Znaleziono 599 wyników
- wczoraj, o 14:23
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 27786
- 9 sty 2026, o 17:46
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 27786
- 9 sty 2026, o 15:51
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1627
- 8 sty 2026, o 22:08
- Forum: Sabishi
- Temat: Kopalnia Srebra [Pod kontrolą Szakali]
- Odpowiedzi: 13
- Odsłony: 702
Re: Kopalnia Srebra [Pod kontrolą Szakali]
Grupowe zlecenie specjalne - "Równowaga" - Ranga D - "Witamy w kolonii"
5/7
Hikaito Kaguya + Haretsu Raigen
Grupka strażników zbliżyła się. Wszyscy byli w lekkich zbrojach, jednak ich wyposażenie różniło się - dwóch miało włócznie i założone na plecy kusze, natomiast trzeci wydawał się nieuzbrojony, choć posiadał przy każdej nodze kabury, a przy pasie - sakwę, tak często używaną przez shinobich. Kiedy się zbliżyli, to ten właśnie wyszedł przed was. W dłoni miał owoc grantu, który spokojnie przegryzał. Był chyba o parę lat starszy od was, z krótkimi wąsami pod nosem.
- Przytomni już? Bardzo dobrze. Nacieszcie się tą chwilą, bo raczej się nie zapowiada, żebyście mieli mieć czas wolny w najbliższym czasie. - przerwał na moment, licząc szybko po czym przewrócił oczami i pstryknął na jednego ze swoich towarzyszy, wskazując mu oddalającego się w stronę pozostałych więźniów Hikaito. Ten dobiegł do niego akurat, kiedy chłopak miał się dosiąść do jedzących.
- Wracaj do reszty. Za chwilę będziecie żreć, teraz musicie poznać zasady i dostać swoje nowe bransolety. - warknął strażnik, włócznią popędzając młodego Kaguyę.
Kiedy byliście już wszyscy, shinobi wrócił do swojej przemowy.
- No dobra, co to ja... a tak, zasady. - stwierdził jeszcze raz mężczyzna, po czym zaczął nieco znudzonym tonem wyliczać. - Pracujecie w ciągu doby w dwóch zmianach po siedem godzin. Siedem godzin - godzina przerwy - siedem godzin - godzina i potem osiem godzin snu. Ci co są shinobi, mają pieczęci, więc nie próbujcie kombinować, bo nic wam to nie da, prędzej się zabijecie z wyczerpania jak będziecie chcieli czegoś użyć. Dalej... posiłki jecie dwa razy dziennie, właśnie tam. Wody macie dwa bukłaki dziennie na głowę. Pracujecie w drużynach po sześć osób, każda z własnym dowódcą. Dowódca ma prawo do dodatkowej porcji żarcia podczas posiłku oraz raz w tygodniu może ominąć jedną zmianę. Wasza trójka będzie w drużynie Manjiro. Staruch uzupełni drużynę Tetsuro. Jak któryś spróbuje spierdolić, to od razu mówię, że pierwszy co go zauważymy niezależnie od wszystkiego dostaje kunai pod żebro i kończy swoją przygodę. Jak któregoś znajdziemy, że namawia resztę na spierdolenie, to obedrzemy ze skóry i powiesimy na słoneczku o tam, na palisadzie. Pozostałe przewinienia - wymyślamy na poczekaniu, w zależności od oficera co będzie na miejscu. Pytania? Jak nie ma, to ruszać dupy, po bransoletki. -
Pytań - przynajmniej ze strony Isamu oraz Osamu - nie było. Isamu chyba jeszcze dalej nieco dochodził do siebie, Osamu za to patrzył tylko czujnie, spode łba, na strażników oraz dookoła, tak jak i wy chyba analizując sytuację. Zostaliście zaprowadzeni gdzieś na tyły przybudówki na narzędzia, gdzie znajdowało się też kowadło i prosty piec, który zaraz rozpalił jeden ze strażników. Nie minęło wiele czasu, kiedy zostaliście zakuci w kajdany na nogach - ciężkawe, ale przede wszystkim ograniczające waszą swobodę ruchu - bieg zdecydowanie byłby w nich utrudniony.
- Zmianę macie za pół godziny. Do tego czasu możecie coś jeszcze zeżreć. A ponieważ komendant Uchiro jest bardzo dobry, to macie prawo do dwóch porcji, jako nasi nowi goście! A, i jeszcze jedno - kiedy pojawia się transport z zapasami oraz po odbiór rudy, obowiązuje areszt domowy. Siedzicie na dupach w barakach i czekacie, aż wam powiemy, że możecie wracać do roboty, o ile nie jesteście wyznaczeni do załadunku. - -
Dopiero wtedy mogliście dołączyć do kończących posiłek więźniów. Szybka ocena sytuacji pozwoliła wam stwierdzić, że nie ma tutaj raczej żadnych ludzi konkretnie odpowiedzialnych za kucharzenie czy sprzątanie. Społeczność kopalni dzieliła się tylko na strażników oraz więźniów, którzy musieli nie tylko kopać, ale też wykonywać w razie potrzeby inne, drobne prace - w tym gotowanie. Kobieta, która wam nalewała cienkiej zupy i podała po placku jęczmiennym miała na nogach kajdany takie, jak i wy. Pozostali więźniowie patrzyli na was z różnymi reakcjami - większość z obojętnością, niektórzy z zaciekawieniem, paru - z podejrzliwością lub wrogością. Manjiro zaprosił was, żebyście usiedli obok niego.
- No, to chłopcy - skąd jesteście? Wy dwaj to chyba z Sabishi, ale ty to z bardziej daleka, prawda? Haretsu jesteś, jeśli dobrze pamiętam? - zagadnął mężczyzna. - Ja pochodzę z Magome, taka wioska, jakiś tydzień drogi od Ningyō-shi. Prawie rok już tu siedzę. -
Po chwili rozmowa zeszła na temat pieczęci.
- A, to? To robota Kenshina. Medyk tutejszy i pieczętnik właśnie w jednym. Ta chatka przy wewnętrznej bramie to jego. - wskazał na tajemniczy budyneczek, widoczny także i z waszej obecnej pozycji.
Kaito Kaguya
Osamu
Manjiro
Isamu Kaguya
Strażnik-shinobi
-
-
- 8 sty 2026, o 21:03
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 27786
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
- No i bardzo dobrze. - skwitowała to, że ostatni z przeciwników Niyomi nie powróci już raczej do nich. Jednocześnie wyciągnęła dłoń, częstując się grzybkiem od trzeciego Pióra. Potrzebowała coś porzuć i się nieco uspokoić po tym wszystkim, co właśnie się stało. Tym bardziej, że dotarło do niej, że przed sobą ma... odłamek meteorytu, który pozostawił Osanen. Nie była pewna, czy to dobrze, czy źle, ale nim zdążyła w ogóle to przemyśleć, dowiedziała się nagle... czyj to był odłamek.
Chocho.
Odruchowo złożyła dłonie, wypowiadając krótką modlitwę do Nesaku, by Chocho mogła dołączyć do grona gwiazd i przodków, którzy czuwali nad klanem Kujaku. Kiedy jednak zrozumiała, co takiego musieli zrobić Królowie, aby odzyskać meteoryt... jej pięści ponownie się zacisnęły. Dopiero po kilku oddechach zdołała uzyskać z powrotem równowagę. Kiedy Niyomi przypomniała Fugacie, że nie mogły się zmierzyć jeszcze z Asaro, poczuła ukłucie wstydu. Ponownie miała wrażenie, że gdyby wybrano Misuno, a nie ją... to dzisiejsze spotkanie mogłoby się zupełnie inaczej potoczyć. Ale czy w ogóle by do niego doszło? Czy może kuzynka... przyjęłaby dar?
Nie. Nie wierzyła, że Misuno by tak bardzo ominęła zasady klanu.
- Fugata-senpai. Wybacz, że was spowalniałam. Zrobię co w mojej mocy, by wam dorównać. Żeby nie trzeba było... ustępować tym psom ze względu na mnie. - ukłoniła się przed Fugatą.
Potem już stała z boku, patrząc jak Niyomi skacze ze szczęścia, słysząc pochwałę od jej mentorki. Uśmiechnęła się. Już wiedziała, że zdobycie uznania Fugaty jest bardzo trudne - może nie tak trudne, jak Chishiby, ale chyba najtrudniejsze spośród którejkolwiek z pozostałych Sióstr, może z wyjątkiem Waby. Kiedy ruszyła za samurajką, obróciła się jeszcze tylko na moment do Niyomi, machając jej dłonią.
Ze słów i tonu mentorki wynikało, że reakcja Shiry na obecność odłamka meteorytu - do tego należącego do Chocho - może spowodować... w zasadzie dowolną reakcję. Wliczając w to powrót cienia Chishiby, żyjącego gdzieś w głębi umysłu ich liderki. Potem przenalizowała szybko to, co padło i zmarszczyła brwi.
- Ale... dlaczego mnie? Dlaczego nie Shirze? Obawiali się, że się wścieknie, czy... czy zależało im z jakiegoś powodu na tym, żeby nam to podrzucić? Boję się, że pomimo tej jatki... i tak dopięli jakiegoś swojego celu. A jednocześnie, jeśli to odłamek Chocho-sama... to powinien znaleźć się pośród Sióstr. Albo u Shiry, albo u innej Siostry, którą wyznaczy... albo wrócić do Jirou-sama. A nie być podbierany przez Musana i jego sługusów, a potem przekazany chyłkiem jak jakiś... towar... świeżo upieczonej rekrutce! - fuknęła, wylewając z siebie swoje wątpliwości i obawy, których nadal było sporo.
A potem jej oczy się rozszerzyły, kiedy dotarło do niej, że jej mentorka... pochwaliła ją. I to tak... otwarcie.
- To genjutsu chyba było mocniejsze, niż myślałam... - zażartowała, chociaż po tym, jak Fugata nagle się zatoczyła, szybko spoważniała. Z troską spojrzała na Fugatę, siadając obok niej na ławce. - Przepraszam. I dziękuję, to... miłe słowa, zwłaszcza jeśli płyną od ciebie, senpai. Na początek postaram się po prostu wam dorównać. Na początek Yadasu, a potem kolejnym Siostrom. Ta walka w powietrzu... to była i kalkulacja, i odruch. Każda z was poza skrzydłami umie do tego dołączyć... coś. Ja jeszcze tego nie potrafię, ale to co już poznałam - chociaż odrobinę - to bombardowanie, dlatego uznałam to za swoją najlepszą szansę. Poza tym podejrzewałam, że... no... możliwe, że "uczeń" Osanena mnie po prostu nie doceni. I chyba tak było. -
Jej ton był skromny, ale jednocześnie przebijała z niego drobna, bardzo powoli budowana pewność siebie. Starała się jak najuczciwiej ocenić swoje decyzje, czując, że to właśnie najbardziej doceni jej mentorka. Jednocześnie czekała, co takiego ma jej do przekazania, szczerze zaintrygowana... tak samo jak tym, co właśnie zobaczyła - Kaminarich, idących gdzieś z jakąś skrzynką? Co to miało być? Bomby to była raczej ich domena.
Może pozostałe Siostry coś wiedzą?
- 7 sty 2026, o 13:04
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1627
Re: Warsztat Kunisaku
Wyprawa Rangi A - "U progu wielkości."
6/19
Nizan
[/quote]
- Znam oboje... Niech rysuje, tylko pamięta, żeby wziąć minimum pięćdziesiąt ryo za to! Powtórzy przy okazji budowę mięśni i strukturę kostną człowieka. - odkrzyknęła jedynie Shima, najwyraźniej słysząc koniec konwersacji, ale niewiele sobie z niego robiąc, ani z obaw i zakazów męża.
- To się zdecydujcie, czy mam rysować, czy nie. Ja w sumie mu mówiłam, że ma mi sto dać, jak chce, żeby było dokładnie i tylko na oko. - pokręciła głową Arata, patrząc to na ojca, to na drzwi do wnętrza domu, po czym jeszcze ruszyła do kuchni po jakąś przekąskę na drogę. Jak wróciła, to jeszcze poprawiła Nizana. - A, Keishi nie ma szesnastu lat, tylko dziesięć. Chociaż jest tępy jakby miał z sześć. Jego siostra ma szesnaście. A ten jej chłopak to nie wiem dokładnie, mówiłam, że parę lat starszy. -
Potem, na miejscu, Nizan nie dał po sobie poznać, że rysunek ma być tylko sposobem na zajęcie czymś córki przez chwilę. Niemniej, jego logika - chociaż stworzona naprędce - przekonała chyba Aratę, gdyż ta kiwnęła tylko głową, chociaż wyraźnie naburmuszyła się, gdy ten zasugerował, że miała by zrobić to na odwal.
- Otoo-san, no weź! Bo ci podrzucę starego szczura pod poduszkę! - krzyknęła jeszcze do niego, kiedy wchodził do środka budynku.
Tak czy inaczej, Nizan mógł wreszcie dokonać konkretnych oględzin. Poddasze było zdecydowanie największym problemem, jednak zgnilizna nie wydawała się dotknąć nośnych części konstrukcji. Prawdopodobnie naprawienie paru przęseł dachu, wymiana desek podłogi na poddaszu oraz naprawa samego dachu... powinna wystarczyć. Co do przyczyn powstania dziury - wyglądało to, jakby eksplozja nastąpiła z zewnątrz - być może od jakiejś techniki, a być może od notki wybuchowej... lub paru. Oczywiście, nie wyjaśniało to, dlaczego budynek się nie zajął od razu ogniem, tutaj jednak nie było jasnej odpowiedzi.
Oględziny trwały, chociaż w którymś momencie kowal-shinobi mógł się zorientować, że przestał się skupiać na samym budynku a zaczął więcej myśleć o poprzednim właścicielu i tym, kim był. Poza tym, że jakiegoś rodzaju alchemikiem. Budynek albo został zrabowany, albo w pośpiechu opuszczony. Ciężko było to dokładnie ocenić. Z drugiej strony... skoro Shima zakupiła budynek od miasta, to gdzieś w dokumentach powinna być przynajmniej wzmianka o poprzednim właścicielu. A przynajmniej taką można było mieć nadzieję.
A może odpowiedź kryła się już tutaj, w samym budynku?
Oględziny piwnicy - poza odnalezieniem jakiegoś rodzaju... oleju oraz suszonych grzybów o dość niezwykłym, fioletowym kolorze - przyniosły jednak ciekawsze odkrycie. Tajne przejście. Sięgając dłonią pod kamień, Nizan wyczuł jakiegoś rodzaju metalowy pręt, którego naciśnięcie wywołało reakcję - nagle gdzieś w głębi rozległ się zgrzyt i uruchomiony mechanizm odsunął ścianę na bok, pozwalając chłopakowi - a raczej młodemu mężczyźnie - przejść dalej.
Czy żona wiedziała o tej tajemnicy? Czy chociaż jej się domyślała? Z pewnością było to coś, co trzeba będzie z nią potwierdzić. A jeśli wiedziała i zataiła to przed mężem, to... dlaczego?
Ukryta pracownia okazała się zupełnie inna niż reszta domu. Pomieszczenie za tajnym przejściem było surowe, ale zaskakująco dobrze utrzymane - jedynie kurz świadczył o tym, że było od bardzo dawna nieużywane. Podłogę stanowiły gładkie, starannie dopasowane deski, a ściany niemal w całości zasłaniały rozwieszone zwoje i kartki.
Na pierwszy rzut w oczy rzucały się schematy przedstawiające pięć podstawowych żywiołów chakry - symbolicznie oznaczone różnymi znakami i kolorami - połączone ze sobą skomplikowaną siecią strzałek, linii i drobnych notatek. Część wykresów pokazywała pojedynczego użytkownika jednego żywiołu, ale tuż obok znajdowały się rysunki kilku sylwetek otoczonych wspólnym, scalonym kręgiem chakry, jakby alchemik próbował zrozumieć, w jaki sposób ich energie można spleść w jedną, stabilną całość.
Pomiędzy tymi schematami wisiały anatomiczne rysunki - tym razem wyraźnie ludzkie. Zaznaczono na nich przebieg kanałów chakry, punktów skupienia energii, a także miejsca, gdzie, według notatek, można by „wpiąć” dodatkowy strumień, pochodzący od innej osoby. Na kilku diagramach widać było nakreślone grubszą kreską ostrzeżenia, symbole pęknięcia lub rozdarcia - jakby próby połączenia wielokrotnej chakry kończyły się destabilizacją ciała. Nie było z nich jasne, jak w praktyce takie połączenie miałoby wyglądać - czy chodziło tylko o dotyk, czy bardziej brutalną ingerencję i połączenie ciał.
Na środku pomieszczenia stał pojedynczy, ciężki stół. W przeciwieństwie do stołu w zwykłej pracowni, ten był wyposażony w metalowe kajdany przymocowane do boków i do części podnóżka. Ślady zużycia metalu sugerowały, że nie były one wyłącznie ozdobą - ktoś faktycznie musiał tu kiedyś leżeć, unieruchomiony podczas eksperymentów. Na blacie widoczne były wyschnięte, ciemne plamy - trudno było stwierdzić, czy to stara krew, czy rozlany atrament, ale w połączeniu z kajdanami całość sprawiała niepokojące wrażenie.
Na pobliskiej półce stały naczynia i narzędzia: prymitywne kolby, metalowe przewody, cienkie igły i ostrza, a także kilka małych, pustych zwojów z naniesionymi pieczęciami technik związanych z przepływem chakry. Wyglądało to tak, jakby alchemik próbował nie tylko zrozumieć teorię, ale też poprowadzić chakrę fizycznie – przez ciała, narzędzia i pieczęcie, by zmusić kilka osobnych źródeł żywiołu do wspólnego działania, jednak z bardzo ograniczonymi efektami.
Na podłodze znajdowało się kilka porzuconych kart z notatkami. Nizan sięgnął po nie, jednak duża część była nieczytelna lub zdawała się być tylko teoretycznymi rozważaniami na temat natury chakry. Parę zdań przykuło jednak jego uwagę.
...kolejny obiekt nie przeżył pełnego cyklu. Zbyt duże różnice w bazowym przepływie... Może konieczne jest szkolenie grupy od dziecka, tak by ich chakry rozwijały się w harmonii? A może się myliłem i należy skupić się na rozwoju pojedynczej jednostki, lecz spoza jednego z klanów łączących żywioły? Jednak to nadal stawia mnie daleko od celu. Jeśli mi się uda, miasto nie będzie już potrzebowało pojedynczych, wybitnych jednostek. Wystarczy kilku przeciętnych, lecz zdolnych do współpracy. Będą mogli stać się bronią, której nikt się nie spodziewa... Brakuje mi jednak środków, potrzebuję rozszerzyć badania, może nawet nająć pomocników...
Kunisaku Shima
Kunisaku Arata
Karyou
-
-
- 7 sty 2026, o 10:55
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 27786
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Zdecydowanie - cokolwiek Onasen planował, jego kalkulacje nie uwzględniły w pełni ani zdolności, ani determinacji Fugaty. Próba walki z jej mentorką w powietrzu okazała się być tylko ostatecznym dowodem na to, że Król Musana był... zdesperowany. Co więcej, nawet jeśli liczył na to, że "uczniowie" poradzą sobie z nią i z Niyomi - nawet tutaj się pomylił. Niyomi, mimo bycia "jedynie" trzecim Piórem, wyraźnie była już doświadczoną wojowniczką, do tego - wydawała się ekspertką od walki w średnim i bliskim kontakcie. Nawet kiedy odłożyła swoją specyficzną linkę, jej kopniaki i pięści kładły kolejnych pachołków Musana. Nawet kiedy przyszło jej się zmierzyć z najtwardszym do tej pory przeciwnikiem, który zdołał jej się odwdzięczyć kilkoma ciosami, co sprawiło, że Haruka była już gotowa przebić go od tyłu swoimi ogonami, ta podniosła się od razu i tylko kazała jej się cofnąć.
Uśmiechnęła się, widząc determinację i pewność siebie najbardziej "luzackiej" z Sióstr.
Zgodnie z poleceniem, wycofała się na bezpieczny dystans, obserwując nadal sytuację dookoła, ale... rzeczywiście. Jej pomoc zupełnie nie była potrzebna. Niyomi okazała się być równie - a nawet bardziej - twarda i odporna na ciosy, niż jej wielki przeciwnik. Nie miała pojęcia jak to zrobiła, ale kopniak z podwójnego obrotu zakończył to starcie, nokautując - a chyba nawet zabijając - przeciwnika. Widząc to, Haruka szybko zanurkowała po katanę mentorki, na szczęście wracając z nią błyskawicznie na miejsce walki. Widząc nieprzytomnego przeciwnika, już zacisnęła pięść, gotowa mu rzeczywiście przywalić, ale... ale potem dotarło do niej, że osobą, którą ma ochotę uderzyć, nie był bezimienny pachołek Musana.
Byli nimi jego Królowie.
Zwłaszcza Osanen, ze swoim pewnym siebie uśmieszkiem.
- Nie będę sobie brudzić rąk tą nieprzytomną gnidą. Ale jak wstanie i jeszcze będzie fikać, chętnie mu przypomnę, na czym polega walka Kujaku. - odparła Niyomi, patrząc z pogardą na mężczyznę, a jej ogony zafalowały, niemal przyjmując formę otwartej szczęki Yeny.
Nagle obok nich pojawił się Osanen... i teraz już nie był tym, kim był parę chwil temu. Teraz był przestraszony. Fugata pozbawiła go wszystkich masek skuteczniej, niż być może ktokolwiek wcześniej. Haruka patrzyła na Króla zimnym, beznamiętnym wzrokiem. Jeszcze idąc na spotkanie chciała mieć nadzieję, że być może przynajmniej on spośród Króli jest tym, z kim można rozmawiać, ale... nie. Okazało się tylko, że w głębi serca jest tylko małym, przerażonym i desperacko pragnącym kontroli nad innymi dzieciakiem.
Byłoby jej go może nawet żal, gdyby nie fala pogardy, którą do niego czuła.
Obserwowała, jak jej mentorka policzkuje go. Czekała, aż zada mu ostatni cios, jednak nim ten zdążył nastąpić... pojawił się Asaro. Ogony Haruki zafalowały, a ona sama najeżyła się, niemal identycznie, jak Niyomi obok. Razem pewnie wyglądały jak dwa wściekłe koty, obserwujące węża przed sobą. Słysząc jego głos i przeciągane sylaby i słowa, przemknęło jej przez głowę, żeby spytać Shiry, jak dawała radę z nim wytrzymać. Jej już teraz działał na nerwy. Chętnie by go też zaatakowała jednak... walka ze świeżym, wypoczętym Królem, kiedy wszystkie były jednak ranne i dość zmęczone... nie była dobrym pomysłem. Fugata to widziała, chociaż oczywiście duch bojowy Niyomi absolutnie nie przyjmował wyniku tego równania do świadomości.
- Skurwysyn. Jeden z drugim. - warknęła cicho, patrząc za oddalającymi się Królami. Ścisnęła w dłoni medalion, po czym popatrzyła dookoła... w tym na nieprzytomnego mężczyznę, którego znokautowała Niyomi.
- Co z nimi zrobić, Fugata-senpai? To gnidy Musana, ale... pasowałoby oddać ich z powrotem meteorytowi. Poza tym, może ten tutaj ma jakieś informacje. - wskazała na nieprzytomnego, a w jej pamięci mignął obraz tajnego obozu, gdzie przesłuchiwała - krótko, ale nadal - więźniów Kaminari. Czy byłaby w stanie zrobić to samo pobratymcowi? Nie była pewna.
Jej wzrok przesunął się po zwłokach shinobiego, którego sama zabiła. Może jednak mogła.
Wróciła do Sióstr, skłaniając im się jeszcze z wdzięcznością.
- Dziękuję wam za pomoc. Gdyby nie wy, pewnie bardzo źle by się to dla mnie skończyło. -
- 2 sty 2026, o 14:38
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1627
Re: Warsztat Kunisaku
Wyprawa Rangi A - "U progu wielkości."
5/19
Nizan
- Ta jego siostra to ma chyba szesnaście lat, a jej chłopak to shinobi, jak ty. Ale bardziej tępy. Jest starszy, od niej chyba parę lat, ma takiego głupiego wąsa pod nosem i jest doko i pracuje dla kogośtam w porcie.- odparła Arata, wyliczając po kolei to, co pamiętała na ten temat, zupełnie nic sobie nie robiąc z pytania i chyba nie rozważając go specjalnie jako coś dziwnego. Za to na pytanie o grzyba wzruszyła ramionami. - No właśnie nie wiem. Tak trzymać jednego grzyba to trochę głupio chyba, prawda? Zobaczę co będzie w tej naszej ruderze, to może jej cały koszyk narysuję. Poza tym chciał, żeby ją na golasa namalować, to jeszcze głupiej, jakby jednego grzyba tylko miała trzymać. -
Najwyraźniej, kwestia kompozycji i doboru rekwizytów dla modelki była istotna.
Potem przyszło do wstępnych oględzin i chociaż Nizan podzielał zdecydowanie zdanie córki o stanie budynku, to postarał się tego nie okazywać - zamiast tego skupiając się na pozytywach. Zresztą, w jego głowie powstał już wstępny plan, żeby... wykorzystać jakoś cały budynek, a nie samą piwnicę. Rzeczywiście, otwarcie jakiegoś realnego biznesu byłoby pewnie dobrą przykrywką dla magazynu stali i dało możliwość ukrywania jej transportów pomiędzy transportem towaru dla samej knajpy lub dowolnego innego interesu, który Nizan wymyśli w tym miejscu. Najpierw trzeba było jednak zobaczyć, jaki jest dokładny stan budynku.
Arata została posadzona na jakiejś starej, ale nadal nieźle się trzymającej (o dziwo) skrzynce, którą znalazł pod zadaszeniem od frontu. Dziewczynka usadowiła się tam, wyjmując swoje przybory do rysowania. Kiwała poważnie głową, słuchając polecenia.
- Dobra, narysować budynek. Razem z tą dziurą? Czy tak, jak to powinno wyglądać? - spytała, wskazując palcem w stronę dachu. Oczywiście, Nizan nie miał wielkich nadziei co do jakości rysunku - zwłaszcza, że Arata nie zabrała ze sobą absolutnie żadnego sprzętu do mierzenia czegokolwiek - ale oko miała już całkiem niezłe, a i rękę coraz pewniejszą. Kto wie, co stworzy, skoro już dostawała zamówienia na... akty.
- Będę tutaj. Albo po drugiej stronie, bo jak mam robić rzut, to musi być przecież każda ściana narysowana, prawda? Widziałam u ciebie. -
Potem Nizan mógł w miarę spokojnie przejść do oględzin wnętrza, zaczynając od piętra, gdzie prowadziły wąskie, skrzypiące schody ukryte za przesuwaną przegrodą. Gdy tylko Nizan znalazł się wyżej, od razu uderzyła go jasność sącząca się przez szeroką wyrwę w dachu.
Część podłogi blisko zniszczonej ściany była zwęglona; deski sczerniały i miejscami zapadły się, odsłaniając belki stropowe. W kątach zalegały fragmenty dachówek, kawałki drewna i pożółkły papier. Na jednej z belek widniały drobne drzazgi i odpryski ceramiki, jakby kiedyś coś wybuchło do środka i rozrzuciło wszystko na boki. Zgodnie z przewidywaniami, spora część tych desek była nadgniła, a w kącie widać było kilka... grzybów, które najwyraźniej doskonale się czuły w tych warunkach.
Dalej od epicentrum zniszczeń część mieszkalna zachowała się jednak zaskakująco dobrze. Stał tu niski stolik z zestawem czarek do herbaty - kilka było wyszczerbionych, ale ustawionych starannie, jakby ktoś jeszcze niedawno z nich korzystał, choć przykryte były warstwą kurzu. Przy ścianie znajdowało się pojedyncze posłanie: cienki materac, zrolowana, lecz przeżarta przez mole i również nadgniła kołdra, bambusowa mata. Na belce pod sufitem wciąż wisiały dwa pakunki suszonych roślin, których nie dosięgnęły ani ogień, ani fala uderzeniowa.
W jednym z kątów stała otwarta skrzynia z kilkoma ubraniami - skromnymi, codziennymi szatami, złożonymi niedbale, jakby porzuconymi w pośpiechu. Na podłodze, wśród porozrzucanych drobiazgów, leżało piórko do pisania o całkiem eleganckiej konstrukcji z jakiegoś rodzaju kości lub masy perłowej.
W następnej kolejności Nizan zszedł z powrotem na parter. Tam, w pierwszej izbie - gdzie najwyraźniej prowadzona była sprzedaż -wzdłuż ścian ciągnęły się regały z drobnych, ciemnych desek. Na nich musiały kiedyś stać dziesiątki, może setki ceramicznych i drewnianych pojemników i buteleczek różnych rozmiarów. Teraz zostało ich być może kilkanaście. Część wciąż nosiła czytelne, staranne napisy, inne dawno straciły swoje etykiety. W drugiej izbie, ukrytej za kontuarem, stały dwa niskie stoły. Na pierwszym leżały moździerze, kamienne i drewniane tłuczki, metalowe sitka, nożyki do przycinania korzeni oraz podstawki, gdzie można było w trakcie prac rozłożyć księgę lub zwój potrzebny podczas pracy. Drugi stół pełnił chyba bardziej rezerwową rolę, a może stał na nim jakiś cięższy i bardziej skomplikowany sprzęt alchemiczny - jego blat był porysowany i wytarty, w szczelinach drewna tkwiły ciemne okruszki nieznanych mieszanek, widać było też kilka jaśniejszych plam, które świadczyły o tym, że stała tam jakaś aparatura, teraz nieobecna. Na półeczce przy jednej ze ścian stała także drobna skrzynia na monety, okuta metalem, ale już na pierwszy rzut oka widać było, że jest otwarta i pusta.
Wejście do piwnicy znajdowało się na tyłach pracowni, za kolejną przesuwaną przegrodą, pod tymi samymi schodami, które prowadziły na piętro. Ukryto je pod prostą, drewnianą klapą, niemal zlewającą się z podłogą. Gdy Nizan ją uniósł, zobaczył strome, kamienne schody prowadzące w dół. Z piwnicy biło chłodne, ale zaskakująco suche powietrze, tylko odrobinę ciężkie i ziemiste.
Na dole znajdowało się niskie, sklepione pomieszczenie z masywnymi półkami z grubego, surowego drewna. Tu przechowywano kiedyś rzadkie składniki lub zapasy półproduktów. Co ciekawe, wiele naczyń wciąż stało na swoich miejscach, choć pokrywała je gruba warstwa kurzu.
Spacerując po piwnicych, Nizan dostrzegł w jednym z jej narożników z pozoru niepozorną wnękę. Z początku wyglądała na miejsce, gdzie po prostu zabrakło półek, ale przy bliższym spojrzeniu zauważył, że kamienne bloki w jednym miejscu były mniej zabrudzone, jakby czasem je poruszano. Przyjrzawszy się bliżej w świetle świecy, którą znalazł w pracowni powyżej, dostrzegł, że jeden z kamieni przy samej podłodze ma u samej podstawy dziurę, w którą można było wsunąć chyba stopę lub dłoń.
Kunisaku Shima
Kunisaku Arata
Karyou
-
-
- 2 sty 2026, o 00:27
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 27786
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Gdyby nie to, że była zajęta pilnowaniem własnych pleców i tym, by nie zginąć... to zapewne serce by jej stanęło widząc, jak Fugata zostaje przebita na wylot przez kolejnych shinobi, jakich najwyraźniej zabrał ze sobą Osanen na spotkanie. Już i tak była przerażona tym, że muszą walczyć z przedstawicielami własnego klanu. Gdyby jeszcze ujrzała, że to nie ostrze Kaminari, lecz jakichś... sługusów Musana zabija jej mentorkę, nie zniosłaby tego. Na szczęście, Osanen najwyraźniej przeliczył się, polegając na swoich własnych zdolnościach oraz zdolnościach zamaskowanych "uczniów". Wraz ze wsparciem Niyomi, której specyficzny, wężowo-uliczny styl chyba zupełnie zaskoczył przeciwników, posłańcy Musana nagle znaleźli się w rozsypce. W zasadzie wydawało się, że jedynym, który mógł dorównać - z trudem - samej Fugacie był Onasen, ale nawet on... został zmuszony do odwrotu, chociaż kosztowało to Fugatę utratę broni. Katana błysnęła gdzieś z boku, lecąc poza mur, jednak jej mentorka błyskawicznie zmieniła broń na chakram podrzucony w zwoju przez Niyomi i... szybko się okazało, że ta broń także "śpiewa" w rękach Fugaty tak skutecznie, że Osanen widząc, co się dzieje nie miał wyboru i sam rozwinął skrzydła, szykując się chyba do ucieczki.
Zostawiając bez zastanowienia swoich podwładnych.
Tych, których najwyraźniej Niyomi całkowicie zdeklasowała, sądząc po jej pełnych ekscytacji okrzykach. Dziewczyna była może mniej doświadczona, ale widać było, że walka to jej żywioł - do tego chyba długo czekała na okazję, żeby się sprawdzić i popisać. Najwyraźniej nie miało też dla niej znaczenia, że zabiła właśnie kilku członków własnego klanu. Harukę ten fakt smucił, ale też... wiedziała, że tamci byli gotowi zrobić to samo.
Dlatego też, kiedy jej shurikeny zostały - zgodnie z przewidywaniami uniknięte, ale przeciwnik nie zdecydował się użyć żadnej dystansowej techniki - najwyraźniej sam skupiając się na bliskim dystansie - Haruka wykorzystała to, czego się nauczyła. Nawet, jeśli ogromne, nowe skrzydła nie przyszły jej teraz z pomocą - będzie musiała dopiero popracować nad ich ponownym wybudzeniem - to nie miała zamiaru być pierwszą z Sióstr Nocy, która odda pole komukolwiek w walce w powietrzu. Skupiła się, walcząc z wiatrem, ale czując całym ciałem znajome przeciążenie i zbliżającą się podczas nurkowania z maksymalnego pułapu ziemię, czując na plecach shinobi, który wyraźnie liczył na to, że się rozbije o ziemię...
I nagle, w ostatniej sekundzie poderwała się tak, jak podczas nalotów i treningu, schodząc z drogi i posyłając oponenta prosto w objęcia tej samej ziemi, w której nie tak dawno zasnęli zarówno ich właśni żołnierze, jak i ci Kaminari. Patrząc po nienaturalnym ułożeniu ciała, udało jej się - dla pewności jednak posłała jeszcze trzy kunaie w dół, celując w głowę, gardło i serce. Dopiero potem odważyła się spojrzeć na Fugatę i Osanena oraz... na światło z południa.
Armia Kujaku. Jirou-sama przybył.
Marzyła o tym, by położył kres knowaniom Musana, lecz... wiedziała, że nadchodzące godziny będą potwornie ciężkie. Na razie jednak musiały... posprzątać tutaj. Fugata ścigała w powietrzu Osanena - tutaj Haruka się nie przyda, jej jedynym obowiązkiem było zamiast tego nie dać złapać się przypadkiem w genjutsu. Skręciła zatem ku Niyomi, w locie oceniając sprawność jej ostatniego przeciwnika i to, czy potrzebuje pomocy. Jeżeli nadążałaby za ruchami tamtego, a jej Siostra potrzebowałaby pomocy - miała zamiar skupić się na drugiej ze swoich silnych stron, czyli wylądować i ogonami trzymać tamtego na dystans, przeszkadzając mu ile wlezie, albo wręcz okrążyć go i z zaskoczenia wbić w niego ogon z bezpiecznego dystansu, gdy ten będzie próbował uciec przed atakami Niyomi. Jeżeli jednak tamten też byłby o klasę wyżej od niej, nie ryzykowała, zamiast tego po prostu odnajdując porzuconą katanę Fugaty i dopiero oceniając sytuację.
- 1 sty 2026, o 13:46
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Shinobi Zbijak!
- Odpowiedzi: 32
- Odsłony: 1389
Re: Shinobi Zbijak!
Nie do końca rozumie, czym to będzie... ale zaryzykuje i też się zapisze.
- 31 gru 2025, o 19:39
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1627
Re: Warsztat Kunisaku
Wyprawa Rangi A - "U progu wielkości."
4/19
Nizan
Nizan zapewne słusznie dostrzegł... trudność, jaką mogłaby sprawić próba wytłumaczenia MISTRZOWI OGNIA, że w zasadzie powinien rozwinąć jakoś swój repertuar. Nie miał jednak zamiaru teraz tłumaczyć tego żonie - być może lepiej będzie ją po prostu postawić przed faktem dokonanym i zamiast prosić o pozwolenie - prosić o przebaczenie. Z drugiej strony, przecież Shima znała też męża i ufała mu na tyle, że nawet jeśli zaproponowane przez niego rozwiązanie problemu nie jest dokładnie zgodne z tym, co sama mu zleciła... to jak długo działało, tak długo powinna je zaakceptować.
Na pytanie, dlaczego handlują przetopioną bronią, Shima tylko... uśmiechnęła się tajemniczo, nieco zamyślona.
- Zobaczymy, co przyniosą kolejne miesiące.- odparła, tonem głosu dając do zrozumienia, że na razie temat uważa za skończony. Nizan mógł jednak dość łatwo zauważyć, że cokolwiek planowała jego żona, dopiero się zaczynało. A plany wykopania tunelu oraz zabezpieczenie magazynu były pierwszymi krokami na tej drodze.
Kowal, wynalazca i shinobi w jednym zaczął się zbierać, jednocześnie pytając córkę o grzyby, na co Arata przewróciła oczami, jakby właśnie zadał pytanie o najprostszą rzecz na świecie.
- No jak to czemu? Bo Chudy Keishi mi mówił wczoraj, że ten syf co jego siostra przyniosła do domu to jakiś grzyb. A jej chłopak chciał, żebym mu ją narysowała, bo wie, że dobrze rysuję. To muszę wiedzieć, jak tego syfa narysować, żeby się zgadzało. - wytłumaczyła ojcu, kręcąc głową, kiedy Shima już odniosła naczynia, aby je pozmywać po śniadaniu. Arata tymczasem spakowała swoje przybory do rysowania oraz podkładkę i ruszyła za ojcem w stronę nowego magazynu.
Po krótkim spacerze stanęliście przed budynkiem, który najwyraźniej od... wczoraj należał do rodziny Kunisaku. Już pierwsze obejście pozwoliło Nizanowi ocenić, że najgorszym elementem konstrukcji jest dach i wschodnia część budynku - coś sprawiło, że powstała tam spora dziura, przez którą spokojnie mógł ktoś spaść. A jeśli była dziura - musiał być też grzyb i syf na piętrze, a kto wie, czy nie niżej. Poza tym jednak konstrukcja wyglądała... całkiem solidnie. Druga strona trzymała się dobrze, tylko pojedyncze dachówki wydawały się wymagać wymiany. Do tego filary podtrzymujące od frontu niewielkie zadaszenie, gdzie być może kiedyś przetrzymywano jakieś narzędzia lub wystawiano w cieplejszych miesiącach towary, żeby zachęcić bardziej kupujących wydawały się przeżarte przez korniki. Drzwi frontowe były wyłamane, ledwo trzymając się na zawiasach, do tego parę okien zostało zniszczonych. To tak... na pierwszy rzut oka.
- Ale beznadzieja. - skomentowała Arata, patrząc na zakup matki razem z Nizanem.
Kunisaku Shima
Kunisaku Arata
Karyou
-
-
- 31 gru 2025, o 18:26
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 27786
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
Osanen więcej nie mówił - a przynajmniej nie do niej samej, co już ostatecznie potwierdziło jej, że gdy tylko nie dała się wciągnąć w jego machinacje z meteorytem - przestała mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie, a na pierwszy plan wyszło... w sumie nie była pewna co dokładnie. Jeśli sprowokowanie Fugaty... to mu się to udało, do tego - chyba z większym sukcesem, niż zakładał. Nie widziała jeszcze swojej mentorki tak... zdeterminowanej, żeby kogoś zgładzić. Nawet w walce z Kaminari miała wrażenie, że się trochę... powstrzymywała? A teraz - inny sposób chwycenia miecza, cała postawa - wszystko świadczyło o tym, że nie miała zamiaru dać pardonu Osanenowi. I, co ciekawe, jego techniki genjutsu... nie do końca działały na jej mentorkę. Czy też - dawały mężczyźnie jedynie ułamki sekund przerwy od jej ataków, zaraz potem udawało jej się z nich wyplątać.
Siła woli Fugaty nie przestawała jej zadziwiać.
- Spróbuję, ale wiesz, gdzieś tutaj... szlag, no właśnie. - zaczęła odpowiadać Niyomi, ale ta już ruszyła na swojego przeciwnika, wprowadzając w ruch swoją własną broń, którą posługiwała się chyba z równym mistrzostwem, co Fugata swoją kataną. Haruka aż gwizdnęła cicho, widząc, jak udaje jej się raz po raz owijać "ucznia" Osanena, ciskając nim jak jakąś... lalką.
Kolejna siostra, która ją przerastała umiejętnościami... i kolejna, którą będzie musiała prześcignąć. Skoro jednak Siostry zajęły się swoimi przeciwnikami, ona skupiła się na własnym. Nie zamierzała pozostawać wiecznie w tyle.
Szybując w górę, była zadowolona, że wybrała najbardziej obcisły ze strojów. Nie był może tak wygodny, jak ich kombinezony, ale... wystarczający na jej obecne potrzeby, nie przeszkadzał zbytnio w locie. Przy okazji, gdzieś na jednym z dachów mignął jej nagle... Gzik. Gdyby nie to, że była skupiona na walce, to pewnie by podleciała do niego spytać, co tam robi - tym bardziej, że poza i mina - którą może sobie jednak tylko wyobraziła - była... bardzo nie-Gzikowa. Po raz pierwszy ukłuła ją myśl, że może... nie jest on tak nieszkodliwy, jakby należało przypuszczać. To jednak, co było istotne - to że nie pomagała ludziom Musana.
Nagle pieczęć na jej ramieniu zniknęła.
- Szlag. Nesaku-kami... chroń mnie. - mruknęła pod nosem, po czym szybko przenalizowała sytuację. Widziała, że Niyomi została zraniona, ale to i tak chyba była tylko lekka rana w porównaniu z tym, co właśnie urządzała swojemu przeciwnikowi. Podobnie Fugata, dalej napierała na Osanena. Co oznaczało, że ona sama najbardziej im pomoże, nie dając się złapać w kolejne genjutsu... i skupi na swojej walce. Co oznaczało, że musi w pierwszej kolejności odciągnąć swojego przeciwnika - z dala od jego szefa, to raz... i z dala od osady.
Obróciła się w powietrzu, przyspieszając i idąc w górę, by nagle zrobić gwałtowny obrót i cisnąć garścią shurikenów, które jeszcze jej zostały, w przeciwnika. Przede wszystkim jednak chciała sprawdzić jego szybkość reakcji oraz to, jak sprawnie porusza się w powietrzu. Napatrzyła się już na Siostry, znała też już swoje własne ograniczenia.
Czas było przetestować sprawność ludzi Musana w powietrzu i to, jak szybko są w stanie unikać pocisków oraz pikować w dół, by w ostatnim momencie wzbić się znowu w górę. Jej pierwszą taktyką było wykorzystanie tego, co już zdążyła poćwiczyć w trakcie bitwy oraz treningów z Siostrami - nawet, jeśli nie było ich wiele, to prawdopodobnie i tak miała o wiele większe szanse wykonać precyzyjny manewr, niż ludzie Musana. Tym bardziej, że nie miała na razie w swoim arsenale innych technik.... co będzie musiała z czasem nadrobić.
Przy okazji, spróbowała przywołać w swoim ciele pamięć tamtych... tamtych skrzydeł, których użyła w walce z Bijuu. Jeżeli tylko w kluczowym momencie znowu udałoby jej się ich użyć - była pewna, że osiągnie przewagę w powietrzu i zmusi przeciwnika do gwałtownego lądowania.
- 31 gru 2025, o 02:02
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1627
Re: Warsztat Kunisaku
Wyprawa Rangi A - "U progu wielkości."
3/19
Nizan
- Dobrze. Ze swojej strony... sugerowałabym Fuinjutsu. To akurat sztuka, która zawsze się przydaje. - skomentowała krótko mistrzowski, acz oczekiwany ruch męża Shima, po czym skupiła się już w pełni na pozostałych kwestiach organizacyjnych.
- Jeśli uda mi się pozyskać zamówienia na konkretne przedmioty - głównie broń - to skupimy się na sprzedaży przetopionej broni, najlepiej wzbogaconej w drobnym stopniu o lokalny materiał. To pewnie osłabi ostateczny produkt, ale w razie potrzeby da nam możliwość obrony, że jest to twój autorski pomysł. Jednak patrząc realnie... dostawców kanatańskiej stali stosunkowo łatwo namierzyć - przez to, że nie ma ich zbyt wielu. Dlatego chcę nam zorganizować... zabezpieczenie, któremu będzie zależało na niezależnym źródle. Dlatego też chciałabym, żebyśmy mieli odłożony pewien zapas. - odparła, być może częściowo gasząc obawy męża... a być może tylko je podsycając?
Na zgłoszone obawy co do tunelu, wzruszyła ramionami.
- Nie musisz tego skończyć dzisiaj, ani nawet w tym tygodniu. Wiem, że trzeba będzie posuwać się ostrożnie, żeby nie naruszyć konstrukcji pozostałych budynków, albo kanałów. Postaram się uzyskać plany okolicy, wtedy powinno być ci łatwiej to rozplanować. To samo się tyczy zresztą piętra. Wolę, żebyś przemyślał wszystko na spokojnie i dopiero zaczął działać, a nie rwał się do zmian jak tylko coś ci wpadnie do głowy.-
Tutaj Shima urwała, patrząc wymownie na Aratę, która najwyraźniej wykazywała dokładnie te same cechy - nawet, jeśli odziedziczyła po Nizanie spryt i łatwość kojarzenia faktów, to i tak miała tendencję do działania natychmiast, kiedy tylko jakiś pomysł wpadł jej do głowy.
Być może dlatego zły kot Anmou po otrzymanym łomocie natychmiast poprosił o rękę księżniczki Hamuki, starając się wkupić w jej łaski upolowanym specjalnie dla niej okiem jastrzębia. Arata tymczasem podniosła wzrok.
- Otōsan. Weźmiesz mnie ze sobą? Mogę narysować te piwnice. I zgniły dach. Ćwiczyłam rysowanie grzybów. - stwierdziła z dużą dozą pewności siebie i dumy, a Shima na ewentualne spojrzenie męża wzruszyła ramionami. Zadanie raczej nie było ryzykowne, ani przesadnie trudne. Może nawet był to dobry przyczynek do tego, żeby zaczęła wykonywać proste zlecenia w okolicy?
Kunisaku Shima
Kunisaku Arata
Karyou
-
-
- 30 gru 2025, o 15:33
- Forum: Osada Ryuzaku no Taki
- Temat: Warsztat Kunisaku
- Odpowiedzi: 30
- Odsłony: 1627
Re: Warsztat Kunisaku
Wyprawa Rangi A - "U progu wielkości."
2/19
Nizan
- Anata. I dlatego... do ochrony drewnianego w dużej mierze warsztatu... wybrałeś sobie shinobi, który posługuje się praktycznie WYŁĄCZNIE ogniem? I jeszcze uczynił z tego swój... znak rozpoznawczy? - Shima mówiła bardzo powoli, tonem, który miała zarezerwowany zazwyczaj dla Ara... nie, raczej nie dla Araty. Właśnie dla męża, kiedy w jej oczach nie do końca przemyślał to, co mówi, a ona chciała, żeby uświadomił sobie każdy słaby element własnego rozumowania. Nim jednak Nizan zdążył coś dopowiedzieć, uniosła rękę, powstrzymując dodatkowe tłumaczenia. - ...ale zgadzam się, że ktoś tutaj jeszcze się przyda, na wszelki wypadek. Po prostu... porozmawiaj z nim przy najbliższej okazji, żeby może zaczął się szkolić jeszcze w jakiejś innej dziedzinie. Już nawet Raiton byłby bezpieczniejszy. -
W międzyczasie Nizan miał okazję odkryć, że żona planuje najwyraźniej przynajmniej kilka kroków do przodu. Chociaż, oczywiście - magazyn było docelowym przeznaczeniem budynku, na razie była to - zgodnie ze słowami Shimy - jedynie rudera wymagająca remontu i poprawek. Było to jednak jakiś... początek.
Shima urwała na moment, stukając Aratę w ramię, by przypomnieć jej, że trzyma dalej w jednej z dłoni niedokończony kęs jedzenia, zapomniany w ferworze rysowania. Kiedy córka wróciła do jedzenia, spojrzała ponownie na Nizana.
- Zobaczymy, ile tego będzie i czy uda się poszerzyć nieco... pulę dostawców. Na razie po prostu chcę, żebyśmy mieli dodatkowe miejsce na trzymanie takich rzeczy. Chciałabym odłożyć trochę stali, tej najlepszej jakości, którą nam się uda uzyskać, żeby mieć czym w razie czego handlować, gdyby embargo się przedłużało. Wtedy jej cena tylko wzrośnie. Tę gorszą będziemy upłynniać od razu. - wyjaśniła swój plan, po czym upiła kilka łyków herbaty. Na pytanie o dystans, pokręciła głową. - Nie, nie mówiłam o tym, co stoi naprzeciwko nas - to zresztą należy do jakiegoś kupca z Cesarstwa, którego jednak od dwóch lat tutaj nie widziałam - tylko dwie przecznice dalej. Będzie pewnie ze 150 metrów. Poza tym budynek, z piwnicami, ma trzy kondygnacje. Na piętrze było najwyraźniej mieszkanie, na parterze sklep, a w piwnicy pewnie pracownia albo magazyn zielarski. Moja największa obawa dotyczy jakości pierwszego piętra, bo jeśli nie dba się o dach, to połowa pierwszego piętra mogła już zgnić i rzeczywiście bardziej będzie się opłacało wyburzyć całkiem piętro. Ale to zostawiam twojej ocenie. -
Żona przysunęła mu jeszcze talerzyk z dango na deser, sama biorąc jeden taki smakołyk.
Kunisaku Shima
Kunisaku Arata
Karyou
-
-
- 30 gru 2025, o 14:16
- Forum: Tereny Sporne - Półwysep Antai
- Temat: Północno - wschodnie wybrzeże
- Odpowiedzi: 319
- Odsłony: 27786
Re: Północno - wschodnie wybrzeże
- W takim razie się pochwal waszymi sukcesami. Albo porażkami na tamtym froncie, a nie gadasz cały czas dookoła. Lubisz dźwięk własnego głosu, prawda? - uniosła brew, kiedy Osanen - dalej tym swoim irytującym, protekcjonalnym tonem - deprecjonował jej liderkę i ją samą. Starała się jednak nie dać ponieść w tym wypadku za bardzo emocjom, świadoma, że pewnie na tym polega siła i taktyka mężczyzny przed nią. Za to na komentarz, że jakoby "dobrze przygotowano ją do rozmowy", niemal się znowu zaśmiała. Tak naprawdę jej przygotowanie było zerowe. Chyba, że chodziło o zaszczepienie niechęci wobec Musana i jego ludzi - wtedy... cóż, tak, ale z drugiej strony - ani Osanen, ani Asaro nie pokazali się od strony, która by ten obraz zaburzyła. W żaden sposób.
- Propaganda? To pokaż mi, bardzo cię proszę, chociaż jeden dowód na to, że nie jesteście tacy, jak was się opisuje. Bo cała postawa twoja, jak i Asaro, kiedy go spotkałam - obaj nie zrobiliście nic, żeby ten obraz zmienić, przeciwnie - wszystko, co robicie, tylko ten obraz umocniło. Nawet to, co robisz teraz... Najpierw zbuduj jakąkolwiek normalną, ludzką relację. A nie gadaj głupot o tym, że chcesz mnie "posiąść", bo wierz mi, że to skreśla cię już na samym początku. I jasno mi mówi, że... tak naprawdę nie zależy ci na mnie w żaden sposób. Byłam, albo dalej jestem, tylko pionkiem w jakiejś twojej chorej grze, którą sobie sam wymyśliłeś. -
Nie widziała w sumie, po co to mówi. Wyraźnie Osanen miał tak naprawdę ją w nosie i nie traktował nawet w najmniejszym stopniu poważnie. A to oznaczało, że cała ta dyskusja nie miała za grosz sensu. Potem zaś już odpowiadał na jej wściekłą reakcję, wyraźnie... wyraźnie mając zupełnie inne priorytety w życiu.
- W takim razie cała nadzieja w Jirou-sama, że jego eksperymenty pomogą nam stać się silnymi. A być może, zamiast mordować wszystkich dookoła, powinniśmy zastanowić się, jak się z nimi połączyć. Może dar Nesaku miał nam pomóc dotrzeć tutaj, w to miejsce na ziemi... i tutaj budować siebie od nowa. Ale wy oczywiście tego nie widzicie. Dla was to tylko... palenisko, które powoli gaśnie, więc trzeba podpalić cały świat, nim będzie za późno. - odparła, kręcąc głową z rozczarowaniem.
Nagle, ujrzała katanę, która pojawiła się między nią a meteorytem. Jej mentorka miała najwyraźniej identyczną opinię na ten temat, jak ona sama. I miała dość półsłówek Osanena. To, co ją za to zaintrygowało, to dwa wachlarze w dłoniach Króla. Nie widziała wcześniej nikogo, kto posługiwałby się podobną bronią. Czy jednak taka konstrukcja była dość wytrzymała, by dać odpór prostej, lecz skutecznej katanie Fugaty?
A potem pojawiło się wsparcie Osanena. Cóż, nie była tym zaskoczona - wręcz byłaby rozczarowana, gdyby nie wziął kogoś ze sobą. Nowością było jednak to, że byli to uczniowie, a do tego banda Musana nadała sobie nazwę... Bracia Krwi. Jakoś jej nie zdziwiło, że będą mieć krew w nazwie. Zerknęła na swoje ramię, ale... pieczęć nadal tam była. Czyli... to wszystko nie było genjutsu, a przynajmniej taką musiała mieć nadzieję - innej poszlaki nie posiadała.
- Czy tobie nigdy nie nudzi się gadanie? Trzeba było zostać aktorem, a nie shinobi, paniczyku. - warknęła krótko, sama przygotowując się do starcia. Na gadanie o zdrajczyniach pośród Sióstr nie zwracała uwagi. To było dosłownie najprostsze i najbardziej wulgarne, co mógł zrobić, żeby je między sobą skłócić, a ona nie wierzyła, że którakolwiek z Sióstr - nieważne jak mocno gryzłyby się między sobą - wystąpiłaby przeciwko pozostałym.
Jeden z uczniów wyskoczył ku niej, ale momentalnie został posłany do tyłu pojawieniem się Niyomi. Haruka uśmiechnęła się, widząc drugą Siostrę u swego boku.
- To samo mówiłam. - zgodziła się z nią, kiedy ta skomentowała gadaninę Osanena.
Nie widziała ostatniego z napastników, ale widziała, że skacze do góry - bardzo możliwe, że użył, tak jak one, techniki skrzydeł. Odskoczyła na bok i jednocześnie spojrzała w niebo, szukając jego sylwetki i sama przygotowując skrzydła do lotu.