Dziwnie było oglądać cudowne ozdrowienie umysłowe dziadka, który okazał się tylko udawać swoje obłąkanie. Mimo, że dyskusja w obozie Klepsydry trwała jakiś czas zanim Owari powrócił do obozu, to jego słowa, gdy już się pojawił, ucięły wszystkie ich spekulacje i ewentualne plany. Mieli iść tylko on, Souei i Ichirou i taka była poprawna odpowiedź od samego początku. Jedyne, co dobrego wyszło z tej całej sytuacji, to że Pustelnik w końcu ujawnił się nie jako ktoś kto jedynie zna drogę, ale również jako ktoś, kto przeprowadza swoje "próby" na ewentualnych śmiałkach. Cóż, im szybciej sytuacja stała się jasna i klarowna, tym lepiej dla Klepy, więc bardzo dobrze, że ta przykrywka i zabawa w kotka i myszkę nie trwała za długo.
- Żałosne... - Matsuda splunął na bok, gdy cała ta intryga wyszła na jaw, ale oznaczało to chyba, że w końcu mogą już wyruszyć w towarzystwie... kogo? Tak naprawdę wciąż było ciężko jednoznacznie stwierdzić. Skoro Owari robił te swoje próby i testy, to znaczy, że podążał za jakimś protokołem tych, którzy ustalali zasady wejścia do tej legendarnej Biblioteki. Z tej perspektywy należało więc mieć się na baczności wobec wszystkiego, co wydarzy się od tej pory, bo przecież wszystko może okazać się "próbą".
Jeśli ktoś zapytałby o opinię Pazura powiedziałby, że trochę to dziecinne. Oczywiście, w bajkach i legendach bohaterowie zawsze musieli udowadniać, że są godni tego czy tamtego, ale nie spodziewał się, że on sam również stanie się kiedyś bohaterem jednej z takich historii. Ostatecznie mieli tylko dojść z miejsca A do miejsca B, ale teraz okazywało się, że prawdopodobnie będą musieli po drodze odwiedzić jeszcze C, D, a może nawet i E.
Koniec końców, zanurzyli się w dżungli w z góry ustalonym składzie. Matsuda starał się mieć na wszystko oko, ale oprócz większych i potencjalnie bardziej groźnych wersji normalnych zwierząt nie spostrzegł w tym lesie niczego, co naprawdę przyprawiłoby go o ciarki. Wielkie pająki, wielkie węże, wielkie ptaki - wyglądało to tak, jakby otaczająca ich puszcza rozkwitała życiem bardziej, niż zwykły las, chociażby ten, jaki można znaleźć blisko Shigashi. W końcu, po dłuższym marszu napotkali kolejną próbę albo test. Rzeka. Z pozoru niepozorna przeszkoda, opatrzona jeszcze dodatkowo kolejnym bezsensownym komentarzem Owariego wydawała się po prostu czymś, po czym przechodzisz nawet się nad tym nie zastanawiając. Dlaczego więc nagle był to jakiś problem? Souei bez pośpiechu wskoczył na piaskową chmurkę i czekał na przeniesienie na drugi brzeg.
Znaleziono 1452 wyniki
- wczoraj, o 10:49
- Forum: Tajemniczy Las
- Temat: Leśne gęstwiny
- Odpowiedzi: 452
- Odsłony: 97076
- 17 lut 2026, o 16:16
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Tłusty czwartek 2026
- Odpowiedzi: 28
- Odsłony: 745
Re: Tłusty czwartek 2026
Odbieram 20PH, 3125 zzs krótszy trening i bojową pigułkę żywnościową.
- 17 lut 2026, o 16:13
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 905
Re: Baza wypadowa
Sam już nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Po dłuższym obcowaniu z Pustelnikiem coraz bardziej był zdania, że siłą niewiele uda się z niego wyciągnąć. O ile jego pierwotnym pomysłem było to, żeby posadzić go na krześle i tłuc, dopóki nie wypluje z zębami całej prawdy, o tyle teraz jego perspektywa zmieniała się w kierunku bardziej subtelnych metod. Obserwacja byakuganem dała mu ku temu kolejny argument, gdy widział, ile życia pozostało jeszcze w tym wiotkim i na pozór słabym ciele. Matsuda podszedł wtedy do Asahiego, gdy obok nich nie było nikogo innego.
- Dziadek nagle bardzo się ożywił. Nie spaceruje po lesie, tylko biega, a laskę miał bardziej dla ozdoby. - Zdał krótki raport, zastanawiając się przez chwilę nad znaczeniem tego co zaobserwował a przede wszystkim nad tym, czy Owari wie, że oni wiedzą. Pazur być może na razie odstąpił od siłowego planu, ale za to wzmógł swoją podejrzliwość wobec tego pomyleńca jeszcze bardziej.
Na klepowej naradzie w namiocie, gdy wszyscy omawiali możliwe warianty i wpatrywali się w rozłożoną na stoliku mapę, Souei rozmyślał o tym, jakie motywy może mieć Pustelnik. Wiadomo już było, że nie mówi im całej prawdy. Wiadomo, że odgrywa przed nimi jakąś rolę i czy w takim razie wystawia ich na jakąś próbę? Pustelnik żyjący samotnie w Tajemniczym lesie nie mógł być przypadkową osobą. Musiał jakoś tam przetrwać przez tyle lat, a wszystko wskazywało przecież na to, że wśród normalnej cywilizacji nie był od dawna. Wyglądało więc na to, że w jego osobie jest więcej, niż tylko ścieżka prowadząca do Biblioteki.
Pocieszające było to, że Klepsydra również znała kilka faktów i wskazówek, o które można było się zaczepić, gdyby relacja z Owarim skręciła w niekorzystną stronę. Dziwne było to, że gość spotykał się już wcześniej i z Yoichim, i z Akaruiem, zanim rzeczywiście zgodził im się pomóc. Matsuda nie mógł nie wysnuć swojej pierwszej roboczej teorii na temat tego, co tu się dzieje, jednak na razie zachował ją dla siebie. Postanowił podążać za rozkazami Ichirou, czyli wszystko tak jak do tej pory. Miał jednak oczy i uszy otwarte, gotowe na przyjęcie nowych faktów. Plan Asahiego był prosty i dobry. Bezpośrednia konfrontacja była również w stylu Soueia, więc na pewno nie zaszkodzi jej spróbować zwłaszcza po tym, co przed chwilą udało mu się wydedukować. Pewnie znowu usłyszą w odpowiedzi jakiś bełkot, ale póki co Pazur nie zamierzał odpowiadać na niego rękoczynami.
- Dziadek nagle bardzo się ożywił. Nie spaceruje po lesie, tylko biega, a laskę miał bardziej dla ozdoby. - Zdał krótki raport, zastanawiając się przez chwilę nad znaczeniem tego co zaobserwował a przede wszystkim nad tym, czy Owari wie, że oni wiedzą. Pazur być może na razie odstąpił od siłowego planu, ale za to wzmógł swoją podejrzliwość wobec tego pomyleńca jeszcze bardziej.
Na klepowej naradzie w namiocie, gdy wszyscy omawiali możliwe warianty i wpatrywali się w rozłożoną na stoliku mapę, Souei rozmyślał o tym, jakie motywy może mieć Pustelnik. Wiadomo już było, że nie mówi im całej prawdy. Wiadomo, że odgrywa przed nimi jakąś rolę i czy w takim razie wystawia ich na jakąś próbę? Pustelnik żyjący samotnie w Tajemniczym lesie nie mógł być przypadkową osobą. Musiał jakoś tam przetrwać przez tyle lat, a wszystko wskazywało przecież na to, że wśród normalnej cywilizacji nie był od dawna. Wyglądało więc na to, że w jego osobie jest więcej, niż tylko ścieżka prowadząca do Biblioteki.
Pocieszające było to, że Klepsydra również znała kilka faktów i wskazówek, o które można było się zaczepić, gdyby relacja z Owarim skręciła w niekorzystną stronę. Dziwne było to, że gość spotykał się już wcześniej i z Yoichim, i z Akaruiem, zanim rzeczywiście zgodził im się pomóc. Matsuda nie mógł nie wysnuć swojej pierwszej roboczej teorii na temat tego, co tu się dzieje, jednak na razie zachował ją dla siebie. Postanowił podążać za rozkazami Ichirou, czyli wszystko tak jak do tej pory. Miał jednak oczy i uszy otwarte, gotowe na przyjęcie nowych faktów. Plan Asahiego był prosty i dobry. Bezpośrednia konfrontacja była również w stylu Soueia, więc na pewno nie zaszkodzi jej spróbować zwłaszcza po tym, co przed chwilą udało mu się wydedukować. Pewnie znowu usłyszą w odpowiedzi jakiś bełkot, ale póki co Pazur nie zamierzał odpowiadać na niego rękoczynami.
- 5 lut 2026, o 08:17
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 905
Re: Baza wypadowa
Przyglądał się tym wszystkim scenom w milczeniu, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że lepiej poradziliby sobie bez bełkoczącego starca. Nie dość, że nie dowiedzą się niczego konkretnego, to jeszcze stracą czas na zastanawianie się, co autor miał na myśli. Niejako potwierdzeniem tych domysłów była reakcja Misae na zawartość jego głowy. Matsuda nawet nieco wzdrygnął się na krześle, gdy nagle przyssała mu się do głowy, a potem z łoskotem się od niej odczepiła. Teraz było już jasne, że Pustelnik ma mętlik w głowie i równie dobrze może gadać po prostu to, co ślina mu na język przyniesie. Z drugiej jednak strony wyglądał na zdecydowanego w pewnych kwestiach. Może kluczem było tutaj odpowiednie dotarcie do niego? Souei miał oczywiście swoje metody, ale po zapoznaniu z kim ma do czynienie, zaczął w nie wątpić. Tortury i mordobicie rzadko działają na obłąkańców, chyba że mocne uderzenie wbiłoby mu do głowy resztę brakujących klepek.
Nie obeszło go za bardzo to, że staruszek po śniadaniu chciał jeszcze rozprostować nogi. Matsuda i tak zamierzał mieć go na oku swoim byakuganem, chociaż domyślał się już, co się stanie. Dokończył więc swój posiłek i powędrował za Ichirou, aby dokończyć swoje przygotowania, choć swoich klamotów miał zdecydowanie mniej. Jego byakugan był jednak od tej pory aktywny i śledzący Owariego, który zniknął gdzieś między drzewami.
- Albo to, albo po prostu skręcę mu kark, jak dalej będzie tylko bełkotał bez sensu. Nie powinniśmy za bardzo na nim polegać. - Odpowiedział Asahiemu, rozglądając się po namiocie i szukając czegoś dodatkowego do zabrania na wycieczkę do lasu. Może jakieś racje żywnościowe, wodę do picia, zestaw do rozpalania ognia i tak dalej. Ciężko było nawet ocenić, czy czeka ich wyprawa na kilka godzin, dni czy tygodni. Nawet w tym Owari nie był w stanie im pomóc. Pazur nie zastanawiał się w ogóle nad jego słowami, które nie było dla niego enigmatyczne, lecz po prostu bezużyteczne.
- Nie mam nic przeciwko, ale na razie jedynym, który kazał nam iść tylko we dwóch, jest jakiś stary grzyb. - Chciał zauważyć tylko, że Pustelnik od razu ustawił ich jak chciał, choć nie podał przy tym żadnego powodu. Matsuda zdecydowanie wolał rozwiązania siłowe i tak jak on to sobie wyobrażał, to weszliby do lasu, rozwaliliby drogę, żeby przestała się zmieniać, a potem po gruzach poszli nią prosto do celu. Na jego niekorzyść działał jednak brak doświadczenia w takich ekspedycjach (w sumie będzie to jego pierwsza taka wyprawa), a do tej pory rozwiązanie pięść-twarz sprawdzało się wewnątrz murów Shigashi bezbłędnie. Problem, o którym czasem zapominał był jednak taki, że nie znajdują się teraz w Shigashi.
Nie minęło długo, zanim był zwarty i gotowy do drogi. Z kimkolwiek przyjdzie mu wejść do tego lasu, chciał już to zrobić w myśl zasady, że im szybciej zaczną, tym szybciej skończą. Jeśli mu się udało, szepnął jeszcze tylko Ichirou o tym, co zobaczył swoim byakuganem, gdy obserwował staruszka błąkającego się po lesie.
Nie obeszło go za bardzo to, że staruszek po śniadaniu chciał jeszcze rozprostować nogi. Matsuda i tak zamierzał mieć go na oku swoim byakuganem, chociaż domyślał się już, co się stanie. Dokończył więc swój posiłek i powędrował za Ichirou, aby dokończyć swoje przygotowania, choć swoich klamotów miał zdecydowanie mniej. Jego byakugan był jednak od tej pory aktywny i śledzący Owariego, który zniknął gdzieś między drzewami.
- Albo to, albo po prostu skręcę mu kark, jak dalej będzie tylko bełkotał bez sensu. Nie powinniśmy za bardzo na nim polegać. - Odpowiedział Asahiemu, rozglądając się po namiocie i szukając czegoś dodatkowego do zabrania na wycieczkę do lasu. Może jakieś racje żywnościowe, wodę do picia, zestaw do rozpalania ognia i tak dalej. Ciężko było nawet ocenić, czy czeka ich wyprawa na kilka godzin, dni czy tygodni. Nawet w tym Owari nie był w stanie im pomóc. Pazur nie zastanawiał się w ogóle nad jego słowami, które nie było dla niego enigmatyczne, lecz po prostu bezużyteczne.
- Nie mam nic przeciwko, ale na razie jedynym, który kazał nam iść tylko we dwóch, jest jakiś stary grzyb. - Chciał zauważyć tylko, że Pustelnik od razu ustawił ich jak chciał, choć nie podał przy tym żadnego powodu. Matsuda zdecydowanie wolał rozwiązania siłowe i tak jak on to sobie wyobrażał, to weszliby do lasu, rozwaliliby drogę, żeby przestała się zmieniać, a potem po gruzach poszli nią prosto do celu. Na jego niekorzyść działał jednak brak doświadczenia w takich ekspedycjach (w sumie będzie to jego pierwsza taka wyprawa), a do tej pory rozwiązanie pięść-twarz sprawdzało się wewnątrz murów Shigashi bezbłędnie. Problem, o którym czasem zapominał był jednak taki, że nie znajdują się teraz w Shigashi.
Nie minęło długo, zanim był zwarty i gotowy do drogi. Z kimkolwiek przyjdzie mu wejść do tego lasu, chciał już to zrobić w myśl zasady, że im szybciej zaczną, tym szybciej skończą. Jeśli mu się udało, szepnął jeszcze tylko Ichirou o tym, co zobaczył swoim byakuganem, gdy obserwował staruszka błąkającego się po lesie.
- 1 lut 2026, o 11:48
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 905
Re: Baza wypadowa
Nie obudził się jako pierwszy. Widocznie po trudnym poprzednim dniu potrzebował więcej czasu, żeby dobrze wypocząć. Pomimo polowych warunków czuł się dobrze. Nic nie łamało go w krzyżu, tylko trochę zdrętwiał mu kark, ale to po prostu się rozchodzi. Przeciągnął się, jednak nie dane było mu wylegiwać się do dziesiątej. Na zewnątrz już coś się działo. Pan Pustelnik chyba był rannym ptaszkiem. Zanim Matsuda wyszedł z namiotu, zdążył usłyszeć już głosy toczące ze sobą rozmowę o tym, co ma zdarzyć się dalszej części dnia. Gdy w końcu wywlókł się na światło dzienne, prawie wszyscy byli już obecni na zgromadzeniu wokół ich gościa.
Wyglądał rzeczywiście jak pustelnik, choć raczej przyjaźnie nastawiony. Pazur pozostawał jednak wobec niego podejrzliwy. Nie odpowiedział na jego powitanie, tylko stojąc z boku przyglądał mu się badawczo. Nie był może ekspertem w czytaniu ludzi, ale ciężko było uwierzyć, że jakiś staruszek pomoże im rozwikłać jakąś legendarną tajemnicę wyłącznie z dobroci serca. Ichirou też na pewno to wiedział. Musiał wiedzieć, chociaż oczywiście nie mógł o tym powiedzieć, prawda? Rozsądek nakazywał podchodzić do wszystkich obietnic, a nawet próśb z odpowiednią rezerwą. Słuchając odpowiedzi na pytanie Asahiego, Matsuda rozejrzał się za czymś do picia po przebudzeniu. Nie, nie alkoholu. Wody. Może nie było tutaj już tak sucho jak na środku pustyni, ale i tak usta miał jak popiół.
Wyglądał rzeczywiście jak pustelnik, choć raczej przyjaźnie nastawiony. Pazur pozostawał jednak wobec niego podejrzliwy. Nie odpowiedział na jego powitanie, tylko stojąc z boku przyglądał mu się badawczo. Nie był może ekspertem w czytaniu ludzi, ale ciężko było uwierzyć, że jakiś staruszek pomoże im rozwikłać jakąś legendarną tajemnicę wyłącznie z dobroci serca. Ichirou też na pewno to wiedział. Musiał wiedzieć, chociaż oczywiście nie mógł o tym powiedzieć, prawda? Rozsądek nakazywał podchodzić do wszystkich obietnic, a nawet próśb z odpowiednią rezerwą. Słuchając odpowiedzi na pytanie Asahiego, Matsuda rozejrzał się za czymś do picia po przebudzeniu. Nie, nie alkoholu. Wody. Może nie było tutaj już tak sucho jak na środku pustyni, ale i tak usta miał jak popiół.
- 28 sty 2026, o 09:21
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 905
Re: Baza wypadowa
- Huh. - Mruknął tylko, gdy otrzymał od Misae instrukcje. Wyglądało na to, że prym wiódł tylko we własnej kuchni, ale może była to nawet miła odmiana. Posłusznie zarzucił sobie wór ryżu na plecy i poczekał, aż Yamanaka zbierze wszystko, co było jej potrzebne. Danie rzeczywiście było dobrym wyborem jak na ich polowe warunki, więc nie zaczynał żadnej rozmowy na ten temat. Po wyczerpującej podróży każdy i tak pewnie rzuci się na swoją miskę, cokolwiek by w niej nie było. Szedł w krok za nią, rozeznając się przy tym, jak urządzony był obóz. Fenek towarzyszył im obojgu, wyglądając jak wierny przyjaciel, a w rzeczywistości czekając chyba na to, czy jakiś kawałek mięsa nie spadnie przypadkiem na ziemię. Ten to miał łeb na karku.
Na niewielkim palenisku postawił garnek tudzież kociołek i czekał, aż woda zacznie bulgotać, zanim wrzuci ryż. I to chyba tyle, wykonał swoje zadanie już prawie w całości. Nie wrócił jednak do grupki, lecz usiadł w pobliżu dziewczyny, patrząc na to co robi, jak kroi warzywa i jak powoli składniki zamieniają się w danie. Pasowało mu to bardziej, niż angażowanie się w luźną pogawędkę w większym gronie. Tutaj mógł po prostu siedzieć w milczeniu i czasem tylko przeczesać Hoyta po głowie. Odpoczywał w swoim naturalnym środowisku. Więc gdy tylko jedzonko było gotowe, z lekkim ociąganiem zabrał ze sobą część miseczek i znowu w ślad za Misae powędrował do stołu, przy którym wszyscy czekali. Usiadł gdzieś na krańcu, aby nikt go nie trącał i miał spokój podczas jedzenia.
Zapowiedź postaci jakiegoś Pustelnika bardzo mu się nie spodobała. Z relacji Yoichiego wynikało, że będą musieli polegać na kimś nieznanym. Tamten miał może i dług wdzięczności, ale oprócz tego na pewno swoje motywy. Matsudzie w głowie od razu zapaliła się czerwona lampka, a w wyobraźni pojawiły się dwa albo trzy mało realne scenariusze, jak to przez tego Pustelnika wszyscy kończą w piachu. Jadł jednak, na razie jedynie przysłuchując się temu, co wszyscy mieli do powiedzenia.
Pazur podzielał sceptycyzm Ichirou. Zmieniająca się droga była bardzo ogólnym i enigmatycznym stwierdzeniem i do tej pory w sumie nikt, ani Yoichi, ani wcześniej Akarui nie sprecyzowali, co mają na myśli. Na pytanie o jego wiarygodność, Souei wtrącił swoje trzy grosze.
- Łatwo możemy to sprawdzić. Misae może przeszukać mu głowę zanim wyruszymy. Sprawdzimy, o co naprawdę mu chodzi, a w najlepszym wypadku w ogóle nie będziemy go potrzebować. - Jego metody były może nieco inne, niż siedzących przy tym stole, ale nie gryzł się przez to w język. Był przekonany, że wyszarpanie drogi do Biblioteki z głowy Pustelnika byłoby lepsze, niż bycie zdanym na jego łaskę.
Skończył jeść. Został mu tylko ostatni kawałek suszonego mięsa, który zostawił sobie na koniec jedzenia. Popatrzył na niego i znowu kątem oka dostrzegł siedzący mu pod nogami cień z wielkimi uszami.
- A masz ty... - Mruknął z niezadowoleniem, rzucając swój ostatni smakowity kąsek temu małemu żebrakowi, a następnie podniósł się z siedziska.
- Dobranoc. - Rzucił do wszystkich, ignorując zupełnie pytanie "co tam jak tam?", oddalając się do którego z namiotów, aby w końcu trochę odpocząć.
Na niewielkim palenisku postawił garnek tudzież kociołek i czekał, aż woda zacznie bulgotać, zanim wrzuci ryż. I to chyba tyle, wykonał swoje zadanie już prawie w całości. Nie wrócił jednak do grupki, lecz usiadł w pobliżu dziewczyny, patrząc na to co robi, jak kroi warzywa i jak powoli składniki zamieniają się w danie. Pasowało mu to bardziej, niż angażowanie się w luźną pogawędkę w większym gronie. Tutaj mógł po prostu siedzieć w milczeniu i czasem tylko przeczesać Hoyta po głowie. Odpoczywał w swoim naturalnym środowisku. Więc gdy tylko jedzonko było gotowe, z lekkim ociąganiem zabrał ze sobą część miseczek i znowu w ślad za Misae powędrował do stołu, przy którym wszyscy czekali. Usiadł gdzieś na krańcu, aby nikt go nie trącał i miał spokój podczas jedzenia.
Zapowiedź postaci jakiegoś Pustelnika bardzo mu się nie spodobała. Z relacji Yoichiego wynikało, że będą musieli polegać na kimś nieznanym. Tamten miał może i dług wdzięczności, ale oprócz tego na pewno swoje motywy. Matsudzie w głowie od razu zapaliła się czerwona lampka, a w wyobraźni pojawiły się dwa albo trzy mało realne scenariusze, jak to przez tego Pustelnika wszyscy kończą w piachu. Jadł jednak, na razie jedynie przysłuchując się temu, co wszyscy mieli do powiedzenia.
Pazur podzielał sceptycyzm Ichirou. Zmieniająca się droga była bardzo ogólnym i enigmatycznym stwierdzeniem i do tej pory w sumie nikt, ani Yoichi, ani wcześniej Akarui nie sprecyzowali, co mają na myśli. Na pytanie o jego wiarygodność, Souei wtrącił swoje trzy grosze.
- Łatwo możemy to sprawdzić. Misae może przeszukać mu głowę zanim wyruszymy. Sprawdzimy, o co naprawdę mu chodzi, a w najlepszym wypadku w ogóle nie będziemy go potrzebować. - Jego metody były może nieco inne, niż siedzących przy tym stole, ale nie gryzł się przez to w język. Był przekonany, że wyszarpanie drogi do Biblioteki z głowy Pustelnika byłoby lepsze, niż bycie zdanym na jego łaskę.
Skończył jeść. Został mu tylko ostatni kawałek suszonego mięsa, który zostawił sobie na koniec jedzenia. Popatrzył na niego i znowu kątem oka dostrzegł siedzący mu pod nogami cień z wielkimi uszami.
- A masz ty... - Mruknął z niezadowoleniem, rzucając swój ostatni smakowity kąsek temu małemu żebrakowi, a następnie podniósł się z siedziska.
- Dobranoc. - Rzucił do wszystkich, ignorując zupełnie pytanie "co tam jak tam?", oddalając się do którego z namiotów, aby w końcu trochę odpocząć.
- 25 sty 2026, o 09:36
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 905
Re: Baza wypadowa
Trzy namioty, jakiś dół w ziemi i pustka dookoła. Nie było to wiele, a jednak i tak było lepsze niż przeprawa wielbłądem przez pustynię. Souei z wdzięcznością przywitał moment, gdy ponownie dotknął stopami ziemi. Rozprostował gnaty, wyprostował plecy i odetchnął. Dotarli szczęśliwie i bez żadnych niespodzianek, więc nadszedł czas na kolejną nieprzyjemną część tej wyprawy. Spotkania i powitania po długiej rozłące zawsze był dla niego niezręczne, no może z wyjątkiem jednego. Pędzący w jego stronę był naprawdę miłą niespodzianką, lecz jak na mafioza przystało, Matsuda nie był równie wylewny, co jego futrzasty... przyjaciel? Pazur kucnął jednak przy nim i pogłaskał go między uszami. Hoyt wyprzedził wszystkich innych, więc zdecydowanie na to zasłużył.
- Ah, mój dobrodziej. - Odezwał się do niego miękko i nawet z uśmiechem, gdy poświęcał mu chwilę na rozładowanie tego entuzjazmu. Dziwne, ale ten mały szybko sprawił, że Matsuda od razu zapomniał o niedogodnościach podróży, którą właśnie odbył i zdecydowanie poprawił mu humor.
Tak samo jak Misae, jej różowa głowa wystająca z namiotu była miłym widokiem. Spodziewanym oczywiście, zwłaszcza po obecności pustynnego liska. Ta para była przecież nierozłączna. Mafiozo przywitał się z nią po tym, gdy wymieniła już uściski tudzież dygnięcia z Ichirou.
- Czyli wybierasz się z nami? Bardzo dobrze. - Powiedział, pamiętając jej udział w wyprawie po szefa Ekibyo. Nie była im potrzebna do walki, ale posiadała inne bardzo przydatne umiejętności.
Potem skupił wzrok na Yoichim. Był to dla niego ktoś nowy i na pierwszy rzut oka wyglądał na bardzo poturbowanego przez życie. Sztuczna ręka i noga były widoczne tak samo jak proteza Akaruia. Patrząc po nich można by pomyśleć, że Klepsydra to zrzeszenie kombatantów i inwalidów.
- Miło mi. - Mruknął do niego tylko, gdy stanęli naprzeciwko siebie. Nie, w żadnym wypadku nie oznaczało to wrogości czy niechęci. Było to całkiem standardowe powitanie w wykonaniu Pazura.
Po odbębnieniu konwenansów można było nareszcie przejść do coraz mniej formalnych części spotkania, rozluźnić się i rzeczywiście odpocząć. Gdy Misae zaoferowała przygotowanie posiłku, Matsuda wstał i poszedł za nią. O wiele bardziej pasowało mu pomaganie w czymś, w czym miał jakieś tam doświadczenie, zamiast prowadzenie pogawędki o niczym w gronie, które znało się na długo przed tym, gdy do nich dołączył.
- To z czym pracujemy? - Zagadnął do niej, gdy rozglądał się po namiocie, gdzie zamierzała przygotować coś na ząb. Mistrzem kuchni może nie był, ale trochę już liznął pustynnej kuchni. Może przynajmniej obierze ziemniaki albo odwiruje sałatę.
- Ah, mój dobrodziej. - Odezwał się do niego miękko i nawet z uśmiechem, gdy poświęcał mu chwilę na rozładowanie tego entuzjazmu. Dziwne, ale ten mały szybko sprawił, że Matsuda od razu zapomniał o niedogodnościach podróży, którą właśnie odbył i zdecydowanie poprawił mu humor.
Tak samo jak Misae, jej różowa głowa wystająca z namiotu była miłym widokiem. Spodziewanym oczywiście, zwłaszcza po obecności pustynnego liska. Ta para była przecież nierozłączna. Mafiozo przywitał się z nią po tym, gdy wymieniła już uściski tudzież dygnięcia z Ichirou.
- Czyli wybierasz się z nami? Bardzo dobrze. - Powiedział, pamiętając jej udział w wyprawie po szefa Ekibyo. Nie była im potrzebna do walki, ale posiadała inne bardzo przydatne umiejętności.
Potem skupił wzrok na Yoichim. Był to dla niego ktoś nowy i na pierwszy rzut oka wyglądał na bardzo poturbowanego przez życie. Sztuczna ręka i noga były widoczne tak samo jak proteza Akaruia. Patrząc po nich można by pomyśleć, że Klepsydra to zrzeszenie kombatantów i inwalidów.
- Miło mi. - Mruknął do niego tylko, gdy stanęli naprzeciwko siebie. Nie, w żadnym wypadku nie oznaczało to wrogości czy niechęci. Było to całkiem standardowe powitanie w wykonaniu Pazura.
Po odbębnieniu konwenansów można było nareszcie przejść do coraz mniej formalnych części spotkania, rozluźnić się i rzeczywiście odpocząć. Gdy Misae zaoferowała przygotowanie posiłku, Matsuda wstał i poszedł za nią. O wiele bardziej pasowało mu pomaganie w czymś, w czym miał jakieś tam doświadczenie, zamiast prowadzenie pogawędki o niczym w gronie, które znało się na długo przed tym, gdy do nich dołączył.
- To z czym pracujemy? - Zagadnął do niej, gdy rozglądał się po namiocie, gdzie zamierzała przygotować coś na ząb. Mistrzem kuchni może nie był, ale trochę już liznął pustynnej kuchni. Może przynajmniej obierze ziemniaki albo odwiruje sałatę.
- 21 sty 2026, o 16:33
- Forum: Ogłoszenia i Kontakt z Administracją
- Temat: Prośby do administracji
- Odpowiedzi: 2502
- Odsłony: 411199
Re: Prośby do administracji

- 20 sty 2026, o 08:10
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 905
Re: Baza wypadowa
Zrobiło się jakby bardziej... wilgotno? Po długiej przebytej drodze Souei nareszcie mógł odczuć różnicę w płucach. Wjeżdżali na tereny przygraniczne, gdzie rzeczywiście dało się już cokolwiek uprawiać. Nawadniane pola, które musiały do kogoś należeć jawiły się jak powrót do cywilizacji nawet mimo tego, że cała ich podróż trwała zaledwie kilka godzin. Dla Matsudy była to jednak jak wieczność, więc z nadzieją już zerkał na Akaruia, kiedy ten obwieści w końcu jakąś kolejną dobrą nowinę. Niestety, była ona tylko słodko-gorzka, bo widać było już koniec tej przejażdżki, ale nadal był on dość odległy. Souei zgodził się z resztą, że lepiej przemęczyć się do końca bez zatrzymywania, niż przeciągać to niezbyt przyjemne doświadczenie. Tym bardziej, że pustynia w nocy jest tak samo niegościnna, jak za dnia. Wielbłądy też wydawały się być w dobrej kondycji. Dla nich to pewnie pestka, te kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów. Nic nie stało więc na przeszkodzie, aby docisnąć je trochę bardziej i wraz z nastaniem nocy rzeczywiście znaleźć się w obozowisku Klepsydry.
Nie komentował za bardzo rozmów między nimi. Po prawdzie, to mało obchodziła go ta gadka-szmatka i już wolał od niej ciszę, więc nie starał się udzielać i wypowiadać na tematy, o których w sumie nie miał pojęcia. Spędził na pustyni już trochę czasu, ale i tak wiedział mało o sytuacji w prowincji jako całości. Prawdę mówiąc, cieszył się na myśl o tym, że w poszukiwaniu Biblioteki trochę wyrwą się z tego piaskowego krajobrazu i zmienią otoczenie na inne, nawet jeśli bardziej niebezpieczne.
Zanim jednak ruszą w gęstwinę, która już majaczyła w mroku całkiem niedaleko, musieli odpocząć, zaznajomić się ze wszystkimi informacjami i planami i dobrze przygotować. Trzy namioty rozbite gdzieś w polu nie były może rozbudowaną bazą operacyjną, ale jeśli zawierały wszystko co potrzebne, a przede wszystkim jakiś porządny siennik, to na pewno wystarczą. Pazur również spodziewał się kogoś jeszcze w bazie, tak jak zapowiadano, ale był gotowy również na... walkę? Ichirou zdawał się mu ufać, ale nie mogło ujść jego uwadze dziwne zachowanie towarzysza. Souei dopuszczał wiele różnych ewentualności, w tym scenariusze tak mało prawdopodobne, że zwierzenie się z nich mogłoby wzbudzić u nich politowanie. Cóż, taka praca, nie ufaj nikomu, kochaj tylko tych, co na to zasłużyli.
Nie komentował za bardzo rozmów między nimi. Po prawdzie, to mało obchodziła go ta gadka-szmatka i już wolał od niej ciszę, więc nie starał się udzielać i wypowiadać na tematy, o których w sumie nie miał pojęcia. Spędził na pustyni już trochę czasu, ale i tak wiedział mało o sytuacji w prowincji jako całości. Prawdę mówiąc, cieszył się na myśl o tym, że w poszukiwaniu Biblioteki trochę wyrwą się z tego piaskowego krajobrazu i zmienią otoczenie na inne, nawet jeśli bardziej niebezpieczne.
Zanim jednak ruszą w gęstwinę, która już majaczyła w mroku całkiem niedaleko, musieli odpocząć, zaznajomić się ze wszystkimi informacjami i planami i dobrze przygotować. Trzy namioty rozbite gdzieś w polu nie były może rozbudowaną bazą operacyjną, ale jeśli zawierały wszystko co potrzebne, a przede wszystkim jakiś porządny siennik, to na pewno wystarczą. Pazur również spodziewał się kogoś jeszcze w bazie, tak jak zapowiadano, ale był gotowy również na... walkę? Ichirou zdawał się mu ufać, ale nie mogło ujść jego uwadze dziwne zachowanie towarzysza. Souei dopuszczał wiele różnych ewentualności, w tym scenariusze tak mało prawdopodobne, że zwierzenie się z nich mogłoby wzbudzić u nich politowanie. Cóż, taka praca, nie ufaj nikomu, kochaj tylko tych, co na to zasłużyli.
- 18 sty 2026, o 09:56
- Forum: Atsui
- Temat: Wioska przy rzece Asahi
- Odpowiedzi: 240
- Odsłony: 35848
Re: Wioska przy rzece Asahi
Całe szczęście, że podczas ostatniej wyprawy i kontaktu z panami beduinami zyskał nieco doświadczenia w jeździe na wielbłądzie. Inaczej to byłby jego pierwszy raz, co mogłoby być nieco niezręczne. Nie spodziewał się, że Ichirou będzie miał już to wszystko tak świetnie zorganizowane, ale trochę widać było, że Akarui zaskakiwał pozytywnie również jego. Widocznie ta cała Klepsydra to nie tylko jeden człowiek, ale również trochę trybików pracujących niezauważenie w tle. Czy Matsuda mógł się zatem spodziewać, że w rzeczonym obozowisku spotka znajome twarze? Cały czas niesprecyzowane bowiem zostało kim są "my", o których wspominał jego nowy znajomy.
Po zaopatrzeniu się w dodatkowy prowiant przez Ichirou, byli gotowi do drogi. Pazurowi w zupełności wystarczało to, co było już przygotowane na wielbłądach, ale chyba w ogóle był mniej wybredny niż Książę Pustyni. Mafiozo podszedł tylko do swojego wierzchowca i zamienił z nim kilka dyskretnych słów upewniając się, że współpraca między nimi będzie się jakoś układać i nie będzie zrzucany z jego grzbietu co pięć metrów. Oprócz tego nie potrzebował wiele więcej przygotowań. Doświadczenie, które wyniósł z wielkiego miasta, aby zawsze być jak najlżejszym, nie do końca było dobre na podróżowanie przez przepastną pustynię. Jak przekonał się już wcześniej, przedzieranie się wydmy i piaszczyste pustkowia nie jest wcale łatwiejsze ani przyjemniejsze niż pokonywanie dżungli czy gór, ale na pewno jest o wiele nudniejsze.
Gdy już opatulił się wierzchnią odzieżą, która miała ochronić go przed bezlitosnym żarem i wsiadł na swojego garbatego rumaka, nie pozostawało nic innego, jak tylko dotrwać do końca. Swojski zapach wielbłąda, suche powietrze drażniące płuca, strużki potu spływające pod dwoma warstwami ubrań - sam czuł bardzo wyraźnie, że nie jest i raczej nigdy nie będzie człowiekiem pustyni. I nic tylko wydma za wydmą, a za nimi kolejna wydma. Po kilku godzinach z utęsknieniem czekał na zmianę krajobrazu na ten śmiercionośny Las, do którego niedługo mieli się zapuścić.
Po zaopatrzeniu się w dodatkowy prowiant przez Ichirou, byli gotowi do drogi. Pazurowi w zupełności wystarczało to, co było już przygotowane na wielbłądach, ale chyba w ogóle był mniej wybredny niż Książę Pustyni. Mafiozo podszedł tylko do swojego wierzchowca i zamienił z nim kilka dyskretnych słów upewniając się, że współpraca między nimi będzie się jakoś układać i nie będzie zrzucany z jego grzbietu co pięć metrów. Oprócz tego nie potrzebował wiele więcej przygotowań. Doświadczenie, które wyniósł z wielkiego miasta, aby zawsze być jak najlżejszym, nie do końca było dobre na podróżowanie przez przepastną pustynię. Jak przekonał się już wcześniej, przedzieranie się wydmy i piaszczyste pustkowia nie jest wcale łatwiejsze ani przyjemniejsze niż pokonywanie dżungli czy gór, ale na pewno jest o wiele nudniejsze.
Gdy już opatulił się wierzchnią odzieżą, która miała ochronić go przed bezlitosnym żarem i wsiadł na swojego garbatego rumaka, nie pozostawało nic innego, jak tylko dotrwać do końca. Swojski zapach wielbłąda, suche powietrze drażniące płuca, strużki potu spływające pod dwoma warstwami ubrań - sam czuł bardzo wyraźnie, że nie jest i raczej nigdy nie będzie człowiekiem pustyni. I nic tylko wydma za wydmą, a za nimi kolejna wydma. Po kilku godzinach z utęsknieniem czekał na zmianę krajobrazu na ten śmiercionośny Las, do którego niedługo mieli się zapuścić.
- 15 sty 2026, o 09:40
- Forum: Atsui
- Temat: Wioska przy rzece Asahi
- Odpowiedzi: 240
- Odsłony: 35848
Re: Wioska przy rzece Asahi
Souei pokręcił głową przecząco na wspomnienie przez Ichirou dwóch nowych imion. Swego czasu osobiście poznał tylko tych, którzy jakiś czas temu zwalili się do niego całą zgrają w Fugu. Nie wiedział, kogo z tamtego składu może się tu teraz spodziewać, ale na żadnego z tamtych ludzi nie patrzył krzywo. Poza tym do rozwiązania takiego tematu potrzebna im będzie każda para zaufanych rąk. No i trochę tęsknił za Hoytem, ale oczywiście nigdy nie zamierzał się do tego przyznać.
Niby było to oczywiste, że Ichirou nie wykonuje w Klepsydrze całej roboty sam, ale informacja o tym, że ktoś siedział nad tematem Biblioteki już od pewnego czasu była dla Soueia bardzo interesująca. Chociażby z tego względu, że nie tylko im dwóm (a do niedawna tylko Asahiemu) zależało na podążaniu za tą legendą. Więc może nie będą musieli zaczynać od kompletnego zera i tracić czasu na błądzenie po omacku?
- Skoro tak, to... - Zaczął ale przerwało mu niespodziewane pojawienie się trzeciego gościa w niemal pustej knajpie. Ten nie zważał na to, że Matsuda był dla niego obcy, lecz od razu wypalił ze swoimi rewelacjami jak z maszynowej wyrzutni kunaiów. Nawet przy tym rozgościł się na stoliku, przy którym siedzieli. Cóż, nie ma problemu. Ichirou przywitał go ze sporym entuzjazmem, więc póki co Matsuda tylko przyglądał się całej scenie i wysłuchał przybysza nie przerywając mu. Przyniesione przez niego informacje czy też raport był bardzo obiecujące.
- Miło mi. - Odpowiedział tylko, gdy zostali sobie przedstawieni. To było tylko przy okazji, bo wszyscy natychmiast skupili się na rozwiniętym zwoju i tym, że droga do Biblioteki nareszcie została przez kogoś odkryta. Souei nie wiedział, czy lepiej byłoby, gdyby była ona zamknięta czy ukryta, ale był przekonany, że na jedno oraz drugie mają w swoim arsenale jakiś sposób. Do tego baza wypadowa jako punkt startowy brzmiała bardzo obiecująco i wszystko wyglądało naprawdę pięknie. W jednej chwili i kilku zdaniach ich szanse z zerowych wzrosły na bardzo małe, co dało Pazurowi sporo motywacji do tego, aby rzeczywiście ruszyć tyłek z tego krzesła i po prostu zacząć coś robić z tymi informacjami.
- No chodźmy. - Rzucił krótko, nie mając pojęcia ile jeszcze Ichirou ma zamiar tu na kogoś czekać. Souei nie wiedział nawet, czy spodziewa się on dużego składu na nadchodzącą ekspedycję, ale miał nadzieję, że to oczekiwanie nie rozciągnie się na długie godziny, a już na pewno nie dni.
Niby było to oczywiste, że Ichirou nie wykonuje w Klepsydrze całej roboty sam, ale informacja o tym, że ktoś siedział nad tematem Biblioteki już od pewnego czasu była dla Soueia bardzo interesująca. Chociażby z tego względu, że nie tylko im dwóm (a do niedawna tylko Asahiemu) zależało na podążaniu za tą legendą. Więc może nie będą musieli zaczynać od kompletnego zera i tracić czasu na błądzenie po omacku?
- Skoro tak, to... - Zaczął ale przerwało mu niespodziewane pojawienie się trzeciego gościa w niemal pustej knajpie. Ten nie zważał na to, że Matsuda był dla niego obcy, lecz od razu wypalił ze swoimi rewelacjami jak z maszynowej wyrzutni kunaiów. Nawet przy tym rozgościł się na stoliku, przy którym siedzieli. Cóż, nie ma problemu. Ichirou przywitał go ze sporym entuzjazmem, więc póki co Matsuda tylko przyglądał się całej scenie i wysłuchał przybysza nie przerywając mu. Przyniesione przez niego informacje czy też raport był bardzo obiecujące.
- Miło mi. - Odpowiedział tylko, gdy zostali sobie przedstawieni. To było tylko przy okazji, bo wszyscy natychmiast skupili się na rozwiniętym zwoju i tym, że droga do Biblioteki nareszcie została przez kogoś odkryta. Souei nie wiedział, czy lepiej byłoby, gdyby była ona zamknięta czy ukryta, ale był przekonany, że na jedno oraz drugie mają w swoim arsenale jakiś sposób. Do tego baza wypadowa jako punkt startowy brzmiała bardzo obiecująco i wszystko wyglądało naprawdę pięknie. W jednej chwili i kilku zdaniach ich szanse z zerowych wzrosły na bardzo małe, co dało Pazurowi sporo motywacji do tego, aby rzeczywiście ruszyć tyłek z tego krzesła i po prostu zacząć coś robić z tymi informacjami.
- No chodźmy. - Rzucił krótko, nie mając pojęcia ile jeszcze Ichirou ma zamiar tu na kogoś czekać. Souei nie wiedział nawet, czy spodziewa się on dużego składu na nadchodzącą ekspedycję, ale miał nadzieję, że to oczekiwanie nie rozciągnie się na długie godziny, a już na pewno nie dni.
- 14 sty 2026, o 01:58
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Souei Matsuda
- Odpowiedzi: 78
- Odsłony: 8632
- 14 sty 2026, o 01:43
- Forum: Atsui
- Temat: Wioska przy rzece Asahi
- Odpowiedzi: 240
- Odsłony: 35848
Re: Wioska przy rzece Asahi
Wymienili się uprzejmościami jak prawdziwi dżentelmeni. Bez pośpiechu i bez przymusu, Souei przystał na to, co do zaoferowania miał Ichirou. Można powiedzieć, że mafiozo miał już do Shirei-kana Atsui całkiem spore zaufanie i chyba vice versa, na co dowodem było przecież całe to spotkanie. Dobrze, że po wstępnych tematach i małym nadrobieniu zaległości udało im się przeskoczyć do właściwego tematu tej schadzki, która póki co obejmowała tylko ich duet. Matsuda nie wiedział, kto jeszcze był zaproszony ale póki co zaczęli tylko we dwóch. Być może inni słyszeli już historię o magicznych wisiorkach i owiewającej je tajemnicy, dlatego Pazur musiał nieco nadrobić. Nagromadzenie tajemniczych haseł spełniło wszystkie jego oczekiwania. Tajemniczy mędrzec, drzewo i biblioteka, którą trzeba odnaleźć. W tej bibliotece pewnie jakaś stara księga i w niej równie stara kolejna wskazówka. Souei nachylił się nad skompletowanym kwiatem żywiołów aby przyjrzeć mu się z góry w pełnej krasie. Prezentował się pięknie, ale nic poza tym. Obejrzał płatki i otaczające je oprawy, szukając w nich jakiegoś śladu albo pierwszej wskazówki. Niczego jednak nie dostrzegł, a przecież wzrok miał dobry. Jednocześnie słuchał Ichirou i jego opowieści, która dość niespodziewanie zatrzymała się szybko w punkcie bez dalszego ciągu. Tajemniczy Las to podobno przepastna i zarośnięta kraina. Sam mafiozo jeszcze nigdy jej nie odwiedził, ale wiedział tyle, ile usłyszał w Shigashi na ten temat. Jeśli miałaby się tam znajdować jakaś Biblioteka Oświecenia, to na pewno nie na terenach przygranicznych, ale w takim razie w którym kierunku zapuścić się w dżunglę?
- A teraz ktoś ich szuka? - Zapytał po tym, gdy usłyszał jakim zainteresowaniem cieszyły się te klejnoty. Szukanie nieodgadnionego to jedno, ale ciągłe oglądanie się za plecy mogłoby skutecznie utrudnić dociekanie prawdy. Wziął łyczek soczku i zastanowił się przez chwilę.
- Kyoushi już wcześniej kupił mnie tą legendą, a skoro ty w nią wierzysz, to ja też. I jeśli chcesz to zrobić, to możesz na mnie liczyć. Tylko że przeszukanie tego Lasu krok po kroku jest chyba nierealne. Nawet z byakuganem, trzeba przynajmniej znać kierunek, żeby miało to w ogóle jakiś sens. Masz jakiś pomysł jak to ugryźć? - Jak mawiał poeta - najtrudniejszy pierwszy krok. Dalej oboje mieli już w ręku komplet narzędzi do rozwiązania prawie każdego problemu, jaki może stanąć im na drodze. Wziął swój płatek i założył go sobie z powrotem na szyję.
- Masz u siebie w Kinkotsu jakieś stare archiwa? Może jeśli istnieje legenda o wisiorkach, to istnieje też o tej Bibliotece, a to byłoby już coś. - Rzucił luźno myśl, która pierwsza przyszła mu do głowy. Być może to zostało już sprawdzone przez Ichirou, a w takim razie Matsuda był otwarty na każdą inną sugestię.
- A teraz ktoś ich szuka? - Zapytał po tym, gdy usłyszał jakim zainteresowaniem cieszyły się te klejnoty. Szukanie nieodgadnionego to jedno, ale ciągłe oglądanie się za plecy mogłoby skutecznie utrudnić dociekanie prawdy. Wziął łyczek soczku i zastanowił się przez chwilę.
- Kyoushi już wcześniej kupił mnie tą legendą, a skoro ty w nią wierzysz, to ja też. I jeśli chcesz to zrobić, to możesz na mnie liczyć. Tylko że przeszukanie tego Lasu krok po kroku jest chyba nierealne. Nawet z byakuganem, trzeba przynajmniej znać kierunek, żeby miało to w ogóle jakiś sens. Masz jakiś pomysł jak to ugryźć? - Jak mawiał poeta - najtrudniejszy pierwszy krok. Dalej oboje mieli już w ręku komplet narzędzi do rozwiązania prawie każdego problemu, jaki może stanąć im na drodze. Wziął swój płatek i założył go sobie z powrotem na szyję.
- Masz u siebie w Kinkotsu jakieś stare archiwa? Może jeśli istnieje legenda o wisiorkach, to istnieje też o tej Bibliotece, a to byłoby już coś. - Rzucił luźno myśl, która pierwsza przyszła mu do głowy. Być może to zostało już sprawdzone przez Ichirou, a w takim razie Matsuda był otwarty na każdą inną sugestię.
- 12 sty 2026, o 16:19
- Forum: Atsui
- Temat: Wioska przy rzece Asahi
- Odpowiedzi: 240
- Odsłony: 35848
Re: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedź Ichirou była jakkolwiek wymijająca, ale też propozycja była nie do końca konkretna. Czy można było więc uznać, że szybko doszli do wstępnego porozumienia i ciąg dalszy nastąpi? Matsuda skinął głową przytakując. Takie rozmowy będą o wiele prostsze, gdy rzeczywiście uda mu się wrócić do Shigashi i uzyskać przynajmniej jakiekolwiek informacje na temat tego, w którym kierunku rozwija się sytuacja. Jeśli Rada będzie przyciskać mocniej, a Głowa zacznie tracić grunt pod nogami, wtedy może być w słabszej pozycji do jakichkolwiek negocjacji. W interesie Akiyamy było więc, aby Pazur wrócił do akcji i uporządkował nieco układ sił, jeśli oczywiście w ogóle było to potrzebne.
- Kyoushi trochę mi nich opowiedział, ale wiesz... po swojemu... - Oboje wiedzieli jaki on był i że czasem, ale tylko czasem, zdarzało mu się być chaotycznym. Matsuda postarał się wyciągnąć z tamtej paplaniny esencję całej tajemnicy wisiorków, ale nie wiedział jeszcze wszystkiego. Ściągnął z szyi ten, który sam został mu podarowany przez Shiroyashę. Położył go na stole obok tego, który zaprezentował Asahi. Pasowały do siebie i rzeczywiście wyglądały jak płatki misternego kwiatu, choć na razie tylko dwa.
- Skoro nam je zostawił, to chyba się tu teraz nie pojawi. I tak domyślałem się, że to tylko na przechowanie. - Powiedział zamyślony, dodając jeden do jednego. Skoro Kyoushi je im zawierzył w takim momencie, to musiał mieć na głowie jakieś ważniejsze przygody i dokonał już wyboru.
- To tak w całości, co to za legenda? I skąd wiadomo, że jest prawdziwa? - Zapytał wyraźnie zaintrygowany, bo zupełnie nie tego wątku spodziewał się po tym spotkaniu, ale temat zaskoczył go bardzo pozytywnie. Pamiętał, że Ichirou chciał go kiedyś w to wtajemniczyć, ale szczerze mówiąc ta obietnica była "na kiedyś" i nie chodziła mu po głowie codziennie. Gdy usłyszał tą historię od Kyoushiego rzeczywiście czuł było w niej tajemnicę do rozwikłania. Teraz, gdy Ichirou wrócił do tego tematu, Pazur liczył na to, że odegra w odkrywaniu jej przynajmniej jakąś małą rólkę.
- Skoro nam je zostawił, to chyba się tu teraz nie pojawi. I tak domyślałem się, że to tylko na przechowanie. - Powiedział zamyślony, dodając jeden do jednego. Skoro Kyoushi je im zawierzył w takim momencie, to musiał mieć na głowie jakieś ważniejsze przygody i dokonał już wyboru.
- To tak w całości, co to za legenda? I skąd wiadomo, że jest prawdziwa? - Zapytał wyraźnie zaintrygowany, bo zupełnie nie tego wątku spodziewał się po tym spotkaniu, ale temat zaskoczył go bardzo pozytywnie. Pamiętał, że Ichirou chciał go kiedyś w to wtajemniczyć, ale szczerze mówiąc ta obietnica była "na kiedyś" i nie chodziła mu po głowie codziennie. Gdy usłyszał tą historię od Kyoushiego rzeczywiście czuł było w niej tajemnicę do rozwikłania. Teraz, gdy Ichirou wrócił do tego tematu, Pazur liczył na to, że odegra w odkrywaniu jej przynajmniej jakąś małą rólkę.
- 9 sty 2026, o 15:52
- Forum: Atsui
- Temat: Wioska przy rzece Asahi
- Odpowiedzi: 240
- Odsłony: 35848
Re: Wioska przy rzece Asahi
Uśmiechnął się nieznacznie na pytanie Ichirou. Jakby czytał mu w myślach. Urlop jest fajny, gdy jesteś zmęczony pracą, ale gdy po wielu tygodniach czekania zżera cię nuda i czujesz, że się marnujesz, myśli zaczynają wracać i krążyć wokół starego życia. Wyrzucony poza główny nurt wydarzeń Souei zdążył już odpocząć i zregenerować się i mimo, że znajdował sobie tutaj jakieś dorywcze zajęcia, to do tej pory ani trochę nie poczuł, że Pustynia może być jego miejscem na ziemi. On tu po prostu nie pasował.
- Myślę już powoli o powrocie, jeśli w ogóle jeszcze będzie do czego. Z tego co wiem walka o władzę jeszcze się nie zakończyła, ale nie wiem co tam teraz robią. - Jeśli jakimś cudem jego Fugu ocalało, to byłoby bardzo miłe zaskoczenie, ale nie robił sobie wielkich nadziei.
- Spodziewaj się najgorszego, to nigdy się nie rozczarujesz, hm? - Bardzo często żył w zgodzie z tym powiedzonkiem, a jednocześnie starał się nie przywiązywać do rzeczy, które można zniszczyć tak łatwo jak podrzędną knajpkę.
- Sok, ale z czegoś normalnego. - Odpowiedział krótko i z niechęcią wobec tego, co zdążył wymienić Diaboł Świtu. Te wszystkie daktyle i kokosy już mu się przejadły. Jabłko by człowiek zjadł, gruszkę jakąś.
- Parę tygodni temu znalazł mnie w Kinkotsu posłaniec od Hibiki. Chce ubić z tobą interes. I ja mam cię na niego namówić. - Zaczął bez ogródek, bo chyba oboje byli ludźmi czynu, a nie wlekących się pogadanek o niczym.
- Tak jak mówiłem, sam nie wiem dokładnie jak tam wygląda sytuacja, ale ona teraz każe się nazywać Południową Namiestniczką czy jakoś tak. No i z tego wynika że chyba nadal walczy z Radą o pełną kontrolę. - Westchnął, opierając się na krześle trochę zrezygnowany.
- I z jakiegoś powodu chce to załatwić politycznie, a nie po staremu. Dlatego teraz robi ze mnie polityka i chce, żebyś ją wspomógł. Dał jej coś. Deklarację, poparcie, gwarancje... nie wiem co by ją zadowoliło. - Wzruszył ramionami, bo z dwóch zdań przekazanych mu z drugiej ręki ciężko było ulepić jakikolwiek konkret. Barman w końcu podał soczek i Pazur wreszcie mógł zwilżyć zakurzone gardło.
- W zamian proponuje pomoc z Szakalami i tymi drugimi, szpiegów i kasę oczywiście, a tej na pewno ma sporo. Mam tylko nadzieję, że nie zamierza mnie tu zesłać na drugą kadencję w ramach tej umowy... - Powiedział półżartem. Souei starał się być konkretny i przekonywujący, ale szczerze mówiąc, sam nie wierzył w ten plan. Nie podobało mu się to, że Hibiki chce się wyrzec dawnych metod i tym samym przekształcić Akiyamę w coś, czym nigdy nie miała być. A może to Souei miał problem z tym, że nie będzie wiedział jak odnaleźć się w rzeczywistości, w której potrzeby na jego usługi zostaną w dużym stopniu ograniczone.
- Nie musisz odpowiadać teraz, ale przemyśl to. Moglibyśmy sobie pomóc, a zamiast taplać się we własnym unijnym sosie, mógłbyś mieć dobry kontakt z kimś z zewnątrz. - Wbrew pozorom i braku doświadczenia Matsudy wydawało mu się, że całość brzmiała sensownie, nawet jeśli trochę niezgrabnie. No i szczegółów też było jak na lekarstwo, ale do tych można przysiąść przecież jeszcze nie raz.
- Myślę już powoli o powrocie, jeśli w ogóle jeszcze będzie do czego. Z tego co wiem walka o władzę jeszcze się nie zakończyła, ale nie wiem co tam teraz robią. - Jeśli jakimś cudem jego Fugu ocalało, to byłoby bardzo miłe zaskoczenie, ale nie robił sobie wielkich nadziei.
- Spodziewaj się najgorszego, to nigdy się nie rozczarujesz, hm? - Bardzo często żył w zgodzie z tym powiedzonkiem, a jednocześnie starał się nie przywiązywać do rzeczy, które można zniszczyć tak łatwo jak podrzędną knajpkę.
- Sok, ale z czegoś normalnego. - Odpowiedział krótko i z niechęcią wobec tego, co zdążył wymienić Diaboł Świtu. Te wszystkie daktyle i kokosy już mu się przejadły. Jabłko by człowiek zjadł, gruszkę jakąś.
- Parę tygodni temu znalazł mnie w Kinkotsu posłaniec od Hibiki. Chce ubić z tobą interes. I ja mam cię na niego namówić. - Zaczął bez ogródek, bo chyba oboje byli ludźmi czynu, a nie wlekących się pogadanek o niczym.
- Tak jak mówiłem, sam nie wiem dokładnie jak tam wygląda sytuacja, ale ona teraz każe się nazywać Południową Namiestniczką czy jakoś tak. No i z tego wynika że chyba nadal walczy z Radą o pełną kontrolę. - Westchnął, opierając się na krześle trochę zrezygnowany.
- I z jakiegoś powodu chce to załatwić politycznie, a nie po staremu. Dlatego teraz robi ze mnie polityka i chce, żebyś ją wspomógł. Dał jej coś. Deklarację, poparcie, gwarancje... nie wiem co by ją zadowoliło. - Wzruszył ramionami, bo z dwóch zdań przekazanych mu z drugiej ręki ciężko było ulepić jakikolwiek konkret. Barman w końcu podał soczek i Pazur wreszcie mógł zwilżyć zakurzone gardło.
- W zamian proponuje pomoc z Szakalami i tymi drugimi, szpiegów i kasę oczywiście, a tej na pewno ma sporo. Mam tylko nadzieję, że nie zamierza mnie tu zesłać na drugą kadencję w ramach tej umowy... - Powiedział półżartem. Souei starał się być konkretny i przekonywujący, ale szczerze mówiąc, sam nie wierzył w ten plan. Nie podobało mu się to, że Hibiki chce się wyrzec dawnych metod i tym samym przekształcić Akiyamę w coś, czym nigdy nie miała być. A może to Souei miał problem z tym, że nie będzie wiedział jak odnaleźć się w rzeczywistości, w której potrzeby na jego usługi zostaną w dużym stopniu ograniczone.
- Nie musisz odpowiadać teraz, ale przemyśl to. Moglibyśmy sobie pomóc, a zamiast taplać się we własnym unijnym sosie, mógłbyś mieć dobry kontakt z kimś z zewnątrz. - Wbrew pozorom i braku doświadczenia Matsudy wydawało mu się, że całość brzmiała sensownie, nawet jeśli trochę niezgrabnie. No i szczegółów też było jak na lekarstwo, ale do tych można przysiąść przecież jeszcze nie raz.