Spokój w wiosce można było podziwiać z dalekich odległości. Gdyby zapytać przypadkową osobę - zapewne nie wskazałaby jakichś większych problemów, które ją trawią. Niemniej - jeden z mieszkańców miał trudniej. Koya, właściciel dobytku użerał się z jakimiś ludźmi, którzy zamierzali sobie zarobić niezbyt dużym nakładem. Oya nie zamierzała też tracić czasu i udała się do karczmy. Wiatr zwrócił jej uwagę, niemniej - nie było nic, co mogłoby dalej sprawić, że to jest jakiś trop. Ot, zawiało, minęło. Oya stosunkowo szybko znalazła się w dobytku. Był otwarty, ale w środku nie było jeszcze żadnych gości. Jedna starsza kobieta zamiatała salę, inna osoba, za ladą też coś szorowała. Ewidentnie przygotowywali się na otwarcie. Z tyłu, zapewne z jakiejś kuchni unosił się dość przyjemny zapach, jakiś wywar mięsny z intensywnymi ziołami. Na sam zapach ślinka cieknie. Problem był łatwy, wyeliminować bandziora, sprawić, żeby nie nękał biednego właściciela. Na widok kobiety - mężczyzna zza lady skierował swój wzrok na przybyłą Kaminari.
- Dzień dobry! Przepraszam, ale jeszcze zamknięte. Otwieramy dopiero za dwie godziny.
Powiedział dość przyjaznym głosem dając jednocześnie do zrozumienia, że lokal jest zamknięty. Pewnie potraktował Oyę jako klientkę, ale ta miała tutaj inny interes. Opcji było kilka, pozostać jeszcze w ukryciu, nie ujawniać tożsamości i zobaczyć jak knajpa funkcjonuje lub zagrać w otwarte karty i od razu powiedzieć o co chodzi. Każda z opcji zapewne przybliża do finalnego rozwiązania zadania.
Znaleziono 1223 wyniki
- 47 min temu
- Forum: Antai
- Temat: Wioska Kagemure
- Odpowiedzi: 40
- Odsłony: 4295
- wczoraj, o 20:34
- Forum: [S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)
- Temat: Sztab Generalny Kaminari
- Odpowiedzi: 5
- Odsłony: 332
Re: Sztab Generalny Kaminari
Rozmowa z Sandą była dla Anzou ciekawym doświadczeniem. Dwójka znała się dość dobrze i dogadywała się jeszcze lepiej. Chłopak wiedział, że może jej ufać, wiedział też, że może przy niej mówić praktycznie wszystko. Tak też robił, był otwarty i szczery. Nie miał najmniejszego powodu by cokolwiek ukrywać i owijać w bawełnę. On taki nie był, a na pewno nie dla ludzi, za których jest w stanie oddać życie. Tak - Sanda Kaminari to osoba, dla której Niebieskooki jest skłonny się poświęcić.
- Spokojnie, niejednemu Uchiha pokażę co to znaczy prawdziwy Kaminari. Już kiedyś, dawno temu na wojnie napsułem im krwi, chociaż więcej walczyłem z tymi co malują i tworzą te stworki, ale damy radę. Jedyne to ich pierdolony Sharingan i to Genjutsu. Tego się obawiam najbardziej, ale ten trening... chyba też poprawił mój mental.
Białowłosy mówił spokojnie, jakby głęboko wierzył w to, co mówił. Kilka miesięcy spędzonych w górach, ciężki trening, doskonalenie przepływu Chakry, tworzenie specyficznej... jedności z naturą, wielokrotne porażenie prądem. To naprawdę dawka solidnego treningu, może nie w stylu Kagady, ale... na pewno było to wartościowe i dało Władcy Piorunów dodatkowe możliwości, dzięki którym lepiej włada swoim żywiołem, co zamierza wykorzystać w praktyce na polu bitwy.
- Narybek Moshiego. Jak to brzmi, kurwa! Liczę, że będziemy mieć tutaj stado nieszablonowych wojowników, którzy będą rzucać kamieniami czy innymi hełmami we wrogów. Ten to wymyśla wiele rzeczy na raz, faktycznie. Mimo to - w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Myślę, że przez tą nieszablonowość jest właśnie taki niebezpieczny. A Kagada... chyba za punkt honoru wzięła sobie pokonanie Sanbiego. Kto wie, może niedługo wparuje tutaj na jego głowie i zmiażdży Uchiha? Ale to musiałby być epicki widok. Dałbym wszystko, żeby to zobaczyć. Wyobraź sobie, Kagada, używa tej swojej techniki, tej powłoki i wjeżdża na Sanbim w samo centrum walki. Gzik miałby o czym pisać!
Anzou zamknął na chwilę oczy, aby sobie to wyobrazić. Jakie to musiałoby robić wrażenie. Chłopak po chwili wrócił jednak do rzeczywistości i dalej zamierzał kontynuować rozmowy z Sandą.
- Ryuzaku też niejedną wojnę pewnie stoczyli, Uchiha podobnie jak my - przecież my się napierdalamy wszyscy od lat. Ciągle. Stale. Jak nie Mur, to między sobą, jak nie między sobą to znowu z ludźmi zza muru. Ciągle walczymy. A to kształci mocne charaktery. W takich momentach poznaje się prawdziwych wojowników. Dlatego Ty jesteś tutaj, dlatego Ty dowodzisz tymi ludźmi i dlatego Ty poprowadzisz ich do finalnej wygranej. Gzik - wierzę, że pojawi się i zrobi co trzeba. Jest piekielnie silny. A co do Azumy... tak, znam go, chociaż nie widziałem go od dawna... jeszcze gdy nie było wojen pomiędzy nami a Uchiha - wykonałem z nim nawet kilka zleceń, dobrze się z nim dogadywałem... Kurwa, coś podobnego jak z tymi Siostrami Nocy, jeżeli wiesz o co chodzi. Używał Katonu, do tego Sharingan. Pewnie teraz jest zdecydowanie silniejszy, skoro jest Seininem... Oby nie posiadał tego najwyższego poziomu Sharingana. Nie wiem w jaki sposób się to zdobywa, ale to sieje jeszcze większy zamęt chyba niż sama bestia. Niemniej - poradzimy sobie. Jakoś to będzie.
Uchiha Azuma. Władca Piorunów naprawdę nie pamięta ile to czasu minęło od ostatniego spotkania tej dwójki. Kiedyś wykonywali razem misje, poprawiali świat na lepsze, jedli, cieszyli się... czy to wszystko minęło z wiatrem? Czy może gdzieś w sercu dwójki tli się jeszcze jakaś niewidzialna, specyficzna więź... Anzou bardzo nie chciałby stawać w szranki z Azumą. Nie wiedział jak. ten jednak zareaguje na Niebieskookiego. Wiele jest zależności, a do tego te iluzje. Co będzie prawdą? Co fałszem? Wszystko jednak zapewne wyklaruje się w niedalekiej przeszłości. Anzou wypił jeszcze jedną czarkę i na tym zakończył. Nie chciał się męczyć następnego dnia, czuł, jak napój rozgrzewa jego ciało.
- Kto wie, może i się nadaję do prowadzenia ludzi. Na pewno dam z siebie wszystko, nie wymięknę, jak zawsze. Kojarzę to drewno! Teraz już nieco więcej o nich wiem... w zasadzie to bardzo solidny partner, szkoda by było ot tak z nimi... walczyć i zatracić to w imię zajęcia punktu, ale jeżeli nie będzie innego wyjścia - zmieciemy ich z powierzchnii. Wszystko albo nic. Powiedz mi gdzie się mam stawić jutro.
Anzou mówił spokojnie, oczekiwał na dalsze dyspozycje i był gotowy do zastosowania się do tego co powie Sanda. Nie było już wiele czasu, należało działać i to jak najszybciej. Wróg i licho nie śpi. Nie ma możliwości na porażkę. Klan Kaminari musi osiągać swoje cele.
- Spokojnie, niejednemu Uchiha pokażę co to znaczy prawdziwy Kaminari. Już kiedyś, dawno temu na wojnie napsułem im krwi, chociaż więcej walczyłem z tymi co malują i tworzą te stworki, ale damy radę. Jedyne to ich pierdolony Sharingan i to Genjutsu. Tego się obawiam najbardziej, ale ten trening... chyba też poprawił mój mental.
Białowłosy mówił spokojnie, jakby głęboko wierzył w to, co mówił. Kilka miesięcy spędzonych w górach, ciężki trening, doskonalenie przepływu Chakry, tworzenie specyficznej... jedności z naturą, wielokrotne porażenie prądem. To naprawdę dawka solidnego treningu, może nie w stylu Kagady, ale... na pewno było to wartościowe i dało Władcy Piorunów dodatkowe możliwości, dzięki którym lepiej włada swoim żywiołem, co zamierza wykorzystać w praktyce na polu bitwy.
- Narybek Moshiego. Jak to brzmi, kurwa! Liczę, że będziemy mieć tutaj stado nieszablonowych wojowników, którzy będą rzucać kamieniami czy innymi hełmami we wrogów. Ten to wymyśla wiele rzeczy na raz, faktycznie. Mimo to - w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Myślę, że przez tą nieszablonowość jest właśnie taki niebezpieczny. A Kagada... chyba za punkt honoru wzięła sobie pokonanie Sanbiego. Kto wie, może niedługo wparuje tutaj na jego głowie i zmiażdży Uchiha? Ale to musiałby być epicki widok. Dałbym wszystko, żeby to zobaczyć. Wyobraź sobie, Kagada, używa tej swojej techniki, tej powłoki i wjeżdża na Sanbim w samo centrum walki. Gzik miałby o czym pisać!
Anzou zamknął na chwilę oczy, aby sobie to wyobrazić. Jakie to musiałoby robić wrażenie. Chłopak po chwili wrócił jednak do rzeczywistości i dalej zamierzał kontynuować rozmowy z Sandą.
- Ryuzaku też niejedną wojnę pewnie stoczyli, Uchiha podobnie jak my - przecież my się napierdalamy wszyscy od lat. Ciągle. Stale. Jak nie Mur, to między sobą, jak nie między sobą to znowu z ludźmi zza muru. Ciągle walczymy. A to kształci mocne charaktery. W takich momentach poznaje się prawdziwych wojowników. Dlatego Ty jesteś tutaj, dlatego Ty dowodzisz tymi ludźmi i dlatego Ty poprowadzisz ich do finalnej wygranej. Gzik - wierzę, że pojawi się i zrobi co trzeba. Jest piekielnie silny. A co do Azumy... tak, znam go, chociaż nie widziałem go od dawna... jeszcze gdy nie było wojen pomiędzy nami a Uchiha - wykonałem z nim nawet kilka zleceń, dobrze się z nim dogadywałem... Kurwa, coś podobnego jak z tymi Siostrami Nocy, jeżeli wiesz o co chodzi. Używał Katonu, do tego Sharingan. Pewnie teraz jest zdecydowanie silniejszy, skoro jest Seininem... Oby nie posiadał tego najwyższego poziomu Sharingana. Nie wiem w jaki sposób się to zdobywa, ale to sieje jeszcze większy zamęt chyba niż sama bestia. Niemniej - poradzimy sobie. Jakoś to będzie.
Uchiha Azuma. Władca Piorunów naprawdę nie pamięta ile to czasu minęło od ostatniego spotkania tej dwójki. Kiedyś wykonywali razem misje, poprawiali świat na lepsze, jedli, cieszyli się... czy to wszystko minęło z wiatrem? Czy może gdzieś w sercu dwójki tli się jeszcze jakaś niewidzialna, specyficzna więź... Anzou bardzo nie chciałby stawać w szranki z Azumą. Nie wiedział jak. ten jednak zareaguje na Niebieskookiego. Wiele jest zależności, a do tego te iluzje. Co będzie prawdą? Co fałszem? Wszystko jednak zapewne wyklaruje się w niedalekiej przeszłości. Anzou wypił jeszcze jedną czarkę i na tym zakończył. Nie chciał się męczyć następnego dnia, czuł, jak napój rozgrzewa jego ciało.
- Kto wie, może i się nadaję do prowadzenia ludzi. Na pewno dam z siebie wszystko, nie wymięknę, jak zawsze. Kojarzę to drewno! Teraz już nieco więcej o nich wiem... w zasadzie to bardzo solidny partner, szkoda by było ot tak z nimi... walczyć i zatracić to w imię zajęcia punktu, ale jeżeli nie będzie innego wyjścia - zmieciemy ich z powierzchnii. Wszystko albo nic. Powiedz mi gdzie się mam stawić jutro.
Anzou mówił spokojnie, oczekiwał na dalsze dyspozycje i był gotowy do zastosowania się do tego co powie Sanda. Nie było już wiele czasu, należało działać i to jak najszybciej. Wróg i licho nie śpi. Nie ma możliwości na porażkę. Klan Kaminari musi osiągać swoje cele.
- 21 mar 2026, o 09:48
- Forum: [S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)
- Temat: Sztab Generalny Kaminari
- Odpowiedzi: 5
- Odsłony: 332
Re: Sztab Generalny Kaminari
Chwila rozmowy. Czasami tak niewiele potrzeba, aby nieco się rozluźnić i pomimo sytuacji, w jakiej się znajduje - zyskać nieco normalności, zaspokojenia jakichś potrzeb związanych z przebywaniem z innymi ludźmi. Anzou znał Sandę stosunkowo dobrze. Owszem, może nie była to przyjaźń, ale wiedział, że może jej ufać, zarówno pod kątem umiejętności jako Kunoichi jak i tak po prostu - po ludzku. Anzou również się śmiał widząc reakcję Sandy na to co mówi. Z jej perspektywy zapewne tak to wyglądało, Anzou spotkał dziadka i ruszył za nim w długą. To jest zabawne.
- Wiem jak to brzmi! Tak właśnie wyszło, przez tego dziaduszka przepadłem na pół roku, na szczęście nie wróciłem z pustymi rękami, myślę, że te miecze mi uratowały dupsko. Serio, w przeciwnym razie, pewnie skończyłoby się jakąś solidną karą... Oko chciałem załatwić teraz, ale nie ma już takiej potrzeby.
Władca Piorunów zaczął już się do tego przyzwyczajać. Nie rozpamiętywał tego, kluczem było pójść do przodu, zrobić kolejny krok, ruszyć dalej z wyciągniętymi wnioskami. Nie można polegać na trwałości i robić ciągle tego samego. Trzeba iść, przeć, być jak ten Kaminari!
- Ja nie widziałem nikogo. Moshi pewnie szkoli kolejne pokolenie, oby nie takich młotków! A Yai... pewnie ma teraz urwanie głowy. Domyślam, się, że odpowiada za wiele ruchów, które dzieją się gdzieś w tle. Zaku pewnie też dba o Kujanari. A co... z Kagadą? Jej też nigdzie tutaj nie widziałem.
Anzou napił się nieco sake z jednej z czarek, nie lubił pić, ale czasami zwyczajnie robił to dla towarzystwa. Warunek był prosty - być wśród dobrych ludzi - wtedy można się napić. Inaczej konsekwencje, czyli to, co dzieje się po alkoholu, ten ból głowy, susza... nie jest tego warte. Anzou słysząc o tych mieczach miał ochotę ponownie się roześmiać.
- Kurwa, Sanda! Nie wiem na chuj mi te miecze. Przecież ja nie mam pojęcia jak ich użyć. Nawet ich tu nie przyniosłem, zostały w stolicy. Może jak wojna się skończy, jak pokonamy Uchiha zacznę się uczyć ich używać, bo to na pewno coś, co doda nieco kolorytu do stylu mojej walki. Czasami używanie Rantonu jest nudne. Wpaść w taki wir... pójść na całość, może nie tak głupio i wszystkim co popadnie jak Moshi - to też jest fajne. A Chino... faktycznie, chyba kogoś ma. Znaczy nie chyba - na pewno, jasno mi to zakomunikowała, nie mam pojęcia kto to, ale powiedziała, że mnie nie lubi. W sumie... cieszę się, że jest szczęśliwa. Bardzo się cieszę, że ma już też oko i sprawną nogę. Teraz mogę w pełni skupić się na wojnie i udowodnieniu tego, że jestem pożyteczny dla klanu.
Anzou naprawdę się cieszył, że Chino jest względnie zaopiekowana, że ma kogoś, kto przy niej jest. Pewnie w innym świecie, gdzieś w innych okolicznościach byłby to Białowłosy, ale los potoczył się inaczej. Czy to dobrze? Raczej tego już się nie dowie. To była też lekcja dla niego. On nigdy nie oczekiwał od Chino nic. Ona chyba jednak myślała inaczej, oczywiście mowa tutaj o sprawach poza oczami i czy nogą. Sanda wtedy przeszła do opowiadania o sobie, o tym, jak ona spędziła ostatnio swój czas.
- Gzik to Gzik. Po prostu, nieobliczalny, nieszablonowy. To świetny wojownik. Tak mi się wydaję, że to klejnot wśród Kaminari. Najważniejsze jednak jest to, że Ci się podoba i się w tym odnajdujesz. Potrafisz przemówić do serca człowieka, zmotywować go. Tak jak Kagada. Twardo i do przodu i jedziemy z Uchiha. Widać, że trenowałaś, na pewno jesteś dużo silniejsza!
Sanda to uczennica Kagady, bestii z Atarashi, która... niewiadomo gdzie jest. Może gdzieś potajemnie walczy teraz z Bestią, może próbuje przekonać ją do wsparcia Kaminari z Uchiha. Ale to byłby zwrot akcji! Sanda wskazała mapę palcem i przeszła do opowiadania sytuacji. Zrobiło się nieco poważniej, Anzou skupił się na tym, co mówi jego rozmówczyni.
- Oczywiście, Sanda. Nie oczekuję żadnej faworyzacji. Jestem tutaj po to, aby zdobywać punkty, robić różnicę, a przynajmniej... próbować. Nic innego mnie nie interesuje. Chętnie porozmawiam z tym Sungoku. Nie lubię dowodzić ludźmi, kurwa to jest takie ciężkie, ogromna odpowiedzialność, ale dam z siebie wszystko. Tartak wygląda dobrze. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jego istotę jako punkt logistyczny. Dobry pomysł. Nigdy nie słyszałem o tym rodzie. Jakie mają do nas nastawienie? Wiemy coś? Skoro z nami handlują, to może nie są aż tacy sceptyczni... Znaleźli się nieco pomiędzy młotem, a kowadłem. Konflikt interesu, czy jak to tam mówią. Najlepiej byłoby ich przekonać do pokojowego rozwiązania, a w razie potrzeby... no cóż, użyć siły i minimalnym nakładem zdobyć tartak. Innej opcji nie widzę. Chętnie wysłucham szczegółów planu i ruszę jak najszybciej. Nie możemy tracić czasu.
Władca Piorunów czuł, że na jego barki spadnie niedługo odpowiedzialność. Nie tylko za zdobycie tartaku, ale również za ludzi, których dostanie pod siebie. Wraz z jednym z weteranów będzie miał zadanie, które brzmi łatwo, zdobyć teren. Niemniej - wiele czynników może sprawę skomplikować. Przecież... Uchiha mogą już tam być. Mogą tam iść. Przedstawienie pora zacząć.
- Wiem jak to brzmi! Tak właśnie wyszło, przez tego dziaduszka przepadłem na pół roku, na szczęście nie wróciłem z pustymi rękami, myślę, że te miecze mi uratowały dupsko. Serio, w przeciwnym razie, pewnie skończyłoby się jakąś solidną karą... Oko chciałem załatwić teraz, ale nie ma już takiej potrzeby.
Władca Piorunów zaczął już się do tego przyzwyczajać. Nie rozpamiętywał tego, kluczem było pójść do przodu, zrobić kolejny krok, ruszyć dalej z wyciągniętymi wnioskami. Nie można polegać na trwałości i robić ciągle tego samego. Trzeba iść, przeć, być jak ten Kaminari!
- Ja nie widziałem nikogo. Moshi pewnie szkoli kolejne pokolenie, oby nie takich młotków! A Yai... pewnie ma teraz urwanie głowy. Domyślam, się, że odpowiada za wiele ruchów, które dzieją się gdzieś w tle. Zaku pewnie też dba o Kujanari. A co... z Kagadą? Jej też nigdzie tutaj nie widziałem.
Anzou napił się nieco sake z jednej z czarek, nie lubił pić, ale czasami zwyczajnie robił to dla towarzystwa. Warunek był prosty - być wśród dobrych ludzi - wtedy można się napić. Inaczej konsekwencje, czyli to, co dzieje się po alkoholu, ten ból głowy, susza... nie jest tego warte. Anzou słysząc o tych mieczach miał ochotę ponownie się roześmiać.
- Kurwa, Sanda! Nie wiem na chuj mi te miecze. Przecież ja nie mam pojęcia jak ich użyć. Nawet ich tu nie przyniosłem, zostały w stolicy. Może jak wojna się skończy, jak pokonamy Uchiha zacznę się uczyć ich używać, bo to na pewno coś, co doda nieco kolorytu do stylu mojej walki. Czasami używanie Rantonu jest nudne. Wpaść w taki wir... pójść na całość, może nie tak głupio i wszystkim co popadnie jak Moshi - to też jest fajne. A Chino... faktycznie, chyba kogoś ma. Znaczy nie chyba - na pewno, jasno mi to zakomunikowała, nie mam pojęcia kto to, ale powiedziała, że mnie nie lubi. W sumie... cieszę się, że jest szczęśliwa. Bardzo się cieszę, że ma już też oko i sprawną nogę. Teraz mogę w pełni skupić się na wojnie i udowodnieniu tego, że jestem pożyteczny dla klanu.
Anzou naprawdę się cieszył, że Chino jest względnie zaopiekowana, że ma kogoś, kto przy niej jest. Pewnie w innym świecie, gdzieś w innych okolicznościach byłby to Białowłosy, ale los potoczył się inaczej. Czy to dobrze? Raczej tego już się nie dowie. To była też lekcja dla niego. On nigdy nie oczekiwał od Chino nic. Ona chyba jednak myślała inaczej, oczywiście mowa tutaj o sprawach poza oczami i czy nogą. Sanda wtedy przeszła do opowiadania o sobie, o tym, jak ona spędziła ostatnio swój czas.
- Gzik to Gzik. Po prostu, nieobliczalny, nieszablonowy. To świetny wojownik. Tak mi się wydaję, że to klejnot wśród Kaminari. Najważniejsze jednak jest to, że Ci się podoba i się w tym odnajdujesz. Potrafisz przemówić do serca człowieka, zmotywować go. Tak jak Kagada. Twardo i do przodu i jedziemy z Uchiha. Widać, że trenowałaś, na pewno jesteś dużo silniejsza!
Sanda to uczennica Kagady, bestii z Atarashi, która... niewiadomo gdzie jest. Może gdzieś potajemnie walczy teraz z Bestią, może próbuje przekonać ją do wsparcia Kaminari z Uchiha. Ale to byłby zwrot akcji! Sanda wskazała mapę palcem i przeszła do opowiadania sytuacji. Zrobiło się nieco poważniej, Anzou skupił się na tym, co mówi jego rozmówczyni.
- Oczywiście, Sanda. Nie oczekuję żadnej faworyzacji. Jestem tutaj po to, aby zdobywać punkty, robić różnicę, a przynajmniej... próbować. Nic innego mnie nie interesuje. Chętnie porozmawiam z tym Sungoku. Nie lubię dowodzić ludźmi, kurwa to jest takie ciężkie, ogromna odpowiedzialność, ale dam z siebie wszystko. Tartak wygląda dobrze. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jego istotę jako punkt logistyczny. Dobry pomysł. Nigdy nie słyszałem o tym rodzie. Jakie mają do nas nastawienie? Wiemy coś? Skoro z nami handlują, to może nie są aż tacy sceptyczni... Znaleźli się nieco pomiędzy młotem, a kowadłem. Konflikt interesu, czy jak to tam mówią. Najlepiej byłoby ich przekonać do pokojowego rozwiązania, a w razie potrzeby... no cóż, użyć siły i minimalnym nakładem zdobyć tartak. Innej opcji nie widzę. Chętnie wysłucham szczegółów planu i ruszę jak najszybciej. Nie możemy tracić czasu.
Władca Piorunów czuł, że na jego barki spadnie niedługo odpowiedzialność. Nie tylko za zdobycie tartaku, ale również za ludzi, których dostanie pod siebie. Wraz z jednym z weteranów będzie miał zadanie, które brzmi łatwo, zdobyć teren. Niemniej - wiele czynników może sprawę skomplikować. Przecież... Uchiha mogą już tam być. Mogą tam iść. Przedstawienie pora zacząć.
- 20 mar 2026, o 13:10
- Forum: Antai
- Temat: Wioska Kagemure
- Odpowiedzi: 40
- Odsłony: 4295
Re: Wioska Kagemure
Oya nie była zbyt rozmowna i nie miała też chyba więcej pytań do samego człowieka, który przekazał jej zlecenie. Bez marnowania większej ilości czasu - ruszyła przed siebie. Sama podróż nie należała do skomplikowanych. Nie była też bardzo daleka, Oya sprawnie i bez komplikacji przebyła trasę i po upływie adekwatnego czasu i zastosowaniu się do przerw - znalazła się na miejscu, nawet odwiedziła karczmę, w której miała ostatnio przyjemność bytować. Znała tą wioskę. Była tutaj, nawet za sprawą ostatniego zlecenia toczyła pierwsze potyczki, w których musiała balansować na granicy życia i śmierci. Sama wioska też dopiero budziła się do życia, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie. Na zewnątrz nie było wielu ludzi, a Ci, którzy pełzali po dworze - raczej spieszyli się do wykonywania swoich zadań. Nic nie zapowiadało się na to, że będzie padał deszcz, pogoda typowo letnia, słońce otaczało ludzi, choć ze względu na porę nie było też tak intensywne. Nikt jej nie zaczepiał, nikt nie skanował jej wzrokiem. Raczej była tutaj jednostką, która raczej dopiero buduje swoją reputację. Być może dzięki pomocy w lokalnej karczmie - uda się jej nieco rozepchać łokciami. Karczmę należy znaleźć, zarówno i Koye, który jest właścicielem dobytku. Takowe punkty znajdują się raczej w centralnych punktach wioski. Gdy Oya stała w wiosce poczuła nagle jakiś wiatr, silniejszy podmuch, który po chwili ustał. Był jednak na tyle intensywny, że delikatnie ją poruszył
- 20 mar 2026, o 11:46
- Forum: Piszemy o wszystkim!
- Temat: Shinobi Zbijak - Mecz
- Odpowiedzi: 129
- Odsłony: 8659
Re: Shinobi Zbijak - Mecz
Anzou widział piłeczki, miał lasery, brakowało dragów. Cel był prosty, spróbować podbić piłeczkę bum, a następnie skierować ją wzium w najbliższego rywala. Ot tak se. Najlepiej w Ariego jakby dało radę ale pewnie nie da
- 18 mar 2026, o 20:19
- Forum: Raigeki (Osada Rodu Kaminari)
- Temat: Główna brama
- Odpowiedzi: 70
- Odsłony: 16578
Re: Główna brama
Sojusz klanu Kaminari z Pawiem został nawiązany stosunkowo niedawno. To nowe porozumienie, które jest pewnego rodzaju punktem przełomowym, bowiem to klan zza Muru, a finalnie udało się im dogadać z klanem, z którym toczyli potyczki od stosunkowo długiego czasu. Teraz jednak wróg też nabrał na sile - klan Uchiha nie próżnował, rozwijał się i pozyskał zapewne też odpowiednie wsparcie. Mężczyzna odetchnął z ulgą słysząc potwierdzenie ze strony swojej rozmówczyni. Przetarł się nadgarskiem po czole, zerknął na świstek, przeczytał szybko wzrokiem i spojrzał ponownie na Oye.
- Cieszę się. Ostatnio wykonywałaś zlecenie w Wiosce Kagemure. Zdaje się, że dalej są tam pewnego rodzaju problemy. Jeden z mieszkańców o imieniu... Koya ma problemy z lokalnymi bandziorami. Wiesz jak jest... wojna sprawia, że ludzie chwytają się różnych rzeczy, Koya niedawno otworzył tam swój interes, w którym zwyczajnie można się napić, zjeść, typowa knajpa. Ponoć jakaś grupa nachodzi go i domaga się płacenia daniny na rzecz ochrony. Ten stale odmawia, ale ostatnio uprowadzili jego syna, pobili i zwrócili pobitego do ojca. Skierował się do nas o pomoc. Tak w skrócie. Masz, tutaj jest więcej szczegółów.
Mężczyzna wręczył Ci list, w którym było nieco więcej informacji na temat zlecenia, które właśnie masz wykonać. Obserwował uważnie Twoje ruchy, nie odchodził jednak, czekał chyba na potencjalne pytania.
Treść listu:
- Cieszę się. Ostatnio wykonywałaś zlecenie w Wiosce Kagemure. Zdaje się, że dalej są tam pewnego rodzaju problemy. Jeden z mieszkańców o imieniu... Koya ma problemy z lokalnymi bandziorami. Wiesz jak jest... wojna sprawia, że ludzie chwytają się różnych rzeczy, Koya niedawno otworzył tam swój interes, w którym zwyczajnie można się napić, zjeść, typowa knajpa. Ponoć jakaś grupa nachodzi go i domaga się płacenia daniny na rzecz ochrony. Ten stale odmawia, ale ostatnio uprowadzili jego syna, pobili i zwrócili pobitego do ojca. Skierował się do nas o pomoc. Tak w skrócie. Masz, tutaj jest więcej szczegółów.
Mężczyzna wręczył Ci list, w którym było nieco więcej informacji na temat zlecenia, które właśnie masz wykonać. Obserwował uważnie Twoje ruchy, nie odchodził jednak, czekał chyba na potencjalne pytania.
Treść listu:
Oya Kaminari,
Zostałaś oddelegowana do wykonania zadania w wiosce Kagemure. Przedsiębiorca Koya prowadzi tam interes, który zakłócają jacyś lokalni bandyci. Ze względu na nowy front nie możemy sobie pozwolić na takie sytuacje, musimy być w stu procentach pewni, że bezpieczeństwo mieszkańców wewnątrz, tych, którzy nie są przy froncie jest również zabezpieczone. Udaj się do wioski, zlokalizuj i wyeliminuj zagrożenie.
Ku chwale klanu.
Zostałaś oddelegowana do wykonania zadania w wiosce Kagemure. Przedsiębiorca Koya prowadzi tam interes, który zakłócają jacyś lokalni bandyci. Ze względu na nowy front nie możemy sobie pozwolić na takie sytuacje, musimy być w stu procentach pewni, że bezpieczeństwo mieszkańców wewnątrz, tych, którzy nie są przy froncie jest również zabezpieczone. Udaj się do wioski, zlokalizuj i wyeliminuj zagrożenie.
Ku chwale klanu.
- 18 mar 2026, o 18:31
- Forum: [S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)
- Temat: Sztab Generalny Kaminari
- Odpowiedzi: 5
- Odsłony: 332
Re: Sztab Generalny Kaminari
Wojna. Z jednej strony Anzou tak bardzo nie lubił konfliktów zbrojnych, nie lubił walczyć, mordować przeciwników, ale z drugiej strony... to była jedna z niewielu rzeczy, które faktycznie jakoś mu w życiu wychodziły. Walka. To właśnie robił od lat. Początkowo jego zadania nie były bardzo skomplikowane, ale z wiekiem, doświadczeniem i mocą - stawał się silniejszy. Młody Kaminari był zaangażowany praktycznie w każdy konflikt, w którym uczestniczył jego klan. Pomagał tak jak mógł. Wierzył, że jego działania, jego trud i poświęcenie finalnie przyczynią się do lepszego bytu zwykłych ludzi. Tak w zasadzie poniekąd się działo. Ostatnie tygodnie spędził na krwawych bojach z klanem Pawia, które później zaowocowały sojuszem, dzięki czemu ludność, zwłaszcza w okolicach osady Kujanari odetchnęła z ulgą i cieszyła się spokojem. To było coś, co motywowało Białowłosego. Teraz jednak nie można było osiąść na laurach. Kolejny konflikt pojawił się na horyzoncie. Przeciwnik... raczej ten znany, ponieważ należy do klanu Uchiha. Klanu, z którym Anzou łączył kiedyś nadzieję, ale chyba tam na górze, na najwyższym poziomie nadal nie mogą dojść do porozumienia. Żyją jakąś przeszłością... a wojna, każde kolejne starcie - tylko to napędza. Chłopak nie miał nic innego jak tylko ruszyć zgodnie z rozkazem swojej przywódczyni. Po prostu ruszyć w bój, robić to, co potrafi, najlepiej jak tylko potrafi. Nie był już niewolnikiem dostarczania fantów dla Chino. Nie był dumny, że to nie on wszystko załatwił, a jego miecze nie spełniły oczekiwań, ale jedyne co mógł to pokazać, że jest coś wart i robić różnicę na polu bitwy. Niebieskooki spędził pewien czas w domu, z rodziną, najbliższymi, dzięki czemu na chwilę zapomniał o tym, jaki świat jest. Dało mu to pewnego rodzaju ulgę, przestrzeń, coś, dzięki czemu mógł poczuć jakąś namiastkę normalności. Jednak... taki spokój nie trwa wiecznie. Władca Piorunów ruszył zgodnie z instrukcjami do siedziby sztabu generalnego klanu, aby wykonywać zlecenia i rozkazy. Ubrany był stosunkowo dobrze, dobrał odpowiedni strój, czysty, funkcjonalny i pasujący w pełni do pory roku. Maszerował dwa dni. Z daleka dało się dostrzec, że organizacja stoi na najwyższym poziomie, pewnie Yai dołożył do tego swoje trzy grosze. Po wylegitymowaniu się Kaminari znalazł się w obozie, ruszył, a raczej został doprowadzony do namiotu, w którym spotkał Sande. Wnętrze również było całkiem dobrze zorganizowane, mapy, stoliki, wszystko, co potrzebne, aby planować i reagować na to, co dzieje się na polu bitwy. Władca Piorunów był pod wrażeniem, ucieszył się też i uśmiechnął, gdy zauważył Sandę. Ta wyglądała nieco poważniej, chyba też nie próżnowała i ostro trenowała w ostatnim czasie. Gdy ta tylko krzyknęła Anzou uśmiechnął się jeszcze bardziej. To było to. Tego mu brakowało. Anzou jakby... widział w niej Kagadę? Anzou z trudem powstrzymał śmiech, ale nie pokazywał tego, nie chciał podważać w żaden sposób autorytetu, który posiadała Sanda. Też była weteranką, też przeżyła niejedną bitwę, też dawała z siebie wszystko. Była Kaminari z krwi i kości. Człowiekiem, który poprowadzi armię do sukcesu. Anzou uważnie jej wysłuchał, minęło sporo, więc zapewne mają sobie trochę do wyjaśnienia.
- Dobre przygotowanie to podstawa, wiadomo, że walka wychodzi nam lepiej, ale ktoś musi wykonać tą robotę.
Powiedział Anzou z uśmiechem na twarzy. Stał wyprostowany i patrzył się na swoją rozmówczynię.
- Dobrze Ciebie widzieć, Sanda. Nie będę ściemniać - stęskniłem się. Brakowało mi... tego czegoś w ostatnim czasie. Co porabiałem... kurwa, po opuszczeniu samej osady Kujanari ruszyłem w droge, ale spotkałem jakiegoś dziwnego dziaduszka. Mówił, że może mnie nauczyć tego, jak lepiej władać Rantonem. Ruszyłem z nim i trenowałem, w tym samym czasie znalazłem też miecze, takie, które reagują na Raiton, po naładowaniu energią Raitonu tną wszystko jak pojebane. Problem w tym, że... Chino ich nie chciała. Zaniosłem jej te miecze, ale pozostałe fanty, czyli oko i nogę... już miała. Nie była zadowolona, tak jak mówisz. Chciałem ruszyć od razu po to oko, ale te miecze, ten dziadek... to się przeciągnęło, nie wiedziałem, że potrwa to aż tyle czasu. Stąd jestem tutaj. Miałem się stawić i robić to, co potrafię. Walczyć dla klanu.
Anzou mówił pewnie, stale gestykulował, aby podkreślić swój komunikat.
- A Ty? Też nie próżnowałaś. Widzę! Co robiłaś? I gdzie uderzamy?
- Dobre przygotowanie to podstawa, wiadomo, że walka wychodzi nam lepiej, ale ktoś musi wykonać tą robotę.
Powiedział Anzou z uśmiechem na twarzy. Stał wyprostowany i patrzył się na swoją rozmówczynię.
- Dobrze Ciebie widzieć, Sanda. Nie będę ściemniać - stęskniłem się. Brakowało mi... tego czegoś w ostatnim czasie. Co porabiałem... kurwa, po opuszczeniu samej osady Kujanari ruszyłem w droge, ale spotkałem jakiegoś dziwnego dziaduszka. Mówił, że może mnie nauczyć tego, jak lepiej władać Rantonem. Ruszyłem z nim i trenowałem, w tym samym czasie znalazłem też miecze, takie, które reagują na Raiton, po naładowaniu energią Raitonu tną wszystko jak pojebane. Problem w tym, że... Chino ich nie chciała. Zaniosłem jej te miecze, ale pozostałe fanty, czyli oko i nogę... już miała. Nie była zadowolona, tak jak mówisz. Chciałem ruszyć od razu po to oko, ale te miecze, ten dziadek... to się przeciągnęło, nie wiedziałem, że potrwa to aż tyle czasu. Stąd jestem tutaj. Miałem się stawić i robić to, co potrafię. Walczyć dla klanu.
Anzou mówił pewnie, stale gestykulował, aby podkreślić swój komunikat.
- A Ty? Też nie próżnowałaś. Widzę! Co robiłaś? I gdzie uderzamy?
- 17 mar 2026, o 21:29
- Forum: Raigeki (Osada Rodu Kaminari)
- Temat: Główna brama
- Odpowiedzi: 70
- Odsłony: 16578
Re: Główna brama
Klan Kaminari nie miał lekko. Powiedzieć coś takiego zapewne rozśmieszyłoby wiele osób. Od lat klan toczy zażarte wojny, które często prowadzą do cierpienia ludzi. Nie inaczej było ostatnio - klan toczył wiele potyczek, zarówno z Uchiha jak i szeroko pojętymi Dzikimi, w tym klanem Pawia, z którym ostatnio został zawarty sojusz. Oya Kaminari to jedna z wojowniczek, która też w ostatnim czasie dołożyła cegiełkę do budowania pozycji klanu - wykonywała misje, a ostatnie dni spędziła na treningach, aby stać się jeszcze silniejszą jednostką. W ten letni dzień błądziła gdzieś po osadzie po odbytym treningu, a tak się złożyło, że ktoś jej szukał. Od jakiegoś czasu jeden z wysłanników z siedziby klanu poszukiwał dziewczyny. Zwykły, raczej niewyróżniający się niczym szczególnym. Przeciętniak, ktoś, kto jest głównie po to, aby dostarczyć to co trzeba odpowiedniej osobie. Mężczyzna dostrzegł w oddali charakterystyczną postać, a w zasadzie jej włosy. Czyżby Oya zamierzała opuścić osadę i stolicę klanu? Nic z tych rzeczy! Mężczyzna prędko dotarł do kobiety.
- Oya Kaminari, prawda? Dobrze poznaję?
Zapytał dość niskim głosem, który nieco nie pasował do postury człowieka. Nie był jakimś potężnym mężczyzną, ale jego głos miał w sobie coś z golema. To było nieco niespójne. Mężczyzna oczekiwał odpowiedzi, jakiegoś potwierdzenia. Trzymał w ręce jakiś świstek, chciał się upewnić, że rozmawia z odpowiednią osobą.
- Oya Kaminari, prawda? Dobrze poznaję?
Zapytał dość niskim głosem, który nieco nie pasował do postury człowieka. Nie był jakimś potężnym mężczyzną, ale jego głos miał w sobie coś z golema. To było nieco niespójne. Mężczyzna oczekiwał odpowiedzi, jakiegoś potwierdzenia. Trzymał w ręce jakiś świstek, chciał się upewnić, że rozmawia z odpowiednią osobą.
- 17 mar 2026, o 21:27
- Forum: Piszemy o wszystkim!
- Temat: Shinobi Zbijak - Mecz
- Odpowiedzi: 129
- Odsłony: 8659
Re: Shinobi Zbijak - Mecz
Anzou wybudził się i czym prędzej próbował odnaleźć się w sytuacji. Cel: ogarnąć gdzie są piłki, jak będzie jakaś w niego lecieć - odbić ją wiązką, którą wytworzy w najbliższy cel. Kiwka kiwka.
- 15 mar 2026, o 14:23
- Forum: Misje i Fabuły
- Temat: Zgłoszenia po misje
- Odpowiedzi: 424
- Odsłony: 185169
Re: Zgłoszenia po misje
biere, chwala klanowi Kaminari, daj znaka na discord jak juz bedzie wszystko gotowe
- 13 mar 2026, o 17:49
- Forum: Domy mieszkalne
- Temat: Dom rodzinny Anzou
- Odpowiedzi: 48
- Odsłony: 8714
Re: Dom rodzinny Anzou
Anzou po gorzkiej rozmowie w siedzibie klanu przyszedł do swojego domu. To było miejsce, które od dawna stanowiło dla niego bezpieczną przystań, nawet jeżeli bywał tutaj rzadko, jeżeli nie miał możliwości spędzać tutaj tak dużo czasu jakby sobie życzył... Mimo to, zanim ruszy na wojnę chciał się pożegnać ze swoimi najbliższymi - w tym siostrą. Do tego do momentu opanowania na odpowiednim poziomie sztuki walki mieczem - Kaminari w ogóle nie potrzebuje ich przy sobie. Spędził wiele czasu, dokonał wiele trudu, aby je zdobyć, a utrata na froncie takiego cudu kowalstwa byłaby problematyczna. I przykra. Niebieskooki schował fanty dość precyzyjnie, następnie udał się do łaźni, aby ogarnąć, odświeżyć. Na wojnie musi się prezentować nienagannie. Teraz, gdy Chino odzyskała oko i nogę kompas jego priorytetów diametralnie się zmienił. Kobieta też miała kogoś, co chyba finalnie jest... dobre - dla niej jak i dla klanu. Anzou może stracił szansę na jakąś bliską relację, ale w końcu spadł też z niego ciężar dostarczenia tego za wszelką cenę. Teraz miał właśnie jeden cel, który był prosty. Iść na wojnę. Walczyć dla klanu. Do końca, do śmierci. Był gotowy na to, co przyniesie mu los.
- 13 mar 2026, o 17:40
- Forum: Raigeki (Osada Rodu Kaminari)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 203
- Odsłony: 39000
Re: Siedziba władzy
Anzou wszedł do środka i rozpoczął rozmowę z przywódczynią klanu. Gołym okiem było widać, że ona jakby odżyła, że rozpromieniała, jakby coś tchnęło w nią dodatkową energię. Władca Piorunów wiedział, a przynajmniej tak czuł, że ona nie będzie zadowolona z tego, że znowu dużo czasu go nie było, a co gorsza, że w trakcie tego czasu nie załatwił tego, co od niego oczekiwano. W zasadzie - Białowłosy chyba niewiele myślał w tej materii. To było jedno z zadań, które ciągnęło się za nim, jak jakiś glut, cholernie też mu to uwłaczało. Chino wysłuchała jego wywodu, ale chyba niewiele sobie z tego robiła. Jej zachowanie było inne.
- Nie olałem. W żadnym wypadku.
Władca Piorunów czuł zawód w głosie swojej rozmówczyni. Czuł, że ponownie pokładała w nim nadzieje, że czekała, aż Kaminai przyniesie jej te trzy rzeczy. Ten jednak ponownie nie dowiózł. To było bolesne, ale przecież w ostatnim czasie Niebieskooki też nie próżnował. Sama też praktycznie w ogóle nie zareagowała na miecze, które dostarczył Anzou. Jakby to nie było nic. Dalej Chino opowiedziała nieco więcej, otworzyła się, poruszyła tematy i jakby... zrzucała z siebie pewnego rodzaju ciężar. Anzou uważnie jej słuchał, próbował wyłapać każdy niuans tej rozmowy. Chłopak czuł, że musi się tłumaczyć. Nawet jeżeli tylko winny się tłumaczy... on musiał to zrobić. Czuł się winny.
- Pół roku to dużo czasu, masz rację. Za dużo straciłem na poszukiwanie tych mieczy. Wyprawa do Ayatsuri pewnie pochłonęłąby jeszcze więcej. Atrapę pies trącał, ale te miecze... reagują na Raiton, wtedy są w stanie przeciąć praktycznie wszystko.
Anzou lekko chciał podkreślić, że to co przyniósł to nie jest jakiś zwykły miecz. Dalej jednak utrzymywał kontakt wzrokowy z Chino, która kontynuowała swoją ofensywę i dopiero się chyba rozkręcała. Nie była jednak w tym wszystkim chamska, zachowywała się zupełnie przyzwoicie, ale... Kaminari dalej czuł, że jest zawiedziona. A gdy usłyszał o oku... Jego ciało delikatnie zmiękło. Gzik załatwił oko. W trzy tygodnie. Gdzie Niebieskooki nie zrobił tego przez tak wiele czasu.
- Gzik... czyli to załatwił... z jednej strony się ciesze, z drugiej... to chciałem być ja. Mimo wszystko, to on jest Seininem i potrafi się teleportować...
Białowłosy mówił trochę ciszej, jakby sam do siebie, słowa ciężko przechodziły mu przez gardło. Nie czuł się komfortowo, a gdy usłyszał o tym, że Chino odzyskała nogę... I do tego od Sióstr Nocy... To poczuł ponowny cios. Nie fizyczny, ale psychiczny. Nie był zadowolony. Zacisnął nawet swoją pięść, lekko przygryzł wargę. Spojrzał na Chino.
- I protezę... kurwa, jest mi z tym źle, ale cieszę się, cieszę się, że odzyskałaś to, co straciłaś, co straciłaś przeze mnie. Przepraszam, że nie dostałaś tego wszystkiego z moich rąk.
Anzou patrzył już nie na swoją rozmówczynię, ale gdzieś dalej, jego wzrok był pusty, a nagle Kaminari został jakby pozbawiony energii, motywacji. Nie stracił sensu swojego życia, ale raczej możliwości, aby spłacić swój dług wdzięczności wobec Chino, która nadstawiła swoje życie by go ratować. Mimo wszystko, dobrze, że tak się sprawy potoczyły. Shirei-kan klanu Kaminari zyskała ogromną moc. To duża wartość dodana. Dalej Anzou mógł już tylko słuchać jak to nie zawiódł swojej liderki. Anzou wcale nie szlajał się po świecie, był też na wojnie, przez co nie mógł dowieźć zadania. Miał też jakieś swoje powody, ale tłumaczenia chyba tutaj nie mają sensu. Zwłaszcza, że Chino nawet nie chce mieczy. Kaminari dostał też instrukcje, zgłosić się do Jina, czyli do Gzika, elitarnej jednostki klanu i brać udział w wojnie. To przynajmniej Władcy Piorunów wychodziło.
- To szlajanie po świecie też nie zawsze jest dla przyjemności, przecież wiesz. Stoczyłem niejedną bitwę, niejedną wojnę, po to, aby klan miał... lepiej. Mam swoje braki, mam swoje wady, doskonale to wiem. Dlatego też chcę być silniejszy, żeby móc chronić tych, na których mi zależy - Ciebie, klan, swoją rodzinę, siostrę. Zgłoszę się do Jina i rusze na wojnę. Tylko tyle mi pozostało. Rozumiem Twój żal, sam też jestem zły, że nie udało mi się dostarczyć tego wszystkiego. Przepraszam. Po prostu przepraszam. I życzę Ci wszystkiego dobrego, na Twojej nowej drodze. Wierzę, że będziesz szczęśliwa. A ja... zajmę się tym, co mi faktycznie wychodzi. Walka dla klanu. Tylko co do tych mieczy... przecież ja nawet nie wiem jak ich używać... Zostawię je u siebie w domu, na razie, może kiedyś zmienisz zdanie. Albo ja się nauczę ich sensownie używać. Od dziś - nie będę stanowić dla Ciebie żadnego problemu. Dziękuję za wszystko i przepraszam za wszystko, Chino.
Anzou mówił powoli, z lekkim smutkiem w głosie. Nie czuł się komfortowo, ale przynajmniej chciał jakoś to wszystko wyjaśnić z Chino. Zabrał te wszystkie miecze, które miał. Nie było nic innego jak ruszyć na wojnę. Zebrać odpowiedni ekwipunek, dozbroić się i zwyczajnie ruszyć na front. Klan wzywa. Kaminari pożegnał się ukłonem i opuścił siedzibę.
z.t
- Nie olałem. W żadnym wypadku.
Władca Piorunów czuł zawód w głosie swojej rozmówczyni. Czuł, że ponownie pokładała w nim nadzieje, że czekała, aż Kaminai przyniesie jej te trzy rzeczy. Ten jednak ponownie nie dowiózł. To było bolesne, ale przecież w ostatnim czasie Niebieskooki też nie próżnował. Sama też praktycznie w ogóle nie zareagowała na miecze, które dostarczył Anzou. Jakby to nie było nic. Dalej Chino opowiedziała nieco więcej, otworzyła się, poruszyła tematy i jakby... zrzucała z siebie pewnego rodzaju ciężar. Anzou uważnie jej słuchał, próbował wyłapać każdy niuans tej rozmowy. Chłopak czuł, że musi się tłumaczyć. Nawet jeżeli tylko winny się tłumaczy... on musiał to zrobić. Czuł się winny.
- Pół roku to dużo czasu, masz rację. Za dużo straciłem na poszukiwanie tych mieczy. Wyprawa do Ayatsuri pewnie pochłonęłąby jeszcze więcej. Atrapę pies trącał, ale te miecze... reagują na Raiton, wtedy są w stanie przeciąć praktycznie wszystko.
Anzou lekko chciał podkreślić, że to co przyniósł to nie jest jakiś zwykły miecz. Dalej jednak utrzymywał kontakt wzrokowy z Chino, która kontynuowała swoją ofensywę i dopiero się chyba rozkręcała. Nie była jednak w tym wszystkim chamska, zachowywała się zupełnie przyzwoicie, ale... Kaminari dalej czuł, że jest zawiedziona. A gdy usłyszał o oku... Jego ciało delikatnie zmiękło. Gzik załatwił oko. W trzy tygodnie. Gdzie Niebieskooki nie zrobił tego przez tak wiele czasu.
- Gzik... czyli to załatwił... z jednej strony się ciesze, z drugiej... to chciałem być ja. Mimo wszystko, to on jest Seininem i potrafi się teleportować...
Białowłosy mówił trochę ciszej, jakby sam do siebie, słowa ciężko przechodziły mu przez gardło. Nie czuł się komfortowo, a gdy usłyszał o tym, że Chino odzyskała nogę... I do tego od Sióstr Nocy... To poczuł ponowny cios. Nie fizyczny, ale psychiczny. Nie był zadowolony. Zacisnął nawet swoją pięść, lekko przygryzł wargę. Spojrzał na Chino.
- I protezę... kurwa, jest mi z tym źle, ale cieszę się, cieszę się, że odzyskałaś to, co straciłaś, co straciłaś przeze mnie. Przepraszam, że nie dostałaś tego wszystkiego z moich rąk.
Anzou patrzył już nie na swoją rozmówczynię, ale gdzieś dalej, jego wzrok był pusty, a nagle Kaminari został jakby pozbawiony energii, motywacji. Nie stracił sensu swojego życia, ale raczej możliwości, aby spłacić swój dług wdzięczności wobec Chino, która nadstawiła swoje życie by go ratować. Mimo wszystko, dobrze, że tak się sprawy potoczyły. Shirei-kan klanu Kaminari zyskała ogromną moc. To duża wartość dodana. Dalej Anzou mógł już tylko słuchać jak to nie zawiódł swojej liderki. Anzou wcale nie szlajał się po świecie, był też na wojnie, przez co nie mógł dowieźć zadania. Miał też jakieś swoje powody, ale tłumaczenia chyba tutaj nie mają sensu. Zwłaszcza, że Chino nawet nie chce mieczy. Kaminari dostał też instrukcje, zgłosić się do Jina, czyli do Gzika, elitarnej jednostki klanu i brać udział w wojnie. To przynajmniej Władcy Piorunów wychodziło.
- To szlajanie po świecie też nie zawsze jest dla przyjemności, przecież wiesz. Stoczyłem niejedną bitwę, niejedną wojnę, po to, aby klan miał... lepiej. Mam swoje braki, mam swoje wady, doskonale to wiem. Dlatego też chcę być silniejszy, żeby móc chronić tych, na których mi zależy - Ciebie, klan, swoją rodzinę, siostrę. Zgłoszę się do Jina i rusze na wojnę. Tylko tyle mi pozostało. Rozumiem Twój żal, sam też jestem zły, że nie udało mi się dostarczyć tego wszystkiego. Przepraszam. Po prostu przepraszam. I życzę Ci wszystkiego dobrego, na Twojej nowej drodze. Wierzę, że będziesz szczęśliwa. A ja... zajmę się tym, co mi faktycznie wychodzi. Walka dla klanu. Tylko co do tych mieczy... przecież ja nawet nie wiem jak ich używać... Zostawię je u siebie w domu, na razie, może kiedyś zmienisz zdanie. Albo ja się nauczę ich sensownie używać. Od dziś - nie będę stanowić dla Ciebie żadnego problemu. Dziękuję za wszystko i przepraszam za wszystko, Chino.
Anzou mówił powoli, z lekkim smutkiem w głosie. Nie czuł się komfortowo, ale przynajmniej chciał jakoś to wszystko wyjaśnić z Chino. Zabrał te wszystkie miecze, które miał. Nie było nic innego jak ruszyć na wojnę. Zebrać odpowiedni ekwipunek, dozbroić się i zwyczajnie ruszyć na front. Klan wzywa. Kaminari pożegnał się ukłonem i opuścił siedzibę.
z.t
- 12 mar 2026, o 17:13
- Forum: Raigeki (Osada Rodu Kaminari)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 203
- Odsłony: 39000
Re: Siedziba władzy
Było ciepłe lato, choć czasem padało, dużo... wrogów się biło i mało się spało, tak zaczyna się - wakacyjna przygoda, Anzou jeszcze młody i Chino była młoda. Zapewne gdzieś w innym uniwersum, gdzieś w innych taki tekst uznano by za wstęp do pięknej piosenki. Realia i rzeczywistość były jednak zgoła inne. Niebieskooki po dość solidnej podróży wrócił do stolicy, która niewiele różniła się od jego ostatniego pobytu. W ciągu kilku dni zdążył już się nieco podszkolić w zakresie technik, spędzić trochę czasu z siostrą, która też wyrosła i stała się solidną Kunoichi. W siedzibie władzy jednak Anzou zderzył się z murem w postaci biurokracji. Kaminari jednak nigdzie się nie spieszył, nie miał nic konkretnego do załatwienia, oczywiście poza okiem i protezą. Część swoich zobowiązań już wykonał. Miał je przy sobie. Zwarte i gotowe do użycia. Anzou usłyszał też plotki o jakiejś delegacji. Władca Piorunów nie miał żadnego pojęcia o co chodzi, ale być może - Chino odwiedziła nowych sojuszników z klanu Pawia i tam spędziła nieco czasu z Siostrami Nocy, może widziała ten słynny meteoryt? W końcu chyba takie też były założenia. Anzou doczekał się i został poproszony do środka. Wszedł jak przystało na Kaminari - wyprostowany, dumny i z wysoko uniesioną brodą. Wewnątrz spotkał go nie tylko nietypowy widok samej Chino, która wyglądała inaczej. Ona dosłownie promieniowała pozytywną energią. To było nietypowe, bardzo nietypowe. Po tym przygaszeniu... jakby ślad zniknął? Do tego miała dłuższe włosy, zdecydowanie bardziej zadbane. Różnice było widać gołym okiem. Anzou ukłonił się w geście szacunku. Uwagę Władcy Laserów przykuła nie tylko sama Shirei-kan, ale również wystrój pomieszczenia. Odbiegał zdecydowanie od tego, co zapamiętał Anzou. Ogromna liczba kwiatów. Czyżby... Chino poznała kogoś? Pół roku to dość dużo czasu, aby z kimś się zaprzyjaźnić czy też... zakochać. Białowłosy tego nie wykluczał. Anzou uśmiechnął się delikatnie słysząc, że jest zgubą klanu. Fakt, trochę go nie było, ale w tym czasie nie próżnował, a co lepsze - klan dalej prosperował, co jest dość... pozytywne.
- Bardzo dobrze wyglądasz. Lato Ci służy.
Powiedział Anzou spokojnym głosem, w którym dało się wyczuć nieco radości. Młody Kaminari utrzymywał kontakt wzrokowy. Chino nie mogła mu pomóc. Anzou nawet tego nie oczekiwał. To on miał wobec niej dług, to on miał coś, co zamierzał jej wręczyć. Posiadał trzy miecze. Dwa, które udało mu się wywalczyć od strażnika oraz jeden, który... zakupił od starej handlarki, która zwyczajnie zrobiła go w konia. Wszystko to wyląduje właśnie w dłoniach Chino. Władca Piorunów przejechał wzrokiem po sali, a następnie wrócił do rozmówczyni.
- Trochę mi to zajęło. Po negocjacjach od razu ruszyłem po artefakt. Spotkałem jakiegoś dziaduszka... długa historia, nie wiem czy na tyle istotna. Do konkretów - mam coś dla Ciebie. Trzy miecze.
Anzou położył na stole, tuż obok Chino to, co udało mu się zdobyć. Dwa miecze były oczywiście lśniące, z daleka było widać, że są wyjątkowe.
- Jeden z tych mieczy to Kōmyōken. Sprzedała mi go jakaś Staruszka, mówiła, że w rękach właściwej osoby potrafi pokonać strach w drugim człowieku. To atrapa, tak go kupiłem, bo pięknie wygląda.
Powiedział Anzou spokojnym głosem pokazując na miecz, który zakupił od staruszki. Wtedy dłoń skierował na dwa te same ostrza.
- A te... udało mi się zdobyć w trakcie pojedynku. Trochę to trwało, musiałem pobłądzić, ale finalnie są. Reagują na Chakrę Raitonu. Co o nich myślisz? Są Twoje. Ja nie zamierzam zabierać Ci więcej czasu. Od razu ruszam po oko.
Anzou mówił spokojnie i oczekiwał odpowiedzi Chino. Uważnie też ją obserwował, patrzył jak reaguje, co myśli. Cieszył się, że wrócił i wykonał część zadania. To wiele dla niego znaczyło. To pokazało, że jego słowa nie są rzucane na wiatr. Teraz pora na realizacje kolejnych zadań. Kaminari przekazuje miecze Kiba nowej właścicielce - Chino Kaminari.
- Bardzo dobrze wyglądasz. Lato Ci służy.
Powiedział Anzou spokojnym głosem, w którym dało się wyczuć nieco radości. Młody Kaminari utrzymywał kontakt wzrokowy. Chino nie mogła mu pomóc. Anzou nawet tego nie oczekiwał. To on miał wobec niej dług, to on miał coś, co zamierzał jej wręczyć. Posiadał trzy miecze. Dwa, które udało mu się wywalczyć od strażnika oraz jeden, który... zakupił od starej handlarki, która zwyczajnie zrobiła go w konia. Wszystko to wyląduje właśnie w dłoniach Chino. Władca Piorunów przejechał wzrokiem po sali, a następnie wrócił do rozmówczyni.
- Trochę mi to zajęło. Po negocjacjach od razu ruszyłem po artefakt. Spotkałem jakiegoś dziaduszka... długa historia, nie wiem czy na tyle istotna. Do konkretów - mam coś dla Ciebie. Trzy miecze.
Anzou położył na stole, tuż obok Chino to, co udało mu się zdobyć. Dwa miecze były oczywiście lśniące, z daleka było widać, że są wyjątkowe.
- Jeden z tych mieczy to Kōmyōken. Sprzedała mi go jakaś Staruszka, mówiła, że w rękach właściwej osoby potrafi pokonać strach w drugim człowieku. To atrapa, tak go kupiłem, bo pięknie wygląda.
Powiedział Anzou spokojnym głosem pokazując na miecz, który zakupił od staruszki. Wtedy dłoń skierował na dwa te same ostrza.
- A te... udało mi się zdobyć w trakcie pojedynku. Trochę to trwało, musiałem pobłądzić, ale finalnie są. Reagują na Chakrę Raitonu. Co o nich myślisz? Są Twoje. Ja nie zamierzam zabierać Ci więcej czasu. Od razu ruszam po oko.
Anzou mówił spokojnie i oczekiwał odpowiedzi Chino. Uważnie też ją obserwował, patrzył jak reaguje, co myśli. Cieszył się, że wrócił i wykonał część zadania. To wiele dla niego znaczyło. To pokazało, że jego słowa nie są rzucane na wiatr. Teraz pora na realizacje kolejnych zadań. Kaminari przekazuje miecze Kiba nowej właścicielce - Chino Kaminari.
- 12 mar 2026, o 16:29
- Forum: Piszemy o wszystkim!
- Temat: Shinobi Zbijak - Mecz
- Odpowiedzi: 129
- Odsłony: 8659
Re: Shinobi Zbijak - Mecz
Stary Anzou mocno śpi, stary Anzou mocno śpi, nikt się go nie boi, nikt na palcach nie chodzi, jak się zerwie to nikogo nie zje.
- 11 mar 2026, o 08:57
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: [PH] Anzou
- Odpowiedzi: 73
- Odsłony: 9815