, czemu chciał się z Tobą spotkać, ale już rozumiem. - zaczęła. - Chciał zwrócić meteoryt. Rzadko zdarza się, że po śmierci meteorytu można użyć drugi raz. Ale wiem, że się zdarza. Zakładam, że Muwara z Shirą muszą to ocenić. - spojrzała na Ciebie przez chwilę. - Od początku była to farsa w celu przekazania nam meteorytu.
Weszłyście w jedną z uliczek.
- Jednak nie to jest... - zaczęła. - ... to będzie trudne. Nie wiem od czego zacząć. - mimo jej kamiennej twarzy, widziałaś, że targają nią różne emocje. Dziewczyna stanęła i odwróciła się w Twoim kierunku. - Widziałam manewr który wykonałaś. Powietrzny manewr, który zastosowałaś ma na celu bombardowanie celów, a nie oszukanie kogoś, kto Cię goni. Bombardowanie z powietrza, a walka w powietrzu z innymi latającymi przeciwnikami to dwa różne tematy. Jednak, z jakiegoś powodu udało Ci się. - patrzyła na Ciebie tymi swoimi beznamiętnymi oczami i nie wiedziałaś jaka jest jej reakcja. - Shira jednak naprawdę jest geniuszem. Dwa treningi, jedna walka, a Ty używasz tego co się nauczyłaś w bitwie i nie kalkulujesz. A może właśnie kalkulujesz. Może działasz instynktownie. - odwróciła głowę na wprost, jakby miała iść dalej. - Nie wiem skąd ona wiedziała, ale też zaczynam to czuć. - zrobiła pauzę. - Przerośniesz nas wszystkie. Ruszajmy.
Czy to... co usłyszałaś to fikcja? Czy Fugata właśnie...? Nie miałaś czasu nad tym się zastanawiać, bo Fugata odrazu zaczęła dalej temat.
- To co Ci zaraz opowiem jest bardzo ważne. Tylko muszę zastanowić się, jak to ugryźć. Bo widzisz, Chocho-dono... - i nagle Fugatą zachwiało. Dziewczyna potkneła się i wpadła na ławkę, łapiąc się za głowę. Wyglądało to groźnie, jednak kobieta wyprostowała dłoń w Twoim kierunku, byś jej nie pomagała. - ... skutki genjutsu. Dużo razy dostałam. Poczekajmy, zaraz mi minie. - powiedziała, a sama przesunęła się i usiadła na ławce, by złapać chwilę oddechu.
Zza rogu wyszła ekipa Kaminari - Kagada szła gdzieś w kierunku morza z całą swoją brygadą. Niosła jakąś dziwną skrzynkę.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
- 7 sty 2026, o 14:58
- Forum: Północne Ryuzaku
- Temat: Osada Portowa Shinkai
- Odpowiedzi: 245
- Odsłony: 26225
Re: Osada Portowa Shinkai
Kampania przeciwko Dzikim
Arii,Gosui, Shins, Osamu,Minoru- Gōsutoburanchi, Oddział Widmo
Godzina 15:00 Shinsu napotkał barierę, która okazała się trudniejsza do obejścia, niż myślał. Bariera własnego ciała. No niestety, był zbyt kadłubkowaty by zmieścić się w dziurę, ale na szczęście był też ninja i dzięki ucieczce z chłopakami miał dużą przewagę w pościgu. Dlatego też, nie czekając zbytnio, rozejrzał się i znalazł jedno z bocznych wyjść, które było zastawione jakimiś starymi gratami, ale górą mógł jak najbardziej przeskoczyć. Wyjście te skierowane było na zewnątrz, więc... oczom Shinsa ukazała się ulica. Niezbyt ruchliwa, ale też nie na tyle pusta, by ktoś tam przyłożył wagę do tego, co chłopak robi. Shinsu wyskoczył na ulicę i po chwili mógł się wmieszać w zwykłych przechodniów, opuszczając pościg niczym najlepszy ninja.
Teraz w jego głowie powstało pytanie... czy warto zajmować się w ogóle tematem jakiegoś "akwarium"? Po prawdzie, były to dzieciaki, ale chyba jakieś z biedoty. Tylko, czy właśnie Shinsu nie dostrzegł tego, że dzieciaki te miały jakiś ukryty tunel w samej arenie? Co, jeżeli takich tuneli w mieście było więcej? Najczęściej wiele interesujących rzeczy można było dowiedzieć się właśnie od takich ludzi, czy to za kilka moniaków czy jakąś inną przysługę. Jednak, czy warto było teraz tracić czas i otwierać tę ścieżkę, która była niepewna? Czy jednak warto zaryzykować i mimo wszystko poświęcić czas by ustalić coś, co mogłoby pomóc im w ich misji... ale jeżeli tak, to co tak naprawdę ustalić? Jak zabić generała? Tutaj Shins musiał wziąć za i przeciw i ustalić jakąś opcję. Póki co - był na środku ulicy i podążał z ludźmi w kierunku centrum.
Arii zaś był świadkiem sytuacji, która dała mu kolejny ogląd sytuacji. Jakiś Hoshigaki - typ, który ewidentnie wyróżniał się na tle ludzi w Ryuzaku - wszedł jak gdyby nikt do środka. Co prawda, Arii usłyszał, że chodziło o jakąś pracę, więc tutaj nie było raczej sytuacji takiej, że był to klient tego przybytku. Był to jakiś pracownik.
Dowodzący oddziałem widmo stwierdził, że nie ma nic do stracenia i spróbuje zaryzykować. Podszedł do stojących oprychów i Ci zagrodzili mu wejście, obserwując co ten robi. Gdy chłopak powiedział, że poszukuje dobrego lokalu. O dziwo, tym razem ochroniarze nie zaczęli go wyzywać jak to bywa w takich miejscach, a jeden z nich zlustrował od góry do dołu Ariiego nim dopiero zabrał głos.
- Dziś jest zamknięte cały dzień, ale tak to najlepszy lokal w całym mieście. Najlepszy alkohol i najlepsze dziewczyny. - skinął głową na przybytek. - Są tutaj dziewczyny z Ryuzaku, ale też i zza muru. Soma, Orochi, każdy fetyszysta znajdzie swoje ukojenie. - wyszczerzył się. - Tylko jest drogo, więc lepiej miej kasę. Ale to nie dziś, jutro możesz przyjść. Dziś to idź sobie do Róży. To tamten lokal naprzeciwko. - mimo swojego grubiańskiego wygladu, facet wydawał się nie być ćwierć mozgiem i być w stanie cokolwiek powiedziec.
Hoshi Yuki - klik
Kodari Hoshigaki - klik
Mikoto Yuki - klik
Azumi Kuni- klik
Minda Hoshitsu - klik
Sugihaya Shitsuyo - klik
Rikisone Hone - klik
Aritsuka Umekiko - klik
Nozuki Kaneya - klik
Mizami Kuni - klik
Shi Kiyoko
Fukuhira - klik
Yatta Uchiha - klik
Nori Mateki - klik
Kamibara
- 4 sty 2026, o 13:08
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1677
Re: Warsztat Kunisaku
Trochę przeraził się na hasło, że Arata wie, iż Nizan jest bardziej shinobi niż kowalem. Myślał, że dziewczyna bardziej będzie go uważać za inżyniera, aniżeli shinobi, tym bardziej, że był w stanie spoczynku. Potem jednak uznała, że chłopak szesnastoletniej dziewczyny jest bardziej tępy niż Nizan. No cóż... całe szczęście, że córka miała jednak jakieś mniemanie o Nizanie.
- Zaraz, że co? - powtórzył Nizan, po czym spojrzał na to, co rysowała dziewczyna. - Szesnastolatek przyszedł do Ciebie, żebyś narysowała mu gołą siostrę z grzybami? - zapytał, po czym spojrzał pytająco na Shimę. - Ty... kontrolujesz jakkolwiek co robi nasza córka? Bo chyba wymyka się to trochę spod kontroli. - powiedział ewidentnie zaniepokojony. - Chyba muszę wysłać Karyou by porozmawiał sobie z nimi. A Ty nie rysuj nagich postaci więcej.
Jasne, jakby sam Nizan nie był święty, Shima tym bardziej, bo dość szybko we dwójkę ustalili co trzeba gdzie włożyć, żeby powstała Arata, ale to nadal byli szesnastolatkowie, a nie ośmio czy dziewięciolatka. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej zaczynał się denerwować i to nie wróżyło nic dobrego. Dla nikogo.
Na szczęście Arata i Nizan ruszyli szybko w trasę i chłopak mógł rozchodzić pierwotną złość. Arata zadała dość istotne pytanie. Czy rysunek ma być z dziurą, czy bez dziury. W sumie, Nizan trochę sam nie wiedział, bo czuł, że to co robi Arata to tylko po to by ją czymś zająć przez większość czasu, ale przybrał minę kogoś, kto totalnie wie co robi i skierował się w jej stronę.
- Oczywiście, że z dziurą. Jak chcesz potem nanieść zmiany? Najpierw musimy mieć szkic stanu faktycznego, potem nałożymy kolejne warstwy, jak powinno to wyglądać. - przekazał jej to, jakby była to w ogóle największa oczywistość.
Następnie dowiedział się, że Arata będzie chodzić dookoła budynku, Nizan zaprzeczył.
- Jak chcesz to zrobić porządnie, to nim wrócę to nie będziesz w połowie pracy. Chyba, że chcesz zrobić to na odwal się, to wtedy bez sensu i będę musiał wziąć kogoś innego do pomocy. - wzruszył ramionami, starając się wejść trochę na ambicję młodej dziewczynce.
Nizan wszedł do środka. Na pierwszy rzut oka rzuciła mu się wyrwa w dachu, która była... chyba jednym z głównych problemów w tym miejscu. Chłopak podszedł do ściany przy wyrwie i sprawdził, czy wilgoć przedostała się już tak głęboko, by wszystko wewnątrz zdążyło spleśnieć. Cóż, najwidoczniej tak. Dalej było tylko gorzej. Zwęglone miejsce świadczyło o tym, że miał miejsce tu jakiś pożar. Ale jak głęboki? Jakby, budynek nie był spalony. Ktoś celowo coś podpalił na podłodze? Nizan obejrzał sobie, jak wielki musiał być pożar i czy dostrzegał jego źródło.
To co go zaintrygowało to fakt, że ktoś kiedyś to spał. Wskazywało na to zarówno posłanie w formie materaca, ale i kołdra. Nizan podrapał się po głowie. Czyli... jakby jakiś granat lub bomba opakowana w ceramikę wywołała tutaj pożar, ale... za słaba by spalić cały budynek? Popatrzył się dookoła. Mnóstwo drewna. Nie, to nie to. Budynek by zajął się momentalnie. Chyba, że ktoś ugasił szybko pożar. Skąd wpadła bomba? Przez okno? Ktoś ją podłożył specjalnie?
Kunisaku westchnął i ruszył dalej. Obejrzał skrzynię z ubraniami. Tutaj nic specjalnego. Jego uwagę przykuło pióro. Zbyt eleganckie. Pamiątka po kimś? Po czymś? Nizan sięgnął po nie i schował je do kieszeni. Zamierza później ustalić jego pochodzenie.
Gdy Nizan zszedł na parter, tam wiele rzeczy wskazywało na odpowiedzi. Słoje, przeróżne przyrządy alchemiczne, ale przede wszystkim statyw, wskazywał na to, że była to pierwotnie jakaś pracownia połączona ze sklepem alchemicznym. Teraz zaczynał rozumieć już genezę tego, co tutaj się stało. Nieudany eksperyment? Może po prostu jakaś fiolka komuś wypadła? W każdym razie, to nawet nie to było pytaniem. Ludzie, którzy pracują w taki sposób, są raczej fachowcami. I to dość porządanymi. Tutaj w Ryuzaku? Nie ma lepszego miejsca do prowadzenia biznesu. Co się stało z pierwotnym gospodarzem tego przybytku?
Na to pytanie nie znał odpowiedzi, ale pozostało mu jeszcze sprawdzenie piwnicy. Chłopak zszedł na dół, otwierając drewnianą klapę. Typowy schowek w takich miejscach. To co przywitało Nizana to magazyn i fiolki pokryte warstwą kurzu. Mimo, że Nizan nie był ekspertem w temacie alchemii, zamierzał przetrzeć jeden czy dwa słoje, sprawdzając zawartość. Może rozpozna jakieś składniki.
No i na samym końcu, gdy Nizan miał już wychodzić, dostrzegł, że kamienne bloki były mniej zabrudzone. To zaintrygowało chłopaka, więc poddał miejsce dalszej inwestygacji, odkrywając, że musiało tu istnieć jakieś tajne przejście. Aha, czyli Shima znowu w coś wdepnęła. Nizan tak stał i patrzył się na to skryte przejście, po czym przetarł dłonią twarz. Miał wrażenie, że... a zresztą. Co to zmienia. Ciekaw był tylko czy Shima grała cichociemną, czy naprawdę nie wiedziała, że tutaj jest coś takiego. Nigdy nie było sytuacji, by żona miała przed nim tajemnice, więc jeżeli odkryje, że żona wiedziała i nie powiedziała mu o tym, to będzie musiał ją chyba wkońcu ukarać. Tak jak przykładną żonę po typowej kłótni.
Nie mniej, odstawił źródło światła i zamierzał złapać i spróbować otworzyć jakkolwiek przejście. Jeżeli nie drgnie - poszukać jakiejś wajchy czy czegoś, co sprawi, że przejście się ujawni. Najpierw zajrzy w ogóle, jak jest głębokie i co tam jest, a potem odstawi córkę do Shimy i wróci tu, zbadać wszystko do końca.
- Zaraz, że co? - powtórzył Nizan, po czym spojrzał na to, co rysowała dziewczyna. - Szesnastolatek przyszedł do Ciebie, żebyś narysowała mu gołą siostrę z grzybami? - zapytał, po czym spojrzał pytająco na Shimę. - Ty... kontrolujesz jakkolwiek co robi nasza córka? Bo chyba wymyka się to trochę spod kontroli. - powiedział ewidentnie zaniepokojony. - Chyba muszę wysłać Karyou by porozmawiał sobie z nimi. A Ty nie rysuj nagich postaci więcej.
Jasne, jakby sam Nizan nie był święty, Shima tym bardziej, bo dość szybko we dwójkę ustalili co trzeba gdzie włożyć, żeby powstała Arata, ale to nadal byli szesnastolatkowie, a nie ośmio czy dziewięciolatka. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej zaczynał się denerwować i to nie wróżyło nic dobrego. Dla nikogo.
Na szczęście Arata i Nizan ruszyli szybko w trasę i chłopak mógł rozchodzić pierwotną złość. Arata zadała dość istotne pytanie. Czy rysunek ma być z dziurą, czy bez dziury. W sumie, Nizan trochę sam nie wiedział, bo czuł, że to co robi Arata to tylko po to by ją czymś zająć przez większość czasu, ale przybrał minę kogoś, kto totalnie wie co robi i skierował się w jej stronę.
- Oczywiście, że z dziurą. Jak chcesz potem nanieść zmiany? Najpierw musimy mieć szkic stanu faktycznego, potem nałożymy kolejne warstwy, jak powinno to wyglądać. - przekazał jej to, jakby była to w ogóle największa oczywistość.
Następnie dowiedział się, że Arata będzie chodzić dookoła budynku, Nizan zaprzeczył.
- Jak chcesz to zrobić porządnie, to nim wrócę to nie będziesz w połowie pracy. Chyba, że chcesz zrobić to na odwal się, to wtedy bez sensu i będę musiał wziąć kogoś innego do pomocy. - wzruszył ramionami, starając się wejść trochę na ambicję młodej dziewczynce.
Nizan wszedł do środka. Na pierwszy rzut oka rzuciła mu się wyrwa w dachu, która była... chyba jednym z głównych problemów w tym miejscu. Chłopak podszedł do ściany przy wyrwie i sprawdził, czy wilgoć przedostała się już tak głęboko, by wszystko wewnątrz zdążyło spleśnieć. Cóż, najwidoczniej tak. Dalej było tylko gorzej. Zwęglone miejsce świadczyło o tym, że miał miejsce tu jakiś pożar. Ale jak głęboki? Jakby, budynek nie był spalony. Ktoś celowo coś podpalił na podłodze? Nizan obejrzał sobie, jak wielki musiał być pożar i czy dostrzegał jego źródło.
To co go zaintrygowało to fakt, że ktoś kiedyś to spał. Wskazywało na to zarówno posłanie w formie materaca, ale i kołdra. Nizan podrapał się po głowie. Czyli... jakby jakiś granat lub bomba opakowana w ceramikę wywołała tutaj pożar, ale... za słaba by spalić cały budynek? Popatrzył się dookoła. Mnóstwo drewna. Nie, to nie to. Budynek by zajął się momentalnie. Chyba, że ktoś ugasił szybko pożar. Skąd wpadła bomba? Przez okno? Ktoś ją podłożył specjalnie?
Kunisaku westchnął i ruszył dalej. Obejrzał skrzynię z ubraniami. Tutaj nic specjalnego. Jego uwagę przykuło pióro. Zbyt eleganckie. Pamiątka po kimś? Po czymś? Nizan sięgnął po nie i schował je do kieszeni. Zamierza później ustalić jego pochodzenie.
Gdy Nizan zszedł na parter, tam wiele rzeczy wskazywało na odpowiedzi. Słoje, przeróżne przyrządy alchemiczne, ale przede wszystkim statyw, wskazywał na to, że była to pierwotnie jakaś pracownia połączona ze sklepem alchemicznym. Teraz zaczynał rozumieć już genezę tego, co tutaj się stało. Nieudany eksperyment? Może po prostu jakaś fiolka komuś wypadła? W każdym razie, to nawet nie to było pytaniem. Ludzie, którzy pracują w taki sposób, są raczej fachowcami. I to dość porządanymi. Tutaj w Ryuzaku? Nie ma lepszego miejsca do prowadzenia biznesu. Co się stało z pierwotnym gospodarzem tego przybytku?
Na to pytanie nie znał odpowiedzi, ale pozostało mu jeszcze sprawdzenie piwnicy. Chłopak zszedł na dół, otwierając drewnianą klapę. Typowy schowek w takich miejscach. To co przywitało Nizana to magazyn i fiolki pokryte warstwą kurzu. Mimo, że Nizan nie był ekspertem w temacie alchemii, zamierzał przetrzeć jeden czy dwa słoje, sprawdzając zawartość. Może rozpozna jakieś składniki.
No i na samym końcu, gdy Nizan miał już wychodzić, dostrzegł, że kamienne bloki były mniej zabrudzone. To zaintrygowało chłopaka, więc poddał miejsce dalszej inwestygacji, odkrywając, że musiało tu istnieć jakieś tajne przejście. Aha, czyli Shima znowu w coś wdepnęła. Nizan tak stał i patrzył się na to skryte przejście, po czym przetarł dłonią twarz. Miał wrażenie, że... a zresztą. Co to zmienia. Ciekaw był tylko czy Shima grała cichociemną, czy naprawdę nie wiedziała, że tutaj jest coś takiego. Nigdy nie było sytuacji, by żona miała przed nim tajemnice, więc jeżeli odkryje, że żona wiedziała i nie powiedziała mu o tym, to będzie musiał ją chyba wkońcu ukarać. Tak jak przykładną żonę po typowej kłótni.
Nie mniej, odstawił źródło światła i zamierzał złapać i spróbować otworzyć jakkolwiek przejście. Jeżeli nie drgnie - poszukać jakiejś wajchy czy czegoś, co sprawi, że przejście się ujawni. Najpierw zajrzy w ogóle, jak jest głębokie i co tam jest, a potem odstawi córkę do Shimy i wróci tu, zbadać wszystko do końca.
- 3 sty 2026, o 12:33
- Forum: Północne Ryuzaku
- Temat: Osada Portowa Shinkai
- Odpowiedzi: 245
- Odsłony: 26225
Re: Osada Portowa Shinkai
Kampania przeciwko Dzikim
Arii,Gosui, Shins, Osamu,Minoru- Gōsutoburanchi, Oddział Widmo
Godzina 14:45 Pojawienie się Hoshigakiego wywołało w Ariim wspomnienia. Kodari, gdy tamci siedzieli w obozie Mikoto opowiedział mu o tych bardziej ciekawych Admirałach, których powinien się wystrzegać. Jednym z nich był Hinagi, który miał być jednym z niewielu silnych przedstawicieli klanu Hozuki. Pytaniem było, co dla Kodariego znaczyło być "silnym". Czy chodziło o czystą siłę? Siłę psychiczną? Mentalną? Czy czysty autorytet?
Arii bez namysłu odrazu złapał Osamu i przedstawił mu plan, który urodził mu się w głowie. Hoshigaki był dla medyka oznaką, że Admirał może ciągle tutaj być. Oznaczało to, że trzeba zebrać z powrotem drużynę. Osamu nie oponował i ruszył odrazu w poszukiwania Shinsa. Arii zaś miał iść za rekinem.
Shinsu zaś mial zgoła inną sytuację. Dzieciaki dały w długą, a ninja niewiele myśląc... uznał, że najlepszą metodą jest ucieczka razem z nimi. Skoro były tutejsze, napewno mieli jakieś trasy, a co lepsze - kryjówki. I tutaj Shinsu mógł być w totalnym szoku, jak bardzo kurwa się nie pomylił.
Dzieciaki ruszyły w kierunku jednej z bramy, po czym skręciły w tunel obok. Wbiegły na górę stadionu, obiegły kawałek, potem gdzieś zbiegły i nagle doskoczyły do jakiejś płyty, która bardzo dobrze wtapiała się w otoczenie. Nagle zabrały tę płytę i... oczom Shinsa ukazała się dziura, w którą dzieciaki bez problemu mogły się zmieścić. Niestety, przy Twojej budowie i 110 kilogramach żywej wagi, nie miałeś wcisnąć się do dziury. Miałeś dobre 30 kilo za dużo. Nawet jakbyś próbował się wcisnąć, to skończyłoby się to fiaskiem. Jednak jeden z dzieciaków, nim zniknęli na dobre, odwrócił się do Ciebie.
- Lepiej uciekaj! Jak będziesz chciał coś porobić, to przyjdź do południowej dzielnicy i poszukaj "akwarium". - powiedział jeden z nich i pomachał Ci na dowidzenia, po czym zasunął dziurę. Ty nadal musiałeś wymyslić, jak się stąd oddalić.
Arii zaś obserwował, jak Hoshigaki idzie w kierunku... znanej mu lokalizacji. Biała Wstęga. Co więcej, oby rekinoludź doskonale znał trasę i wydawał się nie być zbytnio zdezorientowany w terenie. Mężczyzna na pewniaka podszedł do stojących tam strażników i... stanął przed nimi.
- Przybyłem na dzisiejszy wieczór. Gdzie zaczynam? - zapytał grubiańskim głosem, na co dwóch oprychów popatrzyło na siebie i zeszli mu z drogi.
- Idź tam i zapytaj o Nazę. Powinna być przy barze. Ona tu dowodzi. - powiedział jeden z nich i zszedł z drogi, a Hoshigaki wszedł do środka.
Hoshi Yuki - klik
Kodari Hoshigaki - klik
Mikoto Yuki - klik
Azumi Kuni- klik
Minda Hoshitsu - klik
Sugihaya Shitsuyo - klik
Rikisone Hone - klik
Aritsuka Umekiko - klik
Nozuki Kaneya - klik
Mizami Kuni - klik
Shi Kiyoko
Fukuhira - klik
Yatta Uchiha - klik
Nori Mateki - klik
Kamibara
- 2 sty 2026, o 14:02
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 28064
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Anzou spędzał czas ze swoją liderką, Kagadą i jeszcze matką Chino, która wydawała się być mózgiem całej operacji. Kobieta miała chłodne podejście, ale też i dawała jasny punkt widzenia na to, jak powinni działać Kaminari. To jednak nie podobało się Kagadzie, która i tak była dość zachowawcza w tym jak się zachowywała.
- Nie kupuję tego, że nie da cofnąć się skutków meteorytu. Wszystko da się cofnąć. - powiedziała dość pewnie. - Te maski o których mówisz, warto, żebyśmy je wzięli. Albo przynajmniej mieli jedną czy dwie sztuki. Jeżeli zdecydują się zaatakować miasto, Chino musisz być w stanie ratować swoje życie.
- Dam sobie radę z maską czy bez maski. Poza tym, nie sądzę, by zaatakowali osadę gazem czy trucizną. To już byłaby zbrodnia wojenna.
- No byłaby. I co z tego? - zapytała Ebishiro. - Komu się poskarżysz? Dziewczyno, tutaj żarty się dawno skończyły. Dlatego próbuje Wam tłumaczyć, że świat ma mało wspólnego z honorem czy w co Wy tam we dwie wierzycie. Świat kształtują najsilniejsi. Prawa, które mamy, działają tylko dlatego, bo najsilniejsi mają chęć ich przestrzegać. Zapamiętajcie to.
- W takim razie stanę się najsilniejsza. O ile jeszcze nie jestem.
Ebishiro na te słowa spiorunowała dziewczynę wzrokiem.
- Nie jesteś. I odrazu Ci mówię, byś nawet nie myślała, że jesteś w czołówce. Widziałam za swojego życia wielu dużo potężniejszych ludzi od Ciebie. - powiedziała. - Jednak jesteś na dobrej drodze by nią zostać.
- Musimy mieć plan ataku. W razie czego. Dobrze mówię, mamo? - zapytała Chino.
- Bardzo dobrze. Tylko w takich sytuacjach ważne jest jedno. Czy traktujemy osadę jako nasza, czy ich. Czy nikogo.
- Jako naszą oczywiście.
- Też tak uważam.
Najstarsza kobieta pokiwała głową.
- To niedobrze. To utrudnia wiele spraw. Jednak, jeżeli chcecie, to już wasza decyzja. W porządku. W takim razie, musimy zacząć od podstaw. Skoro osada jest nasza, trzeba sprawiać takie wrażenie. To oni przychodzą do nas, nie my do nich. - Ebishiro spojrzała na Chino. - Jutro w południe zrobicie oficjalne wejście do osady. Z pełnymi honorami dla mojej córki. Kagado, to Twoje zadanie wszystko przygotować. - kobieta rzuciła jej spojrzenie. - Następnie, to TY Chino, wyjdziesz do Kujaku i łaskawie pozwolisz im wejść na negocjację. Rozumiesz? To Ty jesteś tutaj gospodarzem, a nie oni.
- Rozumiem.
- Świetnie. Wpuszczamy tylko delegację, nikogo więcej. Armie pod osadą to pokaz siły, ale my się akurat nie będziemy bać.
Następnie Anzou zadał pytanie, co on powinien robić, ale tym razem to Kagada spojrzała na niego.
- Będziesz obstawiać wejście i dbać o to, żeby nikt nie wszedł na negocjacje, a tym bardziej, żeby ich nie zakłócił. Reszta przygłupów tak samo dostanie zadania, ale to wyjaśnię wam jutro. - powiedziała.
Wtedy do środka wpadł zdyszany żołnierz. Poprawił prędko hełm na jego głowie.
- P-pani Chino! Wroga armia! Już tu są! Przybyli! - wydyszał, a na te słowa wszystkie trzy kobiety popatrzyły na siebie.
- A więc to się dzieje. Jutro rozstrzygnie się czy bębny wojny zabiją jeszcze raz.
Kagada podniosła się i skinęła głową.
- Wracam do siebie. Muszę upewnić się, że chuda suka nic nie kombinuje. Anzou, żegnaj się i idziemy. - powiedziała, po czym ruszyła w kierunku wyjścia z namiotu.
Fugata leciała za Osanenem niczym strzała, goniąc po go niebie i rzucając w jego stronę co rusz chakramem. Jej przeciwnik starał się odbijać ataki, jednak ewidentnie był w zupełnym już odwrocie. Sprowokowanie Fugaty było najwidoczniej najgorszym pomysłem, na jaki dziś mógł wpaść, bo tym razem Haruka miała pewność co do jednego. Fugata pierwszy raz walczyła tak, by zabić. I tutaj nie było mowy o pomyłce. Nawet widać było to w jej ruchach. Gdy tylko miała okazję, starała się otoczyć lub przeciąć drogę Osanenowi, lecz ten też był zwinny w powietrzu. Jednak nie na tyle zwinny i szybki, by rzucić wyzwanie dziewczynie, której dosłownie specjalizacją była walka z powietrza. Jak zresztą wszystkich Sióstr Nocy. To pole należało i będzie należeć do nich.
Osanenowi kończyły się pomysły. Raz rzucił w Fugatę genjutsu a ta przez chwilę zapikowała w dół, lecz nagle wzbiła się ponownie w powietrze, tracąc jedynie kilka chwil do Osanena. Z dłoni Fugaty wystrzeliła nagle różowa nić, która pochwyciła jakąś leżacą cegłówkę na ziemi, po czym zamachnęła się i rzuciła nią w Osanena. Ten uniknął ataku, jednak Fugata nie zamierzała go trafić, tylko sprowokować do tego, by uniknął w konkretne miejsce. Jak tylko się jej to udało, wystrzeiła chakramem w tamte miejsce. Tym razem, gdy Osanen był gotowy do sparowania ataku, dziewczyna cofnęła linkę i zmieniła trajektorię lotu chakrama. Przedziwną parabolą poleciał chakram, w taki sposób, że ominął obronę Osanena. Tym razem, atak doszedł do skutku. Chakram wbił się w bok Osanena, a Fugata szarpneła linką, jeszcze bardziej wżynając się w jego cielsko.
To co widziała Haruka, mogło sprawić, że włos jej się zjeżył. Fugata naprawdę zaraz wykończy jednego z Króli Musana.
W tym samym czasie Haruka rzuciła na dobitkę trzy kunaie w leżącego przeciwnika - które bez problemu doszły do celu. Owszem, prowadzili teraz wewnątrz klanowy pojedynek, ale to co zauważyła dziewczyna było prawdą. Oni nie kalkulowali. Oni też chcieli je dopaść.
O tyle, o ile Fugata radziła sobie doskonale z Osanenem, tak nowy przeciwnik Niyomi był... dużo większy od niej. Szedł w jej kierunku powoli, jakby patrząc co zrobi dziewczyna. Niyomi zaś wyprostowała się, przekręciła głowę to w lewo to w prawo, wydając charakterystyczne strzyknięcia karku, po czym wystrzeliła biegiem do idącego przeciwnika. Rywal zamachnął się, a Niyomi wbiegła po ścianie, po czym z całej siły wystrzeliła z kopa w głowę oponenta. Chłop przyjął uderzenie jednak tym razem nie runął odrazu na ziemię. Co gorsza, złapał chyba zaskoczoną dziewczynę i rzucił nią o ścianę. Niyomi wpadła na mur, a ten doskoczył do niej i wykonał trzy ciosy na brzuch i w głowę. Uderzenie było dość silne, bo Niyomi zachwiała się i upadła na bok.
Haruka wystrzeliła w jej kierunku, już formuując ogon by jej pomoc, bo sytuacja nie wyglądała ciekawie. Shinobi doskoczył do Niyomi by dobić ją na ziemi, a dziewczyna ponownie wykonała jakiś przedziwny piruet na ziemi, kopiąc go w twarz i odskakując jednocześnie. Niyomi widząc co robisz machnęła Ci ręką.
- Ty Haruka weź spierdalaj co! - krzyknęła, po czym wyszczerzyła się do Ciebie, a spod jej nosa leciała krew. - Znajdź se swój worek treningowy! Ten jest mój. - powiedziała, po czym otworzyła dłoń i uderzyła w nią pieść. - Dobra kutasiarzu, runda druga. Zaskoczyłes mnie, że wystałeś.
- Dawaj medalion to Cię aż tak nie zleję. - powiedział grubym głosem.
- Hahahahaha! - zaśmiała się. - Dobra, teraz wjeżdzam w Ciebie na serio byczku. - powiedziała i wystrzeliła w jego kierunku.
Mężczyzna zamachnął się pięścią, a Niyomi nagle zgięła łokieć i przyjęła centralnie atak na niego. Pieść trafiła na wystający łokieć, nastąpiło chrupnięcie, a Niyomi wykonała trzy ataki w pozycji stojącej nogą. Dziewczyna trafiła go w dwa kolana, rozszerzając jego postawę, a potem w twarz. Chłop złapał dziewczynę za głowę i z całej siły walnął jej z główki. Głowa Niyomi odskoczyła, ale dziewczyna momentalnie wróciła do pozycji i wyszczerzyła się. Przeciwnik zdziwił się, po czym Niyomi sama złapała go za fraki i wyjebała mu centralnie z dynki między oczy. Jednak po ataku dziewczyny, nos rywala przestawił się w bok, a ona sama będąc w bliskim dystansie, zaczęła po prostu bujać się na boki i walić go serią ataków po brzuchu. Shinobi nie miał już tchu, więc postanowił zrobić ostatni atak, w którym chciał kopnąć kobietę, lecz ta zgięła kolano i tak jak wcześniej, przyjęła kopnięcie na wystającą kość. Niyomi zrobiła dwa kroki do tyłu, po czym przykucnęła, zakręciła się na ręku, a następnie wyskoczyła w powietrze, kręcąc się i... gdy zrobiła dwa obroty wokół własnej osi, kopnęła shinobiego centralnie w głowę. Siła kopnięcia znokautowała chłopa na miejscu, bo ten padł na ziemię i już się nie ruszał.
- GOOOOOL! - krzyknęła zadowolona unosząc ręce do góry w geście zwycięstwa.
W tym czasie poleciałaś po katanę Fugaty, którą znalazłaś bez problemu. Gdy wróciłaś na mur, Niyomi do Ciebie pomachała, biorąc podnosząc za głowę tego przeciwnika, którego właśnie zbiła. Złapała go za włosy i podniosła do góry.
- Dawaj, zajeb mu teraz Ty za te wszystkie niemiłe rzeczy, które nam zrobili! - powiedziała, trzymając nieprzytomnego chłopa tak, byś - jak będziesz chciała - mogła mu wypłacić z pięści.
Nagle Osanen spadł na mur jak rażony piorunem. Wyglądał bardzo źle. Trzymał się za obficie krwawiący bok i podczołgał się do muru, opierając o niego plecami. Fugata wylądowała z impetem na ziemi i stanęła przed Osanenem.
- Ty... Ty kurwo, nie daruję Ci tego.
- Morda psie.
- Zajebię Cię... zobaczysz, zapierdolę Cię. Obiecuję Ci to, że Cię zajebię. - Osanen już nie był szarmancki ani nawet nie udawał. Zdjął maskę. Teraz był przestraszonym chłopcem.
Fugata wystrzeliła do przodu i wbiła stopę w bok mężczyzny, przytrzymując go w ścianie. Osanen zawył z bólu.
- ZAJEBIĘ CIEEEEEEE!!! - wydarł się, a Fugata... nachyliła się do niego, po czym spoliczkowała go. Bardzo, ale to bardzo delikatnie.
Osanen złapał się za polik zdziwiony, po czym zebrał ślinę i splunął Fugacie w twarz mieszanką z krwią. Fugata jednak była niezmącona. Nachyliła się nad chłopakiem i... zaczęła go policzkować. Raz po raz. Jak jakąś taką... najgorszą dziwkę. Osanen nie mógł się ruszyć więc zaczął przyjmować uderzenie za uderzeniem i zaraz wyglądało to tak, jakby miał się popłakać.
- Czyli tam w środku jesteś tylko małym, przestraszonym chłopczykiem. Smutne. - powiedziała Fugata, policzkując go raz po raz. - Nie miałeś matki, ale ja Cię wychowam na porządnego człowieka. - dodała i wnet, waliła go raz po raz z otwartej dłoni w polik. Twarz Osanena jednak po chwili zaczęła puchnąć. - Chociaż chyba wolę Cię zabić. Nikt po Tobie i tak nie zapłacze, więc co to za różnica. Takich kanalii szkoda zostawiać przy życiu.
Powiedziała, po czym złożyła rękę w pięść i chciała uderzyć Osanena. Ten zamknął oczy gotowy na uderzenie, lecz nagle za plecami Fugaty pojawił się... nikt inny jak Asaro. Chłopak złapał Fugatę za dłoń.
- Ma...sa...kra..... - powiedział, patrząc z politowaniem na to co się zadziało.
Fugata przestraszyła się, bo momentalnie chciała zerwać uścisk na swojej dłoni, lecz... nie była w stanie. Asaro trzymał ją mocno i nie zamierzał puścić. Fugata szarpneła jeszcze dwa razy, jednak Asaro uniósł brew do góry pytająco i... puścił jej dłoń. Drugą dłoń trzymał w kieszeni. Wyglądał na bardzo spokojnego.
Niyomi widząc to, zjeżyła się jak kot i tym razem nawet Haruka widziała, że żarty się skończyły. Jeden na jednego z królem to ok, ale... teraz Fugata też była wyczerpana ganianiem Osanena, a Niyomi trochę ranna po pojedynku. Walka z kolejnym królem? Nie był to dobry pomysł.
Fugata odskoczyła w kierunku Niyomi, jednak Asaro nie gonił jej.
- Co-co tak późno, debilu! Widzisz co się stało!? - krzyknął zdenerwowany Osanen.
- Hehe...hehehe...ale....cię....zlała...jak...dziwkę....ma...sa...kra.... - powiedział w swoim stylu Asaro.
Fugata sięgnęła do Haruki, biorąc od niej katanę i przyjmując pozycję do walki, na co Asaro spojrzał w jej kierunku.
- Nie...dasz...rady...zresztą... - skinął głową na trupy dookoła. - Jeszcze...Ci...mało....?
- Dobra, Fugata mogę? Najebię mu.
- Nie. Z nim nie. - powiedziała cicho Fugata.
- Słuszny...wybór... - powiedział. - Posprzątajcie...tu...a....my....idziemy... - dodał, po czym przerzucił Osanena na bark i wystrzelił w kierunku zbliżających się wojsk Kujaku.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
- 2 sty 2026, o 12:25
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1677
Re: Warsztat Kunisaku
No i stało się. Shima zaczęła walić maski, które jasno znaczyły jedno. Ma plan i ten plan nie polega tylko na zrobieniu obiadu. Cokolwiek zamierzała, właśnie rozpoczęła procedurę, która... no właśnie. Miała zapewne doprowadzić ich na jakiś szczyt. Tylko gdzie ten szczyt się znajdował?
Z kolei Arata w swoim stylu wyjaśniła, że grzyb to po prostu chodziło o syfa, a oczywiście jej umiejętności dotyczące rysowania są na takim poziomie, że... zaraz, co? Chudy Keishi ma siostrę i chłopak tej siostry chce od Araty, by ta narysowała mu jego dziewczynę?
Nizan przetrawił tę informację i zrobił minę jakby właśnie dowiedział się, że koty mogą mieć 6 nóg a nie 4.
- Czyli... no w sumie tak, to logiczne. A ile lat mają Ci... ta siostra Chudego Keishiego i jej chłopak? - zapytał udając, że nic się nie stało. - No i ten grzyb to taki co w ręku trzyma czy jaki? - zamierzał dla wszelkiej pewności dopytać.
Chłopak obserwował, jak Arata bierze przybory niczym najlepszy architekt i jest już po chwili gotowa do tej jakże ważnej wyprawy. Nizan póki co nie brał nic poza kawałkiem kredy i miarki, by móc pozaznaczać to, co najbardziej go interesowało przy samym obiekcie. A interesowało go... sporo. To co zobaczył wprawiło go w delikatne osłupienie. Jakby był świadomy tego, że nieruchomości są drogie, ale przecież to była jakaś zapyziała rudera. To łatwiej będzie chyba to wszystko w pizdu zburzyć i wybudować od nowa. Wydał z siebie głębokie westchnięcie, po tym jak Arata wyprzedziła go w komentarzu dotyczącym stanu budynku.
- To chyba lepiej, nie? Po tym poznaje się dobrych architektów. Jeżeli będą w stanie odmienić takie coś w coś... naprawdę fajnego, to wtedy znaczy, że jest dobry. Na gotowe to każdy potrafi przyjść. - skwitował to, starając się nie wchodzić zbytnio w fakt, że oczywiście zgadza się z Aratą. Chciał jednak, by dziewczyna uczyła się tego bardziej pozytywnego podejścia do życia. W związku z tym, jak wyglądał stan budynku, nie za bardzo chciał, by wchodziła do środka. Nie był pewny, jaki jest stan wewnątrz, ani czy nie zalęgli się tam jacyś ludzie.
- Dobra, podejdziemy do tego etapami. Po pierwsze, Twoja pomoc tutaj jest niezbędna. Wyjmuj przybory do rysowania, siadaj tutaj o przed budynkiem... - starał się załatwić jej jakieś miejsce, by mogła usiąść, a jak nie było - to zdejmie kamizelkę i położy jej na ziemi, żeby ta mogła tam usiąść. - ... i Twoim zadaniem jest jak najdokładniej narysować ten budynek. Postaraj się zrobić rzut techniczny, to wtedy będzie go łatwiej przenieść na projekt. - wyjasnił. Oczywiście wiedział, że Arata tam chuja narysuje, a nie żaden rzut techniczny, ale starał się jej wynaleźć takie zajęcie, by raz czuła się potrzebna, dwa - czuła, że jej praca ma jakiś sens, a trzy - żeby mu się za szybko nie znudziła i nie chciała wracać odrazu do domu. Jak się upewni, że w środku jest w porządku, to wtedy najwyżej ją weźmie, jak ta będzie chciała zobaczyć. Zresztą, to ma być i tak tylko magazyn, a nie jakaś knajpa więc... i tutaj przez myśl przeszło Nizanowi, że gdyby zamiast samego budynku zrobić rzeczywiście jakąś knajpę czy biznes, który byłby raz przykrywką dla magazynu, a dwa... gdyby wypalił, to nawet by ten magazyn nie był potrzebny potem. Może czas narzucić większy monopol warsztatowy? Musi o tym porozmawiać z Shimą. Koniecznie.
- Jak coś się będzie działo, to krzycz. No i weź nie odchodź nigdzie, żebym nie musiał Cię szukać później, zgoda? - powiedział, chociaż miał poczucie, że to co tam mówi, to jedno, a to co zrobi Arata, to drugie, no ale przynajmniej teraz miał czyste sumienie.
Następnie czas na eksplorację wewnątrz budynku! Nizan zamierza wejść do środka i ocenić jego stan zaczynając od góry, potem parter i na końcu piwnica.
Z kolei Arata w swoim stylu wyjaśniła, że grzyb to po prostu chodziło o syfa, a oczywiście jej umiejętności dotyczące rysowania są na takim poziomie, że... zaraz, co? Chudy Keishi ma siostrę i chłopak tej siostry chce od Araty, by ta narysowała mu jego dziewczynę?
Nizan przetrawił tę informację i zrobił minę jakby właśnie dowiedział się, że koty mogą mieć 6 nóg a nie 4.
- Czyli... no w sumie tak, to logiczne. A ile lat mają Ci... ta siostra Chudego Keishiego i jej chłopak? - zapytał udając, że nic się nie stało. - No i ten grzyb to taki co w ręku trzyma czy jaki? - zamierzał dla wszelkiej pewności dopytać.
Chłopak obserwował, jak Arata bierze przybory niczym najlepszy architekt i jest już po chwili gotowa do tej jakże ważnej wyprawy. Nizan póki co nie brał nic poza kawałkiem kredy i miarki, by móc pozaznaczać to, co najbardziej go interesowało przy samym obiekcie. A interesowało go... sporo. To co zobaczył wprawiło go w delikatne osłupienie. Jakby był świadomy tego, że nieruchomości są drogie, ale przecież to była jakaś zapyziała rudera. To łatwiej będzie chyba to wszystko w pizdu zburzyć i wybudować od nowa. Wydał z siebie głębokie westchnięcie, po tym jak Arata wyprzedziła go w komentarzu dotyczącym stanu budynku.
- To chyba lepiej, nie? Po tym poznaje się dobrych architektów. Jeżeli będą w stanie odmienić takie coś w coś... naprawdę fajnego, to wtedy znaczy, że jest dobry. Na gotowe to każdy potrafi przyjść. - skwitował to, starając się nie wchodzić zbytnio w fakt, że oczywiście zgadza się z Aratą. Chciał jednak, by dziewczyna uczyła się tego bardziej pozytywnego podejścia do życia. W związku z tym, jak wyglądał stan budynku, nie za bardzo chciał, by wchodziła do środka. Nie był pewny, jaki jest stan wewnątrz, ani czy nie zalęgli się tam jacyś ludzie.
- Dobra, podejdziemy do tego etapami. Po pierwsze, Twoja pomoc tutaj jest niezbędna. Wyjmuj przybory do rysowania, siadaj tutaj o przed budynkiem... - starał się załatwić jej jakieś miejsce, by mogła usiąść, a jak nie było - to zdejmie kamizelkę i położy jej na ziemi, żeby ta mogła tam usiąść. - ... i Twoim zadaniem jest jak najdokładniej narysować ten budynek. Postaraj się zrobić rzut techniczny, to wtedy będzie go łatwiej przenieść na projekt. - wyjasnił. Oczywiście wiedział, że Arata tam chuja narysuje, a nie żaden rzut techniczny, ale starał się jej wynaleźć takie zajęcie, by raz czuła się potrzebna, dwa - czuła, że jej praca ma jakiś sens, a trzy - żeby mu się za szybko nie znudziła i nie chciała wracać odrazu do domu. Jak się upewni, że w środku jest w porządku, to wtedy najwyżej ją weźmie, jak ta będzie chciała zobaczyć. Zresztą, to ma być i tak tylko magazyn, a nie jakaś knajpa więc... i tutaj przez myśl przeszło Nizanowi, że gdyby zamiast samego budynku zrobić rzeczywiście jakąś knajpę czy biznes, który byłby raz przykrywką dla magazynu, a dwa... gdyby wypalił, to nawet by ten magazyn nie był potrzebny potem. Może czas narzucić większy monopol warsztatowy? Musi o tym porozmawiać z Shimą. Koniecznie.
- Jak coś się będzie działo, to krzycz. No i weź nie odchodź nigdzie, żebym nie musiał Cię szukać później, zgoda? - powiedział, chociaż miał poczucie, że to co tam mówi, to jedno, a to co zrobi Arata, to drugie, no ale przynajmniej teraz miał czyste sumienie.
Następnie czas na eksplorację wewnątrz budynku! Nizan zamierza wejść do środka i ocenić jego stan zaczynając od góry, potem parter i na końcu piwnica.
- 1 sty 2026, o 20:12
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 28064
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Ustalenie tego, że Ario jest idealnym kandydatem na osobę, która zrobi protezę Chino poszło gładko. Ba, Anzou nawet był przygotowany na to, że gdyby nie odnalazł Rudego Kuglarza, to miał jeszcze w zapasie Yuu, którego poznał na murze. Dalej, Anzou opowiedział o tym, co wie o Siostrach. Wspomniał o Haruce, o wyposażeniu, o Urasano, o Fugacie i Yadasu. Co jednak najciekawsze, było to wspomnienie o tym, że ich klan jest podzielony na dwie frakcje. To ewidentnie zainteresowało Ebishiro.
- Dwie frakcje? Jak to? - zapytała spoglądając na Kagadę. Ta pokiwała głową.
- Zgadza się. Jedną z nich są te Siostry Nocy, a drugą jest... nawet nie wiem jak ich nazwać. Wiem, że przysłali do mnie swojego wysłannika.
- Czego chciał? - zapytał.
- Żebym zabiła chud... Shirę.
Nastała cisza. Chino popatrzyła na matkę, która westchnęła.
- Wyeliminowanie przeciwnego seinina byłoby nam na rękę. Można powiedzieć, że kimkolwiek jest ta druga frakcja, to mogą dobrze namieszać. To działa na naszą korzyść.
- Nie. - powiedziała nagle Kagada, która uniosła brodę. - Nie w ten sposób. Nie jestem jakąś... kurwa skrytobójczynią. Jestem pierdolonym wojownikiem klanu Kaminari i tak samo będę się zachowywać.
- Ehh... dziewczyno, weź Ty się czasem posłuchaj. - powiedziała, po czym pokiwała głową. - Masz na wyciągnięcie ręki osłabienie ich klanu. Tym bardziej, że z tego co mówi Anzou, korzystają z dobrego sprzętu. Lepszego niż nasz. Musimy zyskiwać przewagę wszędzie gdzie możemy. Przynajmniej dopóki... - odwróciła głowę w kierunku Chino. - ... moja córka nie wróci do pełni sprawności.
- Przecież jestem w pełni sprawna. - odparła.
- Kogo Ty chcesz oszukać? Sama w to nie wierzysz.
Potem Anzou zmienił temat. Opowiedział o Gziku, którego podejrzewał, że ten jest jakimś yokai. Ebishiro spojrzała na Ciebie zdziwiona.
- Yokai... czyli duch? - zapytała zmieszana.
- KURWA! - krzyknęła Kagada. - Co Ty masz z tym GZIKIEM! - wydarła się patrząc na Ciebie zdenerwowana.
- Gzik czyli... ziemniak w śmietanie? - zapytała Chino zdziwiona.
- Nie słuchajcie tego pierdolenia. Gada głupoty. - machnęła ręką.
- Nie wiem. Ale ten drugi temat jest ciekawszy. Skoro Siostry Nocy spotykają się z drugą frakcją, to... zaczynają kombinować. Musimy być przygotowani na wszystko. - cicho westchnęła. - No dobrze, musicie się wyspać na jutro. Przygotujcie się. Nie wiadomo, co się wydarzy. Widzimy się jutro na wieczór w siedzibie władzy. Chciałabym Kagado, żebyś wprowadziła Chino do osady. Niech ludzie widzą, jak idzie w Twoim towarzystwie.
Walka Fugaty i Osanena toczyła się w najlepsze. Kobieta ganiała przeciwnika po całej planszy, niczym wściekła osa. Na jej ciele pojawiło się kilka siniaków i zadrapań, ale to Osanen krwawił i to obficie. Jeżeli tak dalej pójdzie, to nie będzie miał szans z Szóstym Piórem Sióstr Nocy. W pewnej chwili jednak gwizdnął na palcach i na mur wskoczyło jeszcze trzech zamaskowanych ninja.
Dwóch ruszyło w kierunku Fugaty, lecz widząc to Niyomi, wyszarpnęła kunai ze stopy i ruszyła w kierunku swojej towarzyszki by jej pomóc. Była jednak za daleko. Nagle Osanen złapał za fraki Fugatę, poświęcając dodatkową ranę przyjmując obrażenia od katany, jednak stabilnie zatrzymując Fugatę w miejscu. Dzięki temu... dwóch shinobi doskoczyło do Fugaty i przebili jej ciało na wylot mieczem, a drugi podciął jej gardło. Krew trysnęła na boki, a Osanen uśmiechnął się szeroko.
Nagle jednak ciało Fugaty wybuchnęło białym dymem, a na miejscu, w którym się wcześniej znajdowała, upadła kłoda. Osanen rozejrzał się przerażony i nagle z nieba niczym pocisk wystrzeliła rzucona katana, która przebiła na wylot jednego z ninja. Niczym jastrząb, Fugata spadła na przeciwnika, przekręcając katanę i wyrywając ją z ciała przeciwnika, zabijając go na miejscu. Tym razem, krew naprawdę rozlała się na boki. Niyomi doskoczyła do samurajki, łapiąc szyję wroga w linę. Zakręciła się w powietrzu i z całej siły szarpneła liną. Głowa shinobiego wykręciła się pod nienaturalnym kątem i nastąpiło chrząkniecie. Kolejny trup leżał na ziemi.
Osanen jednak nie czekał i zamachnął się ręką w kierunku Fugaty. Kobieta stanęła dęba, co znaczyło, że poraz kolejny znalazła się pod wpływem genjutsu. Tym razem Osanen nie celował w Fugatę, a zamachnął się wachlarzem w dłoń Fugaty. Dziewczyna w ostatniej chwili odzyskała rezon i zablokowała uderzenie, bo straciłaby palce. Nastąpił brzdęk stali i katana Fugaty wypadła jej z rąk, lecąc gdzieś poza mury. Kobieta teraz nie miała żadnego narzędzia w ręku.
Co gorsza, kolejnych dwóch zamaskowanych ludzi wskoczyło na mur, stając pomiędzy Fugatą i Niyomi. Druga z kobiet sięgnęła za pazuchę i wyjęła zwój, rzucając go w kierunku Fugaty. Samurajka niewiadomo skąd, ale dostrzegła lecący w jej kierunku zwój i odskakując do tyłu, złapała go w locie, unikając przy okazji ataków Osanena wachlarzami. Fugata rozwinęła zwój, nastąpił biały wybuch i w jej dłoni pojawił się... chakram. Fugata rzuciła nim przed siebie i wyhamowała szarżującego Osanena, który musiał zablokować atak.
Niyomi przeszła do ataku, wykorzystując swoją grację. Jej broń była bardzo skuteczna i dawała jej dość duży zasięg ataku. Jednak... przeciwnicy chyba nie byli w stanie za bardzo nawet za nią nadążyć. Kunai wbił się w gardło jednego z ninja, po czym pociągnęła linę do siebie, a z gardła wystrzeiła krew pod dużym ciśnieniem. Drugi mężczyzna wyskoczył z mieczem i zamachnął się, przecinając linę Niyomi i tym samym sprawiając, że jej broń przestała być użyteczna. Niyomi jednak nie zrobiła sobie nic z tego, bo momentalnie odrzuciła broń i wyskoczyła do chłopa z pięściami. Zamachnęla się sierpowym, na co był przygotowany jej przeciwnik, jednak potem wystartowała trzy proste ciosy przed siebie. Ninja zrobił gardę, a Niyomi z niesamowitą precyzją wykurwiła mu podbródkowy pomiędzy trzymaną gardę. Głowa shinobiego odskoczyła w tył, a ona wyskoczyła i zamachnęła się piętą, markując atak, lecz nagle w powietrzu zmieniła trajektorię lotu, robiąc jakiegoś potrójnego tornado kicka i z całym impetem trafiając go w twarz. Chłop padł niczym rażony piorunem i ewidentnie był to dla niego koniec walki. Niyomi miała bardzo uliczny styl walki, ale był fenomenalny.
- Co jest kurwa! Wstawać do chuja, toż się rozgrzałam dopiero i koniec!? - krzyknęła załamana, jednak na murze pojawił się jeszcze jeden oponent, który ruszył w kierunku Niyomi.
Osanen widząc, co się dzieje, próbował walczyć z Fugatą, lecz chakram w jej rękach był równie niebezpiecznym narzędziem, jak katana. Jak Fugata mówiła, że "zna podstawy" to robiła Harukę ewidentnie w chuja. Walczyła prawie tak dobrze chakramem jak Shira. Nagle Osanen jednak wyskoczył za mur i na jego plecach pojawiła się różowa chakra, a on sam wzbił się w powietrze. To jednak nie wystarczyło, bo Fugata nagle rozwinęła swoje skrzydła i ruszyła w pościg za nim po niebie.
W tym samym czasie, Haruka uciekała przed swoim oponentem. Rzuciła w niego garścią shurikenów, lecz tamten bez problemu je sparował, odbijając na boki. Sytuacja była dla Haruki średnia, bo tamten ewidentnie zbliżał się do dziewczyny. Tydzień temu Haruka byłaby zdana na łaskę i niełaskę przeciwnika, jednak... teraz była Siostrą Nocy. Co więcej, zamierzała wykorzystać manewr, którego się uczyła. Haruka wiedziała doskonale jedno.
Walka w powietrzu to była domena Sióstr Nocy. Nikogo innego. Dziewczyna starała się użyć skrzydeł, które pojawiły się na jej plecach podczas walki z bijuu, jednak tym razem nic się nie pojawiło. W związku z tym, zapikowała w dół niczym pocisk i leciała tak, jak uczyła ją wcześniej Fugata. Mężczyzna uznał, że jak dopadnie Harukę to i tak ona przyjmie całe obrażenia przy zderzeniu z ziemią, więc... nie miał nic do stracenia. Haruka leciała mrużąc oczy, bo prędkość którą osiągnęła była jej znajoma. Trzy...cztery sekundy. Znała to.
Gdy Haruka zbliżyła do ziemi, dosłownie w ostatniej chwili poderwała się do góry, odbijając w bok. Chłop który ją gonił już witał się z gąską, bo Haruka poczuła na swoich plecach jej dotyk... i ninja dosłownie rozbił się z hukiem o ziemię. Haruka odwróciła się i spojrzała na jego ciało. Chyba był martwy, bo leżał nienaturalnie wygięty.
Haruka gdy spojrzała w górę stwierdziła, że Gzika już nie ma na miejscu. Gdzie był!? Na murze Niyomi zbliżała się do ostatniego oponenta, a Fugata goniła po niebie za Osanenem. Jednak nie to było tym, co przykuło uwagę Haruki.
Na południowej stronie pojawiło się światło. Mnóstwo światła.
Przybył Jirou z armią Kujaku.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik
- 1 sty 2026, o 13:18
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Shinobi Zbijak!
- Odpowiedzi: 32
- Odsłony: 1440
Re: Shinobi Zbijak!
xd zapisuje sie
- 31 gru 2025, o 10:42
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1677
Re: Warsztat Kunisaku
Rozmowa na temat szkolenia Karyou, a raczej przekonania go do tego, by... cóż, nauczył się fuinjutsu, Nizan zamierzał przemilczeć. Już widzi dialog na zasadzie "No cześć Karyou, byś poćwiczył fuinjutsu. Trudno, że jesteś jakimś tam mistrzem ognia czy innym wymyślonym tytułem bez pokrycia w praktyce, ale żona by chciała, żebyś umiał coś więcej.". Nizan zdecydowanie uznał, że szybciej znajdzie oddzielnego fuinusera do pomocy Karyou, a tamten niech po prostu będzie kim jest. Oczywiście, nie zamierzał tego mówić Shimie.
Wtedy jednak Shima przedstawiła mu cały plan jaki miała. Sprzedawanie przetopionej broni. Pytaniem było czy aby napewno było im to potrzebne?
- Sprzedaż przetopionej broni ze stali kantaiskiej... czy aby napewno robimy to jeszcze bo musimy, czy raczej bo chcemy? - zadał pytanie Nizan, bo zaczynał gubić realną potrzebę tego, czemu Shima tak bardzo ryzykowała. Tym bardziej im dłużej patrzył na Aratę, tym bardziej się zastanawiał, po co to wszystko? On miał kontrakt z Rady Ryuzaku, sprzedawali dużo zabawek. Mieli pieniądze. Shimo, w co Ty chciałaś zagrać?
Jednak gdy doszło do rozmowy na temat tunelu, oprócz tego, że żona zaproponowała zachowawczość i raczej spokojne podejście do tematu, niż robienie czegoś na siłę. To było jak najbardziej słuszne podejście. Pójść, ocenić stan, zaplanować prace... przygotować materiały, pewnie wcześniej je zakupując. No i pytanie czy robić to wszystko samemu czy wziąć kogoś do pomocy. Może weźmie Karyou przynajmniej po to by samemu nie siedzieć i mieć kogoś na posyłki, jakby mu czegoś zabrakło.
- W porządku, to jak załatwisz plany okolicy, to będzie dużo łatwiej. - powiedział.
Gdy miał się zbierać do wyjścia, okazało się, że Arata też zgłosiła chęć do pomocy. Jakoś nie zbyt to zdziwiło Nizana.
- Po co ćwiczyłaś rysowanie... akurat grzybów? - zapytał totalnie zaskoczony Nizan, jednak przecież w życiu nie odmówiłby małej księżniczce niczego. - No pewnie, że wezmę. Potrzebuję swieżego spojrzenia na to wszystko, a nikt mi lepiej nie pomoże jak Ty.
Wtedy jednak Shima przedstawiła mu cały plan jaki miała. Sprzedawanie przetopionej broni. Pytaniem było czy aby napewno było im to potrzebne?
- Sprzedaż przetopionej broni ze stali kantaiskiej... czy aby napewno robimy to jeszcze bo musimy, czy raczej bo chcemy? - zadał pytanie Nizan, bo zaczynał gubić realną potrzebę tego, czemu Shima tak bardzo ryzykowała. Tym bardziej im dłużej patrzył na Aratę, tym bardziej się zastanawiał, po co to wszystko? On miał kontrakt z Rady Ryuzaku, sprzedawali dużo zabawek. Mieli pieniądze. Shimo, w co Ty chciałaś zagrać?
Jednak gdy doszło do rozmowy na temat tunelu, oprócz tego, że żona zaproponowała zachowawczość i raczej spokojne podejście do tematu, niż robienie czegoś na siłę. To było jak najbardziej słuszne podejście. Pójść, ocenić stan, zaplanować prace... przygotować materiały, pewnie wcześniej je zakupując. No i pytanie czy robić to wszystko samemu czy wziąć kogoś do pomocy. Może weźmie Karyou przynajmniej po to by samemu nie siedzieć i mieć kogoś na posyłki, jakby mu czegoś zabrakło.
- W porządku, to jak załatwisz plany okolicy, to będzie dużo łatwiej. - powiedział.
Gdy miał się zbierać do wyjścia, okazało się, że Arata też zgłosiła chęć do pomocy. Jakoś nie zbyt to zdziwiło Nizana.
- Po co ćwiczyłaś rysowanie... akurat grzybów? - zapytał totalnie zaskoczony Nizan, jednak przecież w życiu nie odmówiłby małej księżniczce niczego. - No pewnie, że wezmę. Potrzebuję swieżego spojrzenia na to wszystko, a nikt mi lepiej nie pomoże jak Ty.
- 31 gru 2025, o 10:00
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 28064
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Ostateczne Starcie
Ścieżka Przeznaczenia - Anzou i Haruka
Anzou był świadkiem rozmowy trzech kobiet i tego... że chyba najbardziej ze wszystkich to Ebishiro była mózgiem operacji. Kobieta wprost mówiła o obawach i zagrożeniach. Zamierzała poświęcić osadę, sprowokować konflikt, a następnie zabezpieczyć ogoniastą bestię. Jako drugą opcję położyła na stole możliwość zaślubin, gdzie to albo Chino, albo Shira miały się ożenić. Oczywiście, Kagada nie wchodziła w grę i nikt nawet nie pytał czemu. Kagada z byciem kobietą miała mało wspólnego, a tym bardziej jej przeszłość nie pozwalała nikomu nawet zaproponować jej wejścia w buty pani domu. Kagada wprost poświęciła całe życie, by nie zostać niczyją kobietą.
Władca Piorunów zasugerował, że zna jednego z lalkarzy. Ario Kunisaku. Na jego imię, Chino na początku się skrzywiła.
- Ten rudy chudzielec, co był z nami na froncie? - zapytała. - Widziałam go też na trybunach podczas turnieju w kotei. Wiem o kim mówisz.
Relacja Ario i Chino była... ambiwalentna. Ario uratował jej życie w kluczowym momencie, gdy leciały w nią setki notek wybuchowych rzuconych przez dzikich. Wtedy to nicią chakry wyciągnął kobietę z epicentrum eksplozji. Wtedy też, Chino wydarła się w niebogłosy i Ario wykorzystał to, podśmiechując się z kobiety, czy napewno nie ubrudziła majtek. No i, następnym razem niech krzyknie jeszcze raz to Ario znowu się pojawi. Jednak nawet Chino potrafiła dostrzec niektóre prawidłowości.
- Mimo mojej niechęci do niego, ten chudy chujek był silny. I dość sprytny. - westchnęła. - Widziałam, jak naostrzył włócznię jednej dziewczynie od nas z zespołu. Jak ona była... Nana? Hana? Jakoś tak. No i te jego pierdolone laleczki. - spojrzała na Anzou. - W porządku. Chcę, by zrobił mi protezę. Zresztą, przydałby się ktoś taki by... - Chino popatrzyła na Ebishiro. - Zrobił przegląd naszych maszyn oblężniczych. Tutaj się nie przydadzą, ale jeżeli kiedyś dojdziemy gdzieś dalej, to powinno mieć to sens, prawda matko?
- Mieć na usługach Ayatsuri zawsze jest warto, Chino. Jeżeli jakiś się zgodzi oczywiście. No i skoro mówisz, że był silny, to warto spróbować.
- Niechętnie to przyznaję, ale był.
- To sama sobie odpowiedziałaś.
Następnie Anzou opowiedział o Shirze. Tyle ile umiał, tyle ile potrafił. Wszystkie trzy słuchały tego, jak mówił, że zdarzają się problemy w oddziale, ale finalnie to wszyscy zgodnie słuchają Liderki. Ewidentnie jednak, opowieść o Fugacie nie spodobała się Chino, która na te słowa skrzywiła się.
- Yokai to te duchy o których tyle teraz się mówi? - zapytała Ebishiro.
- Tak. Zidentyfikowały Bijuu jako yokai, dlatego ruszyły na niego. - powiedziała Kagada. - Akurat tutaj mi zaimponowały, że nie obsrały zbroi.
Na te słowa, Ebishiro spiorunowała wzrokiem Kagadę.
- Przepraszam, chciałam powiedzieć, że się nie przestraszyły.
- Musisz się bardziej zachowywać jak dama, a nie jak łobuz. - powiedziała jej Ebishiro, na co Kagada i Chino spojrzały na siebie i zaśmiały.
- Dla mnie to już chyba trochę za późno, Pani Ebishiro. Ale kibicuję Chino jakiegoś spektakularnego związku dla korzyści politycznych.
Chino słysząc to złapała flaszkę i rzuciła w kierunku Kagady.
- Spierdalaj! Za nikogo nie wychodzę!
Jednak Kagada bez problemu złapała flaszkę w locie nim ta się rozbiła o cokolwiek.
- Dziewczyny! - krzyknęła. - Ja wiem, że długo się nie widziałyście i już figle Wam w głowie, ale musicie się skupić na zadaniu. To poważna sytuacja. - westchnęła. - Skoro podążają za Liderką i ma autorytet, to trzeba by ją namówić do małżeństwa. Rozmowy z tego co wiem, zaczynają się jutro, więc Kagado masz jeden dzień na to.
Wtedy Kagada odstawiła flaszkę i popatrzyła na Ebishiro.
- Pani Ebishiro, szanuję Panią jak mało kogo. Raz, bo jest Pani matką mojej przyjaciółki, dwa, że była dla mnie Pani jak zastępcza matka, gdybym miała swoją. Jednak niestety, nie zgadzam się z Panią. - powiedziała kobieta. - Nie będę namawiać innej kobiety do tego, by wzięła ślub z przymusu. Z człowiekiem, którego nie zna. Już chuj... w sensie już olać, że to jest chuda suk..., że to jest Shira, bo chętnie zrobiłabym jej coś, co by ją zirytowało, ale nawet ona nie zasługuje na taki los. - Kagada napięła mięśnie i nagle w pomieszczeniu zrobiła się napięta atmosfera. Płaszcz na plecach Kagady naciągnął się. - Jeżeli będzie to potrzebne dla klanu, to mogę sama ruszyć na bijuu. Mogę sama ruszyć na wroga. Mogę zmierzyć się z każdym. Jestem pierdolonym wojownikiem, a nie jakimś... jakąś... kurwa swatką. Chcecie się bawić w takie coś, to beze mnie. - spojrzała w kierunku Chino poszukując u niej wsparcia. - I w dupie mam to, czy to będzie polecenie shirei-kana, czy innego chuja. Jestem Kaminari. - powiedziała, najwyraźniej mając dosyć trzymania etykiety, chociaż i tak się mocno pilnowała. Spojrzała na Ebishiro. - Mam oddać płaszcz seinina?
Ebishiro westchnęła.
- Jak Ty chcesz brać udział w negocjacjach, jak Ciebie ponosi przy tak prostych tematach? Jutro może wydarzyć się wszystko. Nie możesz jutro podnieść głosu, a tym bardziej napinać mięśni tak jak właśnie to zrobiłaś. Przeczytają Cię odrazu.
- I bardzo dobrze. Ja działam prostolinijnie. Jeżeli ktoś jutro przegnie pałę, to wyrywam mu łeb, a następnie rozpierdalam całe te ich wojska w psi chuj. Potem jak pojawi się ten kutafon z trzema ogonami, to robię z niego warzywną papkę i kończę tą farsę. W końcu, tym razem, mam swoją siostrę obok siebie, prawda Chino?
Kagada spojrzała na Chino, która wydawała się, jakby miała dylemat. Między matką, a przyjaciółką. Między zachowawczemu podejściu, a kalkulacji i planowi. Jednak nagle Chino wstała i wyszczerzyła się.
- A czy Jashin sra w lesie?! - krzyknęła zadowolona. - Robimy to! Wkońcu mogę się kurwa zabawić, a nie ciągle te zajebane papiery. Przepraszam mamo, ale idę jutro na żywioł. Trudno, najwyżej ich porobimy, nie?
Kagada wyszczerzyła się.
- No i to jest właśnie shirei-kan Kaminari, a nie jakaś pizdeczka z Ryuzaku.
Ebishiro głęboko westchnęła.
- Jesteście młode i głupie. - powiedziała. - Anzou, powiedz mi więcej o tych dziewczynach. Chcą walczyć z yokai, to już wiem. Kto tam jeszcze jest w tym ich zespole? - kobieta ponownie przeniosła uwagę na Anzou.
Gdy Haruka przeszła do kontr ataku w swoich tezach, Osanen przestał jej odpowiadać. Ewidentnie, jego podejście zmieniało się w rytm każdego zdania, które dziewczyna wypowiadała. W tę stronę nie wygra w żaden sposób, ale... dziewczyny jeszcze nie wiedziały, po co on to wszystko zrobił. Plan, który miał zostać odkryty, miał zranić konkretnie jedną osobę w jednym momencie. Osanen był wężem, a jego trucizna rozchodziła się po ciele powoli.
Fugata zderzyła się w Osanenem w zwarciu, gdy ten zablokował jej katanę dwoma wachlarzami, które były... stalowe?
- Hah, wiesz, że nie wygrasz ze mną, prawda? - zapytał się Fugaty, która trzęsła się napierając na chłopaka. Jej wszystkie mięsnie były napięte na tyle, by powoli przesuwać Osanena do tyłu, jednak bardzo powoli. - Jesteś zbyt honorowa by dopuścić się zhańbienia pojedynku, prawda? - wyszczerzył się. - Jesteśmy tacy sami siłą, ale... w bitwie na śmierć i życie, ja dopuszczę się wszelkich sztuczek. A Ty? - przybliżył głowę do kobiety. - Pękniesz i zaczniesz walczyć jak kiedyś, czy zachowasz twarz kogoś, kim nie jesteś?
Fugata na chwilę przestała się trząść. Tak, jakby powiedział coś, co ją zraniło.
- Fugata, nie słuchaj tego lamusa! - krzyknęła w stronę Fugaty. - Pierdoli kocopoły jak zawsze!
Osanen jednak uśmiechnął się.
- Napewno? - zapytał, po czym Osanen również napiął mięśnie i pchnął do przodu, wyrzucając Fugatę w tył. Dziewczyna odskoczyła do tyłu i znalazła się jakieś pięć metrów od niego, stojąc przed Wami również w podobnej odległości. - Wiesz, że ta Wasza rekrutka to się do niczego nie nadaje, a ta druga nie dorówna mi siłą. Więc co, będziesz je bronić, czy zmierzysz się ze mną? A jak zmierzysz się ze mną, to wygrasz... czy przegrasz? - Osanen zatruwał myśli Fugaty z każdym słowem.
- Zastanawiam się, czy zawsze tyle mówiłeś, czy akurat dziś Ci się zebrało. - Fugata wyprostowała się i odpięła guzik od haori. - Stałeś się silny, trudno wyłapać moment, w którym rzucasz genjutsu. - dodała. - Owszem, raczej w honorowym pojedynku Cię nie pokonam.
Fugata zrzuciła haori na bok, po czym zamachnęła się w bardzo dziwny sposób kataną, gdzie ta zaczęła latać wokół jej nadgarstka, jakby nią żonglowała, a następnie przyjmując pozycję, której nigdy wcześniej nie widziałaś.
- Tylko, że ja Cię nie traktuje jako honorowego przeciwnika. Zetknę Ci łeb jak zwykłemu psu.
Niyomi widząc to wydała z siebie okrzyk zadowolenia.
- O kurwa o kurwa o kurwa, ale siwy dym! - spojrzała na Ciebie ewidentnie podekscytowana. - Patrz uważnie Haruka, bo to stary styl Fugaty! - Niyomi zapiszczała. - Dzięki chujku za widowisko! - pomachała do Osanena. - Yoshiiii to i ja idę na całość!
Fugata wystrzeliła do przodu i dźgnęła kataną do przodu tak, by trafić Osanena w gardło. Chłopak nie był w stanie sparować ataku, a jedynie odchylić głowę, a i tak krew trysnęła na boki. Fugata rozcięła mu polik. Osanen zamachnął się wachlarzami i przeszedł do kontr ataku, zderzając ostrza z Fugatą, która zamiast w ciąć w zwykły sposób, dźgała jak oszalała.
Osanen odskoczył na dobre pięć metrów i Fugata ruszyła za nim, lecz ten wykonał dziwny ruch ręką. Nagle zszedł z trasy Fugacie, a ta jakby rażona piorunem padła na ziemię na brzuchu. Wiedziałaś, że dostała jakimś genjutsu. Osanen doskoczył do niej, by dobić ją na ziemi, lecz Fugata nagle zerwała się na równe nogi i zablokowała atak, po czym ponownie zaczęła dźgać go jak jakaś natrętna osa. Osanen był w totalnym odwrocie, co chwilę powtarzając ten sam ruch - rzucając na nią genjutsu i próbując ją jakkolwiek dobić, jednak dziewczyna gdy tylko padała na ziemię, to była w stanie wychodzić z genjutsu i wracać do walki. Coraz więcej krwi pojawiało się na ciele zarówno Osanena jak i Fugaty, lecz trudno było powiedzieć, kto miał przewagę. Chyba bardziej Fugata, bo póki co nie wykorzystała chakry, a Osanen rzucił na nią technikę pięć czy sześć razy. Jego ciało powinno zaraz słabnąć.
Z kolei przeciwnik, który leciał na Niyomi nie spodziewał się tego, że kobieta rozwinie linę i ruszy również w jego kierunku. Niyomi rzuciła kunaiem w kierunku zamaskowanego ninjy, jednak ten sparował atak. Niyomi rozwinęła jednak sporo liny i gdy tamten zaatakował Niyomi kunaiem, dziewczyna uniknęła ataku i zaplątała mu dłoń w linę. Nagle dziewczyna ściągnęła linę niczym lejce do dołu, a ninja został pociągnięty w dół, gdzie czekało kopnięcie w podbródek od kobiety. Ponownie, głowa shinobiego odleciała do tyłu, lecz tym razem, nie miał gdzie odlecieć, bo Niyomi trzymała go na linie. Przekręciła się, zamachnęła i odplątała wroga, a ten wystrzelił w górę niczym jakieś jojo, kręcąc się wokół osi. Niyomi rzuciła w niego kunaiem, przebijając mu bok i ściągając go do siebie, gdzie tym razem wypłaciła mu siarczystego sierpowego na głowę.
Pierwszy raz widziałaś taką walkę. Dziewczyna była świetna w tym co robiła. Robiąc uniki, łapała ciosy przeciwnika w linkę, zaplątując go, aż w pewnej chwili ściągała go jakoś i wypłacała mu kontrę. Gdy na to patrzyłaś, widziałaś, że trochę to przypominało styl walki chakramem, tylko... dla bardziej zwinnych? Mogłaś zastanowić się, co dziewczyna potrafiła zrobić z chakramem.
Wtedy też na górze zaobserwowałaś różowe skrzydła przeciwnika, który pikował w Twoją stronę. Nie czekając, złożyłaś pieczęci i zgodnie z planem wytworzyłaś chakrowe skrzydła, uderzając nimi w ziemię i wznosząc się w powietrze. W ostatniej chwili wyminęłaś przeciwnika i poszybowałaś do góry. Twój oponent jednak nie odpuszczał i ruszył za Tobą. W jego rękach pojawił się miecz, którym najwyraźniej zamierzał Cię potraktować jak tylko Cię dopadnie.
Gdy wzleciałaś w powietrze, zobaczyłaś... postać. Postać, która siedziała w ciszy na szczycie siedziby władzy i obserwowała Was. Tym razem jednak, postać przybrała pozycję siedzącą w taki sposób, że miała oparte łokcie o kolana i w splecionych dłoniach trzymał swoją twarz. Mimo, że postać była daleko, obserwowała Was dokładnie i też wiedziałaś, kim jest dany jegomość. Był to nikt inny jak Gzik.
Lecąc w górę widziałaś, jak Fugata dalej próbuje przełamać obronę Osanena, a Niyomi zrobiła ze swojego rywala worek treningowy, bo ten przestał się w pewnej chwili ruszać. Trzecie pióro wyprostowało się, po czym zerknęła na Fugatę i na Ciebie. Odwróciła się w Twoją stronę zamierzając Ci chyba pomóc... lecz nagle ninja, który miał być trupem, poruszył się i wbił jej kunai w stopę, przytwierdzając ją do ziemi. Niyomi krzyknęła, a pieczęć na Twoim ramieniu nagle... stała się cieplejsza. Z przerażeniem zerknęłaś na ramię, a Kai które zostawiła Ci Fugata - zniknęło. Musiałaś wejść w zasięg genjutsu, które rzucał gdzieś Osanen.
Teraz już Kai Ci nie pomoże, a Ty byłaś w powietrzu, uciekając przed zamaskowanym ninja, który Cię gonił. Fugata cały czas wypychała do tyłu Osanena, który był już prawie cały we krwi, a Niyomi miała wbity kunai w stopę i przytwardzona do podłoża, jednak drugim kolanem przyduszała przeciwnika, który jej to zrobił i waliła go raz po raz w twarz z pięści.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Gzik - klik
Osanen Kujaku - klik
Asaro Kujaku - klik
Haradate Kujaku - klik
Chino Kaminari - klik
Ebishiro Kaminari - klik
Kagada Kaminari - klik
Yai Kaminari - klik
Sanda Kaminari - klik
Moshi Kaminari - klik
Zaku Kaminari - klik