Znaleziono 724 wyniki
Wyszukiwanie zaawansowane
autor: Ayatsuri Yuu
14 lut 2026, o 14:50
Forum: Atsui
Temat: Mała oaza
Odpowiedzi: 126
Odsłony: 23547
Dobrze, że udało mu się ostudzić podejrzenia mieszkańców, inaczej nie byłoby tak łatwo wyciągnąć z nich więcej informacji. Z drugiej strony, o ile tym razem zadziałało to na jego korzyść, to już nie było bycie ufnym, a raczej naiwnym. Rozumiał to w tym środowisku i przy ciężarach, jakie spadały na tych ludzi - utrzymywanie cały czas gardy uniesionej wysoko było męczące, niezależnie od tego czy mówimy o fizycznej czy psychicznej, nic dziwnego że po okresie trudów woleli sobie oszczędzić chociaż trochę wysiłku. No a nie mógł za bardzo doradzić im utrzymywania większej ostrożności - tymczasowo było to prawdopodobnie najwięcej na ile byli w stanie sobie pozwolić.
-Całkowicie to rozumiem. Straszne czasy nastały. Jedyna nadzieja w tym, że większość wojny utrzyma się gdzieś daleko w Sabishi. Skoro tam ma być oblężenie, można tylko liczyć na to, że tam skupi się wszystko, a w Atsui będzie w miarę spokojnie. Ale to pewnie tylko mrzonki. - westchnął ciężko, ze szczerym współczuciem. Oczywiście, wolałby by Sabishi zostało oszczędzone, w końcu to był jego dom, ale na to już chyba nie można było liczyć, to może chociaż ci ludzie unikną większości okropieństw i okrucieństw wojny. Może to sprawiało, że nie nadawał się na żadnej rangi dowódcę, ale naprawdę wolałby, by takie sytuacje załatwiało się jedną wielką bitwą, gdzie cierpieli tylko i wyłącznie wojownicy obu stron, a całemu gronu cywili oszczędzało się tego trudu. I rozumiał całkowicie czemu się tak nie działo. Były przecież osoby, które samodzielnie mogły zmieniać losy całych bitew - a całych wojen już niekoniecznie, to też wymagało pewnego kunsztu w sztuce, w którą zagłębianiem się wcale nie był zainteresowany. Ale rozumiał zasadę, to przecież tak jakby używać najpotężniejszych broni marionetki w złych momentach i sytuacjach, albo niedostosowanych do problemu albo marnując ograniczone zasoby na płotki.
Pięć kilometrów to strasznie blisko. I zarazem niesamowicie daleko. Przebycie tak długiej drogi przez poważnie ranną kobietę w warunkach jakie panowały w Atsui było samo w sobie prawie że cudem, a ogromnym osiągnięciem już bez żadnych wątpliwości. Za to bardzo blisko jeśliby ktoś miał zamiar ją gonić i dotarł za nią aż tutaj. Albo, z drugiej strony, jeśli ktoś postanowiłby zająć się tą sytuacją i ruszył zająć się bandziorami. Albo chociaż dowiedzieć się o co chodzi, w końcu to mogła być zupełnie niepowiązana sytuacja. Działając sprawnie pewnie dałoby się nawet obrócić w jedną i drugą stronę zanim kobieta w ogóle by się obudziła, chociaż to już tylko założenie, mogło to zająć dłużej, i to znacznie, zależnie od napotkanej sytuacji. Nie do końca uśmiechało mu się do tego wchodzenie na ślepo, nie wiedząc z kim w ogóle ma do czynienia - a wypytać mógł już tylko ofiarę. Wątpliwe by zwykli cywile tutaj wiedzieli coś więcej niż już zdążył się dowiedzieć.
-Pięć kilometrów to strasznie blisko. Nie zdziwiłbym się jakby ktoś tu od nich przyszedł, szukając jej. Jak jest w takim stanie to na pewno uciekła. Jest tu ktoś, kto w razie co pilnowałby porządku, czy wszyscy wybyli przez oblężenie i to wszystko inne? Jak tu przyjdzie rozgniewany shinobi, to przydałby się ktoś kto mógłby się z nim zmierzyć w razie co. - rzucił, ponownie pokazując że nie jest z najbliższej okolicy, ale to akurat nie szkodziło - już poprzednie jego słowa wyraźnie to pokazywały, a jakby był stąd to pewnie ktoś by już go rozpoznał. Liczyło się to, by zachować spójność swojej tożsamości incognito, jaka by ona dokładnie nie była. Na razie będzie wydawał się kimś również z Atsui po komentarzu o Sabishi, pewnie to się zmieni jak w ciągu drogi przekroczy granicę - a do tego jeszcze było trochę czasu.
-No ale shinobi to potrafią sobie z tym radzić. Jak masz medyka, który używa chakry to cyk i nawet blizna nie zostaje. Pewnie pobili ją i pocięli, bo stawiała opór, chcieli dać jej pocierpieć a potem ją wyleczyć, żeby była ładna i gotowa na sprzedaż. - odpowiedział ze złością. Naprawdę nie mógł zrozumieć tego toku rozumowania, chociaż rozumowo był w stanie za nim podążyć. I to w sumie była kwestia, która zaważyła na jego ostatecznej decyzji. Pewnie powinno wygrać współczucie, ale nie, odraza była silniejsza. Już uprzedził tamtych z nadzieją, że znajdą jakiegoś shinobiego, który będzie w stanie bronić wioski jeśli trafi się jakiś pościg, teraz zostawał tylko akt podkreślający powagę sytuacji. - Ja chyba się stąd zmyję i przenocuję w drodze. Nie chcę tu być jeśli wywiążę się jakaś walka.
W sumie dobrze się składało, bo i tak chciał zmierzać na wschód, ale teraz będzie musiał grać na pozorach - ruszy na północny wschód, a nie dokładnie w kierunku wydmy, w drodze obserwując tę przestrzeń. Jeśli ktoś będzie chciał zajść do wioski z tamtej okolicy, mógł być prawie pewny, że to z tego obozu. I w zależności od sytuacji mógł się albo wycofać jeszcze do oazy, albo zmierzyć się z nim pośrodku niczego, zależnie od sytuacji. A może nawet jeszcze wcześniej porozmawiać i wysłuchać racji, jakie by one nie były? Nie zamierzałby oczywiście usprawiedliwić nikogo winnego, ale posłuchanie mogło mu przynieść dodatkowe informacje. Na razie zrezygnuje też z marionetki do przemieszczania się, trzymając wszystkie swoje asy wciąż w rękawie - dopiero jeśli kogoś zauważy będzie myślał którego użyć. A w końcu raczej nikt nie ukryje się pośród jedynie piasku i okolicznych rzadkich roślin. No i jeśli jednak na nikogo nie trafi po drodze, do obozu też nie wejdzie tak o, będzie go najpierw obserwować z bezpiecznej odległości.
autor: Ayatsuri Yuu
14 lut 2026, o 13:40
Forum: Antai
Temat: Wioska Kagemure
Odpowiedzi: 35
Odsłony: 3776
Zlecenie specjalne - Wojna Światów - C
Oya Arashi Ayatsuri Yuu 13
Oya 12
Mężczyzna stojący za tobą ruszył. Nie w Twoim kierunku, ale obok, jakby chciał gonić uciekającego w las Saito. Najwyraźniej dzieciak był łatwiejszym celem niż ty, takim, na zaatakowanie którego nie brakowało mu odwagi. I rzeczywiście, gdyby udało im się odzyskać kontrolę nad zakładnikiem, Twoje zadanie ponownie zostałoby znacznie utrudnione. A przecież sprawnie zdołałaś go uwolnić dzięki swojemu atakowi z zaskoczenia i potem dopilnowałaś, by mógł uciec - nie można było pozwolić na to, by tamten to teraz zaprzepaścił. Na szczęście jednak za priorytet uznałaś swoją obronę i bardzo słusznie - odskoczyłaś do tyłu w momencie, gdy konstrukt z chakry przeciwnika przekraczającego rzekę ruszył w Twoim kierunku.
Był szybki, znacznie szybszy niż ty i prawie już Cię dosięgnął. Więcej, dosięgnąłby gdybyś została w miejscu, ale wyglądało na to, że jest to limit tego, na co mógł sobie pozwolić jego twórca. W tym samym czasie ten już raniony ruszył w kierunku rzeki, najwyraźniej uznając że w kupie siła i jeśli będą walczyć wspólnie, nie dasz im rady. I może i było w tym trochę racji, ale miałaś swój sposób na zniwelowanie przewagi jaką dysponowali - mgłę. I faktycznie Twoje przewidywania okazały się słuszne - świecąca chakra Twojego przeciwnika była wciąż widoczna, ledwo co, ale zostawała na tyle blisko, że ją widziałaś. A przynajmniej końcówkę, dalej nie sięgnęłabyś wzrokiem. I zbliżała się. Chociaż tak naprawdę oddalała - jej prędkość w tym momencie była znacznie niższa niż wcześniej, jakby to jedynie jej użytkownik się zbliżał, a sam był wolniejszy. A ty byłaś szybsza niż on, choć raczej nieznacznie - ale przynajmniej na tyle, by nie pozwolić się dogonić jego specyficznemu atakowi.
i tu nadeszła druga część bieżącego planu - atak. Pierwsza wiązka poleciała w kierunku mężczyzny goniącego Saito i była zabójczo skuteczna, dosłownie. Nawet nie usłyszałaś krzyku, jedynie dźwięk ciała upadającego na ziemię. Skoro nie wydał z siebie żadnego słyszalnego dla Ciebie dźwięku, musiał być martwy, prawda? Z drugim z Twoich celów sytuacja była bardziej skomplikowana - zaczął się w końcu oddalać. Nie był w stanie jednak biec zbyt szybko, a nie skradał się tylko pędził ile tylko miał siły - w związku z czym jego kroki były doskonale słyszalne. W połączeniu z zapamiętaniem jego pozycji byłaś w stanie skierować odpowiednio wiązkę i tam już usłyszałaś krzyk - ale upadającego kolejnego ciała już nie. Gwoli ścisłości, działo się to w tym samym czasie co trafienie poprzedniego, dźwięki mogły się po prostu na siebie nałożyć i nie pozwolić na rozróżnienie.
Parę chwil było naprawdę stresujących - niewiele brakowało byś została trafiona. Teraz jednak skryłaś się pomiędzy drzewami, byłaś przynajmniej przez chwilę bezpieczna. Twój przeciwnik musiał za to uznać, że nie ma sensu tak atakować w tym momencie na ślepo lub może po prostu jego chakra znalazła się za daleko od Ciebie - w każdym razie nie mogłaś już jej dostrzec. Miałaś wokoło siebie trzy wiązki, po tym jak wszystkie wróciły i znalazły się u Twojego boku - pytanie tylko co zrobisz. Nie widziałaś nic przez technikę, za którą sama byłaś odpowiedzialna, ale przynajmniej i Ciebie nie można było wykryć. Wciąż jednak wewnątrz mgły czaiło się przy najbardziej optymistycznych szacunkach jeszcze troje przeciwników.
autor: Ayatsuri Yuu
11 lut 2026, o 17:50
Forum: Atsui
Temat: Mała oaza
Odpowiedzi: 126
Odsłony: 23547
No i nie odkryje, skąd dokładnie przybyła kobieta, przynajmniej nie w tym momencie, wszelkie ślady jej wędrówki zdążyła już zatrzeć bezlitosna pustynia przez piasek i wiatr. Przynajmniej zdołał się dowiedzieć, że nie była przetrzymywana w środku wioski, a poza nią. Niestety do zdobycia kolejnych szczegółów będzie już potrzebował innego źródła informacji, czy byłaby to wzmiankowana kobieta po przebudzeniu czy może ktoś, kto by za nią podążał. Na naocznych świadków raczej nie liczył, w końcu zanim nie padła, ewidentna ofiara jakiejś przykrej sytuacji nie zwracała na siebie wcale zbyt dużo uwagi, a nawet jeśli to kierunek końcówki jej drogi wcale nie musiał dokładnie odzwierciedlać jej całości.
Ale patrząc na to z drugiej strony, jak długo mogła iść w takim stanie przez miejsce tak niewybaczające żadnego błędu? Godzinę? Dwie? Nawet biorąc pod uwagę najbardziej zaprawiony lud przyzwyczajony do pustyni i ich ogromny upór, nie wyobrażał sobie by było to więcej niż trzy. A i szybko nie mogła iść, nie z taką raną, ale nawet jeśli początek jej trasy to nie żadne wleczenie się tylko krok jeszcze pełen siły to wciąż całkowita odległość nie mogła być zbyt duża. Sam co prawda nie znał wystarczająco dobrze tego terenu, a ostatnie jego wspomnienia miał sprzed paru lat, ale tutejsi powinni chyba skojarzyć odpowiednie miejsce? Chyba że mowa tylko o jakimś tymczasowym obozowisku postawionym w samym środku pustyni, takiego to nie miał najmniejszych szans wytropić.
Mógł więc tylko i wyłącznie wrócić do tłumu, spróbować zebrać jakieś bardziej przydatne informacje i czekać na okazję do porozmawiania z tamtą kobietą. Lub inny niezależny rozwój sytuacji, to też by trochę pomogło. Nie da się ukryć, choć mógł być znacznie bardziej wyrafinowanym narzędziem, zdecydowanie nazbyt często przyjmował rolę młota, bo jednak sprawiała najmniej problemów. No, w krótkim czasie, bo konsekwencje mogły być większe w dłuższej perspektywie. Teraz, skoro tymczasowo był niezależny, i póki co nie planował tego zmieniać, musiał bardziej myśleć nad tym, do czego jego działania mogą doprowadzić później. A nawet jeśli ostatecznie wróci na stałe do Ningyo-shi czy znajdzie sobie jakąś inną drogę pod patronatem większej frakcji, takie doświadczenie może mu się przydać jeśli zapragnie piąć się po szczeblach kariery. Nie żeby było to bardzo prawdopodobne.
-Podróżowałem trochę przez ostatnie miesiące - i to akurat nawet nie było kłamstwo - Żeby człowiek nie mógł na trochę wybyć z domu żeby się znowu jakieś wielkie afery nie działy. To się potem zawsze kończy tak samo, ci shirei-kanowie i inni wielcy się kłócą i żrą, a ostatecznie konsekwencje tego ponosimy my, maluczcy. - zaczął narzekać, starając się odrobinę ukryć zakłopotanie. Niestety spytanie o w miarę świeżą sprawę nie było tak bardzo prostym sposobem na uniknięcie podejrzeń, jak spodziewał się tego na początku. Na szczęście i tu znalazł taką linię myślową, za którą mógł szczerze podążyć i wylać trochę prawdziwych emocji - w końcu tego samego zdołał już doświadczyć w ostatnich latach, a najlepszym kłamstwem jest to, w którym prawda jest dobrze zbalansowana z fałszem.
-Jak myślicie, skąd ona przyszła? Jest tu może w okolicy miejsce, gdzie mogła być wcześniej? Przecież w takim stanie, w jakim była to by za daleko przecież nie zaszła. - rzucił po jakiejś chwili dalszej rozmowy, starając się dobrze wpasować to w moment. Najlepiej byłoby oczywiście, jakby to tutejsi z powrotem zaczęli gadać konkretnie o tej sytuacji lub kobiecie, nie o większej polityce, której ta mogła być częścią lub zwykłym zbiegiem okoliczności. Nie miał problemu z jasnym pokazaniem, że nie jest konkretnie stąd, prowincja była całkiem duża, a Unia tym bardziej, nie niszczyło to jego przykrywki. Choć ta wymagała pewnego dopracowania, bo jak tak dalej pójdzie będzie za każdym razem mówić co innego. A więc, mieszkający w Sabishi podróżnik, który ostatnio dłuższy czas podróżował. A może przedstawiać się jako mieszkaniec Atsui? Albo może Tsurai? Nie, bez przesady, im bliżej prawdy tym lepiej, byleby faktycznie przypadkiem jej nie odkryć.
Niestety nie za wiele mógł zrobić bez dalszych informacji. Co w zasadzie, obserwować kobietę i ewentualnie bronić ją przed kolejną podobną sytuacją? Czekać aż będzie w stanie rozmawiać? To były jedyne opcje, które widział, a był bardziej człowiekiem czynu niż czekania. Rozmyślał trochę czy nie porzucić całej tej sprawy i nie ruszyć do domu. Wciąż nie zaplątał się w to jeszcze bezpowrotnie, a cała sprawa oblężenia zaszokowała go i zmartwiła. Chyba mógłby być tam potrzebny. A w zasadzie raczej na pewno, ale nie wiedział co o tym myśleć. Usłyszał tylko krótkie streszczenie sytuacji, a nie znał powodów jakie za nimi stały, który z nich mógł być dobry, a który nie. A jak dotrze to będzie musiał wybrać stronę, prawdopodobnie bez żadnych więcej informacji niż dostał je teraz. No i nie mógł mitrężyć, w końcu zamieszanie pod Ninhyo-shi mogło zacząć się teraz już każdego dnia, jeśli wierzyć ludziom na tym szlaku. Będzie musiał być gotowy. Jeśli sytuacja nie rozwinie się wystarczająco szybko, po prostu wyruszy dalej, będą sobie musieli poradzić - a on miał priorytety.
autor: Ayatsuri Yuu
7 lut 2026, o 15:24
Forum: Antai
Temat: Wioska Kagemure
Odpowiedzi: 35
Odsłony: 3776
Zlecenie specjalne - Wojna Światów - C
Oya Arashi Ayatsuri Yuu 12
Oya 11
Pięciu przeciwników, w tym jeden ciężko zraniony, który jednak wciąż mógł Ci jeszcze nabruździć. Normalnie sytuacja byłaby tragiczna, ale naturalna bariera, którą tworzyła zamarznięta rzeka była w tym momencie Twoim sprzymierzeńcem - pytanie tylko na jak długo. Póki co jednak musiałaś się mierzyć głównie z dwójką przeciwników, no i techniką innego, a do pomocy miałaś Saito. Taa, to chyba raczej takie sobie wsparcie, raczej zawada u nogi. Mężczyzna stojący z drugiej strony rzeki pociągnął za bicz z chakry, którym trzymał chłopca, sprawiając że ten poleciał odrobinę w jego kierunku. Ale w zasadzie przeleciał zaledwie metr i wylądował twarzą na ziemi, nieszczególnie zdolny by oprzeć się sile bądź co bądź dorosłego mężczyzny. Całe szczęście w tym, że to przewidziałaś i przezornie postanowiłaś przeciąć bicz, nim tamten zdobędzie jeszcze większą przewagę poprzez posiadanie zakładnika. Tylko dzięki Twojej szybkiej reakcji i technice Suitonu, której użyłaś, chłopiec znalazł się tylko odrobinę bliżej brzegu rzeki, nie w łapskach Twoich przeciwników.
-Kurwa! - usłyszałaś tylko od strony rzeki, gdy uwolniłaś Saito z więzów. Jednak skupienie się na chłopcu, nie na przeciwnikach czy nawet obronie, srogo Cię kosztowało. No, przynajmniej nie tak srogo jak Twój poprzedni atak pierwszego przeciwnika, ale tamten jednak zdecydował się zemścić. Co ciekawe, wyglądało to tak, jakby chciał to zrobić naśladując Ciebie i również plując wodą. Jego pocisk jednak był zdecydowanie znacznie szybszy od strumienia, który ty wypuściłaś - w połączeniu z tym, że właśnie rzuciłaś się biegiem w tamtym kierunku nie skończyło się to dla Ciebie zbyt dobrze. Cudem utrzymałaś się na nogach, ale czułaś ból w brzuchu po tym uderzeniu. Cóż, przynajmniej obyło się bez złamania żadnych kości, przynajmniej na razie. A co gorsza, w międzyczasie mężczyzna zdążył wstać i wyjąć kunai, choć ledwo co. Wyraźnie chwiał się co prawda na nogach i widać było, że nie miał już w sobie zbyt wiele sił, ale najwyraźniej wciąż tliła się w nim jeszcze nadzieja na zwycięstwo.
Oczywiście sam raczej nie mógłby go osiągnąć - przynajmniej nie w tym stanie - ale przecież miał ze sobą wsparcie. Przede wszystkim po drugiej stronie rzeki. Człowiek w masce wszedł na lód na rzece. Poruszał się sprawnie, choć ostrożnie. Nie na tyle by od razu Ci zagrozić, ale kiedy dotrze na drugą stronę może być niewesoło - a wyglądało na to, że jedna osoba to trochę za mało na to, by warstwa lodu się zarwała. Może dlatego jego towarzysze zostali po tamtej stronie, wyraźnie niepewni co powinni zrobić, by zaszkodzić Ci z tej odległości. W końcu jednak jeden z nich wyjął parę shurikenów, a drugi poszedł jego śladem. Nie wydawali się jednak szczególnie zmotywowani do ataku - czy był to strach że skończą tak poważnie ranni jak Twoja pierwsza ofiara, fakt że byłaś dziewczyną czy cokolwiek innego, nie byli zagrożeniem bezpośrednio w tej chwili. Chociaż mężczyzna na rzece chyba mógł być. W drodze złożył pieczęć jakiej do tej pory nie widziałaś i z jego pleców wyrosło... coś. Ewidentnie jakiś konstrukt z chakry, ale nie do końca byłaś w stanie zidentyfikować co powinien Ci przypominać. Czy to miał być ogon? Może skrzydła? Jeszcze coś innego? W każdym razie on akurat coś chyba planował.
I zostawała oczywiście jeszcze jedna kwestia, którą musiałaś się martwić - Saito. Chłopiec zdołał zamortyzować swój upadek rękoma i podnieść się, a następnie posłuchał Twojego rozkazu. Może miałaś w sobie jakieś zadatki na lidera? Przynajmniej ktoś Cię posłuchał. Albo to strach przełączył go w tryb ucieczki i nawet nie usłyszał, co dokładnie mówiłaś. W każdym razie zaczął się od Ciebie oddalać - jak i od całej reszty tego nielegalnego zgromadzenia. Pobiegł jednak inaczej niż mogłaś podejrzewać - jeszcze dalej w głąb zagajnika, jednocześnie oddalając się od rzeki - może w obawie przed zostaniem złapanym po raz kolejny takim biczem, może po prostu znając jakąś dobrą kryjówkę w gęstwinie. Aha, no i nie ma co zapominać, że za Tobą też był ktoś jeszcze. I nie mam tu na myśli Twojego wspólnika z wioski a kolejnego przeciwnika. Na całe szczęście jeszcze nie przebił Cię swoim kunaiem, jakby trochę wahał się przed zbliżeniem się do Ciebie.
rana lekka dla Oyi - -10% szybkości, siły, percepcji
autor: Ayatsuri Yuu
7 lut 2026, o 13:15
Forum: Atsui
Temat: Mała oaza
Odpowiedzi: 126
Odsłony: 23547
Schował z powrotem manierkę, której nawet nie zdążył podstawić kobiecie do ust. Niby mógł trochę jej pomóc, ale nie zamierzał się przecież przepychać i narobić jeszcze większego zamieszania - tak czy siak nie miał umiejętności wystarczających, by porządnie zająć się raną, do tego byłby potrzebny prawdziwy medyk, nie ktoś uzbrojony jedynie w trochę środka przeciwbólowego i bandaże. A wodę mógł jej przecież podać każdy. Czego nie mógł zrobić każdy to dotrzeć do sedna tego, co tu się właściwie stało. Wciąż nie do końca chciał się angażować w tę całą sytuację, ale jeśli to faktycznie chodziło o handel ludźmi to zrobi wyjątek, bo mało czym tak bardzo się brzydził. Tylko czy będzie w stanie odkryć, skąd dokładnie przyszła kobieta? Częsty wiatr w tych okolicach nie sprzyjał szukaniu śladów, które zazwyczaj były szybko zasypywane przez piasek - tym bardziej jeśli droga prowadziła spoza wioski.
Gwoli ścisłości jednak przyjrzy się ziemi kawałek dalej niż tam, gdzie pierwszy raz zwrócił uwagę na kobietę. Tam, gdzie upadła szybko zebrał się niezły tłumek, więc jakichkolwiek śladów by nie zostawiła, zostały z pewnością zadeptane całą masą innych. Jednak tym, co z niemożliwego zadania robiło jedynie skomplikowane był fakt, że kobieta krwawiła, i to prawdopodobnie całkiem obficie, biorąc pod uwagę rozmiar rany. Oczywiście, częściowe zatkanie jej na pewno pomogło, ale wciąż, była duża szansa, że dostrzeże ślady krwi gdzieś na drodze i zidentyfikuje kierunek, z którego przyszła oraz to, czy szła spoza wioski czy może z jej środka. A jeśli spoza to chociaż z której strony świata. To akurat nie będzie szczególnie pomocne, bo mogła przecież trochę błądzić na pustyni, ale na pewno nie za długo - nie z taką raną. Nijak nie potrafiłby określić jak dawno temu mogła zostać zadana, skoro kobieta wciąż żyła, nawet nie gdyby miał okazję przyjrzeć się jej bliżej. Nasuwało się jednak pytanie, jak tak ciężko ranna zdołała jakkolwiek uciec osobie odpowiedzialnej za tę ranę? Albo zdołała zabić napastnika (jeśli sama nim nie była, ale ślady na nadgarstkach raczej temu przeczyły) albo ten może się tu w każdej chwili pojawić.
Nie zamierzał jeszcze udawać się dalej za tropem, jeśli już to parę, może paręnaście metrów dalej, głównie chciał upewnić się, że potem go nie przeoczy. Gdyby była mowa o śladach stóp nawet po chwili mogłyby zniknąć, ale ślady krwi powinny utrzymać się choć chwilę dłużej. Na pewno nie szczególnie długo, ale oby wystarczająco - bo chciał jeszcze trochę posłuchać rozmów mieszkańców. Oroborosy? Szakale? Oblężenie? Nic mu to nie mówiło, a wyraźnie wszystkim obecnym już tak. Dobrze byłoby przesłuchać też kobietę, ale ta pewnie już odpłynęła kiedy medyk zabrał się za pomaganie jej. I wątpił by miała szybko odzyskać przytomność, nie biorąc pod uwagę wszystko co się z nią stało. Do tego pewnie musiałby w tym celu ujawnić, że nie jest zwykłym cywilem, a shinobi, a tę tajemnicę miał nadzieję jeszcze trochę czasu utrzymać. No i w czasie tych dyskusji będzie mógł obserwować drogi prowadzące do oazy i wypatrywać czegoś podejrzanego.
-Szykuje się jakieś oblężenie? - spytał z wielkimi oczami. To brzmiało jak najnowsza wieść czy plotka i tym samym najmniej podejrzana nitka, za którą mógłby pociągnąć bez zwracania na siebie większej uwagi. Pewnie każdy inny wiedziałby o tym kim są te Oroborosy czy Szakale, ale ta nowsza kwestia mogła jeszcze nie rozejść się tak szeroko. Starał się nadać swojemu głosowi ton zarówno trochę zaskoczony jak i odrobinę obawy w nim.
-Z dnia na dzień coraz mniej spokoju tutaj. - dorzucił jeszcze takie bardzo ogólnikowe zdanie, mające nie zdradzać o nim absolutnie nic, być trudne do podważenia dzięki sytuacji z ranną kobietą i zarazem sympatyzujące z problemami, z jakimi mierzyli się mieszkańcy okolicy, mając nadzieję, że pozwoli mu to dyskretnie pociągnąć ich za język.
Zerkał też w kierunku chaty medyka, gdzie teraz znajdowała się ofiara tego ciężkiego losu. Nie tylko dlatego, że faktycznie martwił się o kobietę - choć i tego uczucia trochę w nim było, nawet jeśli jej nie znał. Przede wszystkim zamierzał trochę naśladować zachowania tubylców i wzbudzić w nich wrażenie, że ma takie same zmartwienia jak oni - a im bardziej będą uważali go za jednego ze "swoich", tym więcej będzie mógł się dowiedzieć. No i zostawał jeszcze jeden cel - jeśli ktoś przybędzie tu dokończyć dzieła, porwać ją czy zrobić cokolwiek innego, jest duża szansa że ukryje się tak, by nie zwrócić niczyjej uwagi i dopiero po zamieszaniu wewnątrz chaty będzie jasne, że w środku dzieje się coś niepokojącego. Przeszło mu co prawda przez głowę, że może zostawić całą tę sprawę w spokoju i ruszyć dalej, ale to nie był jeszcze czas na to. Nawet jeśli ostatecznie nie spróbuje rozwiązać tajemnicy jaka przed nim stała - a przecież miał do nich wielkie upodobanie - to mógł chociaż zebrać informacje o tym, co się działo w okolicy. Przede wszystkim, jakie, kurwa, oblężenie? A raczej czego i kto je organizował? Ataku na kryjówkę bandytów tak nie nazywano, nawet jeśli modus operandi byłby taki sam - musiało chodzić o prawdziwe miasto, a przynajmniej wioskę. W końcu i to drugie można było umocnić przeciwko większej grupie.
autor: Ayatsuri Yuu
3 lut 2026, o 12:49
Forum: Antai
Temat: Wioska Kagemure
Odpowiedzi: 35
Odsłony: 3776
Zlecenie specjalne - Wojna Światów - C
Oya Arashi Ayatsuri Yuu 11
Oya 10
Ogarniał Cię stres. To zresztą za mało powiedziane, to nie był tylko zwyczajny stres, to był strach. Dwóch przeciwników. A przynajmniej dwóch, których dostrzegłaś. Czy tylko dwie osoby próbowałyby wedrzeć się na teren wciąż należący do klanu Kaminari? Wydawało się to mało jak na taką grupę wypadową, ale może miałaś po prostu szczęście? Albo przygotowali się tylko i szukali dobrego przejścia, a ostatecznie skorzystali z okazji po dostrzeżeniu samotnego dzieciaka? Nie do końca jednak warto było się teraz zastanawiać jaki był konkretnie ich cel, a trzeba było zrobić to, po co zostałaś tu wysłana - wyeliminować zagrożenie dla klanu. A może przy okazji uda Ci się jeszcze uratować bezbronne dziecko? Chłopaczek wydawał się zwyczajnie przerażony, nawet nie próbował się wyrywać, jakby skamieniał ze strachu. Przynajmniej wciąż żył i nawet był przytomny.
Na całe szczęście mogłaś zaatakować wciąż będąc w ukryciu, przez odpowiednie wygięcie wiązki. To dało Ci dodatkową chwilę, podczas gdy pierwszy z mężczyzn już się do Ciebie zbliżał. Całe szczęście, że mógł tylko podejrzewać, że tu jesteś, dlatego poruszał się ostrożnie i dał Ci czas na wykonanie swojej techniki zamiast bezpośrednio wbiec między drzewa. Kto wie, czy paradoksalnie taka strategia bez dbania o własne bezpieczeństwo nie skończyłaby się dla niego lepiej. A nawet jeśli nie dla niego, to dla jego... przyjaciela? kompana? towarzysza broni? Jakakolwiek by nie była ich relacja, pierwsze co dostrzegłaś po wyłonieniu się zza drzewa to jego przerażenie w oczach - trudno się zresztą dziwić, skoro wiązka przeleciała całkiem blisko niego, wbijając się szybko w tego przeciwnika, który stał dalej - i to z taką mocą, że zaraz padł na ziemię z krzykiem i przebitym ramieniem, które od razu zaczęło intensywnie krwawić. Nie był jeszcze martwy, co to to nie, ale z pewnością poważnie go zraniłaś - a co ważniejsze, osiągnęłaś także swój cel, którym było uwolnienie chłopaka.
Wszystko wydarzyło się błyskawicznie, tak że kiedy jeden z przeciwników upadł, chłopiec przez moment nie wiedział co zrobić i dopiero po chwili zawahania ruszył w stronę przeciwną do rzeki, jakby do Ciebie też nie chciał się zbliżyć. A przynajmniej próbował, bo momencie kiedy ruszył, oplątał go różowawy bicz, dochodzący ze strony rzeki. Mimowolne zerknięcie w tamtym kierunku sprawiło, że Twój strach mógł powrócić - po drugiej stronie rzeki stało jeszcze trzech mężczyzn. Środkowy z nich był tuż przy brzegu i to w jego ręce znajdował się drugi koniec bicza. Ewidentnie dopiero tam podbiegł, podczas gdy pozostała dwójka miała do brzegu jeszcze parę metrów. Nie byli bardzo daleko, ale oddzielała ich jeszcze zamarznięta rzeka, której lodowa powłoka ewidentnie nie była tak twarda, by bez problemów po niej biegać. Przeciwnik na ziemi nie zdążył zrobić zbyt wiele, wyraźnie ból go opóźnił, ale zaczął już składać jakąś pieczęć, choć nie byłaś w stanie rozpoznać jaką. Do niego i dzieciaka miałaś jeszcze 5 metrów, natomiast dwa metry za Tobą, trochę po prawej znajdował się ten mężczyzna z kunaiem, którego wcześniej zignorowałaś i wyminęłaś w drodze po chłopca.
Pięciu przeciwników! Jeśli kolejni nie kryli się gdzieś w krzakach czy nie byli na tyle blisko, by dało się tu ich przywołać krzykiem. Mieli znaczącą przewagę liczebną, ale w pobliżu znajdowała się ich tylko dwójka - może z nimi zdołasz sobie poradzić, nim tamci staną się faktycznie zagrożeniem? Tylko zostawała jeszcze kwestia Saito, który już prawie uciekł, a znowu znalazł się w łapskach wroga, przynajmniej metaforycznie. Wyglądało na to, że chłopiec zaraz się rozpłacze, po tym jak w odstępie zaledwie paru chwil zarówno zyskał możliwość ucieczki i został ponownie schwytany. Teraz jednak nie schowałaś się po ledwie pierwszym rzuceniu okiem na wrogów i mogłaś dostrzec szczegół, który wcześniej Ci umknął - zarówno ten leżący teraz na ziemi jak i mężczyzna z biczem mieli na sobie specyficzne maski, w przeciwieństwie do pozostałej trójki.
autor: Ayatsuri Yuu
2 lut 2026, o 11:29
Forum: Piszemy o wszystkim!
Temat: Shinobi Zbijak - Mecz
Odpowiedzi: 95
Odsłony: 5514
Ech, no obudził się jak zwykle trochę zdezorientowany, dopiero niewygodna pozycja przypomniała mu, że jest na polu walki i skłoniła do szybkiego działania.
autor: Ayatsuri Yuu
30 sty 2026, o 00:28
Forum: Atsui
Temat: Mała oaza
Odpowiedzi: 126
Odsłony: 23547
Dobrze było wiedzieć, że na pustyni po staremu. Kotei Unii Samotnych Wydm? Nic szczególnie nowego? Asahi Ichirou? Kiedy ruszał zacząć swoją służbę na Murze nie był jeszcze shirei-kanem, ale już wiele było słychać o jego osiągnięciach. Brzmiało jakby nigdy nic z zewnątrz nie mogło zmienić pustyni. Parę prowincji dalej przecież toczyła się regularna wojna. Ale co to jest parę prowincji? Nie dziesiątki, a setki, nawet tysiące kilometrów. Nic dziwnego że tutaj nie prowadzono rozmów o ekspansji Dzikich na terenie dawnego Sogen czy zburzeniu Muru. Z drugiej strony nie była to też przecież jakaś nowa wieść, skoro on zdążył zrobić sobie po niej przerwę od cywilizacji i dopiero teraz dotarł z powrotem na pustynię, te pogłoski musiały tu być już dawno i ulec upływowi czasu, który sprawia, że wszystko staje się mniej naglące.
Ale właśnie po to, by zobaczyć jak przebiega życie na pustyni tutaj się znalazł. Cóż, w zasadzie znalazł się tu po to by odwiedzić po latach rodzinne strony, ale jedno nieuchronnie wiązało się z drugim. Nie wiedział jak wielkim ignorantem, do tego zawiązanymi oczami i zatkanymi oczami, musiałby być, by ni dostrzegać po prostu życia. Życia, które tu zawsze było ciężkie, pod którym wielu się uginało. Fakt faktem ciężko było wiele rzeczy zaobserwować, w końcu dopiero co wkroczył na obszar Unii, to było pierwsze, mimo że niewielkie, miasteczko, w którym postanowił się zatrzymać. Jak jeszcze na terenie Wietrznych Równin używał marionetki do przemieszczania się, tak od wkroczenia na piasek tymczasowo z niej zrezygnował - przynajmniej do czasu. Usłyszał w końcu o dziwnych pomysłach ze strony Koteia o jakichś corocznych przysięgach lojalności - bądź co bądź plotki częściowo rozchodziły się też po Sakai.
Ale skąd się w ogóle wziął ten pomysł? Co się działo w gabinecie Koteia, że uznał to za dobre i pożyteczne rozwiązanie? To były szczegóły, które mu umknęły, jako że plotkarze albo pomijali istotne informacje albo prezentowali każdy inną wersję wydarzeń. Zdołał nawet usłyszeć, że Kotei został zastąpiony przez kota! Kota-yokai co prawda, ale nie czyniło to tego pomysłu ani trochę mniej absurdalnym i nadającym się jedynie na kanwy powieści. I to pewnie niezbyt dobrej, błagam, przecież nawet fantazja musi działać w pewnych wiarygodnych ramach. W zasadzie, może dałoby się coś zarobić jakby pierwszy napisał taką książkę... Nie, zaraz, nie powinien się rozpraszać takimi rzeczami, pisanie dla pisarzy, dla shinobi walki i projekty nowych kukiełek. No, to akurat konkretnie dla niego, ale trzeba było korzystać, kiedy była okazja na wyszarpnięcie dla siebie kawałka tortu.
Dlatego właśnie podróżował w pewnym sensie incognito. Lekkim i przewiewnym ubraniem zdołał zakryć strój typowy dla Shinsengumi, choć ten prawdopodobnie tak daleko na zachodzie i tak nie byłby rozpoznany, ale co ważniejsze, zrezygnował ze środka transportu. Nie chciałby wplątać się przypadkiem w cały ten ambaras, a do tego z pewnością dojdzie w pierwszym momencie kiedy ktoś domyśli się, że należy do grona shinobi i pochodzi z Ningyo-shi. Albo ktoś go spróbuje zaciągnąć przed Koteia czy raczej przed jakiegoś wiernego mu Kogo czy chociaż Sentokiego, albo on zwieje i będzie poszukiwany. Były co prawda bardziej optymistyczne opcje rozwoju takiej sytuacji, po prostu w żadną z nich nie wierzył jakoś szczególnie. Nie, chociaż chwilowe bycie incognito nie było wcale złym pomysłem. Teraz nawet trochę żałował zgolenia sobie brody ten tydzień czy dwa temu.
W końcu jednak doszło do tego, czego się obawiał - zamieszania. Jak to jest, że gdziekolwiek by się nie pojawił, zawsze musiało się tam stać coś ciekawego? Naprawdę, chciałby utrzymać swoje postanowienie o tym, by dzisiaj pozostać incognito, ale okazało się, że może być to trudniejsze niż się z początku wydawało. Na całe szczęście, póki co, sytuacja nie wydawała się wymagać obecności, a tym bardziej działania żadnego shinobiego. Nie odprężył się, bo bardzo nie odpowiadał mu stan, w jakim właśnie widział kobietę. Niestety nie za wiele mógł na niego poradzić. Wyglądała na odwodnioną, ale czy to było tylko to? Nie do końca potrafił stwierdzić. Miał jednak taką przewagę, że nie musiał nigdzie biec po wodę. Przepchnął się do kobiety, wyciągając w tym czasie manierkę z wodą z torby i przysunął ją jej do ust. Za chwilę przecież będzie mógł ją sobie z powrotem napełnić. Oczywiście musiał pilnować, by nie piła zbyt łapczywie - jeśli będzie próbowała pić szybciej niż jej na to pozwoli wcale się nie nawodni zbyt dobrze i ryzykuje zadławienie się, więc będzie na chwilę odsuwał manierkę, by o nią zadbać. To była oczywiście PUSTYNIA 101, ale mniej logicznie się myślało przy tak potężnej potrzebie.
W międzyczasie będzie mógł też przyjrzeć się kobiecie uważniej. Dostrzegł już sińce na nadgarstkach - miejscu dosyć nietypowym, chyba że mowa o kajdanach czy związaniu liną. Czyżby handlarze ludźmi? Nie do końca był teraz moment, by o tym myśleć, można było się zastanowić trochę później, co dokładnie spotkało kobietę, że skończyła w takim stanie. Teraz bardziej szukał świeżych ran, które mogły być groźne, jeśli nie zostaną szybko opatrzone. Wołano medyka, więc oby ktoś się niedługo pojawił. Yuu za to zdąży jeszcze podnieść wzrok znad pojonej kobiety, szukając w tłumie czegoś podejrzanego. Skoro podejrzewał handel ludźmi, to może mężczyzna, od którego uciekła? Lub kobieta, nie bądźmy seksistami, w każdym razie szukał kogoś kto nie patrzył na tamtą z żalem, współczuciem czy czymś podobnym odpowiadającym człowiekowi, a jak na kawał mięsa czy zepsutą inwestycję.
autor: Ayatsuri Yuu
29 sty 2026, o 22:46
Forum: Antai
Temat: Wioska Kagemure
Odpowiedzi: 35
Odsłony: 3776
Zlecenie specjalne - Wojna Światów - C
Oya Arashi Ayatsuri Yuu 10
Oya 9
No oczywiście, jak to faceci. Ani nie poczeka, ani nie będzie uważał, nawet nie zachowa względnej ciszy. Zdecydowanie mogłaś żałować, że trafił Ci się mężczyzna jako przewodnik zamiast jakiejś rozsądnej kobiety. Ale z drugiej strony patrząc, chyba lepszy facet przy boku niż kobieta w wiosce, co? Wyłączając oczywiście z równania fakt, że ten pierwszy mógł właśnie sprowadzić na Waszą dwójkę cały oddział wroga. On jednak niewiele sobie z tego robił, nasłuchując odpowiedzi dzieciaka. Nawet już nie odpowiedział na Twoje kolejne słowa - a szkoda, były przecież czymś co mogłoby wyjść nawet z ust jakiegoś doświadczonego filozofa, a zamiast tego wypowiadała je młoda dziewczyna. Patos tych słów bladł jednak w brązowo-białej rzeczywistości zagajnika.
Całe szczęście, że zdążyłaś zareagować, kiedy tamten wyskoczył jak z procy. Może faktycznie miał jakiś kompleks bohatera? A może zwyczajnie nie mógł znieść kolejnej, bezsensownej śmierci. Taka w końcu mogła niedługo czekać siedmioletniego Saito, sądząc po gwałtownie urwanym krzyku. A każda sekunda zwłoki oznaczała, że ma on coraz mniejsze szanse. Ty jednak, nie bacząc na jego życie, postanowiłaś uczynić priorytetem własne. A może misję? Jeszcze coś innego? Trudno było stwierdzić z zewnątrz, w każdym razie udało Ci się nie poddać emocjom, co nie mogło być łatwe kiedy mowa o życiu dziecka. I Twój towarzysz podróży zdecydowanie tego nie rozumiał, bo na powstrzymanie go zareagował rozzłoszczonym spojrzeniem. Widać było w nim zrozumienie Twojej racji, ale emocje trochę przysłaniały w tym momencie jego rozum. Poddał się jednak po paru sekundach, trochę opadły mu ramiona w dosyć jasnym geście, który mówił o beznadziei sytuacji i skinął Ci głową.
Oczywiście nie mogłaś mieć pewności, że nie będzie próbował Cię oszukać, ale postanowiłaś obdarzyć go pewnym kredytem zaufania. Pytanie tylko czy się to opłaci. Nie ruszył w kierunku wioski od razu, przez co mogłaś myśleć, że Twój osąd był błędny, ale choć widziałaś jego spojrzenie rzucone w kierunku niebezpieczeństwa, on również Tobie dał ten kredyt zaufania i ruszył prędko w kierunku, z którego dopiero co przyszliście. Miejmy tylko nadzieję, że zrobi to, co mu nakazałaś, sprawnie podejmując sensowną decyzję. Jeśli faktycznie zza brodu przyjdzie większa liczba Kujaku, będą mogli bez większego problemu wyrżnąć całą wioskę.
Ty za to byłaś sama jedna, a jednak zdecydowałaś się samodzielnie zmierzyć z tym, co wywołało u dziecka przerażony wrzask. Głupota? A może odwaga? To określimy dopiero po tym, czy decyzja była słuszna, a nie przepełniona nadmierną arogancją. Skradając się słyszałaś głosy, na tyle ciche, że nie byłaś w stanie rozróżnić poszczególnych słów, ale mogłaś stwierdzić, że masz do czynienia przynajmniej z dwójką ludzi. I żadne z nich nie brzmiało jak siedmiolatek. By wiedzieć coś więcej musiałaś jednak się zbliżyć, a w tym czasie głosy się trochę nasiliły jakbyś była prawie świadkiem jakiejś kłótni.
Zaraz gdy delikatnie wychyliłaś się zza drzewa, musiałaś od razu się schować, bo dostrzegłaś mężczyznę, na oko trzydziestolatka, który szedł w Twoją stronę, trochę niepewni i ostrożnie, ale na całe szczęście jeszcze nie zdołał Cię zauważyć dzięki bardzo korzystnemu złożeniu się czasu. Był od Ciebie jakieś pięć metrów, podczas gdy jeszcze trzy metry za nim był drugi, chyba odrobinę młodszy, który przytrzymywał obiema rękami dzieciaka, jedną zasłaniając mu też usta. Obaj dorośli byli przemoczeni, choć młodszy tylko od pasa w dół, a ten zbliżający się do Ciebie całkiem wyraźnie drżał z zimna. Mogłaś łatwo dostrzec powód - tuż obok przepływała rzeka, w większości zamarznięta, ale widziałaś sporą dziurę w warstwie lodu. Ktoś tu chyba postanowił przebiec po zbyt wąskiej warstwie lodu i nie skończyło się to dla niego zbyt dobrze.