To było miłe. Miłe, że nie rozdzielili się już niemal na wstępnie, tylko zgodnie wszyscy postanowili coś zjeść. I to nawet to samo! Sayuri się to podobało, bo w końcu byli drużyną, więc fajnie, że z pozoru niewinne czynności robili razem. W sumie, byli na obcym terenie i już nieważne czy przyjaznym czy nie, chyba warto było trzymać się razem. I nieważne, że każdy z nim był w swoim świecie. Tak jak Sora, który co chwilę cieszył się, nie zdradzając powodu. Chociaż mogli się domyślać, bo jedyna zabawna rzecz, o której ostatnio wspominał, to ten dziwny grzyb. Być może to on przyprawiał seinina o te uśmiechy?
Ruch w karczmie był raczej średni. Kto już był, ktoś przychodził, no tłoku to tu nie zastali. Ale to dobrze, bo dzięki temu miejsce zdawało się być dość spokojnie. Natłok rozmów większej ilości osób mógłby niektórym nieco przeszkadzać. Teraz jednak cała ich czwórka skupiła się na jedzeniu, bo rękę można było sobie uciąć, że każdy był głodny! Kiedy Sayuri skończyła jeść, za sobą posiłek mieli już Takayama oraz Daiki. Kobieta dość szybko oznajmiła, że idzie odpocząć do pokoju, więc czerwonowłosa tylko odprowadziła ją wzrokiem. Sama nie była zmęczona, ale jeśli wszyscy się ulotnią... To co ona będzie tak siedzieć i patrzeć? Nie było jednak takiej potrzeby. Chociaż Sora również się oddalił, to jednooki towarzysz postanowił zostać, używając dość słusznego argumentu. Nim jednak rozmowa w jakikolwiek sposób się rozwinęła, mężczyzna sobie poszedł. Młoda Hyūga mrugnęła oczami dwa razy, przez chwilę wahając się, co zrobić. I już miała wstać, ale Daiki wrócił na miejsce. I to nie z pustymi rękoma! Mężczyzna bez mrugnięcia okiem mógł zauważył, że jej spojrzenie się ożywiło.
- Założę się, że i tak jest pyszne. - powiedziała bez skrępowania, sięgając po jedno mochi. Lubiła je niemal tak samo jak dango. Przede wszystkim ze wzgląd na przełamanie smaków. - Mniam! - mruknęła zadowolona, po skosztowaniu pierwszego kęsa. Może rzeczywiście było tak pyszne, a może długa podróż sprawiła, że teraz wszystko wydawało się tysiąc razy lepsze, niż normalnie. Zresztą nieważne!
Kiedy przełykała kolejny kęs, pan Sato postanowił poruszyć temat jej umiejętności. Dość surowo podchodząc do tego, kim według niego jest prawdziwy, zapewne użyteczny medyk. W sumie nie dziwiło ją to jakoś bardzo. Zdawał się być wymagający, to wrażenie nie zmieniło się przez całą ich podróż. Sayuri uśmiechnęła się kącikiem ust i pozwoliła sobie jeszcze na łyk herbaty, nim jakiekolwiek słowo padło z jej ust. Mimo wszystko, nie zdawał się jej na zaś krytykować. Bardziej zdawał się być ciekaw, co rzeczywiście czerwonowłosa potrafi.
- Większość pańskich wymagań już spełniam. - urwała i przeniosła spojrzenie na jednookiego mężczyznę. Wiedziała, że musi być pewne siebie i tego, co potrafi. - A walkę ze śmiercią, sam na sam, opanuje w mgnieniu oka. - zakomunikowała z uśmiechem dumnie i z pewnością. Owszem, raz już walczyła o czyjeś życie. Było ciężko, bo jej umiejętności jeszcze nie są na najwyższym poziomie, więc dodatkowa medyczka była wtedy jej zbawieniem. Ale sama robiła wszystko, co mogła. Nie poddała się wtedy i nie podda się każdym następnym razem. W końcu, nie oszukując, umiejętności medyczne i tak miała na dość wysokiem poziomie. Do całości może rzeczywiście brakowało jej tego, by potrafiła śmiertelne rany uleczać w mgnieniu oka, ale czuła, że ma te możliwości. Potrzebowała tylko jeszcze trochę szkolenia.
I znowuż, nim rozmowa rozbrzmiała na dobre, przed karczmą pojawił się duży powóz. Trudno byłoby nie zwrócić na niego uwagi. Sayuri nawet wychyliła się lekko, dojadając swoją porcję mochi. W mgnieniu oka pojawiła się tez Takayama. To ona ma tak czujny sen?! A może w ogóle nie spała? Nim zdążyli zapytać o seinina, kobieta uprzedziła ich zdawkowym stwierdzeniem. Dlatego Sayuri tylko kiwnęła głową na znak, że zrozumiała, a z zaciekawieniem obserwowała, jak z powozu wychodzą kolejno osoby z klanu Yamanaka. Było ich czworo. Każdy inny, na swój sposób. Mimo, iż troje miało blond włosy, to każde z nich roztaczało inne wrażenie. Jednakże najbardziej odczuwalne, przynajmniej dla młodej Hyūgi było to, jaką aurę roztacza ostatnia osoba. Ciemnowłosy chłopak, jakby zupełnie z innej beczki. Chociaż akurat Sayuri nie bardzo na to patrzyła, bo sama była posiadaczką czerwonych włosów, podczas gdy przeważnie członkowie klanu Hyūga mieli raczej ciemne włosy. Brązowe lub czarne. Jej uwagę przykuwało to, jaką niechęcią chciał bić. Jakby był za karę? Zanim jednak zdążyła rozbiegać się z myślami gdzieś dalej i nieco zbyt długo zawieszając spojrzenie na ciemnowłosym, w porę pojawił się Sora. Oczywiście w swoim stylu rozładowując ewentualnie napięcie. I przerywając Daikiemu, bo jakżeby inaczej. I tu na twarz czerwonowłosej wpłynął delikatny uśmiech spowodowany zachowaniem seinina. A potem wszystko zadziało się tak szybko, że ani ona, ani Takayama ani nawet Sato nie zdążyli nic powiedzieć, a już znaleźli się w powozie. Zdecydowanie większym od tego, którym poruszali się do tej pory.
Sayuri zajęła pierwsze, wolne miejsce, jakie tylko było. Chyba nawet było widać u niej lekkie podekscytowanie, bo nie miała okazji jeszcze podróżować w ten sposób. I to z osobami z innego klanu, z sojusznikami!
- Miło mi was wszystkich poznać. - powiedziała pogodnie i z uśmiechem, po czym skłoniła głowę w geście szacunku. Siedziała, więc ciężko byłoby się dobrze ukłonić. Chyba, że chciałaby przywalić zaraz głową o powóz. Albo o kogoś innego. Obie wersje byłyby przypałowe. A tak to siedziała, układając dłonie na swoich udach. Kiedy podniosła głowę, a stało się to dość szybko, nienachalnym spojrzeniem obdarzyła każdego, chociaż miała wrażenie, że czarnowłosy Shin nie bardzo pragnie jakiekolwiek kontaktu. Skupiła się więcej finalnie na pani Rei, do której padło dość stanowcze pytanie. Tutaj rola czerwonowłosej ograniczała się już tylko do słuchania. Przynajmniej na razie. Mogła jednak dzięki temu obyć się trochę w takich spotkaniach międzyklanowych. Zwłaszcza, że wiedziała, iż Daiki nie pałał sympatią do klanu Yamanaka.
Znaleziono 249 wyników
- 10 kwie 2026, o 23:56
- Forum: Yusetsu
- Temat: Karczma Yamato
- Odpowiedzi: 164
- Odsłony: 45011
- 9 kwie 2026, o 13:08
- Forum: Yusetsu
- Temat: Karczma Yamato
- Odpowiedzi: 164
- Odsłony: 45011
Re: Karczma Yamato
Była ciekawska, to chyba dość naturalne dla wielu osób. Albo dla wielu dzieci, a tę cechę dziecięcą akurat w sobie pielęgnowała. Zważała jednak, by zachować odpowiednią granicę, bo ciekawość miała różne oblicza. Mogła objawiać się jako chęć zaspokojenia wiedzy o otoczeniu, ludziach, o świecie. Jednak jej druga twarz była brzydsza, bo między ciekawością, a nieokiełznaną, bezwstydną wścibkością granica wcale nie były taka wyraźna. Czerwonowłosa jednak starała się nie narzucać i nie ciągnąć rozmówców za język. Zdawała sobie sprawę, że część rzeczy o świecie, a tym bardziej o klanach czy szczepach, musi dowiedzieć się sama.
Pewnie dla osób takich, w jakich towarzystwie teraz przebywała, jej skromna wiedza była czymś niespotykanym. Nie wstydziła się jednak tego, dlatego pytała. Wiedziała, że jeśli będą chcieli jej coś powiedzieć, to to zrobią. Najwyżej ją oleją, ale co miała do stracenia?
- Hum... - mruknęła pod nosem jakby nad czymś się zastanawiając. Tak naprawdę w głowie próbowała wyobrazić sobie ninję z psem, który aktywnie uczestniczy w życiu wojownika. - To muszą być naprawdę zgrane duety. - skwitowała, jasno dając do zrozumienia, że nie zamierza na ten moment dopytywać o więcej, skoro sama Takayama powiedziała, że tyle w tym momencie wystarczy. Ale ile pytań zrodziło się teraz w jej głowie... O losie! Jak oni się porozumiewają?! Czy te psy potrafią wykonywać jakieś jutsu? Czy mają super wyczulony węch i słuch?! Jak szybkie są? Jak duże?! Czy są różne, czy można mieć kilka psów? Ajć, im więcej myślała, tym więcej pytań przychodziło do głowy, bo to był dla niej naprawdę interesujący temat. Coś zupełnie nowego, niespotykanego.
Potyczek na linii Sora - Daiki, ciąg dalszy. Młoda Hyūga jedynie obserwowała wszystko nieco z boku, nie chcąc wtrącać się w ten niewinny spór. Czy najpierw dobrze zaopiekować się ptakiem, czy też wysłać list. Tak czy siak tę bitwę wygrał seinin, ku niepociesze jednookiego shinobiego. Sayuri tylko "odprowadziła" wzorkiem ptaszka, bo szybko zniknął jej z pola widzenia. Nie zniknęło jednak to, że atmosfera robiła się coraz bardziej gęsta i napięta. O ile stosunek do samej czerwonowłosej Hyūgi był dość obojętny, a przynajmniej tak się dziewczynie zdawało, to sytuacja między Sorą a Daikim nie zwiastowała niczego dobrego. W sumie im dalej w las, tym gorzej. Sayuri miała nadzieję, że nie wyeskaluje z tego jakiś większy problem, który zakłóci im całą tę wyprawę.
Kiedy pani Takayama się do niej zwróciła, od razu na nią spojrzała. Dostawała właśnie wskazówki, które uważała za cenne. Byli od niej bardziej doświadczeni, wiedzieli co, kiedy, z kim i gdzie. Ona była w tej kwestii żółtodziobem i rzeczywiście mogłaby powiedzieć coś, czego nie należałoby mówić. Nawet, jeśli rozmowa z pozoru wydawałaby się niewinna. Chociaż Sayuri nie była skalana nienawiścią do innych rodów, to teraz czuła, że powinna wywiązać się z tego, co do niej mówią. To była dość dziwna sytuacja, bo jednocześnie chciałaby zostać sobą i zachowywać się naturalnie wobec każdego, a z drugiej strony nakazują jej być podejrzliwym i uważać na każde słowo czy krok. Czuła się nieco rozdarta, ale już miała przytknąć i potwierdzić, że wszystko zrozumiała, kiedy odezwał się seinin. Nie mogła ukryć tego, że nieco jej ulżyło. Postawa mężczyzny była jej znacznie bliższa, więc odetchnęła z ulgą. Zwłaszcza, że po jego słowach nikt nie protestował. Oczywiście sama uważała, że wszystko jest w granicach rozsądku, ale chciała być w tym wszystkim naturalnie sobą.
Rozpromieniła się po słowach Sory i kiwnęła ochoczo głową, że bierze sobie jego słowa do serca. Nie zraziła się zmianą jego aury, bo wiedziała, że nie było to wycelowane w nią. I cieszyła się, że, być może nieświadomie, bronił niewinności, którą wciąż chciała w sobie mieć. Jednak jak szybko aura wojownika się pojawiła, tak zniknęła, bo temat uznano za zamknięty. A ona właśnie miała zobaczyć jakieś niesamowicie zabawne grzybki.
- Tak jest, Sora-sama! - powiedziała z entuzjazmem i wyszczerzyła się od ucha do ucha. - I dziękuję. - dodała, skłaniając nieco głowę w jego stronę. Zaraz jednak mężczyzna pociągnął ją za rękaw, ale nie oponowała i ruszyła za nim, nie oglądając się za dwójką, która pozostała jeszcze w powozie. Przecież zaraz do nich dołączą, prawda?
- W życiu czegoś takiego nie widziałam. - powiedziała zaskoczona, oglądając tego dziwnego grzyba. Doprawdy, było to bardzo, bardzo dziwne. Był dość duży jak na grzyba, miał wąski kapelusz, spod którego jakby wyrastała ozdobna "halka". Białooka zamrugała parę razy oczami, jakby próbowała przetrawić ten widok i upewnić się, że na pewno nic jej się nie przewidziało. - A pewnie jeszcze tyle różnych rzeczy i roślin, o których nie mam pojęcia kryje się gdzieś na świecie. - mruknęła już bardziej do siebie, wciąż przyglądając się grzybowi. Nie mogli tak jednak spędzić reszty czasy, jaki mieli przewidziany na postój w gospodzie. A jej już naprawdę kiszki zaczynały marsza grać! Wstała więc z kolan i powędrowała wraz za wszystkimi do gospody z zamiarem zamówienia jakiegoś jedzenia.
- Ja coś zamówię. - powiedziała, chcąc zakomunikować pozostałym, że dla niej jest to postój by skorzystać i zjeść. Może i nie wysilali się jakoś bardzo podczas tej podróży, ale ciepły posiłek zawsze był w cenie.
Czerwonowłosa kunoichi usiadła przy wolnym miejscu, nienachalnie rozglądając się po karczmie. W środku było ładnie i schludnie. Zupełna odwrotność karczmy w drodze na cmentarz, w której mieli styczność z yokai. Na sama myśl aż lekko się wzdrygnęła.
- Konnichiwa. - przywitała się, jeśli tylko ktoś do niej podszedł. Jeśli nie, to sama podeszła do lady, żeby złożyć zamówienie. - Poproszę zupę miso oraz onigiri. - poprosiła i skinęła głową lekko w geście podziękowania. No cóż, pozostaje jej czekać na zamówienie, żeby zapełnić brzuszek i na Yamanaka, którzy niezbyt się śpieszyli. Albo oni byli tak szybko. W każdym razie, była chwila dla siebie.
Pewnie dla osób takich, w jakich towarzystwie teraz przebywała, jej skromna wiedza była czymś niespotykanym. Nie wstydziła się jednak tego, dlatego pytała. Wiedziała, że jeśli będą chcieli jej coś powiedzieć, to to zrobią. Najwyżej ją oleją, ale co miała do stracenia?
- Hum... - mruknęła pod nosem jakby nad czymś się zastanawiając. Tak naprawdę w głowie próbowała wyobrazić sobie ninję z psem, który aktywnie uczestniczy w życiu wojownika. - To muszą być naprawdę zgrane duety. - skwitowała, jasno dając do zrozumienia, że nie zamierza na ten moment dopytywać o więcej, skoro sama Takayama powiedziała, że tyle w tym momencie wystarczy. Ale ile pytań zrodziło się teraz w jej głowie... O losie! Jak oni się porozumiewają?! Czy te psy potrafią wykonywać jakieś jutsu? Czy mają super wyczulony węch i słuch?! Jak szybkie są? Jak duże?! Czy są różne, czy można mieć kilka psów? Ajć, im więcej myślała, tym więcej pytań przychodziło do głowy, bo to był dla niej naprawdę interesujący temat. Coś zupełnie nowego, niespotykanego.
Potyczek na linii Sora - Daiki, ciąg dalszy. Młoda Hyūga jedynie obserwowała wszystko nieco z boku, nie chcąc wtrącać się w ten niewinny spór. Czy najpierw dobrze zaopiekować się ptakiem, czy też wysłać list. Tak czy siak tę bitwę wygrał seinin, ku niepociesze jednookiego shinobiego. Sayuri tylko "odprowadziła" wzorkiem ptaszka, bo szybko zniknął jej z pola widzenia. Nie zniknęło jednak to, że atmosfera robiła się coraz bardziej gęsta i napięta. O ile stosunek do samej czerwonowłosej Hyūgi był dość obojętny, a przynajmniej tak się dziewczynie zdawało, to sytuacja między Sorą a Daikim nie zwiastowała niczego dobrego. W sumie im dalej w las, tym gorzej. Sayuri miała nadzieję, że nie wyeskaluje z tego jakiś większy problem, który zakłóci im całą tę wyprawę.
Kiedy pani Takayama się do niej zwróciła, od razu na nią spojrzała. Dostawała właśnie wskazówki, które uważała za cenne. Byli od niej bardziej doświadczeni, wiedzieli co, kiedy, z kim i gdzie. Ona była w tej kwestii żółtodziobem i rzeczywiście mogłaby powiedzieć coś, czego nie należałoby mówić. Nawet, jeśli rozmowa z pozoru wydawałaby się niewinna. Chociaż Sayuri nie była skalana nienawiścią do innych rodów, to teraz czuła, że powinna wywiązać się z tego, co do niej mówią. To była dość dziwna sytuacja, bo jednocześnie chciałaby zostać sobą i zachowywać się naturalnie wobec każdego, a z drugiej strony nakazują jej być podejrzliwym i uważać na każde słowo czy krok. Czuła się nieco rozdarta, ale już miała przytknąć i potwierdzić, że wszystko zrozumiała, kiedy odezwał się seinin. Nie mogła ukryć tego, że nieco jej ulżyło. Postawa mężczyzny była jej znacznie bliższa, więc odetchnęła z ulgą. Zwłaszcza, że po jego słowach nikt nie protestował. Oczywiście sama uważała, że wszystko jest w granicach rozsądku, ale chciała być w tym wszystkim naturalnie sobą.
Rozpromieniła się po słowach Sory i kiwnęła ochoczo głową, że bierze sobie jego słowa do serca. Nie zraziła się zmianą jego aury, bo wiedziała, że nie było to wycelowane w nią. I cieszyła się, że, być może nieświadomie, bronił niewinności, którą wciąż chciała w sobie mieć. Jednak jak szybko aura wojownika się pojawiła, tak zniknęła, bo temat uznano za zamknięty. A ona właśnie miała zobaczyć jakieś niesamowicie zabawne grzybki.
- Tak jest, Sora-sama! - powiedziała z entuzjazmem i wyszczerzyła się od ucha do ucha. - I dziękuję. - dodała, skłaniając nieco głowę w jego stronę. Zaraz jednak mężczyzna pociągnął ją za rękaw, ale nie oponowała i ruszyła za nim, nie oglądając się za dwójką, która pozostała jeszcze w powozie. Przecież zaraz do nich dołączą, prawda?
- W życiu czegoś takiego nie widziałam. - powiedziała zaskoczona, oglądając tego dziwnego grzyba. Doprawdy, było to bardzo, bardzo dziwne. Był dość duży jak na grzyba, miał wąski kapelusz, spod którego jakby wyrastała ozdobna "halka". Białooka zamrugała parę razy oczami, jakby próbowała przetrawić ten widok i upewnić się, że na pewno nic jej się nie przewidziało. - A pewnie jeszcze tyle różnych rzeczy i roślin, o których nie mam pojęcia kryje się gdzieś na świecie. - mruknęła już bardziej do siebie, wciąż przyglądając się grzybowi. Nie mogli tak jednak spędzić reszty czasy, jaki mieli przewidziany na postój w gospodzie. A jej już naprawdę kiszki zaczynały marsza grać! Wstała więc z kolan i powędrowała wraz za wszystkimi do gospody z zamiarem zamówienia jakiegoś jedzenia.
- Ja coś zamówię. - powiedziała, chcąc zakomunikować pozostałym, że dla niej jest to postój by skorzystać i zjeść. Może i nie wysilali się jakoś bardzo podczas tej podróży, ale ciepły posiłek zawsze był w cenie.
Czerwonowłosa kunoichi usiadła przy wolnym miejscu, nienachalnie rozglądając się po karczmie. W środku było ładnie i schludnie. Zupełna odwrotność karczmy w drodze na cmentarz, w której mieli styczność z yokai. Na sama myśl aż lekko się wzdrygnęła.
- Konnichiwa. - przywitała się, jeśli tylko ktoś do niej podszedł. Jeśli nie, to sama podeszła do lady, żeby złożyć zamówienie. - Poproszę zupę miso oraz onigiri. - poprosiła i skinęła głową lekko w geście podziękowania. No cóż, pozostaje jej czekać na zamówienie, żeby zapełnić brzuszek i na Yamanaka, którzy niezbyt się śpieszyli. Albo oni byli tak szybko. W każdym razie, była chwila dla siebie.
- 6 kwie 2026, o 20:55
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Sayurcia
- Odpowiedzi: 27
- Odsłony: 2984
- 6 kwie 2026, o 20:51
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Wielkanoc 2026
- Odpowiedzi: 29
- Odsłony: 353
Re: Wielkanoc 2026
Dziękuję
Wszystkiego, co najlepsze dla każdego! Mam nadzieję, że jajeczka były smaczne, a ciuchy nasiąkły wodą!
Odbieram PH i ryō.
Odbieram PH i ryō.
- 2 kwie 2026, o 22:56
- Forum: Yusetsu
- Temat: Szlak transportowy
- Odpowiedzi: 312
- Odsłony: 66917
Re: Szlak transportowy
Nie było co ukrywać, że raczej Sayuri nie była biegła w porównywaniu ludzi do roślin. Czy czegokolwiek innego. W sumie to starała się nie porównywać, aczkolwiek przypisywanie danej rośliny względem danej osoby wydawało się dość bezpiecznie, nie noszące ze sobą krzywdy. Przynajmniej tak się czerwonowłosej wydawało. Ciekawa jednak było, co na jej pomysły powie seinin, bo to on wydawał się być biegły w tym temacie. I w sumie można powiedzieć, że w większości się z nią zgadzał, chociaż rozwinięcie niektórych roślinnych dopasowań było... wręcz dobitne. Młoda kunoichi spoglądała to raz na Takayamę, raz na samego Sorę, a to później na Daikiego. W końcu seinin zdecydowanie bardziej rozwinął swoje wypowiedzi niż ona. I nie szczędził słów, nawet tych gorzkich. Jego szczerość była bezprecedensowa, ale inna niż u osób, u których też widziała te cechę. Chociażby Shirako, u którego szczerość była rozbrajająca, niewinna i dziecinna. Nigdy nie wyczuła, by chociażby jednym słowem próbował sprawić komuś przykrość. Z Sorą było inaczej. Jego szczerość mogła zaboleć, aczkolwiek nie był w tym jeszcze brutalny. Wszystko, co mogło mieć negatywny wydźwięk, ubierał w dość ładne, przystępne słowa. Młoda Hyūga była ciekawa, czy ten stan utrzyma się do końca. Czy ten spokój, jaki reprezentował seinin, to nie jest jedynie jedna z jego warstw. Tak czy siak, wciąż wewnętrznie nie posiadała się z radości, że mogła w tym uczestniczyć.
Oczywiście nie umknęło jej to, że Takayama jak i Sato popatrzyli na nią, kręcąc głowami, ewidentnie dać jej do zrozumienia, by nie ciągnęła tego tematu dalej. W sumie to się z tym zgadzała i nawet miała taki zamiar to odpuścić, dlatego skinęła głową w ich stronę i uśmiechnęła się rozbrająco, jakby chciała rozładować jakiekolwiek napięcie, które tu powstało. Szybko też wróciła do oglądania tego, co migało im przed oczyma. Na wzmianę o Ryuunosukę zachihotała cicho. Rzeczywiście, zawsze coś miał ze sobą, chociaż widziała go ledwie dwa razy. Tak z bliska, rzecz jasna. Jednak tu śmiało wierzyła w to, co powiedział mężczyzna. Dla Ryuunosuke zawsze nie było niemożliwym znależć owoce gdziekolwiek, gdzie tylko był.
Czas mijał i w sumie nawet ciężko było określić czy jej się dłużyło czy też leciało wręcz za szybko. Owszem, w momentach ciszy czas nieubłagalnie zwalniał, ale jak tylko zaczynały się jakieś pogawędki, zwykle z inicjatywy Sory, to potrafiły wywiązać się ciekawe pogawędki. Chociaż często były niczym tykająca bomba, kiedy świń wyrzucał z siebie niewielkie uszczypliwości. Nie było łatwo się w tym odnaleźć, ale czerwonowłosa starała się nie odstawać. Wypowiadała się, zdażyło się, że czasami sama o coś zagaiła. I przy tym wszystkim starała się zachować siebie i nie hamować się aż nad to, gdyby tylko jakieś niepokojące spojrzenie zwróciło się w jej stronę. Nie było to wcale trudne, bo mimo, iż Sayuri była pogodna i nieco naiwna, to nadal pamiętała jak należy się w danych sytuacjach zachować.
Chwilowy rozmowny zastój przerwał ptak. Nie byle jaki ptak. Gołąb z listem. Sayuri z zaciekawieniem dziecka patrzyła, jak to Sora chce zaopiekować się ptakiem i listem, ale inicjatywę przejmuję Sato. No tak, w końcu został w trakcie mianowany przywódcą ich drużyny. Zaraz jednak seinin zabrał ptaka, najwidoczniej bardziej interesując się mała istotką, niż samą treścią listu. Czy to zdziwiło dziewczynę? Absolutnie nie! W sumie tego się właśnie po nim spodziewała. Włącznie w troskę, jaką okazywał ptaszkowi. To było rozczulające! Jednakże tego, co zawierał list, to się nie spodziewała. Dlatego jej spojrzenie szybko przeniosło się na jednookiego mężczyznę.
Oddział Yamanaka? Niemal krzyknęła w myślach, chcąc zrozumieć, skąd to posunięcie. Nic Reiko-dono im o tym wcześniej nie wspominał, a teraz taka zmiana. Czyżby było aż tak niebezpiecznie, że mimo tak potężnych osób obok niej, potrzebowali dodatkowego wsparcia? Owszem, czerwonowłosa słyszała, że Yamanaka i Uchiha raczej się wspierali, aczkolwiek sam klan Yamanaka raczej nie uczestniczył w tych wojennych działaniach. Może chociaż w ten sposób chcą ich jakoś wesprzeć? Sayuri spoglądała na każdego, jakby chciała wyczytać z ich twarzy jakikolwiek niepokój, obawę, cokolwiek, co informacja z listu mogłaby w nich wywołać. Czy to tylko jej jakieś wątpliwości przyszły niepotrzebne?
Nie było co ukrywać, że młoda kunoichi nie posiadała zbyt obszernej wiedzy na temat innych klanów, niż tego, które z nimi sąsiadywały. Dlatego zaciekawiło ją wspomnienie o klanie Inuzuka. Ożywiła się jeszcze bardziej, jej spojrzenie niemal błysnęło, w nadziei, że zaraz może dowie się czegoś szczególnego.
- Klan Inuzuka? - zapytała, spoglądając na Daikiego. W końcu to on o nich wspomniał, co prawda ze względu na list, ale jednak. - Co to za klan? - zadała kolejne pytanie, wyraźnie zaciekawiona. Nie wstydziła się tego, że nie wie. Miała do tego prawo, skoro do tego czasu tak naprawdę siedziała tylko w Kyuzo i była świeżym Akoraito. Nie można jednak było jej odmówić tego, że chce się uczyć. Chce wiedzieć więcej, a uważała, że to było bardzo istotne, by zdobywać wiedzę. A kto powie jej więcej, niż tak doświadczeni ninja? Poza tym, dzięki temu dalsza droga do karczmy Yamato na pewno upłynie im jeszcze szybciej!
- W sumie może i dobrze, że ten postój. Zjadłabym coś na ciepło. - dorzuciła z rozbrajającym uśmiechem, ale chyba takie stwierdzenie po tak długiej podrózy nie powinno nikogo dziwić. Jeszcze trochę i kiszki by jej marsza grały, naprawdę.
Oczywiście nie umknęło jej to, że Takayama jak i Sato popatrzyli na nią, kręcąc głowami, ewidentnie dać jej do zrozumienia, by nie ciągnęła tego tematu dalej. W sumie to się z tym zgadzała i nawet miała taki zamiar to odpuścić, dlatego skinęła głową w ich stronę i uśmiechnęła się rozbrająco, jakby chciała rozładować jakiekolwiek napięcie, które tu powstało. Szybko też wróciła do oglądania tego, co migało im przed oczyma. Na wzmianę o Ryuunosukę zachihotała cicho. Rzeczywiście, zawsze coś miał ze sobą, chociaż widziała go ledwie dwa razy. Tak z bliska, rzecz jasna. Jednak tu śmiało wierzyła w to, co powiedział mężczyzna. Dla Ryuunosuke zawsze nie było niemożliwym znależć owoce gdziekolwiek, gdzie tylko był.
Czas mijał i w sumie nawet ciężko było określić czy jej się dłużyło czy też leciało wręcz za szybko. Owszem, w momentach ciszy czas nieubłagalnie zwalniał, ale jak tylko zaczynały się jakieś pogawędki, zwykle z inicjatywy Sory, to potrafiły wywiązać się ciekawe pogawędki. Chociaż często były niczym tykająca bomba, kiedy świń wyrzucał z siebie niewielkie uszczypliwości. Nie było łatwo się w tym odnaleźć, ale czerwonowłosa starała się nie odstawać. Wypowiadała się, zdażyło się, że czasami sama o coś zagaiła. I przy tym wszystkim starała się zachować siebie i nie hamować się aż nad to, gdyby tylko jakieś niepokojące spojrzenie zwróciło się w jej stronę. Nie było to wcale trudne, bo mimo, iż Sayuri była pogodna i nieco naiwna, to nadal pamiętała jak należy się w danych sytuacjach zachować.
Chwilowy rozmowny zastój przerwał ptak. Nie byle jaki ptak. Gołąb z listem. Sayuri z zaciekawieniem dziecka patrzyła, jak to Sora chce zaopiekować się ptakiem i listem, ale inicjatywę przejmuję Sato. No tak, w końcu został w trakcie mianowany przywódcą ich drużyny. Zaraz jednak seinin zabrał ptaka, najwidoczniej bardziej interesując się mała istotką, niż samą treścią listu. Czy to zdziwiło dziewczynę? Absolutnie nie! W sumie tego się właśnie po nim spodziewała. Włącznie w troskę, jaką okazywał ptaszkowi. To było rozczulające! Jednakże tego, co zawierał list, to się nie spodziewała. Dlatego jej spojrzenie szybko przeniosło się na jednookiego mężczyznę.
Oddział Yamanaka? Niemal krzyknęła w myślach, chcąc zrozumieć, skąd to posunięcie. Nic Reiko-dono im o tym wcześniej nie wspominał, a teraz taka zmiana. Czyżby było aż tak niebezpiecznie, że mimo tak potężnych osób obok niej, potrzebowali dodatkowego wsparcia? Owszem, czerwonowłosa słyszała, że Yamanaka i Uchiha raczej się wspierali, aczkolwiek sam klan Yamanaka raczej nie uczestniczył w tych wojennych działaniach. Może chociaż w ten sposób chcą ich jakoś wesprzeć? Sayuri spoglądała na każdego, jakby chciała wyczytać z ich twarzy jakikolwiek niepokój, obawę, cokolwiek, co informacja z listu mogłaby w nich wywołać. Czy to tylko jej jakieś wątpliwości przyszły niepotrzebne?
Nie było co ukrywać, że młoda kunoichi nie posiadała zbyt obszernej wiedzy na temat innych klanów, niż tego, które z nimi sąsiadywały. Dlatego zaciekawiło ją wspomnienie o klanie Inuzuka. Ożywiła się jeszcze bardziej, jej spojrzenie niemal błysnęło, w nadziei, że zaraz może dowie się czegoś szczególnego.
- Klan Inuzuka? - zapytała, spoglądając na Daikiego. W końcu to on o nich wspomniał, co prawda ze względu na list, ale jednak. - Co to za klan? - zadała kolejne pytanie, wyraźnie zaciekawiona. Nie wstydziła się tego, że nie wie. Miała do tego prawo, skoro do tego czasu tak naprawdę siedziała tylko w Kyuzo i była świeżym Akoraito. Nie można jednak było jej odmówić tego, że chce się uczyć. Chce wiedzieć więcej, a uważała, że to było bardzo istotne, by zdobywać wiedzę. A kto powie jej więcej, niż tak doświadczeni ninja? Poza tym, dzięki temu dalsza droga do karczmy Yamato na pewno upłynie im jeszcze szybciej!
- W sumie może i dobrze, że ten postój. Zjadłabym coś na ciepło. - dorzuciła z rozbrajającym uśmiechem, ale chyba takie stwierdzenie po tak długiej podrózy nie powinno nikogo dziwić. Jeszcze trochę i kiszki by jej marsza grały, naprawdę.
- 1 kwie 2026, o 13:44
- Forum: Kyuzo
- Temat: Szlak transportowy
- Odpowiedzi: 187
- Odsłony: 33124
Re: Szlak transportowy
Wiedziała, że jej reakcja nie każdemu może się spodobać, ale i tak dała z siebie wiele, żeby powstrzymać ostrzejszą odpowiedź na słowa seinina. Mimo wszystko zacisnęła usta, widząc spojrzenie pana Sato i sama szybko odwróciła wzrok, próbując, zapewne nieudolnie, udawać, że wcale nic się nie stało. A nie pomagał w tym sam Sora, który dolewał oliwy do ognia. Zdawało się jednak, że jednooki mężczyzna nie chce wdawać się w tę potyczkę. W sumie rozsądnie.
Na całe szczęście, temat dość szybko się zmienił. Co prawda już od jakiegoś czasu krążyli w temacie kwiatów, ale teraz seinin do niego powrócił. Czerwonowłosa zwróciła na niego spojrzenie swoich jasnych oczu, kiedy stwierdził, że wygląda mu na kwiat wiśni. W pierwszej chwili nieco się zarumieniła, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jaki ten kwiat jest ładny. Chociaż delikatny. Czy ona też była taka delikatna? Może na taką wyglądała, pewnie po części taka też była. Jednak nie chciała, by ta delikatność kiedykolwiek sprawiła komuś problem. Tak czy siak, nie zdążyła się za bardzo zagłębić w to porównanie, nie poszukiwała większych alegorii, a po prostu odebrała to jako miły gest, komplement. Stąd też posłała mężczyźnie ciepły, ale jakże szeroki uśmiech, mrużąc przy tym oczy. Po krótkiej chwili jednak je otworzyła i przyłożyła palec wskazujący do ust, nieco robiąc je w dziubek, jakby zastanawiała się nad swoją odpowiedzią.
- Sora-sama… ty chyba byłbyś lotosem… - urwała, jakby jeszcze myślała nad swoją odpowiedzią. Zaraz jednak się ożywiła się jeszcze mocniej, wpadając na zupełnie inny pomysł. – Albo nie! Bardziej pasujesz do bambusa, symbolizującego przyjaźń i siłę. – dopowiedziała, poprawiając się. Nie liczyła się z tym czy mężczyzna się z nią zgodzi, czy też nie. W końcu pytał o jej odczucia, a każdy mógł mieć inne. Trzeba było też brać pod uwagę to, że tak naprawdę nie znała ich zbyt dobrze, więc spostrzeżenia mogły być mylne. – Irys mógłby być symbolem Takayamy-sama. – dodała, nie tłumacząc już dlaczego. Skoro ona wiedziała, że symbolizował ducha wojownika, siłe i energię, to na pewno wiedzieli o tym też pozostali. Albo chociażby Sora, który sam poruszył ten temat. – Za to Sato-sama. – przerwała, zerkając przez krótką chwilę na starszego mężczyznę. – Sosna. – powiedziała nieco ciszej, ale nie dlatego, że się bała. Nie do końca była pewna swojej odpowiedzi po prostu, jednakże to drzewo na ten moment najbardziej jej pasowało do jednookiego.
Dobrze było sobie zająć ten czas rozmową. Zwłaszcza, że tak jak dowiedziała się od Sato, czekały ich dwa tygodnie podróży. Około. Młoda kunoichi wewnętrzne westchnęła ciężko, ale w sumie mogłaby się z tym liczyć. Będzie to też okazja do odwiedzenia paru miejsc, bo przecież nie spędzą całej podróży w powozie. W Soso nie miała okazji być, więc okazja nadarzy się szybko. Co prawda pan Sato nie wyglądał na zbyt zadowolonego przejazdem przez tamte rejony, ale to jeszcze nie był moment, żeby pytać o powód. Być może w ogóle go nie będzie. Owszem, stosunki kiedyś były napięte, ale sytuacja już się ustabilizowała, prawda? Przynajmniej tak myślała Sayuri.
- Um, do tej pory moją najdalszą podróżą była wycieczka do Yinzin, na tamtejszy turniej. – odrzekła, po czym spojrzała w bok, na widok za oknem. – Ale to było bardzo dawno temu. – dodała ciszej, przypominając sobie o osobach, które tam poznała jako mały dzieciak. Teraz los sprawił, że może odnajdzie kolejnego przyjaciela z tamtych czasów.
Widoki co trochę się zmieniały, oddalali się od Kyuzo, a za to zbliżali w stronę terenów objętych wojną. Sayuri chciała zapamiętać najwięcej jak się dało z tej podróży. Krajobraz, może mijanych ludzi. Wszystko, co mogła, bo to była dla niej po prosty nowość. Widać zresztą było po niej, że cieszy ją ta podróż, mimo iż samo wypełnienie zadania na pewno potrwa zdecydowanie krócej, niż droga do tego celu. Nie przejmowała się tym jednak, bo oprócz tego, że poczuła się w jakimś sposób wyróżniona i wyznaczona do tego zadania, to właśnie bogowie dawali jej możliwość spotkania kogoś, za kim naprawdę tęskniła i nie mogła doczekać się, by dowiedzieć się, jak mu się żyje. Jak sobie radzi i kim się stał.
Z zamyślenia o tym, co może wydarzyć się w Ryuzaku, wyrwał ją głos seinina. Postanowił zagaić do Takayamy i to o osobę, którą czerwonowłosa znała. Na samo wspomnienie Ryuunosuke Sayuri rzuciła ciekawskie spojrzenie w stronę kobiety. Między nimi padła dość szybka wymiana zdań. Dziewczyna nie dziwiła się, że Sora zna pana Ryuunosuke. Ciężko byłoby, żeby dwie, tak wybitne jednostki, się nie znały. Jednak gdy padło pytanie w jej stronę, przerzuciła swoje spojrzenie na seinina.
- Tak, była okazja. – powiedziała, a na jej twarz wpełznął nieco zakłopotany uśmiech. To było tuż po tym, jak zbierali opieprz od Takayamy. – Przy pierwszym spotkaniu jego aura mnie sparaliżowała. – dodała i podrapała się rozbawiona po policzku palcem wskazującym. Chociaż wtedy czuła, jak potężną siłą dysponuje, to jego energia i dobre przysposobienie dawało potem wewnętrzny spokój. – Ale jak nieumyślnie zgarnęłam Ryuunosuke-sama cały koszyk z truskawkami, to nawet mnie nie ganiał, a zapewne dorwałby mnie w ułamek sekundy. No, ale w końcu witaminki. – dodała z rozbawieniem, przypominając sobie tę sytuację. Częstując ją owocem, mężczyzna pewnie nie miał w zamiarze dać wszystkie Sayuri, no ale… to było takie dobre, że trzeba było się jeszcze z innymi podzielić!
Na całe szczęście, temat dość szybko się zmienił. Co prawda już od jakiegoś czasu krążyli w temacie kwiatów, ale teraz seinin do niego powrócił. Czerwonowłosa zwróciła na niego spojrzenie swoich jasnych oczu, kiedy stwierdził, że wygląda mu na kwiat wiśni. W pierwszej chwili nieco się zarumieniła, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jaki ten kwiat jest ładny. Chociaż delikatny. Czy ona też była taka delikatna? Może na taką wyglądała, pewnie po części taka też była. Jednak nie chciała, by ta delikatność kiedykolwiek sprawiła komuś problem. Tak czy siak, nie zdążyła się za bardzo zagłębić w to porównanie, nie poszukiwała większych alegorii, a po prostu odebrała to jako miły gest, komplement. Stąd też posłała mężczyźnie ciepły, ale jakże szeroki uśmiech, mrużąc przy tym oczy. Po krótkiej chwili jednak je otworzyła i przyłożyła palec wskazujący do ust, nieco robiąc je w dziubek, jakby zastanawiała się nad swoją odpowiedzią.
- Sora-sama… ty chyba byłbyś lotosem… - urwała, jakby jeszcze myślała nad swoją odpowiedzią. Zaraz jednak się ożywiła się jeszcze mocniej, wpadając na zupełnie inny pomysł. – Albo nie! Bardziej pasujesz do bambusa, symbolizującego przyjaźń i siłę. – dopowiedziała, poprawiając się. Nie liczyła się z tym czy mężczyzna się z nią zgodzi, czy też nie. W końcu pytał o jej odczucia, a każdy mógł mieć inne. Trzeba było też brać pod uwagę to, że tak naprawdę nie znała ich zbyt dobrze, więc spostrzeżenia mogły być mylne. – Irys mógłby być symbolem Takayamy-sama. – dodała, nie tłumacząc już dlaczego. Skoro ona wiedziała, że symbolizował ducha wojownika, siłe i energię, to na pewno wiedzieli o tym też pozostali. Albo chociażby Sora, który sam poruszył ten temat. – Za to Sato-sama. – przerwała, zerkając przez krótką chwilę na starszego mężczyznę. – Sosna. – powiedziała nieco ciszej, ale nie dlatego, że się bała. Nie do końca była pewna swojej odpowiedzi po prostu, jednakże to drzewo na ten moment najbardziej jej pasowało do jednookiego.
Dobrze było sobie zająć ten czas rozmową. Zwłaszcza, że tak jak dowiedziała się od Sato, czekały ich dwa tygodnie podróży. Około. Młoda kunoichi wewnętrzne westchnęła ciężko, ale w sumie mogłaby się z tym liczyć. Będzie to też okazja do odwiedzenia paru miejsc, bo przecież nie spędzą całej podróży w powozie. W Soso nie miała okazji być, więc okazja nadarzy się szybko. Co prawda pan Sato nie wyglądał na zbyt zadowolonego przejazdem przez tamte rejony, ale to jeszcze nie był moment, żeby pytać o powód. Być może w ogóle go nie będzie. Owszem, stosunki kiedyś były napięte, ale sytuacja już się ustabilizowała, prawda? Przynajmniej tak myślała Sayuri.
- Um, do tej pory moją najdalszą podróżą była wycieczka do Yinzin, na tamtejszy turniej. – odrzekła, po czym spojrzała w bok, na widok za oknem. – Ale to było bardzo dawno temu. – dodała ciszej, przypominając sobie o osobach, które tam poznała jako mały dzieciak. Teraz los sprawił, że może odnajdzie kolejnego przyjaciela z tamtych czasów.
Widoki co trochę się zmieniały, oddalali się od Kyuzo, a za to zbliżali w stronę terenów objętych wojną. Sayuri chciała zapamiętać najwięcej jak się dało z tej podróży. Krajobraz, może mijanych ludzi. Wszystko, co mogła, bo to była dla niej po prosty nowość. Widać zresztą było po niej, że cieszy ją ta podróż, mimo iż samo wypełnienie zadania na pewno potrwa zdecydowanie krócej, niż droga do tego celu. Nie przejmowała się tym jednak, bo oprócz tego, że poczuła się w jakimś sposób wyróżniona i wyznaczona do tego zadania, to właśnie bogowie dawali jej możliwość spotkania kogoś, za kim naprawdę tęskniła i nie mogła doczekać się, by dowiedzieć się, jak mu się żyje. Jak sobie radzi i kim się stał.
Z zamyślenia o tym, co może wydarzyć się w Ryuzaku, wyrwał ją głos seinina. Postanowił zagaić do Takayamy i to o osobę, którą czerwonowłosa znała. Na samo wspomnienie Ryuunosuke Sayuri rzuciła ciekawskie spojrzenie w stronę kobiety. Między nimi padła dość szybka wymiana zdań. Dziewczyna nie dziwiła się, że Sora zna pana Ryuunosuke. Ciężko byłoby, żeby dwie, tak wybitne jednostki, się nie znały. Jednak gdy padło pytanie w jej stronę, przerzuciła swoje spojrzenie na seinina.
- Tak, była okazja. – powiedziała, a na jej twarz wpełznął nieco zakłopotany uśmiech. To było tuż po tym, jak zbierali opieprz od Takayamy. – Przy pierwszym spotkaniu jego aura mnie sparaliżowała. – dodała i podrapała się rozbawiona po policzku palcem wskazującym. Chociaż wtedy czuła, jak potężną siłą dysponuje, to jego energia i dobre przysposobienie dawało potem wewnętrzny spokój. – Ale jak nieumyślnie zgarnęłam Ryuunosuke-sama cały koszyk z truskawkami, to nawet mnie nie ganiał, a zapewne dorwałby mnie w ułamek sekundy. No, ale w końcu witaminki. – dodała z rozbawieniem, przypominając sobie tę sytuację. Częstując ją owocem, mężczyzna pewnie nie miał w zamiarze dać wszystkie Sayuri, no ale… to było takie dobre, że trzeba było się jeszcze z innymi podzielić!
- 27 mar 2026, o 22:10
- Forum: Kyuzo
- Temat: Szlak transportowy
- Odpowiedzi: 187
- Odsłony: 33124
Re: Szlak transportowy
Dwa dni minęły bardzo szybko. Zwłaszcza, że czerwonowłosa nie spędziła tego czasu na leżeniu i patrzeniu w niebo. Wciąż w jej głowie krążyły myśli dotyczące zadania, jakie powierzył im Reiko-dono. Nie mogła oprzeć się też myśli, że to była niebywała szansa, by spróbować odszukać na miejscu Azumę. Albo dowiedzieć się czegokolwiek na jego temat. Żyła w przekonaniu, że odwrotnie niż ona, on przez cały ten czas odkąd widzieli się ostatni raz, dużo trenował i zapewne miał już dużo poważniejsze zlecenia, niż ona. Nie wspominając o tym, że może był już Kogō?! Tak, zdecydowanie tak! Jeżeli jednak tak było, to być może ciężko będzie o spotkanie z nim. W końcu ktoś, z tak wysoką rangą, na pewno miał do wykonania jakieś duże wojenne zadanie.
Tego dnia była gotowa. Spakowała potrzebne rzeczy, trochę suchego prowiantu i rzecz jasna swój ekwipunek, bez którego się nie ruszała. Narzuciła też na siebie płaszcz, chociaż go nie związała na wysokości pasa. Pogoda nie rozpieszczała, poza tym nie wiedziała też, jak to będzie wyglądać w Ryuzaku. Ale cel był jeden na ten moment - udać się pod siedzibę władzy, gdzie miała spotkać się z resztą swojej tymczasowej drużyny. Podekscytowanie dawało o sobie znać. Serce biło dość szybko i mocno, na jej twarzy chyba nawet pojawiły się lekki wypieki, bo mimowolnie jej krok był dość szybki, a myśl o nadchodzącej przygodzie trochę ją nakręcała. Oczywiście nie na tyle, by zapomnieć o świecie i nie zauwazyć Takayamy, która już czekała w wyznaczonym miejscu.
- Dzień dobry, Takayama-sama. - odpowiedziała jej pogodnie, nie zrażając się chłodem w jej głosie. Skłoniła również lekko głowę, w końcu kobieta, chociaż niewiele starsza od niej, była tutaj znacznie wyżej niż ona.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o rozmowę. Czerwonowłosa przez te kilkanaście minut zerknęła kątem oka na kobietę, może ze dwa razy, ale nie wyczuwała ani nie widziała od niej żadnej chęci rozmowy. W sumie i tak zaraz pojawił się pan Daiki, więc również skłoniła się w jego kierunku w geście powitania, nie żałując sobie pogodnego uśmiechu. Nawet w ten niepogodny czas! I w sumie już tylko brakowało Sory, ale jak Sayuri mogła się przekonać przy pierwszym spotkaniu w siedzibie, tak i teraz chyba niezbyt się seininowi śpieszyło. Młoda Hyūga co jakiś czas przystępywała z nogi na nogę, mając wrażenie, że zaraz wejdą jej w tyłek. Nawet pogoda zdążyła złagodnieć, nim w końcu się pojawił. I jak gdyby nigdy nic. Ze słonecznikami w dłoni. Na ten moment nawet nie śmiała się odezwać, by zwrócić mu uwagę, ale Takayama nie zamierzała pozostawić tego bez komentarza. Mimo to, mężczyzna zdawał się nie brać tego do siebie. Oj, zdecydowanie był lekkoduchem! Oczywiście czerwonowłosa kunoichi popierała bycie dość wyluzowanym, ale do pewnych rzeczy też miała jednak dość sztywne podejście. Nie zamierzała się jednak z tego powodu gniewać, w końcu Lider Hyūga wiedział co robi, łącząc ich w drużynę. I w sumie Sayuri chciała korzystać z tego pogodnego nastawienia pana Sory.
Nieco zaskoczona, otworzyła oczy szerzej, kiedy mężczyzna podsunął jej kwiaty pod nos. Zamrugała parę razy, przyglądając się im. Oczywiście, że były piękne! Już samo jej spojrzenie mogło to potwierdzić, ale nim wydobyła z siebie słowa, Daiki również dołożył swoje pięć ryō co do postępowania seinina. A ten dalej swoje. W sumie z perspektywy Sayuri było to dość zabawne, więc patrząc na Sorę, który zbywał starszego mężczyznę i po prostu ruszył przed siebie, uśmiechnęła się z rozbawieniem i pokiwała głową.
- Piękne, piękne. - mruknęła pod nosem, jakby w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie seinina i również ruszyła za nim. Już się wystarczająco nastali. Powóz też nie był złym pomysłem, skoro przed nimi miała być długa droga. I jak zostało zarządzone, tak też się stało. Byli już na szlaki, usadzeni wygodnie w powozie, więc trochę mogli odpocząć. Gdy Sora się odezwał, od razu na niego zerknęła, ciekawa co też ma do przekazania. I wyglądało na to, że chciał oddać dowodzenie Daikiemu. Czy Sayuri uważała to za dobry pomysł? Czy Sora w ogóle będzie go słuchał? W sumie ciekawe, czy meżczyzna jest taki sam, kiedy dochodzi do jakiejś konfrontacji, walki czy cokolwiek, gdzie musi jednak wykazać się czymś innym, niż ospałym podejściem.
Widząc zachwyt seinina, Sayuri zerknęła w bok, szybko odszukując kwiaty. Tak, były naprawdę cudne. I tu Sora wykazał się niebywałą szybkością. Jak szybko zniknął z powozu, tak szybko wrócił. W międzyczasie chyba jednooki mężczyzna pomarudził pod nosem, ale nie była do końca pewna, czy wszystko dobrze usłyszała, dlatego nawet nie spojrzała w jego stronę. Zamiast tego jej spojrzenie utknęło w hortensji, którą dostała od Sory.
- Przyroda wie, co robi. Są cudne, Sora-sama. - powiedziała, korzystając z chwili i wąhając kwiatka. Bez ingerencji człowieka, gdzieś przy szlaku, po prostu rosły takie piękności. Za to kochała lato. Ciepło, przyjemne, pachnąco.
Niewiele, naprawdę niewiele brakowało, kiedy padło pytanie od Sory w stronę Sato, aby młoda Hyūga wybuchnęła śmiechem. Gdyby ktoś wtedy na nią patrzył, to z pewnością zauważył, że jej ciało drgnęło, a ona zacisnęła usta, starając się pwostrzymać uśmiech. No dobra, może to nie było zbyt miłe, ale nie sądziła, żeby seinin chciał obrazić mężczyznę. Raczej się z nim droczył, podkreślając przy okazji piękny zapach kwiatów.
- Ile może nam zająć podróż do Ryuzaku? - zapytała trzymając kwiat w dłoni, chcąc trochę zmienić temat, ale też dowiedzieć się, jak to będzie wyglądać. Nie była tam nigdy, znała tyle, co mapę. Ale każdy mógł mić inny rytm. Doświadczeni podróżami, mieli już pewne spostrzeżenia i własne wytyczne, jak długo powinna taka podróż przebiegać. Gdzie ewentualnie się zatrzymać i na jak długo. A nóż, może przy okazji ktoś wspomni o jakimś swoim wypadzie w te strony? Może opowie coś ciekawego i istotnego?
Tego dnia była gotowa. Spakowała potrzebne rzeczy, trochę suchego prowiantu i rzecz jasna swój ekwipunek, bez którego się nie ruszała. Narzuciła też na siebie płaszcz, chociaż go nie związała na wysokości pasa. Pogoda nie rozpieszczała, poza tym nie wiedziała też, jak to będzie wyglądać w Ryuzaku. Ale cel był jeden na ten moment - udać się pod siedzibę władzy, gdzie miała spotkać się z resztą swojej tymczasowej drużyny. Podekscytowanie dawało o sobie znać. Serce biło dość szybko i mocno, na jej twarzy chyba nawet pojawiły się lekki wypieki, bo mimowolnie jej krok był dość szybki, a myśl o nadchodzącej przygodzie trochę ją nakręcała. Oczywiście nie na tyle, by zapomnieć o świecie i nie zauwazyć Takayamy, która już czekała w wyznaczonym miejscu.
- Dzień dobry, Takayama-sama. - odpowiedziała jej pogodnie, nie zrażając się chłodem w jej głosie. Skłoniła również lekko głowę, w końcu kobieta, chociaż niewiele starsza od niej, była tutaj znacznie wyżej niż ona.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o rozmowę. Czerwonowłosa przez te kilkanaście minut zerknęła kątem oka na kobietę, może ze dwa razy, ale nie wyczuwała ani nie widziała od niej żadnej chęci rozmowy. W sumie i tak zaraz pojawił się pan Daiki, więc również skłoniła się w jego kierunku w geście powitania, nie żałując sobie pogodnego uśmiechu. Nawet w ten niepogodny czas! I w sumie już tylko brakowało Sory, ale jak Sayuri mogła się przekonać przy pierwszym spotkaniu w siedzibie, tak i teraz chyba niezbyt się seininowi śpieszyło. Młoda Hyūga co jakiś czas przystępywała z nogi na nogę, mając wrażenie, że zaraz wejdą jej w tyłek. Nawet pogoda zdążyła złagodnieć, nim w końcu się pojawił. I jak gdyby nigdy nic. Ze słonecznikami w dłoni. Na ten moment nawet nie śmiała się odezwać, by zwrócić mu uwagę, ale Takayama nie zamierzała pozostawić tego bez komentarza. Mimo to, mężczyzna zdawał się nie brać tego do siebie. Oj, zdecydowanie był lekkoduchem! Oczywiście czerwonowłosa kunoichi popierała bycie dość wyluzowanym, ale do pewnych rzeczy też miała jednak dość sztywne podejście. Nie zamierzała się jednak z tego powodu gniewać, w końcu Lider Hyūga wiedział co robi, łącząc ich w drużynę. I w sumie Sayuri chciała korzystać z tego pogodnego nastawienia pana Sory.
Nieco zaskoczona, otworzyła oczy szerzej, kiedy mężczyzna podsunął jej kwiaty pod nos. Zamrugała parę razy, przyglądając się im. Oczywiście, że były piękne! Już samo jej spojrzenie mogło to potwierdzić, ale nim wydobyła z siebie słowa, Daiki również dołożył swoje pięć ryō co do postępowania seinina. A ten dalej swoje. W sumie z perspektywy Sayuri było to dość zabawne, więc patrząc na Sorę, który zbywał starszego mężczyznę i po prostu ruszył przed siebie, uśmiechnęła się z rozbawieniem i pokiwała głową.
- Piękne, piękne. - mruknęła pod nosem, jakby w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie seinina i również ruszyła za nim. Już się wystarczająco nastali. Powóz też nie był złym pomysłem, skoro przed nimi miała być długa droga. I jak zostało zarządzone, tak też się stało. Byli już na szlaki, usadzeni wygodnie w powozie, więc trochę mogli odpocząć. Gdy Sora się odezwał, od razu na niego zerknęła, ciekawa co też ma do przekazania. I wyglądało na to, że chciał oddać dowodzenie Daikiemu. Czy Sayuri uważała to za dobry pomysł? Czy Sora w ogóle będzie go słuchał? W sumie ciekawe, czy meżczyzna jest taki sam, kiedy dochodzi do jakiejś konfrontacji, walki czy cokolwiek, gdzie musi jednak wykazać się czymś innym, niż ospałym podejściem.
Widząc zachwyt seinina, Sayuri zerknęła w bok, szybko odszukując kwiaty. Tak, były naprawdę cudne. I tu Sora wykazał się niebywałą szybkością. Jak szybko zniknął z powozu, tak szybko wrócił. W międzyczasie chyba jednooki mężczyzna pomarudził pod nosem, ale nie była do końca pewna, czy wszystko dobrze usłyszała, dlatego nawet nie spojrzała w jego stronę. Zamiast tego jej spojrzenie utknęło w hortensji, którą dostała od Sory.
- Przyroda wie, co robi. Są cudne, Sora-sama. - powiedziała, korzystając z chwili i wąhając kwiatka. Bez ingerencji człowieka, gdzieś przy szlaku, po prostu rosły takie piękności. Za to kochała lato. Ciepło, przyjemne, pachnąco.
Niewiele, naprawdę niewiele brakowało, kiedy padło pytanie od Sory w stronę Sato, aby młoda Hyūga wybuchnęła śmiechem. Gdyby ktoś wtedy na nią patrzył, to z pewnością zauważył, że jej ciało drgnęło, a ona zacisnęła usta, starając się pwostrzymać uśmiech. No dobra, może to nie było zbyt miłe, ale nie sądziła, żeby seinin chciał obrazić mężczyznę. Raczej się z nim droczył, podkreślając przy okazji piękny zapach kwiatów.
- Ile może nam zająć podróż do Ryuzaku? - zapytała trzymając kwiat w dłoni, chcąc trochę zmienić temat, ale też dowiedzieć się, jak to będzie wyglądać. Nie była tam nigdy, znała tyle, co mapę. Ale każdy mógł mić inny rytm. Doświadczeni podróżami, mieli już pewne spostrzeżenia i własne wytyczne, jak długo powinna taka podróż przebiegać. Gdzie ewentualnie się zatrzymać i na jak długo. A nóż, może przy okazji ktoś wspomni o jakimś swoim wypadzie w te strony? Może opowie coś ciekawego i istotnego?
- 25 mar 2026, o 22:29
- Forum: Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 255
- Odsłony: 39225
Re: Siedziba władzy
Bacznie i zaciekawione spojrzenie Sayuri obserowowało Lidera, aż ten wstał od stołu, najwyraźniej chcąc już opuścić salę. Nim jednak to zrobił, położył dłoń na jej ramieniu, jakby w pokrzepiającym geście, może dodając jej jeszcze trochę odwagi. Ten gest, jak i słowa Reiko-dono przywowały ciepły uśmiech na twarzy czerwonowłosej. Przez krótką chwilę czuła się jak maluch, który właśnie dostał odpowiedzialne zadanie. W sumie trochę tak było. Po prostu nie było już takim maluszkiem.
Wszyscy opuścili sale. Mieli dwa dni, więc mogli na spokojnie przygotować się do tej podróży. Tylko czy już teraz udać się do sklepu? Nie, może warto byłoby pogrzebać w rzeczach, które są w domu, żeby nie kupować jakiś zapasów. Nim jednak ostatecznie zdecydowała, nagle przywódca jej przyszłej drużyny wyłonił się niemal zza jej ramienia, więc zerknęła na niego, nieco pochylając się w bok, jakby chciała lepiej na niego spojrzeć.
- Do zobaczenia, Sora-sama. - odpowiedziała wesoło meżczyźnie, odwiędzając się również uśmiechem. Jego obecność dawała jakąś nadzieję na to, że atmosfera nie będzie aż tak bardzo sztywna. Co prawda mężczyzna zdawał się być dość... Swobodny, nieśpieszny w swoich działaniach, ale w sumie młodej Hyūga to nie przeszkadzało. Czuła od niego dobroć, jakąś już nić sympatii. Trochę inaczej było z pozostała dwójką. Takayama w sumie traktowała ją bardziej jak powietrze. Być może uważała, że tak mało doświadczona kunoichi nie powinna z nimi ruszać? Albo może wciąż miała w pamięci akcję z rozdartym namiotem przez Shirako?! Nie no, chyba nie gniewałaby się tyle czasu o coś takiego. Nim jednak Sayuri rozwikłała tę zagadkę w swojej głowie, starszy mężczyzna skinął jej głową na pożegnanie, dlatego sama skłoniła się lekko w ich kierunku, w geście pożegnania.
Stała tak jeszcze chwilę, patrząc jak co trochę ktoś przechodzi niedaleko siedziby, albo do niej wchodzi. Albo wychodzi. Rzuciła ostatnie spojrzenie na drzwi i ruszyła przed siebie. Bez pośpiechu i w sumie na początku bez większego celu. Pogoda była cudna, aczkolwiek kałuże nieco przypominały o ostatniej ulewie. Ciekawe czy jakieś mniejsze wioski nie ucierpiały z powodu podniesionych wód w rzekach. Nie słyszała jednak nic na ten temat, więc może nie było tak źle i nic nie wylało. Szybko myśli czerwonowłosej powróciły do tematu zadania, jakie miało ją czekać. Wciąż czuła podekscytowanie. Nie miała jakiś większych obaw. Sam dobór drużyny wiele mówił. Wiedziała jednak, że musi też się wykazać, a nie tylko polegać na innych. Owszem, nie rzucać się z motyką na słońce, ale pokazać na co ją stać. Może powinna trochę potrenować? O tak! To nie był najgorszy pomysł. Oczywiście z rozwagą, żeby nie przeszarżować i nie nabawić się jakiejś kontuzji. Dlatego swoje kroki zamierzała skierować gdzieś na obrzeża osady, może do jakiegoś Dojo. Gdzieś, gdzie będzie mogła poćwiczyć trochę swoje ciało, by zachowało sprawność i precyzję. Sayuri wiedziała jak istotne jest to, by nawet jeśli coś już się poznało, to jednak sobie to odświeżać. Nie pozwolić mięśniom zasnąć. Wszystko musi być na czas.
Wszyscy opuścili sale. Mieli dwa dni, więc mogli na spokojnie przygotować się do tej podróży. Tylko czy już teraz udać się do sklepu? Nie, może warto byłoby pogrzebać w rzeczach, które są w domu, żeby nie kupować jakiś zapasów. Nim jednak ostatecznie zdecydowała, nagle przywódca jej przyszłej drużyny wyłonił się niemal zza jej ramienia, więc zerknęła na niego, nieco pochylając się w bok, jakby chciała lepiej na niego spojrzeć.
- Do zobaczenia, Sora-sama. - odpowiedziała wesoło meżczyźnie, odwiędzając się również uśmiechem. Jego obecność dawała jakąś nadzieję na to, że atmosfera nie będzie aż tak bardzo sztywna. Co prawda mężczyzna zdawał się być dość... Swobodny, nieśpieszny w swoich działaniach, ale w sumie młodej Hyūga to nie przeszkadzało. Czuła od niego dobroć, jakąś już nić sympatii. Trochę inaczej było z pozostała dwójką. Takayama w sumie traktowała ją bardziej jak powietrze. Być może uważała, że tak mało doświadczona kunoichi nie powinna z nimi ruszać? Albo może wciąż miała w pamięci akcję z rozdartym namiotem przez Shirako?! Nie no, chyba nie gniewałaby się tyle czasu o coś takiego. Nim jednak Sayuri rozwikłała tę zagadkę w swojej głowie, starszy mężczyzna skinął jej głową na pożegnanie, dlatego sama skłoniła się lekko w ich kierunku, w geście pożegnania.
Stała tak jeszcze chwilę, patrząc jak co trochę ktoś przechodzi niedaleko siedziby, albo do niej wchodzi. Albo wychodzi. Rzuciła ostatnie spojrzenie na drzwi i ruszyła przed siebie. Bez pośpiechu i w sumie na początku bez większego celu. Pogoda była cudna, aczkolwiek kałuże nieco przypominały o ostatniej ulewie. Ciekawe czy jakieś mniejsze wioski nie ucierpiały z powodu podniesionych wód w rzekach. Nie słyszała jednak nic na ten temat, więc może nie było tak źle i nic nie wylało. Szybko myśli czerwonowłosej powróciły do tematu zadania, jakie miało ją czekać. Wciąż czuła podekscytowanie. Nie miała jakiś większych obaw. Sam dobór drużyny wiele mówił. Wiedziała jednak, że musi też się wykazać, a nie tylko polegać na innych. Owszem, nie rzucać się z motyką na słońce, ale pokazać na co ją stać. Może powinna trochę potrenować? O tak! To nie był najgorszy pomysł. Oczywiście z rozwagą, żeby nie przeszarżować i nie nabawić się jakiejś kontuzji. Dlatego swoje kroki zamierzała skierować gdzieś na obrzeża osady, może do jakiegoś Dojo. Gdzieś, gdzie będzie mogła poćwiczyć trochę swoje ciało, by zachowało sprawność i precyzję. Sayuri wiedziała jak istotne jest to, by nawet jeśli coś już się poznało, to jednak sobie to odświeżać. Nie pozwolić mięśniom zasnąć. Wszystko musi być na czas.
- 23 mar 2026, o 13:19
- Forum: Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 255
- Odsłony: 39225
Re: Siedziba władzy
W sumie te kilka dni minęły bardzo szybko. Był czas poświętować w gronie najbliższych. Czerwonowłosa żałowała jednak, że nie mogła się podzielić tą informacją z osobami, które na co dzień nie przebywają tak blisko, jak rodzina. W końcu z Yukari założyły sobie cel, że obie awansują w przeciągu roku od ich ostatniego spotkania. Młoda Hyūga przypuszczała, że jej przyjaciółce mogło się to udać, w końcu wychodziła za mąż nie za byle kogo. Albo stanie się to w najbliższym czasie. Sayuri czuła, że Yukari miała ogromny potencjał i wierzyła głęboko w jej umiejętności. I mimo, iż nie mogła z nią dzielić teraz tej radości, to jeszcze nadrobią. Bo tej okazji nie będzie mieć już z Shirako. A na pewno byłby z niej dumny.
Pojawił się posłaniec, który przekazał wezwanie do siedziby władzy. Z pozoru nic nadzwyczajnego, ale kiedy przyjrzała się dokołaniej, zauważyła podpis innego urzędnika, którego jeszcze nie kojarzyła. Mogło to być równie bardzo, co i mało istotne. Nie chciała jednak zgadywać. Dostała wezwanie, więc trzeba było wybrać się do siedziby. A w tej znalazła się po niedługim czasie, jak już zabrała swoje rzeczy. Salę również nietrudno było odnaleźć, bo wszystko zawarte było w piśmie, jakie zostało jej dostarczone. Zaskoczeniem było jednak to, kto się tam znajdował. Zdecydowanie nie spodziewała się spotkać pani Takayamy. Druga osoba, dużo starszy od niej, jednoooki mężczyzna z brodą, niestety w ogóle jej się nie kojarzył. Zapewne nic straconego, bo lada moment okaże się, kto, co i jak. Zresztą, po Takayamie mogła się spodziewać chłodu i braku reakcji... Najwidoczniej nieznajomy mężczyzna podzielał jej "zainteresowania".
- Dzień dobry. - powiedziała może nieco nieśmiało, przez chwilę czując się niezbyt pewnie w towarzystwie tych dwojga. Jednak przywitała się i ukłoniła, nie zrażajac się ich obojętną postawą. Podeszła jednak do tego po prostu dość formalnie. I gdy się już prostowała, drzwi po prawej stronie się otworzyły. A w nich ujrzała kogoś, kogo zdecydowanie nie śmiała myślec tu spotkać. Sam Lider osady Shiroi-iwa. - Witaj, Reiko-dono. - odrzekła z entuzjazmem, rozpogadzając się na moment. Zresztą i on wydawał się być pogodny, więc jakby sama nieco się rozluźniła. Nawet, jeśli przez myśl przeszło jej, że jeśli ma być w drużynie właśnie z tym dwojgiem, którzy byli tutaj przed nią, no to zbyt wesoło na pewno nie będzie.
Lider Hyūga poinformował ich, że czekają na jeszcze jedną osobę. Sayuri skinęła głową na znak zrozumienia i zgodnie z propozycją Reiko, usiadła na jednym z wolnym miejsc. I rzeczywiście... Lider Hyūga dobrze znał swoich podwładnych, bo trochę musieli poczekać. W końcu jednak ktoś zjawił się na miejscu. Naturalną reakcją było to, że białooka spojrzała w jego kierunku. Wysoki mężczyzna, sprawiający wrażenie, że nigdzie mu się nie śpieszy. Nie przejmował się swoim ewentualnym spóźnieniem. W pierwszym odczucia zdawał się być całkowitym przeciwieństwem Takayamy. Zwłaszcza, gdy zachwycał się kwiatami. Sayuri rzecz jasna nie miała nic przeciwko temu, nawet uśmiechnęła się delikatnie, czując od mężczyzny taką lekkość, taką chęć doceniania wszystkiego co jest tu i teraz. Nie strofował go również Reiko-dono, który postanowił wyjawić im cel tego wezwania. Szybko więc spojrzenie czerwonowłosej skupiło się na przywódcy osady. I nie dało się ukryć, że delikatny uśmiech, jaki widniał na jej twarzy, powoli zmieniał się w dość poważny wyraz twarzy. Jej spojrzenie było coraz bardziej czujne, jakby chciała się upewnić, że każde słowo, które słyszy, jest prawdziwe. Owszem, prosiła o misje w terenie, ale nie sądziła, że dostanie tak istotne zadanie tak szybko. Ok, miała być jedynie delegaturą, ale to miała być jej taka pierwsza wyprawa. I to w rejony, które nie od dziś toczą spory. Serce młodej Hyūga zaczęło szybciej i mocniej bić. Pewnie jednocześnie z ekscytacji i delikatnego stresu. Nie śmiała myśleć o takim zadaniu w najbliższym czasie. Jednakże słowa mężczyzny sprawiły, że czuła, że ich poglądy są sobie bliskie. Nie należało myślec tylko o interesie Kyuzo. Trzeba było brać pod uwagę, że w przyszłyści również mogą być narażeni i warto było rozsądnie, ale i dobrze rozeznać się w sytuacji.
Całe to rozegranie sprawy było dla Sayuri zrozumiałe. I rzecz jasna zamierzała przestrzegać tego, co Lider powiedział. Wmieszanie się w jakąkolwiek walkę, byłoby rzeczywiście jasnym sygnałem, że ród Hyūga postanowił włączyć się w tę wojnę. Nie mogli sobie na to pozwolić. Mogli jednak rozmawiać, trochę się rozjrzeć. I tu w głowie dziewczyny pojawiła się pewna mała nadzieja. Nadzieja na spotkanie dawnego przyjaciela. Może szanse nie były jakieś wielkie, Uchiha brali udział w tych walkach, Azuma na pewno był aktywnym wojownikiem. Jednakże może uda jej się coś o nim dowiedzieć. Coś przekazać. Cokolwiek.
Kolejne wypowiedzi Hyūga Reiko były równie istotne. Drużyna została przedstawiona, a więc to z cała tę trójką wyruszy. Ona, świeży Akoraito wśród wyjadaczy. Trzeba było na to patrzeć optymistycznie. Będzie miała od kogo się uczyć. Na pewno będą to istotne chwile, mimo ewentualnej sztywnej atmosfery. No i spotkanie z przywódcami. Wysłanie samego Akoraito nie byłoby zbyt rozsądne, ale już w towarzystwie takich doświadczonych osobistości to co innego. W końcu mniej doświadczeni też musieli mieć się od kogoś uczyć.
- Dziękuję, Reiko-dono, za zaufanie. - powiedziała z wdzięcznością, bo naprawdę poczuła się wyróżniona. Dla pozostałych mogło to nie być nic specjalnego, ale dla mniej doświadczonej kunoichi zdecydowanie było to spore wydarzenie. - Będzie mi miło wykonywać takie zadanie u boku tak doświadczonych ninja. - dodała, zwracając się już bardziej w kierunku pozostałej trójki. I nie, nie było to podlizywanie, ale znała swoją pozycję tutaj, aczkolwiek nie zamierzała się przed nikim nadmiernie kajać. Tak czy siak, mieli jeszcze dwa dni, więc będzie mogła się na spokojnie przygotować. Porobić jakieś zapasy w sklepie, trochę prowiantu.
Pojawił się posłaniec, który przekazał wezwanie do siedziby władzy. Z pozoru nic nadzwyczajnego, ale kiedy przyjrzała się dokołaniej, zauważyła podpis innego urzędnika, którego jeszcze nie kojarzyła. Mogło to być równie bardzo, co i mało istotne. Nie chciała jednak zgadywać. Dostała wezwanie, więc trzeba było wybrać się do siedziby. A w tej znalazła się po niedługim czasie, jak już zabrała swoje rzeczy. Salę również nietrudno było odnaleźć, bo wszystko zawarte było w piśmie, jakie zostało jej dostarczone. Zaskoczeniem było jednak to, kto się tam znajdował. Zdecydowanie nie spodziewała się spotkać pani Takayamy. Druga osoba, dużo starszy od niej, jednoooki mężczyzna z brodą, niestety w ogóle jej się nie kojarzył. Zapewne nic straconego, bo lada moment okaże się, kto, co i jak. Zresztą, po Takayamie mogła się spodziewać chłodu i braku reakcji... Najwidoczniej nieznajomy mężczyzna podzielał jej "zainteresowania".
- Dzień dobry. - powiedziała może nieco nieśmiało, przez chwilę czując się niezbyt pewnie w towarzystwie tych dwojga. Jednak przywitała się i ukłoniła, nie zrażajac się ich obojętną postawą. Podeszła jednak do tego po prostu dość formalnie. I gdy się już prostowała, drzwi po prawej stronie się otworzyły. A w nich ujrzała kogoś, kogo zdecydowanie nie śmiała myślec tu spotkać. Sam Lider osady Shiroi-iwa. - Witaj, Reiko-dono. - odrzekła z entuzjazmem, rozpogadzając się na moment. Zresztą i on wydawał się być pogodny, więc jakby sama nieco się rozluźniła. Nawet, jeśli przez myśl przeszło jej, że jeśli ma być w drużynie właśnie z tym dwojgiem, którzy byli tutaj przed nią, no to zbyt wesoło na pewno nie będzie.
Lider Hyūga poinformował ich, że czekają na jeszcze jedną osobę. Sayuri skinęła głową na znak zrozumienia i zgodnie z propozycją Reiko, usiadła na jednym z wolnym miejsc. I rzeczywiście... Lider Hyūga dobrze znał swoich podwładnych, bo trochę musieli poczekać. W końcu jednak ktoś zjawił się na miejscu. Naturalną reakcją było to, że białooka spojrzała w jego kierunku. Wysoki mężczyzna, sprawiający wrażenie, że nigdzie mu się nie śpieszy. Nie przejmował się swoim ewentualnym spóźnieniem. W pierwszym odczucia zdawał się być całkowitym przeciwieństwem Takayamy. Zwłaszcza, gdy zachwycał się kwiatami. Sayuri rzecz jasna nie miała nic przeciwko temu, nawet uśmiechnęła się delikatnie, czując od mężczyzny taką lekkość, taką chęć doceniania wszystkiego co jest tu i teraz. Nie strofował go również Reiko-dono, który postanowił wyjawić im cel tego wezwania. Szybko więc spojrzenie czerwonowłosej skupiło się na przywódcy osady. I nie dało się ukryć, że delikatny uśmiech, jaki widniał na jej twarzy, powoli zmieniał się w dość poważny wyraz twarzy. Jej spojrzenie było coraz bardziej czujne, jakby chciała się upewnić, że każde słowo, które słyszy, jest prawdziwe. Owszem, prosiła o misje w terenie, ale nie sądziła, że dostanie tak istotne zadanie tak szybko. Ok, miała być jedynie delegaturą, ale to miała być jej taka pierwsza wyprawa. I to w rejony, które nie od dziś toczą spory. Serce młodej Hyūga zaczęło szybciej i mocniej bić. Pewnie jednocześnie z ekscytacji i delikatnego stresu. Nie śmiała myśleć o takim zadaniu w najbliższym czasie. Jednakże słowa mężczyzny sprawiły, że czuła, że ich poglądy są sobie bliskie. Nie należało myślec tylko o interesie Kyuzo. Trzeba było brać pod uwagę, że w przyszłyści również mogą być narażeni i warto było rozsądnie, ale i dobrze rozeznać się w sytuacji.
Całe to rozegranie sprawy było dla Sayuri zrozumiałe. I rzecz jasna zamierzała przestrzegać tego, co Lider powiedział. Wmieszanie się w jakąkolwiek walkę, byłoby rzeczywiście jasnym sygnałem, że ród Hyūga postanowił włączyć się w tę wojnę. Nie mogli sobie na to pozwolić. Mogli jednak rozmawiać, trochę się rozjrzeć. I tu w głowie dziewczyny pojawiła się pewna mała nadzieja. Nadzieja na spotkanie dawnego przyjaciela. Może szanse nie były jakieś wielkie, Uchiha brali udział w tych walkach, Azuma na pewno był aktywnym wojownikiem. Jednakże może uda jej się coś o nim dowiedzieć. Coś przekazać. Cokolwiek.
Kolejne wypowiedzi Hyūga Reiko były równie istotne. Drużyna została przedstawiona, a więc to z cała tę trójką wyruszy. Ona, świeży Akoraito wśród wyjadaczy. Trzeba było na to patrzeć optymistycznie. Będzie miała od kogo się uczyć. Na pewno będą to istotne chwile, mimo ewentualnej sztywnej atmosfery. No i spotkanie z przywódcami. Wysłanie samego Akoraito nie byłoby zbyt rozsądne, ale już w towarzystwie takich doświadczonych osobistości to co innego. W końcu mniej doświadczeni też musieli mieć się od kogoś uczyć.
- Dziękuję, Reiko-dono, za zaufanie. - powiedziała z wdzięcznością, bo naprawdę poczuła się wyróżniona. Dla pozostałych mogło to nie być nic specjalnego, ale dla mniej doświadczonej kunoichi zdecydowanie było to spore wydarzenie. - Będzie mi miło wykonywać takie zadanie u boku tak doświadczonych ninja. - dodała, zwracając się już bardziej w kierunku pozostałej trójki. I nie, nie było to podlizywanie, ale znała swoją pozycję tutaj, aczkolwiek nie zamierzała się przed nikim nadmiernie kajać. Tak czy siak, mieli jeszcze dwa dni, więc będzie mogła się na spokojnie przygotować. Porobić jakieś zapasy w sklepie, trochę prowiantu.
- 16 mar 2026, o 22:01
- Forum: Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 255
- Odsłony: 39225
Re: Siedziba władzy
Być może to aura Lidera sprawiała, że słowa wręcz same płynęły z jej ust i chciała się pokazać taką, jaka jest. Czerwonowłosa doskonale zdała sobie sprawę z tego, że taka okazja zbyt szybko może się nie powtórzyć. Poza tym, nie była przecież jedyną kunoichi w osadzie. Nawet nie próbowała liczyć, ilu interesantów w związku z awansem przyjmował tego dnia. Ile podobnych do niej kobiet było, które szły podobną ścieżką. Jednak musiała wypuścić z siebie wszystkie te słowa. Później mogłaby żałować, że jedynie schyliła głowę, przyjęła awans z wdzięcznością i odeszła, nie pokazując ani ułamka tego, jaka jest i do czego dąży.
Zaczęła czuć się na tyle naturalnie, na tyle swobodnie, że ośmieliła się wystosować prośbę, której być może nie powinna. W końcu to nie od niej zależało, jakie zadania będą jej przydzielane. Czy jednak byłaby sobą, gdyby chociaż nie spróbowała przekazać to, w czym czuła się dobrze? Czy to rzeczywiście było takie złe? Bo przez moment przeszło jej to przez myśl, kiedy jeden z urzędników zaczął reagować na jej prośbę. Na razie tylko niewerbalnie, ale to było tak odczuwalne, że jej głos chyba nawet przez moment zdrżał. Wahała się czy kontynuować, ale dłoń Shirei-kana, który najwidoczniej chciał tym gestem uspokoić urzędnika by ten jednak nie interweniował, uspokoiła ją. Spojrzenie jej oczu, które na sekundę utkwiło w urzędniku podczas jego reakcji, szybko powróciło na Hyūga Reiko. Ajć, ten urzędnik ewidentnie nie będzie za nią przepadał.
Słowa mężczyzny praktycznie dodały jej skrzydeł. Wzbudzał szacunek każdego, ale nie strachem. Albo przynajmniej nie tylko. Sayuri przede wszystkim imponowała jego mądrość, otwartość, chęć wysłuchania, a nie sztywnego przyjęcia, odbębnienia obowiązku i chłodnego pożegnania. Oczywiście w tym wszystkim biła od niego siła, którą ewidentnie posiadał. Czerwonowłosa kunoichi czuła, że to był Lider, którego klan Hyūga potrzebuje. Którego potrzebuje Shiroi-iwa.
Sayuri wstała ze swojego miejsca i ukłoniła się nisko. Rozmowa dobiegła końca, ale była dla niej satysfakconujaca.
- Dziękuje ci, Panie, za tę rozmowę. - powiedziała, jak tylko się wyprostowała. Zlapała się za swoja dłonie na wysokości bioder i ostatni raz zerknęła na Shirei-kana. - Reiko-dono, obiecuję robić wszystko dla dobra klanu i całej osady Shiroi-iwa. - dodała, potwierdzając jego słowa. Następnie pożegnała się stosowanie i odwróciła się, by pójść w stronę wyjścia. Oczywiście pamiętała o swoich butach, które już założyła, jak tylko drzwi się za nią zamknęły.
Wraz z nią gabinet opuścił również młody urzędnik, który ją tu wprowadzał i przeprowadzał cały rytuał parzenia herbaty. Była jeszcze jedna kwestia, którą zamierzał jej przekazać. Patrzyła na niego z uwagą, ale widać było, że jest rozluźniona. Odwzajemniła uśmiech chłopaka, szczerząc się już od ucha do ucha.
- Dobrze. I dziękuję. - powiedziała z radością, po czym pożegnała się krótko i ruszyła do wyjścia. Musiała zgarnąć swój płaszcz i parasol. Ciekawe czy jeszcze padało? Nawet jeśli, to już nie miało większego znaczenia. Mogła wracać w tym deszczu, nic nie było jej straszne. Wieczór poświęcą na świętowanie. Sayuri miała nadzieję, że wszyscy domownicy będą na miejscu, ale obecne czasy były dość niepewne, więc wezwania na misje były niemal codziennością. Swoją drogą, miała nadzieję, że nie na długo żegna się z siedzibą i niebawem tu wróci, by otrzymać kolejne zadanie.
Zaczęła czuć się na tyle naturalnie, na tyle swobodnie, że ośmieliła się wystosować prośbę, której być może nie powinna. W końcu to nie od niej zależało, jakie zadania będą jej przydzielane. Czy jednak byłaby sobą, gdyby chociaż nie spróbowała przekazać to, w czym czuła się dobrze? Czy to rzeczywiście było takie złe? Bo przez moment przeszło jej to przez myśl, kiedy jeden z urzędników zaczął reagować na jej prośbę. Na razie tylko niewerbalnie, ale to było tak odczuwalne, że jej głos chyba nawet przez moment zdrżał. Wahała się czy kontynuować, ale dłoń Shirei-kana, który najwidoczniej chciał tym gestem uspokoić urzędnika by ten jednak nie interweniował, uspokoiła ją. Spojrzenie jej oczu, które na sekundę utkwiło w urzędniku podczas jego reakcji, szybko powróciło na Hyūga Reiko. Ajć, ten urzędnik ewidentnie nie będzie za nią przepadał.
Słowa mężczyzny praktycznie dodały jej skrzydeł. Wzbudzał szacunek każdego, ale nie strachem. Albo przynajmniej nie tylko. Sayuri przede wszystkim imponowała jego mądrość, otwartość, chęć wysłuchania, a nie sztywnego przyjęcia, odbębnienia obowiązku i chłodnego pożegnania. Oczywiście w tym wszystkim biła od niego siła, którą ewidentnie posiadał. Czerwonowłosa kunoichi czuła, że to był Lider, którego klan Hyūga potrzebuje. Którego potrzebuje Shiroi-iwa.
Sayuri wstała ze swojego miejsca i ukłoniła się nisko. Rozmowa dobiegła końca, ale była dla niej satysfakconujaca.
- Dziękuje ci, Panie, za tę rozmowę. - powiedziała, jak tylko się wyprostowała. Zlapała się za swoja dłonie na wysokości bioder i ostatni raz zerknęła na Shirei-kana. - Reiko-dono, obiecuję robić wszystko dla dobra klanu i całej osady Shiroi-iwa. - dodała, potwierdzając jego słowa. Następnie pożegnała się stosowanie i odwróciła się, by pójść w stronę wyjścia. Oczywiście pamiętała o swoich butach, które już założyła, jak tylko drzwi się za nią zamknęły.
Wraz z nią gabinet opuścił również młody urzędnik, który ją tu wprowadzał i przeprowadzał cały rytuał parzenia herbaty. Była jeszcze jedna kwestia, którą zamierzał jej przekazać. Patrzyła na niego z uwagą, ale widać było, że jest rozluźniona. Odwzajemniła uśmiech chłopaka, szczerząc się już od ucha do ucha.
- Dobrze. I dziękuję. - powiedziała z radością, po czym pożegnała się krótko i ruszyła do wyjścia. Musiała zgarnąć swój płaszcz i parasol. Ciekawe czy jeszcze padało? Nawet jeśli, to już nie miało większego znaczenia. Mogła wracać w tym deszczu, nic nie było jej straszne. Wieczór poświęcą na świętowanie. Sayuri miała nadzieję, że wszyscy domownicy będą na miejscu, ale obecne czasy były dość niepewne, więc wezwania na misje były niemal codziennością. Swoją drogą, miała nadzieję, że nie na długo żegna się z siedzibą i niebawem tu wróci, by otrzymać kolejne zadanie.
- 15 mar 2026, o 21:13
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Sayurcia
- Odpowiedzi: 27
- Odsłony: 2984
- 12 mar 2026, o 13:59
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Sayurcia
- Odpowiedzi: 27
- Odsłony: 2984
- 12 mar 2026, o 12:18
- Forum: Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 255
- Odsłony: 39225
Re: Siedziba władzy
To zdecydowanie miała być wzniosła chwila. Sayuri czuła podekscytowanie, radość i chyba nawet nutkę niepewności. Gdzieś w jej głowie oprócz zachwytu błądziły pytania, jak to spotkanie przebiegnie? Jak upłynie rozmowa, chociażby krótka? Czy nie palnie jakiejś głupoty? Nie były to raczej dziwne myśli, jak na młodą dziewczynę, która pierwszy raz miała mieć możliwość rozmowy z przywódcą klanu. Owszem, wiedziała jak się zachować, rodzice wpoili jej odpowiednie wartości, z którymi jak najbardziej się zgadzała, ale wciąż gdzieś tam w środku czuła się dzieckiem. Tym trochę raczkującym, zwłaszcza w świecie ninja. Głęboko wierzyła jednak, że jej upór, determinacja i zaangażowanie jest zauważane, i że nie jest kolejną osobą na polu bitwy, która może coś zdziała, a może nie. Chciała dojść do momentu, gdzie jej obecność będzie wzbudzała poczucie bezpieczeństwa, otrzymane wsparcia i chociażby szczyptę spokoju, że będzie dobrze. Oczywiście, jeszcze długa droga przed nią. Jednak właśnie stawiała kolejny krok na tej drodze, z czego była przeogromnie szczęśliwa.
Wszystko tutaj wydawało się takie doniosłe. Nawet te drzwi, które w oczach czerwonowłosej kunoichi wręcz mieniły się od tej srebrnej nici. Być może na jej odbiór wpływał fakt tego, co się miało niedługo stać, a może po prostu pierwsza wizyta w tej sali miała zrobić na niej takiej wrażenie. Zresztą, czy to było aż tak ważne? Tak po prawdzie Sayuri zachwycając się takimi rzeczami, wciąż pielęgnowała swoje wewnętrzne dziecko, tkwiące w jej duszy. I oby jak najdłużej.
Jej rozmyślania przerwał dźwięk rozsuwanych drzwi. Spojrzenie białych oczu przeniosło się ze splotu srebrnej nici na młodzieńca, niewiele chyba od niej starszego. Tutejszy urzędnik, chociaż nie piastował jakiegoś wysokiego stanowiska. Jego skromny ubiór przywiódł jej na myśl, że sama musi zakupić sobie nowe ubranie, które niekoniecznie będzie kojarzyć się z wyskokami na misję. Zdecydowanie powinna wymienić swoją biała yukatę, która robiła się już ciasnawa, a biel nieco poszarzała. Do tego dobrać długą, bordową spódnice i strój na cywila gotowy. Jednakże te rozważania czy plany trzeba było zostawić na później. Teraz została zaproszona do środka sali, więc gdy tylko młoda mężczyzna usunął się w bok, skinęła głową nieco w dół, po czym wyprostowała się i pewnym krokiem, na tyle na ile potrafiła, weszła do środka. Tu, chcąc czy nie chcąc, zbadała swoim nienachalnym spojrzeniem otoczenie. Wielkie, dwa okna, które wpuszczały ogromną ilość światła, dzięki czemu robiła się tutaj jakoś tak przyjemnie, przytulnie. Wyłożona na podłodze tatami, w przepięknym, jasnozielonym kolorze. O dziwo, chociaż nie każdy pewnie to wiedział, czerwień i zieleń dobrze ze sobą współgrały, bo podkreślały swoje kolory nawzajem. Jednak w tym wszystkim najważniejsze było co innego. A raczej ktoś inny. Sam Shirei-kan we własnej osobie wraz z dwoma urzędnikami. Byli tuż za nim, ale bardziej po jego bokach, niż za plecami. Nie umknęło uwadze czerwonowłosej, że byli wyżej postawieni niż mężczyzna, który ją tu wpuścił. Piękne odzienie ozdobione było już bardziej bogato, wyszyte herby klanu Hyuuga prezentowały się dumnie i okazale.
Żyją? Zapytała się sama w myślach, przez sekundę jakby chcąc to zweryfikować spojrzeniem, ale zaraz się zreflektowała. Nie wypadało się tak wgapiać, niczym małe dziecko, jak tylko zobaczy małego kotka albo pieska. Zwłaszcza, jak zwierzątko śpi, bo czy to rzeczywiście zwierzątko czy maskotka.
Panowie na pewno maskotką nie byli. Żywe posągi. Siedzieli tak nieruchomo, jakby byli tu dodatkową ozdobą. Swoją drogą, zdecydowanie czerwonowłosa kunoichi nie chciałaby mieć takiej roboty. Co w tym fajnego? No dobra, przebywanie przy Liderze Klanu to na pewno wiele wynagradzało, ale tak… tak bez życia zupełnie? Nie no. Bo mimo, iż naprawdę można by myśleć, że wstaną obaj, albo chociaż jeden z nich, to jednak nadal byli nieruchomo. Jednak nader wszystko, kluczowym punktem w całym tym pomieszczeniu, był sam Shirei-kan. Choćby ktoś nie wiedział, jak wygląda czy jak się nazywa, to wystarczyło na niego spojrzeć. Doniosła postawa, szlachetny ubiór, ze zdobieniami w takiej ilości, w jakiej Sayuri jeszcze nie widziała. Nie dałoby się go pomylić z kimś innym. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego osobę, na jego prezencję i już człowiek czuł respekt i zachwyt w jednym. Przynajmniej taki człowiek jak młoda Hyuuga. Nie panując za bardzo nad tym, na jej twarzy wykwitł pogodny, bardzo ciepły uśmiech. Może czuła się nawet jak taka mała księżniczka, która właśnie miała dostać pochwałę, bo całkiem nieźle sobie radzi. Znajdując się w tak pięknym miejscu, wśród wysoko postawionych ludzi, chyba przez krótką chwilę mogła odnieść takie wrażenie, powołując się gdzieś na te dziecięce marzenia. Wszystko tu miało swoje miejsce. Wszystko do siebie pasowało, było zaplanowane z przemyśleniem. Belki znajdując się nad ich głowami potęgowały wrażenie przestronności tego miejsca.
Drzwi zasunęły się, a jej zostało wskazane miejsce na poduszkę, która najwidoczniej była przygotowana dla niej. No dobra, pewnie nie tylko dla niej, toż nie była tutaj dzisiaj jedyna, ale w tym momencie zdecydowanie to miało być jej miejsce. Tuż przed samym Reiko-sama. Czy to nie będzie jeden z lepszych, o ile nie najlepszy dzień w jej dotychczasowym życiu?
Nie wchodząc jeszcze głębiej, młoda kunoichi zdjęła swoje obuwie, pozostając w tabi na stopach. Ustawiła je starannie pod ścianą blisko drzwi i ruszyła dalej. Chciała chłonąć każdą sekundę z tego wydarzenia. Nie ukrywała swojego czujnego, wręcz ciekawskiego spojrzenia, obserwując całość rytuału. To właśnie mężczyzna, który otwierał jej drzwi i zaprosił ją do środka, zajął się przeprowadzeniem ceremonii. Widać było, jak Sayuri spokojnie oddycha, siedząc na przygotowanej poduszce. Jej nogi były zgięte w kolanach, pośladki posadziła niemalże na swoich piętach, a dłonie ułożyła na udach. Ruchy młodego urzędnika wskazywały na to, że nie robił tego pierwszy raz. A że czerwonowłosa była tak w to wszystko zapatrzona, to nawet nie zwróciła zbytnio uwagi na ewentualnie dłuższe przerwy, które robił. W sumie dzięki temu mogła spędzić tu chociaż o te parę sekund więcej, niż standardowo. W końcu jednak napar wylądował w czarce, którą napełnił sam Shirei-kan. Nie zwlekając, ujęła niewielkie naczynie w swoje dłonie i rozkoszowała się smakiem herbaty, która naprawdę była wyjątkowo dobra. Może nie była jakaś niezwykła, ale całą ta otoczka jakoś sprawiała, że wszystko zdawało się być jeszcze lepsze.
Odstawiła pustą czarkę na czarny, niski stolik i podniosła swoje spojrzenie na Lidera. Skończyli w końcu pierwszą część tego spotkania. Dość szybko też padły słowa o awansie na wyższą rangę. Nikomu z przebywających tutaj nie umknęło na pewno to, że na jej policzki wpłynął róż. Nie, nie była zawstydzona, ale ogarnęło ją takie przyjemne ciepło. Być może to też ta herbata. Ale zdecydowanie większą zasługę miały w tym słowa mężczyzny, który przewodził Shiroi-iwie.
- Jestem zaszczycona, Reiko-dono. – powiedziała, chcąc w ten sposób podziękować za wyróżnienie, jakie dostała. – Niezmiernie się cieszę. – dodała może trochę mniej formalnie, zwłaszcza, że jej oczy wręcz błysnęły, mieszając ze sobą radość i wzruszenie tą chwilą. Zacisnęła nieznacznie palce na materiale kimona, starając się nie wybuchnąć tutaj jakąś niekontrolowaną radością.
Wzięła jeden głęboki wdech, na sekundę odrywając spojrzenie od Lidera. Mimowolnie spojrzała na wciąż siedzącego nieruchomo jednego z mężczyzn, jakby chciała wyłapać, czy aby na pewno nic się w ich posturze nie zmieniło. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem na Reiko-sama, nie ignorując jego prośby o opowiedzeniu czegoś o sobie.
- Ah, o sobie. – powtórzyła i podrapała się lekko po prawym policzku, mrużąc oczy. – Długo starałam się odnaleźć swoją drogę, którą chciałabym tak naprawdę podążać. Bez żadnych wątpliwości, pytań czy zawahania. Żeby starać się nigdy nie postawić kroku wstecz. – zaczęła, w sumie chyba jeszcze nie do końca wiedząc, jak dobrze odpowiedzieć na to pytanie. Czy miała mówić o swoich zainteresowaniach? O jej osiągnieciach przecież wiedział, więc nie mogła stawiać mężczyzny przed jakimiś oczywistościami i suchymi faktami. Uważała, że ta chwila powinna zostać wykorzystana na to, by Lider widział i poznał ją taką, jaka jest naprawdę. – Wiem, że ona dopiero się zaczyna. I że tak wiele radości z sukcesów przede mną, chociażby tak jak dzisiaj… - urwała i odwróciła na chwilę wzrok, spoglądając na okno. – …tak i wiele smutku z porażek i start. – dodała ciszej, przypominając sobie o Shirako. Zdecydowanie był iskrą światła dla każdego, kto stanął na jego drodze. A ona tę iskrę zachowa. I nie puści. – Ale zrobię wszystko, by przeważały te pozytywne odczucia i wydarzenia. By nasz klan, klan Hyuuga, wszyscy mieszkańcy Shiroi-iwy, Karmazynowych Szczytów, a może kiedyś i całego naszego świata, czuli się bezpieczni. – dopowiedziała z zapałem, w połowie wypowiedzi wracając spojrzeniem na Shirei-kana. Pewnie gdyby się dało, w jej oczach widać byłoby ogień, ale zamiast tego jej harde spojrzenie mówiło o tym, że wierzy w swoje przekonania. Że owszem, są to dość obszerne cele czy marzenia. Być może w większości niemożliwe do zrealizowana za jej kadencji, ale od czegoś trzeba było zacząć, czyż nie? Jak jej pokolenie coś zapoczątkuje, to była większa szansa, że następne będą to praktykować i efekty będą jeszcze lepsze.
Podczas tej wypowiedzi można było zauważyć, jak jej ciało napina się. Jakby zaraz gotowa była wstać na równe nogi, jeszcze bardziej podbijając zaangażowanie, jakie czuć było w jej głosie, jakie malowało się na jej twarzy i w jej spojrzeniu. Wszystko to jednak, mimo iż było w zdecydowanym tonie, to brzmiało łagodnie. Może dlatego jakoś powstrzymała się, by nie zerwać się na równe nogi.
- Wiem, że medyczni ninja są potrzebni. Że w szpitalu też każda para rąk jest znacząca, ale jeśli mogłabym prosić, to zdecydowanie lepiej czuję się w terenie. Nie tylko jako medyk, ale przede wszystkim jako realne wsparcie w walce. – powiedziała, nie spuszczając wzroku z Reiko-dono. Był starszy od niej, zdecydowanie przystojny, ale wciąż oficjalnie nie był związany z żadną kobietą, ale parę plotek już chodziło po osadzie. Zwłaszcza, że jego obecność w siedzibie stanowczo się zmniejszyła w stosunku do tego, co było wcześniej. Rzecz jasna to były jedynie plotki, które gdzieś zasłyszała czerwonowłosa, ale być może była w tym jakaś prawda? Trochę ją to ciekawiło, ale w zażyłości z Liderem była w żadnej, więc nawet przez myśl by jej nie przeszło, by o to pytać. Zdecydowanie nie była to jej sprawa. A tu, w tej chwili, istotniejsze było to, że właśnie wyraziła swoją gorącą prośbę co do jej przyszłości. O to, gdzie chciała się znajdować, w czym brać udział. I liczyła, że jej sugestia będzie wzięta pod uwagę w najbliższych misjach. Oczywiście brała pod uwagę to, że może przyjść taki moment, że będzie potrzebna na miejscu, w szpitalu. Nie zamierzała tego negować. Jednak jeśli nie było takiej potrzeby, to zdecydowanie wolała sprawdzać się w terenie.
Wszystko tutaj wydawało się takie doniosłe. Nawet te drzwi, które w oczach czerwonowłosej kunoichi wręcz mieniły się od tej srebrnej nici. Być może na jej odbiór wpływał fakt tego, co się miało niedługo stać, a może po prostu pierwsza wizyta w tej sali miała zrobić na niej takiej wrażenie. Zresztą, czy to było aż tak ważne? Tak po prawdzie Sayuri zachwycając się takimi rzeczami, wciąż pielęgnowała swoje wewnętrzne dziecko, tkwiące w jej duszy. I oby jak najdłużej.
Jej rozmyślania przerwał dźwięk rozsuwanych drzwi. Spojrzenie białych oczu przeniosło się ze splotu srebrnej nici na młodzieńca, niewiele chyba od niej starszego. Tutejszy urzędnik, chociaż nie piastował jakiegoś wysokiego stanowiska. Jego skromny ubiór przywiódł jej na myśl, że sama musi zakupić sobie nowe ubranie, które niekoniecznie będzie kojarzyć się z wyskokami na misję. Zdecydowanie powinna wymienić swoją biała yukatę, która robiła się już ciasnawa, a biel nieco poszarzała. Do tego dobrać długą, bordową spódnice i strój na cywila gotowy. Jednakże te rozważania czy plany trzeba było zostawić na później. Teraz została zaproszona do środka sali, więc gdy tylko młoda mężczyzna usunął się w bok, skinęła głową nieco w dół, po czym wyprostowała się i pewnym krokiem, na tyle na ile potrafiła, weszła do środka. Tu, chcąc czy nie chcąc, zbadała swoim nienachalnym spojrzeniem otoczenie. Wielkie, dwa okna, które wpuszczały ogromną ilość światła, dzięki czemu robiła się tutaj jakoś tak przyjemnie, przytulnie. Wyłożona na podłodze tatami, w przepięknym, jasnozielonym kolorze. O dziwo, chociaż nie każdy pewnie to wiedział, czerwień i zieleń dobrze ze sobą współgrały, bo podkreślały swoje kolory nawzajem. Jednak w tym wszystkim najważniejsze było co innego. A raczej ktoś inny. Sam Shirei-kan we własnej osobie wraz z dwoma urzędnikami. Byli tuż za nim, ale bardziej po jego bokach, niż za plecami. Nie umknęło uwadze czerwonowłosej, że byli wyżej postawieni niż mężczyzna, który ją tu wpuścił. Piękne odzienie ozdobione było już bardziej bogato, wyszyte herby klanu Hyuuga prezentowały się dumnie i okazale.
Żyją? Zapytała się sama w myślach, przez sekundę jakby chcąc to zweryfikować spojrzeniem, ale zaraz się zreflektowała. Nie wypadało się tak wgapiać, niczym małe dziecko, jak tylko zobaczy małego kotka albo pieska. Zwłaszcza, jak zwierzątko śpi, bo czy to rzeczywiście zwierzątko czy maskotka.
Panowie na pewno maskotką nie byli. Żywe posągi. Siedzieli tak nieruchomo, jakby byli tu dodatkową ozdobą. Swoją drogą, zdecydowanie czerwonowłosa kunoichi nie chciałaby mieć takiej roboty. Co w tym fajnego? No dobra, przebywanie przy Liderze Klanu to na pewno wiele wynagradzało, ale tak… tak bez życia zupełnie? Nie no. Bo mimo, iż naprawdę można by myśleć, że wstaną obaj, albo chociaż jeden z nich, to jednak nadal byli nieruchomo. Jednak nader wszystko, kluczowym punktem w całym tym pomieszczeniu, był sam Shirei-kan. Choćby ktoś nie wiedział, jak wygląda czy jak się nazywa, to wystarczyło na niego spojrzeć. Doniosła postawa, szlachetny ubiór, ze zdobieniami w takiej ilości, w jakiej Sayuri jeszcze nie widziała. Nie dałoby się go pomylić z kimś innym. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego osobę, na jego prezencję i już człowiek czuł respekt i zachwyt w jednym. Przynajmniej taki człowiek jak młoda Hyuuga. Nie panując za bardzo nad tym, na jej twarzy wykwitł pogodny, bardzo ciepły uśmiech. Może czuła się nawet jak taka mała księżniczka, która właśnie miała dostać pochwałę, bo całkiem nieźle sobie radzi. Znajdując się w tak pięknym miejscu, wśród wysoko postawionych ludzi, chyba przez krótką chwilę mogła odnieść takie wrażenie, powołując się gdzieś na te dziecięce marzenia. Wszystko tu miało swoje miejsce. Wszystko do siebie pasowało, było zaplanowane z przemyśleniem. Belki znajdując się nad ich głowami potęgowały wrażenie przestronności tego miejsca.
Drzwi zasunęły się, a jej zostało wskazane miejsce na poduszkę, która najwidoczniej była przygotowana dla niej. No dobra, pewnie nie tylko dla niej, toż nie była tutaj dzisiaj jedyna, ale w tym momencie zdecydowanie to miało być jej miejsce. Tuż przed samym Reiko-sama. Czy to nie będzie jeden z lepszych, o ile nie najlepszy dzień w jej dotychczasowym życiu?
Nie wchodząc jeszcze głębiej, młoda kunoichi zdjęła swoje obuwie, pozostając w tabi na stopach. Ustawiła je starannie pod ścianą blisko drzwi i ruszyła dalej. Chciała chłonąć każdą sekundę z tego wydarzenia. Nie ukrywała swojego czujnego, wręcz ciekawskiego spojrzenia, obserwując całość rytuału. To właśnie mężczyzna, który otwierał jej drzwi i zaprosił ją do środka, zajął się przeprowadzeniem ceremonii. Widać było, jak Sayuri spokojnie oddycha, siedząc na przygotowanej poduszce. Jej nogi były zgięte w kolanach, pośladki posadziła niemalże na swoich piętach, a dłonie ułożyła na udach. Ruchy młodego urzędnika wskazywały na to, że nie robił tego pierwszy raz. A że czerwonowłosa była tak w to wszystko zapatrzona, to nawet nie zwróciła zbytnio uwagi na ewentualnie dłuższe przerwy, które robił. W sumie dzięki temu mogła spędzić tu chociaż o te parę sekund więcej, niż standardowo. W końcu jednak napar wylądował w czarce, którą napełnił sam Shirei-kan. Nie zwlekając, ujęła niewielkie naczynie w swoje dłonie i rozkoszowała się smakiem herbaty, która naprawdę była wyjątkowo dobra. Może nie była jakaś niezwykła, ale całą ta otoczka jakoś sprawiała, że wszystko zdawało się być jeszcze lepsze.
Odstawiła pustą czarkę na czarny, niski stolik i podniosła swoje spojrzenie na Lidera. Skończyli w końcu pierwszą część tego spotkania. Dość szybko też padły słowa o awansie na wyższą rangę. Nikomu z przebywających tutaj nie umknęło na pewno to, że na jej policzki wpłynął róż. Nie, nie była zawstydzona, ale ogarnęło ją takie przyjemne ciepło. Być może to też ta herbata. Ale zdecydowanie większą zasługę miały w tym słowa mężczyzny, który przewodził Shiroi-iwie.
- Jestem zaszczycona, Reiko-dono. – powiedziała, chcąc w ten sposób podziękować za wyróżnienie, jakie dostała. – Niezmiernie się cieszę. – dodała może trochę mniej formalnie, zwłaszcza, że jej oczy wręcz błysnęły, mieszając ze sobą radość i wzruszenie tą chwilą. Zacisnęła nieznacznie palce na materiale kimona, starając się nie wybuchnąć tutaj jakąś niekontrolowaną radością.
Wzięła jeden głęboki wdech, na sekundę odrywając spojrzenie od Lidera. Mimowolnie spojrzała na wciąż siedzącego nieruchomo jednego z mężczyzn, jakby chciała wyłapać, czy aby na pewno nic się w ich posturze nie zmieniło. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem na Reiko-sama, nie ignorując jego prośby o opowiedzeniu czegoś o sobie.
- Ah, o sobie. – powtórzyła i podrapała się lekko po prawym policzku, mrużąc oczy. – Długo starałam się odnaleźć swoją drogę, którą chciałabym tak naprawdę podążać. Bez żadnych wątpliwości, pytań czy zawahania. Żeby starać się nigdy nie postawić kroku wstecz. – zaczęła, w sumie chyba jeszcze nie do końca wiedząc, jak dobrze odpowiedzieć na to pytanie. Czy miała mówić o swoich zainteresowaniach? O jej osiągnieciach przecież wiedział, więc nie mogła stawiać mężczyzny przed jakimiś oczywistościami i suchymi faktami. Uważała, że ta chwila powinna zostać wykorzystana na to, by Lider widział i poznał ją taką, jaka jest naprawdę. – Wiem, że ona dopiero się zaczyna. I że tak wiele radości z sukcesów przede mną, chociażby tak jak dzisiaj… - urwała i odwróciła na chwilę wzrok, spoglądając na okno. – …tak i wiele smutku z porażek i start. – dodała ciszej, przypominając sobie o Shirako. Zdecydowanie był iskrą światła dla każdego, kto stanął na jego drodze. A ona tę iskrę zachowa. I nie puści. – Ale zrobię wszystko, by przeważały te pozytywne odczucia i wydarzenia. By nasz klan, klan Hyuuga, wszyscy mieszkańcy Shiroi-iwy, Karmazynowych Szczytów, a może kiedyś i całego naszego świata, czuli się bezpieczni. – dopowiedziała z zapałem, w połowie wypowiedzi wracając spojrzeniem na Shirei-kana. Pewnie gdyby się dało, w jej oczach widać byłoby ogień, ale zamiast tego jej harde spojrzenie mówiło o tym, że wierzy w swoje przekonania. Że owszem, są to dość obszerne cele czy marzenia. Być może w większości niemożliwe do zrealizowana za jej kadencji, ale od czegoś trzeba było zacząć, czyż nie? Jak jej pokolenie coś zapoczątkuje, to była większa szansa, że następne będą to praktykować i efekty będą jeszcze lepsze.
Podczas tej wypowiedzi można było zauważyć, jak jej ciało napina się. Jakby zaraz gotowa była wstać na równe nogi, jeszcze bardziej podbijając zaangażowanie, jakie czuć było w jej głosie, jakie malowało się na jej twarzy i w jej spojrzeniu. Wszystko to jednak, mimo iż było w zdecydowanym tonie, to brzmiało łagodnie. Może dlatego jakoś powstrzymała się, by nie zerwać się na równe nogi.
- Wiem, że medyczni ninja są potrzebni. Że w szpitalu też każda para rąk jest znacząca, ale jeśli mogłabym prosić, to zdecydowanie lepiej czuję się w terenie. Nie tylko jako medyk, ale przede wszystkim jako realne wsparcie w walce. – powiedziała, nie spuszczając wzroku z Reiko-dono. Był starszy od niej, zdecydowanie przystojny, ale wciąż oficjalnie nie był związany z żadną kobietą, ale parę plotek już chodziło po osadzie. Zwłaszcza, że jego obecność w siedzibie stanowczo się zmniejszyła w stosunku do tego, co było wcześniej. Rzecz jasna to były jedynie plotki, które gdzieś zasłyszała czerwonowłosa, ale być może była w tym jakaś prawda? Trochę ją to ciekawiło, ale w zażyłości z Liderem była w żadnej, więc nawet przez myśl by jej nie przeszło, by o to pytać. Zdecydowanie nie była to jej sprawa. A tu, w tej chwili, istotniejsze było to, że właśnie wyraziła swoją gorącą prośbę co do jej przyszłości. O to, gdzie chciała się znajdować, w czym brać udział. I liczyła, że jej sugestia będzie wzięta pod uwagę w najbliższych misjach. Oczywiście brała pod uwagę to, że może przyjść taki moment, że będzie potrzebna na miejscu, w szpitalu. Nie zamierzała tego negować. Jednak jeśli nie było takiej potrzeby, to zdecydowanie wolała sprawdzać się w terenie.