Znaleziono 707 wyników
Wyszukiwanie zaawansowane
- autor: Kujaku Haruka
- wczoraj, o 22:11
- Forum: Sabishi
- Temat: Kopalnia Srebra [Pod kontrolą Szakali]
- Odpowiedzi: 32
- Odsłony: 2082
- autor: Kujaku Haruka
- wczoraj, o 20:38
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 391
- Odsłony: 36013
- autor: Kujaku Haruka
- wczoraj, o 19:22
- Forum: Ryuzaku no Taki
- Temat: Tengutsu - Wioska niedaleko Ryuzaku
- Odpowiedzi: 22
- Odsłony: 430
- autor: Kujaku Haruka
- wczoraj, o 12:03
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 391
- Odsłony: 36013
W jakiś sposób świadomość tego, że Kaminari mieli równie niesubordynowanego seinnina, co Musan i jego Królowie była... pocieszająca? No i przynajmniej Gzik wydawał się być w jakiś sposób dobroduszny, nawet jeśli - tak jak Shira - miał mroczniejszą stronę... no i powstrzymał Musana przed...
Przed czym?
Morderstwem? Czy naprawdę ośmieliłby się skręcić kark ich liderce? Czy w ogóle dałby radę? Czy może była to tylko bardzo, bardzo pokazowa groźba?
W zasadzie... nie miało to jednak chyba większego znaczenia. Tak czy inaczej Gzik - Jin - miał co do jednego rację. Jirou musiał zacząć reagować ostrzej. Porozmawiać, usadzić jakoś Musana, a jeśli trzeba - może nawet też Shirę, chociaż tutaj akurat Haruka była całym sercem za swoją liderką i bardzo nie chciałaby zostać zmuszona do wyboru między lojalnością wobec Jirou-samy, a wobec Shiry. Szanowała oczywiście bardzo badania ich lidera - wierzyła, że cokolwiek studiuje przy meteorycie, to jego priorytetem jest dobro ich klanu - ale bała się, że w swoich badaniach zapomniał o bardziej przyziemnych rzeczach, które powinny były wziąć priorytet. Bo teraz było tak, jak mówiła Waba - ich klan zaczął zapominać o Jirou, a widział tylko Musana. Będzie musiała poprosić Shirę, by porozmawiała może o tym z ich shirei-kanem. Niech przypomni swojemu ludowi, kto stoi na jego czele. Że nie siła mięśni, ale błyskotliwość umysłu były i są największa siłą ich klanu. Tam, gdzie inni zginęli - oni przetrwali. Dostosowali się, znaleźli sposoby na to, by nie tylko tolerować, ale wręcz rozkwitać pod wpływem daru Nesaku.
Tymczasem Haruka skupiła się jednak na pozostałych rewelacjach. Informacja o jakimś duchu krążącym po polach bitew nie nastroiła jej optymistycznie - zwłaszcza, jeśli sam Gzik został ranny, przy swojej nadludzkiej szybkości i umiejętnościach pojawiania się niemal znikąd i teleportacji. Cokolwiek to było, nie mogło być zwykłym yokai. Ich priorytetem pewnie będzie zwalczanie Harpii, to oczywiste, ale... postanowiła, że jeżeli trafi na południe - poświęci czas, aby porozmawiać z mieszkańcami tamtejszych terenów, dowiedzieć się, czy kiedykolwiek były historie pośród nich o podobnym bycie. Może w ten sposób znajdą jakiś... jakikolwiek trop.
Kiedy zwrócił się bezpośrednio do niej, skinęła głową.
- Zamierzam bardzo dużo trenować. Ostatnie tygodnie mi pokazały, jak długa jeszcze droga mnie czeka. - skinęła głową Gzikowi.
Kiedy Shira wydała rozkazy, skinęła ponownie głową i spojrzała na dziewczyny.
- Chodźmy! - rzuciła, ruszając do wyjścia. Miała nadzieję jednak, że jedyne co zastaną, to Zaku i Yadasu w trakcie... umacniania sojuszu między ich klanami. Z naciskiem na macanie.
- autor: Kujaku Haruka
- 23 lut 2026, o 19:51
- Forum: Ryuzaku no Taki
- Temat: Tengutsu - Wioska niedaleko Ryuzaku
- Odpowiedzi: 22
- Odsłony: 430
Wyprawa Rangi A - "U progu wielkości."
30/19
Nizan
Nizan spędził jakiś czas na suficie, dając lawie czas na ostygnięcie, słuchając ciszy oraz drżenia dookoła, zastanawiając się, ile czasu tak naprawdę jeszcze ma na zbadanie kompleksu. Kiedy miał pewność, że się nie poparzy, wrócił do ciała swojego przeciwnika, które jednak okazało się w dość... podłym stanie. Lawa, kiedy tylko przestała być kontrolowana jego chakrą, przestała też go chronić, dlatego jego ciało wyciągnięte przez Nizana okazało się być sczerniałym kawałkiem mięsa, z którego została tylko garść stopionych teraz ze zwłokami kunaiów oraz wygrzebana z trudem resztka medalionu, na którym było widać resztkę nazwiska - iboki - oraz fragment rangi mężczyzny - to -, najwyraźniej będącego w oficjalnych strukturach miasta w ten, czy inny sposób. Jeżeli nawet miał przy sobie jakieś listy, to spaliły się wraz z większością ubrania.
Następnie Nizan ruszył lewym korytarzem, ostrożnie stawiając kroki. Cisza była teraz przytłaczająca, zwłaszcza po huku, jaki nastąpił gdy przez krótkie kilkanaście sekund Jin wraz kowalem Kunisaku wymienili się potężnymi technikami, wstrząsając po raz kolejny terenem podziemnych laboratoriów. Oglądając pomieszczenia szybko dostrzegł, że były one w zasadzie celami więziennymi, choć nieco specyficznymi - gdyż zbudowanymi całkowicie z metalu, do tego chyba dość grubego i z solidnymi zamkami. Większość cel była jednak otwarta, jedna - rozsadzona od środka, a trzy - zamknięte, ze szkieletami ich dawnych mieszkańców w środku. Co... nieco niepokojące, wszystkie trzy szkielety były dość niskie, w zasadzie chyba tylko trochę wyższe od Araty obecnie.
Kawałek dalej, Nizan odkrył kolejne pomieszczenie, zagrodzone jeszcze mocniej, które okazało się stróżówką strażników. Widać było tutaj porozrzucane resztki broni, do tego drzwi - również solidne - leżały wbite dosłownie w ścianę naprzeciwko. Tuż obok nich leżał fragment kości ręki i dłoń, z kataną obok. Pomieszczenie wyglądało jakby przeszedł przez nie huragan ognia oraz ziemi, jednak gdzieś pomiędzy zniszczeniami kowalowi udało się odkopać przykryty resztkami łóżka czyjś notes. Otworzywszy go, okazało się, że był on... dziennikiem, najwyraźniej należącym do kogoś, kto był tutaj niegdyś strażnikiem.
W tych korytarzach czas gnije szybciej niż ciała w dołach pod kompleksem.
Zaczynałem tu jako człowiek, który jeszcze coś czuł. Chciałem się dorobić, a Rada - a przynajmniej ludzie przez nich sponsorowani - płącą dobrze, tym bardziej za takie... tajne projekty. Teraz... trudno powiedzieć. Krzyki z areny albo z laboratorium j brzmią jak skrzypienie drzwi, zapach spalenizny i krwi miesza się z zupą w kantynie tak naturalnie, że nikt już nie robi min. Patrzę na twarze nowych więźniów - jedni błagają, inni plują, ale większość milknie po pierwszych kilku nocach w celach. Po kilku tygodniach i tak wszyscy stają się tacy sami: wypaleni od środka, z pustym spojrzeniem, które nie trzyma się ani ciała, ani przyszłości.
Prawdę mówiąc, nie wiem, czy nie przestać notować. Ale mam wrażenie, że przelanie tego, co mam w głowie na papier... nie wiem, pomoże mi jakoś podjąć decyzję. Zerwać kontrakt? Tylko czy jestem w stanie? Co jeśli obudzę się znowu tutaj, tylko zamiast pilnować - stanę się jednym z więźniów?
Cela numer trzynaście, korytarz piąty. Chudy jak patyk, wzrost ledwo do ramienia przeciętnego strażnika. Gdy go przyprowadzili parę miesięcy temu, wyglądał jak wszyscy inni - związane ręce, zakrwawiona twarz, ta sama mieszanina gniewu i przerażenia. Myślałem, że rozpadnie się po pierwszych testach.
Dziś przyłapałem go, jak siedział tyłem do drzwi. To normalne - wielu tak siada, udając, że strażnik ich nie widzi. Ale jego dłonie... Ukrywał je przy kolanach, jakby trzymał coś delikatnego.
Kiedy się odezwałem, drgnął, a wtedy między palcami na moment zamigotało światło. Nie był to zwykły ogień, który widuję tu codziennie. To światło było zbyt... równe. Nie migotało.
Wydawało mi się, że dostrzegłem maleńki kształt, jakby fragment ostrej figury - krawędź czegoś, co próbowało nabrać formy. Znikło szybciej, niż zdążyłem mrugnąć.
Napomniałem go, że za używanie chakry w celach będą kary. Spojrzał na mnie spokojnie, zbyt spokojnie jak na kogoś, kto wie, gdzie jest. Odparł tylko: „Nic nie robię. Tylko tak sobie oddycham.”.
Skłamał bez drżenia głosu. To mi się nie spodobało, ale nie na tyle, by zawiadamiać nadzorcę. Nie przy tym, co tu widziałem przez lata.
Tamtego dnia w celi mogłem zwalić to na zmęczenie. Na to, że człowiek widzi rzeczy, których nie ma. Dziś nie mam tej wymówki.
Chłopak trafił na arenę testową. Miał zmierzyć się z jednym z „udoskonalonych” - tym, któremu żyły wypełniono kolejnym specyfikiem Genpo, nawet nie wiem którym dokładnie. Reszta strażników obstawiała, że chłopak padnie po trzech, czterech wymianach ciosów. Co prawda każdy wiedział, że zna nieźle i Doton, i Katon, ale ci udoskonaleni to naprawdę maszyny. No i lepiej żrą od tych w naszej sekcji.
Patrzyłem z górnej galerii, oparty o zimny metal barierki.
Przez pierwsze minuty nic dziwnego się nie działo. Zwykłe techniki ognia, może odrobinę bardziej precyzyjne niż u innych jego wieku, ale nic, o czym warto by pisać. Potem jednak przeciwnik przycisnął go do ściany, dosłownie - płomienie zagrodziły mu drogę ucieczki.
Wtedy to zobaczyłem.
Chłopak cofnął się o krok, pochylił, jakby miał zaraz klęknąć. Zamiast tego złożył dłonie przed sobą. Nie były to pieczęcie, nie takie, jakie znam. Dłonie były od siebie oddalone na szerokość mniej więcej dwóch palców. Między nimi coś zaczęło się tworzyć.
Na początku wyglądało to jak zwykłe, żółtawe migotanie - jak światło lampy za brudnym papierem. Potem nagle przybrało formę. Mały, idealnie równy sześcian.
Nie był z ognia. Nie był też czystym światłem. Krawędzie ledwo widoczne, ale ostre jak ostrze, powierzchnia migotała, jakby w każdej chwili miała się rozpaść na inne kształty. I jeszcze coś: czułem, choć stałem wysoko, że powietrze wokół niego gęstnieje. Jak przed burzą, ale bez grzmotu. Jak przed wybuchem, ale bez dźwięku.
Trwało to dwie sekundy. Może trzy. Sześcian mignął parę razy, jakby nie mógł się zdecydować, czy istnieje naprawdę, czy tylko udaje. Potem zniknął.
Reszta powiedziałaby, że sobie to dopowiedziałem, stali po przeciwnej stronie, bo stamtąd z reguły lepiej widać. Tyle, że tutaj płomienie były wszędzie, blokowały widok. A ja widziałem, jak udoskonalony... kurwa, on nawet się nie spopielił, on się rozpadł.
Chłopak wygrał tę walkę niby zwykłą techniką ognia. Przynajmniej tak zapisano w raporcie.
Od kilku dni przerzucają go z jednej walki do drugiej. Genpo kazał „obserwować reakcje w warunkach stresu bojowego”. Dla nas to znaczy tylko więcej czasu spędzonego przy barierkach i więcej ciał wynoszonych po wszystkim. Pozostali śmieją się, że chłopak ma „szczęście do ognia”. Że jego katon jest po prostu mocniejszy niż u reszty. Może i mają rację, gdy patrzą z boku, półprzytomni ze znudzenia.
Ja patrzę uważniej.
Dziś na arenie północnej widziałem znowu ten kształt. Tym razem wyraźniejszy. Chłopak był ranny, kulał na jedną nogę, przeciwnik nacierał bez litości - potężny, wzmocniony użytkownik dotonu, który robił z podłoża tarcze i włócznie.
Chłopak znowu złożył dłonie, ale inaczej - tym razem jakby... nakładał coś na coś, jeden gest na drugi. Widziałem, jak wokół jego rąk przez ułamek sekundy iskrzy powietrze: najpierw ciepło ognia, potem coś ciężkiego, gęstego jak ziemia, unoszonego przez podmuchy wiatru.
A potem pojawił się ten sam sześcian. Mały, może wielkości pięści dziecka. Gdybym nie wiedział, czego szukam, to pewnie bym tego nie dostrzegł.
Mignął raz. Raz jeszcze. Zniknął.
Potem obaj zostali ukryci przez technikę Dotonu, ale kiedy ta się rozpadła - wyszedł tylko ten chłopak.
Dzisiaj zatrzymałem się przy celi numer trzynaście dłużej, niż wypada. Chłopak siedział tyłem do drzwi, jak zwykle. Dłonie miał splecione, jakby medytował.
Powiedziałem mu, że reszta uważa go za utalentowanego użytkownika katonu. Że mówią, iż „takiego płomienia to dawno nie widzieli”. Zaśmiał się cicho, bez radości.
Przez pręty celi widziałem tylko cienką linię jego profilu, ledwo zarys uśmiechu. Cisza przeciągnęła się za długo. W końcu odpowiedziałem: że widziałem mały sześcian, który nie powinien istnieć.
Nie skomentował. Ale jego ramiona drgnęły, jakby coś go zdradziło.
Reszta śmieje się, że przewidziało mi się od tego całego dymu i krwi. Mówią, że chłopak to po prostu silny katonowiec, może kandydat na ulepszonego, ale nic więcej.
Ale ja... boję się. Boję się, że jeśli chłopak naprawdę potrafi sam łączyć te żywioły tak, jak próbują to robić udoskonaleni i grupy testowe Genpo, to prędzej czy później coś wymknie się spod kontroli. A my - strażnicy, nadzorcy, wszyscy - będziemy tylko pierwszymi, których ten chłopak zmiecie z tego świata, zanim ktoś z góry zdąży choćby nadać temu nazwę.
Pod koniec lektury Nizan zaczął czuć już bardzo wyraźne wstrząsy - naruszone ściany kompleksu miały po raz wtóry zawalić się. Prawdopodobnie kowal miał ostatnie chwile na ewakuację.
Kunisaku Shima
Kunisaku Arata
Karyou
Karui
Jin
- autor: Kujaku Haruka
- 23 lut 2026, o 18:29
- Forum: Sabishi
- Temat: Kopalnia Srebra [Pod kontrolą Szakali]
- Odpowiedzi: 32
- Odsłony: 2082
Nie ingerowałeś, dając ojcu i synowi szansę na pogodzenie się. Przez moment mogło ci nawet przemknąć przez myśl, co przechodzą teraz twoi właśni rodzice, którzy przecież już raz stracili twoją siostrę. No i kogo twój ojciec musiał zaangażować teraz, aby poszukiwał ciebie - chyba, że Szakalom udało się jakoś upozorować twoją śmierć. Nawet jednak jeśli poszukiwania trwały, nie zamierzałeś polegać tylko na tym, ale sam się wyzwolić - a pierwszym krokiem na tej drodze miało być właśnie sprawdzenie, czy mech odnaleziony w podziemnej jaskini jest cokolwiek warty. Rozwinąłeś zawiniątko, a ojciec Kogane wziął roślinę między palce, podnosząc do oczu, przyglądając mu się uważnie i wąchając, nawet odrywając kawałek i wkładając do ust, moment żując, a następnie wypluwając na ziemię. Dopiero potem spojrzał na was, wyraźnie zaintrygowany.
- Skąd to macie? - spytał, patrząc to na ciebie, to na syna. Nie wiem jak to zdobyliście, ale ten rodzaj mchu rośnie w miejscach, których otoczenie jest mocno nasączone chakrą i same sporo jej przechowują. Jest jednym z elementów pigułek żywnościowych, których używają shinobi. Sam takie przygotowywałem, trzeba odpowiednio je oporządzić i połączyć z odpowiednimi innymi, podobnymi składnikami, wtedy da się stworzyć taką pigułkę. -
Kogane zerknął na ciebie, po raz pierwszy od dawna podekscytowany.
- To.. to by mogło nam pomóc, nie?! - spytał szeptem, zerkając jeszcze, czy ktoś nie zmierza w waszym kierunku. Dopiero po sekundzie czymś się znowu zmartwił. - Tylko ta pieczęć dalej jest problemem... Co z tego, jeśli dostaniesz chakrę, jak dookoła jest przynajmniej kilku innych, wypoczętych shinobi, a tobie ta chakra zaraz wypłynie z organizmu... -
- Jeden problem naraz, chłopcze. Na razie, żeby w ogóle stworzyć taką pigułkę potrzebowałbym jeszcze jakiś składnik pochodzenia zwierzęcego, najlepiej albo kilka małych, albo jeden duży organ bogaty w chakrę - serce albo mózg, oraz żeby to zbalansować, gdyż mech jest w zbyt dużych dawkach trujący - jeszcze jakiś składnik, na przykład nasiona czerwonego kaktusa, znanego szerzej jako Sabaku Seichū, albo sok z gałęzi pustynnych krzewów... ostatecznie krew jaszczurek Tokage, które lubią wygrzewać się w miejscach szczególnie bogatych w naturalną chakrę. Musiałbym też przygotować narzędzia i znaleźć miejsce, gdzie byłbym w stanie po kryjomu przygotować sobie narzędzia i zagotować wodę, podgrzać to, co przygotuję i usunąć wilgoć. Na pewno nie uda mi się zrobić pełnoprawnej pigułki, ale... coś podobnego chyba tak. W każdym razie, byłbym w stanie dostarczyć chakrę do organizmu któregoś z was. W sensie, któremuś z shinobi uwięzionych w kopalni. Problem w tym, że nie widziałem nigdzie jaszczurek, a jedyny krzew jaki mi się rzucił w oczy, to ten, który rośnie o tam. - wskazał palcem na wysoką półkę skalną, dobre 15 metrów powyżej dachów baraków, dość mocno odsłoniętą, gdzie rzeczywiście rósł jakiś krzaczek.
Na pytanie o srebro zielarz prychnął.
- Kto wam takich głupot naopowiadał? - przewrócił oczami, po czym westchnął, a jego wzrok złagodniał. Co ciekawe, przez moment chyba można było dostrzec w nim siebie sprzed niewoli - profesjonalistę, żywo zainteresowanego tematem ziół i minerałów. - Srebro... może pomagać zachować świeżość wody, to prawda, czasami też dodaje się je opatrunków, zwłaszcza do oparzeń... ale musiałoby być czyste, obrobione odpowiednio. A nie zmieszaną bogowie raczą wiedzieć z czym rudą srebra. Dlatego radziłbym wam zrezygnować z takich pomysłów. -
Kaito Kaguya
Osamu - początkujący shinobi z Kaze-no-Iseki
Manjiro - dowódca kopaczy
Isamu Kaguya - wuj Kaito Kaguyi
Strażnik-shinobi
Kenshin - medyk obozowy
Kogane - małomówny syn zielarza
Tenshi - zgryźliwy kopacz
Ojciec Kogane
- autor: Kujaku Haruka
- 20 lut 2026, o 17:05
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 391
- Odsłony: 36013
Naturalnie, Haruka nie była ani jedyną, ani nawet pierwszą z Sióstr, która zareagowała na pojawienie się drugiego seinnina ich klanu oraz atak na liderkę. Hisamida zerwała się z krzykiem, ale Niyomi zrobiła to samo co sama Haruka - przechodząc od razu do czynów. Niestety, została zatrzymana przez Asaro, który pojawił się znikąd - wyraźnie Musan zabrał ze sobą wszystkich swoich ludzi, bo nie byłby aż tak głupi, żeby samemu stawać przeciwko wszystkim Siostrom - nawet jeśli już dość mocno wstawionym. Dlatego też Haruka chociaż przestraszona, to nawet nie zdziwiła się, kiedy rzeczywistość dookoła zaczęła się zmieniać. Posłała wściekłe spojrzenie Osanenowi, a raczej jego wizji, która przed nią się pojawiła. Niestety, świadomość bycia w iluzji, nie pomagała się z niej wyrwać. Ból wydawał się bardzo, ale to bardzo realny, ale nagle - ustał.
Waba.
Haruka odetchnęła głębiej parę razy i skinęła w podziękowaniu głową Siostrze. Wiedziała, że nie może się ruszyć, ale... ale na dobrą sprawę nie musiała. Mogła jakoś pomóc. Stojąc w miejscu, opuściła ogon, posyłając go niczym węża w stronę pierwszej przeszkody, która uparcie stała na ich drodze do Shiry - Osanena, który był zajęty mentalną walką z Wabą, chcąc rzeczywiście zmiażdżyć jego nogę i pociągnąć w dół, żeby być może wyrżnął się i stracił przytomność - tak, by otworzyć drogę do Shiry, a jednocześnie nie uszkodzić nikogo z postronnych osób.
Okazało się jednak, że nawet jeśli to się powiodło... to nie do końca było potrzebne. Jak zawsze znikąd pojawił się Gzik i tym razem jego siła - ta sama, która potencjalnie mogła zagrozić jej i Fugacie - posłużyła do obrony Shiry. Co więcej, Haruka musiała się skupić, żeby nadążyć za rozmową, ale zaraz stało się jasne, że... Gzik jednak nie jest yokaiem, ale całkiem realnym shinobim, do tego ewidentnie na poziomie Shiry i Musana, służącym Kaminarim. Rozszerzyła oczy w szoku, kiedy do tego wszystkiego okazało się, że to... on był odpowiedzialny za zranienie Musana. Nawet, jeśli stało się to podczas snu, to umiejętność podkradnięcia się do prawdopodobnie najsilniejszego z wojowników ich klanu była zatrważająca. I jeszcze nie bał się... postraszyć lidera Królów, markując jedynie cios jakąś nieznaną Haruce wcześniej techniką.
Jakby tego było mało - Gzik nie był sam, też wziął ze soba kogoś. Dziewczynę, której fizjonomia i zachowanie przypominały jej Nagome zmieszaną z Niyomi. Kiedy szczęka dziewczyny poleciała pod jej stopy, instynktownie niemal się odsunęła, ale jej wzrok przykuł... brak krwi. Dziewczyna była tak naprawdę marionetką? Nie miała pojęcia, że Ayatsuri - którzy na ile pamiętała opowieści bardziej doświadczonej Misuno pochodzili gdzieś z południa, z morza piasku - pracują także dla Kaminari. Miała ukłucie podejrzenia, że być może do niedawna jeszcze ta dziewczyna służyła na Murze. Przecież poprzedni jego Protektor był ojcem liderki Kaminari. Pytanie brzmiało, czy ta dziewczyna umiała pogrzebać wojenny topór tak, jak zrobiła to wczoraj Chino.
Jin i Arima.
Zapamięta dobrze te imiona. Zwłaszcza, że Kagada podniosła Gzika jakby nigdy nic i wyszło szybko na to, że zarówno Musan jak i Gzik nie byli najbardziej... posłusznymi seinninami w swoich klanach. Nawet, jeśli na szczęście Gzi... Jin pomagał im.
Była tak zaaferowana, że prawie by pominęła wyjście Musana. Jednak kiedy zarejestrowała ruch, posłała wściekłe, nienawistne spojrzenie Osanenowi, a następnie rzuciła się do Shiry, sprawdzając, czy wszystko z nią w porządku.
- Shira! Wszystko dobrze?! Jak się czujesz? Siądź może i napij się wody. - Haruka szybko sięgnęła po najbliższą butelkę z wodą, która nie była zniszczona, podając ją liderce. Spojrzała też w kierunku Gzika.
- Gzi... Jin! Dzięki za pomoc. -
- autor: Kujaku Haruka
- 20 lut 2026, o 11:27
- Forum: Sabishi
- Temat: Kopalnia Srebra [Pod kontrolą Szakali]
- Odpowiedzi: 32
- Odsłony: 2082
Przejąłeś inicjatywę, a Kogane odrobinę niepewnie skinął głową, kiedy powiedziałeś, że serce podpowie mu, kiedy będzie właściwy moment, aby włączyć się do rozmowy. Podeszliście z miskami do samotnego mężczyzny, dosiadając się do niego. Spojrzał na was ciężkim wzrokiem, na moment zatrzymując spojrzenie na Kogane, który z trudem, ale wytrzymał to spojrzenie. Nie powiedzieli jednak nic do siebie. Na wspomnienie, że jest ojcem Kogane, mężczyzna skinął powoli głową, patrząc przed siebie.
- Tak. - powiedział cicho, zmęczonym i wypranym z emocji głosem.
Na wspomnienie o mchu drgnęła mu powieka i na chwilę spojrzał w twoją twarz.
- Mchu. - przeniósł wzrok na syna. - A już sądziłem, że przyszedłeś porozmawiać bezinteresownie. -
Gorycz oraz rozczarowanie w głosie mężczyzny były oczywiste. Kogane wbijał wzrok w ziemię, oddychając szybko, unikając patrzenia na ojca jak tylko się dało.
- To nie jest tak. Ja... chciałem przyjść wcześniej... ale... - wymamrotał pod nosem chłopak drżącym głosem.
- Ale co? Ile już tu tkwimy? Zamiast sobie pomagać, ty unikasz mnie jak ognia. -
- Bo... Bo przeze mnie zginął Minato... Przeze mnie tutaj trafiliśmy. -
- Tak, straciłem już jednego syna przez głupotę drugiego. Ale to nie znaczy, że chcę stracić obu. -
To był pierwszy moment, kiedy Kogane odważył się podnieść wzrok na ojca. Surowa, zmęczona twarz i głęboko osadzone oczy zdradzały ból po stracie, ale też ojcowską miłość. Wyglądało na to, że Manjiro - jak i ty sam - mieliście rację. Chociaż ojciec Kogane cierpiał i nadal chyba winił trochę syna za... coś, czego szczegółów na razie nie znałeś, tak
- Ja... przepraszam, tato. Przepraszam, że do nich poszedłem, że potem musieliście mnie wyciągać... że nas złapali... Naprawdę... naprawdę nie chciałem, żeby to tak wszystko wyszło! - głos Kogane był bliski załamania, drżący, widać było, że ostatkiem sił powstrzymuje się przed płaczem - i utratą cennej wilgoci. Otarł dłonią kąciki oczu i pociągnął nosem... po czym zobaczyłeś, że zielarz przyciągnął syna do siebie w mocnym, ojcowskim uścisku, szepcząc coś do niego. Chłopakiem wstrząsnął suchy, bezgłośny płacz i dopiero po paru minutach udało mu się uspokoić.
- Wszystko jest w porządku. Coś wymyślimy. Pokażcie ten mech. Zobaczymy, co znaleźliście. - mężczyzna przesunął się na bok tak, żeby zasłonić jakikolwiek widok patrolom, które przechadzały się po terenie kopalni. Spojrzał też na ciebie i skinął głową z wdzięcznością. - Dziękuję. -
Chyba wyczuł, kto pomógł jego synowi przezwyciężyć wyrzuty sumienia.
Kaito Kaguya
Osamu - początkujący shinobi z Kaze-no-Iseki
Manjiro - dowódca kopaczy
Isamu Kaguya - wuj Kaito Kaguyi
Strażnik-shinobi
Kenshin - medyk obozowy
Kogane - małomówny syn zielarza
Tenshi - zgryźliwy kopacz
Ojciec Kogane
- autor: Kujaku Haruka
- 19 lut 2026, o 23:55
- Forum: Atarashi
- Temat: Shi no gēto - Jednostka Badawcza
- Odpowiedzi: 48
- Odsłony: 5280
Wyprawa Rangi A - "W poszukiwaniu serca."
7/19
Yami
Wysłanniczka Atarashi dość otwarcie podzieliła się z tobą swoją historią - która w oczywisty sposób prawdopodobnie była tylko jedną z wielu - bardzo wielu - które mogli opowiedzieć ludzie zza Muru, skazani na egzystencję pośród duchów, z którymi ty sam dopiero zacząłeś się zapoznawać. Tymczasem obok siebie miałeś kobietę, która poświęciła życie ich badaniu, a mimo to - nadal wydawało się, że poznała tylko skrawek tego skomplikowanego, i zazwyczaj groźnego świata. Na twoje słowa o żalu, skinęła głową.
- Bardzo poetyckie. - kącik jej ust uniósł się w lekkim uśmiechu. Widać nieco ją zaskoczyłeś tym przemyśleniem, albo raczej - sposobem jego ujęcia. - A ty, Yami-san? Straciłeś kogoś bliskiego, kogoś, kto popchnął cię na jakąś nową ścieżkę? Czy raczej twoja tułaczka sprawiła, że nie miałeś kiedy odnaleźć bliskości z drugim człowiekiem? -
Ciekawe - było dopiero południe, dopiero się poznaliście, a jednak - rozmowa potoczyła się w kierunku, do którego zazwyczaj trzeba przynajmniej kilku długich spotkań. I być może alkoholu, lub innych używek. A może to po prostu charakterystyczna bezpośredniość plemion?
- Dziękuję za troskę, na szczęście bez większych przygód. Tylko stado wilków węszące niedaleko traktu, które jednak umknęło przed wozem, na którym jechałam. A do zim jestem przyzwyczajona, nie jestem jedną z tych, co umknęli na południe przy pierwszej okazji. - odparła Kencie Akane, podchodząc parę kroków i oglądając rumowisko, przy którym trwały prace, pozwalając ci wprowadzić jednego z sensorów w sytuację.
Kenta podrapał się po karku z nietęgą miną, słysząc twoje nowiny i zerkając z lekką niepewnością na plecy Akane, a potem znowu na ciebie.
- No nie wiem, pewni jesteście? Bo cholera ta belka to jest naprawdę problematyczna, a jak się spojrzy o tutaj, po prawej - to widać, że dechy pod spodem są popękane. Trochę się jednak boję, że jak to ruszymy Dotonem to wszystko pójdzie w dół, jak Yami-san mówił. - stwierdził z powątpiewaniem w głosie, po czym przekrzywił głowę. - Chociaż... no może jakby rzeczywiście najpierw podpory zrobić...
- Podpory, do tego możecie wykorzystać te dwie belki, które wcześniej usunęliście. Wydają się w dobrym stanie, wystarczy je spiłować trochę. - Akane obróciła się, wracając do ciebie i Kenty, wskazując przy okazji na resztki po wcześniejszych pracach i dwie solidne krokwie leżące na posadzce.
- Dobra. Kuro, leć po Hiroshiego, dobra? My zaczniemy z tymi belkami kombinować. - Kenta klepnął jednego z robotników, który skinął głową i oddalił się.
Ty tymczasem zabrałeś się za otwieranie skrzyń. Sztuczka z pokryciem kunaia chakrą, aby wspomóc jego ostrość opłaciła się - zamki były już nieco szarpnięte zębem czasu, dzięki czemu dość łatwo poddały się stali wzmocnionej twoją energią i po chwili mogłeś je otworzyć.
W pierwszej nie było nic ciekawego - musiała być chyba jedną z prywatnych skrzyń któregoś ze strażników, zawierała bowiem stertę ubrań, jakieś koraliki modlitewne, buteleczkę, która po otwarciu okazała się być pełna sake, oraz parę kunaiów. Druga była nieco bardziej interesująca - tutaj pobrzękiwały od początku buteleczki z rozmaitą zawartością, ale najwyraźniej - były to półprodukty do lekarstw, zapewne zasilające swego czasu zamkowy lazaret.
Trzecia okazała się ciut bardziej problematyczna. Miałeś ją już otworzyć, kiedy pod kunaiem wyczułeś coś podejrzanego, jakby natrafił na coś twardszego niż stary zamek. Linka? Przyjrzałeś się ostrożnie bliżej, co potwierdziło twoje obawy. Delikatny pasek pożółkłego papieru mignął ci pod wiekiem. Najwyraźniej skrzynia była zabezpieczona jakąś pułapką, choć nie widziałeś dokładnie, co było w środku - jedynie skrawek ciemnego materiału, przykrywającego zawartość.
Yumiko
Aiko
Kenta
Hiroshi
Gazo Akane.
- autor: Kujaku Haruka
- 19 lut 2026, o 23:02
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 391
- Odsłony: 36013
Haruka bawiła się doskonale, nawet jeśli po paru czarkach sake i innych alkoholi jej głos nie był już tak czysty, jak normalnie. Co więcej - tłum zdecydowanie bawił się tak samo dobrze. Jakby tego było mało... Waba pokazała odrobinę luźniejsze oblicze, siadając za nimi i przygrywając im - Haruka mignęła jej krótkie "dzięki!" i skupiła się na tańcu i śpiewaniu. Wyszło ostatecznie nieźle, a zaraz po tym scenę przejęła Niyomi, a ona i Urasano zaczęły improwizowany taniec, który momentami oczywiście wychodził nieco pokracznie, ale jak na coś wymyślonego na poczekaniu - był naprawdę dobry, a publika też była tutaj łaskawa. Impreza rozkręciła się na dobre, kiedy do tego wszystkiego jeszcze wkroczyła Shira, Nagome i Hisamida, porywając ją, Niyomi i - co ciekawe - Chino do tańca, jednego ze starszych, żywiołowych tańców Kujaku, który oczywiście sama Haruka pamiętała do tej pory całkiem nieźle. Shira przejęła rolę wodzireja, prowadząc i wciągając do tańca kolejne osoby, także po chwili już cała sala bujała się do rytmu piosenki, ucząc się jednocześnie kroków i słów. Kiedy nagle zobaczyła koło siebie Gzika, osłupiała na moment, prawie myląc kroki. Na szczęście tym razem był w swojej... tradycyjnej formie.
- Eee, jest ich więcej, może kiedyś cię nauczę! - odkrzyknęła tylko, w zasadzie nie wiedząc, co więcej powiedzieć, tym bardziej, że i tak zmieniali parę.
Po wszystkim, siadła razem z resztą przy stoliku, tym razem sięgając po czystą wodę, żeby ugasić pragnienie. Na wspomnienie Shiry o Gziku skinęła głową.
- Ze mną też tańczył. Najwyraźniej podobał mu się nasz taniec i oczywiście stwierdził, że go uwzględni chyba w tej swojej powieści całej... ale przynajmniej był spokojny i taki jak zawsze, a nie chwalił się swoją siłą, jak wtedy co Fugatę podniósł, kiedy go dusiła. - odparła tylko, sama się śmiejąc trochę i sięgając po butelkę, żeby polać wszystkim.
I nagle, coś w tłumie się zmieniło. Oczy Haruki powędrowały za resztą, w stronę Kagady, która... przegrywała. W siłowaniu się. Jasne, była pewnie też osłabiona, ale nadal - od razu było widać, że ktokolwiek był teraz jej oponentem, był... przeraźliwie silny. Haruka miała wrażenie, że połowa alkoholu wyparowała jej w ciągu sekundy z organizmu, wypchnięta przez adrenalinę. To była... czysta pokazówka. Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy czasem to nie któryś - trzeci - z Króli, ale... nie, zaraz sama się poprawiła w myślach. To było oczywiste, że przed nimi stanął Musan i... i zamierzał sprawiać kłopoty.
Harukę zmroziło.
Bezwiednie wstała, patrząc i słuchając w milczeniu, jak Musan staje naprzeciw Jirou, jak obaj mężczyźni rozmawiają. Oczywistym było, że Musan dalej żył wojną, że rozumiał tylko jeden język, podczas gdy ich lider widział szerszy obraz, tak jak Shira. Zaciekawiło ją bardzo to, że cała trójka - Jirou, Musan i... Chishiba...? Coś przysięgali. To, jak zachowywał się Musan było jasnym podważeniem władzy ich lidera. Przy wszystkich. Przy ich nowych sojusznikach i niedawnych wrogach.
Haruka nie mogła uwierzyć, że Musan jest tak głupi, tak pewny siebie, by wyciągać na wierzch ich wewnętrzne podziały przy wszystkich. Przecież miał być doskonałym strategiem. Chyba, że... że jego cel się zmienił. Chciał sprowokować Kaminari? Zmusić ich, żeby zareagowali, a wtedy miałby pretekst do ataku i zniszczenia negocjacji? Ostre, brutalne ucięcie słów Ebishiro było jawnym brakiem szacunku, podobnie prowokacja w postaci sięgnięcia po maskę Jirou, która przecież dla wszystkich Kujaku była czymś świętym, a dla ich lidera - w szczególności. Bezwiednie dotknęła własnej maski, ukrytej pod szatą, tej samej, którą składała po Wielkiej Bitwie. Poczuła, że pod strachem zaczyna tlić się w niej drobny płomyk gniewu.
Który nagle wybuchnął, kiedy ujrzała, jak Shira zostaje schwytana przez Musana i podniesiona za szyję, jak ten jej otwarcie grozi. Wtedy Haruka straciła panowanie nad sobą. Nie do końca ogarnęła, kiedy jej dłonie złożyły się w pieczęć, kiedy z jej pleców wyrósł ogon, wydłużając się i mknąc nad głowami ludzi, wbijając się i owijając wokół rąk seinnina, a przynajmniej próbując to zrobić, starając się zmusić go do puszczenia Shiry. Nie dbała teraz o chakrę, liczyło się tylko to, żeby mu przeszkodzić.
- PUSZCZAJ. MOJĄ. LIDERKĘ. - usłyszała swój własny głos, zaskakująco czysty, a jednocześnie pełen jadu.
Jakaś jej część wiedziała, że to, co robi jest głupie, że szaleństwem jest nawet próbować coś zrobić osobnikowi, który jest efektem eksperymentów Jirou-samy, jednym z najpotężniejszych, o ile nie najpotężniejszym shinobim ich klanu.
Tyle, że teraz o to nie dbała. Mówiła przez nią teraz ta sama część, która przebudziła się wtedy, przed bitwą. Ta część, która pragnęła krwi.
Ku nieznanemu, z podniesioną głową.
Cóż, jeśli zginie - to z podniesioną głową.
- autor: Kujaku Haruka
- 19 lut 2026, o 19:08
- Forum: Ryuzaku no Taki
- Temat: Tengutsu - Wioska niedaleko Ryuzaku
- Odpowiedzi: 22
- Odsłony: 430
Wyprawa Rangi A - "U progu wielkości."
29/19
Nizan
Czując żar przepalający mu buty i przysmażający stopy, Nizan wyskoczył w górę, przyczepiając się do sklepienia, obecnie o wiele bezpieczniejszego niż stopione przez lawę Jina podłoże. Ten ostatni, otumaniony z bólu, nie zdążył zareagować dość szybko na tę zmianę pozycji Nizana - i chociaż czerwień zaczęła rozlewać się po ścianie w kierunku sklepienia, kowal z Ningyo-shi był po prostu szybszy, kończąc walkę i zaciskając powietrzną łapę, miażdżąc ciało najemnika jednego z członków Rady, które zawisło bez życia, po czym padło na ziemię. Lawa jednak nadal była nasączona chakrą i technika Nizana dopiero po kilku długich minutach zdołała się przez nią przebić, gasząc żar i pogrążając pomieszczenie znowu w ciemnościach. Ponowne odpalenie pochodni pozwoliło Nizanowi ocenić sytuację, pomimo bólu dolnych kończyn.
Teren ich walki był mocno naruszony - nie było wątpliwości, że ktoś tutaj stoczył walkę. Nawet stworzone błoto nie było w stanie całkiem przykryć resztek lawy, chociaż zdołało przykryć przypalonego trupa mężczyzny, który popełnił jeszcze parę minut wcześniej grzech pychy oraz - co istotniejsze - zagroził rodzinie Nizana. A przynajmniej samemu Nizanowi. Powietrze stało się duszne i ciężkie, ale póki co - dało się nim oddychać, a Nizan mógł zacząć dalsze przeszukiwanie. Jedynym problemem było sklepienie i rysa magmy, stworzona w ostatnim momencie przez Jina, biegnąca po ścianie. Kowal był w stanie stwierdzić po tym, jak i po delikatnym drżeniu, że kompleks - a przynajmniej ta jego część - nie utrzymają się zbyt długo.
Pozostało pytanie, w którą stronę idzie najpierw.
Korytarz po lewej ciągnął się kawałek, otwierając na kilka mniejszych pomieszczeń. W korytarzu po prawej z kolei blask pochodni wyławiał zarys jakiegoś kolejnego, dużego pomieszczenia.
Kunisaku Shima
Kunisaku Arata
Karyou
Karui
Jin
- autor: Kujaku Haruka
- 19 lut 2026, o 01:58
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 391
- Odsłony: 36013
- No a skąd mam wiedzieć, jak ja na obrzeżach klanowych terenów mieszkałam? I to po przeciwnej stronie najwyraźniej, bo na północy. Przynajmniej piw... o mieliśmy dobre na naszym zadupiu. - wzruszyła ramionami Haruka, niewiele jednak robiąc sobie z przytyków Nagome, chociaż w ostatniej chwili ugryzła się w język, żeby nie powiedzieć "przynajmniej nie musiałam oglądać piwnic zamku". Miała poczucie, że mimo wszystko taki cios byłby za ostry, nawet jak na atencjuszkę. Zdążyła już się na niej nieco poznać i o dziwo - polubić, mimo ciągłych docinków.
Co ciekawe, Niyomi wzięła ją na nagle w obronę, co oczywiście przesunęło ostrze krytyki Nagome w jej stronę. Haruka machnęła co prawda dłonią za plecami królowej atencji, chcąc dać znać Niyomi, że jest ok, i że nie musi się przejmować, ale oczywiście dyskusja już się rozkręciła. Na szczęście Waba trochę to przyhamowała, przy okazji zwracając się bezpośrednio do niej i Urasano z instrukcjami co do tomiku. Teraz nie nazwała go chujem.
- Biblioteka na najwyższym piętrze, gabinet Chishiby. - powtórzyła od razu, na znak, że zapamiętała. - Szukać gdziekolwiek, czy jest coś, co mamy w pierwszej kolejności sprawdzić? Jakaś szkatułka, szuflady... tajny schowek na jednotomikowe poradniki do walki z Harpimi Wiedźmami? Czy po prostu przetrząsnąć wszystko? -
Miała nadzieję, że chociaż alkohol podpowiedział jej nieco humorystyczną odpowiedź, to Waba mimo wszystko chociaż odrobinę doceni, że jednak jest zaangażowana w otrzymane zadanie. Nie liczyła jednak na zbyt wiele, podejrzewając, że dopiero powrót ze zdobyczą cokolwiek udowodni.
Potem dyskusja zeszła na obawy Urasano, a Haruka zastanowiła się, co takiego było w tym pomieszczeniu. Chodziło tylko o wspomnienie po Chishibie i jej morderczych treningach oraz rozliczeniach misji? Czy o coś więcej? Wydawało się jednak, że chyba tylko duch byłej liderki ciążył na tym miejscu. Z tym mogła się uporać. Na przytyk Nagome znowu nie zareagowała jakoś specjalnie, bo też nie miała pojęcia, jak długi lot dokładnie je czeka. Będzie musiała spróbować w jego trakcie naprawdę przypomnieć sobie, jak ponownie przywołać te same skrzydła, które towarzyszyły jej w trakcie walki z Sanbim. Bez tego rzeczywiście będzie spowalniać Urasano. Najgorsze było jednak to, że za Murem będą tym razem z dala od meteorytu - choć miała nadzieję, że lata, kiedy był trzymany w tamtej okolicy wystarczą, aby jego energia jeszcze długi czas utrzymała się na miejscu i pozwoliła im korzystać z pełni klanowych zdolności. Na wszelki wypadek.
- Zobaczymy. Może uda się szybciej obrócić. A jak będzie potem jeszcze opcja odwiedzenia pum, to tylko dodatkowa motywacja. - uśmiechnęła się do Nagome i Shiry, a także do Urasano.
Potem wróciły do picia, przewinęły się piosenki, jak i temat sypialnych tematów Yadasu, chociaż tutaj akurat Haruka przewróciła oczami. Uważała, że akurat tym szczegółem powinna się podzielić - jeśli zechce - sama Yadasu, ale oczywiście Nagome nie byłaby sobą, gdyby tego nie wykorzystała i nie zdradziła sama takiej nowiny. Mimo wszystko, czerwona mina Zaku była bezcenna i Haruka szybko nalała mu kolejną czarkę sake, szczerząc do niego zęby w rozbawieniu.
Na tyle się tym zajęła, że po sekundzie dotarła do niej reszta konwersacji, gdzie Shira uznała za stosowne wskazać ją jako potencjalną partnerkę do eksperymentów łóżkowych. Normalnie Haruka by pewnie tylko popukała się w czoło, ale teraz była podpita.
- Ale to dopiero jak całkiem do siebie dojdziesz, nie? Teraz to by mnie Muwara zabiła, że cię nadwyrężam fizycznie czy coś, a do tego jeszcze bym tytuł Yadasu odebrała. Dawkujmy moje talenty. - mrugnęła do Shiry z błyskiem w oku, po czym sama machnęła włosami nonszalancko, próbując emanować tą samą pewnością siebie, co sama liderka oraz Nagome, a następnie polała wszystkim zgromadzonym.
Informacja o preferencjach Nagome w sumie... jej nie zaskoczyła. Ktoś o tak mocnym charakterze na pewno potrzebował podobnie mocnych facetów w łóżku. Dynamika była dla niej zupełnie zrozumiała, chociaż ona sama preferowała raczej delikatniejszą urodę wśród swoich wybranków. Oczywiście teraz przez myśl przemknął jej Rin, co wywołało cień niepokoju, ale... ale odgoniła znowu te myśli na bok, choć czuła, że powoli zaciąga w ten sposób dług emocjonalny, który przyjdzie jej w końcu spłacić.
Kiedy przyszło do wyciągniętego skręta, nawet nie zdziwiła się specjalnie, chociaż była pod wrażeniem, że tak szybko narkotyk znalazł się wraz z ich klanem na nowych ziemiach. Chociaż... czy to było aż takie dziwne? Tam gdzie, był popyt, była i podaż. Zastanowiła się. Nie paliła chyba od dobrych... pięciu lat? Jakoś tak. Chociaż nawet za nastoletnich lat było to raczej sporadyczne. A teraz... cóż. Będzie mieć kaca, to pewne. Jeden buch nie zaszkodzi.
- Jednego, więcej nie, bo jutro chcę tylko męczyć się z głową. Poza tym potrzebuję jeszcze dość przytomności na występ. Także... no, po występie. - stwierdziła, decydując się grać nieco zachowawczo, ale też pozwolić sobie w końcu na jeden wieczór luzu.
No a potem był występ Yadasu i... łał. Haruka nie sądziła, że ta dziewczyna jeszcze tym ją dzisiaj zaskoczy, ale jak widać odkąd pojawił się temat negocjacji - Yadasu co chwila czymś je zaskakiwała. Kiedy Muwara krzyknęła, Haruka natychmiast przyłączyła się do braw i gratulacji, które się w pełni słusznie należały najmłodszej - poza nią - Siostrze.
Za to kiedy Fugata wypaliła, że ma coś do powiedzenia, też przez sekundę obawiała się, że stało się coś tak poważnego, jak ciąża... ale z drugiej strony, było to nawet poważniejsze. Słuchała w milczeniu, czując ogromne wzruszenie - znowu - i chcąc przytulić mentorkę, ale tym razem wiedziała, że trzeba jej dać się wypowiedzieć. Nawet Nagome to zrozumiała. Kiedy odezwała się Waba, to już miała się jej odciąć ostro, czując tę samą frustrację, co poprzednio w związku z przywiązaną do reguł starszą Siostrą, ale na szczęście... tym razem uwaga Waby była sensowna i prowadziła do zacieśnienia więzi między nimi, a nie kolejnego podziału. No, prawie, bo pozostawała kwestia komu dokładnie się przysięgało. Ale to, jak jednomyślnie wszystkie dziewczyny chciały ponowić swoje śluby wywołało uśmiech na jej twarzy. Shira... cóż, nie było lepszego dowodu na to, że Shira była naprawdę wyjątkową osobą.
Muwara zakończyła te rozterki, rozładowując niechcący atmosferę. Haruka pomogła Fugacie zebrać medyczkę, odsuwając na bok butelki i czarki, oraz jedzenie.
Kiedy pojawił się temat jedenastej Siostry, zaprzysiężonej Chishibie, z innego klanu... totalnie już się pogubiła. To było coś, czego zupełnie się nie spodziewała, ale jeżeli miało to pomóc w walce z Harpiami... to zdecydowanie było dobrym pomysłem ją do nich sprowadzić.
- Eee... to o kim konkretnie mowa? Albo nie, zapytam jutro. Idziemy, laski. Kojarzycie... to? Śpiewało się to u nas w takiej szybkiej wersji. Bez instrumentów będzie trochę ciężko, ale publiczność powinna szybko podłapać rytm. - powiedziała do reszty, zaczynając nucić pierwsze słowa piosenki:
- autor: Kujaku Haruka
- 19 lut 2026, o 01:06
- Forum: Ryuzaku no Taki
- Temat: Tengutsu - Wioska niedaleko Ryuzaku
- Odpowiedzi: 22
- Odsłony: 430
Wyprawa Rangi A - "U progu wielkości."
28/19
Nizan
- Może pan spróbować uzyskać audiencję u pana Daigo i przedyskutować tę kwestię. - zdążył jeszcze wzruszyć ramionami i zmęczonym głosem odpowiedzieć Jin, nim sytuacja w podziemiach... zmieniła się.
Chyba żaden z dwójki shinobi, którzy spotkali się w zapomnianym laboratorium, nie miał już wątpliwości, że ich rozmowa zakończy się rozlewem krwi, w ten czy inny sposób. Każdy też był dość pewny siebie. Jeden z nich miał się jednak przekonać, że ta pewność była błędna.
I tą osobą nie był Nizan.
Kiedy tylko stojący naprzeciwko Nizana shinobi wspomniał w rozmowie o rodzinie kowala, wyraz twarzy tego ostatniego diametralnie się zmienił, jakby coś przeskoczyło w jego umyśle, uruchamiając natychmiast tryb walcz lub uciekaj - i pierwszym odruchem Nizana zdecydowanie była walka. Jin zdążył tylko rozszerzyć oczy i podnieść dłonie do złożenia pieczęci, kiedy podmuch wiatru, układający się w migoczący ledwo delikatnie podniesionym z podłogi pyłem kształt wielkiej, szponiastej łapy przygwoździł go do ściany z mocą, której zdecydowanie się nie spodziewał. Nizan usłyszał wyraźnie chrzęst łamanych żeber, jak i kaszlnięcie, które skończyło się plunięciem na podłogę ciemną cieczą - z pewnością krwią.
Mimo to, odruchy Jina, chociaż wolniejsze niż Nizana, również się odezwały, a do tego przygwożdżony do ściany, dalej trzymał złożoną pieczęć - i jego instynkty również powiedziały mu "walcz". Być może nigdy nie spotkał się z takim problemem, a może po prostu rzeczywiście całkiem nie spodziewał się takiej mocy po zwykłym, emerytowanym akoraito. Podłoże jednak nagle rozjarzyło się jeszcze bardziej czerwienią, tym razem zamieniając się we wściekle bulgoczącą, koszmarnie gorącą lawę. Nizan spróbował odskoczyć, jednak... po prostu nie miał dokąd - w zasadzie cała podłoga sali z wyjątkiem dalekiego krańca areny zaczęła bulgotać, przepalając jego buty i parząc boleśnie - chociaż na razie jeszcze nie całkiem tragicznie - stopy.
- Dla kogo... kurwa... pracujesz?! - wyksztusił z siebie Jin, patrząc na ciebie z niedowierzaniem i wściekłością, po czym coś musiało mu... przeskoczyć w głowie, jakieś proste, choć błędne skojarzenie, a oczy zwęziły się. - Cesarski... szpieg!
Kunisaku Shima
Kunisaku Arata
Karyou
Karui
Jin