Znaleziono 134 wyniki

autor: Izuro
wczoraj, o 11:40
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Zaczynał co raz lepiej rozumieć ten świat. Pełny korupcji i chęci bycia lepszym od innych, nie liczeniem się z ich życiem, czy też ambicjami. Najważniejsze w tym świecie było własne dobro! Widok dzieciaka i jego ojca podziałał jak zapalnik odblokowujący Nukenina którym dopiero tak naprawdę się stawał. Nie miał do tej pory za wiele, za uszami, ale czas było to zmienić. Chciał zabić tego grubasa! Pragnął jego krwi, poćwiartować bydlaka! Wytworzył więc klona glinianego i zaatakował jego strażników którzy odwrócili się w chwili ataku słysząc otwierane drzwi na górze. Była to żona ich szefa, w tym momencie musieli dostrzec swoją śmierć! Gliniany stwór z ostrzem zamiast ręki przeciął jednego, a następnie drugiego w czaszkę. Krew od razu trysnęła, jasnowłosy poczuł radość. Nie liczył się z tym, że młodzieniec na niego zerka zapewne. Czuł się w swoim żywiole! Kątem oka dostrzegł, że młodzieniec schował się za kamiennym stołem przy tacie. Nie chciał teraz na nich się skupiać gdyż mogli być wykorzystani, ale na szczęście tak się nie stało. Małżeństwo przekazało sobie wieści o jego położeniu, najpierw kobieta opowiedziała, że uciekł, a potem grubas dodał, iż jest tutaj i zajmie się nim, a ona ma wezwać straż! Zostało mu więc co raz mniej czasu, ale na tyle by pozbyć się grubasa!
Spojrzał na niego i szeroko się uśmiechnął.
- Cieszę się, że mnie znasz, ale nie wiesz jeszcze wszystkiego. Pamiętaj śmierć przyjdzie po każdego.... Nawet po taką szelmę jak Ty! - skoncentrował czakrę aby wysłać impuls w stronę glinianego klona. Wróg zaatakował właśnie na potwora nie wiedząc co może się z nim stać. Skoro chciał walczyć w bliskim kontakcie to musiał być w tym dobry, albo nie znać zdolności klanu wybuchu. Nie miał jednak zamiaru pokazywać tych zdolności w takich warunkach bo mogłoby się to źle zakończyć dla każdego tu obecnego. Westchnął cicho i rozpoczął ataki! Ostrza były skierowane w ważne punkty powodujące pogorszenie stanu zdrowia, ale nie zabicie. Pragnął jego śmierci, ale powolnej, pełnej cierpienia tak jak dawał innym. Odległość jaka jego dzieliła od klona była na tą chwilę całkiem wystarczająca. Ataki grubasa miały być przyjęte na ciało przez stwora, a włócznia zablokowana tak by w tej chwili zadać ciosy. Zielonooki odczuwał, że ta strategia mimo zdolności grubasa może się okazać naprawdę owocna. Wróg walczący z gliną w bliskim kontakcie musiał nie znać jego zdolności a to nie było jego problemem.
Jedynie czego teraz się obawiał to nieoczekiwanych ataków na które starał się mieć baczenie, a także na straż która prędzej czy później tu zawita, ale miał już pomysł jak ewentualnie ich zatrzymać, ale póki co miał trochę czasu. Wolał się pobawić z rywalem.
- Wypuść ich i odejdź z tej krainy to zachowasz życie! Krzywdzenie ludzi nie przystoi władcą osad zwłaszcza gdy na nią nie zasługują.... - westchnął szeroko przy tym się uśmiechając. Rozejrzał się po placu walki by dostrzec błoto, albo ewentualne materiały do techniki podmiany gdyby musiał działać defensywnie. Walka trwała na dobre, a każda rana wroga miała przybliżyć do zwycięstwa jasnowłosego. Kiedy pojmie władcę będzie miał pewność, że uda się ukończyć misję pozytywnie. Strażnicy nie zaatakują go raczej kiedy będzie trzymał kogoś takiego jako więźnia, a reszta wysłucha go w końcu widząc swojego byłego osadnika i jego rodzinę w takim stanie! Miał taką nadzieję! Każdy z nich mógł być na ich miejsc, ta świadomość mogła więc zmienić ich opinię o władcy osady, a żona? Zostanie także pojmana w jego planach!
Nazwa
C2: Nendo Kurīchā
Ranga
C
Pieczęci
Połowa Barana (detonacja)
Zasięg
20 metrów (zasięg linek oraz detonacji)
Koszt E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (1/4 na turę za 2 klony)
Dodatkowe
120g gliny za twór
Siła Wybuchu
Statystyki
Opis Użytkownik przy pomocy tej techniki tworzy ludzko-podobne twory, które są podłączone do naszych dłoni poprzez paski gliny. Twory są na tyle wytrzymałe, że mogą pochłonąć atak kataną i wessać ją w siebie. Ponadto każda odcięta część, może zostać przez członka klanu Douhito ponownie podłączona paskiem gliny, przez co użytkownik posiada nad nią kompletną kontrolę. Twory mogą przeobrażać swoje kończyny w wymyślne bronie np. maczugi czy też ostrza. Są to raczej karykatury wojownikó, które same w sobie nie znają się na szermierce, a ich głównym atutem wciąż jest wybuch. Ten, dość podobnie jak w C2: Nendo Bunshin - jest w stanie zadać przeciwnikowi dość duże obrażenia, które w krytycznych przypadkach są w stanie nawet oderwać kończynę czy nawet go zabić.
LEGENDA:
Mowa
Myśli
autor: Izuro
10 kwie 2026, o 10:26
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Kiedy zniknął za drzwiami by odkryć nowe pomieszczenie jego klon po prostu zamienił się w kupę gliny. Od razu wszyscy się oburzyli, nastała wrzawa. Domyślił się, że dzięki temu ma jeszcze mniej czasu niż sądził by coś zrobić. Miał tylko nadzieję, że wybrał odpowiednie miejsce do przeszukania. Liczył w głębi serca, że odnajdzie kobietę na samym dole. Ruszył więc ostrożnie po schodach uważając na każdy krok, a także zwracając uwagę na strażników którzy mogli go usłyszeć a tego nie chciał. Gdy tylko znalazł się na dole zaczął nasłuchiwać co tu się działo. Dostrzegł przed sobą kamienną ścianę przy niej dwójka strażników z zawiniątkiem, a przed nimi Grubas! Nie był jednak sam, jasnowłosy miał nadzieję, że to kobieta, ale jak tylko przyzwyczaiły mu się oczy dostrzegł, iż to nie jest cel jego poszukiwań. Był to facet, praktycznie nagi. Grubas w okrutny sposób znęcał się nad nim przypalając jego ciało gorącym narzędziem! Nie mógł się nawet odezwać gdyż w ustach miał knebel założony. Zarządca czuł się w tym obeznany, jego ruchy wskazywały, że to nie pierwszyzna. Zapewne w tych czasach trzeba było być bezlitosnym, a także potrafić o siebie zadbać i czasem umieć skrzywdzić kogoś, ale ten widok nie specjalnie podobał się zielonookiemu. Gdyby to był wróg to zrozumiałby, ale znając nastawienie naczelnika wiedział, że to jeden z mieszkańców, a może....
- Czyżby to ojciec Tobiego?! - pomyślał. Wszystko zaczynało łączyć się w całość tylko gdzie kobieta którą szukał, a także czy jest tu Tobi w zawiniątku? Miał się dowiedzieć. Po dosłownie ułamku sekundy nakazano strażnikom odkrycie postaci. Był to syn nagiego mężczyzny, ale nie mógł dostrzec kto nim jest.
- Gobumaru... - tak zwał się nagi mężczyzna. Grubas chciał od niego jakieś papiery. Czyżby akty własności? Albo coś innego, tylko co? Wbił czerwony od gorąca pręt w ciało wychudzonego mężczyzny praktycznie wchodząc jak w masło. Krzyk który wypuścił z ust pomimo knebla był słyszalny, ale zapewne tylko w bliskich pomieszczeniach. Na górze nikt pewnie o tym nie wiedział. Grubas był zarządcą osady, strażnikiem dobrobytu, czy działał jednak zgodnie z prawem? Czy mógł robić coś takiego?!
Izuro spojrzał na swoje dłonie gotowe do walki, kim był? Shinobi? Wojownikiem? Mordercą na zawołanie? Nie odkrył jeszcze tego wszystkiego. Wciąż był nieopierzonym człowiekiem działającym pod wpływem instynktu. Nie każdy jego ruch był dobry, przemyślany, ale... Pomagał mu stawać się kimś, tylko kim dokładnie? Westchnął głęboko. Pora było na jego ruch! Gdy już chciał coś robić usłyszał szarpnięcie za klamkę i wejście przez drzwi. Ktoś był na jego plecach. Miał więc mało czasu, czy powinien się schować? Wiedział jednak, że na górze trwają poszukiwania i albo to kolejni strażnicy, albo to ta jego kobieta! Jedno było pewne miejsc na ukrycie nie było za wiele. Jeżeli nie zrobi ruchu to straci przewagę zaskoczenia, ale narazi się na ewentualny atak z tyłu, a jeżeli wyczeka.... No cóż.
- Czas działać! - uśmiechnął się pod nosem nie wypowiadając ani słowa. Miał przygotowaną wcześniej glinę toteż odświeżył jej zdolności i wytworzył jednego glinianego strażnika*. Nie zależało mu na zdolnościach wybuchowych, a na jego prędkości i możliwości zabijania. Wolał atakować z lekkiego dystansu toteż coś pomiędzy sprawdzi się idealnie jako dystans! Atak z tyłu to było wręcz pewne toteż ustawił się tak by był skierowany do wejścia za ścianę i schodów przodem o ile było to możliwe. W pierwszej jego kolejności było uformowanie "potwora", w jego dwóch rękach miały być krótkie ostrza. W małym przestrzeniach nadawały się najlepiej. Nie miał zamiaru się liczyć z konsekwencjami ataku na "władze". Widział co tu się działo i miał zamiar temu zaradzić!
Po uformowaniu następuje atak na najbliższego strażnika, szybki doskok do rywala i z zaskoczenia przecięcie jego szyi, a następnie atak na drugiego celując w miejsca znaczące takie jak ścięgna, szyję, czy cokolwiek co mogło pomóc w walce. Miał nadzieję, że zaskoczenie mu w tym pomoże, a jego atak zakończy się pozytywnie. Celem było wyeliminowanie strażników, następnie dostrzeżenie ewentualnego zagrożenia na schodach, reakcję, a następnie dobranie się do skóry grubasa! Fakt wróg mógł zagrozić przez to życiu owej dwójce, ale miał nadzieję, że jakoś sobie z tym wszystkim poradzi! Nie miał za wiele czasu toteż chciał to zrobić jak najszybciej bez zbędnego wyczekiwania, na to już nie było czasu.
W razie ataków wroga w jego kierunku starał się tak zarządzać potworem aby ten mu pomagał w walce, jeżeli będzie to konieczne to sam też robi ruchy defensywne. Miał nadzieję, że jego ruchy będą na tyle płynne, że dość szybko wyzbędzie się strażników i reszta pójdzie jakoś z górki.... Był w ferworze walki, przetrwania tylko to dla niego teraz się liczyło, a także chciał dostrzec kątem oka czy ten chłopaczek to Tobi, a także co robi Grubas. W końcu mógł mieć jakieś metody ucieczki, albo zaskoczenia jasnowłosego. Wolał być na to przygotowanym.



__________________
*C2: Nendo Kurīchā
[tname=Ranga]C[/tname]
[tname=Pieczęci]Połowa Barana (detonacja)[/tname]
[tname=Zasięg]20 metrów (zasięg linek oraz detonacji)[/tname]
[topis=Koszt]E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (1/4 na turę za 2 klony)[/topis] [tname=Dodatkowe]120g gliny za twór[/tname]
[tname=Siła Wybuchu][/tname]
[tname=Statystyki][/tname]
[topis=Opis]Użytkownik przy pomocy tej techniki tworzy ludzko-podobne twory, które są podłączone do naszych dłoni poprzez paski gliny. Twory są na tyle wytrzymałe, że mogą pochłonąć atak kataną i wessać ją w siebie. Ponadto każda odcięta część, może zostać przez członka klanu Douhito ponownie podłączona paskiem gliny, przez co użytkownik posiada nad nią kompletną kontrolę. Twory mogą przeobrażać swoje kończyny w wymyślne bronie np. maczugi czy też ostrza. Są to raczej karykatury wojownikó, które same w sobie nie znają się na szermierce, a ich głównym atutem wciąż jest wybuch. Ten, dość podobnie jak w C2: Nendo Bunshin - jest w stanie zadać przeciwnikowi dość duże obrażenia, które w krytycznych przypadkach są w stanie nawet oderwać kończynę czy nawet go zabić.[/topis][/tab]
LEGENDA:
Mowa
Myśli
autor: Izuro
6 kwie 2026, o 15:50
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Był cały czas skoncentrowany na tym co robi. W końcu znajdował się w sporym niebezpieczeństwie. Nadawał cały czas sygnały klonowi aby jak najbardziej uwiarygodnić jego jako osobę. Po krótkiej chwili dostrzegł jak przy głównej sali niepostrzeżenie starają się przemknąć dwie postacie z jakimś przedmiotem zawiniętym dziwnie w dziwny materiał. Nie mógł dostrzec dokładnie co tam się znajdowało, ale mógł się tylko domyślać. Po ich minach można było ocenić, że nie należało to coś do najlżejszych. Nie minęła dosłownie chwila, a jeden ze strażników wyciągnął rękę do klamki i ruszył w stronę wejścia, drugi natomiast mocował się z materiałem w którym można było dostrzec wypadającą dziecięca rękę.
- Czyżby to był... TOBI?! - pomyślał nie wypowiadając tych słów. Starał się teraz działać jak najciszej się tylko dało. W tym czasie jego klon miał zostać zabrany przez straż i wyprowadzonym. Mógł zniszczyć budynek, albo zaatakować kobietę, ale wybrał pójście za tropem który się nadarzył. Ruszył więc jak najmniej postrzeżenie za nimi, miał nadzieję, że mało kto zdoła go dostrzec. Miał jednak świadomość, że było tu naprawdę sporo osób mogących jak on dostrzec najmniejszy ruch, ale nie przejmował się tym teraz! Kiedy znalazł się przy drzwiach wpierw nasłuchał czy nic się nie czaiło za nimi, a potem dość ostrożnie otworzył po czym wszedł do środka zamykając jak najciszej się tylko dało. W środku były wąskie schody i półmrok, jedynie pochodnie na ścianach dawały nikłe światło.
Ta ręka... Czyżby mieli także Tobiego? Może inna rodzina też się z tym zmaga? - kolejne rozważania dochodziły do jego głowy. Nie wiedział tego jednak, a warto by było na czymś zaczepić. W końcu i tak nie miał lepszego zadania, zostanie na górze praktycznie powodowało zakończenie negatywnie tej misji, jak nie historii swojego życia..
Widział w oddali dwa cienie, pochodnie były tylko przy wyjściu a więc cała jego droga mogła by odbyć się w ciemnościach. Mógł użyć swojej zdolności, ale nie chciał zostać wykrytym przez tą dwójkę więc ruszył za nimi ostrożnie stąpając po ziemi, uważał na każdy ruch by było cicho, ale też nie nastąpić niewłaściwie. Jeżeli uznałby technikę *Hikari za potrzebną by nie spaść, ale na tyle by nie zostać wykrytym to używa. Jeżeli sytuacja wygląda na taką, iż światło mogłoby być zauważone to nie ryzykuje. Kwestia interpretacji obecnej sytuacji przez Izura. Jako shinobi znał swoje zdolności i mógł ocenić co było głupim pomysłem. Każdy krok przybliżał go do odkrycia całej historii. Czuł, że to co spotka sprawi, iż dowie się dużo więcej o tej willi niż dotychczas.



PS: Hikari tylko gdyby potrzebował, a dwójka nie dostrzegłaby. - Kwestia interpretacji sytuacji przez shinobi.
*Hikari no gijutsu-kyu
[tname=Ranga]D[/tname]
[tname=Pieczęci]Brak[/tname]
[tmax=Zasięg]5 m[/tmax]
[tname=Koszt]E: 7% | D: 5% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: Niezauważalny (1/2 na turę)[/tname]
[tname=Statystyki][/tname]
[tname=Dodatkowe]Brak[/tname]
[topis=Opis]Użytkownik gromadzi chakrę w postaci skoncentrowanej kuli światła, która unosi się nad jego dłonią, oświetlając otoczenie. Siłą tego światła przypomina typową latarkę, więc nie jest w stanie nikogo oślepić, a jedynie oświetlić nam drogę.[/topis][/tab]

LEGENDA:
Mowa
Myśli
autor: Izuro
6 kwie 2026, o 10:03
Forum: Ogłoszenia Administracyjne
Temat: Wielkanoc 2026
Odpowiedzi: 29
Odsłony: 343

Re: Wielkanoc 2026

Dziękuję bardzo i również wszystkim życzę.

Odbieram 40 PH i 300 Ryō
autor: Izuro
4 kwie 2026, o 17:09
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

/Utsusemi było kierowane do kobiety "Grubasa".
150g odjęte, +120g przygotowywane na ewentualnie następną technikę.

Nie spodziewał się aż takiego wywrotu sytuacji. Nie był na nie gotowy i nie do końca wszystkie Jego ruchy mogły być przemyślanie. Z każdej jednak ścieżki można było zejść, albo wybrnąć z niej. Miał nadzieję, że jakoś mu się to uda uczynić. Nie było tu żadnego Genjutsu, jego klan znajdował się na środku sali aby przyciągnąć uwagę. Mimo nie przyjemnej sytuacji to wciąż miał przewagę w postaci zaskoczenia. Każda osoba widziała go na parkacie, a to był tylko klon który nie może mówić, ale potrafi się poruszać, a dopiero uderzony zamienia się w glinę. W pierwszej chwili chciał pokazać, że jego słowa nie są puste. Wysadzenie tego budynku mogłoby pozbawić go kobiety. Miał dziecko strzec, a gdyby on jeszcze jego matkę zabił? Misja byłaby całkowicie nieudana. Jego myśli w głowie były bardzo chaotyczne, dużo mu podpowiadało by wysadził to wszystko! Tylko po co...?
Wziął głęboki wdech i rozpoczął swoje kolejne działania. Po przemyśleniach. Miał nadzieję, że do ataku nie dojdzie na klona. Nie chciał stracić kamuflaż, a atak w drugie tempo nie był najgorszym pomysłem. Zawsze może później wysadzić klona, a na ten moment warto się schować. Toteż lekko skrył się bardziej w "cień". Nie chciał zostać zaskoczonym. Dostarczył impuls do klona aby ten podniósł ręce w geście poddania. Walka z dwunastoma rywalami mogła by być złym pomysłem chociaż wybuch zakończyłby wszystko. Uśmiechnął się lekko na tą myśl. Miał nadzieję, że te włócznie nie będą potrzebne. Nie odzywał się do kobiety na zaczepkę bo mógłby zostać dostrzeżonym.
Jego celem było zobaczenie co wydarzy się dalej i zareagowanie. Dostrzegł po całej sali, że wszyscy działają jak zaprogramowani. Naprawdę nie chcieli jakkolwiek poprawić swojego losu? Może powinien na to jakoś wpłynąć? Było to jakieś rozwiązanie które brał pod uwagę. Utsusemi w celach zbuntowania "poddanych", wolał tego na ten moment nie robić. Liczył w duchu, że straż wyprowadzi spokojnie klona. Reszta skupi się na sobie, a on będzie mógł niepostrzeżenie zakraść się bliżej kobiety. Wziął z sakiewki kolejną ilość gliny by przygotować szybciej technikę obronno-ofensywną.* W razie gdyby ktoś miałby go zaatakować, bądź gdyby to on chciał kogoś....

__________________
*C2: Nendo Kurīchā
[tname=Ranga]C[/tname]
[tname=Pieczęci]Połowa Barana (detonacja)[/tname]
[tname=Zasięg]20 metrów (zasięg linek oraz detonacji)[/tname]
[topis=Koszt]E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (1/4 na turę za 2 klony)[/topis] [tname=Dodatkowe]120g gliny za twór[/tname]
[tname=Siła Wybuchu][/tname]
[tname=Statystyki][/tname]
[topis=Opis]Użytkownik przy pomocy tej techniki tworzy ludzko-podobne twory, które są podłączone do naszych dłoni poprzez paski gliny. Twory są na tyle wytrzymałe, że mogą pochłonąć atak kataną i wessać ją w siebie. Ponadto każda odcięta część, może zostać przez członka klanu Douhito ponownie podłączona paskiem gliny, przez co użytkownik posiada nad nią kompletną kontrolę. Twory mogą przeobrażać swoje kończyny w wymyślne bronie np. maczugi czy też ostrza. Są to raczej karykatury wojownikó, które same w sobie nie znają się na szermierce, a ich głównym atutem wciąż jest wybuch. Ten, dość podobnie jak w C2: Nendo Bunshin - jest w stanie zadać przeciwnikowi dość duże obrażenia, które w krytycznych przypadkach są w stanie nawet oderwać kończynę czy nawet go zabić.[/topis][/tab]
autor: Izuro
2 kwie 2026, o 13:07
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Wszystko tutaj działo się tak szybko, każdy taniec oddalał jego od Kamaki. Nie wiedział czemu sobie to robi, ale taka tu była tradycja, w pewnym momencie całkowicie stracił ją z oczu przez co od razu się przeląkł. Co on teraz powie Tobiemu?! Nie wszystko jednak było stracone. Musiał szybko działać i uważać na każdego tu zgromadzonego. Wziął głęboki wdech i spojrzał na balkon w którym wcześniej bywał grubas. Dostrzegł tylko jego kobietę która zapewne miała zdolności shinobi, a i on mógł jakieś posiadać. Zielonooki był mocno zirytowany, że dopuścił do tej sytuacji! To była jego wina! Zacisnął mocniej pięść i jeszcze raz spojrzał dookoła. Domyślali się pewnie, że on ją szuka. Chciał stwarzać takie pozory by zaskoczyć wszystkich. Miał już plan.
Jeżeli faktycznie kobiety nie dojrzy nigdzie to zaczyna swój ruch! Czy mu się uda tego nie wiedział, ale musiał zagrać ostro tak jak i oni. Tylko kto tu był po jego stronie? Kto mu pomagał? Gdzie dokładnie znajdowała się Kamaki? Nie wiedział! Odwrócił się plecami do kobiety, odsunął się od reszty bliżej ściany i złożył pieczęć aby spróbować uwolnienia w postaci techniki mu dobrze znanej KAI*. Sądził, że i tak mu nic to nie pomoże, ale wolał spróbować. Odwrócił się jeszcze raz by dojrzeć balkon i otoczenie. Jeżeli celu dalej nie ma, a reszta otoczenia dalej udaje, że go nie zauważa to zmierza do nieco pustszego pomieszczenia, korytarza, toalety w którym mógłby stworzyć swojego glinianego klona** który to miał za zadanie ruszyć jako pierwszy na parkiet i być coś na zasadzie wabika, ale też bomby mogącej nieco zagrozić temu zgromadzeniu. Kiedy to klon pojawi się na sali jasnowłosy zabiera się za ostatnią technikę w swoim ruchu. Przykłada pieczęć barana i zaczyna swój komunikat do żony grubasa.
- Witaj, nazywam się Izuro... Oddajcie mi Kamaki, jeżeli tego nie zrobicie cały ten budynek włącznie z ludźmi tu znajdującymi zniknie z powierzchni ziemi. Jestem do tego zdolny, a wy nie zdołacie wszystkich uratować zapewne nawet i siebie. Dlatego... Proszę bez głupich ruchów, niech ludzie dalej tańczą, a Kamaki ma się znaleźć z powrotem na parkiecie cała i zdrowa! - zakończył swoją wypowiedź. Mógł szukać ją po całym budynku, ale wiedział, że nie zdoła jej znaleźć dlatego wolał wywabić. Klon miał zdolność wysadzenia części tego pomieszczenia. Na pewno nie całej willi, ale tego nikt nie wiedział. Swoją pozycję starał się ukrywać, a klon miał być wabikiem znajdującym się na sali, ale nie tańczącym, nie rozmawiającym z nikim. Po prostu stał i patrzył się na kobietę, na balkonie. Oczekiwał na dalsze ruchy przeciwnika. Nie miał innego pomysłu.

PS: Jeżeli Utsusemi nie będzie mogło to Izuro osobiście przemieszcza się na balkon by porozmawiać z kobietą, a klon ma cały czas przekazywane by stał i się nie ruszał. Większość spojrzeń na nim ma się skupiać.
*Kai
[tname=Ranga]E[/tname]
[tname=Pieczęci]Baran[/tname]
[tname=Zasięg]Bezpośredni[/tname]
[tname=Koszt]Brak[/tname]
[tname=Statystyki][/tname]
[tname=Dodatkowe]Brak dodatkowych wymagań[/tname]
[topis=Opis]Jutsu to polega na chwilowym odcięciu dopływu chakry do mózgu, dzięki czemu jakiekolwiek impulsy - również te narzucone zewnętrznie - przestają działać. Efektem tego jest uwolnienie użytkownika z dużej ilości prostszych technik genjutsu. Niestety, te silniejsze dalej będą na nas oddziaływać i trzeba je dezaktywować innym sposobem.
  • Kai (bonus zależny od Kontroli Chakry)
  • +60 konsekwencji dla KC od E do B
  • +70 konsekwencji dla KC A
  • +80 konsekwencji dla KC S
  • +90 konsekwencji dla KC S+
[/topis][/tab]
**C2: Nendo Bunshin
[tname=Ranga]C[/tname]
[tname=Pieczęci]Połowa Barana (przy detonacji)[/tname]
[tname=Zasięg][/tname]
[topis=Koszt]E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (za klona) + to, co przekażemy (minimum 1%)[/topis]
[tname=Siła Wybuchu][/tname]
[tname=Statystyki][/tname]
[tname=Dodatkowe]150g gliny za klona[/tname]
[topis=Opis]Przydatna technika, która pozwala stworzyć klona, który walczy z przeciwnikiem zamiast nas, choć może też działać jako pułapka. Bunshin ten potrafi używać technik klanowych oraz niewymagających chakry (np. taijtsu/bukijutsu), do tego nie posiada ekwipunku. W momencie gdy przeciwnik zada cios, klon zmienia się szybko w glinę i unieruchamia wroga. Wtedy można zdalnie go zdetonować i zadać przeciwnikowi dość duże obrażenia, które w krytycznych przypadkach są w stanie nawet oderwać kończynę. Klon nie posiada osobnej gliny do wykonywania technik klanowych. Wykorzystuje nadmiarową glinę, która została użyta do jego stworzenia.
Klon nie posiada wolnej woli oraz zdolności mówienia. Ze względu na brak świadomości jest więc niepodatny na genjutsu. Jego działania są w pełni uzależnione od stwórcy, który musi wydawać mu mentalne polecenia. W przypadku braku poleceń wywołanych np. krytycznymi ranami użytkownika bądź wykluczenia z walki, klony rozpadają się.[/topis][/tab]
***Utsusemi no Jutsu
[tname=Ranga]D[/tname]
[tname=Pieczęci]Baran[/tname]
[tmax=Zasięg]50 metrów[/tmax]
[tname=Koszt]E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2%[/tname]
[tname=Statystyki][/tname]
[tname=Dodatkowe]Trzeba utrzymywać pieczęć[/tname]
[topis=Opis]Technika mająca na celu zmylenie, bądź nawiązanie kontaktu z celem. Dzięki niej możemy emitować każdego rodzaju odgłos jaki siedzi nam w łbie, czy to ćwierkanie ptaków, wybuchy notek, ryk lew lub innego człeka głos. Dźwięk atakuje dany cel z każdej strony, nie dając mu szansy na zlokalizowanie użytkownika, no chyba że ten stoi na widoku. Dany odgłos jest nadawany cały czas, do momentu kiedy dana pieczęć nie zostanie rozłączona.[/topis][/tab]
autor: Izuro
30 mar 2026, o 19:28
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Dzień chylił się ku końcowi, a jasnowłosy czuł jak by dopiero miał się zacząć. Było dzisiaj pogodnie i wciąż ciepło, a on kroczył w lekkich ciemnościach z piękną, jeszcze młodą kobietą ubrany w eleganckie kimono jej męża. Był dla niej kimś obcym, paradował w ubraniu jej ukochanego, ale nie czuł się z tym źle. Kobiecie potrzebna była czasem adoracja by lepiej się poczuć dlatego też jasnowłosy nie szczędził sobie komplementów w stronę Kamaki
– Zniknął tylko jeden obrazek… Rodzinny zapadły mu jej słowa w pamięć. Skoro ich opuścił to czemu miałby wziąć ze sobą takie dzieło? Może został zabrany do wojska siłą bez wiedzy kobiety? A może porwany w celach zdobycia majątków. Tego jednak do końca zielonooki nie rozgryzł. Coś jednak w tej historii było kompletnie pogmatwane. Droga co willi obyła się bez trudów, a i wejście do najcięższych nie należało. Poczuł tylko zimne spojrzenie ochroniarza na sobie, był teraz w otoczeniu pięknej kobiety i tylko to się dla niego liczyło. Weszli do środka. Odczuł, że jego widok parę różnych par oczu przyciąga samoistnie. Niby był tu obcy, ale te spojrzenia były.... Nie było to teraz ważne, rozglądał się po otoczeniu, a przy tym starał się nie stracić z pola widzenia partnerki tego wieczoru. Przepych, tak można było to skwitować jednym słowem. Grubas najwidoczniej lubił się chełpić swoją willą. Nie przejmował się jednak gdyż biedniejszy nie znaczy gorszy. Wywodził się z zamożnej rodziny, ale nigdy nie czuł od niej miłości więc trochę rozumiał ów sytuację. Nie czuł jednak bólu z powodu swojego niższego stanu zamożności. Wszędzie krzątali się ludzie, każdy był naskakiwany przez służących podających przekąski i alkohol. Nie był zbytnio głodny gdyż niedawno jadł przepyszne jedzenie rodzinne. Alkohol w tym momencie też był mu całkowicie zbędny. Dookoła grała również orkiestra, grali całkiem przyjemne melodie. Po krótkiej chwili dostrzegł balkonik, a na nim jednego ze swoich zagrożeń. Znajdował się tam grubas Tadaoki, a obok niego jakaś szpetna dama zapewne jego partnerka. Nie wiedział jakiego jest stanu, ale nie było dla niego w żaden sposób interesujące. Kobieta również nie należała do tych przyciągających oka, kiedy Kamaki doszła do niego w ułamku sekundy dostrzegł, że partnerka gospodarza zniknęła. Lekko go to zdziwiło, ale zapewne miała swoje obowiązki. Każdy żarł i bawił się w najlepsze, w tym momencie postanowiono by wstrzymać. Grubasek podniósł rączki by uciszyć zgromadzenie, udało mu się to. Wymówił parę słów po czym dodał zapraszamy na parkiet... Taniec... Nie miał za wiele z nim do czynienia, co jeżeli będzie musiał zatańczyć? Lekko się zestresował tą czynnością, nie czuł się w niej pewnie. Znowu go gospodarz zaskoczył gdyż w tym momencie bez większych przeszkód zeskoczył na parkiet jak by miał coś do czynienia ze sztukami ninja. Zielonooki uśmiechnął się pod nosem. Przywódca wioski uśmiechnął się szeroko, po czym klasnął w dłonie, a już po chwili muzycy zaczęli grać żywiej. Wszyscy otoczyli wodza w kółku. Każdy tu z obecnych chciał coś dla siebie dlatego też grał w grę jaką nakreślił mu wyżej stanowiskiem gospodarz. Ta cała farsa nie podobała mu się, ale cóż miał zrobić. Spojrzał na Kamaki lekko zdziwiony. Oczekiwał nieco bardziej debat, rozmów nad rozwojem wioski niż pyszny bankiet aby podkreślić swoją stanowczość. - Co jeszcze....? Cholera... - pomyślał, przeklinając w głowie. Przed nim odbywał się kolejny taniec tym razem z partnerami, a on nie umiejący miał zatańczyć z tą pięknością. Przełknął ślinę i zacisnął pięści, był lekko spięty. Kiedy zbliży swoje ciało do kobiety szepta jej na ucho.
- Nie potrafię tańczyć. Prowadź... - po czym uśmiechnął się jej prosto w twarz mając nadzieję, że kobieta pokaże mu co i jak by się nie zbłaźnić, a on? Będzie zmuszony posłuchać i wszystko co powie zaaplikować do swojego tańca. Miał tylko nadzieję, że jakoś to pójdzie. Przyglądał się całej otaczającej rzeczywistości mając nadzieję, że czym prędzej rozgryzie tą szopkę i dowie się coś więcej, coś konkretniej o całej tej historii.

LEGENDA:
Mowa
Myśli
autor: Izuro
24 mar 2026, o 12:05
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Parę kilometrów podróży na koniu, czy w biegu zajęło by parę chwil dla niego, ale spacer z kobietą tak ubraną? Nie należał do najszybszych, ale nie śpieszyło mu się wcale. Wolał z nią porozmawiać. Dowiedzieć się czegoś czy też mieć szanse na nagrodę. W głębi duszy chciał od niej cichego, skrytego, smacznego buziaka. Jak na to, że była mężatką i miała dziecko wyglądała naprawdę zjawiskowo. Czy jasnowłosy się zakochał? Ciężko było to tak nazwać nie mniej jednak jakieś lekkie zainteresowanie jej osobą czuł. Wziął głęboki wdech i spojrzał się w dal by dostrzec ile jeszcze przed nimi drogi. Na szczęście parę chwil rozmowy jeszcze była przed nimi. Wysłuchiwał uważnie nie przerywając rozmówczyni ani przez chwilę. Opowiadała o swoich przemyśleniach na temat nagrody, a także historię jaka miała miejsce względem jej męża. Trochę go dziwiła ta sytuacja, że facet mając piękną żonę i kochanego mógłby ich opuścić. Musiało się coś zdarzyć takiego, albo był po prostu dupkiem. Kobieta była wtedy na dodatek chora. Słychać było w jej głosie nutkę akceptacji na temat ewentualnego opuszczenia męża. Czy ona się z tym pogodziła? Była faktycznie winna tego, że mógł nie chcieć wrócić do nich?
Zielonooki spojrzał na willę, przypomniał sobie wygląd grubego burmistrza którego można było ocenić jako kogoś podstępnego. Zastanawiało go do czego jest zdolny ten człowiek i ta cała jego ochrona. Czyżby któregoś dnia chcieli się na tyle pozbyć tej rodziny, że uwięzili albo co gorsza skrzywdzili tego człowieka? Nie dawało mu to spokoju.
Wiedział jedno. Ta misja nie będzie należała do takich prostych bo stąpał po naprawdę kruchym lodzie. Z jednej strony ochroniarze i ten grubas, a z drugiej strony złe słowa, zły ruch i stanie się wrogiem wojsko Karmazynowego Szczytu a wtedy lepiej uciekać czym prędzej... Słuchał dalej co kobieta miała mu do powiedzenia w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że miał jedno ważne pytanie co do tej sytuacji które mogło mu trochę opowiedzieć więcej.
- Mam tylko jedno. Czy Twój mąż zabrał ze sobą coś więcej niż podstawowe rzeczy do pracy? Majątek, dodatkowe ubrania, pożywienie? Trochę to dziwne, że Was od tak opuścił, może... - nie dokończył swojej wypowiedzi. To już zostawił w swojej głowie. W końcu co jej miał powiedzieć, że domyśla się co mogło zajść? A co jeżeli faktycznie ich zostawił? W końcu kobieta sama dopuszczała taką myśl do siebie. Zbliżali się do miejsca, wysłuchiwał jeszcze ostatnich haseł kobiety i gdy zbliżyli się do willi spojrzał jej głęboko w oczy.
- Jestem przy Was i mam zamiar pomóc, jak tylko poczujesz się źle, albo będziesz chciała wyjść szarpnij za mój rękaw. Ruszajmy... - to mówiąc ruszył przodem w stronę pomieszczenia w którym mieli zamiar się znaleźć. Czy ten wieczór będzie ciekawszy niż sądził? Zwracał uwagę na szczegóły, ochronę, otoczenie, ludzi którzy tu przebywali. Coś mogło mu więcej opowiedzieć, a może ostrzec. Starał się nie dać po sobie poznać nieufność, obojętność do osady. Trzymał się blisko kobiety starając się jej nie opuszczać choćby na chwilę. Miał też nadzieję, że pod jego nieobecność nic się w domu nie wydarzy z Tobim i Nobu.

LEGENDA:
Mowa
Myśli
autor: Izuro
19 mar 2026, o 21:25
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Kiedy kobieta usłyszała cenę za misję od razu odebrała ją inaczej niż mu chodziło po głowie. Już chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał się. Chciał dobrze ułożyć to w słowa i wybrać może nieco lepszy moment. Ten do takiego nie należał, nie chciał przekonywać czy szantażować. Wziął głęboki wdech i spojrzał w oczy mężatki. Kobieta oczekiwała stabilizacji, jej mąż zniknął dwa miesiące temu i nie wiadomo było tak naprawdę co się z nim dzieje. Nie wiedział jednak czemu Tobi informował go, że ojciec zginął? Kto mu takie wieści przekazał? Czyżby rada osady jątrzyła fałszywe wiadomości aby chłopak się załamał, a może faktycznie tak było, że oboje stracili bliską im osobę? Tego nie wiedział, ale nie chciał się mieszać tak głęboko w sprawy tej rodziny. Miał misję do wykonania. Kobieta odwróciła się na pięcie i ruszyła do domu aby przygotować rzeczy na dzisiejszy wieczór. Nie przeszkadzało mu to, w innym miejscu dostrzegł szczęśliwego młodzieńca który cieszył się, że jasnowłosy z nimi zostanie do jego urodzin. Wspominał też, że jego ojciec wróci. Zielonooki kompletnie nie rozumiał o co tu chodzi. Czyżby młodzieńcze marzenie, że ktoś martwy może wrócić? Nie chciał jednak zmieniać jego nastroju toteż uśmiechnął się tylko i rzekł.
- Pamiętaj, jak będziesz już "dorosły" masz dbać o swój dom, a także swoją mamę! - to mówiąc skierował palec do góry mając nadzieję, że chłopak to samo zrobi jako obietnicę. Tobi tak bardzo chciał by ojciec był z niego dumny. Zielonooki od razu przypomniał sobie relację ze swoim ojcem który go opuścił. Czy wiedział o nim? Nie interesował się kimś tak małostkowym. Nie czuł więc przywiązania do swojego klanu. Spojrzał w niebo, było jeszcze dość widno i mógł zabrać się za przygotowania, ale też cieszyć się ze względnego spokoju tu panującego. Na polu bitwy to zupełnie inaczej wygląda....
Przygotował swoją kąpiel i gdy ją brał usłyszał głos kobiety która przyniosła mu kimono męża, nie przejmował się jej osobą. Jego rzeczy były odłożone na taborecik. Miał nadzieję, że kobieta się domyśli. Jak nie to po wieczorze przypomni jej o tym, nie było to takie ważne w tym momencie. Kiedy odświeżył się od razu podszedł do nowego ubioru. Przymierzył go i całkiem dobrze na nim leżał. Gdzieniegdzie były różnice, ale praktycznie nie zauważalne. Wziął głęboki wdech, spojrzał w dal. Pomału zaczynali zbierać się w willi mieszkańcy. Miał jeszcze jednak trochę czasu. Kamaki przystąpiła do zbierania się odsyłając przy tym syna aby ten był gotowy do spania. Kiedy ona przygotowywała się Izuro wyszedł na zewnątrz. Przyglądał się chłopaczkowi i zwierzęciu, jego szczęściu. Postanowił, że spyta się kobiety o to gdy będzie na to odpowiedni moment. Czekał na nią aż będzie gotowa. Po parudziesięciu minutach wyszła, była ubrana w dobrze dopasowane kimono w krwiste kwiaty. Usta miała pomalowane również na krwisty kolor, włosy zakręcony w warkocz. Pięknie wyglądała i miał zamiar to przyznać, od razu wstał i odpowiedział.
- Pięknie wyglądasz.... - spojrzał po chwili na willę. - Widzę, że ludzie się zbierają na nas chyba też już czas. Nie obawiam się tego co tam napotkamy.... Ruszajmy... - to mówiąc ruszył naprzód, ale będąc obok kobiety. Nie przed nią, czy za nią. Chciał być jej towarzystwem, a nie cieniem. Mieli trochę drogi do przejścia i jasnowłosy po krótkiej chwili postanowił to wykorzystać.
- Co do mojej nagrody... wybacz, że o to poprosiłem. Nie chodziło mi o coś zobowiązującego, a po prostu o mały, skromny gest. Bez tego się obejdę. Jak mógłbym spytać jaka jest prawda o nim? Zniknął, czy zginął. Tobi mi mówił wcześniej, że zginął. Czyżby ktoś mu tak nagadywał? Wojna zbiera żniwa, ale nie warto tracić nadziei. - przy tak pięknej kobiecie czuł się swobodnie. Chciał jednak ją nieco rozweselić, pomóc w tak trudnych chwilach. Zapewne nie było jej w tym wszystkim łatwo. Ruszył ku przeznaczeniu mając nadzieję, że uda im się jakoś pomóc w tym wszystkim.... Miał też nadzieję, że podczas ich nieobecności nic się nie stanie chłopakowi. Niby pies był z nimi, ale nie do końca wyglądał na obronnego. Po drodze rozglądał się czy ktoś przypadkiem nie kryje się aby mu przeszkodzić w ukończeniu misji.
autor: Izuro
17 mar 2026, o 16:20
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Kiedy tylko zniknął z ich oczu zarządca nie minęła chwila aż w końcu otrzymał to na czym mu zależało. Jasną, przejrzystą odpowiedź. Nie był poinformowany do tej pory o co tu chodzi, jak może pomóc, na czym miałoby to wszystko polegać, ale teraz? Teraz dostał w końcu konkret. Uśmiechnął się do niej.
- Teraz już rozumiem to co chciałem wiedzieć. Nie ma problemu bym został z Wami przez ten czas, a co będzie dalej to zależy od dwóch stron.... - to mówiąc spojrzał jej głęboko w oczy. Była bardzo urodziwa, samotna tak jak i on, a jej syn? Bardzo miły i potrzebował męskiej ręki. Nie chciał myśleć o czymś więcej, ale może mógłby na jakiś czas tu zostać. Pomóc w tym wszystkim, a może kto wie? Nie chciał jednak by wdowa była zobowiązana do czegokolwiek mimo wszystko postanowił co nieco dla siebie ugrać.
- Przyjmuję ów zadanie, pomogę wam, ale będę prosił o pewną nagrodę, a mianowicie.... - to mówiąc podszedł do niej bliżej i szepnął cicho do jej ucha.
- Po wszystkim chciałbym dostać od Ciebie buziaka.... - zrobił krok do tyłu tak by chłopak też słyszał dalszą część. - Bez tego też wykonam swoje zadanie. Tobi czuję się zaproszony na Twoje urodziny! - zaśmiał się do wszystkich. Miał przed sobą parę tygodni wyjętych z życia, ale nie było to dla niego problemem i tak nie miał swojego celu do zrealizowania. Może też dowie się czegoś więcej o osadzie, kobiecie, czy też wojnie. Może odnajdzie swoje przeznaczenie? Kto wie!
Jego misją miała być od tej pory ochrona młodego chłopaka. Miał nadzieję, że podoła, kto wie do czego burmistrz był zdolny. Za parę tygodni kiedy Tobi będzie miał jedenaście lat będzie mógł sam o sobie decydować, a co za tym idzie jego misja się zakończy. Teraz jednak trzeba będzie przekonać całą osadę, że jest tu tylko po to by zarządzać domostwem. Najpierw warto było się trochę odświeżyć. Wszedł do swojego nowego domu na jakiś czas, dostał wytyczne i wiedział co może. Spojrzał na kobietę która powiedziała, że może mu użyczyć ubranie męża.
- Jeżeli to nie problem to chętnie skorzystam z propozycji odświeżenia swoich ubrań, a na wieczór założę ubrania Twojego męża o ile to nie problem. Później wolę jednak założyć swoje by mieć wszystko co będzie mi potrzebne do misji...Dziękuję. - kobieta odeszła toteż wszedł do środka by się bardziej rozejrzeć. Odłożył swój niepotrzebny sprzęt w pomieszczeniu i ruszył do podstawowych zadań co rusz zerkając na biegającego Tobiego i Nobiego. Chłopak był taki beztroski... Nie do końca zdawał sobie sprawę z zagrożenia które na pewno nad nim ciążyło bo w przeciwnej sytuacji nie zostałby shinobi zatrudniony do tej misji. Rozejrzał się w około. Studnia z żurawiem, wiadro, drewno, siekiera! Nic więcej mu nie było potrzebne w tym momencie. Zaczął więc od pierwszego napełnienia wiadra. Podszedł do wypełnionej wody dziury, przyczepił wiadro i spuścił je w dół by zaczerpnąć płynu. Kiedy już je wyciągnął ruszył do izdebki, położył na kuchence aby je podgrzać. Chciał dobrze się wymyć by być czystym na wieczór. Nie ukrywał, że trochę ta misja go ciekawiła. Była zupełnie inna niż wszystkie dotychczas. Gdy miał pierwszą czynność za sobą ruszył by uzupełnić opał, zebrał więc siekierę, parę polan, ustawił je na większej kłodzie i przystąpił do rąbania. Czynność była monotonna, ale nie przeszkadzało mu to. Kiedy już udało mu się trochę zebrać opału zebrał je i ruszył w celu rozpalenia w piecyku by nagrzać wodę. Nie ominęły go trudności gdyż dawno nikt tu nie mieszkał, ale mimo wszystko starał się ze wszelkich sił. Oczekiwał na nagrzanie wody. W międzyczasie sortował swój sprzęt tak by zebrać za sobą parę drobiazgów które mógł ukryć, parę kunai, shurikenów zawsze potrzebnych. Trochę tego było, a te mniej potrzebne rzeczy po prostu odłożył mając nadzieję, że nikt ich nie ukradnie, ale kto niby miał to zrobić. Nabrał jeszcze parę wiader wody aby choć trochę uzupełnić balię zimną wodą która mu nie przeszkadzała. Ciepła była tylko do szorowania, w końcu chłodną nie wszystko idzie domyć. Było stosunkowo ciepło toteż rozebrał się do pasa by przygotować już ubrania do oddania. Został w samej bieliźnie, nie przeszkadzało mu to. Był mężczyzną dobrze zbudowanym nie mającym czego się wstydzić. Ukradkiem nasłuchiwał czy wszystko w porządku z Tobim, a przy okazji czy Kamaki się nie zbliża aby odebrać od niej ciuchy oddając przy tym swoje brudne. Nie chciał nadszarpywać gościny, ale kobieta sama się zaoferowała. Ciekaw był co ona sobie o nim myśli bo jemu wpadła w oko, rozmyślał trochę o tej młodej wdówce. Uśmiechał się przy tym.

LEGENDA:
Mowa
Myśli
autor: Izuro
15 mar 2026, o 09:52
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Cała ta trójka nie wydawała mu się ani trochę przyjazna. Chciał chronić swoich nowych towarzyszy, ale nie chciał być przez to wykorzystanym. Przyglądał się całej akcji, braku szacunku jakim obdarzał burmistrz swojej osady. Zapewne powinien być nieco życzliwszy, ale ciężkie czasy nastały. Chociaż... po nim nie można było określić by dokładał swoją ciężką pracę do zapasów które wysyłali. Kobieta wykonywała każde polecenie jasnowłosego tak samo jak i Tobi który to po chwili wbiegł do domu. Zielonooki miał więc jedną osobę mniej do pilnowania. Mógł teraz skupić się bardziej na tym co działo się przed nim. Kamaki została wyciągnięta siłą, nie było to coś co akceptował, ale widząc jak burmistrz całuje w rękę trochę się uspokoił. Dwójka zbirów była w gotowości na każdy ruch. Zdziwiło go, że taka szumowina była na takim wysokim stanowisku, ale po dłuższym zamyśleniu nie było tu zapewne wiele mężczyzn, a z wojskowymi lepiej było rozmawiać właśnie tej płci. Grubas przedstawił mu się niechętnie i jak do idioty wypowiedział dalsze słowa. Izuro westchnął cicho widząc ten stereotyp shinobi. By jednak się utrzymać przy życiu nie można było być głupim. Głupcy często ginęli, a on taki nie był. Taką miał nadzieję.
- Nazywam się Izuro i nie jestem tu wrogiem. Przybyłem by pomóc Kamaki... - uśmiechnął się szelmowsko grając w grę którą mu przedstawiono. Nie chciał zbyt wiele zdradzać bo to kobieta w tych rozmowach była sternikiem. Wciąż chodziło mu po głowie, że osada odpowiada za zapasy i siły Karmazynowego Szczytu, podczas wojny faktycznie wszystkie ręce na pokład, ale mimo wszystko musiała to być ciężka wojna. W dalszej części usłyszał o wieczornym przyjęciu który organizuje w swej willi na której to będą rozmawiać o przyszłości osady, a obecność kobiety będzie obowiązkowa. Jasnowłosy spojrzał na kobietę jak zareaguje, w końcu w tych chwilach nie będzie mógł jej pomóc jeżeli nie dostanie również zaproszenia na które nie liczył od grubasa. Obecność była obowiązkowa bo jeżeli nie to straci ona wszelkie prawa do swoich ziem. Spoufalanie grubasa do kobiety było bardzo widoczne, zielonooki zastanawiał się czy powinien coś odpowiedzieć, ale póki nie robił jej większej krzywdy nie chciał za bardzo się udzielać. Mimo wszystko mieli przewagę liczbową toteż uważał co mówi i co robi. Kobieta odskoczyła od Tadaoki w ramiona Izura. Zdziwiło go to, ale starał się grać jak dobry aktor. Przytrzymał kobietę w swoich ramionach dając jej oparcie. Zrobiło mu się całkiem przyjemnie w tej chwili. Nienawidziła ich, można było to wyczytać w jej oczach, a także spięciu ciała. Po krótkiej chwili odpowiedziała mu na zaproszenie informując, że nie tylko ona przyjdzie, ale także shinobi wraz z nią który nie tylko był jej gościem, ale także miał pomagać przy gospodarstwie. Próbował nie dać po sobie poznać emocji, ale nie było to do końca w smak wiązać się na dłuższy czas z tym miejscem, ale czy miał coś lepszego do zrobienia? Burmistrz był bardzo zdziwiony słysząc te słowa, na bohatera ustach pojawił się uśmieszek zwycięstwa. Czuł się dość pewny w tej sytuacji, nie odzywał się bo nie było to potrzebne. Nie minęła chwila, a trójka wyruszyła w drogę powrotną parę kilometrów dalej do wielkiej willi którą teraz mógł dostrzec gdyż teren był płaski. Przyjrzał się temu miejscu uważniej, a następnie spojrzał na kobietę chcąc coś powiedzieć, ale w tym momencie dostrzegł wybiegającego Tobiego z domu. Ucieszył się, że są w tej chwili bezpieczni. Jeszcze raz przerzucił spojrzenie na kobietę. Postanowił odpowiedzieć na jej słowa.
- Nie ma sprawy, pomogę, ale powiedz mi lepiej jak Ty to widzisz. Jak długo powinienem tu zostać...? Tak jak Wam mówiłem. Chętnie Wam pomogę, ale nie mogę tu zostać na wieczność.... Jestem shinobi... - posmutniał. Było mu tu dobrze, ale nie chciał się wiązać z jakimkolwiek miejscem na stałe. Jego zarobkiem nie jest gospodarstwo, a walka.
- Mamy jeszcze parę godzin. Chciałbym więc wykąpać się i trochę odświeżyć swoje ubranie które nie należy do najczystszych.... - zaśmiał się aby trochę rozluźnić atmosferę. Przyglądał się temu co nadejdzie.

LEGENDA:
Mowa
Myśli
autor: Izuro
14 mar 2026, o 11:15
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Kiedy to opowiadał o swych zdolnościach dostrzegł, że przysłuchuje się również kobieta. Nie była zniesmaczona tym co posiada, a nawet widać było, że ją to ciekawi. Wziął głęboki wdech. Nie był z tego powodu zbytnio zadowolony, dzielenie się takimi wiadomościami mogło kiedyś zgubić go. Po kobiecie czy dziecku nie wyczuwał zagrożenia, ale zawsze mogli podać dalej tą wiadomość i ktoś silniejszy mógł to wykorzystać. Czy zawsze jednak powinien się wszystkiego bać? Świat był wielkim zagrożeniem, ale może są ludzie którzy nie chcą jego śmierci. Spojrzał na dwójki reakcję. Już chciał coś powiedzieć gdy chłopak rzucił "Jesteś super Izuro... Chcę być taki jak Ty..." Te słowa wciąż mu chodziły po głowie zapominając o całym świecie. Czyżby stał się czyjąś inspiracją, osobą do naśladowania? Westchnął głęboko, napił się trochę pysznej lemoniady. Tobi zaczął biegać z wyciągniętymi dłońmi do tyłu jak shinobi by po chwili dołączył Nobi. Zostali więc na chwilę sami z kobietą. Bacznie jej się przyglądał i nasłuchiwał tego co miała do powiedzenia. To co się dowiedział mocno go zdziwiło.
- Atarashi, Ryuzaku, ziemie za wielkim murem… Armia...Dzicy, Yokai... Zadufane klany chcące tylko swoich korzyści... - próbował te wszystkie słowa powtarzać w głowie. Zapamiętać, ponieważ mogły mu się kiedyś przydać. Nie do końca rozumiał po której stronie powinien stanąć. Nie specjalnie przepadał za wielkimi rodami. Sam był jednym z nich, ale nigdy nie dostał aprobaty, był nikim. Było mu jednak z tego powodu dobrze, odnajdowywał samego siebie! Domyślał się, że jednym z zabranych na wojnę był mąż kobiety, a może inaczej zginął? Nie chciał dopytywać, widział po niej, że te rany są świeże. Całym jej życiem był teraz Tobi który w tym momencie beztrosko bawił się w najlepsze. Kobieta widząc jego radość odpowiedziała, że nie potrzebuje żadnej pomocy. Głupio mu się zrobiło, ale nie chciał się z nią o to kłócić. Mógł zostać parę dni, jeść co tylko chce bo mieli tego dużo. Mimo wszystko zrobiło mu się niezręcznie. Spojrzał na jej farmę która widać, że potrzebowała mężczyzny. Pomoże jej nawet jeżeli sama tego nie będzie potrzebowała. Niewiasta poczerwieniała i wskazała mu kurnik, a dokładniej domek letni w którym nie było zwierząt.
- Skoro spali w nim ludzie to i dla mnie nie będzie problemu... - pomyślał i rozejrzał się uważnie. Nie było tu tak źle, od razu skierował swoje spojrzenie na kobietę by w końcu jakoś odpowiedzieć.
- Dziękuję. Zdecydowanie tyle mi wystarczy. Czy będę mógł się gdzieś umyć...?. - powiedział ostatnie słowa dość zalotnie, ale nie na tyle by nie obrazić kobiety. Wyczuwał w jej słowach tęsknotę za mężczyzną... Może.... Uśmiechnął się by po chwili stracić swój uśmiech. Kobieta spojrzała w tym momencie w dal gdzie na koniach pojawiła się trójka mężczyzn w tym jeden grubas. Siedzieli oni na białych koniach, od razu do głowy przyszła mu myśl czemu oni nie są w armii, kim są i czego od niej chcą. Kiedy dostrzegli jasnowłosego skierowali ręce na swoje miecze. Ciekaw był czy potrafią chociaż nimi operować bo po grubasie tego nie można było stwierdzić. Nie chciał jednak wchodzić w konflikt. Dotarli dość blisko i tłuścioch rzucił dość miłe, ale według niego lekceważące określenie imienia kobiety.
- Kamaki.... Ładne imię. - pomyślał zachowując spostrzeżenia dla siebie. Na coś się przydali. Kiedy to zignorowali przywitanie się z dzieckiem i zielonookim nie specjalnie się przejął, ale gdy dostrzegł, że omal nie stratowali psa i chłopaka lekko się zirytował. Nie była to jego walka, ale mimo wszystko nie chciał stawać obojętny.
- Powiedz tylko to zareaguję... Nie wyglądają na miłych... Tobi niech wróci tutaj...- Szybko szepnął do kobiety stojąc za nią tak by tylko ona usłyszała. Skoncentrował się na otoczeniu bacznie obserwując ruchy tej trójki. Przy tym obserwował Tobiego. Nie chciał zrobić pierwszego kroku bo nie wiedział jak to się skończy, a przy okazji był tu tylko gościem. Jeżeli kobieta bądź chłopak zostaną zaatakowani to na pewno stanie w ich obronie, ale póki nic im nie zagraża... Trzymał ręce w gotowości, pierwszym co przychodziło mu do głowy to zastosowanie którejś z technik ziemnych, ale na tą chwilę czekał w gotowości oglądając przebieg zdarzeń. Miał nadzieję, że Tobi przyjdzie do nich bądź matka o to poprosi. Wolał mieć ich dwoje obok siebie aby mieć większą szansę na ich obronę. Czuł za nich odpowiedzialność. W razie potrzeby obrony używa Doton: Doryū Taiga*

___________
Nazwa
Doton: Doryū Taiga
Ranga
C
Pieczęci
Tygrys
Zasięg Max.
15 metrów
Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (1/2 na turę)
Statystyki
Dodatkowe
Obłocenie I
Opis Po złożeniu pieczęci przed użytkownikiem pojawia się potok błota pędzący w wybranym przez niego kierunku. Ilość błota i jego siła jest na tyle duża by porwać ze sobą przeciwnika i spowolnić jego ruchy, a w przypadku najsłabszych rywali, którzy nie zdążą wykonać jakiegokolwiek uniku - utopić w mknącej mazi. Doryū Taiga ma jednak niewielki zasięg więc najlepiej używać jej z zaskoczenia tuż przy przeciwniku, inaczej szanse na złapanie go są niewielkie. Błoto powstałe z tej techniki można wykorzystać do innych jutsu Dotonu.
autor: Izuro
12 mar 2026, o 11:47
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Mijały godziny na tych ziemiach, a jasnowłosemu zaczynało być tu co raz przyjemniej. Jedynie co to myśl o najemnikach, wojskach nie dawała mu spokoju. Najwidoczniej w okolicach nie było najbezpieczniej, ale o tym do końca nie wiedział jedynie przypuszczał. Tobi nie wiedział zbytnio o obecnej sytuacji przez mamę która mu zapewne zabroniła dociekać. W sumie było to słuszne podejście, w końcu mógł źle przez to skończyć. W jego wieku, przy tych zdolnościach lepiej było się nie wychylać. Sam też uważał na każdy swój ruch, w końcu nawet mała grupka shinobi mogła sprawić, że zacznie gryźć ziemię do góry dnem. Nie chciał jeszcze umierać, miał wiele do zrobienia, ale co dokładnie? Sam tego jeszcze nie wiedział. Jego podróż tak naprawdę się rozpoczęła i nie miał najmniejszego zamiaru zbyt wcześnie jej zakończyć! Kobieta którą napotkał, matka była bardzo piękna, miała jednak smutne duże oczy które od razu rzuciły mu się. Zapewne to przez śmierć męża, a także trudy życia. Może coś jeszcze? Uważnie jej się przyglądał, ale nie na tyle by sprawić w niej zakłopotanie. Wziął głęboki wdech. Gdy tylko usłyszał o dobrym sercu od razu przed oczyma przypomniała mu się jego historia, jak mordował ludzi.
- Czy na pewno jestem taki dobry...? Mam dobre serce...? Jak to można było stwierdzić...? Tylko dlatego, że pies to wywąchał i mały chłopczyk ocenił? - lekko posmutniał, ale zaraz wyrzucił wspomnienia z głowy. Nie chciał o tym teraz myśleć. Kobieta w tym czasie obserwowała go, pies przymilał się do jej stóp, a syn ciągnął ją za rękę. Od razu przypomniał sobie, że trzyma kosz z grzybami.
- Powiedzcie tylko gdzie mam odstawić ten kosz, zaniosę go oczywiście gdzie trzeba... - uśmiechnął się. Zrobił coś naprawdę dobrego, od razu poczuł ulgę na sercu. W głębi duszy nie był taki zły jak sam oceniał, skazy na jego imieniu wcale nie przekreślały go jako dobrego człowieka. Taką miał nadzieję. Wtem odezwał się chłopiec broniąc go. Opowiadając, że jest dobrym człowiekiem, potrafi różne techniki i może pomoże w przegonieniu burmistrza. Zielonooki od razu spojrzał na chłopaka po czym skierował spojrzenie na matkę drapiąc się przy tym po głowie i uśmiechając.
- Przepraszam, ale nie do końca wiem co między burmistrzem, a Wami zaszło. Jak trzeba będzie to mogę jakoś pomóc, ale nie chcę robić problemów. Użycie siły, czy paru technik to nie problem, ale wolałbym tego omijać... - westchnął głęboko kończąc wypowiedź. Przyglądał się baczniej reakcji kobiety. Od razu zaczęła przepraszać za syna, opowiedziała o braku ojca. Widać było w jej oczach smutek z tego powodu. Spojrzał w jej oczy.
- Całkowicie go rozumiem, też straciłem swoją rodzinę będąc jeszcze młodym dzieciakiem. W takich chwilach dobrze, że ma kogoś takiego jak Ty, do kogo może się odezwać i kto w odpowiednich momentach go zatrzyma. - zaśmiał się aby trochę rozluźnić atmosferę. Może nie było to na miejscu, nie chciał jednak by kobiecie zrobiło się przez to wszystko jakoś nieprzyjemnie. Nie miał zamiaru rozdrapywać ran. Tobi wraz z Nobim ruszyli przodem, a zaraz za nimi kobieta i Izuro. Byli trochę od nich oddaleni, minęli maleńką górkę i teraz mógł dostrzec całą osadę. Dostrzegł domki przed nimi, mieszkańców, ich dobytki.
- Nie chcę Wam przysparzać kłopotów, ani też nadużywać waszej gościnności. Jeżeli przeszkadzam to możesz śmiało mnie to powiedzieć. Przy okazji mogę spytać jak ci na imię i co to za osada? Kto tu rządzi? No i co to za wojska, najemnicy którzy przemierzają te ziemię.... - może zadał dużo pytań, ale potrzebował tych odpowiedzi by lepiej zrozumieć otaczający go teren o którym tak naprawdę nie wiele wiedział, a mogło to sprawić, że mógł się czegoś domyślić choćby atmosfery tu panującej, czy też co mogło się tu wydarzyć jeżeli chodzi o ojca, burmistrza... Uprawiano tu pola, hodowano bydło, a na ziemiach kobiety i dziecka widać było największy obszar i względny dostatek, ale całkowicie zaniedbany. Brakowało im męskiej ręki. Podeszli nieco bliżej i kobieta skinieniem ręki wskazała niewielki stolik pod gruszą. Nakazała by ten usiadł wygodnie i poczekał na nią. Kiedy weszła do domostwa od razu wybiegł pies i dzieciak. Nie przeszkadzało mu to, usiadł wygodnie na ławce i przyglądał się otoczeniu. Chciał wiedzieć co ma dookoła siebie, jakie ewentualne zagrożenie mogło by go spotkać. Jak zwykle on, nie chciał być zaskoczonym. Po krótkiej chwili przybyła dwójka. Tobi dostrzegł jego dziwne otwory gębowe w dłoniach.
- No tak.... Przecież nie każdy rozumie co to jest, a nie wygląda to zapewne zbyt przyjaźnie... Tylko jak mu o tym opowiedzieć by się nie wystraszył, a także by nikt dookoła o tym nie wiedział, a także jego matka która mogłaby się wystraszyć. Chociaż zapewne i tak wiele wiedziała.... - pomyślał. Uśmiechnął się do niego i szybko zaczął myśleć nad odpowiedzią. Podrapał się po głowie i zaczął opowiadać.
- Bo widzisz, to moja zdolność. Potrafię tworzyć z gliny różne dzieła za pomocą tego. - wskazał na swoje ręce, a dokładniej na jamy. Dostrzegł, że kobieta się zbliża a więc trzeba było szybko zakończyć swoją wypowiedź. Schował od razu ręce by kobieta tego nie zauważyła.
- Pokażę ci kiedyś jak to robię, ale nie mów nikomu o tym. Dobrze? - uśmiechnął się do niego wyciągając rękę do "żółwika". Miał nadzieję, że Tobi dotrzyma tajemnicy.- Obiecuję.
W oddali czuć było zapach jedzenia. Różne sery, pieczywo, pieczone mięso i karafka lemoniady. Wszystko postawiła na stolik. Stanęła za chłopakiem. Głupio mu było samemu siedzieć przy stole toteż od razu rzekł.
- Może usiądziemy wszyscy wspólnie przy stole? Zjemy razem? - uśmiechnął się mile. Nie pamiętał by kiedykolwiek i z kimkolwiek tak dobrze się czuł. Nie znał ich, ale biła od nich pozytywna aura. Chciał ich bliżej poznać. Zaczął co nieco przegryzać. Wpierw polał wszystkim lemoniady. Następnie wziął pieczywo z kawałkiem mięsa co rusz starając się zerkać na kobietę i młokosa. Nie jadł łapczywie, delektował się. W pewnym momencie rzucił pytaniem do najstarszej tego rodu.
- Jak mógłbym Wam pomóc. Chciałbym się odwdzięczyć za przyjęcie mnie tak mile... - zakończył swą wypowiedź oczekując jakiejś odpowiedzi.


LEGENDA:
Mowa
Myśli
autor: Izuro
11 mar 2026, o 12:34
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

/Zrozumiałem, że pies skoczył na Izura, a nie na młodego.

Kiedy to wyciągnął ręce aby pokazać, że jest niegroźny dostrzegł kątem oka, iż pies ruszył ku niemu. Już chciał odskoczyć gdy zobaczył nastawienie zwierzaka. Uśmiechnął się tylko i dał mu dokonać tego co chciał. Zaczął potwornie go lizać po twarzy śliniąc przy tym niemiłosiernie. Jasnowłosy nie mógł się zbytnio od niego odciągnąć, ale też nawet nie próbował bo dzięki temu Tobi mógł zrozumieć, zielonooki nie miał złych zamiarów wobec niego. Wziął głęboki wdech i po krótkiej chwili odsunął lekko Nobiego od siebie.
- Wystarczy Nobi.... - zaśmiał się, był dość pogodny dzisiejszego dnia zwłaszcza widząc reakcję "groźnego" psa który to wydawał się na pierwszy rzut oka. Kiedy to pies trochę się uspokoił kontynuował rozmowę z młodzieńcem dokładnie mu się przyglądając i słuchając tego co miał mu do powiedzenia. Według tego co mówił lasy jak i okolice nie były zbyt bezpieczne. Co rusz przechadzały się tędy wojska, najemnicy. Runo leśne było praktycznie zebrane, a zwierzęta omijały te rejony by nie zostać upolowanym. Nie ma co się dziwić, w końcu człowiek musiał coś zjeść. Szkoda jednak, że nie liczyli się z tymi małymi. Westchnął cicho pod nosem.
- Powiedz mi proszę co to za wojska, gdzie one zmierzają, kto z kim walczy i co się tutaj dzieje...? Nie ukrywam, nie wiem nic na ten temat, a zdziwiło mnie to. - nie znał dobrze tych terenów, co nieco słyszał o ciężkich czasach, ale lepiej było dowiedzieć się więcej u miejscowych. Długo przebywał sam, nie specjalnie lubił przebywać z ludźmi dłużej niż parę dni. Już tak dawno opuścił swoją wioskę, iż nawet nie pamiętał kiedy to było. Jedyne co mu przychodziło do głowy to bieda każdego dnia, wrodzy ludzie... Świat był okrutny...

Minęła chwila zadumy, przemyśleń aż w końcu Tobi odezwał się opowiadając o tym, iż Nobi potrafi poznawać dobrych ludzi, o zaproszeniu na obiad do jego domu, do mamy która dobrze gotowała nie mając za wiele. Zrobiło mu się go trochę żal, ale nie chciał tego pokazać. Zrobiło mu się bardzo miło i postanowił przyjąć zaproszenie, a może nawet jakoś im się odwdzięczyć za gościnę. Zwrócił uwagę jak chłopak obrócił się na pięcie. Ruszył więc za nim nie chcąc go zgubić, nie znał tych lasów za dobrze, wolał nie stracić z oczu swojego przewodnika. Wraz z nimi kroczył mniejszy, aczkolwiek bardzo miły kompan który to umilał im drogę. Po krótkiej chwili znowu Tobi zadał pytanie, był bardzo ciekawski. Spytał o bycie shinobi, przez chwilę nie wiedział mu jak ma na to odpowiedzieć, co prawda nim był, ale nie chciał się wszystkim dzielić. Podrapał się po głowie.
- Czy jestem shinobi... Nikt mnie jeszcze tak nie nazwał, trenuję każdego dnia aby być silniejszym, poznaję różne techniki aby przetrwać w tym świecie, ale... shinobi... Nie walczę dla osad, bronię się by przetrwać. - westchnął głęboko, był w końcu skromnym człowiekiem, a czy nazwą go shinobi, mordercą, czy czarodziejem nie miało to dla niego znaczenia. Przyjrzał się baczniej Tobiemu. Czuł od niego młodzieńczą pewność siebie. Wiele jednak napotka w swoim życiu i marzenia mogą się nie spełnić, miał jednak cichą nadzieję, że chłopak dopnie swego i stanie się kim tylko zapragnie!
- Przykro mi z powodu Twojego taty. Na pewno jest w lepszym świecie i patrzy na Ciebie jak sobie dajesz radę! Widzę jednak, że pomagasz mamie jak tylko możesz! Nie wątpię, że któregoś dnia będziesz wstanie obronić swoją rodzinę. Trenuj ciężko każdego dnia, a na pewno ci się uda, ale nie zapominaj też o obowiązkach i swojej mamie....Może pozwól mi sobie pomóc, potrzymam ci koszyk w końcu jestem starszy i silniej.... to znaczy odpoczniesz sobie. Skoro i tak idziemy w tym samym kierunku to pozwól mi sobie pomóc. - nie chciał być nachalny, ale myślał w dobrym tonie było mu trochę ulżyć zwłaszcza, że trochę nazbierał do tego koszyka. Szli mało uczęszczanymi ścieżkami, gdyby nie młokos zapewne by się zgubił. Drzewa powalone, krzaki na drodze mogły dać do zrozumienia, że celowo osada ukrywa się przed głównym traktem aby nikt jej nie znalazł. Nie miał więc zamiaru tego zmieniać. Kiedy wyszli z ruczaju dostrzegł w oddali niskie domki, z kominów unosił się dym. Ktoś widocznie tam mieszkał, nie wiedział ile osób. Pies ruszył pierwszy pędem w stronę samotnej kobiety na drodze którą dostrzegł, następnie chłopak. Czy on też powinien? Wyglądałoby to jak by ich gonił, nie chciał jednak by ktoś tak go ocenił toteż szedł przyspieszonym krokiem, ale nie biegł. Przyglądał się całej tej sytuacji, tak samo jak otoczeniu. Nie chciał zostać zaskoczonym, nie odczuwał jakiegoś zagrożenia, ale wolał dmuchać na zimno. Szedł cały czas za tą dwójką. Kiedy to zbliży się do kobiety od razu wita się z nią ukłonem ściągając przy tym sakkat jak przystało w jego odczuciu.
- Witam, nazywam się Izuro... Przybyłem tutaj na zaproszenie Tobiego. Bardzo miły chłopak... - spojrzał dookoła czy wszystko było w porządku, nie chciał zachowywać się jednak nieuprzejmie toteż spojrzenie w głównej mierze było na kobiecie i młodzieńcu. Nie wiedział jak ktoś starszy na jego osobę zareaguje. W końcu dorośli byli zupełnie inni niż dzieci, mniej beztroscy, bardziej nieufni, a przy tym nieprzewidywalni dla obcych. Jeżeli mu kobieta jakoś odpowie kontynuuje wypowiedź aby zrozumiała jego cel wizyty.
- Przybyłem tutaj aby odpocząć, a także jakoś zarobić. Podróżuję po świecie, ale nie jestem najemnikiem czy żołnierzem chociaż potrafię się obronić... - westchnął głęboko i podrapał po głowie uśmiechając się przy tym aby wydać się na milszego człowieka.
autor: Izuro
10 mar 2026, o 10:27
Forum: Daishi
Temat: Polana przy drodze
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 21148

Re: Polana przy drodze

Już od jakiegoś czasu podchodził do życia lekkomyślnie. Nie miał swojego miejsca, ludzi do których mógłby wracać, w końcu nikt nie był dla niego bliskim. Nie czuł potrzeby wrócić do swojej starej wioski, ani też nie chciał wracać do miejsc które odwiedził. Może było coś w nich urokliwego, ale nie czuł do nich przywiązania. Czy ten świat mu pokaże takie miejsce? Odnajdzie swój azyl? Tylko czy taka dusza potrafi stanąć w miejscu i określić, że to tu? Jasnowłosy westchnął rozmyślając nad swoim życiem. Poprawił swoje uczesanie które teraz chował pod sakkatem. Teren w którym się znajdował nie był zbytnio urodzajny, ale gdzieniegdzie wyłaniały się kwiaty, nie był nimi zbytnio zainteresowany chociaż z ciekawości czasem zerkał. Mimo wszystko był na obcym terenie i musiał zachować jako taką ostrożność. Nie wiedział co go może tutaj czekać. Jego ruda broda była w nieładzie! Musiał któregoś dnia wybrać się do specjalistów by poprawić swoją fryzurę. Nie był jednak w żadnym mieście. Wyciągnął więc mapę prowincji karmazynowe szczyty i spojrzał na nią aby dowiedzieć się lepiej o swoim położeniu. Może to tam powinien się udać? Tylko czy było tam bezpiecznie? Wtem usłyszał jakiś szelest by po chwili dostrzec dwa jelenie które przebiegły jego drogę, nie zatrzymały się nawet po prostu uciekły.
- Uciekają przed czymś....? - pomyślał i westchnął. Spojrzał w kierunku z którego "uciekały". Może po prostu chciały przebiec na drugą stronę, a może coś je spłoszyło. Nie czuł się tutaj zbyt komfortowo, ale takie to było życie. Surowe i pełne strachu który w każdej chwili mógł stanąć przed nim oko w oko. Złapał za swoją rudą brodę i przetarł ją. Bardzo lubił to robić, jego otwory gębowe lekko przygryzły włoski domagając się gliny, ale nic takiego nie miał zamiaru im dawać. W końcu jego siła wybuchowa była niebezpieczna, mógł zrobić krzywdę sobie jak i innym. Już raz się o tym przekonał i nie miał póki co zamiaru tego wykorzystywać. Sztuka była czymś pięknym, ale jednak trzeba było używać jej z głową. Kroczył dalej, było tu stosunkowo chłodno zwłaszcza przy jego ubiorze, ale nie przejmował się tym. Na szczęście słońce dawało przyjemne ciepło, a promienie słoneczne nie dochodziły do jego oczu przez sakkat który był bardzo praktyczny. Uwielbiał go, ale ta słoma mogła by być zastąpiona jakimś lepszym materiałem, mniej niszczącym się i nie sprawiającym dodatkowych dźwięków. Wyuczył się je nie odbierać jako coś wrogiego, ale mogą one mu któregoś dnia przeszkodzić w odpowiednim odbiorze sytuacji. Jest przecież perfekcjonistą i każdy szczegół dla niego był ważny. Po paru godzinach podróży dostrzegł w oddali jakąś postać, nie do końca wiedział kto to i jakie ma zamiary, ale mimo wszystko od tak dawna nikogo nie widział, że może warto by było czegoś się od niego dowiedzieć. Mniej więcej znał swoje położenie dzięki mapie którą używał co jakiś czas. Kiedy znalazł się nieco bliżej dostrzegł, że to dzieciak z ogromnym koszem, a w nim grzyby. Chłopak był bardzo skupiony na tym co robił, nie chciał zebrać niewłaściwego grzyba. Jasnowłosy uśmiechnął się lekko aby sprawić by osoba nie odczuła, że jest jakoś wrogo nastawiony.
- Ohayo! - machnął ręką w uśmiechu. Chciał się w ten sposób przywitać. Miał tylko nadzieję, że ten odbierze go jako ktoś niegroźny. Zielonooki był gościem na tych terenach i musiał się dostosować. Kiedy młodzieniec odpowiedział od razu się zmieszał, opuścił swój sakkat i z uśmiechem odpowiedział.
- Wybacz. Nie miałem zamiaru cię straszyć, podróżuję po tym terenie i nie widziałem żadnej żywej duszy. Jesteś pierwszą którą napotkałem. Czy jest tu jakaś osada? Miejsce gdzie mógłbym odsapnąć, nabrać sił i dostać jakąś pracę...? - nie zdążył zbytnio dokończyć swoich wypowiedzi, a chłopak zawołał Nobiego, nie do końca wiedział co napotka na swej drodze. Miał lekkie obawy... Wyciągnął ręce aby go uspokoić.
- Przepraszam, że cię wystraszyłem. Nazywam się Izuro, nie mam złych zamiarów po prostu chcę odpocząć po podróży.... - podrapał się po głowie. Obok chłopaka pojawiło się wielkie stare psisko z którego chlapała ślina. Mimo wieku wyglądał na naprawdę groźnego stąd też nie chciał zrobić najmniejszego głupiego ruchu, ale gdyby mu przyszło jednak się bronić to po prostu odskakuje do tyłu tak by zwiększyć odległość między sobą, a wrogiem, ale to w chwili gdyby pies zrobił groźny ruch. Zwierzęta zawsze były groźne, a szczególnie w obronie swojego Pana. Izuro miał nadzieję, że jego wypowiedź sprawi, iż atmosfera trochę się uspokoi. Potrzebował trochę odpoczynku, a także możliwości zarobku. Miał nadzieję, że właśnie dzięki chłopakowi uda się je dostać.


LEGENDA:
Mowa
Myśli

Wyszukiwanie zaawansowane